To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Duma i uprzedzenie (1995)

Aragonte - Nie 30 Sie, 2009 21:21

Harry_the_Cat napisał/a:
Aragonte napisał/a:
Zmień tylko "Jane" na "Elżbietę" :wink:


Miałam na myśli Jane Austen i ten tekścik, co Cait miała kiedyś w podpisie - coś o tym, że żeby mieć idealnego Darcy'ego to trzeba go sobie wymyślić ;)

A! faktycznie, zapomniałam o cytacie z "Miss Austen Regrets" :)
No to zwracam honor :mrgreen:

Tamara - Nie 30 Sie, 2009 22:13

Mam wrażenie , że dzisiejszy trend męski uciekania przed małżeństwem jest przede wszystkim objawem męskiej powszechnej niedojrzałości i mody na "wieczną chłopięcość" , co dość skutecznie wyklucza konieczne w związku odpowiedzialność , ograniczenia i kompromisy . Z drugiej strony dziewczyny też nie są bez winy , bo tak samo chcą zjeść ciastko i mieć ciastko - zachować przywileje singla i mieć profity żony . No i do tego dokłada się kult dostępności wszystkiego na życzenie i wymiany na lepsze :?

Małżeństwo na pewno konieczne nie jest , ale udany długotrwały związek z całą pewnością jest jednym z czynników powodujących , ze ludzie są szczęśliwi , zdrowsi , dłużej żyją i są życzliwsi dla świata , temu chyba nikt nie zaprzeczy .

Caitriona - Nie 30 Sie, 2009 22:40

Harry_the_Cat napisał/a:
Miałam na myśli Jane Austen i ten tekścik, co Cait miała kiedyś w podpisie - coś o tym, że żeby mieć idealnego Darcy'ego to trzeba go sobie wymyślić

Zapewne chodziło o ten: The only way to get a man like Mr Darcy is to make him up. Jane Austen, "Miss Austen Regrets".

Harry_the_Cat - Nie 30 Sie, 2009 22:53

Caitriona napisał/a:
Harry_the_Cat napisał/a:
Miałam na myśli Jane Austen i ten tekścik, co Cait miała kiedyś w podpisie - coś o tym, że żeby mieć idealnego Darcy'ego to trzeba go sobie wymyślić

Zapewne chodziło o ten: The only way to get a man like Mr Darcy is to make him up. Jane Austen, "Miss Austen Regrets".


Dokladnie o to :)

Anonymous - Pon 31 Sie, 2009 11:30

Tamara napisał/a:
Z drugiej strony dziewczyny też nie są bez winy , bo tak samo chcą zjeść ciastko i mieć ciastko - zachować przywileje singla i mieć profity żony .

Tamaro świetnie to powiedziałaś... wiele razy myślałam o tym co ty ubrałaś w słowa...

BeeMeR - Pon 31 Sie, 2009 15:23

lady_kasiek napisał/a:
jestem kobietą i facet jest wybitnie poza moim celownikiem(dla wyjaśnienia dodam, że w kobiety też nie celuję) :wink:
khem, khem, poza moim też był - w zasadzie nie wiem, kto był bardziej zdziwiony - Tomek czy ja - każde z nas było przekonane, że nie znajdzie swojej połówki to i nie szukało - ale jakoś samo się tak zrobiło, że samo się znalazło... ;)

seniorita napisał/a:
nie, lepiej aby nie dostali od razu, bo co z tego będą miały kobiety a przynajmniej te którym zależy na małżeństwie?
Nie zgadzam się z tym - to znaczy trochę tak, trochę nie - ale jeśli ktoś chce małżeństwa tylko ze względu na seks - czy to kobieta czy mężczyzna - to ja uprzejmie dziękuję za taki związek i życzę najlepszego - ale boję się że w pierwszej kłótni poleci :roll:
seniorita - Pon 31 Sie, 2009 19:46

Tamara napisał/a:
Mam wrażenie , że dzisiejszy trend męski uciekania przed małżeństwem jest przede wszystkim objawem męskiej powszechnej niedojrzałości i mody na "wieczną chłopięcość" , co dość skutecznie wyklucza konieczne w związku odpowiedzialność , ograniczenia i kompromisy . Z drugiej strony dziewczyny też nie są bez winy , bo tak samo chcą zjeść ciastko i mieć ciastko


Tamaro, podpisuję się pod Twoimi słowami obiema rękami :kwiatek:
Chyba to tak podoba nam się w bohaterach XIX wiecznych powieści typu Darcy czy Thornton - ich męskie zdecydowanie, stanowczość, przywiązanie do ogólnie uznawanych zasad i brak lęku przed zobowiązaniem w postaci ślubu z kochaną kobietą.
Ale też ówczesne obyczaje ich niejako do tego zmuszały - była silna społeczna presja na zawieranie związków małżeńskich.

Dziś tez można powiedzieć że są przywiązani do ogólnie uznawanych zasad - kult szeroko pojętej rozrywki i seksu na wyciągnięcie ręki na jedną noc lub dłużej.
Więc w sumie czego od nich oczekiwać, skoro tak ulepiła ich współczesność? :mysle:

Harry_the_Cat - Wto 01 Wrz, 2009 00:57

Nie wiem, czemu sobie w ogóle nimi zawracasz głowę, skoro są tacy do niczego...
seniorita - Wto 01 Wrz, 2009 18:03

Harry_the_Cat napisał/a:
Nie wiem, czemu sobie w ogóle nimi zawracasz głowę, skoro są tacy do niczego...


dlaczego do niczego? płyną z prądem i tyle :-)

na pewno nie wszyscy, warto poszukać, rozglądać się dalej wokół, w końcu tego kwiatu jest... :-D

Alicja - Wto 01 Wrz, 2009 20:21

BeeMeR napisał/a:
poza moim też był - w zasadzie nie wiem, kto był bardziej zdziwiony - Tomek czy ja - każde z nas było przekonane, że nie znajdzie swojej połówki to i nie szukało - ale jakoś samo się tak zrobiło, że samo się znalazło...

i tak właśnie jest najpiękniej :-D Miłość to nie polowanie, spada nieoczekiwana, najczęściej przychodzi niespodziana i z miejsca z którego wcale się jej nie spodziewamy. Czasami " jest" przy nas od wielu lat, jako przyjaciel, znajomy... niekiedy zaś na drugim końcy Polski lub świata :-D Małżeństwo zaś powinno być tylko dopełnieniem szczęścia, nie celem samym w sobie. Jak pisałam to nie wstyd pragnąć ślubu, ale tylko z miłości i z osobą która też tego pragnie. Po roku czy po 8 latach, czy to ma jakieś znaczenie? Jeśli z właściwym mężczyną - żadnego.

Trzykrotka - Pią 04 Wrz, 2009 09:47

Oglądania ciąg dalszy...
Dałam szansę panu Darcy jeszcze raz i powtórzyłam sobie scenę oświadczyn. Lubię ją, jest pięknie zagrana, z bardzo prawdziwymi emocjami, a bez udziwnień i dodatkowych atrakcji. Zauważyłam wczoraj, może dlatego, że sama źle się czułam, że Lizzy wygląda na naprawdę cierpiącą. Jennifer ma rozjaśnioną twarz, żeby pokazać, że jest blada (niezbyt umiejętnie, dlatego charakteryzacja rzuca się w oczy). Widać, że pan Darcy popełnił falstart już na wstępie: przyszedł ze swoimi niechcianymi propozycjami wtedy, kiedy ona i tak była źle nastawiona do świata. Ten głęboki oddech na koniec i pochylenie głowy są bardzo fajne, widać podwójne udręczenie - ból głowy i ból serca jednocześnie.
Potem bardzo ładna sekwencja podróży do Derbyshire, powiązana z dodaną sceną fechtunku i słynnym I shall conquer this. I shall. Lubię sceny dodane w tym serialu, choć puryści się na nie oburzają (lubię też scenę kąpieli w stawie, choć już tak się nią nie ekscytuję, jak kiedyś).
Kiedy któraś z Was (nicol?) to napisała, że Elizabeth jest interesowna, to się zdziwiłam. Ale już się nie dziwię. Może nabrałam dystansu, może dawno nie oglądałam serialu, ale w tej ekranizacji można uznać, że naprawdę serce Lizzy mięknie w stosunku do pana Darcy, kiedy ona widzi, co straciła, odrzucając jego oświadczyny. W powieści mamy powiedziane, że Lizzy, zwiedzając Pemberley, czuje przelotny żal, że nie jest jego panią, ale szybko ten żal znika. W odcinku 4 serialu mamy tylko szczere westchnienie a mogłam być panią tego wszystkiego... I potem wyznanie uczynione Jane, co prawda ze śmiechem, ale dość niepokojące, że jej nastawienie do narzeczonego zmieniło się, kiedy zobaczyła jego posiadłość.
Zostaję z cieniem wątpliwości co do mojej ulubionej austenowskiej bohaterki i z zadrą w sercu :-|

nicol81 - Pią 04 Wrz, 2009 22:39

Trzykrotka napisał/a:
Kiedy któraś z Was (nicol?) to napisała, że Elizabeth jest interesowna, to się zdziwiłam

Nie Nicol :wink: Nicol uważa, że zobaczenie Pemberley było przełomem- ale to ze względu na to, że było ono odzwierciedleniem duszy Darciego...Interesownie to poleciałaby na 10 tysiów...

Trzykrotka napisał/a:
Zostaję z cieniem wątpliwości co do mojej ulubionej austenowskiej bohaterki i z zadrą w sercu

Ale mówisz o postaci serialowej, nie książkowej?

Trzykrotka napisał/a:
Lubię sceny dodane w tym serialu, choć puryści się na nie oburzają (lubię też scenę kąpieli w stawie, choć już tak się nią nie ekscytuję, jak kiedyś).

Dla mnie to nie puryzm, tylko mi one do koncepcji opowieści nie pasują... :?

seniorita - Pią 04 Wrz, 2009 23:56

Trzykrotka napisał/a:
W odcinku 4 serialu mamy tylko szczere westchnienie a mogłam być panią tego wszystkiego... I potem wyznanie uczynione Jane, co prawda ze śmiechem, ale dość niepokojące, że jej nastawienie do narzeczonego zmieniło się, kiedy zobaczyła jego posiadłość.
Zostaję z cieniem wątpliwości co do mojej ulubionej austenowskiej bohaterki i z zadrą w sercu :-|


też mam wątpliwości co do istoty uczuć Lizzy :( sam fakt że lubiła Wickhama zawsze mnie przeraża :roll:

Anonymous - Sob 05 Wrz, 2009 11:47

Wickham dal sie lubic - przeciez wszyscy go lubili. Moze nie chodzilo o interesownosc, bo przeciez wszyscy wiedzieli, ze Darcy jest bogaty i Pemberley slynie z uroku. Wydaje mi sie, ze w Pemberley Lizzy zobaczyla prawdziwego Darsika. On w sumie niewiele mowil, a juz szczegolnie o sobie, a tutaj, w jego dziele, w dziele jego przodkow widac bylo kim jest, z jakiej rodziny sie wywodzi. Utrzymywał taki majatek w takim stanie - w dodatku sluzba dalaby sie pokroic zywcem za swojego pana i mowi o nim z takim cieplem. I pozniejszy Darsik w roli gospodarza - czarujacy, mily... Chyba dopiero tam, w Pemberley Lizzy poprez dzielo dostrzegla prawdziwego Darcyego. Przeciez nic tak wiele nie mowi o czlowieku jak jego dom... :)
Caitriona - Sob 05 Wrz, 2009 12:32

seniorita napisał/a:
sam fakt że lubiła Wickhama zawsze mnie przeraża

Dlaczego przeraża? Tak jak napisała Aine Wickham dał się lubić i wszyscy mieli o nim dobre zdanie; był miły, czarujący, grzeczny, elokwentny. Po prostu potrafił oszukiwać ludzi...

Anonymous - Sob 05 Wrz, 2009 12:46

Tak sie sklada, ze oszustow wszyscy lubia - gdyby nie budzili zaufania i sympatii umarliby z glodu. Mila powierzchownosc, zdolnosci psychologiczne, sa niejako wpisane w ten "zawod".
Aczkolwiek Wickham byl kiepski w te klocki, trzeba przyznac, ale Lucy Steel to juz inna bajka ...

Alicja - Sob 05 Wrz, 2009 13:29

Trzykrotka napisał/a:
powiązana z dodaną sceną fechtunku i słynnym I shall conquer this. I shall.

ten fragmencik też lubię, bo widzę wtedy Darcego z gorącym sercem i myślami zaprzątniętymi kobietą upragnioną :-)

AineNiRigani napisał/a:
Wydaje mi sie, ze w Pemberley Lizzy zobaczyla prawdziwego Darsika. On w sumie niewiele mowil, a juz szczegolnie o sobie, a tutaj, w jego dziele, w dziele jego przodkow widac bylo kim jest, z jakiej rodziny sie wywodzi. Utrzymywał taki majatek w takim stanie - w dodatku sluzba dalaby sie pokroic zywcem za swojego pana i mowi o nim z takim cieplem.

nie tylko niewiele mówił, ale i zachowywał się większości odpychajaco i wyniośle, a w Pemberley stał się wręcz serdeczny, nie tylko dla Elizabeth, ale też i jej rodziny, czym ją ujął. Fakt, że służba przedstawiła go jako bardzo dobrego pana też wiele znaczył

nicol81 - Sob 05 Wrz, 2009 15:52

AineNiRigani napisał/a:
Moze nie chodzilo o interesownosc, bo przeciez wszyscy wiedzieli, ze Darcy jest bogaty i Pemberley slynie z uroku. Wydaje mi sie, ze w Pemberley Lizzy zobaczyla prawdziwego Darsika. On w sumie niewiele mowil, a juz szczegolnie o sobie, a tutaj, w jego dziele, w dziele jego przodkow widac bylo kim jest, z jakiej rodziny sie wywodzi. Utrzymywał taki majatek w takim stanie - w dodatku sluzba dalaby sie pokroic zywcem za swojego pana i mowi o nim z takim cieplem. I pozniejszy Darsik w roli gospodarza - czarujacy, mily... Chyba dopiero tam, w Pemberley Lizzy poprez dzielo dostrzegla prawdziwego Darcyego. Przeciez nic tak wiele nie mowi o czlowieku jak jego dom...

Właśnie o to mi chodziło.

seniorita napisał/a:
sam fakt że lubiła Wickhama zawsze mnie przeraża

Akurat w tej wersji Wickham błędnie jest za mało czarujący- ma śliskość wypisaną na ryju. Pamiętajmy, że Elżbieta nie była ideałem.

Jotka - Sob 05 Wrz, 2009 19:08

Gdyby Lizzy była interesowna przyjełaby pierwsze oświadczyny. W tych czasach małżenstwa mogły żyć obok siebie lub wręcz oddalone setkami mil, Darcy i tak większość czasu spędzał poza domem. Ona od początku wiedziala że jest wart 10.000
Trzykrotka - Pon 07 Wrz, 2009 13:25

nicol81 napisał/a:
Ale mówisz o postaci serialowej, nie książkowej?


Tak. O książkowej pisałabym w Powieściach. Do książkowej nie mam zastrzeżeń.
Co do serialowej, precyzuję:
Jotka napisał/a:
Gdyby Lizzy była interesowna przyjełaby pierwsze oświadczyny. Ona od początku wiedziala że jest wart 10.000

... to aż tak nisko jej nie oceniam. Elizabeth to w końcu Elizabeth, nie Jucy Steel, czy Charlotta Lucas. Nie rzuciałaby się na niego po pierwszych oświadczynach.
Chodzi mi o coś innego.
Od razu powiem: uważam, że mieć majątek, to dla mężczyzny to samo, co dla kobiety - być piękną. Po prostu dodaje atrakcyjności mężczyźnie już atrakcyjnemu (z racji na walory fizyczne lub duchowe). Naprawdę tak jest, że władza i pieniadze są afrodyzjakiem, jak świat światem tak było. Przecież i Darcy mógłby po ucieczce Lidii oferować Lizzy co najwyżej współczucie i pocieszenie, gdyby nie miał pieniędzy i stosunków.
Jest całkiem zrozumiałe, że na Lizzy jego majątek - nie abstrakcyjne 10 tysięcy rocznie, tylko piękna posiadłość, służba i cała reszta - objawiony przed oczami, musiał zrobić wrażenie. Tylko wydaje mi się, że o ile u Jane Austen Lizzy zakochała się w duszy i sercy Darcy'ego, a Pemberley stanowiło tylko miły ornament, to u Andrew Daviesa ona pokochała Pemberley, a potem jego właściciela.
Takie mam niezbyt miłe wrażenie po powtórce z serialu.

Alicja - Pon 07 Wrz, 2009 17:01

Trzykrotka napisał/a:
Tylko wydaje mi się, że o ile u Jane Austen Lizzy zakochała się w duszy i sercy Darcy'ego, a Pemberley stanowiło tylko miły ornament, to u Andrew Daviesa ona pokochała Pemberley, a potem jego właściciela.
Takie mam niezbyt miłe wrażenie po powtórce z serialu.

to z kolei jest całkiem możliwe po obejrzeniu serialu, bo tak zaakcentowane w odpowiednim momencie :?

Trzykrotka - Pon 07 Wrz, 2009 19:12

Tak mi to właśnie wyglądało, kiedy serial oglądałam po wielu naszych dyskusjach i po dłuższej przerwie. Te akcenty są i w powieści, ale od razu łagodzone. W serialu pozostawiono je bez upiększeń. Do tej pory byłam gotowa dać sobie rękę uciąć, że Lizzy gardzi blichtrem wielkiego świata. I nagle poczułam się, jakbym odkrywała ją na nowo, jak sama Lizzy odkryła prawdziwą naturę Wickhama po przeczytaniu listu Fitzwlliama...
nicol81 - Pon 07 Wrz, 2009 21:34

Ale przecież jakoś Rosigns na niej nie wywarło takiego wrażenia, a było równie przepychowe i blichtrowe...Pemberley to nie tylko ornament, ale część Darciego i jego wyraz. Ukauzjący jej go z innej, lepszej strony.
Trzykrotka - Pon 07 Wrz, 2009 22:31

Jasne, nicol. Masz rację. Mnie tylko chodzi o to, że -widzę to teraz - Davies wyraźnie, acz subtelnie dał nam do zrozumienia, że to nie zalety ducha pana Darcy przełamały lody w sercu Lizzy. One oczywiście były dla niej najważniejsze, bez wątpienia. Jednak cud przemiany jej serca nastąpił na widok jego lasów, pól, mostków i królewskiej siedziby. W książce to bardzo ludzkie a mogłam być panią tego wszystkiego od razu złagodzone jest refleksją, że jednak nie mogła bez poważnych ustępstw - i żal mija. Tego złagodzenia nie ma w serialu.
Podobnie potem, w scenie z Jane po oświadczynach, Lizzy książkowa pokpiwa sobie z siostry mówiąc, że zakochała się po zobaczeniu jego pięknej posiadłości. Zaraz potem wyjaśnia, dlaczego naprawdę się zakochała. W serialu scena ta kończy się - zaraz p stwierdzeniu Lizzy - wspólnym parsknięciem śmiechem. tak, jakby obie wiedziały, jak to jest...

nicol81 - Wto 08 Wrz, 2009 21:09

Ale posiadłość Darciego i jego wnętrzne nie są całkowicie odseparowane, ale połączone. My dzisiaj patrzymy na ludzi jak na odrębne jednostki, ale za JA panował większy kolektywizm.

JA podobnie opisała zachwyt Emmy nad Donwell Abbey- a Emmma przecież jest niezwykle posażną panną (mam nadzieję, że pokażą to w nowej ekranizacji).



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group