To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

Caitriona - Czw 24 Sty, 2008 14:24

Spacer po linie też mi się podobał, ale chyba wracać jakoś specjalnie do niego nie będę - muzyka za to miodzio!!!

Jestem po Gwiezdny pyle i koniecznie muszę się dorwać do ksiązki. Film bardzo mi się podobał - bajka, ale jaka! Niby nic nowego, ale ogląda się świetnie; podobali mi się szczególnie DeNiro jako kapitan Szekspir i jego załoga oraz Michelle Pfeiffer jako zła czarownica. Oczywiscie nie mozna zapomnieć o uroczej 'siódemce' w tym o Rupercie Everecie (za mało go było) i Makru Strongu.
Całość bardzo fajnie zrobiona, ładnie nakrecona - polecam! ;)

Admete - Czw 24 Sty, 2008 19:06

Caitri książka Cię rozczaruje - nie ma tej lekkości i humoru obecnego w filmie. To akurat ten przypadek, gdy dzieło filmowe przewyższa literackie. gwiezdny pył to film przesympatyczny, będę chciała do niego wrócić.
Caitriona - Czw 24 Sty, 2008 23:22

Naprawdę? A już gotowa byłam sobie kupować bo w bibliotece nie mają. Ale moze trochę sie wstrzymam, moze koelga ma ;)
Film jest bardzo przesympatyczny - taki pozytywny i pełen mimo wszytsko ciepła i humoru :mrgreen:
Na 100% będę wracać ;)

Aragonte :kwiatki_wyciaga:

GosiaJ - Pią 25 Sty, 2008 23:34

Ostrożnie, pożądanie to nowy film Anga Lee. Dobry? Niewątpliwie. I taki, który warto zobaczyć w kinie, bo w domu będzie trudno się skupić.
Spoiler:
Fabuła jest w gruncie rzeczy wątła. Akcja rozgrywa się w czasie wojny w okupowanym przez Japończyków Szanghaju. Należąca do grupy "samozwańczego ruchu oporu" młoda dziewczyna ma uwieść wysoko postawionego urzędnika rządu kolaborującego z Japończykami, by uśpić jego czujność i by mógł stać się on celem dla jej współtowarzyszy.

Najważniejsze jest to, co dzieje się między ludźmi i w nich. Chociaż bohaterów i ich działania ogląda się jak przez szybę. Wiele scen jest mocno "teatralnych". A film sprawia wrażenie "chłodnego".
Czy o uczuciach? Nie wiem. Chyba jednak nie o miłości. Chociaż tak naprawdę nie mogę do końca rozgryźć postępowania pana Yee, Wong, Kuanga, pani Yee. Noszą swoje maski, zastygają w umownych pozach.
Dawno nie widziałam tak mocnych, a jednocześnie kompletnie aseksualnych, nakręconych z takim dystansem scen erotycznych.
To dobry i wart zobaczenia film, jak już napisałam. Ale nie porusza. O wiele bardziej przejmował i targał emocjami poprzedni film Anga Lee, Brokeback Mountain.

Aragonte - Sob 26 Sty, 2008 00:07

Caitriona napisał/a:
Naprawdę? A już gotowa byłam sobie kupować bo w bibliotece nie mają. Ale moze trochę sie wstrzymam, moze koelga ma ;)
Film jest bardzo przesympatyczny - taki pozytywny i pełen mimo wszytsko ciepła i humoru :mrgreen:
Na 100% będę wracać ;)

Aragonte :kwiatki_wyciaga:

Caitri, mam książkę - pożyczoną od znajomych, ale jak przeczytasz szybciutko i nie obgryziesz rożków, to pożyczę Ci po cichutku :wink:
Ale podkreślam: do przeczytania i zapomnienia, mam lepsze książki z tej kategorii.

Caitriona - Sob 26 Sty, 2008 15:19

Obiecuję niczego nie obgryzać!! :mrgreen:
Dzięki! :kwiatki_wyciaga:

Gosia - Sob 26 Sty, 2008 17:18

A dziś leciał w tv "Mayerling". Jak sobie przypomnę jak mi się kiedyś ten film podobał i jaka byłam zauroczona Omarem Shariffem!
I uwazalam, ze to wszystko takie romantyczne, piekne, ta milosc, ten final.
Chyba się starzeję, bo odbieram to dzis zupelnie inaczej. Przede wszystkim razi mnie, ze ona przychodzi do niego do domu bez oporu, jak jakas pierwsza lepsza kochanka, tyle, ze tym razem wychodzi nietknieta (wiem, wiem, chcial zeby z nia było inaczej), pamietam caly czas, ze on ma żonę, a tu romansuje z jakas dwudziestolatką, że tanczy z nią przed ojcem, matka i żoną, no i dlaczego ona dwa razy caluje go w reke (nota bene jaką on ma czerwoną ta reke!), w tym raz on ma dlonie w rekawiczkach.
No i on wcale znowu taki piekny tu nie jest, choc czasami wyglada niezle.
No i zakonczenie. On tak na zimno ją zastrzelił, przesiedział całą noc, widzial ją zbroczoną krwią w łóżku (choc tego nie pokazali, ale mozna sobie wyobrazic) i dopiero rano skonczyl z soba.
Ja wiem, ze prawdziwa historia nie byla takze wlasciwie tak bardzo romantyczna, Maria Vetsera prawdopodobnie byla w ciązy i w ogole bylo troche inaczej.
Ale jednak jak odbior filmu zmienia sie z wiekiem...

Maria Vetsera:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Mary_Vetsera
I troche o tej historii:
http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=7245

Sofijufka - Sob 26 Sty, 2008 17:37

Gosiu, ja tez się wzruszałam, a teraz, eee...
A co do urody arcyksięcia, hm... To jego najlepszy portret
http://upload.wikimedia.o...siazerudolf.jpg
Tu gorszy
http://opv.gu.ma/
A Mary - hmmm, była w guście epoki. Od takiej:
http://upload.wikimedia.o...von_Vetsera.jpg
do takiej
http://wwwapp.bmbwk.gv.at...ortraitmary.jpg

Gosia - Sob 26 Sty, 2008 18:22

Władza i tytuł także dodaja mężczyźnie urody. :mrgreen:
Ona na piekną nie wygląda, ale to, że mogla sie zakochac w ksieciu, w to uwierzę.

Admete - Sob 26 Sty, 2008 19:10

Te włosy niby długie, ale wyglądaja na wymęczone...
Harry_the_Cat - Sob 26 Sty, 2008 21:14

Byłam wczoraj na Asteriksie - bardzo marny.
Najlepsze momenty to pojawienie się Zidane'a i Schumachera. Alain Delon tez fajnie zagrał. Ale scenariusz i dowcipy marne - najsmieszniejsze były te spolszczone (nie wiem, kto tłumaczył, ale chylę czoła).
Ogólnie, raczej odradzam.

Agn - Sob 26 Sty, 2008 21:33

Aragonte napisał/a:
Caitriona napisał/a:
Naprawdę? A już gotowa byłam sobie kupować bo w bibliotece nie mają. Ale moze trochę sie wstrzymam, moze koelga ma ;)
Film jest bardzo przesympatyczny - taki pozytywny i pełen mimo wszytsko ciepła i humoru :mrgreen:
Na 100% będę wracać ;)

Aragonte :kwiatki_wyciaga:

Caitri, mam książkę - pożyczoną od znajomych, ale jak przeczytasz szybciutko i nie obgryziesz rożków, to pożyczę Ci po cichutku :wink:
Ale podkreślam: do przeczytania i zapomnienia, mam lepsze książki z tej kategorii.


Ja mam własny egzemplarz, też mogę wypożyczyć (chociaż mnie się akurat GP jako książka podobał, może mógłby być troszkę bardziej rozbudowany, zrobiłby się bardziej bajkowy, ale nie narzekam).

Dzięki za wrażenia z Uwaga pożądanie. Węszę wokół tego filmu i chyba się ostatecznie wybiorę.

Aragonte - Nie 27 Sty, 2008 13:10

Agn, ja się czepiam książki Gaimana, bo najpierw obejrzałam film i bardziej przypadł mi do gustu :wink:
Harry_the_Cat - Nie 27 Sty, 2008 16:31

Byłam na Zaczarowanej. Wrażenia w wątku o Disneyu i króliku ;)
Admete - Nie 27 Sty, 2008 21:29

Wczoraj wzruszyłam sie bardzo oglądając Most do Terabithii. Nigdy wcześniej nie czytałam książki, na podstawie której go nakręcono, ale wiedziałam, że mam się spodziewać jakiegoś nieszczęścia. Mimo tego jednak naprawdę przejęłam się zakończeniem. Film nakręcony bardzo sprawnie w pięknych nowozelandzkich plenarech z dobrymi aktorami ( dwójka dziecięcych aktorów wypadła bardzo naturalnie ). Aktorka grająca Leslie bardzo przypominała mi Keirę Knightly.
Tu zdjęcie głównych bohaterów
http://imdb.com/gallery/g...b,%20AnnaSophia
Most do Terabithii to historia przyjaźni dwójki dzieciaków, które tworząc magiczną krainę Terabithię, odnajdują w sobie siły, by stawić czoło problemom prawdziwego świata.

Aragonte - Pon 28 Sty, 2008 19:14

Ooo, Admete, polecasz go? Nie widziałam jeszcze i nie byłam pewna, czy warto.
Admete - Wto 29 Sty, 2008 17:18

Polecam, z czystym sercem polecam. Obejrzałam też Elizabeth i oprócz ładnych zdjęć i pięknych kostiumów nie dostrzegłam nic wartego uwagi. Cały duch uleciał z tego filmu, została tylko materia. Trudno, zdarza się. Zabrakło napięcia, namiętności...
Dzięki Pemberley :kwiatek: widziałam też History Boys. Film bardzo angielski, tragiczno - komiczny w wyrazie. Rzecz cała rozgrywa się w angielskiej szkole w roku 1983. Grupa chłopakó z najstarszej klasy ma szansę zdać do Cambridge lub Oxfordu. Ucza ich nowy nauczyciel pan Irwin, starszy nauczyciel zwany Hektorem i miss Dorothy. Kapitalna kolekcja różnych typów ludzkich. Sceny komiczne przemieszane ze wzruszającymi ( komentarz Hektora do wiersza, który recytował Posner bardzo mi się podobał ). Warto zobaczyć.

Trzykrotka - Śro 30 Sty, 2008 00:04

Zobaczyłam dziś wreszcie Ostrożnie, pożądanie.
Nie wiem sama do końca, czy mi się podobało. Naprawdę nie wiem. Film jest z serii tych, w których niewiele się dzieje w sensie wydarzeń, bardzo, bardzo długo to "nie dzianie się" trwa. W kinie zauważyłam nawet pewne odprężenie w pewnym momencie, a i ja musiałam odpowiadać na pytanie: jak długo ten film trwa?. To, co dzieje się między słowami - starczyłoby chyba na cegłę ciężaru Braci Karamazow.
Sytuacja, w jaką - trochę niechcący, trochę z nieświadomości, trochę zauroczenia młodym-gniewnym kolegą, pakuje się Wong jest nie do pojęcia, być może zrozumiała jedynie w kontekście "mądrości ludowej", że na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone. Wikła się w koszmarną sieć zależności, obowiązków, uczuć, powinności, nie wiem czego jeszcze. Gdyby bohaterami nie byli Chińczycy o prawie nieruchomych, chłodnych twarzach, gdybyśmy mieli jeszcze oglądać to wszystko wygrane do końca z wszelkimi odcieniami emocji, byłoby to chyba nie do zniesienia. Tymczasem jest historia, opowiedziana pięknie, wolno, małymi kroczkami, ukośnymi spojrzeniami, zerkaniem spod oka, chłodno. W tym chłodzie i pozornym braku zaangażowania może się nawet do pewnego momentu wydawać, że Wong niewiele obchodzi to, co ja spotyka. Tym mocniejsza jest scena jej "spowiedzi" przed zleceniodawcą z ruchu oporu.
No i na tym beznamiętnym tle wszystkie, pokazane mocno, dokładnie, ostro, z detalami, sceny miłości fizycznej i miłosnej przemocy, robią wrażenie wręcz wstrząsające.
Mnie ten film pozostawił chłodną, do końca, to chyba mój największy zarzut, bo jednak koniec - moim zdaniem - miał wywołać wzruszenie.
Tony Leung mi się bardzo podobał, ale go zwyczajnie bardzo lubię. Dziewczyna grająca Wong jeszcze musi nabrać doświadczenia, ale naprawdę zrobiła co mogła z tą trudną rolą.
Na koniec, w uroczym epizodzie pojawia się Anupam Kher (grał indyjskiego pana Benneta w Bride and Prejudice) i to on najbardziej utkwił mi w sercu :serduszkate:

Caroline - Śro 30 Sty, 2008 20:09

Ja też widziałam "Ostrożnie..." i byłam pod dużym wrażeniem, nie tak dużym jak po "Brokeback Mountain", ale jednak.
Nie wiem, czy znacie takie wrażenie w muzyce, gdy nagle słyszycie artystę, który wykonuje jakąś niezwykle trudną wokalną partię i przychodzi mu to z trudną do uwierzenia łatwością, słyszycie coś bardzo trudnego do zaśpiewania a widzicie człowieka, który wykonuje to niemal zrelaksowany, śpiewa jakby to była piosenka dla dzieci z przedszkola, a ktoś inny napinałby się, "wyciągał" i męczył.
Ja miałam takie wrażenie przy tym filmie, Ang Lee z taką łatwością i lekkością opowiada o najbardziej skomplikowanych i trudnych do pokazania i opowiedzenie ludzkich emocjach. Niewiarygodna siła wyrazu.

Nie powiedziałabym, że chińscy aktorzy mają w tym filmie nieruchome, zimne twarze, wręcz przeciwnie, grają bardzo "po europejsku", jeśli można tak powiedzieć. Aktorzy grający studentów nie mieli problemów z ekspresją, maski przywdziewały tylko panie grające w mahjonga, ale to już takie postacie i takie role. Poza tym mężczyźni bardzo różnią się od siebie fizycznie, dziewczyny zresztą też, myślę wręcz, że celowo wybrano aktorów reprezentujących różne typy "antropologiczne", żeby się europejskim i amerykańskim widzom nie mylili.
Tony Leung był fantastyczny i moim zdaniem także Wei Tang była genialna. To bardzo trudna rola, a o jej aktorskim kunszcie świadczy choćby scena "teatralna". Ona musiała tam zagrać bohaterkę występującą w teatrze w patriotycznej sztuce, musiało być w tej scenie widać, że jej bohaterka jest aktorką-amatorką, a jednocześnie, że swoją grą "porywa" widzów teatru. Trudne zadanie a Wei zagrała to fantastycznie. Zresztą te sceny, kiedy przeistacza się z Wong Chia Chi w swoje szpiegowskie alter ego, żonę pana Maka, także są fantastyczne. Wielkie brawa dla aktorów i Anga Lee! :kwiatek: :kwiatek:

Trzykrotko, dzięki! Dopiero teraz zdałam sobie sprawę skąd znam pana jubilera :-P

Pemberley - Czw 31 Sty, 2008 00:15

Ja tez obejrzalam "Ostroznie, pozadanie" i uwazam, ze swietny!... jesli ktos zna jakis adres forum Ang LEE, to bardzo poprosze.. Usiadlam teraz, zeby napisac cos o tym filmie, ale to jest tak z jego filmami, ze jak chce sie podac jakis opis, to wszystko sie po drodze gubi. Brokeback Mountain jako homoseksualna historia dwoch mlodych chlopakow brzmiala dla wielu bardzo niezachecajaco, podobnie jak skrotowe zawiniecie fabuly tego filmu do szpiegowskiego melodramatu.. Jedyne czego zaluje, to reklamowe opisy tego filmu, ktore koncentuja sie na drugiej czesci filmu ( czyli sfingowany przez podziemna organizacje romans mlodej studentki z koloboratorem). To co sie dzieje w pierwszej czesci jest rownie istotne, no i cala ta otoczka wokol "ponoc kontrowersyjnych scen erotycznych" selekcojonuje publicznosc zupelnie niepotrzebnie..

Film jest azjatycki w najlepszym tego slowa znaczeniu, wiele dzieje sie niewielka iloscia slow i gestow i chociaz wystepuje kilka motywow, ktore moglby umknac zachodniemu odbiorcy, to rezyser postaral sie o przekazanie tego w inny sposob ( jak np. w gra w mahjong, ktora zostaje pozniej odpowiednio skomentowana).. Film bardzo polecam, chociaz teraz po przeczytaniu wielu komentarzy dochodze do wniosku, ze nie jest to film dla kazdego.. Podobnie jak po Brokeback, kiedy wiele osob nie dalo sobie rady z dlugoscia scen , a rozmowy sprowadzono do problematyki odmiennosci seksualneji zagubiono po drodze caly koncept autorski, tak podobnie tutaj spotykam sie z ogolnym zagubieniem co do wymowy filmu, a zarzuty ostatecznie sprowadzaja sie do niemozliwosci zaangazowania sie emocjonalnego.. Co rowniez jest azjatyckie, zostaje nam pokazana pewna historia, bez wielkiego dzwonu emocji, bez szantazu uczuciowego, bez oceny moralnej, bez rozkochiwania nas w aktorach, ale ktora daje nam mozliwosci stworzenia sobie iluzji obiektywizmu rozumienia.
Mnie ten film bardzo wciagnal, nic mi sie nie dluzylo i mielismy z mezem sporo materialu do rozmow..

Aktorstwo jest na wysokim poziomie, glowna postac gra Tony Leung Chiu Wai znany tu chocazby z " In the Mood for Love" i 2046, ale cala historia dzieje sie wokol debiutujacej Wei Tang, ktora rewelacyjnie staje na wysokosci zadania. Swietne zdjecia, swietna rezyseria..
Film o zwiazkach miedzyludzkich, o zatracaniu przez aktorow granicy miedzy zyciem, a graniem, o kontrolowaniu przez rozum uczuc i odwrotnie, o niedwracalnych zmianach jakie przynosci utrata niewinnosci, o pozadaniu wlasnie, o pierwotnej wierze w dobro w innych, bez ktorej ten swiat przestalby funkcjonowac, o potrzebie milosci,ktora pojawia sie jak zwykle nieoczekiwanie, o glebokich roznicach naszych emocji, jak ktos koniecznie chce o wyzszosci duchowosci kobiecej nad meska :wink: albo i odwrotnie..
Najbardziej podobal mi sie pewien komentarz na imdb, zeby ten film oceniac dopiero nastepnego dnia.., cos w tym jest :lol:
Spojlery
Spoiler:

Zarzuty, ze np. sceny erotyczne nie angazowaly odbiorcy sa dla mnie nieporozumieniem.. Tu nie chodzilo o pokazanie, ze seks jest swietny, tylko glowna bohaterka gra, czyli iluzje.
Odnioslam wrazenie, ze wiele scen odebranych zostalo przez wiele osob zupelnie inaczej, chociazby pierwsza scena aktu seksualnego glownych bohaterow. Wiele komentarzy koncentrowalo sie pozniej na perwesyjnym lub sadystycznym charakterze tego zwiazku.. Oczywiscie mozna to tak widziec, wedlug mnie zupelnie ignoruje sie przy tym zachowanie glownej bohaterki, ktora - dopasowywujac sie do sytuacji- probowala grac osobe wyzywajaca, a jej gest siegniecia do pasa ponczoch mogl wzbudzic oczywiste obawy w bohaterze, ktorego probowano juz dwukrotnie w ten sposob zabic, i ktory reaguje na swoj strach agresywnie probujac przejac kontrole..
Na filmwebie jeden z widzow probowal wytlumaczyc sobie zakonczenie filmu jako syndrom sztokholmski glownej bohaterki...


Film dostarcza wielu materialu do przemyslen, ostatecznie tez na temat charakteru pozadania ludzkiego i jesli kino ma nie tylko dotarczac wrazen, ale tez pozywki do rozmyslan, to to jest dokladnie film, ktory spelnia swoje zadanie.

Trzykrotka - Czw 31 Sty, 2008 00:35

Wczoraj napisałam parę impresji na świeżo, po filmie, ale dziś przekonałam się, że myślę o nim nadal.
Cały czas obracam w myślach twarz głównej bohaterki i zastanawiam się, co kryło się za tą gładką maską? Kiedy pokazywano ją w scenach retrospekcji, widać było, jaka jest młodziutka, niewinna, prawie dziecko. Do konspiracji przystąpiła, bo inni przystępowali, bo była w euforii po sukcesie teatralnym ich grupki, no i przywódca wyraźnie zawrócił jej w głowie. Bardzo ładna jest scena tego przystępowania, kiedy cała szóstka układa piramidę z dłoni, Wong kładzie swoją dłoń na końcu i lekko głaszcze nią rękę chłopaka. Kiedy zmienia się w panią Mak Tai Tai, jest dorosła, elegancka, schowana za makijażem, wyrafinowana. Przecudnie ogląda się sceny wyprawy do krawca z Yee, pierwszego wspólnego obiadu w restauracji, jego wahania na progu jej domu. To była przepiękna gra w uwodzenie słowami, wzrokiem. Wydaje się, że Wong się zakochuje. Z drugiej strony – za drzwiami czają sie członkowie grupy, gotowi do egzekucji, ona o tym doskonale wie. Uwodzi, ale prowadzi rozmowę bardzo trzeźwo i przytomnie, w takim kierunku, żeby wydobyć jak najwięcej informacji. Więc pewnie gra, udaje... Ale im dalej, tym więcej jest niewiadomych w tej grze: miłosna piosenka odśpiewana w domu gejsz (Yee ma łzy w oczach), ekshibicjonistyczne wyznanie podczas spotkania z Starym Wu... Na dobrą sprawę ta pozornie obojętna dziewczyna dźwiga ciężar, o którym mężczyźni nawet nie chcą słyszeć, nie mogą znieść jej opowieści o tym, jak to jest z nią i panem Yee.
Wydaje mi się, że to jednak nie tylko pożądanie. Trudno jest zaakceptować scenę "pierwszego razu" z Yee, ale i w niej jest element dający do myślenia. Kiedy Yee wychodzi, zostawia Wong leżącą na łóżku, kamera pokazuje jej twarz, lekko odwróconą. Pod rozmazaną szminką widać uśmiech – dla mnie to był szok.
Myślę, że to jednak film o miłości. Ta miłość może przejawia się w sposób trudny do zaakceptowania, ale jednak to miłość. Wong nad (okropnym) pierścionkiem, szepcząca „idź teraz”, Yee siedzący w ciemnościach na jej pustym łóżku i gładzący ręką prześcieradło – to więcej niż tylko pożądanie.
Warto zobaczyć. To naprawdę nietuzinkowy obraz – na pewno. Przyrządzony jest na zimno, co pomaga nie rozjechać się emocjonalnie, jednak tkwi w głowie. Nie wyrzuca się go z pamięci w pół godziny po wyjściu z kina. Dvd sobie nie kupię, ale cieszę się, ze zobaczyłam.

Caroline napisał/a:

Trzykrotko, dzięki! Dopiero teraz zdałam sobie sprawę skąd znam pana jubilera :-P

:kwiatek: Prawda, że miał piękny epizod? Na dodatek jego sklep nazywał sie Chandi Chowk Jewellery - moja radość była wielka :-D

Agn - Czw 31 Sty, 2008 11:49

Aragonte napisał/a:
Agn, ja się czepiam książki Gaimana, bo najpierw obejrzałam film i bardziej przypadł mi do gustu :wink:


Wielu "czepia się" książki bez względu na to, czy film widzieli czy też nie. ;)

PS Uzupełniłam wpis o Sidzie i Nancy, zapraszam TUTAJ.

Caroline - Czw 31 Sty, 2008 21:49

Trzykrotka napisał/a:
miłosna piosenka odśpiewana w domu gejsz (Yee ma łzy w oczach), ekshibicjonistyczne wyznanie podczas spotkania z Starym Wu...
Te dwie sceny są niesamowite.
Spoiler:

W scenie z piosenką i z pierścionkiem też myślę objawiło się mistrzostwo Anga Lee.
Banalna piosenka miłosna, ostentacyjnie okazały pierścionek, oba normalnie byłyby trywialne i tandentne, ale nie tutaj, tu piosenka jest wyznaniem miłości i prowokuje okrutnego i paranoicznie ostrożnego w okazywaniu uczuć człowieka do okazania wzruszenia, a pierścionek jest prawdziwym dowodem miłości, ona o tym wie, za chwilę ma go zdradzić dlatego tak uporczywie stara się pierścionka pozbyć.
To też pokazuje jak w okrutnych czasach, gdy żyje się w nieustannym strachu, gdy zatraca się człowieczeństwo, gdy nie ma miejsca na szczerość i ciągle gra się jakieś role, ludzie rozpaczliwie i nieporadnie szukają sposobu na okazanie uczuć. Smutne i przerażające.
Ciągle się tylko zastanawiam nad motywacją głównej bohaterki... Każdy powód wydaje mi się za słaby, żeby uzasadnić to, na co się zdecydowała. Nie kochała pana Yee, gdy decydowała się zostać jego kochanką, aż taką patriotką też nie była, lojalność wobec "drużyny"? Też za mało. Nie wiem, jestem w kropce.
Jeszcze scena z morderstwem, gdy cała grupa uświadomiła sobie, na co się porwali, że nie jest takie proste zabicie człowieka, była wstrząsająca.

Też nie mogę przestać myśleć o tym filmie :D :D Ciągle mi się coś przypomina.
Trzykrotko, oświeć mnie z tym Chandi Chowk, o TO chodzi? To taka 5th Avenue bollywoodzkiej kinematografii?

Trzykrotka - Pią 01 Lut, 2008 00:53

Caroline napisał/a:

Trzykrotko, oświeć mnie z tym Chandi Chowk, o TO chodzi? To taka 5th Avenue bollywoodzkiej kinematografii?

Tak, to właśnie delhijskie Chandni Chowk wywołało banana na obliczu :-D . To jest enklawa muzułmańska w starym Delhi, a jej mieszkanką była Anjali, bohaterka Czasem słońce, czasem deszcz. Zobaczyć w filmie Anga Lee twarz z zupełnie innej bajki, w dodatku z takim ładnym nawiązaniem do swojego pierwszego bollywoodu, bo było coś pięknego.
Caroline - co do treści, które schowałaś - ja też tego nie mogę rozgryźć. Rozumiem na wpół świadome pójście za stadem w chwili dziecinnej euforii, jednak każdy następny krok był już coraz bardziej nieodwracalny i gorzki. Zakończenie pierwszego etapu: śmierć agenta, szaleńczy bieg Wong i nasza świadomość tego, ile w niej zaszło trwałych zmian, zupełnie nadaremnie (symboliczne było to, jak często sięgała po papierosa, nie paląc wcześniej w ogóle), przyprawiała wręcz o mdłości.

Admete - Sob 02 Lut, 2008 13:13

Obejrzałam film lekki i zabawny, choć z przesłaniem. Hairspray - wiem, że jest wersja pierwotna, chyba z lat 80, ale nie miałam okazji jej zobaczyć. Ogromna zaletą tej wersji jest muzyka i taniec. Nogi same podryguja w rytm piosenek. Sama nie wiem, co wybrać - Good Morning Baltimor, Ladie's Choice czy piosenkę końcową - You can't stop the beat. Podobała mi sie też bardzo Michelle Pfeiffer jako demoniczna pani von Tussle :-) Ma kobieta styl. W Gwiezdnym pyle też świetnie zagrała jedną z czarownic :-D Jedna z moich uczennic ma kręćka na punkcie High School Musical i Zac'a Efrona - przynajmniej mogłam zobaczyć, kim się tak zachwyca ;-) Nikki Blonsky jest jak mała energetyczna piłeczka ;-) bardzo dobry film na brzydki zimowy wieczór.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group