Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
Harry_the_Cat - Czw 31 Lip, 2008 23:12
Nie, aktorka tez miala 16
Trzykrotka - Czw 31 Lip, 2008 23:30
Tak, to prawda, miała 16 i na dodatek już śpiewała w MET.
Aragonte - Pią 01 Sie, 2008 07:26
| Admete napisał/a: | To bohaterka miała 16, aktoreczka 18-19. No sorry, ale jak ktoś nie ma za grosz talentu, to niech się nie pcha. Że śliczna, to fakt. Natomaist głosik miała słodziutki. Jak miodzik i marmoladka Za dużo słodyczy. Dobra, więcej sie nie odzywam. Uważam, że film jest przyzwoity, ale tylko dzięki aktorom drugiego planu, scengrafii i kilku pomysłom ( początek, czarno - białe sceny, maskarada ). |
Admete, a czemu miałabyś się nie odzywać? Przecież byłoby nudno, gdybyśmy wszystkie miały takie same zdanie na temat każdego filmu Ja zresztą Upiora w tej chwili jakoś strasznie nie bronię, zauważ, ale kiedyś podobał mi się naprawdę, acz nie wiem, ile to miało związku z odpowiednim sfazowaniem Romansidła też zdarza mi się czytać dla przyjemności i nawet niektóre lubić - czy to sprawia, że przestają należeć do gatunku?
Pisz spokojnie, obronimy Cię przed Malmikiem
malmik - Pią 01 Sie, 2008 08:00
Malmik nie atakuje tylko też ma swoje zdanie na ten temat. Może?
Admete - Pią 01 Sie, 2008 08:55
Mnie chodziło o to, że już napisałam wszystko, co miałam napisać. Serio. Też czasami czytywałam romansidła. Najlepiej czyta mi się takie rzeczy ( z bliżej nieznanych mi przyczyn ) przy śniadaniu
Admete - Pią 01 Sie, 2008 08:55
| Harry_the_Cat napisał/a: | Nie, aktorka tez miala 16 |
Sprawdzałam jej datę urodzenia i datę filmu - wyszło mi 18. Może niedokładnie popatrzyłam.
Aragonte - Pią 01 Sie, 2008 10:23
| Admete napisał/a: | | Harry_the_Cat napisał/a: | Nie, aktorka tez miala 16 |
Sprawdzałam jej datę urodzenia i datę filmu - wyszło mi 18. Może niedokładnie popatrzyłam. |
A to nie jest tak, że miała 16, jak ją wybrano do tej roli, a około 18 podczas premiery?
Malmiczku, jasne, że możesz
BeeMeR - Pią 01 Sie, 2008 12:32
| Admete napisał/a: | Też czasami czytywałam romansidła. Najlepiej czyta mi się takie rzeczy ( z bliżej nieznanych mi przyczyn ) przy śniadaniu | A mnie swego czasu w łazience
Gosia - Pią 01 Sie, 2008 20:15
Obejrzalam "Lucky 7"
http://forum.northandsout...p=160655#160655
Harry_the_Cat - Pią 01 Sie, 2008 21:51
| Aragonte napisał/a: | | Admete napisał/a: | | Harry_the_Cat napisał/a: | Nie, aktorka tez miala 16 |
Sprawdzałam jej datę urodzenia i datę filmu - wyszło mi 18. Może niedokładnie popatrzyłam. |
A to nie jest tak, że miała 16, jak ją wybrano do tej roli, a około 18 podczas premiery?
Malmiczku, jasne, że możesz |
Tak właśnie było. Jak zaczynali 16, ale jak jus skończyli i w kinach było 18
damamama - Pon 04 Sie, 2008 14:57
Wczoraj późnym wieczorem obejrzałam na TVP1 "Amerykańską rapsodię", bardzo mi się ten film podobał, aż pod koniec uroniłam łezkę. Dobra rola Scarlet Johansson. Węgry, lata 50. Peter i Margit są młodym, szczęśliwym małżeństwem. Represje komunistycznych władz sprawiają jednak, że muszą emigrować do Stanów Zjednoczonych. Zabierają ze sobą starszą córkę Marię, ale młodszą, Suzanne, są zmuszeni zostawić na Węgrzech. Sześć lat później udaje im się, dzięki pomocy Czerwonego Krzyża, ściągnąć córkę do Los Angeles. Suzanne nie chce jednak zaakceptować zmiany, jaka nastąpiła w jej życiu. Gdy staje się nastolatką, zdecyduje się wrócić na Węgry, by tam szukać swojej prawdziwej tożsamości. Dopiero tam dowiaduje się prawdy o matce i sobie a także widzi niełatwą codzienność Węgrów oraz to, że jednostka i jej prawa mało tam znaczą. Podróż ta pozwala córce i matce na lepsze zrozumienie siebie.
Anonymous - Czw 07 Sie, 2008 22:42
oglądnęłam Elizabeth: The Virgin Queen w odwrotnej kolejności bo niby ta część była przed "Złotym wiekiem" ale druga cześć ustępuje pierwszej części zdecydowanie. Urzekła mnie muzyka, pasująca do nastroju chwytająca za serce oddająca emocje. Podobali mi się aktorzy w swoich kreacjach Zakochany Szekspir grający Roberta Dudleya jest niezły pasują mu chyba role nieszczęśliwie zakochanego bo potrafi przekonać, tu łazka poleci tutaj oczami smutnymi zaczaruje. Kapitan Barbossa w roli doradcy jest świetny on z kolei nadaje się do roli przebiegłego lisa, wyraz oczu... Nie czuję sympatii do postaci Elżbiety bo gniewam się, ze to przez nią potęga Hiszpanii upadła. jest to stronnicze i niskie, ale mam zawsze głupio nadzieję, że może jakoś nie dojdzie do władzy etc. A przyjanmniej kibicuję spiskowcom przeciw niej. może kostiumy nie powalają aż tak jak te w części drugiej. Ale ten pierwszy film jest moim zdaniem lepszy, chociaż też na podobną modłe. może nie będę za często wracać do niego, ale chyba jeszcze raz oglądnę oba za jednym zamachem, żeby wczuć się bardziej i porównać
Trzykrotka - Pią 08 Sie, 2008 13:34
Jeszcze dalej niż północ - jakie to miłe kino!
Pracownik poczty chce przeniesienia, ale na Riwierę, bo depresyjna żona na pewno byłaby tam szczęśliwa. Odrzucają podanie, Riwierę dostaje inwalida. Więc zdesperowany bohater próbuje jeszcze raz, udając inwalidę... Sprawa się sypie, a jego wysyłają na północ... Nawet nie do obrzydliwego Paryża, jeszcze dalej, koło Calais, czyli tam, gdzie palce odpadają z zimna, a asfalt zwijają się na noc i wszyscy chodzą non stop pijani. No i język tam inny i same chamy mieszkają...
Tak myślą wszyscy wokół. Przerażona żona wyszukuje w internecie informacje o przerażających północnych zjawiskach, jak "szadź". Policjant nie wypisuje mandatu, tylko klepie po ramieniu i wzdycha, jakby mówił: jedź i badź dzielny.
To trzeba zobaczyć! Trzeba zobaczyć ekipę dzielnych północnych pocztowców, naukę języka i obyczajów "ch'ti", zamawianie po raz pierwszy w miejscowym dialekcie w restauracji, oraz to, jak na północy rozwozi się listy i próbuje wrócić trzeźwym. No i co się robi, zeby zostawić na chwilowych przybyszach z południa niezatarte wrażenie .
Pewnie Francuzi mieli z tego wiekszy niż my ubaw, tak jak mielibyśmy my, ogladajac perypetiw górala na Kaszubach na przykład. Ale nie, na kaszuby górale jeżdżą namiętnie. Nic odkrywczego ani porażającego, ale kapitalna rozrywka na letnie dni.
Agn - Pią 08 Sie, 2008 20:11
No i obejrzałam wczoraj nowego Batmana (jak mu tam? Mroczny rycerz czy jakoś tak). O dziwo, jest lepszy od pierwszej części. Czemu "o dziwo"? Dlatego, że wszyscy "fachowcy" krzyczą, że jest równie genialny, jak pierwszy, a ja pierwszy obejrzałam z rosnącym zażenowaniem (oraz głupawką). Tak więc - jest lepszy. Ale to nie znaczy, że jest dobry. Po pierwsze jest przeładowany. Oprócz tradycyjnego prężenia muskułów w wykonaniu ogumionego batmana i średniego wątku miłosnego, wybuchów, gonitw, polityki i wewnętrznych dylematów bohatera jest jeszcze Joker i Two-Face (tak, tak) w jednym filmie. Nie, nie na raz. No, prawie. Jest Joker, potem zrobił się Two-Face. Przez to film jest za długi. Jakkolwiek Joker (absolutnie genialny Heath Ledger - serce ściska z żalu, że więcej nie zobaczymy go na ekranach :-() jest świetnie pokręcony, wredny, idealnie zły i pasuje na przeciwnika, tak historia Two-Face'a, który najpierw jest sprzymierzeńcem, potem strzela focha (w sumie nie wiem, dlaczego akurat na batmana), obraża się na cały świat i zaczyna bruździć, jest niezbyt przekonująca. Facet jest miły i rozkoszny, a potem CIACH! Zrobiło się z niego zrozpaczone potworzystko. Nie kupuję tego wątku.
Generalnie film osiąga punkt kulminacyjny mniej więcej w połowie i BARDZO się wszyscy zdziwiliśmy, gdy okazało się, że jeszcze drugie tyle przed nami. PO CO?! Pomijam fakt, że łapaliśmy wprost dziką głupawkę, ponieważ ilekroć Bruce wdziewał batmańskie ubranko nabierał wyjątkowej mroczności głosowej. Jakby miał zapalenie migdałków albo ropna angina go nagle dopadała. Zresztą, Two-Face'a po wypadku, w którym gwałtownie stracił na urodzie, też dopadł ten sam wirus i także mówił jak wokalista grupy metalowej po koncercie, paczce papierosów i dziesięciu piwach.
Ogółem - lepiej niż w Początku. Heath Ledger wart wszystkiego. Ale film cieniutki.
nicol81 - Pią 08 Sie, 2008 21:55
Ang- czyli nowy Batman to dwie niezależne historie?
| lady_kasiek napisał/a: | | Nie czuję sympatii do postaci Elżbiety bo gniewam się, ze to przez nią potęga Hiszpanii upadła. jest to stronnicze i niskie, ale mam zawsze głupio nadzieję, że może jakoś nie dojdzie do władzy etc. A przyjanmniej kibicuję spiskowcom przeciw niej. |
Lady Kasiek, pójdź w me ramiona
Agn - Sob 09 Sie, 2008 20:59
Nie, nie, są powiązane, ale za dużo tego wszystkiego jak na jeden film. W pewnym momencie czujesz, że film się już skończy, a tu nieee, jeszcze Two-Face i pół filmu wciąż przed tobą.
Anonymous - Sob 09 Sie, 2008 22:15
| nicol81 napisał/a: | | Lady Kasiek, pójdź w me ramiona |
bieżę. Fajnie nie być odosobnionym
aneby - Nie 10 Sie, 2008 09:34
Czy ktoś może widział film The Incredible Hulk ? Obejrzałabym to tylko dla E. Nortona, ale nie wiem czy przełknę taki komiksowy film.
A tak nawiasem mówiąc, to Mr Norton jest na tym forum wyraźnie pominięty!
Alicja - Nie 10 Sie, 2008 12:18
| Trzykrotka napisał/a: | | Ale nie, na kaszuby górale jeżdżą namiętnie. Nic odkrywczego ani porażającego, ale kapitalna rozrywka na letnie dni. |
i vice versa, kaszubi w góry, też jest niezły ubaw. Zeszłego lata nad Morskim Okiem spotkałam ... swojego szefa, chociaż raczej wtedy nie chciało mi się śmiać
aneby - Śro 13 Sie, 2008 22:48
Polecam film "Things we lost in the fire" na DVD
Ciekawa historia o ludziach na życiowym zakręcie. No i dobra obsada: Benicio Del Toro, David Duchovny i Halle Berry
http://www.filmweb.pl/f263980/Druga+szansa,2007
http://film.onet.pl/13976,,Druga_szansa,film.html
Admete - Czw 14 Sie, 2008 11:29
A ja nostalgicznie - przypomniałam sobie film z czasów nastolatkowych - Więcej czadu. Kiedys bardzo mi sie podobał, a teraz śmiałam się sama z siebie, że taka naiwna byłam Muzyka nadal świetna. Obejrzałam tez Clueless na motywach Emmy Austen. Ku mojemu szczeremu zaskoczeniu ( ostrzegano mnie przed tym filmem ) - usmiałam się na nim bardzo i mam pozytywne wrażenia. Widać, że Legalna blondynka była tym filmem inspirowana. Podobało mi się jak sprytnie ( i czasem przewrotnie ) przeniesiono wątki z Emmy do Beverly Hills z lat 90 ubiegłego wieku
Copycat - Czw 14 Sie, 2008 11:32
Tak na dobry początek przekleję tu mojego posta z innego forum. Moje ostatnie "plony" po festiwalu filmu i sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu:
Gus van Sant - przekrój przez jego filmografię, m.in
"Za wszelką cenę" ("To Die For") ,
"Słoń" ("Elephant"),
"Paranoid Park",
"Gerry",
"Moje własne Idaho"
"Drugstore Cowboy",
"Zła noc" ("Mala noche")
Do tej pory nie wiem za co nie lubię van Santa, ale po obejrzeniu tych filmów (niektórych ponownie), dalej go nie lubię, mimo, że niektóre filmy przecież dobre.
"Rewolucja" ("Revolución"), reż. Martín Rosete - kilkuminutowy filmik, rewelacja. Jest na youtube, ale jako, że po hiszpańsku to raczej nie polecam a szkoda, bo świetny.
"Marzyciele" ("The Dreamers"), reż. Bernardo Bertolucci - kiedyś już próbowałam to obejrzeć, ale nie dałam rady. Teraz się zmusiłam. Boże jak ja nie lubię francuskich filmów... Nie wątpię, że to jest dobre kino, ale to jest takie, którego nie znoszę. Dominujące uczucia podczas seansu: złość (delikatnie mówiąc) i obrzydzenie.
"Nieruchomy poruszyciel", reż. Łukasz Barczyk - PRAPREMIERA - Hmmmm. Mocne kino. Kontrowersyjne przez sceny seksu. Dużo niedociągnięć. Niektórzy mówią, że gniot, inni szukają głębi. Na pewno nikogo nie pozostawi obojętnym. Frycz powinien zdecydowanie częściej grać psycholi.
"Continental, film bez broni" ("Continental, un film sans fusil"), reż. Stéphane LaFleur - Co o za dziwo było do tej pory się zastanawiam. Jeden zabawny motyw, poza tym miał to być chyba film o samotności. I w sumie był, tylko trochę taki bezbarwny. A może byłam po prostu zmęczona.
"Pociąg do Darjeeling" ("The Darjeeling Limited"), reż. Wes Anderson - Powiem tylko, że warto zobaczyć.
"Lynch", reż. blackANDwhite - Dokumentalny o Lynchu (jakby się ktoś nie domyślił) Bardzo ciekawy.
"4 minuty" ("Vier Minuten"), reż. Chris Kraus - Łoooo... Trzeba to zobaczyć koniecznie.
"Sonic Mirror", reż. Mika Kaurismaki; PREMIERA - Dokument o ..rytmie (jazzowym, ale nie tylko). Świetne to. Zobaczyć i posłuchać na wielkim ekranie jak na ulicach Brazylii walą w bębny to ciekawe doświadczenie. No i jazzowy big band - ogłuszające.
Retrospektywa filmów Janusza Gajosa:
To chyba najmocniejszy punkt festiwalu. Gajos wielki jest. Do tego niesamowicie ciekawy z niego człowiek, rozmowa z nim to sama przyjemność ( a miałam okazję, bo był przez większą część festiwalu, zapowiadał kilka filmów ze swoim udziałem, spotykał się z widzami po seansie, miał wernisaż swojej fotografii itd). Jedyne co można zrobić w jego obecności to słuchać i podziwiać.
"Tam i z powrotem", reż. Wojciech Wójcik, - Czasem naprawdę dobrze jest popatrzeć na człowieka o niezłomnych zasadach, jego konflikcie wewnętrznym i samozaparciu. Tak jak mam wrażenie, że w filmach granice dobra i zła celowo się zacierają w bohaterach, tak tutaj bohater był zwyczajnie dobry, szlachetny, cholera. Świetny film, całkiem nie stary (bodajże 2001 rok) ale opowiadający o czasach, które szczęśliwie minęły. Rewelacyjny Gajos i świetny Frycz.
"Kolacja na cztery ręce", reż. Kazimierz Kutz - Teatr telewizji, szkoda, że raczej niedostępny. Majstersztyk. Gajos i Wilhelmi jako Jan Sebastian Bach i Jerzy Fryderyk Händel. Hipotetyczne spotkanie dwóch kompozytorów przy kolacji. No bomba.
"Przesłuchanie", reż. Ryszard Bugajski - Mam nadzieje, że już nigdy nie będziemy mieli powodu, żeby kręcić takie filmy. Rewelacja.
"Żółty Szalik" - reż. Janusz Morgenstern - Perełka to jest. Studium alkoholika. Coś a'la "Pętla.
"Ucieczka z Kina 'Wolność'", reż. Wojciech Marczewski - Totalny odjazd i absurd. Podczas seansu filmowego w kinie "Wolność" aktorzy postanowili się zbuntować i przestali grać. Zaczęli natomiast rozmawiać z widzami... Czasem trochę zajeżdża absurdem Mistrza i Małgorzaty, ale to chyba zaleta. Nie wiedziałam, że takie filmy się u nas robi.
Było jeszcze:
"Opowieści Hollywoodu" ("Tales from Hollywood"),
"Norymberga", reż. Waldemar Krzystek
"Czas zdrady", reż. Wojciech Marczewski
"Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna" reż. Olga Lipińska
"Łagodna"; reż. Mariusz Treliński
"Bigda idzie", reż. Andrzej Wajda
Wszystkie godne polecenia bardzo. Gajos sam wybierał. TVP ostatnio wydała na DVD najlepsze spektakle teatru telewizji, część można kupić.
"Złodzieje" ("Ladrones"), reż. Jaime Marques Olarreaga; PREMIERA - Biorąc pod uwagę, że to debiut tego reżysera, to jestem zachwycona. Film o kieszonkowcach (zaskakująco, wiem)
"Ostatnia audycja" ("A Prairie Home Companion"), reż. Robert Altman; PREMIERA - Ostatni film Altmana. Bardzo ciepły i uroczy. Bajkowy wręcz i zabawny. To taki obraz tęsknoty za przemijającym bezpowrotnie światem.
"Fados", reż. Carlos Saura; PREMIERA - Ciekawostka przyrodnicza jak dla mnie i film poznawczy. Można się na chwilę zatopić w kulturze fado. Warto zobaczyć, ale jak ktoś się spodziewa jakiejkolwiek fabuły to niech sobie daruje.
"Wieża Suso" ("La torre de Suso"), reż. Tom Fernández; PREMIERA - Trochę smutny a trochę optymistyczny. Warto.
"Zaklęty krąg"("Ghani"), reż. Kazi Morshed; PREMIERA - To kolejna ciekawostka. Z Bangladeszu. Pierwszy raz w życiu widziałam film z Bangladeszu. Zrealizowany bardzo skromnymi środkami, bez żadnych "efektów specjalnych" pokazuje tamtejszą rzeczywistość. Aż mnie dreszcz bierze jak pomyślę, że ludzie naprawdę tak żyją. Na początku mnie trochę nudził, ale jak się zastanowię to w sumie mi się podobał. Dramaturgia była, jakieś emocje. Przy jednej scenie to nawet ja czułam upokorzenie bohaterki. Ogólnie na plus. Szkoda, że raczej obejrzenie tego w Polsce będzie niemożliwe.
"Sukiyaki Western Django", reż. Takashi Miike - Japoński western a'la Quentin Tarantino. Komentarz chyba zbędny.
"Powrót do Goree" ("Youssou N’Dour: Return to Goree"), reż. Pierre-Yves Borgeaud; PREMIERA - Muzyczny dokument o powracaniu do korzeni jazzu. Zimno było a ja nie miałam kurtki więc tylko "może być".
"W górę Jangcy" ("Sur le Yangzi"), reż. Yung Chang - Tak po krótce: Mao za swego panowania postanowił wybudować tamę na Jangcy. W związku z tym trzeba było przesiedlić około 2 miliony ludzi i zalać tereny jak mniej więcej z Krakowa do Gdańska. Poziom wody wzrósł do 175 metrów O_o (Wisła w tej chwili nie ma nawet czterech..). Po takich danych myślałam, że będzie spektakularnie, pokazane na szeroką skalę a było tylko z punktu widzenia biednego rolnika, któremu zalewa dom. Ale i tak warto.
"0_1_0", reż. Piotr Łazarkiewicz - Kilka luźnych scen z życia różnych ludzi, którzy kiedyś tam widzieli śmiertelny wypadek. Wszystkim odbiło. W sumie nie do końca wiadomo o co chodzi, ale scena świruski która zamykała się w szafie i wieszała na krawatach mnie rozwaliła. Dla tej sceny warto zobaczyć.
"Dni bez miłości" ("Dagen zonder life"), reż. Felix van Groeningen; PREMIERA - To jest taki film, który zapada w pamięć. O grupie przyjaciół, która spotyka się po długim czasie, żeby się przekonać jak bardzo nie mają już o czym ze sobą rozmawiać i że jak raz coś się zepsuje to nie da się tego tak do końca naprawić. Wszyscy udają, że jest ok a tak naprawdę każdy wie, że jest inaczej. Bardzo dobry film.
"Rolling Stones w blasku świateł" ("Shine A Light"), reż. Martin Scorsese - Stonesi na wielkim ekranie w ruinach Zamku i przy takim nagłośnieniu robią wrażenie nawet na mnie.
"Free Rainer", PREMIERA reż. ten od "Edukatorów" - Przerysowany i absolutnie naiwny, ale oglądało się dobrze. Tyle, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego, bardziej spektakularnego. Ale miałam do tego prawo po obejrzeniu pierwszej sceny. Dawno nie czułam takiej adrenaliny. Nie dziwię się, że potem gorzej, po takiej dawce energii można już tylko obniżać loty.
"Cudowne miasto", reż. Aditya Assarat - Cóż to były za nudy, Allahu ratuj. Pierwszy raz przysnęłam w kinie.
"Chicago 10"; reż. Brett Morgan - Połączenie zdjęć archiwalnych z kreskówką. Jak dla mnie bardzo bardzo udane. Świetnie się oglądało. Film o zamieszkach w Chicago w 68 roku, apropos konwencji Partii Demokratycznej dotyczącej wojny w Wietnamie (materiały archiwalne) + proces sądowy przywódców (kreskówka) Bardzo polecam.
"Niebo nad Paryżem" ("Paris"); reż. Cédric Klapisch PREMIERA - Jak na francuski film to mi się nawet podobał. Tyle, że trochę o wszystkim i o niczym.
"Elitarni" ("Tropa de elite"); reż. José Padilha PREMIERA - Napisy się dystrybutorowi pomieszały i nie tą wersję dostarczył, co za tym idzie zrozumiałam mniej więcej połowę filmu. Całkiem niezły był chyba, hehe.
"Pali się moja panno", reż. Milos Forman - Mus.
"Obiecaj mi!" ("Zavet"), reż. Emir Kusturica PREMIERA - Na zakończenie festiwalu. Wybuchowo zakończyli absolutnie. 1000 osób w kinie i wszyscy rżeli ze śmiechu. Może i Kusturica się powtarza, może jedzie na schematach, ale i tak jest rewelacyjny. Satysfakcja gwarantowana.
"Mądrość i brud" ("Filth And Wisdom"), reż. Madonna PREMIERA - Hm. Oglądało mi się to w sumie dobrze, ale to też takie trochę o wszystkim i o niczym (z przewagą na "o niczym") W skrócie: jak całe życie jesteś dobry to w końcu zaczyna cię ciągnąć do złego i odwrotnie - to "przesłanie" + ilustracja tego na przykładzie kilku znajomych. Plus za zabawny motyw z Britney.
Więcej filmów nie pamiętam.. na razie.
Może którejś z was zdarzyło się być na festiwalu?
Admete - Czw 14 Sie, 2008 11:41
O rany dałaś radę to wszystko obejrzeć? Ja bym padła... I wszystko by mi się pomieszało. Przedstawienia tv widziałam i oczywiście te starsze filmy Gajosa. Przedstawienie Hamleta...by mi sie przydało.
Copycat - Czw 14 Sie, 2008 12:10
W 8 dni. Kosztem jedzenia i snu. Ale czymże jest jedzenie i spanie względem sztuki wyższej : ]
Co do Gajosa to można kupić: Tam i z powrotem, Ucieczka z kina Wolność, Kolacja na 4 ręce, Bigda idzie, Norymberga, Żółty szalik, Przesłuchanie. Reszty z festiwalu w sklepach nie widziałam. Z poza festiwalowych widziałam jeszcze "Czwarta siostra" i jeszcze coś, ale nie pamiętam teraz. Mogliby wydać wszystkie jego spektakle razem.
Trzykrotka - Czw 14 Sie, 2008 13:26
Copycat, jesteś niezmordowana! Chyna wymiękłabym w połowie, gdzie tam, w jednej trzeciej! Ale lista jest imponująca. Do wszystkiego nie podejmę się odnieść, ale:
| Copycat napisał/a: | | Do tej pory nie wiem za co nie lubię van Santa, ale po obejrzeniu tych filmów (niektórych ponownie), dalej go nie lubię, mimo, że niektóre filmy przecież dobre ? |
Zgadzam się, mam tak samo. On albo nudzi na śmierć albo wgniata w ziemię. A ja nie idę do kina, żeby brac sobie na plecy nowe demony. Dość mam własnych .
Marzycieli mam od 2 lat i nie przebrnęłam przez 1 godzinę. A Ukryte pragnienia tego samego reżysera przecież uwielbiam! Ten film jest obrzydliwy.
Na Pociąg do Darjeeling wciąż się wybieram i wciąż nie widziałam.
Gajos jest jedyny i niepowtarzalny. To samo Marczewski. Ucieczka z kina Wolność to jeden z najgenialniejszych filmów Polski powojennej, może Polski w ogóle. Za granicą pokazywali go w kategorii sci-fi, wyobrażacie to sobie?
Fados! Już powinni to u nas grać. Saura muzyczny nie jest od akcji, jest od magii i muzyki. Siedzę jak na szpilkach czekając na Fados. Tak samo miałam z Tangiem i Flamenco.
| Copycat napisał/a: | | "Zaklęty krąg"("Ghani"), reż. Kazi Morshed; PREMIERA - To kolejna ciekawostka. Z Bangladeszu. Pierwszy raz w życiu widziałam film z Bangladeszu. |
Ja jeszcze nie widziałam filmu z Bangladeszu! Chcę i pożądam!
| Copycat napisał/a: | | "Sukiyaki Western Django", reż. Takashi Miike - Japoński western a'la Quentin Tarantino. Komentarz chyba zbędny. |
Ja właśnie proszę o komentarz!! Proszę!!
Kusturicę odnotowujemy - uwielbiam płakać ze śmiechu na jego filmach.
Dzieki!
|
|
|