To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałam... II

Alison - Nie 22 Lip, 2007 13:26

Właśnie byłam na "W świecie kobiet" - najnowszym filmie z Meg Ryan. Jakiś debil napisał, że to komedia romantyczna. Raczej zaliczyłabym to do komediodramatów. W filmie roi się od typowo amerykańskich schematów - relacje rodzinne, sąsiedzkie stosunki, wychodzenie z depresji po złamanym sercu, walka z chorobą, ale mimo to ma w sobie jakieś takie ciepło, przy którym można sie przez chwilę pogrzać. Żadne to arcydzieło, ale jest kilka naprawdę śmiesznych i naprawdę wzruszających scen. I nieźle zagrane role. Poza konkurencją jest Babcia (uwielbiam ta aktorkę, we wszystkich jej rolach!), Meg... no cóż, zaczęła już grać mamusie, ale myślę, że ta rola jest fajna do jej kolekcji. No i Adaś Brody. Kobitki na jego stronie wyją do księżyca, że jest boski. Ja tam nie wim czy jest on boski, ale w tej roli to taki fajny chłoptaś do przytulenia na pocieszkę :wink:
Film polecam na babskie popołudnie, chociaż ja byłam z synem i film mu sie podobał :o

Anonymous - Pon 23 Lip, 2007 13:06

Właśnie obejrzałam "Byrona", a zrobiłam to z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że grało tam dużo znajomych aktorów, a ja lubię angielskie produkcje między innymi dlatego, że prawie zawsze trafią się jakieś znajome twarze; w drugiej kolejności obejrzałam dlatego, że chciałam poznać trochę życie Byrona i zrozumieć istotę byronizmu. I to mi się niestety nie udało, film mnie nieco znudził i trochę zniesmaczył, akcja szła jakoś za szybko - Byron ma 23 lata, a po chwili 28, a po chwili jest już w Grecji i umiera. Do całości też nie pasował mi wątek służącego Byrona, który po jego rozwodzie musiał rozstać się z żoną, choć akurat sam w sobie był całkiem fajny.
Ogólnie - raczej nie polecam.

praedzio - Pon 23 Lip, 2007 15:40

Obejrzałam sobie film Przystań (Haven). Wiecej na ten temat naskrobałam tutaj: http://forum.northandsout...p?p=97147#97147
Admete - Pon 23 Lip, 2007 22:27

W koncu obejrzałam Zodiak - zdążyłam do tego czasu poczytac trochę o tym filmie i historii jego powstania, więc wiedziałąm czego się spodziewac. Film był bardzo spokojny, w dużej mierze oparty na ksiażce opisującej zdarzenia z lat 60 i 70. Fincher nie zapomniał jak się buduje atmosfere niepewności, ale pojawi sie ona tylko w paru scenach. Najdziwniejsza jest ta w domu człowieka, który kiedyś wyświetlał stare filmy w kinie. Oczywiście przypomniało mi się Siedem, które widziałąm dwa razy i wiem, że jeszcze kiedyś obejrzę, mimo że za kazdym razem ten film mnie przeraża. Pamiętacie zakończenie? Okropne - w końcu ten morderca wygrał manipulując wszystkimi do końca. pamiętam ciszę w kinie po zakonczeniu seansu i dziwny niepokój przez kilka następnych dni. W Zodiaku nie ma tej intensywności. Szkoda, ale mimo szystko film warto obejrzeć.
Matylda - Pon 23 Lip, 2007 22:47

A ja dzisiaj obejrzałam Jerozolimę chyba nakręcony przez Szwedów
Zresztą mam słabość do ich produkcji. Są takie inne choć przecież europejskie
Ale grała tam cud dziewucha Maria Bonnevie. Gdzie ona sie wcześniej podziewała , że ja jej nie wypatrzyłam





Caitriona - Wto 24 Lip, 2007 11:08

Czy ona nie grała w Księdze Diny? To był świetny film...
praedzio - Wto 24 Lip, 2007 12:18

A, faktycznie! Zastanawiałam, się gdzie już ją widziałam... A to była Księga Diny! Caiti, a czytałaś książkę? Niesamowita!
Trzykrotka - Wto 24 Lip, 2007 13:12

Mnie się film Księga Diny nie podobał, ale dziewczyna była wspaniała. Rzadko widuje się taką autentyczność i urodę.
Caitriona - Wto 24 Lip, 2007 14:15

Nie nie czytałam; ale już zapisuję i niedługo odwiedzę bibliotekę ;)
praedzio - Wto 24 Lip, 2007 15:05

Caitriona napisał/a:
Nie nie czytałam; ale już zapisuję i niedługo odwiedzę bibliotekę

Koniecznie! Spodoba ci się na pewno, skoro podobał ci się film. :-D
P.S. O, "mordka Dean" wróciła! Ale jestem spostrzegawcza! :zalamka:

Nellie - Śro 25 Lip, 2007 11:41

Uwaga! :excited: Wczoraj na TVP KULTURA włączyłam sobie wieczorem "WIele hałasu o nic". Ale jak się okazało, nie było tego filmu. Był za to "Makbet" - nowa ekranizacja BBC. Makbeta grał James McAvoy, Makduffa - Richard Armitage. Co ważniejsze, dzisiaj na tym samym kanale o 15.00 też ma być "Wiele hałasu o nic". BYĆ MOŻE to kolejna pomyłka i znowu puszczą Makbeta? Polecam to uwadze Szanownych Dam :cheerleader2:
Anonymous - Śro 25 Lip, 2007 12:06

O, będzie trzeba zobaczyć. Makbeta chętnie obejrzę, ale jeżeli będzie Wiele hałasu o nic, też nie będę narzekać :) .
Trzykrotka - Śro 25 Lip, 2007 12:16

Jest żałoba narodowa, podejrzewam, że dlatego Makbeth zastąpił Wiele hałasu. Też czekałam, ale z góry bez większej nadziei.
Gosia - Nie 29 Lip, 2007 15:09

Obejrzałam "Samotność w sieci" i wlasnie sie zastanawiam czy tytul tego wątku odpowiada moim odczuciom i chyba nie bardzo. W kazdym razie ciesze sie ze nie bylam na tym w kinie, bo ciezko by mi bylo wytrzymac do konca seansu.
Ksiazke Wisniewskiego czytalam, ale nie powalila mnie ona na kolana, pelno tam bylo melodramatycznych dygresji, choc niektore sceny i fragmenty ciekawe.
Jesli chodzi o film, to jest bardzo nierowny. Poczatek i koniec niezly, gorzej ze srodkiem. Chlodne, przeszklone zeby nie powiedziec zimne wnetrza, choc nawet takie lubie ;) ale nie nie wiem jakby mi sie w tym mieszkalo. Tutaj number one dla mnie miejsce w ktorym przebywa Jakub (tą fotke znalazlam w sieci)
http://i.wp.pl/a/f/jpeg/9903/1big.jpeg
Z zewnatrz ceglany klocek, w srodku duze okna, duza przestrzen i malo mebli.
Sporo w tym filmie interesujacych efektow, oddano wspolczesny stechnicyzowany swiat, w ktorym ekran LCD jest glownym elementem, choc czasem wygladalo to na reklame komputerow ;) bo byly wszedzie.
Odnosilam wrazenie, ze nie mozna sie dzis obyc bez kieliszka wina, czyzbym byla niedzisiejsza? (zawsze to zreszta podejrzewalam :mrgreen: )
Dobrze dobrany Chyra, ktory jest podobny zreszta do Wisniewskiego.
Niestety caly film jest za dlugi, dygresje w srodku nużące, przeciagane w nieskonczonosc nudne w gruncie rzeczy sceny (np. sceny w Nowym Orleanie).
Choc lubie czasem powolny rytm narracji, tutaj nie moglam tego zdzierżyć, bo nic mi nie dano w zamian. Jakis cchlod w tym byl, niestety.
Porownujac dwa ostatnio obejrzane przeze mnie filmy:
"Dom nad jeziorem" i "Samotnosc w sieci" - oba o wirtualnych znajomosciach (poczta i email), "Domowi.." daje 5, "Samotnosci..." daje 3 albo 2 i to wcale nie dlatego, ze jeden jest zagraniczny, a drugi polski.
Moim zdaniem mozna bylo nakrecic lepszy film na podstawie tej powiesci.
Odnosze wrazenie, ze nie potrafimy robic takich filmow.

Gosia - Nie 29 Lip, 2007 18:46

No i obejrzalam takze "Słony smak miłości".

George - wrażliwa intelektualistka, trochę iroiczna, całkowicie niezależna, współczesna kobieta. Gavin - ciężko pracujący człowiek morza, prosty, silny, posłuszny tradycyjnym zasadom moralnym: mężczyzna dnia wczorajszego.
Należą do różnych światów, a jednak połączyla ich miłość i pożądanie.
Poruszajaca, pełna erotyzmu opowieść o kobiecie i mężczyźnie na podstawie głosnego francuskiego bestsellera Benoite Grault.


Film ogladalo sie dobrze, troche dziwila mnie postac George, ktora jak to dobrze okreslila Alison jest bardziej mentalnie mezczyzna, a nie kobietą. Poza tym jak widac ona wszystko w swoim zyciu komplikuje.
Gavin jest prosty, silny, ma jakies zasady, ktore jednak dla niej łamie. Jednak w tym prostym chlopaku, a potem mezczyznie jest wiecej uczucia niz w tej troche snobistycznej, nieco chlodnej kobiecie, ktora mowi o rozsadku, a do milosci przyznaje sie na koncu.
Wydaje sie, ze łączy tych dwoje tylko seks, a jednak to milosc, ktora potrafi przetrwac lata i ktora pozwala im zyc.
Gavin sie zmienia fizycznie z mlodego chlopaka z szopa wlosow w duzego mezczyzne z fajką, ale uczucie pozostaje w nim to samo i tak samo glebokie. Ona odkrywa, ze z zadnym innym mezczyzna nie potrafi stworzyc tak silnej wiezi jak z nim, choc dzieli ich wszystko (odleglosc, praca, srodowisko, ich partnerzy), dzieli ich wszystko poza namietnoscia i miloscia.
Ona egoistycznie kochala w nim prostego rybaka, i on dla niej prostym rybakiem pozostal, choc mogl sie ksztalcic, w rzeczywistosci jednak jakos sie zmienial, a moze ona nie dostrzegala w nim tej wrazliwosci, ktora w nim caly czas byla, od poczatku, tej wrazliwosci, z jaka zaspiewal piesn milosna na poczatku filmu. Ona w nim byla - wrodzona, nie nabyta.

Cytaty z ksiazki:
Chciałaby zrobić sobie zapas tego szczęścia na potem. Tyle, że miłość jest jak słońce -niepodobna jej przechować w magazynie. Zawsze jest jedyna w swoim rodzaju.

- Wiesz, jaki byłby najlepszy sposób, żeby to się skończyło? - pyta George.
Gavin niewinnie podnosi lewą brew.
- Żyć i mieszkać razem, na stałe. Szybko bym cię zaczęła denerwować, a ty byś dostawał białej gorączki...
- Stale tak mówisz - z urazą odpowiada Gavin. - Ja tam jestem na sto procent pewien, że umiałbym cię kochać do końca życia. Gdyby tak nie było, już dawno bym się od ciebie uwolnił.


P.S. Z drugiej strony, czy taki zwiazek na odleglosc, okazjonalny - nie jest lepszy, bo sie nie wypala? Nie grozi znudzenie, a wszystkie uczucia pozostaja intensywne, o nie zabija ich codziennosc? Moze to wcale nie takie glupie? ;)

Harry_the_Cat - Nie 29 Lip, 2007 21:43

Obejrzałam sobie dzisiaj film "Driving Lessons/ Nauka jazdy" z Julie Walters i Rupertem Grintem. Julie gra podstarzała, ekscentryczną aktorkę, która potrzebuje kogos do towarzystwa. Na ogłoszenie odpowiada Ben (Rupert), który w ten sposób próbuje wyrwać się chociaż na moment z domu, czyli od obecności fanartcznie religijnej, nadopiekunczej matki.
W sumie bardzo przyjemny - ciepły, taka mała produkcja, cos w stylu Dear Frankie (ale jednak mniejszy kaliber ;) ) . Polecam.

Znalazłam "extras" - oczywiście na polskim DVD nie ma żadnych dodatków...
http://pl.youtube.com/watch?v=EVkhGnCiHhg

Alison - Nie 29 Lip, 2007 22:19

Gosia napisał/a:
Gavin sie zmienia fizycznie z mlodego chlopaka z szopa wlosow w duzego mezczyzne z fajką, ale uczucie pozostaje w nim to samo i tak samo glebokie. Ona odkrywa, ze z zadnym innym mezczyzna nie potrafi stworzyc tak silnej wiezi jak z nim, choc dzieli ich wszystko (odleglosc, praca, srodowisko, ich partnerzy), dzieli ich wszystko poza namietnoscia i miloscia.


Uff, czyli nareszcie mogę napisać, co myślę :wink:
Film bardzo mi się podobał wizualnie, pięknie nakręcony, pięknie mimochodem pokazany upływ czasu, ale jakoś nie umiałam się zbytnio przywiązać do bohaterów. Ona - mentalnie mężczyzna, nastawiona tylko na chwilową przyjemność z kimś, kto ją w pełni zaspokaja, ale intelektualnie jej nie dorasta (przynajmniej w jej mniemaniu), on - wizualnie 100% samca w samcu, ale wrażliwość kobiety, dziecka nawet. Godzi się na układ, ktory mu od początku nie pasuje, bo jest wbrew jego pojmowaniu świata i związków damsko-męskich. Układ ten jest dla mnie cały czas moralnie dwuznaczny. Ciągle pamiętałam o tej nieszczęsnej Josie, żonie, która "nie chciała wiedzieć". Przeszkadzało mi to w "kibicowaniu" tej miłości. Kiedy ogladałam film kolejny raz, znając już zakończenie pękło mi serce w scenie w jaskini, kiedy on "po wszystkim" leży obok niej i smutno głaszcze po twarzy, jakby już wiedział, że tak to właśnie będzie wyglądało. Scena przy końcu filmu, kiedy on mówi końcowy fragment wiersza, który ona zaczęła cytować przed laty, jest rozdzierająca, bo od tego momentu krok po kroku ona szybko dochodzi do wiedzy ile straciła, ile sama sobie zabrała, trzymając tego człowieka na dystans. A kiedy sobie to jasno uświadamia, to jest już, jak to w życiu, za późno...
Smutny film, ale niestety bardzo prawdziwy, a ja jestem wielbicielką piosenki Gavina :serce:

Gunia - Pon 30 Lip, 2007 00:45

Harry_the_Cat napisał/a:
Obejrzałam sobie dzisiaj film "Driving Lessons/ Nauka jazdy" z Julie Walters i Rupertem Grintem. Julie gra podstarzała, ekscentryczną aktorkę, która potrzebuje kogos do towarzystwa. Na ogłoszenie odpowiada Ben (Rupert), który w ten sposób próbuje wyrwać się chociaż na moment z domu, czyli od obecności fanartcznie religijnej, nadopiekunczej matki.
W sumie bardzo przyjemny - ciepły, taka mała produkcja, cos w stylu Dear Frankie (ale jednak mniejszy kaliber ;) ) . Polecam.

Znalazłam "extras" - oczywiście na polskim DVD nie ma żadnych dodatków...
http://pl.youtube.com/watch?v=EVkhGnCiHhg

No to może się skuszę? Do tej pory skutecznie mnie od tego filmu odstraszała jego etykietka gniota dla nastolatków bez sensu i polotu. Ale skoro jest fałszywa, to zacznę poszukiwania w tym kierunku.

Anonymous - Pon 30 Lip, 2007 14:25

Niedawno przeczytałam "Damę kameliową" i wczoraj obejrzałam ekranizację, którą kupiłam z gazetą, francuską z 1998 roku. Bardzo mi się podobała, ładnie nakręcona, piękne kostiumy i wnętrza, ale najbardziej mnie chyba zachwyciła aktorka grająca Małgorzatę, wyglądała, jakby wyjęto ją z XIX-wiecznego obrazu, trochę przypominała Isabelle Adjani, trochę Monicę Bellucci, a gdy się uśmiechała, to robiły jej się takie dołeczki jak u Vivien Leigh :) . Zrobiłabym kilka screenów, ale mam na VCD i się nie da... Ale w każdym razie polecam tę wersję.
Gunia - Pon 30 Lip, 2007 15:38

Chciałam ją sobie kupić, ale z tym numerem gazety (jakiejś tam krzyżówkowej) są tylko "Nędznicy" i to drugie, a "Damy" niet. :(
Dorfi - Pon 30 Lip, 2007 17:16

Dama była kiedyś w "Przyjaciółce". Z Christianą Reali i Michaelem Cohenem w rolach głównych. Mam zdublowaną II cz. Jak uda Ci się zdobyć gdzieś pierwszą to mogę Ci wysłać
Gunia - Pon 30 Lip, 2007 17:40

Dzięki, Dorfi. Jeśli mi się uda, to dam Ci znać. :kwiatki_wyciaga:
Admete - Wto 31 Lip, 2007 16:18

Obejrzałam własnie Ostatniego króla Szkocji w reż. Kevina Mcdonalda z Forestem Withakerem i Jamesem McAvoy'em w rolach głównych. Jeśli chodzi o filmy osadzone w realiach afrykańskich, to nadal moim numerem jeden pozsotaje Hotel Rwanda, ale Ostatni...też jest filmem interesującym. Hotel Rwanda bardziej przemawia do bezpośrednich emocji, ponieważ przedstawia historię rodziny - w Ostatnim królu Szkocji jesteśmy bliżej władzy i szaleństwa z nią związanego. Postać grana przez McAvoy'a budzi jednocześnie sympatię i irytację. Taki naiwny przez wieksza część filmu. Aktor jednak z niego dobry i chętnie zobacze go Becomin Jane ( jak w końcu do nas dotrze...).
Trzykrotka - Śro 01 Sie, 2007 09:37

Forest Whitaker podobał mi sie w Ostatnim królu Szkocji! To jest w ogóle aktor pozornie nie grający, sprawiający wrażenie, ze po prostu JEST. Mój mieszkający w Afryce kolega mówił, że on genialnie podchwycił nawet afrykański sposób mówienia, z lekkim przydechem.
No i agentka Scully bardzo mi się podobała, po raz kolejny. Dla niej koniec pracy w Archiwum X był błogosławieństwem, może pokazać wreszcie wiele innych, pięknych twarzy.

A ja miałam okazję utonąć w zachwycie dla kolejnego "etnicznego" aktora, Bena Kingsleya. Mówię celowo o jego etniczności, choć nie zainteresowani mogą nie wiedzieć, ze jest on pół-krwi Hindusem (ojciec był Gurjatczykiem :-D ). To pochodzenie być może, oraz związane z nim piękne, wyraziste oczy, zdecydowały o obsadzeniu go w roli pułkownika Bihrani w filmie Dom z piasku i mgły.
Zachęcam Was do obejzrenia tego obrazu całym sercem. Opowiada niezwykłą historię domu, połozonego w pięknej okolicy, wśród drzew, wcale nie nadzwyczjnego, który jednak staje sie bezcenny dla dwojga ludzi.
Jego właściielka, młoda kobieta lecząca sie z narkomanii, alkoholizmu, dochodząca do siebie po odejściu męża (Jennifer Connely) pewnego dnia zostaje obudzona przez policję uzbrojona w nakaz eksmisji. Na skutek pomyłki władz musi natychmiast wynieść się z domu - ląduje na ulicy z kilkoma rzeczami, które do niej należą. Kiedy przy pomocy darmowej prawniczki próbuje dom odzyskać, okazuje się, ze został on juz sprzedany rodzinie Bihrani.
Pułkownik Bihrani, postawny, dobrze utrzymany mężczyzna o pięknych, wyrazistych oczach, był kiedyś szefem wywiadu szacha Iranu. Teraz z rodziną wylądował w Stanach. Mieszkają w dobrym hotelu, córkę wydali znakomicie za mąż. Jednak to tylko pozory: pułkownik za dnia pracuje przy budowie dróg, nocą - w markecie. Oczy jego i jego pięknej żony pełne sa godności i cierpienia. Kupno domu po bardzo niskiej cenie jest okazją do odbicia się od dna, uratowania godności. Młoda dziewczyna i dojrzały mężczyzna czepiają sie myśli o domu jak ostatniej deski ratunku i zaczynają walkę o niego.
Film trzyma za gardło i jednocześnie rozkłada na łopatki pięknością obrazu i aktorskich kreacji. Ben Kingsley wart jest więcej złota niz waży. Obejrzyjcie koniecznie.

Alison - Śro 01 Sie, 2007 10:27

Uwielbiam Bena Kingsley'a, ma niesamowitą charyzmę, a każda jego rola jest jak czarna perła. Posiada wielce cenioną przeze mnie umiejętność "mądrego milczenia", które wyraża się przez skupione i przeszywające na wskroś spojrzenie. Nawet jego drugoplanowe role zostają w pamięci jak obrazy. Taki niepozorny człowiek, a taki wielki aktor.
Myślę, ze nikt poza nim nie mógł zagrać Ghandi'ego.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group