To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III

Matylda - Pon 28 Maj, 2007 23:41

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
A dlaczego szkoda ?



Myslałam , że chodzi o to , że w ogóle miał spodnie :wink:

Ulka - Wto 29 Maj, 2007 00:05

Matylda napisał/a:
asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
A dlaczego szkoda ?



Myslałam , że chodzi o to , że w ogóle miał spodnie :wink:

ja też tak pomyślałam... :oops: a fe takie myśli na Salonach ! co na to Lady Moderator? :wink:

asiek - Wto 29 Maj, 2007 07:34

Matylda napisał/a:
Myslałam , że chodzi o to , że w ogóle miał spodnie

Ekhem...no przyznam się, że o tym myślałam pisząc posta, ale jak mnie Maryann'ek "przycisnął" :rumieniec: , to się doprowadziłam do porządku ... :mrgreen:

Maryann - Wto 29 Maj, 2007 07:46

Rozdział II część 16

Uniósł się z ukłonu przed bardzo zdenerwowaną Anną, która patrzyła wszędzie, byle nie na niego, ściskając palcami szal.
- Kuzynko Anno – wiedząc, że musi zdobyć jej uwagę, skłonić ją, żeby spojrzała mu w twarz, zwrócił się do niej przyciszonym, ale poważnym głosem, którego używał w stosunku do Georgiany – Anno – powtórzył. Wolno podniosła na niego oczy – Rzeczywiście ładnie dziś wyglądasz.
Zarumieniła się lekko na te słowa i spuściła oczy. Nie na tyle szybko jednak, żeby nie dostrzegł w nich błysku wdzięczności, a może nawet pewnej przyjemności z komplementu. Pomyślał, że Anna nie jest tak obojętna za zainteresowanie, jak chciałaby, żeby wierzył cały świat ! Ten jej świat był wprawdzie bardzo mały, ograniczony jej zdrowiem oraz uczuciami i gustami jej matki. Szczere, prostoduszne komplementy były z nim rzadkością, tego był pewien.
Odwróciwszy się od Anny Darcy przyjrzał się otaczającym krzesło ciotki kanapom. Żadna z nich nie wydawała się wystarczająco solidna, żeby powstrzymać przepełniającą go niecierpliwość, która narastała w miarę, jak wskazówki zegara zbliżały się do wyznaczonej pory. Potrzeba podjęcia decyzji została odsunięta przez nagłe otwarcie się drzwi salonu, na którego dźwięk serce mu zamarło.
- Zdrajca ! – wymruczał pod nosem, próbując zmusić je do posłuszeństwa, podczas gry jego oczy pobiegły do drzwi.
Pierwszy, oczywiście, wszedł pan Collins z żoną, tak służalczy i pełen uszanowania, że Darcy na moment zapomniał o oczekiwaniu. Pani Collins poprawiła w jego oczach pozycję męża dzięki dodaniu do jego przesadnych popisów bardziej stosownego sposobu bycia i prostego ukłonu o stosownej głębokości. Zaraz za siostrą weszła panna Lucas. Zadrżała, gdy spotkała wzrok lady Catherine. I w końcu Elizabeth.
Czepek i płaszczyk zostawiła lokajowi, ale suknię miała tę samą co rano. Delikatny, kremowy muślin w haftowane niebieskie kwiatki i obrzeżony koronką opadał z wdziękiem wokół niej, okrywając jej czarującą sylwetkę w najbardziej intrygujący sposób. Z trudem łapał oddech, podczas gdy jej oczy ślizgały się po pokoju, gdy czekała na swoją kolej, żeby przywitać się z gospodarzami. Najpierw spoczęły na lady Catherine, zahaczyły przelotnie o Annę i jej opiekunkę i rozjaśniły się na widok Fitzwilliama. Potem spoczęły na nim. Ich spojrzenia się spotkały, gorące oczekiwanie w jej oczach odpowiadało jego własnemu tak bardzo, że jego serce biło mocno, jakby szaleńczo pragnąc połączyć się z jej sercem. Przerażony, odwrócił wzrok, uprzedzając jej dyg własnym sztywnym ukłonem. Leczyć się jej nadmiarem ? Jak mógł tak bardzo się przeliczyć ?

Alison - Wto 29 Maj, 2007 10:03

Ale nim bidulkiem trzepie. tak sobie pomyślałam, że dobrze by było mieć jakis taki detektor. który zdradzałby co facet myśli w związku z nami. Jemu tu serducho koziołkuje, a ona nie ma o niczym pojęcia i bierze go za zimnego palanta.
Maryann - Wto 29 Maj, 2007 10:09

Alison napisał/a:
Jemu tu serducho koziołkuje, a ona nie ma o niczym pojęcia i bierze go za zimnego palanta.

I na dodatek mu się wydaje, że ona wszystko wie i wszystko rozumie... :? ??:

Alison - Wto 29 Maj, 2007 11:01

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Jemu tu serducho koziołkuje, a ona nie ma o niczym pojęcia i bierze go za zimnego palanta.

I na dodatek mu się wydaje, że ona wszystko wie i wszystko rozumie... :? ??:


No właśnie, ile to związków nie dosżło do skutku z powodu takiego "niedorozumienia". Ech!

Ulka - Wto 29 Maj, 2007 12:18

Maryann napisał/a:
Leczyć się jej nadmiarem ?

Hi hi, spróbować takiej terapii czy nie?

Maryann - Wto 29 Maj, 2007 17:21

Czy ja wiem ? Rezultaty badań klinicznych na ochotnikach (a właściwie jednym ochotniku :grin: ) są raczej mało zadowalające... :wink:
Gunia - Wto 29 Maj, 2007 19:05

Alison napisał/a:
No właśnie, ile to związków nie dosżło do skutku z powodu takiego "niedorozumienia". Ech!

Za to ile pięknych chwil, ważkich rozważań etc. jest do wspominania, kiedy związek dojdzie do skutku. :D

Maryann - Wto 29 Maj, 2007 21:59

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
Kiedy jednak jego spojrzenie wędrowało w górę, od eleganckich linii surduta, przez wyszukany węzeł krawata, do spojrzenia jego oczu, z łatwością mógł w nich zobaczyć oczekiwanie na przyjemność i wyzwanie, które ten wieczór z pewnością miał mu dać.

Miejmy nadzieję, że tym razem Darc'y stanie na wysokości zadania i w końcu- ku naszej radości - wieczór minie w przy-je-mnej atmosferze. :smile:

Wieczór w Rosings... Scena przy klawikordzie... :serduszkate: Ja się rozpływam... :grin:

asiek - Wto 29 Maj, 2007 22:04

Maryann napisał/a:
Ich spojrzenia się spotkały, gorące oczekiwanie w jej oczach odpowiadało jego własnemu

???? :shock: Bidulek, to się chyba nazywa myślenie życzeniowe. :mrgreen:

Maryann, :kwiatek:

asiek - Wto 29 Maj, 2007 22:22

Maryann napisał/a:
Wieczór w Rosings... Scena przy klawikordzie... Ja się rozpływam...

Ale Darcy nadal sztywnoukłonny :roll: ...i nic nie zapowiada miłej atmosfery. :sad:

Maryann - Wto 29 Maj, 2007 22:31

Ale ja mam przed oczyma tę Colinowo-Jenniferową scenę i... :serce:
Ulka - Wto 29 Maj, 2007 23:16

Maryann napisał/a:
Czy ja wiem ? Rezultaty badań klinicznych na ochotnikach (a właściwie jednym ochotniku :grin: ) są raczej mało zadowalające... :wink:

Wręcz przeciwnie! :lol: (zależy o co komu chodzi! :grin: )

Maryann - Śro 30 Maj, 2007 08:42

Jeśli o to, że chciał się nią znudzić i w rezultacie się odkochać - to kuracja ewidentnie się nie udała.
A jeśli o to, że zakochał się jeszcze bardziej i to z wzajemnością - to ten "nieudany" efekt jest jak najbardziej satysfakcjonujący i każdy by chciał, żeby mu tak nie wyszło... :grin:

Marija - Śro 30 Maj, 2007 08:50

Zauważcie, w jaki sposób zakochany (żeby nie powiedzieć "napalony" :wink: ) mężczyzna widzi swoją wybrankę: ósmy cud świata, cud, miód, malina!!! Choćby worek wdziała, to i tak będzie dla niego ubrana "w najbardziej intrygujący sposób" :twisted: .
Alison - Śro 30 Maj, 2007 08:52

Dziewczynki, jako, że ostatnio narobiłam bałaganu, dla porządku i zachowania kolejności wklejam ten pomylony fragmencik ponownie plus następny - dla progresu :wink:

Rozdz. II, cz. 17
- Panie Collins, proszę usiąść - lady Catherine skinęła nieznacznie w stronę gości i wskazała miejsce po swojej lewej stronie.
- Dziękuję, wasza wysokość - pan Collins ponownie się ukłonił, przebiegając przez pokój w sposób, który przywiódł Darcy'emu na myśl przepiórkę, którą spłoszył poprzedniego ranka, jadąc konno - jest pani bardzo łaskawa, jak powszechnie wiadomo...
- Pani Collins, panno Lucas - jej wysokość przerwała jego przesadną uniżoność. Pani Collins podążyła za mężem na wskazane im miejsca, podczas gdy jej siostra, jak zauważył Darcy, szybko zagłębiła się w miejscu, zapewniającym jej ukrycie przed uwagą lady Catherine. Ale jego oczy nie mogły długo pozostać z dala od upragnionego obiektu, do tego jak się przekonał, niebezpiecznego, więc znowu spojrzał na Elizabeth. Stała spokojnie, z chłodną miną, kiedy jej krewni poniżali się przed jego ciotką, ale wtedy, kiedy akurat spojrzał, zauważył, że wykrzywiła usta. Tajemniczy uśmiech zaczął walczyć z tym grymasem, korespondując z błyskiem, który pojawił się w oczach. Ten znany mu już wyraz twarzy został już wkrótce zastąpiony przez rozmyślne ściągnięcie ust, wiedział, że to jest sposób na opanowanie własnej twarzy, tak by nie zdradziła jej wewnętrznego rozbawienia. Obserwując jej cudowną walkę ze samą sobą, Darcy sam delikatnie ściągnął usta aby ubiec uśmiech, który próbował dotrzymać towarzystwa jego zachwytowi, tą szybką odpowiedzią na jedno, z nurtujących go, pytań. Collins drżał, uważne spojrzenia jej wysokości przyprawiały go niemal o dygot, a Elizabeth Bennet stała w ogóle nie obawiając się lady Catherine.
- Panno Elizabeth Bennet - lady Catherine skinęła odwzajemniając jej ukłon. Kiedy szła ze śmiałą gracją by zająć miejsce, on podziwiał jak zręcznie wyrobiła sobie zdanie na temat charakteru jego ciotki, i to w tak krótkim czasie. Co się teraz stanie?
Fitzwilliam odpowiedział na to pytanie omijając gości i celując w miejsce obok niej na kanapie. "Przeklęty oportunista!" Darcy zamruczał pod nosem kiedy usiadł na ostatnim dostępnym miejscu, najbliżej ciotki, a na wprost Elizabeth i kuzyna. Przełykając swoje rozczarowanie, postanowił zamiast tego poprawić swoją sytuację obserwując jak ona sobie daje radę z jego kuzynem i co ujawni zachowanie Fitzwilliama względem niej. Ale prawie natychmiast lady Catherine zajęła go jakimiś historiami dotyczącymi przede wszystkim jej samej, przerywając mu skupienie się na Elizabeth. Od dawna przyzwyczajony do manier ciotki, założył sobie odpowiadać na wszystkie jej pytania aż się jej wyczerpią, ale odkrył, że dama tym razem irytuje go znacznie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie mógł nic poradzić na rozmowę toczącą się naprzeciw niego, zauważył, że miała charakter ożywionej dyskusji, przerywanej śmiechem obojga. Fitwilliam był nią zachwycony, to było oczywiste. Darcy znał wszystkie jego nastroje i rozpoznawał je po wysyłanych sygnałach. Richard mógłby popaść w nastrój odpowiedni do flirtowania, ale teraz był urzeczony, gorzej nawet, zaintrygowany, i to nie tylko jej osobą. Pełen uwagi wyraz jego twarzy mówił Darcy'emu, że jego kuzyn zaczął już także odkrywać zalety jej umysłu. Poruszył się na siedzeniu. Uznał, że to było nieuniknione.

Rozdz. II, cz. 18
Elizabeth nie wdzięczyła się, ani nie stosowała tych modnych sztuczek, którymi posługiwała się większość kobiet z towarzystwa. Nie, jej urok, bezpośreniość były tak wyraźne, że mężczyzna szybko mógł je docenić swoim umysłem, tak samo jak zmysłami. A Richard, niech go licho porwie, docenił je już wystarczająco!
- Co powiedziałeś, Fitzwilliam'ie? O czym wy rozmawiacie? - zrzędliwe pytanie lady Catherine zaskoczyło Darcy'ego, który właśnie uświadomił sobie, że od kilku minut nie poświęcił ciotce najmniejszej uwagi - O czym ty mówisz pannie Bennet? Pozwól mi też posłuchać.
"Tak" - pomyślał Darcy z dziką satysfakcją - "pozwól nam, Richard!"
- Rozmawiamy o muzyce, madam - odpowiedział roztargniony Fitzwilliam, jego uwaga bowiem była skupiona wyłącznie na jego towarzyszce, i to w takim stopniu, że oderwał od niej oczy tylko na moment, kiedy udzielał odpowiedzi.
- O muzyce! To proszę mówcie głośniej. To mój ulubiony ze wszystkich tematów. Muszę wziąć udział w tej rozmowie, skoro rozmawiacie o muzyce. - lady Catherine oparła się plecami o oparcie fotela, jej podstępne instynkta zostały wyraźnie zaspokojone, dzięki swobodzie na jaką mogła sobie pozwolić w tym temacie - Sądzę, że w Anglii jest tylko kilka osób, które mogą czerpać z muzyki tak prawdziwą rozrywkę jak ja, i które mają lepszy ode mnie wrodzony gust.
Darcy spojrzał ostro na ciotkę, ledwie wierząc uszom. Czy ona doprawdy wierzy, że ktoś przy zdrowych zmysłach uwierzyłby w tak śmieszne oświadczenie? Albo też postanowiła przetestować łatwowierność swoich gości? Nie dbała ani o odpowiedź, ani o wyjaśnienia, potwierdzające tę dobrą opinię o niej samej. Jego irytacja zwróciła się jednak ku czemuś, co było bliskie pokrzyżowania mu planów.
- Gdybym się kiedykolwiek uczyła, byłabym prawdziwym ekspertem - kontynuowała jej wysokość z przekonaniem - Anna również, gdyby jej zdrowie jej na to pozwoliło. Jestem przekonana, że dawałaby cudowne popisy. - przerwała dając słuchaczom możliwość potwierdzenia jej wypowiedzi, jednak nie chcąc narażać się na dłuższą ciszę, zwróciła się do kogoś innego, pozostając przy temacie, który poruszyła. Zwracając się do drugiego siostrzeńca, zapytała:
- Jak Georgiana sobie radzi, Darcy?
- Bardzo dobrze, madam - odpowiedział szybko - muzyka sprawia Georgianie wielką radość, jak również tym nielicznym uprzywilejowanym, którzy mogą jej posłuchać.
Kątem oka Darcy zobaczył, że na wspomnienie o jego siostrze, Elizabeth wymówiła się jakoś od rozmowy z Richardem i teraz zwróciła uwagę na niego. Pośpiesznie dodał więc:
- Ona gra tylko dla rodziny - wyjaśnił poniekąd Elizabeth, chociaż nie patrzył na nią - ale w ciągu ostatnich kilku miesięcy poczyniła wybitne postępy, zarówno w biegłości, jak i w interpretacji.
- Bardzo się cieszę słysząc to - lady Catherine aż się rwała do kierowania konwersacją - i proszę przekaż jej ode mnie, żeby nie oczekiwała postępów, jeśli nie będzie dużo ćwiczyć.
Urażonemu niepotrzebną radą Darcy'emu, jedynie utrwalane od pokoleń maniery pozwoliły odpowiedzieć grzecznie, że jego siostra nie potrzebuje takiego napominania, gdyż jest bardzo wytrwała w ćwiczeniach.
- Tym lepiej. Nie można zrobić już wiele więcej - ciągnęła jej wysokość - ale kiedy następnym razem będę do niej pisać, przypomnę jej, żeby w żadnym razie tego nie zaniedbywała.
"A ja będę musiał wydać instrukcje, żeby żaden taki list do niej nie dotarł" - postanowił Darcy, zaciskając szczęki. Nigdy, nikomu nie pozwalał ingerować w naukę Georgiany albo jej spokój, jeśli ten ktoś nie wzbudzał w nim najwyższego szacunku. Nieustające rady lady Catherine zawsze traktował rozsądnie, i poza zagadnieniami związanymi z etykietą, zazwyczaj uznawał za pożądane. W przeszłości, składał je na karb być może braku zajęcia, nadmiernego przywiązania do protokołu rodzinnego. Ale słowa, które padały ostatnio z ust jej duchownego rzecznika, czy dziś z jej własnych ust, podczas trwania tej wizyty zasygnalizowały Darcy'emu, że ona ma zamiar wtrącać się w jego życie w bardziej bezpośredni sposób. A na to oczywiście nie mógł pozwolić.

Maryann - Śro 30 Maj, 2007 09:18

Rozczarowany... zirytowany... zazdrosny... Jeszcze trochę, a ofuknie kochaną cioteczkę...
Gitka - Śro 30 Maj, 2007 10:09

Wreszcie Darcy taki jakiego kocham. Widzę go jak patrzy na ciotkę t a k i m wzrokiem...
Bravo!

Ania1956 - Śro 30 Maj, 2007 10:27

Alison napisał/a:
A ja będę musiał wydać instrukcje, żeby żaden taki list do niej nie dotarł" - postanowił Darcy,


Braterska cenzura? Faktycznie dba o siostrę ponad miarę. Chociaż ja chyba też nie chciałabym dostawać pouczajacych listów od tak rozkosznej cioteczki. :grin:

Maryann - Śro 30 Maj, 2007 11:58

Gitka napisał/a:
Wreszcie Darcy taki jakiego kocham. Widzę go jak patrzy na ciotkę t a k i m wzrokiem...

I z taką miną ? :wink:


Gitka - Śro 30 Maj, 2007 12:46

Tak, tak, to jest ta minka, ledwo skrywana irytacja i stanowczość.
Uwielbiam go takiego :serce2:

Alison - Śro 30 Maj, 2007 15:24

Gitka napisał/a:
Tak, tak, to jest ta minka, ledwo skrywana irytacja i stanowczość.
Uwielbiam go takiego :serce2:


Tak! On tu bosko te oczy wywraca jak słyszy głos cioteczki!

Maryann - Śro 30 Maj, 2007 15:47

Szkoda tylko, że tego wywracania oczkami na zdjęciu nie widać... :wink:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group