To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)

Anonymous - Wto 10 Lut, 2009 21:21

nie czytam całości coby sobie nie pospojlerować...
przeczytałam "Zmierzch". Wczoraj skończyłam i nadal nie lubię książek z pierwszoosobową narracją bo mnie drażni to na dłuższą metę, mogę znieść, jakieś którkie opowiadanko, ale na dłuższą metę :wsciekla: książka poza tym w czytaniu całkiem niezła. Citriona miała rację, czytałam z myślą co za badziewna historyjka, ale jakoś nie mogłam rzucić jej w kąt. napalam się powolutku na kolejne cześci o wampirach bom ciekawa tego wszytskiego. To moje pierwsze spotkanie z wampiryzmem w literaturze, wiec merytorycznie o zagadnieniu wampiryzmu to się wypowiadać nie będę :ops1:

Admete - Wto 10 Lut, 2009 21:29

A mnie nie przestaje zadziwiać, jak to możliwe, że W OGÓLE byłyście w stanie to przeczytać ;-) To jest dla mnie kosmiczne wprost, zupełnie niezrozumiałe. Tak jakbym przeczytała fragment zupełnie innej książki...źle napisanej i o niczym ;-) To już naprawdę ostatnia moja opinia na temat tej ksiązki. Po prostu ze zdziwnienia mam tak :opad_szczeny:
Agn - Wto 10 Lut, 2009 21:37

Admete, są na tej planecie rzeczy, które się nie śniły naszym filozofom. Ja czasem potrzebuję się odprężyć, by nie powiedzieć - totalnie zlasować sobie mózg. Inaczej nie dałabym rady przeczytać np. "Utraconej niewinności" Kat Martin (po tym "arcydziele" ostatnia żywa szara komórka uciekła ode mnie z wrzaskiem i musiałam ją siłą sprowadzać na swoje miejsce). A poza tym w tym fandomie niezłe fanfiki można napisać. :mrgreen:

Kaśku, też nie cierpię pierwszoosobowej narracji, ale z tego, co widzę, póki co S.Meyer nie opanowała innej

Anonymous - Wto 10 Lut, 2009 21:40

Agn napisał/a:
Kaśku, też nie cierpię pierwszoosobowej narracji, ale z tego, co widzę, póki co S.Meyer nie opanowała innej

a jak wierzyć notce na okładce ukończyła jakieś studia wyższe, no klękajcie narody, musi prymuską była :wink:

książka się dla mnie nadawała bo nie była bardzo, bardzo straszna. :mrgreen: :rumieniec:

Aragonte - Wto 10 Lut, 2009 21:59

A mój e-book leży i kwiczy... Jakoś nie mogę się zabrać za Zmierzch, choć jeśli mój mózg będzie potrzebował zlasowania, to pewnie otworzę ten pokwikujący z cicha plik :wink:
Admete - Wto 10 Lut, 2009 22:02

A to w takim razie już rozumiem. Moja praca dostarcza mi zlasowania i w wolnym czasie potrzebuję czegoś odwrotnego ;-) Gdybyście tak poczytały trochę wypracować, to czytanie Meyer by wam przeszło jak ręką odjął ;-)
Aragonte - Wto 10 Lut, 2009 22:10

Admete, nie skorzystam :-P To już wolę chyba Meyer :-P
Caitriona - Wto 10 Lut, 2009 22:32

Admete napisał/a:
Gdybyście tak poczytały trochę wypracować, to czytanie Meyer by wam przeszło jak ręką odjął

Moze właśnie o to chodzi: Ty masz takie kwiatki na codzień. :przytul:

I chciałam tylko dorzucić, że Fabryka Słów wydaje kolejny tom 'przygód' Vicki Nelson: po Cenie krwi i Śladzie krwi czas na Linie krwi ( http://www.fabryka.pl/aktualnosci.php?flash=y )

spin_girl - Śro 11 Lut, 2009 09:31

Agn napisał/a:
Inaczej nie dałabym rady przeczytać np. "Utraconej niewinności" Kat Martin (po tym "arcydziele" ostatnia żywa szara komórka uciekła ode mnie z wrzaskiem i musiałam ją siłą sprowadzać na swoje miejsce).

:rotfl:
Są książki stymulujące umysłowo i są książki, które działają jak trawa- ogłupiają, ale i odprężają. Moim zdaniem potrzebne są oba rodzaje.

Caroline - Pon 16 Mar, 2009 23:12

Trochę od czapy się wypowiem, ale gdzieś muszę dać upust mojej dopiero co narodzonej miłości :wink: do Zmierzchu i dazzling wampirów. :-D :rotfl: O rany, już dawno tak się nie usmarkałam ze śmiechu, zachwytu i wzruszenia jak nad tą książką ("would i ever get used to his perfection?"). Czy ktoś mnie tu rozumie???? :D
Na zachętę wklejam boskiego RPattza i polecam lekturę komentarzy pod notkami na jego temat na ohnotheydidnt


http://community.livejour...page=1#comments

wybrane:
"being misarable never looked so good"
"He looks like he needs a hug. And some soup." :lol:
"RPattz doesn't pop his collar, his shirts just get erection when they touch his body" :rotfl:
wulgarne:
Spoiler:
Ugly and fuckable.

Admete - Pon 16 Mar, 2009 23:28

Znajdziesz tu kilka towarzyszek w chorobie ;-) Bo to widzę niektórzy łapią, a inni są odporni ;-) Na szczęście mnie ominęło, ale ja na grypę też odporna jestem - bez szczepienia ;-)
Caroline - Pon 16 Mar, 2009 23:46

Admete napisał/a:
Znajdziesz tu kilka towarzyszek w chorobie ;-)
Ja tak trochę żartuję :) Po prostu dawno nie trafił mi się tak fajny odmóżdżacz :D
Agn - Wto 17 Mar, 2009 09:24

Wielbimy Twilight, tylko niektórzy nieco inaczej niż by się można było spodziewać. ;)

Ale Rpattza to ja lubię. I tę sesję lubię. I, kurde, cieszę się, że wybrali takiego Edwarda, a nie innego. Przynajmniej wygląda smakowicie, a nie jak mydłek. Btw ta sesja jest niezła. Fotka, na której leży i wpatruje się w obiektyw... ekhm... że tak zacytuję Midnight Sun "Za młody, stanowczo za młody..." :lol:

spin_girl - Wto 17 Mar, 2009 11:24

Ciekawy artykuł z Buddy TV z sugestiami, jak uczynić z New Moon przebój:
http://www.buddytv.com/sl...ovie-20477.aspx

Dla mnie ciekawe jest to, że prywatnie mam awersję do Roberta Pattisona jako człowieka- denerwuje mnie na każdym prywatnym zdjęciu, nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy słucham jakiegoś wywiadu z nim, a jeśli, nie daj Boże, taki wywiad leci w telewizji i muszę patrzeć, jak się kręci, drapie, grzebie po sobie, poci itd. to już w ogóle mam ochotę go udusić. Jednocześnie uważam, że jest idealny do roli Edwarda i uwielbiam go w tym wcieleniu. Przy czytaniu książek wyobrażając sobie Edwarda widziałam właśnie twarz Roberta Pattisona. Częściowo to zasługa świetnej charakteryzacji, częściowo, niestety, faktu, że cholerny Pattison najwyraźniej dobrym aktorem jest :mrgreen:
W ogóle ostatnio leżałam chora w domu i znowu zgrzeszyłam ze Zmierzchem. Uzależnienie najwyraźniej nie mija. :mrgreen: Mam nadzieję, że Meyer zdecyduje się jednak wydać Midnight Sun- świetnie czyta się tę historię opisaną słowami Edwarda, jego język jest też dużo bogatszy, a słownictwo lepsze.

asiani - Wto 17 Mar, 2009 13:00

Mnie się spodobał pomysł obsadzenia Roberta w roli Edwarda .
Nie mam jakiś specjalnie awersji do niego .

W ogóle obsada mi się podoba.
Jeśli chodzi o Midnight sun to mam nadzieje, że pójdzie to o krok dalej i Mayer opisze co Edward porabiał jak rozstał się z Bellą .
Bardzo mnie to ciekawi :-)

spin_girl - Wto 17 Mar, 2009 13:22

asiani napisał/a:
Jeśli chodzi o Midnight sun to mam nadzieje, że pójdzie to o krok dalej i Mayer opisze co Edward porabiał jak rozstał się z Bellą .
Bardzo mnie to ciekawi


Też się nad tym zastanawiałam, ale jego opis w "New Moon" nie brzmi zbyt zachęcająco- włóczył się po świecie szukając Victorii a potem po prostu "zwinął się w kłębek nieszczęścia" (czy jak to tam było opisane) starając się przeżyć kolejną minutę bez Belli (ach, gdzie moje chusteczki! :wink: ). Bella jednak COŚ w tym czasie robiła. Chociaż, z drugiej strony, Stephenie Meyer ma jednak talent do opisywania przeżyć wewnętrznych bohaterów, w momencie, w którym nie robią oni kompletnie nic oprócz siedzenia/leżenia/stania i przeżywania.

Pamiętam, że kiedy czytałam New Moon, cały czas czekałam, kiedy Bella złamie się i podejmie próbę samobójczą, oczekując, że Edward wyskoczy wtedy zza krzaków czy jakiegoś drzewa i, oczywiście, uratuje ją w ostatniej chwili, udowadniając jednocześnie, że cały czas szwendał się po okolicy i pilnował bezpieczeństwa ukochanej. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę nie było go w Forks. Chociaż, szczerze mówiąc, gdyby był i się nie pokazał, widząc jak Bella cierpi, straciłabym do niego resztki szacunku.

asiani - Wto 17 Mar, 2009 14:29

On zawsze powtarzał Belli, że nie jest tak silny jak jej się zdaje.
Myślę, że gdyby tylko pojawił się w Forks i ją zobaczył miał by problemy z samokontrolą .
Zresztą sam jej tak powiedział, że to była tylko kwestia czasu ...
Żył z minuty na minutę .

spin_girl - Wto 17 Mar, 2009 15:13

asiani napisał/a:
On zawsze powtarzał Belli, że nie jest tak silny jak jej się zdaje.

Ale tylko dlatego, że nie doceniał swojej kontroli i opanowania, moim zdaniem. Ostatecznie, mimo olbrzymiej miłości, jednak był w stanie odejść, dla jej dobra (przynajmniej w jego pojęciu to było jej dobro). Był też w stanie zapanować nad sobą i jej nie zabić, nawet wtedy, gdy jeszcze nie był w niej zakochany. Był w stanie przez dwa lata odmawiać sobie (i jej ) seksu (KTÓRY facet by się na to zdobył? :wink: ), a potem, kiedy już dał się przekonać, był w stanie panować nad sobą, że tak powiem, w trakcie. Był w stanie wyssać jad z jej ręki nie zabijając jej. Był w stanie uratować jej życie w pojedynkę, po narodzinach Renesmee. Był w stanie oszczędzić tych mężczyzn, którzy chcieli zgwałcić Bellę. Był w stanie oszczędzić Jacoba.
Tak naprawdę, kiedy Edward wiedział, że sytuacja absolutnie wymaga, aby zapanował nad sobą- robił to. Powrót do Forks, moim zdaniem, podpada pod zupełnie inną kategorię- na jakimś poziomie świadomości Edward wiedział, że Bella nie może być ani szczęśliwa, ani bezpieczna bez niego, a te dwie rzeczy były dla niego zawsze priorytetem nr 1.

asiani - Wto 17 Mar, 2009 15:37

spin_girl napisał/a:
asiani napisał/a:
On zawsze powtarzał Belli, że nie jest tak silny jak jej się zdaje.

Ale tylko dlatego, że nie doceniał swojej kontroli i opanowania, moim zdaniem. Ostatecznie, mimo olbrzymiej miłości, jednak był w stanie odejść, dla jej dobra (przynajmniej w jego pojęciu to było jej dobro). Był też w stanie zapanować nad sobą i jej nie zabić, nawet wtedy, gdy jeszcze nie był w niej zakochany. Był w stanie przez dwa lata odmawiać sobie (i jej ) seksu (KTÓRY facet by się na to zdobył? :wink: ), a potem, kiedy już dał się przekonać, był w stanie panować nad sobą, że tak powiem, w trakcie. Był w stanie wyssać jad z jej ręki nie zabijając jej. Był w stanie uratować jej życie w pojedynkę, po narodzinach Renesmee. Był w stanie oszczędzić tych mężczyzn, którzy chcieli zgwałcić Bellę. Był w stanie oszczędzić Jacoba.
Tak naprawdę, kiedy Edward wiedział, że sytuacja absolutnie wymaga, aby zapanował nad sobą- robił to. Powrót do Forks, moim zdaniem, podpada pod zupełnie inną kategorię- na jakimś poziomie świadomości Edward wiedział, że Bella nie może być ani szczęśliwa, ani bezpieczna bez niego, a te dwie rzeczy były dla niego zawsze priorytetem nr 1.





Było to godne podziwu, ale i okraszone wielkim cierpieniem .
Zresztą Bella się przekonała będąc wampirzycą jak to jest kiedy poczuła ludzką krew .

Były momenty kiedy ulegał jej prośbą choćby właśnie sprawy sexu, ale wówczas jego opanowanie było niesamowite.
Jednakże Midnight sun wyraźnie pokazało ile go to kosztowało ...
Tak chcę Midnight sun!! :cry2:

spin_girl - Wto 17 Mar, 2009 15:53

asiani napisał/a:
Tak chcę Midnight sun!!

też chcę!!! :cry2:
Ale mam teorię na ten temat: po olbrzymim sukcesie filmu i wszystkich czterech częsci sagi, wydawcy Stephenie Meyer na pewno nie dadzą jej spokoju, dopóki nie napisze i nie wyda Midnight Sun. Wszystko, co wiąże się z historią Edwarda i Belli to w tej chwili kopalnia pieniędzy. Podejrzewam, że Meyer cały czas pracuje nad MS. Premiera książki może zbiec się na przykład z premierą filmu New Moon.

asiani - Wto 17 Mar, 2009 16:13

To jest oczywiste, że chcą jak najwięcej na tym zarobić... wampirki :-D
W sumie nawet mnie to cieszy, popędzą trochę Mayer.
Poza tym dostała pewnie odpowiednią ilość błagań od fanów, i już dawno przestała myśleć o zaprzestaniu pisania Midnight sun ...jak to nam kiedyś groziła

Admete - Wto 17 Mar, 2009 16:31

Powinni jej zapłacić za niepisanie ;-) A panu Pattison z wyglądu na razie przeznaczyłabym role nieco chorych i zaniedbanych ;-) Miejmy nadzieję, że jeszcze wyrośnie.
Caitriona - Wto 17 Mar, 2009 18:03

Admete napisał/a:
A panu Pattison z wyglądu na razie przeznaczyłabym role nieco chorych i zaniedbanych

Na początku pan Pattison bardzo mi się podobał, miał taką wampirzą właśnie urodę. Teraz jak patrzę na niektóre jego fotki to wydaje mi się już z lekka brudny, zaniedbany. Wiem, chodzi o to że się dystansuje od wizerunku bóstwa nastolatek, ale już chyba przegiął w drugą stronę. Teraz nie mam ochoty oglądac jego facjaty.

asiani - Wto 17 Mar, 2009 18:18

To fakt mnie także odrzuciło jak zobaczyłam kilka jego fotek zaraz po obejrzeniu Zmierzchu.
Ale w sumie jest to mało istotne.
Ważne by sprawdzał się w roli Edwarda .

Agn - Wto 17 Mar, 2009 23:48

Caitriona napisał/a:
Wiem, chodzi o to że się dystansuje od wizerunku bóstwa nastolatek, ale już chyba przegiął w drugą stronę. Teraz nie mam ochoty oglądac jego facjaty.

Problem w tym, że on został na Edwarda "zrobiony". Wrzucili go na salę gimnastyczną, kazali biegać, ćwiczyć, ostrzygli go, zrobili makijaż (khm...) etc. Tylko że wcześniej on był prawie że nieznany (niektórzy go kojarzyli jako Cedrica Diggory; btw jako nastolatek mnie się kompletnie nie podobał). Skończył film, wrócił do tego, co było wcześniej. Do "siebie". I wszyscy w szoku, że przychodzi na wywiad, wyglądając jakby właśnie wstał z łóżka. Mnie to nie przeszkadza. Taki już jego wizerunek. Ale czy przybrudzony to ja nie wiem. Co widzę jego zdjęcia, to np. zwracam uwagę na jego ręce (dłonie to on ma przepięęękne) i zauważyłam, że paznokcie ma zawsze czyste.
Generalnie styl grunge niekoniecznie oznacza, że ktoś jest menelem. Mnie się podoba to, jak wygląda "poza konkursem". Nie widzę powodów, dla których miałby koniecznie wyglądać i zachowywać się jak każdy młody świeżo odkryty aktor. Nie wszyscy muszą być tacy sami. Ale powiedzmy, że ja jestem dziwna. :)
A jak popatrzyłam na niektóre propozycje fanek przed filmem odnośnie obsady Edzia to :obrzydzenie: Rpattz nawet na kacu, ma więcej charakteru w fizjonomii niż te ślicznoty. :obrzydzenie:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group