Filmy - Powiew Orientu
asiek - Pią 16 Sty, 2009 10:00
W tym filmie najbardziej ujęła mnie lekcja tolerancji...Prosta historia, niewyszukane środki wyrazu, a jaka siła przekazu...Nie ma znaczenia w co wierzysz, co jadasz, w co się odziewasz, ważne jest jedynie jakim jesteś człowiekiem...
Piękny obraz...
Trzykrotka - Pią 16 Sty, 2009 10:49
Właśnie tak! I to, jak w sytuacji ekstremalnej zareaguje człowiek. Czy powie - nie rób tego mnie, zrób raczej jemu, czy ocali twoje życie. A przepięknie, ledwo - ledwo zarysowane uczucie rodzące się w ogniu wojny sprawia, ze ten film tak porusza i zostaje w głowie.
Od Omkary polubiłam Konkonę Sen Sharma. Każdy kolejny film potwierdza, że to niezwykła aktorka. Razem z Rahulem Bose stworzyli magię.
Bardzo się cieszę, że Ci się podobało, trifle!
trifle - Pią 16 Sty, 2009 11:58
| asiek napisał/a: | W tym filmie najbardziej ujęła mnie lekcja tolerancji...Prosta historia, niewyszukane środki wyrazu, a jaka siła przekazu...Nie ma znaczenia w co wierzysz, co jadasz, w co się odziewasz, ważne jest jedynie jakim jesteś człowiekiem...
Piękny obraz... |
O tak, to też.
Niesamowite jest to, że chociaż tam dokoła nich toczą się jakieś walki, umierają ludzie, film jest hmmm bardzo spokojny, prosty. Cały czas obserwujemy tylko ich, to, co robią, jak sobie pomagają. Bardzo mi się podobała scena, kiedy otaczał ich wianuszek dziewcząt z autobusu w tej jakiejś kawiarni i musieli wymyślać, gdzie się poznali, gdzie pojechali w podróż poślubną.
Inna scena: ostatnia podróż pociągiem, w nocy wiadoma scena w korytarzu, ale potem! Znowu jest dzień, oboje wiedzą, że niedługo trzeba będzie się rozstać, Meenakshi siedzi przy oknie, Raja trzyma dzieciątko i ona kładzie mu głowę na ramieniu. W biały dzień!
Podobało mi się też spojrzenie Meenakshi, kiedy zobaczyła jak Raja pije wodę z butelki
Aha, miałam kłopoty z orientacją w czasie - te godziny, które podawali w ogóle mi nie grały z "jasnością"/"ciemnością" otoczenia. To było dziwne.
Trzykrotko
BeeMeR - Pią 16 Sty, 2009 12:18
Mnie się w ogóle szalenie podobają wymowne oczy Konkony
A co do godziny policyjnej - tez miałam trochę problemów, ale potem doszłam do wniosku, że nie ma to znaczenia większego - przynajmniej dla mnie. Godzina policyjna może być przecież od 16-18
Trzykrotka - Czw 22 Sty, 2009 08:49
Elfkaa znalazła to: bardzo fajne i rzeczowe podsumowanie roku w polskich dvd z Bollywood
http://esensja.pl/film/pu...d=6731&strona=1
Anaru - Nie 25 Sty, 2009 11:41
Bardzo dobre recenzje, widać, że pisał ktoś, kto się orientuje w temacie.
***
Wczoraj w naszej krakowsko-śląsko-irlandzkiej bolly gromadce świętowałyśmy urodziny Ren
Był Swades w kinie na specjalne zamówienie
I Tort był oczywiście, ze świeczuszką nawet
Panie w cukierni to się już nawet nie dziwią
BeeMeR - Nie 25 Sty, 2009 12:19
| Anaru napisał/a: | Panie w cukierni to się już nawet nie dziwią | Panie w cukierni mówią, że ten najprzystojniejszy
trifle - Nie 25 Sty, 2009 14:53
No to to jest dosłownie CIACHO
Dorfi - Nie 25 Sty, 2009 15:59
A jak się robi torty z obrazkiem?
Tamara - Nie 25 Sty, 2009 16:25
Mnie byłoby szkoda zjeść idola
trifle - Nie 25 Sty, 2009 16:45
A właśnie - czy ciacho z ciacha się zjada? Czy z czego to jest zrobione?
Anaru - Nie 25 Sty, 2009 17:54
| Dorfi napisał/a: | A jak się robi torty z obrazkiem? |
Wysyłasz zamówienie ze zdjęciem np. mailem do konkretnej cukierni, my do cukierni Pęgiel (jakby co, to służę namiarami), a potem idziesz potwierdzić zamówienie osobiście i jak cię tam nie znają, to również wpłacić zaliczkę. Nas kojarzą bardzo dobrze, więc tylko się umawiam na odbiór i uzgadniam szczegóły dotyczące ciasta.
Zazwyczaj zamawiamy max 1,5 kg, bo to jednak jest drogie trochę , zazwyczaj mieścimy się w cenie ok. 100 zł, więc jak się rozłoży na grupkę, to wcale tak dużo nie kosztuje .
| trifle napisał/a: | A właśnie - czy ciacho z ciacha się zjada? Czy z czego to jest zrobione? |
Z papieru opłatkowego, jak najbardziej jadalne , we wrocławiu to było tylko cos innego, jakieś takie gładkie i zaczęło się pocić lekko w cieple , to krakowskie trzyma idealnie.
Idola się kroi i pożera z dziką radością, szczególnie jak nie do końca ubrany jest
A ile uciechy przy tym
Tu jest przegląd naszych tortów
2007.06 Tzw. Szarukalia (absolutnie najpierwszy )
2007.07 wrocławski (trochę zmaścili kolorystykę, ale był absolutnie rewelacyjnie genialny w smaku )
2007.10 3 BdB Kraków
2008.02.09 Urodziny Basi i Asi (Galadriel)
2008.02.23 Krakowskie spotkanko
2008.06.21 Urodziny Gosi i Elfkii
No i ostatni był ten wczorajszy. Chyba nie pominęłam żadnego
Aragonte - Nie 25 Sty, 2009 18:09
O rany, jakie torty, jakie ciacha!
Genialny pomysł
Admete - Nie 25 Sty, 2009 18:18
Aragonte - jesli kiedykolwiek uda się przygotowac spotkanie Supernaturalnych Sióstr ( takie na większa skale ), to wiadomo co zobaczymy na torcie
Anaru - Nie 25 Sty, 2009 18:20
| Admete napisał/a: | Aragonte - jesli kiedykolwiek uda się przygotowac spotkanie Supernaturalnych Sióstr ( takie na większa skale ), to wiadomo co zobaczymy na torcie |
Heeeh, z przyjemnością
Aragonte - Nie 25 Sty, 2009 18:24
Jestem za
Trzykrotka - Nie 25 Sty, 2009 20:13
Wczorajsze ciacho było pyszne, miało ananasy w środku i mało białej dekoracji po bokach, a jaki smakowity środek - każda widzi. Mnie się ramię dostało . Dodam jeszcze, że najwięcej emocji budzi krojenie. Osoba wybrana do niego musi mieć stalowe nerwy, nie dac się zastraszyć dzikim spojrzeniom harpii gapiących się na jej ręce i reagować równocześnie na okrzyki typu: nie tędy! Nie przez głowę! (pod "głowę" należy sobie podstawić inne smakowite części)
Calipso - Nie 25 Sty, 2009 20:49
To dopiero ciastkarnia Ślinotok jak stąd do Szczecina
| Trzykrotka napisał/a: | | Dodam jeszcze, że najwięcej emocji budzi krojenie. Osoba wybrana do niego musi mieć stalowe nerwy, nie dac się zastraszyć dzikim spojrzeniom harpii gapiących się na jej ręce i reagować równocześnie na okrzyki typu: nie tędy! Nie przez głowę! |
BeeMeR - Nie 25 Sty, 2009 22:50
| Admete napisał/a: | Aragonte - jesli kiedykolwiek uda się przygotowac spotkanie Supernaturalnych Sióstr ( takie na większa skale ), to wiadomo co zobaczymy na torcie | Nie miałabym nic przeciwko A jak spotkanko w lutym? hm...?
Aniu, śliczna i smakowita prezentacja
Anaru - Nie 25 Sty, 2009 22:55
| BeeMeR napisał/a: | A jak spotkanko w lutym? hm...? |
A zajrzyj: http://forum.northandsout...p=196788#196788
trifle - Czw 29 Sty, 2009 20:48
Oglądam sobie właśnie Life in a Metro. Bardzo mi się podoba Wypruta jestem jeśli chodzi o wyrażanie tego, co myślę, więc może to później jakoś sformułuję.
Ale czy to się kończy, tak jak mi się skończyło?
Trzykrotko
Admete - Czw 29 Sty, 2009 21:06
To naprawde dobry film U mnie tez sie tak konczy.
Trzykrotka - Czw 29 Sty, 2009 23:13
Tak, tak się kończy . Może te cyfry to tzw czeski błąd?
Napisz koniecznie o wrażeniach, jak je zbierzesz w całość
trifle - Sob 31 Sty, 2009 15:42
No to piszę. "Life in a metro". Formułą troszkę przypominało mi "Love actually" - tzn to są właściwie odrębne historie, ale wszyscy się jakoś znają, łączą.
Najbardziej mnie bolała historia Shikkhi (nie wiem, czy dobrze będę pisać imiona..). Mieć takiego męża - kara jakaś Podły, podły facet. Zero we mnie współczucia dla niego. On mógł żonę zdradzać - dwa lata! - ale jak tylko ona mu powiedziała, że się spotykała z innym, to już się wielce obruszył i poczuł urażony, że może nawet córka to nie jego. Jak coś takiego oglądam, to tylko mam ochotę Tak mi strasznie było żal tego zakończenia - że akurat ona zdecydowała tak, a nie inaczej. Doskonale rozumiem - jako mężatka, miała obowiązki, nie można ot, tak, zostawić męża. Co by było z córką? A z drugiej strony - dlaczego ma być ciągle nieszczęśliwa? Ja nie wierzę w to, że ten mąż by się zmienił
Druga historia smutna - mama Shikkhi i Amal(Amol?). On przyjechał do niej, a to ona pierwsza...
Pozostałe są jakby na osłodę, dla wyrównania. Shruti i prześmieszny wielbiciel. Wiecie, że ja myślałam, że on ten ślub przygotowuje dla niej, bo jest przekonany, że ona się w końcu zgodzi? Pogoń taksówki na koniu w całym ślubnym stroju - jak z bajki
No i dziewczyna z biura i Rahul (Rahul?). Dobrze, że zmądrzeli oboje
Bardzo dobr film to jest, piękny wizualnie. Podobał mi się deszcz! Strumienie wody, parasole, pochmurne niebo i ludzie w kolorowych ubraniach.
Świetny pomysł z zespołem pojawiającym się od czasu do czasu zamiast śpiewających bohaterów! Chyba taka opcja kina indyjskiego nawet bardziej mi się podoba niż bollywood Choć to zależy
Jeszcze raz wielkie dzięki dla Trzykrotki, bo to ona mi bonusowo ten film do "Mr and Mrs Iyer" dołożyła
Trzykrotka - Nie 01 Lut, 2009 11:28
Cała przyjemność po mojej stronie . Miałam nadzieję, że Ci się będzie podobać. Gdybyś miała ochotę na więcej, polecam się
Mnie w nim tez urzekła historia tych najstarszych bohaterów (jacy oni byli piękni!) i ich siły. Także zderzyli się z bezmyślnością i okrucieństwem syna bohaterki, ale mieli odwagę wywalczyć dla siebie trochę szczęścia. Chyba było warto, mimo wysokiej ceny.
Zakamieniały egoizm męża głównej bohaterki był po prostu porażający. Okazywał nim pogardę i dla uczuć żony i kochanki. Ja nie wierzę, że ona podjęła dobrą decyzję. Jeżeli coś się w tym związku zmieni, to tylko na gorsze.
Bardzo mi się podobały postaci i role w tym filmie. Konkona jak zwykle była dobra i tworzyła z Irrfanem Khanem fajną, trochę zagubioną życiowo parę (ta ślubna jazda pana młodego była cudna!). No i nigdy nie pomyślałabym, że Shilpa Shetty udźwignie główną rolę, a była bardzo dobra i bardzo ładna!
We współczesnym kinie hindi widać ewolucję podejścia do piosenek. Ten pomysł był jednym z wielu. Innym są filmy, jak Chak De India, gdzie piosenki puszczane są z offu, ale nie ma klasycznych teledysków z nimi. Jak miałoby to zresztą wyglądać? Trener i zawodniczki biegają od 4 rano tańcząc w przerwach i wyśpiewując, jak amerykańska piechota morska na poligonie? Ja całym sercem optuję za piosenkami, ale lepiej, żeby ich nie było, niż żeby miały być dodane głupio, jak się często zdarza.
|
|
|