To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - Duma i uprzedzenie

nicol81 - Sob 08 Maj, 2010 20:23

Tamara napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Przede wszystkim podkreślał oczytanie, którego Bennetównom też brakowało.

O Jane i Elżbiecie nigdzie nie jest powiedziane , ze miały niedostatki w lekturach , a Mary chyba wszystkie prześcignęła , jeżeli idzie o liczbę przeczytanych książek :-P zresztą Kitty i Lidia też coś czytywały , skoro dziwiły się , że pan Collins nigdy nie miał w ręku powieści :roll:

Coś na pewno czytały- tylko to chyba była raczej wspólna głośna lektura powieści. Jane i Elżbieta nigdy nie dyskutują książek jak Dashwoodówny, Katarzyna czy chociażby Emma i Harriet. Elzbieta też nie pokazuje w mowie czy myślach oczytania jak Fanny czy Anna Elliott.
Mary dużo czytała, ale jak dla mnie przykładem osoby udowadniającej, że sama lektura bez nadzoru niewiele daje. Ona by chyba najbardziej skorzystała na guwernantce :?

BeeMeR - Sob 08 Maj, 2010 21:16

Mary miała specyficzny dobór lektur, podobnie jak specyficznie dobierał je pan Collins ;)
nicol81 - Sob 08 Maj, 2010 21:29

lady_kasiek napisał/a:
Ja ciągle ubolewam nad losem Mary tak BTW, żal mi jej. Lidia ciemna pusta lala znalazła faceta. Jane i Lizzy równiez. Kitty też znajdzie, jakiegoś mundurowca, albo drugiego pana Benneta, który polubi ją za młodość, a póxniej będzie sobie pluł w brodę a biedna Mary. W moim idealnym świecie Collins by ją wziął za żonę, ale nie oczywiście, świat jest podły i zostala sama.... muszę jakiś fanfik dorwac gdzie Mary też żyje długo i szczęśliwie.

Mi też żal Mary- ale nie sądzę, by z Collinsem była szczęśliwa. Myślała, że uda jej się go zmienić, ale na moje to on był niewychowywalny :roll: . Ona była molem ksiązkowym, on uczyl się tylko po to, by jakoś skończyć uniwersytet. Jej moralizatorstwo by irytowało lady Kasię. Poza tym, jak wszystkie Bennetówny, nie wydawała się otrzymać edukacji w zakresie prowadzenia domu. Charlotta wydaje mi się rozsądniejszym wyborem dla Collinsa- wie, jak nim niepostrzeżenie kierować i nie ma żadnych romantycznych marzeń w związku z tym małżeństwem.

Autorka "Ptaków ciernistych krzewów" napisała książkę o Mary...

Tamara - Sob 08 Maj, 2010 22:01

nicol81 napisał/a:
Tamara napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Przede wszystkim podkreślał oczytanie, którego Bennetównom też brakowało.

O Jane i Elżbiecie nigdzie nie jest powiedziane , ze miały niedostatki w lekturach , a Mary chyba wszystkie prześcignęła , jeżeli idzie o liczbę przeczytanych książek :-P zresztą Kitty i Lidia też coś czytywały , skoro dziwiły się , że pan Collins nigdy nie miał w ręku powieści :roll:

Coś na pewno czytały- tylko to chyba była raczej wspólna głośna lektura powieści. Jane i Elżbieta nigdy nie dyskutują książek jak Dashwoodówny, Katarzyna czy chociażby Emma i Harriet. Elzbieta też nie pokazuje w mowie czy myślach oczytania jak Fanny czy Anna Elliott.
Mary dużo czytała, ale jak dla mnie przykładem osoby udowadniającej, że sama lektura bez nadzoru niewiele daje. Ona by chyba najbardziej skorzystała na guwernantce :?

Akurat Emma i Harriet tylko zamierzały czytać :-P wszak wiadomo , ze Emma głównie sporządzała lisy lektur i na tym się kończyło :-P

nicol81 - Sob 08 Maj, 2010 22:08

Jakieś romansidło tam zdołały przeczytać, co to wyszło Emmie, że Robert Martin to ignorant, skoro go nie zna... :roll: :mrgreen:
Listy pewnie dotyczyły lektur bardziej rozwijających, skoro pan Knightley mówił, że Emma miała zawsze talent do układania list :wink: :mrgreen:

Tamara - Sob 08 Maj, 2010 22:24

To to Harriet przeczytała jeszcze zanim zawarła znajomość z Emmą :roll:
JoannaS - Nie 09 Maj, 2010 10:41

nicol81 napisał/a:
Charlotta wydaje mi się rozsądniejszym wyborem dla Collinsa- wie, jak nim niepostrzeżenie kierować i nie ma żadnych romantycznych marzeń w związku z tym małżeństwem.



Charlotta była inteligentną dziewczyną i dobrze wiedziała czego chce. Dlatego była zadowolona ze swojej sytuacji.

Trzykrotka - Nie 09 Maj, 2010 11:13

A mnie Mary nie wygląda na mola książkowego. To raczej dziewczyna, która tylko przez czytanie i granie może rozwijać jakiekolwiek "talenty." To dla mnie typ kobiety, która ucięłaby swoje pasje z chwilą zamążpójścia, kiedy już nie będą potrzebne. Jak pastorowa Elton.
Co nie oznacza, że jej nie lubię. Zawsze jej współczułam. Jedyna niezbyt atrakcyjna siostra, nie ma nawet bratniej duszy, ani w rodzinie, ani - chyba - w sąsiedztwie. I najpewniej czeka ja opieka nad panią Bennet.

milenaj - Nie 09 Maj, 2010 13:29

nicol81 napisał/a:
Autorka "Ptaków ciernistych krzewów" napisała książkę o Mary...


Zapowiedź wygląda bardzo cirkawie. A książka ma się ukazać na początku lipca.

nicol81 - Nie 09 Maj, 2010 15:43

Tamara napisał/a:
To to Harriet przeczytała jeszcze zanim zawarła znajomość z Emmą

Może- dokładnie nie określono kiedy - ale w każdym razie czytały i o tym rozmawiały.

Cytat:
A mnie Mary nie wygląda na mola książkowego. To raczej dziewczyna, która tylko przez czytanie i granie może rozwijać jakiekolwiek "talenty." To dla mnie typ kobiety, która ucięłaby swoje pasje z chwilą zamążpójścia, kiedy już nie będą potrzebne. Jak pastorowa Elton.

No ale napisane jest, że planowała wpływać na Collinsa przez swój przykład, by zaczął więcej czytać :roll:

BeeMeR - Nie 09 Maj, 2010 16:10

Trzykrotka napisał/a:
Jedyna niezbyt atrakcyjna siostra, nie ma nawet bratniej duszy, ani w rodzinie, ani - chyba - w sąsiedztwie. I najpewniej czeka ja opieka nad panią Bennet.
No i to nie jest dobra perspektywa, bo z panią Bennett niewiele ją łączy zainteresowań - będzie ona wychwalać zamężne córki i ich mężów i nie da żyć dziewczynie :roll:
Kitty na tle Mary najpewniej bez większego trudu znajdzie męża. :mysle:

BeeMeR - Wto 11 Maj, 2010 14:28

Skończyłam czytać DiU - czytało mi się bardzo przyjemnie :oklaski: - ze zdziwieniem niejakim natomiast musiałam przyjąć, że Jane Austen miała zgoła inny punkt widzenia na Bennettów niż ja - przynajmniej w dwóch aspektach (co nie znaczy, że nie mam racji ;) )
po pierwsze - że Kitty na tle Mary najpewniej bez większego trudu znajdzie męża - bo najwyraźniej z końcówki wynika, że panny długie okresy bywały rozłączone, co nawet lepiej mogło im służyć, Mary, bo nie przesłaniały jej urodą ładniejsze siostry i mogła sama dla siebie być dostrzegana, Kitty - bo bywała u starszych zamężnych sióstr, a nie u płochej Lidii i mogła nabywać większej ogłady towarzyskiej - tak więc faktycznie obu to rozwiązanie mogło służyć lepiej.

Natomiast z przykrością przeczytałam, że afekt pana B. do małżonki skończył się wkrótce po ślubie :( wprawdzie rozumiem to i trudność kochania czy nawet szacunku tak egzaltowanej, prostackiej osoby, kompromitującej się na każdym w zasadzie kroku, ale z drugiej pan B. też robi co może w tym temacie, :roll: - ja jednak wolę w pamięci chować ich wzajemne przywiązanie - i w jakiś sposób porozumienie.

Sofijufka - Wto 11 Maj, 2010 14:39

pan Bennet nawet nie próbował "podciagnąć" małżonki. Skoro jej młodszy brat był człowiekiem niegłupim i kulturalnym, w niej pewnie tez kryły się pewne mozliwości.... Ale łatwiej i wygodniej było schronić sie w bibliotece...
BeeMeR - Wto 11 Maj, 2010 15:15

A jej młodszy brat to kto? :mysle:
Bo jak rozumiem pani Phillips i pani Gardiner są siostrami, i tylko ta druga jest niegłupia i sympatyczna, a Lucasowie to sąsiedzi.

W sumie to żadne z państwa B. nie dbało o wiele więcej niż siebie - o córki o tyle, by dobrze wydać za mąż, by sobie przydać splendoru, że taki wspaniały mariaż zrobiły. No, i żeby wyszły za maż, bo inaczej to i dla nich źle i dla rodziców - przecież matka wyraźnie mówi Lizzie, że nie będzie w stanie jej utrzymywać, jeśli zostanie starą panną, a ojciec umrze (z drugiej strony wiele rzeczy, które rodzice mówią pokrycie w rzeczywistości :P ), skoro odrzuciła tak świetna partię jak Collinsa.
Jednocześnie chyba żądne z rodziców nie zadało sobie trudu pomyślenia choć o odłożeniu na posag dla córek - nawet już nie mówię o tym "odkładaniu na przyszłość".
A może nie pamiętam - było coś o posagach? :mysle:

Dla mnie chyba najżałośniejszą postacią książki jest Lidia - owszem, młoda, ładna i wesoła, ale durna przy tym jak mamusia, lecz w odróżnieniu od tej ostatniej stabilizacji w życiu raczej nie znajdzie - zmuszona co chwilę zmieniać miejsce zamieszkania i uciekać przed długami "ukochanego mężulka". To, co jeszcze jest możliwe bez większego problemu póki Wickhamowie są młodzi i sami, będzie o wiele trudniejsze gdy się dorobią potomstwa - a pewnie prędzej czy później tak się stanie. No i ja szczerze tym dzieciom współczuję (na tyle, na ile można współczuję wyimaginowanym dzieciom wyimaginowanych bohaterów ;) ).

Sofijufka - Wto 11 Maj, 2010 16:18

nie - pani Gardiner była bratową pani Bennet:
Ojciec pani Bennet był adwokatem w Meryton i zostawił jej cztery tysiące funtów. Miała też siostrę zamężną za panem Philipsem, byłym kancelistą jej ojca, po którym odziedziczył kancelarię, oraz brata, który osiadł w Londynie i poświęcił się jakiejś szacownej dziedzinie handlu.
a córki miały do podziału własnie matczyne 4 tysiące funtów. Rodzice wcześniej nie mysleli o odkładaniu dla nich pieniedzy, bo mieli nadzieję, że urodzi się syn i odziedziczy majątek.
Co do Lidii - razem z Wickhamem będzie zależała od dobrej woli Bingleya i Darcy'ego. Córki prawdopodobnie będą wychowywać sie u ciotek [jak Fanny Price]...

Tamara - Wto 11 Maj, 2010 18:35

Sofijufka napisał/a:
Skoro jej młodszy brat był człowiekiem niegłupim i kulturalnym, w niej pewnie tez kryły się pewne mozliwości....

Niekoniecznie :roll: jak wiadomo dary umysłu bardzo są nierówno porozdzielane , nawet w obrębie jednej rodziny , a co dopiero mówić o sytuacji , gdy kobietom brakowało w ogóle jakiegokolwiek kształcenia czyli możliwości rozwijania umysłu . Cioteczka Philips wydaje się nieco rozsądniejsza od siostry , ale niewiele . A brat pewnie do szkół uczęszczał , gdzie wiedzy i ogłady nabrał .
Zresztą wystarczy porównać np. Lidię i Jane czy Elżbietę :roll:

Sofijufka - Wto 11 Maj, 2010 18:48

ale te róznice miedzy siostrami sa właśnie dowodem, ze wychowanie ma wielkie znaczenie... Jane i Elizabeth znajdowały sie pod wpływem ojca, pozostałe - mamusi
Anonymous - Wto 11 Maj, 2010 19:13

Gdyby Lizzy i Jane byly bardziej podobne do mamusi - to ojciec olalby je tak jak i mlodsze corki. Lizzy ma temperament matki, ale inteligencje ojca. Jane daleko do intelektu ojca i siostry, ale ma w sobie spokoj i wiecej temperamentu ojca, przez co nie zdazyla go do siebie zniechecic. Wychowanie, ma kolosalne znaczenie, ale to jednak cechy osobowosciowe sa dominujace.
Tamara - Wto 11 Maj, 2010 19:23

Sofijufka napisał/a:
ale te róznice miedzy siostrami sa właśnie dowodem, ze wychowanie ma wielkie znaczenie... Jane i Elizabeth znajdowały sie pod wpływem ojca, pozostałe - mamusi

Tego to nie wiemy , bo o tym nie ma ani słowa . A Mary na pewno nie była pod wpływem mamusi :mrgreen:

Sofijufka - Wto 11 Maj, 2010 19:37

Mary - żeby nie zwariować - zamknęła sie we własnym świecie
BeeMeR - Wto 11 Maj, 2010 20:17

Sofijufka napisał/a:
Rodzice wcześniej nie mysleli o odkładaniu dla nich pieniedzy, bo mieli nadzieję, że urodzi się syn i odziedziczy majątek.
to wiem, ale czy to oznacza, że dostałyby jakiś posag? Czy tylko uroda i inteligencja (wątpliwa w niektórych wypadkach :P ) była ich posagiem? + jak rozumiem 4 tysiące / pięć córek? :mysle:

Tamara napisał/a:
Jane i Elizabeth znajdowały sie pod wpływem ojca, pozostałe - mamusi

Tego to nie wiemy , bo o tym nie ma ani słowa
wiemy, że tylko w ich towarzystwie lubił przebywać - w pozostałych zaś nie widział ni krzty rozsądku, a więc były pod jego wpływem dużo bardziej niż pozostałe córki - bo pod mamusi wpływ chyba nie bardzo się pozwalały zagarnąć ;)
Tamara - Wto 11 Maj, 2010 22:38

Sofijufka napisał/a:
Mary - żeby nie zwariować - zamknęła sie we własnym świecie

Chyba nie z tego powodu :roll: gdyby się zamknęła żeby nie zwariować , oznaczałoby to , że potrafi właściwie ocenić głupotę matki i sióstr ; tymczasem sama była niewiele mądrzejsza , a nauka się zajęła , bo na polu urody i wdzięku była z góry przegrana , a tak to mogła mieć o sobie dobre mniemanie , że jest bardziej wykształcona i utalentowana , przecież kochała się popisywać wiedzą i talentami ( wątpliwymi :roll: ) Poza tym wygłaszane przez nią uwagi to były powielane sztampowe poglądy wyczytane z książek , na własną aktywność umysłową nie było jej stać .
A z jej poczucia wyższości aż bije zazdrość o młodsze , atrakcyjniejsze siostry :roll:

nicol81 - Śro 12 Maj, 2010 21:29

BeeMeR napisał/a:
czy to oznacza, że dostałyby jakiś posag?

Dostałyby, jakby brat miał chęć i możliwości :roll: Dlatego nigdy nie rozumiałam tego liczenia Bennetów na syna- w najlepszym razie młode nie skończyłyby pod płotem.
(dla porównania w RiR dziewczyny miały 10 tysiów na trzy)
Cytat:
ale te róznice miedzy siostrami sa właśnie dowodem, ze wychowanie ma wielkie znaczenie... Jane i Elizabeth znajdowały sie pod wpływem ojca, pozostałe - mamusi

Ja kompletnie nie widzę wychowania ze strony pana B. Różnice między siostrami widzę jako wynik kolejności urodzenia- im bardziej w dół, tym gorzej. Jak potomstwa przybywało, to poświęcało im się mniej uwagi.

Sofijufka - Czw 13 Maj, 2010 08:31

nicol81 napisał/a:
BeeMeR napisał/a:
czy to oznacza, że dostałyby jakiś posag?

Dostałyby, jakby brat miał chęć i możliwości Dlatego nigdy nie rozumiałam tego liczenia Bennetów na syna- w najlepszym razie młode nie skończyłyby pod płotem.

no, ale i to ważne!

nicol81 - Czw 13 Maj, 2010 21:40

Młoda pani B. byłaby pewnie zachwycona pięcioma siostrami męża w domu :roll: A np. w ratowaniu cnoty Lidii dziedzic by nic nie pomógł... :?


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group