North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Jola - Śro 02 Sie, 2006 21:32
Czytając tekst powieści w porównaniu z fabułą filmu wydaje się, iż film został złagodzony zwłaszcza w kwestii smutnych wydarzeń w życiu Margaret.
Jednakże, podobnie jak innym koleżankom, bardzo podobają mi się fragmenty książki dotyczace jej przemyśleń, powstałych w wyniku dotykających ją przeżyć, co do możliwości własnego wpływu na bieg swojego życia.
Uświadomienie sobie nieuchronności zmian, jak po wizycie w Helston, czy też ułomności własnej człowieczej woli oraz mylności chwilowego przekonania o tym co słuszne.
A swoją drogą interesujące jest dla mnie, w jaki sposób wg treści książki J. Thornton dowie się, że widział Margaret na dworcu z jej bratem.
Pan Bell wcześniej zdążył tylko wspominieć, że Margaret ma brata, a czy zdążył odbyć rozmowę, której Margaret tak pragnęła?
Ponado wyrażam wielkie podziękowania dla Pań, które angażując swój własny czas, z taką dbałością dostarczają nam nowych fragmentów książki.
Pomimo, że nie zabieram często głosu, jednakże codzienne wizyty na stronie Salonu stały się dla mnie ogromną przyjemnością, zatem jeszcze raz dziękuję za to, że tak wiele potraficie dać.
Gosia - Śro 02 Sie, 2006 22:55
W filmie pan Bell nie zdazyl porozmawiac z panem Thorntonem na ten temat.
A kto Johnowi o tym powie, tego sie dowiemy wkrotce, jak sadzę
Harry_the_Cat - Śro 02 Sie, 2006 22:57
Jaskowi powie.... nie, nie bedę taka
Gosia - Czw 03 Sie, 2006 08:21
Nie martwcie sie dziewczynki, ze niedlugo koniec ksiazki, przelozylam juz rozdzial 1 i wlasnie jestem w trakcie tlumaczenia rozdzialu 2 N&S (rozdzialy te dotad nie zostaly przelozone), wiec w tym watku cos sie bedzie jeszcze dzialo.
Wiem ze to nie to samo, co rozdzialy z Thorntonem, ale ja tak pokochalam ta powiesc, ze przyjemnie mi sie tlumaczylo nawet ten poczatek ksiazki, w ktorym nie ma mowy o Thorntonie, a Margaret nie sni sie nawet, ze przeprowadzi sie z Helstone do Milton i takie ogromne zmiany dokonaja sie w jej zyciu.
Mag - Czw 03 Sie, 2006 16:27
W książce wyraźnie widać jak nieubłaganie kolejne ciosy spadają na Margerytke. Biedna ledwie się troche oswoi z jednym bólem, dochodzi nowy i kolejny, nie zastę pując poprzedniego tylko kumulując cierpienie.
Poza tym, świadomość "potępienie" przez Jaśka uwiera ją jak bolący ząb i znikąd zrozumienia. Rodzina skupiona na konwenansach nie jest dla niej oparciam. Sama musi się z tym borykać i nawet mglista podróż do Hiszpani już się nie spełni-- nie ma na czym skupić myśli by odgonić troski choć na chwilę.
Dobrze przynajmniej, że nauczyła się stanowczości i nie ugięła przed ciotką.
Dzięki Alraune
przecinek - Czw 03 Sie, 2006 16:46
O raju pani Gaskell, jak Pani tak może. Biedna Margaret – tyle nieszczęść w tak krótkim czasie. W dzisiejszych czasach skończyłaby albo u psychoanalityka lub w AA. I jeszcze ze wszystkim musi zmagać się sama. Nie czytam dalej książki (czekam na tłumaczenia, żeby nie psuć sobie przyjemności), więc nie wiem jak autorka doprowadzi do szczęśliwego zakończenia, ale trzymam za ciebie kciuki Margaret, bądź silna. To po pierwsze. A po drugie – tak ważne wydarzenia w powieści podane są w taki sposób – krótko, zwięźle, w jednym zdaniu. Czytam sobie o przygotowaniach do podróży, o konwenansach, kto ma jechać a kto nie, smutne rzeczy zdają się odsuwać w dalszą przyszłość – a tu nagle cios między oczy – „usłyszała, że pan Bell zmarł w nocy”. Trzy razy musiałam wracać do tego fragmentu, żeby do mnie dotarło, co się stało. Ze śmiercią rodziców Margaret było tak samo – opisy uczuć, przeżyć, narastająca atmosfera i nagle krótkie zdanie, że ktoś umarł. Lubię taką narrację, zmusza do uważnego czytania książki i do wracania do niej, żeby wyłapać wszystkie niuanse. U Jane Austen jest podobnie, tyle, że u niej ważne wydarzenie ginęły w opisie tego, co dany bohater mówi. Nie mogę się doczekać dalszych fragmentów. Wyobrażam sobie, co musieli czuć czytelnicy np. Sienkiewicza, gdy jego powieści były drukowane we fragmentach w gazetach.
Caroline - Czw 03 Sie, 2006 21:12
Z lekkim poślizgiem czasowym, sorki. Oto ciacho:
Margaret nad morzem
Rozdział XLIX „Breathing tranquility” Oddychając z ulgą cz.1
- Czy Margaret nie jest dziedziczką? – wyszeptała Edith do swojego męża, gdy zostali sami w pokoju, w nocy po smutnej podróży do Oxfordu. Przyciągnęła jego głowę do siebie i stojąc na czubkach palców poprosiła, by nie był zgorszony, zanim odważyła się zadać to pytanie. Kapitan Lennox jednak wiedział niewiele, jeśli cokolwiek usłyszał, zdążył już zapomnieć, nauczyciel akademicki z małego college’u nie mógł zostawić wiele, kapitan nigdy nie chciał, by Margaret płaciła za swoje utrzymanie, a dwieście pięćdziesiąt funtów rocznie było niedorzeczne zważywszy, że nie piła wina. Edith stanęła nieco zasmucona, jej romantyczne nadzieje rozwiały się.
Tydzień później podbiegła w podskokach do swojego męża i zmusiła go do ukłonu.
- Ja miałam rację, a ty się myliłeś, szlachetny kapitanie. Margaret dostała list od prawnika, jest spadkobierczynią, odziedziczyła dwa tysiące funtów i około czterdziestu tysięcy w nieruchomościach w Milton, według obecnej wartości.
- Doprawdy! I jak przyjęła ten uśmiech fortuny?
- Zdaje się, jakby cały czas wiedziała, że ma dostać wszystko, nie miała tylko pojęcia, że będzie tego tak dużo. Jest blada i mizerna, mówi, że się tego boi, ale to nonsens oczywiście i szybko jej przejdzie. Zostawiłam ją z mamą zalewającą ją gratulacjami i wymknęłam się, by ci powiedzieć.
Z góry założono, za ogólną zgodą, że to pan Lennox naturalną rzeczy koleją będzie odtąd uważany za doradcę prawnego Margaret. Ona sama była tak nieświadoma wszystkiego, co wiązało się z interesami, że niemal w każdej sprawie musiała odwoływać się do niego. To on wybrał jej pełnomocnika, przychodził do niej z dokumentami do podpisania. Nic nie sprawiało mu większej przyjemności niż wprowadzanie jej we wszystkie tajniki i zawiłości prawa.
- Henry – powiedziała pewnego dnia Edith łobuzersko – domyślasz się chyba, czym, mam nadzieję, skończą się te wszystkie konsultacje z Margaret.
- Nie, nie domyślam się – odpowiedział czerwieniąc się – i wolałbym, żebyś mi nie mówiła.
- Dobrze więc, wobec tego nie ma potrzeby mówić Sholto, by nie zapraszał tak często do nas pana Montagu?
- Jak sobie życzysz – powiedział z wymuszonym chłodem – to, o czym mówisz, może się zdarzyć albo nie, ale tym razem zanim się zaangażuję, upewnię się, że stąpam po pewnym gruncie, zapraszaj kogo chcesz. Może to niezbyt grzeczne, Edith, ale jeśli będziesz się wtrącać, możesz tylko wszystko popsuć. Ona od dawna zachowuje się wobec mnie płochliwie i jej pancerz Zenobii* dopiero zaczyna pękać, choć tak naprawdę ma w sobie dużo z Kleopatry, gdyby oczywiście była bardziej pogańska.
- Jeśli o mnie chodzi – powiedziała Edith nieco złośliwie – cieszę się, że jest chrześcijanką. Tyle wiem na pewno!
Tej jesieni nie było mowy o Hiszpanii, choć do końca Margaret miała nadzieję, że jakaś szczęśliwa okoliczność odwoła Fredericka do Paryża, tam z łatwością mogłaby spotkać się z całą grupą. Zamiast Cadizu musiała zadowolić się Cromer. Do tego miejsca ciotka i Lennoxowie byli przywiązani, cały czas życzyli sobie jej towarzystwa, w związku z tym czynili raczej opieszałe wysiłki, by poprzeć jej pragnienia. Być może Cromer w jakiś sposób było dla niej najodpowiedniejsze, potrzebowała fizycznego wzmocnienia, pozbierania się i odpoczynku.
Pośród innych rozwianych nadziei, była jeszcze wiara, ufność, którą pokładała w panu Bell, że przedstawi on panu Thorntonowi tych kilka prostych faktów i rodzinnych okoliczności poprzedzających niefortunny wypadek, który doprowadził do śmierci Leonardsa. Jakakolwiek byłaby jego opinia, nieważne jak odmienna od tej, którą niegdyś o niej powziął, pragnęła, by opierał ją na prawdziwej wiedzy o jej uczynkach i ich powodach. Sprawiłoby jej to przyjemność, dałoby jej spokój, zważywszy, że od tej chwili jej życie miało być spokoju pozbawione, chyba że zdoła przestać o tym myśleć. Minęło tyle czasu od tych wydarzeń, nie było szansy złożenia wyjaśnień, jedyną utraciła wraz ze śmiercią pana Bella. Musiała pogodzić się z tym, że pozostanie niezrozumiana, ale choć tłumaczyła sobie, że nie było w tym niespotykanego pecha, nie zmniejszał się ból w sercu wywołany pragnieniem, by pewnego dnia za wiele lat, w każdym razie przed śmiercią, dowiedział się, przed jaką stała pokusą. Pomyślała, że nie musiałaby usłyszeć, że wszystko mu wyjaśniono, gdyby tylko mogła mieć pewność, że on wie. Ale te nadzieje, jak wiele innych, były płonne i gdy zdołała się do tego przekonać, zwróciła się z całego serca i ze wszystkich sił w stronę życia, które było jeszcze przed nią, postanawiając uczynić je jak najlepszym.
Zazwyczaj godzinami przesiadywała na plaży przyglądając się w skupieniu falom nieustannie rozbijającym się o kamienisty brzeg, albo spoglądała przed siebie na odległe fale połyskujące na tle nieba, słuchała, nie będąc tego świadoma, nieustannie wznoszącego się wiekuistego psalmu. Pozwoliła się ukoić, nie wiedząc jak, ani dlaczego. Siedziała obojętnie, na ziemi, z rękami zaciśniętymi wokół kolan, podczas gdy ciotka Shaw chodziła na zakupy, a Edith i kapitan Lennox odbywali długie przejażdżki wzdłuż brzegu i w głąb lądu. Pielęgniarki przechadzające się ze swoimi podopiecznymi mijały ją wielokrotnie szeptem rozważając, co takiego przykuwało jej wzrok przez tak długi czas, dzień za dniem. Gdy rodzina zbierała się w porze kolacji, Margaret była tak cicha i zamyślona, że Edith uznała, że jest smutna i z wielkim zadowoleniem przyklasnęła propozycji męża, by zaprosić na tydzień do Cromer pana Henry’ego Lennoxa wracającego w październiku ze Szkocji.
*Prawdopodobnie chodzi o św. Zenobię, męczennicę.
Gosia - Czw 03 Sie, 2006 21:51
Caroline
Pośród innych rozwianych nadziei, była jeszcze wiara, ufność, którą pokładała w panu Bell, że przedstawi on panu Thorntonowi tych kilka prostych faktów i rodzinnych okoliczności poprzedzających niefortunny wypadek, który doprowadził do śmierci Leonardsa. Jakakolwiek byłaby jego opinia, nieważne jak odmienna od tej, którą niegdyś o niej powziął, pragnęła, by opierał ją na prawdziwej wiedzy o jej uczynkach i ich powodach. Sprawiłoby jej to przyjemność, dałoby jej spokój, zważywszy, że od tej chwili jej życie miało być spokoju pozbawione, chyba że zdoła przestać o nim myśleć.
Caly czas jednak mysli o Thorntonie. Caly czas chcialaby sie zrehabilitowac w jego oczach. To jedno jest dla niej najwazniejsze, zeby mogl sie dowiedziec, jak bylo naprawde. Oj biedna ta Margaretka... choc spadkobierczyni...
Caroline, naprawde tam jest "przestac myślec o nim "?
Bo az nie chce mi sie wierzyc, zeby tak sie przyznala do tego (bez bicia ).
Zenobia to także wojownicza królowa Palmyry.
Ale czy zakonnica czy wojownicza krolowa - obie byly niedostepne
Hmmmm, gdyby nie Thornton zaopiekowanie sie prawnicze fortuna Margaret przez Henrysia nie byloby bezinteresowne, pewnie staralby sie dalej o nia, mam nadzieje, ze z wiadomym skutkiem :razz: . Przed Thorntonem mial marne szanse, a po Thorntonie spadly one do zera.
W filmie watek Margaret w Londynie jest maksymalnie skrocony, oczywiscie nie ma mowy o zadnym Cromer, o zadnym wyjezdzie Margaret poza londyn (z wyjatkiem Helstone).
Tak mnie nurtuje ta mysl od jakiegos czasu, ile lat mial ten Sholto ? Bo raz jest przedstawiany jako dziecko, innym razem jako ktos dorosly ?
Matylda - Czw 03 Sie, 2006 22:23
Tak mnie nurtuje ta mysl od jakiegos czasu, ile lat mial ten Sholto ? Bo raz jest przedstawiany jako dziecko, innym razem jako ktos dorosly ?
Dokładnie to samo chodzi mi po głowie
Dzięki Carolino za piekny tekst
Teraz kiedy się schłodziło jakoś lepiej kumam i literki nie latają mi juz przed oczami
gdyby tylko mogła mieć pewność, że on wie.
Ten ON chodzi Margarytce po głowie
Harry_the_Cat - Czw 03 Sie, 2006 22:43
| Matylda napisał/a: | | Tak mnie nurtuje ta mysl od jakiegos czasu, ile lat mial ten Sholto ? Bo raz jest przedstawiany jako dziecko, innym razem jako ktos dorosly ? |
No tak na logike - załadając, że urodził się ok rok po ślubie Edith - to teraz ma... nie mam pojecia. Właściwie to jak długo trwa powieść?
Alraune - Czw 03 Sie, 2006 23:28
| Gosia napisał/a: |
Tak mnie nurtuje ta mysl od jakiegos czasu, ile lat mial ten Sholto ? Bo raz jest przedstawiany jako dziecko, innym razem jako ktos dorosly ? |
Zdaje się, że jest Sholto i Sholto junior - tj. kapitan Lennox i jego mały synek. Ze wstydem muszę przyznać, że jakoś mi to umknęło podczas lektury... ale chyba mamy dwóch Sholtów :grin:
Alison - Czw 03 Sie, 2006 23:58
Synek miał na imię Cosmo, z tego co pamiętam....
Gosia - Pią 04 Sie, 2006 07:45
Hmmmm, to moze Sholto jest imieniem synka z filmu (a nie z powiesci) i to dlatego nam sie wszystko myli...
Caroline - Pią 04 Sie, 2006 17:32
Chyba jest dwóch Sholto, można się pogubić
Caroline - Pią 04 Sie, 2006 17:36
Margaret nad morzem
Rozdział XLIX „Breathing tranquility” Oddychając z ulgą cz.2
Czas do namysłu pozwolił Margaret właściwie ocenić wydarzenia, które miały wpływ na jej dawne i przyszłe życie, zrozumieć ich znaczenie i przyczyny. Godziny spędzone nad brzegiem morza nie były stracone, mógł to dostrzec każdy, kto miał zdolność rozumienia i umiejętność czytania z wyglądu, jakiego stopniowo nabierała twarz Margaret. Pan Henry Lennox był wstrząśnięty zmianą.
- Wydaje mi się, że morze doskonale wpłynęło na pannę Hale – powiedział, kiedy opuściła pokój w dniu, w którym dołączył do rodzinnego grona. – wygląda dziesięć lat młodziej niż na Harley Street.
- To kapelusz, który jej kupiłam – powiedziała Edith triumfująco – gdy tylko go zobaczyłam, wiedziałam, że będzie jej pasował.
- Wybacz – powiedział pan Lennox na poły lekceważąco, na poły pobłażliwie, jak zwykł zwracać się do Edith – sądzę, że potrafię odróżnić urodę sukni od urody kobiety. Żaden zwykły kapelusz nie uczyniłby oczu panny Hale tak błyszczącymi, a zarazem aksamitnymi, jej ust tak dojrzałymi i purpurowymi, a jej twarzy nie nadałby tego wyrazu spokoju i blasku. Jest taka sama, a jednak inna, niż Margaret z Helstone.
Od tej chwili ten bystry, ambitny mężczyzna skupił wszystkie wysiłki na zdobyciu Margaret. Kochał jej słodką urodę, dostrzegał skrywaną przenikliwość umysłu, którym mogła ogarnąć (jak sądził) wszelkie sprawy, którym on sam oddał serce. Uważał jej majątek tylko za dodatek do jej wspaniałej osoby i pozycji, był jednak w pełni świadomy awansu, jaki otwierał przed nim, biednym prawnikiem. W końcu odniesie przecież taki sukces i zdobędzie honory, dzięki którym odwdzięczy jej się z nawiązką za rozpoczęcie kariery, którą jej będzie zawdzięczał. W drodze powrotnej ze Szkocji wstąpił do Milton w interesach związanych z jej własnością, krótkim spojrzeniem doświadczonego prawnika, gotowego w jednej chwili dostrzec różne możliwości, ogarnął wzrastającą z roku na rok wartość ziemi i dzierżaw, które posiadała w tym prosperującym, rozwijającym się mieście. Ucieszył się odkrywając, że jego obecne relacje z Margaret – relacje klientki i doradcy, stopniowo wypierają wspomnienie niefortunnego dnia w Helstone. Miał wiele okazji nawiązania z nią bliskich kontaktów poza tymi, które wynikały z powiązań rodzinnych. Margaret była więcej niż chętna by go słuchać tak długo, jak mówił o Milton choć nie spotykał się tam z nikim, kogo by znała. Jej ciotka i Edith zazwyczaj mówiły o Milton z niechęcią i pogardą, Margaret wspominała ze wstydem, jak sama żywiła podobne uczucia i dawała im wyraz. Pan Lennox jednak niemal prześcigał ją w uznaniu dla charakteru Milton i jego mieszkańców, ich energii, siły, nieposkromionej odwagi do podejmowania walki i zmagań, krzykliwej żywotności, które przykuły jego uwagę i urzekły go. Nigdy nie nużyło go opowiadanie o nich, nie dostrzegał jednak jak samolubna i materialistyczna była nagroda obiecywana zbyt wielu za niekończące się, niezmordowane wysiłki, póki nie wspomniała o tym Margaret, która choć pełna zachwytu, miała dość szczerości by ją dostrzec, grzeszną skazę na szlachetnym i godnym podziwu wizerunku. Mimo to, gdy przykrzyły jej się inne tematy i zaczynała udzielać jedynie zdawkowych odpowiedzi na zadawane pytania, Henry Lennox odkrył, że wspomnienie o jakiejś osobliwości Darkshire przywracało blask jej oczom a twarzy rumieniec.
Gdy wrócili do miasta, Margaret wypełniła jedno ze swoich wakacyjnych postanowień, wzięła życie w swoje ręce. Zanim pojechała do Cromer posłusznie ulegała zasadom ciotki, tak jakby wciąż była małą, przerażoną nieznajomą wypłakującą sobie oczy pierwszej nocy spędzonej w pokoju dziecinnym na Harley Street. Ale w godzinach pełnej namysłu samotności uświadomiła sobie, że ona sama pewnego dnia odpowie za swoje życie i to, co z nim zrobi. Starała się rozwiązać najtrudniejszy dla kobiety dylemat: na ile powinna pogrążyć się w posłuszeństwie wobec autorytetów, a na ile mogła pozwolić sobie na swobodę działania. Pani Shaw trzymała się w karbach, na tyle, na ile mogła, a Edith odziedziczyła po niej tę uroczą, ułatwiającą domowe pożycie właściwość charakteru, to prawdopodobnie Margaret z nich trzech miała najgorszy temperament, jej bystre spostrzeżenia i żywa wyobraźnia sprawiały, że działała pospiesznie, a ponieważ od początku jej nie rozumiano, stała się dumna, ale miała w sobie również nieopisaną dziecięcą słodycz, która sprawiała, że jej maniery, nawet w rzadkich chwilach świadomego uporu, zjednywały jej ludzi, teraz utemperowane jeszcze przez to, co świat zwykł uważać za uśmiech losu, skłoniły niechętną ciotkę do wyrażenia zgody na jej wolę. Tak więc Margaret zdobyła sobie prawo do podążania za własnym wyobrażeniem obowiązku.
- Tylko nie bądź zbyt twarda – zawołała Edith – mama chce, byś miała własnego lokaja i oczywiście możesz to zrobić, choć są prawdziwą plagą, tylko spraw mi tę przyjemność, kochanie, i nie bądź zbyt twarda. Z lokajem czy bez, nie bądź twarda.
- Nie obawiaj się Edith, zemdleję ci na ręce, gdy służba będzie miała wolne, tylko co wtedy będzie z Sholto bawiącym się ogniem albo płaczącym niemowlęciem, będziesz błagać o twardą kobietę zdolną przyjść na ratunek.
- A nie będziesz zbyt ważna, by żartować i być radosną?
- Nie ja. Będę weselsza niż kiedykolwiek, teraz, gdy żyję na własny rachunek.
- Nie staniesz się zbyt wielką damą i pozwolisz mi kupować sobie sukienki?
- Właściwie zamierzam kupować je sobie sama. Możesz pójść ze mną, jeśli chcesz, ale nikt w tym względzie nie spełni moich oczekiwań poza mną samą.
- Och! Obawiałam się, że będziesz ubierać się na brązowo i szaro, żeby nie było widać kurzu, jaki zbierasz w tych wszystkich miejscach, do których chodzisz. Cieszę się, że zachowasz choć odrobinę próżności, w sam raz, by dać jej popróbować staremu Adamowi.
- Nie zamierzam się zmieniać, Edith, jeśli ty i ciocia możecie sobie to wyobrazić, ale skoro nie mam męża ani dzieci, które w naturalny sposób dałyby mi zajęcie, muszę robić coś jeszcze oprócz zamawiania sukien.
Na rodzinnym zebraniu zwołanym przez Edith, jej męża i matkę zdecydowano, że wszystkie plany Margaret mogły jedynie sprzyjać Henry’emu Lennoxowi. Trzymali ją z dala od innych przyjaciół, którzy mieli synów lub braci chętnych do małżeństwa, zgodzili się, że z niczyjego towarzystwa spoza rodziny oprócz Henry’ego nie czerpała przyjemności. Innych adoratorów przyciągniętych jej urodą lub sławą fortuny przegoniła jej nieświadoma, grzeczna rezerwa, podążyli więc na ścieżki uczęszczane przez inne piękności, mniej wybredne lub dziedziczki obficiej obsypane złotem. Zażyłość między Margaret a Henry’m stopniowo wzrastała, ale żadne z nich nie należało do ludzi, którzy zdradzaliby jakiekolwiek oznaki postępującego uczucia.
Caroline - Pią 04 Sie, 2006 17:39
| Gosia napisał/a: | | Caroline, naprawde tam jest "przestac myślec o nim "? |
Oscar dla uważnej czytelniczki, Gosia jestem w szoku. Oczywiście Margueriite nie jest tak wylewna nawet w myślach, najwyraźniej na etapie przepisywania z brudnopisu poniosła mnie wyobraźnia :oops:
Gosia - Pią 04 Sie, 2006 18:51
Zanim w spokoju odczytam dzisiejszy fragment:
Mnie czasem tez ponosi, wiec Ci sie nie dziwie
Bylam w szoku, ze mogla tak powiedziec, nawet poprzez narratorke, dlatego nie moglam w to uwierzyc.
No ale juz zostalismy przywroceni do pionu tj. do rzeczywistosci.
Wiedzialam ze to zbyt piekne
A co do Sholto, to moze poczytam wszystkie tlumaczenia, wyluskujac teksty o Sholto, bo tu znowu mowa jest chyba o dziecku..
Gosia - Pią 04 Sie, 2006 19:09
A jak to sie stalo, ze Henry bedac w Milton nie spotkal sie z Thorntonem ?
W koncu Thornton byl dzierzawca Bella ! Dziwne.
Margaret była więcej niż chętna by go słuchać tak długo, jak mówił o Milton
Hehe, a on myslal ze slucha tego dla niego samego
Kochał jej słodką urodę, dostrzegał skrywaną przenikliwość umysłu, którym mogła ogarnąć (jak sądził) wszelkie sprawy, którym on sam oddał serce. Uważał jej majątek tylko za dodatek do jej wspaniałej osoby i pozycji, był jednak w pełni świadomy awansu, jaki otwierał przed nim, biednym prawnikiem. W końcu odniesie przecież taki sukces i zdobędzie honory, dzięki którym odwdzięczy jej się z nawiązką za rozpoczęcie kariery, którą jej będzie zawdzięczał.
Henrys chce polaczyc przyjemne z pozytecznym, ta fortunka jest milym dodatkiem do urody i rozumu Margaret Jakos mi to troche brzydko pachnie :neutral:
Harry_the_Cat - Pią 04 Sie, 2006 19:11
| Gosia napisał/a: | | Henrys chce polaczyc przyjemne z pozytecznym, ta fortunka jest milym dodatkiem do urody i rozumu Margaret Jakos mi to troche brzydko pachnie |
Ech, myslę, że w filmie mimo wszystko gorzej go odmalowali...
Gosia - Pią 04 Sie, 2006 19:13
Kiedy w filmie wyraznie widac, ze on sie w niej kocha, tyle ze nie ma dosc sily by o nia walczyc.
W ksiazce sa aluzje (teraz i wczesniej w slowach Bella), ze mysli tez o majatku.
Harry_the_Cat - Pią 04 Sie, 2006 19:21
| Gosia napisał/a: | Kiedy w filmie wyraznie widac, ze on sie w niej kocha, tyle ze nie ma dosc sily by o nia walczyc.
W ksiazce sa aluzje (teraz i wczesniej w slowach Bella), ze mysli tez o majatku. |
W filmie jest taka rozmowa - Edith mówi, że Henry musi sie pospieszyć, bo teraz, jak margaret jest bogata, to zaraz mu ja ktoś sprzatnie (nie dosłownie, oczywiście) - i on ma wtedy taka mine...
przecinek - Pią 04 Sie, 2006 20:10
Mam kolejne pytanie dotyczące wcześniejszej treści książki - kapitan Lennox i Henry to bracia, prawda? Dlaczego więc kapitan Lennox jest człowiekiem zamożnym, a jego Henry mówi o sobie "biedny prawnik"? Czyżby bogactwo kapitana związane było z posagiem Edith?
Matylda - Pią 04 Sie, 2006 21:24
| przecinek napisał/a: | | Mam kolejne pytanie dotyczące wcześniejszej treści książki - kapitan Lennox i Henry to bracia, prawda? Dlaczego więc kapitan Lennox jest człowiekiem zamożnym, a jego Henry mówi o sobie "biedny prawnik"? Czyżby bogactwo kapitana związane było z posagiem Edith? |
Kapitan chyba sie wzenił w ten dom w Londynie i miał tylko jakas pensje oficerską
A Henryś był jakimś tam prawnikiem , głodem nie przymierał , ale zawsze możnaby mieć większą i lepsza kancelarię gdyby dorwał pieniądze Margaret
Ale ja myslę , że on nie leciał na jej posag w końcu pierwszy raz oswiadczył się gdy była biedna
Maryann - Pią 04 Sie, 2006 21:31
| Matylda napisał/a: | | A Henryś był jakimś tam prawnikiem , głodem nie przymierał , ale zawsze możnaby mieć większą i lepsza kancelarię gdyby dorwał pieniądze Margaret |
Właśnie
| Matylda napisał/a: | | Ale ja myslę , że on nie leciał na jej posag w końcu pierwszy raz oswiadczył się gdy była biedna |
I chyba niespecjalnie miał jej za złe, że mu odmówiła - w końcu zgodził się pomóc w sprawie Fryderyka, a później został doradcą prawnym (?) Margaret - chociaż w tym przypadku to mógł sobie robić jakieś bardziej dalekosiężne plany...
Gosia - Pią 04 Sie, 2006 22:00
W pierwszym rozdziale jest stwierdzenie, ze kapitan Lennox nie byl tak oszalamiajaca partia dla Edith, wyniklo z tego, ze nie jest tak bogaty i ze rodzina miala nadzieje ze Edith wyjdzie korzystniej za maz.
Ciotka podkreslala, ze Edith moze wyjsc z milosci (ze niby nie musi szukac majatku).
Moze jednak w wojsku lepiej sie zarabialo, niz uprawiajac zawod prawnika.
|
|
|