To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"

kikita - Pon 14 Sie, 2006 16:09

Och!!! To mi ulzyło :mrgreen:
Mag - Pon 14 Sie, 2006 18:30

Od razu poprawiłaś mi humor Gosieńko!!!!


Czekamy! :mrgreen:

Gosia - Pon 14 Sie, 2006 19:11

No dobrze, mialam troche zaczekac, ale skoro sie niecierpliwicie ruszam z moja fabryczka slodyczy ;)
Dodam, że skladam podziekowania Caroline, ktora tlumaczone przeze mnie odcinki przeczytala i zaakceptowala oraz w niektorych trudnych dla mnie miejscach poprawila.
No to do roboty.
Na poczatek dluzszy fragment, mysle ze Was zadowoli drogie damy :D

Gosia - Pon 14 Sie, 2006 19:23

Rozdz. I, Haste to the wedding (Przygotowania do ślubu), str. 1
Margaret u ciotki Shaw w Londynie cz. 1

- Edith – powiedziała Margaret delikatnie – Edith!
Ale jak Margaret podejrzewała, Edith zasnęła. Leżała zwinięta na sofie w saloniku na Harley Street i wyglądała naprawdę ślicznie w białym muślinie i niebieskich wstążkach. Gdyby Tytania, ubrana w biały muślin i niebieskie wstążki, kiedykolwiek zasnęła na szkarłatnej adamaszkowej sofie w małym salonie, Edith mogłaby być za nią wzięta. Margaret uderzyła na nowo uroda kuzynki. Wzrastały razem od dzieciństwa, i od początku każdy poza Margaret, zwracał na Edith uwagę, dostrzegając jej piękno. Margaret jednak nigdy o tym nie myślała, aż do ostatnich paru dni, kiedy bliska perspektywa utraty jej towarzyszki wydawała się dodawać siły każdej słodkiej zalecie i urokowi, które Edith posiadała.
Właśnie rozmawiały o sukniach ślubnych oraz ceremonii ślubnej, i o kapitanie Lennoxie i tym co powiedział Edith o jej przyszłym życiu na Korfu, gdzie stacjonował jego pułk, i o trudności utrzymania pianina w dobrym stanie (trudności która wydawała się Edith jedną z większych, które mogły się pojawić w jej małżeńskim życiu), i o tym czego mogłoby brakować w czasie wizyty w Szkocji, która miała nastąpić po ślubie. Ale szept stał się bardziej senny, i Margaret po kilkuminutowej przerwie, odniosła wrażenie, że pomimo hałasu w sąsiednim pokoju, Edith zwinięta w miękką piłeczkę muślinu, wstążek oraz jedwabnych loków, wpadła w spokojną, małą poobiednią drzemkę.
Margaret zamierzała właśnie opowiedzieć kuzynce o pewnych planach i wizji swojego przyszłego życia na wiejskiej plebanii, gdzie mieszkali jej ojciec i matka, i gdzie zawsze spędzała wakacje, chociaż przez ostatnie 10 lat uważała dom ciotki Shaw za swój dom.
Wobec braku słuchacza pogrążyła się w myślach nad zmianą w jej cichym jak dotąd życiu. To było szczęśliwe rozmyślanie, choć zabarwione żalem, że zostanie oderwana na nieokreślony czas od miłej ciotki i drogiej kuzynki.
Kiedy myślała o radości wypełniania ważnej roli jedynej córki na plebanii w Helstone, doszły do jej uszu fragmenty rozmowy dochodzącej z sąsiedniego pokoju. Ciotka Shaw opowiadała coś pięciu lub sześciu paniom, które przyszły tu na obiad i których mężowie wciąż byli jeszcze w jadalni. Byli oni bliskimi znajomymi rodziny, sąsiadami, których Pani Shaw nazywała przyjaciółmi, ponieważ zdarzało się obiadować z nimi częściej niż innymi, i ponieważ gdy ona czy Edith chciały coś od nich, albo oni czegoś chcieli od niej, żadna ze stron nie miała skrupułów, żeby złożyć wizytę przed lunchem. Te panie i ich mężowie zaproszono do grona przyjaciół, aby spożyć pożegnalny obiad na cześć zbliżającego się ślubu Edith.
Edith była raczej przeciwna temu zarządzeniu, z powodu kapitana Lennoxa, którego przyjazdu późnym pociągiem tego wieczoru oczekiwała, ale chociaż była rozpuszczonym dzieckiem, była zbyt roztrzepana i leniwa, aby mieć silną wolę, i uległa, kiedy spostrzegła, że jej matka zarządziła sporządzenie tych wszystkich sezonowych przysmaków, które uważano za skuteczne na nieumiarkowany żal na pożegnalnych obiadach.
Bawiło ją przechylanie się do tyłu i przekładanie jedzenia na talerzu, podczas gdy wszystkim wokół dostarczały rozrywki słowa pana Greya, dżentelmena, który zawsze zajmował szczyt stołu na obiedzie Pani Shaw i prosił Edith, aby zagrała coś w salonie. Pan Grey był szczególnie miły w czasie tego pożegnalnego obiadu, i stał dłużej na dole schodów niż zwykle. Zrobili bardzo dobrze – sądząc z fragmentów rozmowy, którą Margaret usłyszała.
- Sama wiele wycierpiałam, nie żebym nie była niezwykle szczęśliwa z moim biednym, drogim generałem, ale znacząca różnica wieku jest wadą, postanowiłam, że Edith nie będzie musiała się z nią mierzyć. Oczywiście, bez jakiejkolwiek matczynej stronniczości przewidziałam, że drogie dziecko prawdopodobnie wcześnie wyjdzie za mąż, w istocie często mówiłam, że jestem pewna, że mogłaby wyjść za mąż przed dziewiętnastym rokiem życia. Miałam prorocze uczucie, kiedy kapitan Lennox …- i tu jej głos przeszedł w szept, ale Margaret mogła łatwo zastąpić to pustką.
Przebieg prawdziwej miłości w przypadku Edith był niezwykle łagodny. Pani Shaw miała przeczucie, jak to wyraziła, i raczej nakłaniała do ślubu, chociaż to było poniżej oczekiwań jakie miała wobec niej, młodej i ładnej dziedziczki. Ale Pani Shaw powiedziała, że jej jedyne dziecko może wyjść za mąż z miłości – i westchnęła z emfazą, jakby miłość nie była motywem, który ją skłonił do ślubu z generałem. Pani Shaw cieszyła się romantyczną kwestią obecnych zaręczyn bardziej niż jej córka. Nie znaczy to, że Edith nie była naprawdę zakochana, mimo to z pewnością wolałaby dobry dom w londyńskiej Belgravii niż malownicze życie na Korfu, które opisywał kapitan Lennox.
Te właśnie ustępy wywoływały rumieniec na twarzy Margaret, kiedy je słyszała. A Edith udawała, że dygocze i wzdraga się, częściowo z powodu przyjemności, jaką jej sprawiało pokonywanie przez jej słodkiego kochanka jej niechęci, częściowo dlatego że nic z cygańskiego czy prowizorycznego życia nie było naprawdę dla niej przykre. Ponieważ nie pojawił się nikt z pięknym domem, świetną pozycją i wspaniałym tytułem na dodatek, Edith mogła wciąż trwać przy kapitanie Lennoxie, podczas gdy pokusa istniała. Kiedy to się skończyło, możliwe że czuła niepokój z powodu źle skrywanego żalu, że kapitan Lennox nie łączy w swojej osobie wszystkiego co było pożądane.
W tym była jednak dzieckiem swojej matki, która po poślubieniu generała Shawa, nie z powodu gorącego uczucia, a raczej z szacunku dla jego charakteru i pozycji, stale choć spokojnie opłakiwała swój ciężki los, ponieważ poślubiła kogoś, kogo nie mogła pokochać.
- Nie oszczędzałam na wyprawę – to były kolejne słowa, które Margaret usłyszała.-
Ona ma wszystkie indyjskie szale i szarfy, które generał mi podarował, ale których już nigdy więcej nie założę.
- Jest szczęśliwą dziewczyna – odpowiedział inny głos, który Margaret rozpoznała jako należący do Pani Gibson, damy, która podwójnie była zainteresowana tą rozmową, gdyż jedna z jej córek wzięła ślub w ciągu ostatnich kilku tygodni.
- Helen pokochała indyjskie szale, ale kiedy stwierdziłam, że mają wygórowaną cenę, musiałam jej odmówić. Będzie zazdrosna, kiedy usłyszy, że Edith ma indyjskie szale. Jakiego są rodzaju? Z Delhi? Ze ślicznymi małymi lamówkami?
Margaret usłyszała ponownie głos swojej ciotki, ale tym razem tak jakby podniosła się z półleżącej pozycji i patrzyła w głąb mniej oświetlonego saloniku.
- Edith! Edith! – wołała, a potem opadła jakby była zmęczona wysiłkiem. Margaret postąpiła naprzód.
- Edith zasnęła, ciociu Shaw. Czy coś trzeba zrobić?
Wszystkie panie powiedziały: „Biedne dziecko” - po otrzymaniu tej niepokojącej wiadomości o Edith, aż piesek salonowy na ramieniu Pani Shaw zaczął szczekać, jakby był pobudzony tym wybuchem współczucia.
- Cicho, Tiny! Ty niegrzeczna mała dziewczynko! Obudzisz swoją panią. Ja chciałam tylko zapytać Edith, czy nie mogłaby powiedzieć Newton, aby przyniosła na dół szale: może Ty byś mogła pójść, moja droga Margaret?

Anonymous - Pon 14 Sie, 2006 20:20

zdaje się, ze mamy maciupeńką próbkę tego jak wyglądało życie Margaret u ciotki. Chyba tylko jakiś cud sprawił, że nie była taka jak Edith, a sam wyjazd na Północ był chyba największym darem losu.
Matylda - Pon 14 Sie, 2006 21:25

Dziewczyny pewnie nie zdołam wszystkich zaległości nadrobić teraz przed wyjazdem, ale chciałabym Wam bardzo podziękować :thud: :thud: :thud:
Carolince , Alison i Alraune, a teraz jeszcze widzę , że i Gosia zmierzyła się z tym tekstem :thud:
Umilałyscie mi wakacje tymi tekstami. Bardzo ,bardzo na nie czekałam
I jeszcze raz przepraszam za ponaglenia

Kaziuta - Pon 14 Sie, 2006 21:31

Dołączam się do podziękowań. Dziewczyny jesteście wielkie !!! :thud:
Miałam sporo do nadrobienia po urlopie ale warto było.
Dzięki Gosienko za podjęty trud tłumaczenia początku powieści, ale tez mam nieśmiała prośbę - pomyślcie o czymś jeszcze. :oops:

Harry_the_Cat - Pon 14 Sie, 2006 21:50

żony i córki?
Gitka - Wto 15 Sie, 2006 00:41

A tu dalej w Naszej Piekarni się wypieka :grin:
Gosiu, jestem mile zaskoczona i bardzo dziękuję.

Caroline - Wto 15 Sie, 2006 16:40

Przepraszam Gosiu, że się wtryniam jeszcze na chwilkę.

Dzięki wielkie za wszystkie kwiatki, motylki i miłe słowa. Mówię to od siebie, ale myślę, że Alison i Alraune się ze mną zgodzą - dla takiej publiczności przyjemnie się tłumaczy!
:thud:

Co do pytań o ciąg dalszy tłumaczeń - jakaś sympatyczna tradycja nam się na tym forum wytworzyła, Monika tłumaczy "The Moth" w Literaturze, wiem, że Alison nad czymś krótszym pracuje, myślę, że będzie niespodzianka.
Gosia zaczęła pracować nad początkowymi rozdziałami.
Co jeszcze? się zobaczy :)

Dzięki jeszcze raz dziewczyny!

Gosia - Wto 15 Sie, 2006 17:22

Alez Caroline, to ja sie wtryniam z moimi tlumaczeniami ;)
No to ciag dalszy ..

Rozdz. I, Haste to the wedding (Przygotowania do ślubu), str. 4
Margaret u ciotki Shaw w Londynie cz. 2

Margaret weszła na górę do dawnego pokoju dziecinnego, położonego na samym szczycie domu, gdzie Newton była zajęta układaniem koronek, które były potrzebne do ślubu. Podczas gdy Newton (nie bez gderania) rozwiązywała szale, które były pokazywane cztery czy pięć razy dziennie, Margaret rozejrzała się po wnętrzu. To był pierwszy pokój w tym domu, z którym się zaznajomiła 9 lat temu, kiedy tu przyjechała, całkiem nieoswojona, z lasu, aby dzielić dom, zabawę i naukę z kuzynką Edith. Przypomniała sobie mroczny ciemny wygląd londyńskiego pokoju dziecinnego, zarządzanego przez surową i ceremonialną bonę, która uważnie sprawdzała, czy ręce są czyste, a sukienki nie porwane.
Przypomniała sobie pierwszą herbatę tutaj – oddzielnie od ojca i ciotki, którzy jedli obiad gdzieś na dole nieskończenie długich schodów. Podczas gdy ona była w niebie (jak myślało dziecko, którym wówczas była), oni musieli być głęboko we wnętrzu ziemi.
W domu – zanim wyjechała, aby zamieszkać na Harley Street, w wiejskiej plebanii, gdzie wstawało się wcześnie, Margaret jadła zawsze posiłki z matką i ojcem.
Och! Wysoka, pełna godności, osiemnastoletnia dziewczyna pamięta łzy żalu wylane z dziką pasją przez małą dziewięcioletnią dziewczynkę, która schowała twarz pod pościel tej pierwszej nocy, i to jak bona kazała jej nie płakać, ponieważ to mogłoby niepokoić panienkę Edith, i jak ona płakała gorzko, ale spokojniej aż do chwili, gdy dopiero co poznana, wytworna, piękna ciotka delikatnie weszła na schody z Panem Hale, aby pokazać mu jego małą śpiącą córeczkę. Wtedy mała Margaret powstrzymała szloch i spróbowała położyć się jakby spała, ze strachu że unieszczęśliwi ojca z powodu swego smutku, którego nie ośmieliła się wyrazić przed swoją ciotką, i którego jak myślała nie powinna czuć po tych wszystkich długich nadziejach, planach i rozmyślaniach w domu, zanim jej garderoba nie została przystosowana tak by pasowała do bardziej okazałego otoczenia i zanim tata mógł opuścić parafię, aby przyjechać do Londynu nawet na parę dni.
Pokochała dawny pokój dziecinny, chociaż było to teraz ogołocone miejsce, rozglądała się wokół z pewnym żalem na myśl o opuszczeniu go na zawsze za parę dni.
- Ach Newton! – powiedziała – Myślę, że będziemy zmartwieni opuszczając ten drogi stary pokój.
- Bynajmniej, panienko, ja nie będę. Moje oczy nie są już takie jak były, i światło tu jest tak złe, że mogę cerować koronki tylko przy oknie, gdzie jest zawsze okropny przeciąg – dość aby umrzeć z chłodu.
- Ośmielam się powiedzieć, że zarówno dobrego światła jak i ciepła nie zabraknie w Neapolu. Powinnaś unikać cerowania, jeśli to możliwe, póki się tam nie znajdziesz. Dziękuję Newton, mogę zabrać je na dół – jesteś zajęta.
Tak więc Margaret zeszła na dół trzymając szale i roznosząc ich ostry wschodni zapach. Ciotka poprosiła ją, aby stanęła jako manekin, na którym mogłaby pokazać im szale, jako że Edith wciąż spała. Nikt nie myślał o tym, ale wysoką, pięknie rzeźbioną postać Margaret, w czarnej jedwabnej sukni, w którą była ubrana z powodu żałoby któregoś z dalekich krewnych ojca, uwydatniały długie piękne fałdy wspaniałych indyjskich szali, które mogły zakryć w połowie Edith.
Margaret stała prosto pod żyrandolem, całkiem cicha i bierna, podczas gdy jej ciotka poprawiała draperie. Od czasu do czasu gdy obracała się, mogła zobaczyć w przelocie siebie w lustrze nad kominkiem, i uśmiechała się na swój widok tam – znajomych rysów w stroju typowym dla księżniczki. Dotykała delikatnie szali, które zwieszały się wokół niej i czerpała przyjemność z ich miękkiego dotyku i ich połyskujących barw, i podobało jej się, że jest ubrana z takim przepychem – bawiąc się jak dziecko ze spokojnym błogim uśmiechem na ustach.
Nagle drzwi się otworzyły i został zaanonsowany Pan Henry Lennox. Niektóre z pań cofnęły się, jakby nieco zawstydzone swoim kobiecym zainteresowaniem strojami. Pani Shaw wyciągnęła rękę do nowoprzybyłego, Margaret wciąż stała nieruchomo, myśląc że może być jeszcze potrzebna jako rodzaj manekina dla szali, ale patrzyła na Pana Lennoxa z pogodną, rozbawioną twarzą, jakby była pewna jego solidarności wobec jej poczucia śmieszności, gdy została w takiej sytuacji przez niego zaskoczona.

achata - Wto 15 Sie, 2006 18:52

Gosia napisał/a:
Rozdz. I, Haste to the wedding (Przygotowania do ślubu), str. 1
Margaret u ciotki Shaw w Londynie cz. 1
- Edith zasnęła, ciociu Shaw. Czy coś trzeba zrobić?
Wszystkie panie powiedziały: „Biedne dziecko” - po otrzymaniu tej niepokojącej wiadomości o Edith, aż piesek salonowy na ramieniu Pani Shaw zaczął szczekać, jakby był pobudzony tym wybuchem współczucia.


Pyszny kawałek :P Jak to dobrze, że ktoś przetłumaczy także poczatek. Szkoda by było nie poznać tak kapitalnie opisanej scenki.

Narya - Wto 15 Sie, 2006 19:15

A ja znowu jestem w tyle :? ??:
Wielka szkoda, że to już koniec. Szybko zleciało. Bardzo Wam dziękuję Drogie Tłumaczki za te wspaniałe chwile z J&M in Polish :mrgreen:
Ale na szczęście mamy jeszcze Gosię, która nie pozwala nam się załamać :wink: Bardzo fajne te fragmenty. I dobrze się je czyta z naszej perspektywy "wytrawnych znawczyń tematu" :wink:

Gosia - Wto 15 Sie, 2006 19:40

To pokazuje, jakie bylo zycie Margaret u ciotki Shaw w Londynie, potem bedzie pokazane jak wygladalo to w Helstone.
W tym swietle ciotka Shaw wypada okropnie...
Scena z pieskiem kapitalna :D

Balbina - Śro 16 Sie, 2006 08:14

:thud: :thud: :thud:
Gitka - Śro 16 Sie, 2006 17:32

Tak się właśnie zastanowiłam, czy Margaret tak troszeczkę nie kokietowała naszego Henrysia?
Gosiu, dziękuję.

Gosia - Śro 16 Sie, 2006 17:36

Rozdz. I, Haste to the wedding (Przygotowania do ślubu), str. 6
Margaret u ciotki Shaw w Londynie cz. 3

Jej ciotka była tak bardzo zaabsorbowana zadawaniem wszelkiego rodzaju pytań panu Henry’emu Lennoxowi – który nie mógł przyjść na obiad – na temat jego brata, pana młodego, jego siostry - druhny (mającej przybyć z kapitanem ze Szkocji na tę okazję), i różnych innych członków rodziny Lennoxów, że Margaret zobaczyła, że nie będzie już potrzebna jako osoba, która nosi szale, i poświęciła się zabawianiu innych gości, o których jej ciotka na moment zapomniała.
Prawie natychmiast z bocznego saloniku weszła Edith, mrugając oczami z powodu silniejszego światła, potrząsając zmierzwionymi lokami i wyglądając jak śpiąca królewna, która została dopiero zbudzona ze snu.
Nawet w czasie drzemki instynktownie czuła, że Lennox jest tego wart, aby z powodu jego przybycia obudzić się, chciała mu zadać mnóstwo pytań o drogą Janet, przyszłą niewidzianą jeszcze szwagierkę, wobec której deklarowała tyle uczucia, że gdyby Margaret nie miała dość dumy, mogłaby być niemal zazdrosna o nową rywalkę.
Kiedy Margaret znalazła się na dalszym planie rozmowy, jaką podjęła jej ciotka, zauważyła, że Henry Lennox kieruje wzrok w stronę wolnego miejsca obok niej, i wiedziała doskonale, że wkrótce kiedy Edith zwolni go z dalszych pytań, będzie chciał usiąść na tym krześle. Nie była całkiem pewna, z powodu raczej zagmatwanego przez ciotkę opisu jego zobowiązań, czy będzie mógł przyjść tego wieczoru, to była prawie niespodzianka widzieć go i teraz była już pewna, że wieczór będzie przyjemny.
Podobały mu się i nie podobały mniej więcej te same rzeczy co jej. Twarz Margaret jaśniała szczerym otwartym blaskiem. Niebawem poszedł do niej. Przyjęła go uśmiechem, który nie miał w sobie odcienia nieśmiałości czy skrępowania.
- Przypuszczam, że jesteście w trakcie załatwiania interesów. Kobiecych interesów mam na myśli. To znaczy, bardzo odmiennych od moich interesów – prawdziwych, poważnych, prawniczych interesów. Zabawa szalami jest rzeczą bardzo różną od sporządzania umów.
- Ach, wiedziałam, że będziesz rozbawiony, gdy zastaniesz nas zajęte podziwianiem ozdób. Ale te indyjskie szale są doskonałe w swoim rodzaju.
- Nie wątpię, że są. Ich ceny są w istocie też doskonałe. Nic dodać, nic ująć.
- To jest twoje ostatnie przyjęcie, czyż nie? Nie będzie ich więcej przed czwartkiem?
- Nie. Myślę, że po tym wieczorze będziemy mieć odpoczynek, którego jestem pewna, nie miałam od wielu tygodni. Przynajmniej ten rodzaj odpoczynku, kiedy ręce nie mają nic więcej do zrobienia i wykonane zostały wszystkie zarządzenia odnoszące się do wydarzenia, które musiało zająć głowę i serce. Miło mi będzie mieć czas na myślenie i jestem pewna, że Edith też.
- Nie jestem tak pewny co do niej. Ale mogę wyobrazić sobie, że jeśli chodzi o ciebie to prawda. Kiedykolwiek widziałem cię ostatnio, byłaś właśnie porywana przez trąbę powietrzną wytwarzaną przez inne osoby.
- Tak – powiedziała Margaret, raczej smutno, przypominając sobie niekończące się zamieszanie w związku z drobiazgami, którymi trzeba było się zająć na ponad miesiąc przedtem. – Dziwię się, czy zawsze ślub musi przypominać to co nazwałeś trąbą powietrzną. Czy dni poprzedzające go nie mogą być raczej cichym i spokojnym czasem.
- Matka chrzestna Kopciuszka zaordynowała wyprawę panny młodej, weselne śniadanie, pisanie zaproszeń – powiedział Pan Lennox, śmiejąc się.
- Ale czy te wszystkie sprawy to są całkiem konieczne kłopoty? - zapytała Margaret, podnosząc wzrok prosto na niego w odpowiedzi. Uczucie nieopisanego znużenia wszystkimi działaniami czynionymi dla pięknego efektu, którymi Edith była zajęta z najwyższym przekonaniem przez ostatnie 6 tygodni, ogarnęło ją teraz znowu, naprawdę pragnęła kogoś kto wsparłby ją w kilku przyjemnych, spokojnych pomysłach związanych z małżeństwem.
- Och, oczywiście – odpowiedział zmieniając ton swego głosu na poważniejszy.
- Są zwyczaje i rytuały, przez które trzeba przejść, nie tak bardzo dla zadowolenia siebie, ale aby zamknąć usta innym, bez wstrzymania których mogłoby być bardzo mało satysfakcji w życiu. Ale jak ty chciałabyś zorganizować ślub?
- Och, nigdy o tym nie myślałam wiele. Tylko chciałabym by to był bardzo piękny letni ranek, chciałabym pójść do kościoła drogą w cieniu drzew, i żeby nie było żadnych druhien ani weselnego śniadania. Ośmielam się powiedzieć, że jestem zdecydowanie przeciw tym rzeczom, które przysporzyły mi tylu kłopotów.
- Nie, nie sądzę, że jesteś. Majestatyczna prostota zgadza się z twoim charakterem.
Margaret nie podobała się do końca ta przemowa. Wzdragała się, przypominając sobie sytuacje, w których próbował wciągnąć ją w dyskusję (podczas których ją komplementował) na temat jej charakteru i sposobu postępowania.
Ucięła jego wypowiedź raczej gwałtownie mówiąc:
- To naturalne dla mnie myśleć o kościele w Helstone i o tym, że idę do niego, a nie o tym, że jadę do londyńskiego kościoła położonego przy wybrukowanej ulicy.
- Opowiedz mi o Helstone. Nigdy mi go nie opisywałaś. Chciałbym mieć jakieś wyobrażenie miejsca, w którym będziesz żyła, podczas gdy Harley Street nr 96 będzie się wydawało obskurne i brudne oraz nudne i zamknięte. Przede wszystkim: Helstone jest wioską czy miastem?

Gosia - Śro 16 Sie, 2006 17:38

Chyba jednak nie Gitko, po prostu go lubila.
Zreszta bedzie jeszcze scena oswiadczyn Henrysia, ktora wlasnie tlumacze ;)

Caitriona - Śro 16 Sie, 2006 20:41

GOSIU!! DZIĘKI CI WIELKIE!! Cudne te tłumaczenia. :thud: :thud:


Gitka - Czw 17 Sie, 2006 16:39

Henry w książce jest inny, bardziej pewny siebie. W filmie go tak nie odbierałam.
Bardzo jestem ciekawa tych jego oświadczyn.

Gosia - Czw 17 Sie, 2006 19:05

Na oswiadczyny trzeba bedzie poczekac :lol:

Rozdz. I, Haste to the wedding (Przygotowania do ślubu), str. 9
Margaret u ciotki Shaw w Londynie cz. 4

- Och, tylko małą wioską. Nie sądzę, że można by ją nazwać wsią. Tam jest kościół i kilka domów w pobliżu, zielonych domków, z różami rosnącymi wszędzie wokół nich.
- I kwitnącymi przez cały rok, zwłaszcza na Boże Narodzenie – ro uczyni twój obraz kompletnym - powiedział.
- Nie – odpowiedziała Margaret, trochę rozdrażniona - Nie tworzę obrazu. Próbuję opisać Helstone, takie jakie ono jest. Nie powinieneś tak mówić.
- Jestem skruszony – odpowiedział – Tylko że to naprawdę brzmiało jak wieś z bajki, a nie z realnego życia.
- I tak jest – odpowiedziała Margaret ochoczo. - Wszystkie inne miejsca w Anglii, które widziałam wydawały się takie surowe i prozaiczne po New Forest. Helstone jest jak wioska z jednego z poematów Tennysona. Ale nie będę próbować opisywać nic więcej. Śmiałbyś się tylko ze mnie, gdybym powiedziała ci, co o nim myślę, czym naprawdę jest.
- W istocie. Nie mógłbym. Ale widzę że jesteś zdecydowana. Dobrze więc, powiedz mi co powinienem wiedzieć o probostwie.
- Och, nie mogę opisać mojego domu. To jest dom, i nie potrafię oddać jego uroku słowami.
- Poddaję się. Dziś wieczór jesteś bardzo poważna, Margaret.
- Tak? – powiedziała, skierowując swoje duże łagodne oczy wprost na niego. - Nie sądzę, żebym była.
- Dlaczego? Ponieważ zrobiłem niefortunną uwagę, nie chcesz mi opowiedzieć, jakie jest Helstone, ani nie chcesz mi powiedzieć o swoim domu, chociaż powiedziałem ci, że chciałbym o tym posłuchać, zwłaszcza o tym drugim.
- Ale naprawdę nie mogę ci powiedzieć nic o własnym domu. Nie sądzę, że to jest rzecz o której można opowiedzieć, chyba, że się go zna.
- Dobrze więc - przerwał na moment – powiedz mi co ty tam robisz. Tu czytasz i uczysz się lub w inny sposób doskonalisz swój umysł aż do połowy dnia, idziesz na spacer przed lunchem, potem wybierasz się na przejażdżkę z ciocią i masz pewne zaplanowane zadania wieczorem. A jak jest wypełniony twój dzień w Helstone. Jedziesz gdzieś, czy chodzisz na spacery?
- Chodzę zdecydowanie. Nie mamy konia, nawet dla papy. On chodzi pieszo na najdalszy skraj swojej parafii. Spacery są takie piękne, wstyd byłoby jechać.
- Czy będziesz dużo pracować w ogrodzie? To, jak sądzę, jest właściwe zajęcie dla młodych dam na wsi.
- Nie wiem. Boję się, że nie lubię tak ciężkiej pracy.
- Strzelanie z łuku, pikniki, bale myśliwskie?
- Och, nie! – powiedziała, śmiejąc się – życie papy jest bardzo skromne, i nawet gdyby gdzieś w pobliżu to się odbywało, wątpię, czy ja mogłabym w tym uczestniczyć.
- Widzę, że nie chcesz mi nic powiedzieć. Mówisz mi tylko, czego nie będziesz robić. Przed zakończeniem wakacji myślę, że powinienem złożyć ci wizytę i zobaczyć, czym naprawdę będziesz się zajmowała.
- Mam nadzieję, że to zrobisz. Wtedy sam zobaczysz jak piękne jest Helstone. Teraz muszę już iść. Edith usiadła do instrumentu a ja znam się na tyle na muzyce, żeby jej przewracać kartki, poza tym ciotce Shaw nie spodoba się, że rozmawiamy.
Edith grała wspaniale. W połowie utworu drzwi się uchyliły i Edith zobaczyła kapitana Lennoxa, który wahał się czy wejść do środka. Porzuciła muzykę i wybiegła z pokoju, zostawiając zakłopotaną i zarumienioną Margaret, aby wyjaśniła zaskoczonym gościom, czyje pojawienie się spowodowało tę nagłą ucieczkę Edith.


Gosia - Pon 21 Sie, 2006 18:00

Rozdz. I, Haste to the wedding (Przygotowania do ślubu), str. 11
Margaret u ciotki Shaw w Londynie cz. 5

Kapitan Lennox przybył wcześniej niż oczekiwano czy naprawdę zrobiło się tak późno?Spoglądali na swoje zegarki, właściwie byli zaszokowani i zbierali się do wyjścia.
Wtedy Edith wróciła, zarumieniona z radości, trochę nieśmiało i trochę dumnie wprowadzając wysokiego przystojnego Kapitana. Jego brat podał mu rękę, a Pani Shaw przywitała go we własny uprzejmy sposób, w którym pobrzmiewał smutek wynikający z dawnego przyzwyczajenia do myślenia o sobie jako o ofierze niedobranego małżeństwa. Teraz, gdy generała już nie było, korzystała z wszelkich uroków życia, odczuwając tak niewiele niedogodności, jak to tylko możliwe, z trudem wynajdywała powody do niepokoju lub smutku. Uważała własne zdrowie za źródło obaw, miała trochę nerwowy kaszel kiedykolwiek myślała o tym. Pewien usłużny lekarz zaordynował jej to czego chciała, zimę we Włoszech. Pani Shaw miała silne pragnienia jak wielu ludzi, ale nigdy nie lubiła nic robić z otwartego i uznanego motywu - jej własnej dobrej woli i przyjemności, wolała być zmuszona do zadowolenia siebie poprzez spełnianie poleceń lub pragnień innych ludzi. Przekonywała samą siebie, że jest podporządkowana pewnej twardej zewnętrznej konieczności, i tym samym była zdolna do narzekania i skarżenia się w jej własny łagodny sposób, cały czas w rzeczywistości robiła to co lubiła.
W ten też sposób zaczęła mówić o swojej własnej podróży Kapitanowi Lennoxowi, który przytakiwał, jako że był zobowiązany wobec swojej przyszłej teściowej, podczas gdy jego oczy były skupione na Edith zajętej przygotowaniem stołu do herbaty i poleceniem przyrządzenia różnych dobrych rzeczy, pomimo jego zapewnienia, że jadł w ciągu ostatnich dwóch godzin.
Pan Henry Lennox stał pochylony przed kominkiem, rozbawiony rodzinną sceną. Stał tuż obok swego przystojnego brata, był jedynym przeciętnym przypadkiem w tej wyjątkowo urodziwej rodzinie, ale jego twarz była inteligentna, bystra i ruchliwa.
Od czasu do czasu Margaret zastanawiała się, co mógł myśleć, podczas gdy zachowywał milczenie, ale wyraźnie obserwując z trochę sarkastycznym zainteresowaniem to wszystko co robiły Edith i ona. Uczucie sarkazmu było spowodowane rozmową Pani Shaw z jego bratem, i było dalekie od zainteresowania wywołanego przez to co widział.
Myślał, że to piękny widok - dwie kuzynki tak zajęte małymi przygotowaniami wokół stołu. Edith wolała robić więcej sama. Była w radosnym nastroju pokazując swojemu ukochanemu, jak dobrze potrafi zachowywać się jako żona żołnierza. Stwierdziła, że woda w imbryku jest chłodna i poprosiła o wielki kuchenny czajnik, czego skutek był taki, że kiedy dostała go w drzwiach i próbowała go unieść, okazał się dla niej za ciężki i weszła nadąsana, z ciemną plamą na muślinowej sukni i odciskiem na białej, delikatnej dłoni, którą zaraz pokazała kapitanowi Lennoxowi, niczym zranione dziecko, i oczywiście lekarstwo było takie samo w obu przypadkach. Szybko przystosowana przez Margaret lampka spirytusowa była najskuteczniejszym wynalazkiem, chociaż nie był to obóz cygański który Edith, w jednym z jej nastrojów, uznała za najbardziej przypominający koszarowe życie.
Po tym wieczorze panowała wielka krzątanina aż do zakończenia uroczystości ślubnych.

Gitka - Pon 21 Sie, 2006 19:37

" Pan Henry Lennox stał pochylony przed kominkiem, rozbawiony rodzinną sceną. Stał tuż obok swego przystojnego brata, był jedynym przeciętnym przypadkiem w tej wyjątkowo urodziwej rodzinie, ale jego twarz była inteligentna, bystra i ruchliwa.
Od czasu do czasu Margaret zastanawiała się, co mógł myśleć, podczas gdy zachowywał milczenie, ale wyraźnie obserwując z trochę sarkastycznym zainteresowaniem to wszystko co robiły Edith i ona"

No cóż przystojny nie był, to prawda. Ale ten książkowy Henry jakoś tak bardziej do mnie przemawia. A i Margaret jest nim tu trochę zainteresowana.
Bardzo dobrze się czyta te fragmenty.
No i następna bohaterka, która uwielbia spacery :wink:
Gosiu, a jest coś może o życiu mamy Margaret, jak ona spędzała dnie? Bardzo to tragiczna postać, moim zdaniem.

Gosia - Pon 21 Sie, 2006 19:45

No wlasnie, Giteczko, w filmie mialam duzo wspolczucia dla pani Hale.
Po przetlumaczeniu tych pierwszych rozdzialow juz mniej.
Ale sama zobaczysz ;)
A co do Henrysia bywal w ksiazce nieco ironiczny.
A duzo powie o nim rozdzial z oswiadczynami :D

Balbina - Wto 22 Sie, 2006 08:24

Dzięki Gosieńko kochana :thud: bo ja jakoś tak lubię czytać wszystko od początku :wink:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group