Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
Alison - Pon 24 Wrz, 2007 19:14
Dajcie mi już spokój kobiety... Łeb mi trzaska od potwornego kataru, mam tłumaczyć fanfika, a trafił mi sie tak nudny kawałek, że odrzuca mnie co dwa zdania. Was nic już za serca nie chwyta, kisielki Wy moje Widać przyszła pora na takie dinozaury jak ja z Matyldą. Słowem, żegnam
Alison - Pon 24 Wrz, 2007 19:19
| Loana napisał/a: | | Alison napisał/a: | To pytanie było szansą, której niestety nie wykorzystałaś.... [...]
Oczywiście wolę wierzyć, że był wierny i kochał całe 7 lat równiusieńko |
Szansa na co? |
Na bardziej uprzejme sprostowanie. Uwaga o nożycach i języczek wywalony po każdym zdaniu każą mi wątpić w Twoje szczere intencje. Ale generalnie wszystko jest OK, poza stanem moich dróg oddechowych
Aragonte - Pon 24 Wrz, 2007 19:19
| Gunia napisał/a: | | Nimloth napisał/a: | | czy one przypadkiem nie publikowały pod męskimi pseudonimami? |
Charlotte na pewno.
Nota bene dostałam na urodziny wspaniałe wydanie "Jane Eyre" z notami do kolejnych wydań i wstępami. |
Wszystkie wydały powieści pod pseudonimami, jako Ellis, Curer i Acton Bell
Naturalnie ich tożsamość została w końcu ujawniona, ale przez jakiś czas krążyły nawet plotki, że nie ma trzech autorów, tylko jeden
No, ale to nie ten wątek.
Aragonte - Pon 24 Wrz, 2007 19:20
| Alison napisał/a: | Dajcie mi już spokój kobiety... Łeb mi trzaska od potwornego kataru, mam tłumaczyć fanfika, a trafił mi sie tak nudny kawałek, że odrzuca mnie co dwa zdania. Was nic już za serca nie chwyta, kisielki Wy moje Widać przyszła pora na takie dinozaury jak ja z Matyldą. Słowem, żegnam |
Matulu, fruuuuuuuuuuć!!!
Ja bardzo chętnie się odkisielkuję, ale na czyją okoliczność mam to zrobić, no?
Marija - Pon 24 Wrz, 2007 19:24
| asiek napisał/a: | Co do Wentwortha 1995 ... niestety są pewne podejrzenia, że prowadzał sie z pewną guwernantką o imieniu Jane. | Aaa o so chozi? Przebrnęłam przez Wasz interesujący metajęzyk, ale tego to już nie łapię zupełnie. Chyba dołączę do dinozaurów .
Admete - Pon 24 Wrz, 2007 19:27
A może po prostu teraz kobiety znają swoją wartość i nie chcą być cierpiętnicami w imię miłości. Wolą mieć przy sobie wartościową osobę, która ich wesprze, a nie będzie maltretować psychicznie, twierdząc jednocześnie, że to z powodu wielkiego uczucia
Od razu mówię, że to tylko prywatna opinia i moja przyjaciółka - romantyczka dobrze ją zna, nigdy się nie obraża z tego powodu.
Dla realistek i romantyczek
A wiecie, że dla mnie Eleonora zawsze była dużo bardziej romantyczna niż Marianna?
Marija - Pon 24 Wrz, 2007 19:28
Marianna była histeryczna, a nie romantyczna . "Egzaltowana siedemnastka".
Anonymous - Pon 24 Wrz, 2007 19:28
MASTULU, CZY TY SLYSZYSZ MOJ GLOS W TYM KRZYKU NIEZADOWOLENIA ???
CZY SLYSZYSZ MOJE USILNE PROBY OBRONY - NAWET BEZNADZIEJNEJ?
Hę???
Marija - Pon 24 Wrz, 2007 19:32
Ciut nie nadążam...Szalona ta dyskusja, lepiej tylko czytać.
asiek - Pon 24 Wrz, 2007 19:34
| Marija napisał/a: | asiek napisał/a:
Co do Wentwortha 1995 ... niestety są pewne podejrzenia, że prowadzał sie z pewną guwernantką o imieniu Jane.
Aaa o so chozi? |
Marijko, nawiązałam ci ja nieudolnie do Ciarana, który grał w Perswazjach 1995, a potem w ekranizacji Jane Eyre.
Marija, skąd Ty masz takie fajowe emotki?
Ali, życzę ZDRÓWKA !
Loana - Pon 24 Wrz, 2007 19:34
| Cytat: | | Na bardziej uprzejme sprostowanie. Uwaga o nożycach i języczek wywalony po każdym zdaniu każą mi wątpić w Twoje szczere intencje. Ale generalnie wszystko jest OK, poza stanem moich dróg oddechowych |
moze dlatego, ze w ogole nie pomyslalam o Tobie piszac swoje zdanie, a Ty od razu zwrocilas mi uwage na siebie - wnioskowalam wiec, ze odebralas moje zdanie personalnie, a tak nie bylo, chociaz rozbawilo mnie to. Natomiast maniera jezyczka to moj blad - przepraszam!!! (taka mam nalecialosc z mangowego forum, gdzie zapewne minka ma troszke inne znaczenie niz tutaj - postaram sie jej wystrzegac)
O co chodzi z tymi kisielkami???
Zgadzam sie z opinia, ze Eleonora byla romantyczna - tak czekac cierpliwie na ukochanego i pogodzic sie z losem moze tylko romantyczka, realistka zaczelaby juz szukac nastepnego kandydata .
I kogo broni Aine???
Pemberley - Pon 24 Wrz, 2007 21:35
No i jest 53 nieczytanych postow
| Nimloth napisał/a: |
To zaraz, my tu rozpatrujemy prawdziwą Jane Austen, czy filmową? Bo dla mnie to dwie różne osoby, i sama zazwyczaj pisałam o tej filmowej, bo w końcu to temat o filmie .
|
No Alison byla jeszcze w biblioteczce filmowej, a potem z Aine przeszlyscie do realu Toma Jonesa http://forum.northandsout...p=105779#105779
| Loana napisał/a: |
Powiedzialam sobie, ze sie zakocham i zakochalam sie w swoim mezu. I jest okej . |
| Loana napisał/a: |
A co do romantycznego zachowania - nic nie stoi na przeszkodzie raz na jakis czas wprowadzic troche romantyzmu do zwiazku samemu albo poprosic polowke o to . I wilk syty i owca cala . |
Czemu wilk, czemu owca??
Polecam najnowsza ekranizacje Madame Bovary.. Tam wlasnie mlodzutko poslubiona tez probuje. Niestety nie miala daru sterowania swoimi uczuciami, wiec sie ostatecznie odkochala..
| Admete napisał/a: | A może po prostu teraz kobiety znają swoją wartość i nie chcą być cierpiętnicami w imię miłości. Wolą mieć przy sobie wartościową osobę, która ich wesprze...
A wiecie, że dla mnie Eleonora zawsze była dużo bardziej romantyczna niż Marianna? |
Dla mnie tez!!
Czy to wszystko dlatego, ze nie bylo happy endu i wy tak jestescie zle na tego biednego Toma, bo tylko namieszal Jane w zyciu i zlamal jej serce??? Jesli tak, to wreszcie pojelam wasze rozumienie romantyzmu !!!!Edwardowi i Kapitanowi wszystko sie wybacza, bo staneli na slubnym kobiercu, a w tym wypadku to trzeba bylo brac te 2 tysiace plus spadek po cioci.. ?? Okej..Tylko jak beda grac taki film, to ja nie ide.. .
Powiem tylko jeszcze raz tak jak Alison, ze czasami lepiej miec za soba taka milosc, nawet ze wspomniami bolu,( mowie nawet, a nie obowiazkowo), ale miec to piekne zludzenie, ze spotkalo sie swoja polowke i mozna bylo z nia byc chociaz troche, niz przejsc przez zycie bez takiego momentu. Jasne, ze jeszcze lepiej miec do tego dom i rodzine..;)
Jak pisala Gunia, to jednak Lefroy byl wielkim przegranym tej historii, nie Jane..
| trifle napisał/a: | Ręce mi opadły, bo już wczoraj zgłupiałam o czym mowa Dziś obejrzałam film drugi raz i on mi się nadal podoba. Wisley również, ale nie żebym płakała nad nim z zachwytu, on po prostu wzbudza moją sympatię i zastanawia mnie, co by było, gdyby np. Tom Lefroy się nie pojawił.... Wierzę w szczerość uczucia Lefroya, : |
Tak trzymac! I tym optymistycznym akcentem ...
Margarett - Pon 24 Wrz, 2007 22:05
| asiek napisał/a: |
Co stało na przeszkodzie, aby się oświadczyć i wyjaśnić, że ślub odbędzie się dużo później, gdy skończy naukę i zacznie pracować jako prawnik ? Przecież Cassandra i jej narzeczony również odłożyli ślub, do czasu usamodzielnienia się Fowle'a.
Kiedy Jane uzmysławia sobie, a potem Tomowi, że ucieczka, to poważny błąd, Tom nie ma nic do zaoferowania. Nie mówi poczekajmy, aż moja sytuacja się zmieni, nie rozstawajmy się ... Jestem przekonana, że Jane poszłaby na to, tak jak każda z nas ...jak sądzę. |
Jednak gdyby się jej oświadczył i doszłaby ta wiadomość do wuja Toma, to ten mógłby przestać łożyć na niego i jego wykształcenie (co za tym idzie - na jego rodzinę)
Karenina - Wto 25 Wrz, 2007 14:54
No i tak z wątku o filmie zrobiła się dyskusja "Romantyczne kontra Rozważne". I bardzo dobrze, bo od tego jest forum, a że wzbudzamy w sobie chęć polemiki świadczy tylko o tym, że nasze szare komórki pracują! A czegóż innego mogłaby sobie życzyć nasza kochana Jane?
Ja się zaliczam do tego mniejszego grona romantyczek, mimo XXI wieku. Jestem niepoprawną idealistką i romantyczką i muszę przyznać, że wiele przez to wycierpiałam, ale nie żałuję. Powiem nawet, warto było! I nie tylko dlatego, że mam co wspominać. Ale również dlatego, że przeżyłam prawdziwe trzepotanie serca, pocące się dłonie, niemiłosierne drżenie kolan i cudowne nieprzespane noce, w których czasem nie mogłam odróżnić własnych marzeń od rzeczywistości...Dziś, prócz wspomnień mam jeszcze listy. Pachną różami, a ilekroć biorę je do ręki, moje serce przyspiesza....I powiem Wam, że wielu mężczyzn spotkałam na swojej drodze. I tych grzecznych, przystojnych, przykładnych i tych łobuzów, którzy mieli długie włosy i nosili się na czarno, ku przerażeniu mojej mamy. I dziś tych grzecznych nie pamiętam, choć zostali lekarzami, naukowcami....wspominam teraz stolarzy i tych pracujących na platformach wiertniczych. Bo to z nimi przeżyłam najwspanialsze chwile i przez nich najbardziej cierpiałam!
Dziś, mam cudownego męża, którego kocham całym sercem. Jest to miłość dojrzała, bez szczeniackich wariacji...trudno powiedzieć, czy jest grzecznym typem czy nie - chyba łączy w sobie obie te cechy, choć zaczęło się od wariackiego zakochania nad morzem! Nasze życie nie przypomina ani ciepłego kisielku ani szaleńczych porywów serca. Jest stonowane, choć nie stateczne, spokojne, choć nie nudne. Jednak mój romantyzm nie zmienił się, może jest teraz trochę bardziej „rozważny”. Nadal jednak w uczuciach swych wznoszę się na wyżyny i równie łatwo wpadam w otchłanie rozpaczy. I za każdym wielkim szlochem, gdy ktoś mnie zapyta, czy było warto? Ja odpowiem – warto! To dzięki tym chwilom dotykam życia...
Admete - Wto 25 Wrz, 2007 14:59
Eeeeee....jednego nie rozumiem - dlaczego rozważnym ( więc także i mnie ) odmawiacie uczuć? Skąd ta pewność,że my nie jesteśmy zakochane w naszych rozważnych kawalerach? Skąd wiecie, że nie przeżywamy uniesień? Zwyczajnie znajdujemy romans gdzie indziej. Tyle nam chyba przyznacie? Czy nadal będziemy tymi materialistkami polującymi na majątki mężczyzn? Bidulkami pozbawionymi radości?
EDIT:
Wspomnienia, wspomnienia...A co jak na starość pamięci braknie?
Marija - Wto 25 Wrz, 2007 15:11
A skądże takie podziały, w nocy się porobiły? Stronnictwo Romantyczne kontra Liga Rozważnych ...Zastanawiam się już, komu składki płacić .
Alison - Wto 25 Wrz, 2007 15:21
| Marija napisał/a: | :shock: A skądże takie podziały, w nocy się porobiły? Stronnictwo Romantyczne kontra Liga Rozważnych ...Zastanawiam się już, komu składki płacić . |
Naaam! My je wydamy na słomkowe kapelusze, nuty, Paryż i róże, a one wpłacą na Fundusz Inwestycyjny
Admete - Wto 25 Wrz, 2007 15:25
Ja ten fundusz chętnie przyjmę A róże se sama kupię i do Paryża pojadę, jak mnie najdzie ochota za ten fundusz
W zasadzie to mnie Francja nie leży, wolę Irlandię, więc do Irlandii
Karenina - Wto 25 Wrz, 2007 15:33
Ależ Broń Boże, ja nikomu uczuć nie odmawiam! Ja tylko chciałam wesprzeć sztab romantyczek, które, zdaje mi się, stanowią tu mniejszość
A jak na starość pamięci mi braknie, to ekhm...znowu sobie pohulam z mężusiem, co by wspomnienia świeżutkie się zrobiły - berecik, laseczka, biovital pod pachę i kierunek Wichrowe Wzgórza!
MiMi - Wto 25 Wrz, 2007 17:18
A ja nie mogę zaliczyć się do żadnej z tych kategorii... Jestem i romantyczna i rozważna. Marzę o różach, Paryżu i pięknych oświadczynach, a równocześnie potrafię spojrzeć na faceta bardzo trzeźwo: czy my w ogóle umiemy rozmawiać ze sobą, czy mamy jakieś wspólne zainteresowania itp. Z reguły wychodzę na tym nie najgorzej, bo jeszcze przez żadnego faceta nie płakałam, ale jakbym chciała to pewnie jakiś by się znalazł. No ale ja nie mam jeszcze takiego doświadczenia jak Wy i nie mogę napisać, że spoktałam wielu fajnych facetów, a teraz żyję sobie u boku kochanego męża. (chociaż czasem już bym chciała móc tak powiedzieć...)
Alison - Wto 25 Wrz, 2007 17:48
| Admete napisał/a: | W zasadzie to mnie Francja nie leży, wolę Irlandię, więc do Irlandii |
Admetko, w Bretanii jest prawie jak w Irlandii, nawet gadają podobnie, a bliżej i taniej, wystarczy Ci na więcej róż Jadę z Tobą, uzupełnię Cię w zastępstwie Twojej romantycznej przyjaciółki Wbrew pozorom na pewno się dogadamy
No to z drogi, chłopaki! Nadchodzą Rozważna zwana również Cyniczną Realistką i Nieuleczalna Romantyczna (co ma wszystkie oszczędności na Funduszach Inwestycyjnych ) nie mniej jednak - strzeżcie się jak damy dadzą czadu po drodze!
praedzio - Wto 25 Wrz, 2007 17:58
A ja mogę służyć wam jako bagaż podręczny...
trifle - Wto 25 Wrz, 2007 18:02
| praedzio napisał/a: | A ja mogę służyć wam jako bagaż podręczny... |
Ja również Mogę te róże nosić W ogóle mi się marzy taka podróż po Wielkiej Brytanii, zobaczyć miejsca, w których przebywała Jane Austen, siostry Bronte, miss Potter Ach, no pooddychać tym samym powietrzem,
Admete - Wto 25 Wrz, 2007 18:02
Alison i trafiłaś w sedno - ostatecznie żaden kawaler - stateczny czy nie - nie zastąpi przyjaciółki ;-D My to zawsze z Riellą powtarzamy
Alison - Wto 25 Wrz, 2007 18:25
Jedziem wszystkie! Cudownie pogodzone, wygadane na tematy ogólne tzn o wyższości spaceru nad wspinaczką alpejską, tudzież pełną lodówką nad zarośniętym rzęsą stawem utkanym białemi nenufarami, z księżycem odbitym w prześwitującej gdzieniegdzie granatowej toni, przy akompaniamencie słowiczym, jak również o wyższości emocjonalnej faceta biednego choć zdolnego, oczytanego, tańczącego, wrażliwego i dowcipnie wygadanego nad facetem bogatym ale, jakby to ująć, z natury milkliwym, zakochane (każda w swoim ). No po perostu żyć nie umierać.
Teraz sprawy organizacyjne.
Autokar czy pociąg?
|
|
|