To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Duma i uprzedzenie (1995)

Dione - Czw 28 Sie, 2008 19:58

Z tym zakłopotaniem Darcy'ego to jest tak: przyjechał do siebie. Zmęczony, głodny, zakurzony (konno się człowiek zawsze ubrudzi), pewnie też obolały po długiej jeździe. Jest zawiadomiony o zwiedzających, więc cichaczem chce przemknąć do domu i schronić się we własnym pokoju. Odpocząć, zjeść itp. No jak to po podróży. I nagle, niespodziewanie staje oko w oko z kobietą, którą kocha szalenie Ale która nie tylko jego nie kocha, to jeszcze wręcz nienawidzi. Przynajmniej tak może sądzić po ostatnim spotkaniu, gdy dała mu kosza. No więc tak, jest u siebie, ale osoba którą spotyka wolałaby go nie spotkać i on o tym wie. On przez kilka miesięcy marzył o niej, pragnął ją zobaczyć, choć zarazem usilnie starał się zapomnieć. I nagle ona jest. I co on ma zrobić? Udawać, że jej nie zauważył? Uciec? Podejść i porozmawiać? Przywitać sie? Czy jej obecność oznacza, ze znowu pojawi się w jego życiu? A jeśli tak, to czy on ma się z tego cieszyć, czy nie? Czy ona znowu go zrani (już raz to zrobiła, choć zupełnie nieświadomie)? Jego zakłopotanie wynika tu z takiego natłoku uczuć, wrażeń, pragnień, tęsknot itp., że Darcy tak właściwie to nie wie co mówi, co robi. U Lizzy zakłopotanie podczas tego spotkania wynikało z pewnego zawstydzenia. Pojawiła się gdzieś, gdzie po wydarzeniach z Rosings nie powinna być, tak przynajmniej to odbierała. A u Darcy'ego zakłopotanie wynikało z emocji i zaskoczenia na jej widok. Po części widać to w scenie z koszulą. Darcy z szoku ledwie jest w stanie mówić, a już wypowiada się nie do końca sensownie. W zamyśle twórców mokra koszula miała dopełnić jego totalnego zgłupienia w tym momencie. Ale jak to Darcy wystarczyło mu przez chwilę zebrać myśli (gdy się ubierał) i już mógł ze zdecydowaniem i prawie spokojem ruszyć na spotkanie przeznaczenia (czyli cudnych oczu Elizabeth).
Alicja - Czw 28 Sie, 2008 20:04

jak my go wszystkie dobrze rozumiemy i bronimy :mrgreen: ale tak sobie myślę kogo my tu kochamy - Darcego czy Firtha? :wink:
Gosia - Czw 28 Sie, 2008 20:05

Mokra koszula to był z pewnością trick Daviesa ;) ktorym trafil w dziesiatke ;)
Ale i przy okazji bylo to na pewno sensowne wytlumaczenie całej sytuacji - czemu Darcy odszedl (bo byl nieformalnie ubrany, a wiec zmieszany), a potem wrocil (juz opanowany i ubrany).
Dwie pieczenie przy jednym ogniu - autorstwa Daviesa :mrgreen:

Dione - Czw 28 Sie, 2008 20:15

Ja zawsze Darsika... a Colina tylko gdy nagle się uśmiechnie, bo wtedy to mi się gęba sama śmieje :mrgreen:
Anonymous - Czw 28 Sie, 2008 22:09

ja mam jak Dione... colin to w zasadzie do Clooneya jest podobny :D
Alicja - Pią 29 Sie, 2008 08:59

chociaż porównując życie prywatne, to nie aż tak bardzo :wink:

nie tylko zaskoczenie ze spotkania kobiety ze snów, które nie dają spokoju , ale i ubranie spowodowało, że znalażl odpowiednie słowa i chciał gości ugościć. Halsztuk ciasno zawiązany wyprostował mu kręgosłup?

damamama - Pią 29 Sie, 2008 14:37

Cytat:
jak my go wszystkie dobrze rozumiemy i bronimy :mrgreen: ale tak sobie myślę kogo my tu kochamy - Darcego czy Firtha?

Uważając Firtha za jedynego i niepowtarzalnego Darcy'ego to chyba obojętnie. :mrgreen:
W trakcie drugich oświadczyn stwierdził, iż pod wpływem jej krytyki się zmienił. Zapewne myślał, że nie będzie miał okazji jej tego pokazać a tu proszę, spotyka ją u siebie. Do tego dochodzi to co napisała Dione.

Copycat - Pią 29 Sie, 2008 14:37

Alicja napisał/a:
może nie tak dosłownie pomyślał, ze Lizzy na niego leci, jak ją zastał, ale z pewnością szok ze spotkania z kobietą , której z pewnością nie oczekiwał ( i ten nieformalny strój) był.


Wiem, że on jako 19wieczny gentleman na pewno opisałby to bardziej subtelnie :]

Cytat:
i właśnie za tę mimikę jego twarzy i spojrzenie go uwielbiam, bardziej niż Mateuszka, który dla mnie ma wzrok raczej biednego spaniela niż dumnego mężczyzny


Żadnego innego bohatera Austen (czy w ogóle jakiegokolwiek) nie utożsamiam tak bardzo z aktorem. Dziwnie, bo to książkę czytałam najpierw. Jak oglądam serial to już nawet nie myślę, że to Colin, który gra Darciego. To po prostu Pan Darcy. Nie widzę Colina, widzę Pana Darcy. Z kolei w innych rolach to jest Colin, który kiedyś grał Pana Darcy, który teraz gra kogoś tam. Taki pryzmat mi się robi, lol. Nie jest to na szczęście szkodliwe, więc już nawet nie próbuje sobie tego wybijać z głowy. Z całym szacunkiem dla McFaydena, bo lubię go w innych rolach, jego Darcy jest dla mnie kompletnie nieinteresujący i niepociągający. Wole już L. Olivier'a.

Cytat:
książka jest pisana z punktu widzenia kobiety :mrgreen: a reżyserem i scenarzystą filmu są mężczyźni :mrgreen:


Pozazdrościli, to jasne :]



Dione napisał/a:
W zamyśle twórców mokra koszula miała dopełnić jego totalnego zgłupienia w tym momencie. Ale jak to Darcy wystarczyło mu przez chwilę zebrać myśli (gdy się ubierał) i już mógł ze zdecydowaniem i prawie spokojem ruszyć na spotkanie przeznaczenia (czyli cudnych oczu Elizabeth).


Tak, dlatego dla mnie scena z koszulą znajduje swoje uzasadnienie.


Alicja napisał/a:
jak my go wszystkie dobrze rozumiemy i bronimy :mrgreen: ale tak sobie myślę kogo my tu kochamy - Darcego czy Firtha? :wink:

A po co ich rozdzielać? Chyba im się dobrze razem egzystuje w damskiej świadomości:]


Alicja napisał/a:


nie tylko zaskoczenie ze spotkania kobiety ze snów, które nie dają spokoju , ale i ubranie spowodowało, że znalażl odpowiednie słowa i chciał gości ugościć. Halsztuk ciasno zawiązany wyprostował mu kręgosłup?


To była ostatnia szansa. Albo ją do siebie przekona w kilka minut albo mizeria. Każdy by się postarał.

Anonymous - Pią 29 Sie, 2008 18:12

damamama napisał/a:

W trakcie drugich oświadczyn stwierdził, iż pod wpływem jej krytyki się zmienił. Zapewne myślał, że nie będzie miał okazji jej tego pokazać a tu proszę, spotyka ją u siebie.


Na ten temat tez byla kiedys goraca dyskusja. no bo czy to Darcy sie zmienił, czy tez jedynie sposob interpretacji jego zachowania przez Lizzy? Ja sie sklaniam ku temu drugiemu. Nie zauwazylam w nim wiekszych zmian, ewolucji. To w Lizzy nastopila diametralna zmiana. To co wczesniej bylo wada, nagle stalo sie zaleta...

nicol81 - Pią 29 Sie, 2008 19:05

Copycat napisał/a:
Oni go tak, w tej scenie z koszulą, momentalnie odarli z całej dumy. Po prostu zero Darciego w Darcym.

Właśnie- zero. Tylko go ośmieszyli... :(
Alicja napisał/a:
Zaskoczenie nie pozwala Darcemu pokazać się " z jakiejś strony" dobrej lub złej ani zachować dumy.

W ksiązce i pozostałych ekranizacjach zaskoczenie mu w tym nie przeszkadzało... :?
Dione napisał/a:
W zamyśle twórców mokra koszula miała dopełnić jego totalnego zgłupienia w tym momencie.

Ona nie dopełniła, tylko zmienila jego sens...
Alicja napisał/a:
kogo my tu kochamy - Darcego czy Firtha?

Ja kocham Darciego- jedynego słusznego czyli książkowego. Wszelkie wcielenia są wtórne.
AineNiRigani napisał/a:
no bo czy to Darcy sie zmienił, czy tez jedynie sposob interpretacji jego zachowania przez Lizzy? Ja sie sklaniam ku temu drugiemu. Nie zauwazylam w nim wiekszych zmian, ewolucji. To w Lizzy nastopila diametralna zmiana. To co wczesniej bylo wada, nagle stalo sie zaleta...

Myślę, że choć też się skłaniam ku drugiemu, to Darcy też nieco się zmienił- nie w głębi, a w zachowaniu. Stał się uprzejmiejszy i bardziej tolerancyjny.

Serenissima - Sob 30 Sie, 2008 01:26

damamama napisał/a:
Gdyby Darcy zatańczył z Lizzy na pierwszym balu to książka skończyłaby nam się w połowie. :mrgreen: albo i nie. Może jednak ciekawiej gonić króliczka. :mrgreen:


Myślę, że skończyłaby się dużo wcześniej. :) Gdyby lepiej poznali się wcześniej, nie sądzę, żeby Lizzy tak łatwo uwierzyła w kłamstwa Wickhama i jak sama mowi, gdyby on nie uraził jej próżności, ona zniosłaby jego dumę:) Ale o ileż by było mniej ciekawie? :D

Ja też sądzę, że się zmienił. To co, jeszcze podczas pierwszych oświadczyn było dla niego wielkim problemem - np. kupiec i małomiasteczkowy adwokat w rodzinie, później stało się nieistotne, bo starał się ich oceniać ze względu na to jakimi są ludźmi, a nie czym się zajmują.

Anonymous - Sob 30 Sie, 2008 10:06

a jak książka by się skończyła gdyby Lizzie była wyszłą za pastora :mrgreen:
Alicja - Sob 30 Sie, 2008 10:29

:thud: :shock: :rotfl: mógłyby skończyć z twarzą w jajkach na talerzu, Lizzy długo by nie wytrzymała

Copycat - z Colin - Darcym jako aktorem mam dokłądnie to samo co ty. Dlatego trudności w odbiorze innej wwrsji DiU, a także oglądaniu filmów współczesnych, w których gra Darcy. Chociaż każdy film, nawet gniot z nim , potrafię usprawiedliwić, bo on tam jest

co do jego zmiany czy sposobu odbioru przez Lizzy - skłaniam się ku temu co pisze Aine. Raczej niewiele się zmienił, może troszeczkę w stosunku do Lizzy jest bardziej otwarty, ale większość zmian zaszła w Elizabeth i jej podejściu oraz sposobie myślenia o Darcym

aneby - Sob 30 Sie, 2008 10:36

W "Dziewczynie z perłą" wyglądał dość ciekawie....
Anonymous - Sob 30 Sie, 2008 10:43

Już długo mnie nurtuje ten problem, czy Lizzie mogła wyjść za pastora, czy istniał choćby cień szansy...
Alicja - Sob 30 Sie, 2008 11:33

tylko w desperacji,żeby ratować rodzinę
Anonymous - Sob 30 Sie, 2008 11:51

No tak tutaj desperacji nie było. Ba były widoki na świetne zamążpójście Jane. :mysle:
Alicja - Sob 30 Sie, 2008 14:31

a jeszcze gdyby to miał być Mr Collins z wersji DiU 95 :paddotylu:
Anonymous - Sob 30 Sie, 2008 14:38

a fuj! Starszne to. Chociaż Matecznik lubi collinsa, ale raczej bardziej w komiczny sposób :D
Alicja - Sob 30 Sie, 2008 14:53

z tej strony też go lubię, jest prawie tak dobry jak Mrs. Bennet ze swoimi spazmami i przebiegłością oraz upartością w dążeniu do celu
Anonymous - Sob 30 Sie, 2008 15:38

Pastor ma świetne miny. Matecznik podziwa kunszt aktorski. hja jednak obstaję przy swoim, że jest on obleśny
nicol81 - Sob 30 Sie, 2008 17:55

lady_kasiek napisał/a:
Już długo mnie nurtuje ten problem, czy Lizzie mogła wyjść za pastora, czy istniał choćby cień szansy...

Kiedyś czytałam fankwika na ten temat...

Tamara - Sob 30 Sie, 2008 18:29

lady_kasiek napisał/a:
Już długo mnie nurtuje ten problem, czy Lizzie mogła wyjść za pastora, czy istniał choćby cień szansy...

Jakby ją zmusić siłą to może by wyszła , ale pozostałoby chyba non consummatum :ops1: . I trudno wymyślić , kto mógłby ją zmusić :mrgreen:

nicol81 - Sob 30 Sie, 2008 21:28

W tym fankwiku, co czytałam, to Lizzy wyszła za Collinsa, by uchronić przed tym Jane- tam Bingley nie pojawił się w Netherfield, a Darcy dopiero w Hunsford. I było consumatum, ale :rumieniec: bez zachwytów Lizzy...
Anonymous - Sob 30 Sie, 2008 22:10

powiedz proszę, że było po polsku. Albo w jakimś ludzkim języku :D


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group