North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
GosiaJ - Śro 09 Sie, 2006 20:11
No i to kończenie w TAKIM momencie :smile: Chyba stało się już tradycją, którą zapoczątkowała Matka Przedłużona :grin:
Maryann - Śro 09 Sie, 2006 20:15
Bo czekanie na to, co będzie po TAKIM momencie, to największa przyjemność.
Caroline - Śro 09 Sie, 2006 23:26
| Gosia napisał/a: | O jej! Nie wiem jak wytrzymam do jutra
Caroline, moze wrzucisz juz dzis jutrzejszy fragment, cio ? bo ja dysze z przejecia :razz: |
Musiałabym wrzucić od razu wszystkie. Oddychaj głęboko, Gosiu, będzie dobrze
Gosia - Czw 10 Sie, 2006 07:56
Ty okrutna ! :razz:
Balbina - Czw 10 Sie, 2006 09:36
O tak okrutna, jak w kryminalnym :mad: serialu. A za rogiem , a za rogiem cził się .... ciąg dalszy który niewiątpliwie nastąpi
achata - Czw 10 Sie, 2006 11:30
Ja nie wytrzymałam i doczytałam sobie angielskie zakończenie, ale nic nie powiem oprócz tego, że nie jest wcale gorsze od sceny peronowej...
Harry_the_Cat - Czw 10 Sie, 2006 11:38
Też tak myślę, achata.
I bardzo bym chciała RA zobaczyc w takej scence...
Caroline - Czw 10 Sie, 2006 17:30
Oto wyczekiwany ciąg dalszy:
Niecierpliwość serca., cz. 2; Rozdz. LI , Meeting again, Ponowne spotkanie, str. 512
Margaret spoglądała zaniepokojonym wzrokiem na pana Thorntona, w czasie kiedy był zajęty. Było to dużo więcej niż rok temu, kiedy widziała go ostatni raz, a wypadki, które miały miejsce, mocno go w tym czasie zmieniły. Jego piękna sylwetka wciąż utrzymywała go powyżej przeciętnego wzrostu mężczyzny i wraz ze spokojnymi, związanymi z tym gestami, nadawała mu dystyngowany wygląd, który był dla niego naturalny. Ale jego twarz wydawała się być starsza i przygnębiona. Do tego szlachetne opanowanie i zimna krew, robiły wrażenie na tych, którzy słyszeli o zmianie jego pozycji, wrodzonym poczuciu godności i męskiej sile. Od pierwszego spojrzenia, jakim ogarnął pokój, był świadom obecności Margaret. Widział jej przejęte spojrzenie i zainteresowanie z jakim słuchała pana Henry’ego Lennox’a. Podszedł do niej z dokładnie wyważonymi manierami starego przyjaciela. Wraz z jego pierwszymi słowami na jej policzkach pojawiły się żywe kolory i już do końca wieczoru ich nie opuściły. Nie wydawała się mieć mu zbyt wiele do powiedzenia. Rozczarowała go spokojnym sposobem zadawania pytań, które zdały mu się być jedynie niezbędnymi pytaniami odnoszącymi się do jej starych znajomych z Milton. Ale przyszli inni, bardziej niż on znani w tym domu, więc usunął się w tył, gdzie on i pan Lennox rozmawiali od czasu do czasu.
- Nie uważa pan, że panna Hale ładnie wygląda – powiedział pan Lennox – wydaje mi się, że Milton do niej nie pasowało. Kiedy pierwszy raz przyjechała do Londynu, pomyślałem sobie, że nigdy nie widziałem nikogo tak zmienionego. Dziś wygląda promiennie. Ale jest też dużo mocniejsza. Ostatniej jesieni męczyła się po przejściu kilku mil. W piątek wieczorem poszliśmy do Hampstead i z powrotem. A już w sobotę wyglądała tak dobrze jak teraz.
„My! To znaczy kto? Oni obydwoje, sami?”
Pan Colthurst był bardzo bystrym człowiekiem i zyskującym na znaczeniu członkiem Parlamentu. Potrafił szybko rozpoznać charakter człowieka i był pod silnym wrażeniem jakie pan Thornton zrobił w trakcie obiadu. Zapytał Edith kim jest ten dżentelmen i ku jej zaskoczeniu tonem jakim zostało wypowiedziane „Doprawdy?”dał jej do zrozumienia, że pan Thornton z Milton nie był mu tak nieznany jak sobie wyobrażała. Jej obiad zakończył się bardzo dobrze. Henry był w dobrym humorze i zachwycająco posługiwał się swoim oschłym i uszczypliwym dowcipem. Pan Thornton i pan Colthurst znaleźli jeden czy dwa wspólne i interesujące tematy do rozmowy, które ledwie mogli tknąć, zostawiając je na bardziej prywatną rozmowę po obiedzie. Margaret wyglądała pieknie w kwiatach granatu i gdyby jeszcze nie wciskała się w krzesło i więcej mówiła, Edith nie martwiłaby się czy rozmowa bez niej toczy się gładko. Margaret obserwowała twarz pana Thorntona. On w ogóle na nią nie patrzył. Mogła więc studiować go nie będąc obserwowaną i odszukiwać te wszystkie zmiany, które, w tak krótkim czasie, w nim zaszły. Tylko raz, wraz z jakimś nieoczekiwanym słowem pana Lennox’a jego twarz zaczerwieniła się i przybrała dawny wyraz wielkiego rozbawienia. Wesoła jasność znów zagościła w jego oczach , usta ledwie rozdzielone zapowiadały ten cudowny uśmiech jak za dawnych dni i na chwilkę jego spojrzenie poszukało jej oczu, jak gdyby zapragnął jej sympatii. Ale kiedy ich oczy spotkały się, cały jego wygląd zmienił się, znowu był poważny i niespokojny, i rozmyślnie unikał spoglądania w jej stronę w dalszym ciągu obiadu.
Poza domowniczkami były jeszcze tylko dwie damy, a te zostały zajęte rozmową przez jej ciotkę i Edith, gdy tylko weszły do salonu. Margaret powoli zajęła się jakąś robótką. W tym momencie weszli panowie, pan Colthurst i pan Thornton zajęli się bliską rozmową. Pan Lennox przysunął się do Margaret i powiedział niskim głosem:
- Doprawdy myślę, że Edith winna mi podziękować za mój wkład w jej przyjęcie. Nie masz pojęcia jakim miłym i wrażliwym facetem jest ten twój zarządca. On jest jedynym człowiekiem, który udzielił Colthurst’owi wszelkich informacji, jakie chciał zdobyć. Nie mogę pojąć, jak on mógł tak zaprzepaścić swoje sprawy.
- Z jego siłami i możliwościami, ty mógłbyś osiągnąć sukces – powiedziała Margaret. On nawet nie wyczuł tonu jakim mówiła, chociaż słowa wyrażały myśl jaka przemknęła mu przez głowę. Jako, że on milczał, udało im się uchwycić fragment rozmowy toczącej się przy kominku pomiędzy panem Colthurst’em a panem Thornonem.
Gosia - Czw 10 Sie, 2006 23:07
Dzieki Alison i Caroline
Toz to pyszniutki fragment!
Wreszcie sa razem ....a jednak osobno.
Nie chca przed soba sie zdradzic ze swoimi uczuciami, ale przygladaja sie sobie uwaznie, choc niezauwazenie:
"Margaret spoglądała zaniepokojonym wzrokiem na pana Thorntona, w czasie kiedy był zajęty."
"Od pierwszego spojrzenia, jakim ogarnął pokój, był świadom obecności Margaret."
Bardzo ładny kawalek:
"Tylko raz, [..] jego twarz [...]przybrała dawny wyraz wielkiego rozbawienia. Wesoła jasność znów zagościła w jego oczach, usta ledwie rozdzielone zapowiadały ten cudowny uśmiech jak za dawnych dni i na chwilkę jego spojrzenie poszukało jej oczu, jak gdyby zapragnął jej sympatii. Ale kiedy ich oczy spotkały się, cały jego wygląd zmienił się, znowu był poważny i niespokojny, i rozmyślnie unikał spoglądania w jej stronę w dalszym ciągu obiadu. "
A kiedy przeczytalam to:
"Jego piękna sylwetka wciąż utrzymywała go powyżej przeciętnego wzrostu mężczyzny i wraz ze spokojnymi, związanymi z tym gestami, nadawała mu dystyngowany wygląd, który był dla niego naturalny"
To od razu pomyslalam, ze ten wysoki mezczyzna, to nie kto inny tylko Rysiu
Za takie fragmenty, jak dzisiejszy, kocham te ksiazke.
A tak w ogole, to wyglada na to, ze inaczej niz w filmie, Henrys nie jest w ogole swiadomy zagrozenia ze strony Thorntona, nawet go przed nia chwali
Anonymous - Czw 10 Sie, 2006 23:11
| Caroline napisał/a: | | - Z jego siłami i możliwościami, ty mógłbyś osiągnąć sukces – powiedziała Margaret. |
Margaretka pokazuje pazurki !!
Caroline - Pią 11 Sie, 2006 17:28
Niecierpliwość serca., cz. 3; Rozdz. LI , Meeting again, Ponowne spotkanie, str. 514
- Upewniam pana, że było to powiedziane z wielkim zainteresowaniem, może nawet powinienem powiedzieć, z ciekawością. Słyszałem pańskie imię wypowiadane bardzo często, podczas mojego krótkiego pobytu w sąsiedztwie.
Wówczas stracili kilka słów, a kiedy znów mogli usłyszeć dalszą rozmowę, mówił pan Thornton:
- Nie mam podstaw do bycia popularnym – jeśli mówią o mnie w ten sposób, mylą się. Powoli rozpoczynam nowe projekty. Trudno pozwolić sobie na bycie znanym, nawet przez tych, których pragnąłbym znać, i z którymi nie chciałbym być na dystans. Do tego, nawet z tymi wszystkimi niedogodnościami, czułem, że byłem na właściwej drodze, i że zaczynając od czegoś w rodzaju przyjaźni z jednym, rozpocząłem znajomość z wieloma. Zalety były obustronne, obie strony podświadomie i świadomie uczyły się od siebie nawazjem.
- Powiedział pan „były”. Ufam, że zamierza pan kontynuować ten sposób postępowania.
- Muszę przerwać Colthurst – powiedział Henry Lennox pospiesznie.
Obcesowo, ale jednak a propos pytania, odwrócił bieżącą rozmowę, nie dając tym samym panu Thorntonowi sposobności upokarzającego przyznania się do swojej chęci sukcesu, w wyniku której tak zmieniła się jego pozycja. Ale gdy tylko nowo rozpoczęty temat rozmowy wyczerpał się, pan Thornton podjął rozmowę dokładnie tam, gdzie została przerwana i dał panu Colthurst’owi odpowiedź na jego pytanie:
- Nie odniosłem sukcesu w interesach, musiałem ustąpić ze swojej pozycji właściciela. Przyglądam się sytuacji w Milton, gdzie mogę się spotkać z pracodawcą, który będzie miał ochotę pozwolić mi podążać dotychczasową drogą w tej dziedzinie. To może zależeć tylko ode mnie czy będę kontynuował to pochopne wprowadzanie teorii w praktykę. Moim jedynym życzeniem jest mieć sposobność podtrzymania jakichś stosunków z robotnikami poza zwykłą „ wypłatą gotówki”. Ale to mógłby być poszukiwany punkt Archimedesa, z którego można poruszyć ziemię, którego istotność osądzić mogliby nasi fabrykanci, którzy chętnie podają ci rękę, ale gdy tylko wspomnisz o jakichś eksperymentach, które chciałbyś przeprowadzić, natychmiast srogo się przyglądają.
- Zauważyłem, że używa pan słowa „eksperymenty” – powiedział pan Colthurst z delikatnie większym szacunkiem w zachowaniu.
- Ponieważ wierzę, że nimi są. Nie jestem pewien konsekwencji jakie z nich wynikną. Ale jestem pewien, że powinny być wypróbowane. Dochodzę do przekonania, że od żadnych zwykłych instytucji, skądinąd mądrych i przemyślanych, nie powinno się wymagać organizowania i planowania tego, co może połączyć klasy ze sobą tak jak powinny być połączone, mimo, że to praca tych instytucji prowadzi do bezpośrednich kontaktów. Takie stosunki są wielce ożywcze. Robotnik nie bardzo wie i czuje, jak wiele jego pracodawca się napracował opracowując plany dla dobra tychże pracujących ludzi. Kompletny plan jest jak element maszyny, dokładnie pasujący bez względu na okoliczności. Ale robotnicy akceptują to jeżeli to oni tworzą ową maszynerię, bez zrozumienia tej ogromnej pracy myślowej i projektów wymaganych jeśli to wszystko ma działać tak perfekcyjnie. Ale ja wpadłem na pomysł, którego działanie mogłoby wręcz wymagać takich bezpośrednich kontaktów. Na początku może to nie działać tak dobrze, ale z każdym osiągniętym zyskiem odczutym przez wzrastającą liczbę ludzi, w końcu sukces stałby się czymś pożądanym na równi przez wszystkich i wszyscy staliby się częścią jego tworzenia. I nawet wtedy, jestem tego pewien, że rzecz cała straciłaby swoją witalność, zakończyłaby żywot bez podtrzymywania u ludzi potrzeby poszukiwania znaczeń, sposobów, dzięki poznawaniu nowych osób, charakterów, a nawet sztuczek w zachowaniu czy wygłaszaniu przemówień. Powinniśmy się lepiej rozumieć, a nawet ośmielam się powiedzieć, że więcej lubić nawzajem.
- I myśli pan, że to mogłoby zapobiec występowaniu strajków?
- Absolutnie nie. Moje najdalsze oczekiwanie wysuwa się daleko ponad to, otóż ludzie będą mogli zrezygnować ze strajków jako gorzkich, jadowitych źródeł nienawiści, tak jak to było do teraz. Człowiek pełny nadziei mógłby wyobrazić sobie, że bliższy i łagodniejszy wzajemny stosunek klas mógłby obyć się bez strajków. Ale ja nie jestem pełnym nadziei człowiekiem.
Nagle, jakby uderzył go jakiś nowy pomysł, przeszedł przez pokój do miejsca, gdzie siedziała Margaret i zaczął bez wstępów, jak gdyby wiedział, że słuchała wszystkiego, co zostało powiedziane:
- Panno Hale, miałem petycję – jak sądzę pisaną ręką Higginsa – zawierającą życzenie robotników by pracować dla mnie, jeśli jeszcze kiedykolwiek będę miał taką pozycję, by znów zatrudniać ludzi. To dobrze, prawda?
- Tak, świetnie! Cieszę się, że tak jest – powiedziała Margaret patrząc mu prosto w twarz swoimi wielce wymownymi oczyma, a potem spuszczając je pod jego wymownym spojrzeniem. Patrzył na nią przez minutę, jak gdyby nie wiedział o czym właściwie mówił, po czym przytomniejąc powiedział:
- Wiedziałem, że to się pani spodoba – odwrócił się i nie odezwał do niej więcej aż do formalnie rzuconego „dobranoc”.
Kiedy pan Lennox wrócił, Margaret powiedziała z pewnym wahaniem i z rumieńcem, któremu nie potrafiła zaradzić:
- Czy mogę pomówić z tobą jutro? Potrzebuję twojej pomocy w pewnej sprawie.
- Oczywiście. Przyjdę kiedy tylko będziesz chciała. Nie mogłabyś mi sprawić większej przyjemności niż dając mi sposobność bycia ci użytecznym. O jedenastej? Bardzo dobrze.
Jego oczy błyszczały z uniesienia. Jak ona nauczyła się zależeć od niego! Wydawało się jakby każdy dzień teraz dawał mu pewność, bez której nigdy nie zdecydowałby się oświadczyć jej ponownie.
Caroline - Pią 11 Sie, 2006 17:36
A już jutro Wielki Finał! :smile:
Gosia - Pią 11 Sie, 2006 18:18
Thornton wypowiada w tym fragmencie swoje nowe credo. Mowi jak zamierza ukladac swoje stosunki z robotnikami.
Moim jedynym życzeniem jest mieć sposobność podtrzymania jakichś stosunków z robotnikami poza zwykłą „ wypłatą gotówki"[..] Powinniśmy się lepiej rozumieć, a nawet ośmielam się powiedzieć, że więcej lubić nawzajem.
Ale procz tego jest tak kąsek:
Nagle, jakby uderzył go jakiś nowy pomysł, przeszedł przez pokój do miejsca, gdzie siedziała Margaret i zaczął bez wstępów, jak gdyby wiedział, że słuchała wszystkiego, co zostało powiedziane:
- Panno Hale, miałem petycję – jak sądzę pisaną ręką Higginsa – zawierającą życzenie robotników by pracować dla mnie, jeśli jeszcze kiedykolwiek będę miał taką pozycję, by znów zatrudniać ludzi. To dobrze, prawda?
- Tak, świetnie! Cieszę się, że tak jest – powiedziała Margaret patrząc mu prosto w twarz swoimi wielce wymownymi oczyma, a potem spuszczając je pod jego wymownym spojrzeniem. Patrzył na nią przez minutę, jak gdyby nie wiedział o czym właściwie mówił, po czym przytomniejąc powiedział:
- Wiedziałem, że to się pani spodoba – odwrócił się i nie odezwał do niej więcej aż do formalnie rzuconego „dobranoc”.
Czemu jej to powiedzial? Chcial znalezc pretekst, zeby sie do niej zblizyc? Chcial jej dac do zrozumienia, ze zmienil sie nie tylko jego stosunek do robotnikow, ale takze robotnikow do niego ?
Pewnie wszystko to po trochu.
Jak ja zaluje, ze ta powiesc juz sie konczy :cry:
Gitka - Pią 11 Sie, 2006 21:07
A Henryczek się jeszcze łudzi...
To prawda, ja też żałuję, że to już końcówka.
Anonymous - Pią 11 Sie, 2006 21:18
On się nie łudzi, on ma pewność, że jest tak ważny dla Margareth, niezastapiony. A jednak swiadomie, czy niem odczuwa silnie konkurencję z Jaskiem
Anonymous - Sob 12 Sie, 2006 16:58
Jenyściewy, jak ja na ten moment czekałam !!!!!!!!!!
Jest zrobiony dużo lepiej niż w filmie.
Przy 3 lub 4 czytaniu przykuły mnie jednak zdania:
Wciąż stała ze szczelnie zasłoniętą twarzą, opuszczając głowę coraz niżej, prawie opierając ją o stół, przy którym stała. Podszedł bardzo blisko. Ukląkł tak by mieć twarz na wysokości jej ucha i szepnął
To jakie są między nimi proporcje? Gdzie ona stała? Stopień niżej?
Hmm.
przecinek - Sob 12 Sie, 2006 17:14
Oj, i to już koniec, jaka szkoda. A jakie motylki.. A co do proporcji, to filmie w domu ciotki większość pokazanych stolików to niskie stoliki, jak do kawy, może przy takim stali. Ale żeby to wyglądało jakoś bardziej "artystycznie" Margret musiała usiąść, bo inaczej stałaby bardzo "wypięta" i romantyzm tej sceny gdzieś by znikł. A gdzie pocałunek?
"Uważaj. Jeśli się nie odezwiesz, uznam cię za moją własność w jakiś nadzwyczajnie śmiały sposób." - to jednak chodziło o posiadanie (wracając do poprzednich oświadczyn)
Gosia - Sob 12 Sie, 2006 18:38
No, piekny fragment!
Niby go juz znalam, ale i tak zrobil na mnie wrazenie.
Czytalam niektore zdania po pare razy
Dostrzegam, ze zostal jeszcze dopieszczony przez Alison.
A widac to chocby we fragmencie:
Pamiętasz kochana? – zamruczał
Tak jest duzo ladniej
Moje uwagi (choc trudno sie skupic):
Niemile zaskoczyly mnie slowa Henrysia:
Straciłem tu już zbyt wiele czasu
I zaczynam podejrzewac, ze Henry sie zorientowal jednak w calej sytuacji, byc moze celowo nie przyszedl na spotkanie. Moze kiedy Margaret mu powiedziala, ze chce zainwestowac w fabryke Thorntona w Milton, uznal ze musi byc tego jakas inna przyczyna, niz tylko biznes.
oraz egoizm Edith:
Ale to byłoby takie miłe dla nas wszystkich – prosiła Edith – czułabym się zawsze komfortowo jeśli chodzi o dzieci, gdybym miała Margaret blisko siebie
Edith chciala zeby Margaret mieszkala blisko niej, zeby mogla opiekowac sie jej dziecmi ...
A dalej to juz jest sama slodycz:
W czasie gdy wciąż poszukiwała tego pisma, jej przyspieszone bicie serca zostało wstrzymane na moment przez ton jakim przemówił nagle pan Thornton. Jego głos był zachrypnięty i drżący od czułej namiętności z jaką powiedział:
- Margaret!
Gosia - Sob 12 Sie, 2006 18:43
Wielki finał!
Ja ze swojej strony bardzo dziekuje wszystkim tlumaczkom za wlozona prace i za dostarczenie nam tak wielu wzruszen !
Padam na twarz przed Waszymi umiejetnosciami
I bardzo bardzo dziekuje
Gitka - Sob 12 Sie, 2006 18:44
Aine, ja też na razie 4 raz czytam :grin:
Piękne, po prostu cudo.
Jakże Wam jestem wdzięczna dziewczyny.
Harry_the_Cat - Sob 12 Sie, 2006 18:52
Przeczytałam.
I nie mogę zebrac mysli, żeby napisać cos sensownego... (chociaż czytałam wcześniej oryginał...)
Z przemysleniami postaram się wrócić tu później.
PS. - Aine, ja też mam problem z "choreografią" tej sceny - nie rozumiem np. jak miałoby to wyglądać: "Wciąż stała ze szczelnie zasłoniętą twarzą, opuszczając głowę coraz niżej, prawie opierając ją o stół, przy którym stała." - że co? stała i stojąc, położyła głowę na stole...?
Gosia - Sob 12 Sie, 2006 19:52
No przeciez na pewno nie stala tylem do niego.
Z pewnoscia stala przy stole, raczej przodem do niego lub bokiem, w koncowce prawie kladac na stole glowe, a wiec obnizyla sie cala.
Pamietajcie, ze on byl bardzo wysoki, wiec kiedy kleknal, mogl miec glowe na wysokosci jej twarzy.
Anonymous - Sob 12 Sie, 2006 19:55
To by miało sens. Ona wali głową w stół a on kleka.
Jola - Sob 12 Sie, 2006 20:22
Dla Matyldy
Za pierwsze motyle - i za całe kosze następnych.
"Młodość uśmiecha się bez powodu" /O. Wilde/.
Za Twój uśmiech bez powodu bardzo Ci dziękuję. Jola.
Jola - Sob 12 Sie, 2006 20:33
Poza drugą częścią dzisiejszego fragmentu, którą również czytałam wiele razy, bardzo podobała mi się część dotycząca H. Lennoxa.
Powiedziałabym, że wg mnie okazał się na końcu osobą myślącą i inteligentną, a nawet, chociaż boję się, żeby nie przesadzić, także wrażliwą i wyczuloną na innych, w pewnym stopniu może nawet delikatną, skoro stać go było na to, że nie przyszedł na umówione następnego dnia spotkanie, a co więcej, w pewnym stopniu zadbał, żeby nikt w tym spotkaniu nie przeszkadzał.
Myślę, że zrozumiał już poprzedniego dnia, że Margaret potrafi wszystko wytłumaczyć Johnowi, a do tego, co było najważniejsze w tej rozmowie, potrzebni byli tylko oni obydwoje.
|
|
|