To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - Duma i uprzedzenie

Caitriona - Śro 07 Kwi, 2010 12:14

BeeMer, czekamy na wrażenia! ;)

Spinka, dzięki! :D

Tamara - Śro 07 Kwi, 2010 12:16

spin_girl napisał/a:
Problem pana Benneta polegał jednak na tym, że miał 5 córek i 0 synów, oraz na tym, że jego posiadłość była obłożona tak zwanym entailem (nie wiem, jak to się po polsku nazywa) czyli dziedziczona mogła być wyłacznie w linii męskiej. W związku z tym jego córki miały zaledwie po 1000 funtów posagu i na nic więcej nie mogły liczyć, a wraz ze śmiercią pana Benneta miały stracić dach nad głową, bo majątek przypadał panu Collinsowi.

Spin , to majorat , w książce jest wyraźnie napisane . U nas była to ordynacja - majątek dziedziczony wyłącznie w całości przez najbliższego żyjącego krewnego-potomka płci męskiej czyli syna , w razie jego braku siostrzeńca , bratanka , wnuka , młodszego brata itp .

spin_girl - Śro 07 Kwi, 2010 12:32

Tamara napisał/a:
Spin , to majorat , w książce jest wyraźnie napisane

najpierw trzeba mieć polską wersję książki...
Ale dzięki za słowo, brakowało mi polskiego określenia :kwiatek:
Augusta Hawking miała 10.000 funtów posagu, Emma miała 30.000, dlatego pan Elton najpierw do niej startował :mrgreen:
Podpierając się swoją magisterką znowu, wyjaśnie jeszcze jaki wpływ miało wiano na sytuację małżeńską:
"Edward Copeland points out that although the dowries of Austen heiresses were mentioned in lump sums, they were understood by her contemporaries as yearly incomes through multiplying the big amount by five per cent from investment in the government funds. According to this equation Miss Bingley’s yearly income from her fortune of twenty thousand pounds is one thousand pound a year, and Miss King with her ten thousand pounds would have five hundred pounds a year. (134). This kind of money was enough to provide a decent income, even without the addition of the husband’s fortune and this is the reason why heiresses were sought after by penniless young men, who tried to use the power of their personal charm, as well as any degree of persuasion, to convince them to place their hearts and dowries in their hands."

Trzykrotka - Śro 07 Kwi, 2010 12:34

A, 10 tysięcy :kwiatek: Dzięki. To i tak dużo, jak na żonę wiejskiego duchownego. Pan Elton musiał mieć dużo uroku :wink:
spin_girl - Śro 07 Kwi, 2010 12:36

Trzykrotka napisał/a:
Pan Elton musiał mieć dużo uroku

w książce jest wspomniane, że bazował na swojej urodzie i właśnie uroku, chociaż Emmę denerwowała jego wylewność.

spin_girl - Śro 07 Kwi, 2010 12:37

Przekleję jeszcze kawałek o panu Eltonie:

"

Another young man engaged in “chasing the heiresses”, though in a much more subtle and gentleman-like way is Mr. Elton from Emma. Elton is a clergyman in Highbury which means that he already has a career and a house, plus “he was known to have some independent property” (E, 740). However, it appears not to be enough for him. Based on the same advantages as in Wickham and Willoughby’s case – physical attractiveness and smoothness of manners, “a very pretty young man” (E, 728), Mr. Elton, plans to improve his situation by marrying well. He aims as high as he can in Highbury – he tries to secure the hand of the richest single woman in the neighbourhood – Emma Woodhouse. Emma’s dowry is thirty thousand pounds, and that means at least a thousand and a half pounds a year. Elton engages in something that he sees as a very successful flirtation with Emma, totally unaware of Emma’s plans to fix him up with her friend Harriet Smith. In a way Elton and Emma think alike – for Emma Mr. Elton is nowhere near as rich and well-connected to even for a moment consider him a suitable husband for herself, and this makes her blind to his endeavours to flirt with her, and for Mr. Elton Harriet Smith’s status of an illegitimate child and no dowry worth mentioning, puts her so decidedly outside his circle of interest that he doesn’t notice Emma’s attempts to unite them, and, during his unfortunate proposal to Emma, speaks bluntly:

Every body has their level: but as for myself, I am not, I think, quite so much at a loss. I need not so totally despair of an equal alliance, as to be addressing myself to Miss Smith! (E, 798).

This exclamation opens both Emma’s and reader’s eyes to Mr. Elton’s true character and the way he perceives marriage. This provokes her to make a statement about his attitude and plans:

He only wanted to aggrandize and enrich himself; and if Miss Woodhouse of Hartfield, the heiress of thirty thousand pounds, were not quite easily obtained as he had fancied, he would soon try for Miss Somebody else with twenty or with ten. (E, 799).

Emma, for once, is entirely right in her opinion. Mr. Elton wastes no time, and right after Emma’s rejection he goes to Bath, where he uses his charms to secure a hand of Miss Augusta Hawking with a dowry of ten thousand pounds. Miss Hawking has only one-third of Emma’s fortune, and her family connections are infinitely worse, but it is her horrible character, her impudence and her total lack of manners that provide the best proof that in marriage Mr. Elton did not look for a partner and companion, someone to love, respect and cherish, but only a substantial addition to his yearly income. For the rest of the novel he puts on a brave face and pretends to be very much in love with his wife, but one can only imagine how much of this so eagerly displayed affection is genuine, and how much is the gratitude for the things her money enabled him to buy."

BeeMeR - Śro 07 Kwi, 2010 12:43

Powiem tak, czyta mi się bardzo ładnie, szybciutko, tylko warunki ostatnio coraz mniej sprzyjające czytelnictwu, u nas sporo pól uprawnych, a mało pastwisk ;)

Ad rem: nie da się ukryć, że dobre kilka razy widziałam serial 1995 i czytając, chcąc nie chcąc mam przed oczyma sceny z serialu, i tak mnie zadziwia jak pięknie zostały zbudowane z krótkiej, ironicznej wzmianki, że np. Darcy to, a Bingley tamto :oklaski:
Będę niewątpliwie czytać dalej :mrgreen:

nicol81 - Pią 16 Kwi, 2010 22:55

Cytat:
Poproszona o ustosunkowanie się do "nieróbstwa" Lizzy na tle Margaret spieszę z odpowiedzią.
Zabawa polega na tym, że obie panny dzieli ok 50 lat. Gdybyśmy popatrzyły na życie kobiet 50 lat temu i obecnie, też dostrzegłybyśmy duże zmiany, prawda?

Jeśli chodzi o ścisłość, to porównywałam Lizzy z innymi bohaterkami JA- temat pojawił się w kontekście Margaret, więc wówczas się odezwałam.

Cytat:
Była kucharka, podkuchenne, pokojówka itp. itd. w związku z czym panienki absolutnie nie musiały zajmować się robotami w domu.
Ona była "lady of leisure" czyli nie wolno jej było pracować, miała za to malować, grać na pianinie i chodzić na bale. Do jej obowiązków na pewno należało od czasu do czasu zaniesienie koszyczka jakiejś okolicznej biednej rodzinie (co akurat nie było opisane w powieści, ale na pewno to robiła), poza tym, jak wszystkie inne kobiety z jej klasy, miała swoją nieodłączną robótkę, która na ogół polegała właśnie na szyciu odzieży dla biednych (o ile dobrze pamiętam coś takiego wspomina nawet pani Bennet gdzieś w książce, żeby jej przynieść robótkę dla biednych). Poza tym z Longbourn, jako z majątku, na pewno wypływały do okolicznych ubogich rodzin jakieś dary, głównie jedzenie.

Po pierwsze- nie wymyślajmy, że "na pewno" coś robiła, skoro się o tym nie wspomina.
Po drugie- wspominając o jej braku zajęć nie miałam na myśli prac kucharki czy podkuchennej, a zajęcia stosowne dla młodej panny. Rozwijanie akompliszmentów (jak Anna, Emma czy Dashwoodówny), rozwijająca lektura (Anny czy Fanny) albo też wdrażanie się do bycia panią domu (Emma, Anna). Lizzy spaceruje i prowadzi życie towarzyskie...

Cytat:
Podejrzewam, że ucząc wiele nie zarabiał, więc powiedzmy, że miał w sumie 200. To jest dziesięć razy mniej niż 2000 pana Benneta

Sama mówiłaś, że 50 lat minęło- i wartość pieniądza też się zmieniła. Ciotka Dawida Copperfielda miała siedem tysięcy i była bogatą kobietą. Panie Dashwood miały 500
i mieszkały w wiejskim domku po promocyjnej cenie od rodziny.

Cytat:
a rachunek jest prosty - im więcej pieniędzy tym mniej pracy.

To jest oczywista nieprawda. Ludzie posiadający majątek mają znaczne obowiązki z nim związane. Darcy jako pan na Pemberley miał znacznie więcej pracy niż Bingley żyjący z kapitału. Emma jako pani domu miała więcej obowiązków niż ubogie Dashwoodówny.

Tamara - Pią 16 Kwi, 2010 23:28

Emma jako pani domu zatrudniała gospodynię , która większość roboty za nią odwalała . Ona tylko wydawała dyspozycje . Inaczej raczej nie miałaby czasu na rysowanie pięknego portretu Harriet , rozmówek z tą-że oraz układanie kolejnych list lektur :-P
Skoro Bennettowie żyjący na skromniejszej stopie mieli gospodynię i sztab służby , tym bardziej miała bogatsza od nich Emma :roll:

spin_girl - Sob 17 Kwi, 2010 09:43

nicol - ja się nie odnosiłam do Twojego postu tylko to postu Kaziki z wątku "N&S wspólna lektura".
W swoim poście opieram się na badaniach, które przeprowadziłam zanim napisałam swoją pracę magistrerską na temat istoty pieniędzy w powieściach J.A., przytaczam cytaty np. z książki Edwarda Copelanda - to nie są rzeczy, które sobie wymyśliłam na poczekaniu!

nicol81 napisał/a:
Po pierwsze- nie wymyślajmy, że "na pewno" coś robiła, skoro się o tym nie wspomina.

nie wymyślam, tylko pewne rzeczy się rozumiały same przez się. Nie jest nigdzie napisane, że się myła, czyli chodziła bruda? Są pewne wymogi odpowiednie do płci, wieku oraz stanowiska społecznego, obowiązki narzucone przes społeczeństwo. Gdyby Lizzy ich nie wykonywała byłaby oplotkowana od góry do dołu przez wszystkich.
nicol81 napisał/a:
Rozwijanie akompliszmentów (jak Anna, Emma czy Dashwoodówny), rozwijająca lektura (Anny czy Fanny) albo też wdrażanie się do bycia panią domu (Emma, Anna). Lizzy spaceruje i prowadzi życie towarzyskie...

i, na przykład, czyta w domu Bingleya, kiedy Jane jest chora...potrafi też grać na fortepianie...czy to nie są acomplishments?
A obowiązki pani domu, to przede wszystkim wydawanie poleceń kucharce i służbe, to już dawno miała opanowane.
nicol81 napisał/a:
Sama mówiłaś, że 50 lat minęło- i wartość pieniądza też się zmieniła.

nie aż tak. W "Dumie i uprzedzeniu" pan Darcy ma 10.000 funtów rocznie i jest uważany za niezwykle bogatego człowieka, w "Jane Eyre" pisanej mniej więcej w tym samym okresie co N&S, pan Rochester ma 20.000 funtów rocznie i prowadzi życie na jeszcze wyższym poziomie niż Darcy. Jane Eyre po odziedziczeniu i podzieleniu pieniędzy wujka ma 5.000 i jest uważana za zamożną, więc wartość pieniądza była mniej więcej taka sama.
nicol81 napisał/a:
To jest oczywista nieprawda. Ludzie posiadający majątek mają znaczne obowiązki z nim związane. Darcy jako pan na Pemberley miał znacznie więcej pracy niż Bingley żyjący z kapitału. Emma jako pani domu miała więcej obowiązków niż ubogie Dashwoodówny.

Nie "ludzie" tylko mężczyźni. Panna Bingley czy Georgiana Darcy nie miały prawie żadnych obowiązków, oprócz podejmowania gości. Emma skakała głównie wokół tatusia, a Dashwoodówny właśnie miały mnóstwo roboty, ponieważ miały tylko dwoje służących.

BeeMeR - Sob 17 Kwi, 2010 10:55

spin_girl napisał/a:
Dashwoodówny właśnie miały mnóstwo roboty, ponieważ miały tylko dwoje służących.
w mojej wersji miały troje służących, dwie kobiety i mężczyznę - ale to nie zmienia faktu, że było ubogo.
Admete - Sob 17 Kwi, 2010 14:32

Oglądałam niedawno taki dokument angielski, w którym naśladowano życie we dworze epoki edwardiańskiej, a więc dużo później niż czasy JA czu nawet Gaskell. Ile służba tam miała roboty - masakra.
Trzykrotka - Sob 17 Kwi, 2010 18:56

Czytałam niedawno, jak wyglądało pranie - nic, tylko pranie - w XiX wieku. Olaboga... batalia wojskowa. Nic dziwnego, że przekładali kołnierzyki na druga stronę, kiedy się brudziły, a potem tylko je dawali do prania, nie całe koszule. Czasy sprzed detergentów, chemii gospodarczej, lodówek, szybkiego transportu zapewniającego w miarę świeże jedzenie... To wymagało ciężkiej harówki sztabu ludzi i nieustannych zabiegów. Po to była ta służba - trzy sztuki, w tym jeden mężczyzna do ciężkich robót, to na cztery obsługiwane osoby, to bardzo mało.
spin_girl - Sob 17 Kwi, 2010 19:03

Stąd właśnie moje równanie więcej pieniędzy = mniej pracy. Im więcej pieniędzy się miało tym więcej służby można było zatrudnić. Prowadzenie domu w XIX wieku to była katorga: trwające całymi dniami pranie, krochmalenie, prasowanie upiornie ciężkimi żelazkami na węgiel, gotowanie zawsze od podstaw, bez pólproduktów bez mikserów i mikrofalówek, bez elektrycznych płyt kuchennych i piekarników z termoobiegiem. Mycie podłóg odbywało się na kolanach, przy użyciu piasku i szczotki ryżowej. W dodatku domy były zdecydowanie większe niż obecnie. Pozostawały jeszcze roboty sezonowe, typu przesypywanie pierza czy robienie przetworów. Gospodarstwo domowe to była niewolnicza praca od świtu po noc. Nawet zagotowanie głupiej herbaty wymagało czasu i wysiłku.
Już nie mówiąc o czyszczeniu pańskich nocników :obrzydzenie:

nicol81 - Sob 17 Kwi, 2010 19:19

Cytat:
Emma jako pani domu zatrudniała gospodynię , która większość roboty za nią odwalała . Ona tylko wydawała dyspozycje . Inaczej raczej nie miałaby czasu na rysowanie pięknego portretu Harriet , rozmówek z tą-że oraz układanie kolejnych list lektur
Skoro Bennettowie żyjący na skromniejszej stopie mieli gospodynię i sztab służby , tym bardziej miała bogatsza od nich Emma

Oczywiście, miała gospodynię- nawet Pricowie mieli. Ale wydawanie dyspozycji to nie takie "tylko"- trzeba wiedzieć, co, komu i kiedy zlecić.

BeeMeR napisał/a:
w mojej wersji miały troje służących, dwie kobiety i mężczyznę - ale to nie zmienia faktu, że było ubogo

Tak, troje mieli- ekranizacje wrednie wycinają jedną służącą.
Przy tak małej liczbie służby Dashwoodówny musiały dużo robić "przy sobie", ale nie miały obowiązków związanych z zarządzaniem posiadłością.
spin_girl napisał/a:
Jane Eyre po odziedziczeniu i podzieleniu pieniędzy wujka ma 5.000 i jest uważana za zamożną, więc wartość pieniądza była mniej więcej taka sama.

Ale za czasów Austen 5000 tysięcy to nie było tak dużo- 250 rocznie...
spin_girl napisał/a:
Są pewne wymogi odpowiednie do płci, wieku oraz stanowiska społecznego, obowiązki narzucone przes społeczeństwo. Gdyby Lizzy ich nie wykonywała byłaby oplotkowana od góry do dołu przez wszystkich.

Bennetowie nie mieli guwernantki, nie jeździli na zimę do miasta, a młode wszystkie pięć bywało- co nie było zgodne z obecnymi wymogami.
spin_girl napisał/a:
i, na przykład, czyta w domu Bingleya, kiedy Jane jest chora...potrafi też grać na fortepianie...czy to nie są acomplishments?

Czyta raz...Gra trochę i sama mówi, że nie ćwiczyła dużo. Przy innych bohaterkach to mało.

Anonymous - Sob 17 Kwi, 2010 19:35

W "Przeminęło z wiatrem" jest fragment o pracy którą trzeba włożyć w prowadzenie domu nawet przy zastępach niewolników

Cytat:
Żywe, niebieskie oczy O’Hary dostrzegły, jak doskonale są prowadzone domy
sąsiadów i z jaką swobodą rządzą służbą gładko przyczesane damy w szeleszczących
sukniach. Nie miał pojęcia o nie kończącej się nigdy pracy tych kobiet, obarczonych na całeżycie nadzorem nad sprawami kuchni, wychowania dzieci, szycia czy prania.

i dalej
Cytat:
Od chwili gdy Ellen przyjechała do Tary posiadłość zmieniła się nie do poznania.
Mimo że Ellen miała zaledwie piętnaście lat, była dojrzała do obowiązków dziedziczki. Przed małżeństwem młode dziewczęta musiały być przede wszystkim słodkie, łagodne, piękne i strojne, po ślubie jednak wymagano od nich umiejętności prowadzenia gospodarstwa dla przeszło stu osób, białych i czarnych, i wychowywano je z myślą o tym.

Tamara - Sob 17 Kwi, 2010 21:12

spin_girl napisał/a:
Stąd właśnie moje równanie więcej pieniędzy = mniej pracy. Im więcej pieniędzy się miało tym więcej służby można było zatrudnić. Prowadzenie domu w XIX wieku to była katorga: trwające całymi dniami pranie, krochmalenie, prasowanie upiornie ciężkimi żelazkami na węgiel, gotowanie zawsze od podstaw, bez pólproduktów bez mikserów i mikrofalówek, bez elektrycznych płyt kuchennych i piekarników z termoobiegiem. Mycie podłóg odbywało się na kolanach, przy użyciu piasku i szczotki ryżowej. W dodatku domy były zdecydowanie większe niż obecnie. Pozostawały jeszcze roboty sezonowe, typu przesypywanie pierza czy robienie przetworów. Gospodarstwo domowe to była niewolnicza praca od świtu po noc. Nawet zagotowanie głupiej herbaty wymagało czasu i wysiłku.
Już nie mówiąc o czyszczeniu pańskich nocników :obrzydzenie:

Nie pamiętam już gdzie , ale kiedyś wklejałam całe przepisy prania , krochmalenia , czyszczenia itp. z drugiej połowy XIXw - czy nie w wątku poświęconym XIX wiekowi - pranie było operacją trwającą co najmniej dwa dni :roll:

A z Anglii jednak niewolników nie było , więc i roboty było jakby mniej :wink:

Anonymous - Sob 17 Kwi, 2010 21:15

Tamara napisał/a:
e pamiętam już gdzie , ale kiedyś wklejałam całe przepisy prania , krochmalenia , czyszczenia itp. z drugiej połowy XIXw

albo w wątku o dziewictwie Johna gdy była licytacja kto będzie zapewniał opierunek... :mysle:
Tamara napisał/a:
A z Anglii jednak niewolników nie było , więc i roboty było jakby mniej

i rąk do pracy jakby mniej... i z brakiem służby nie było problemu wiec problem Margaret i Dixon w znalezieniu służki był jakgdyby niebyły

Tamara - Sob 17 Kwi, 2010 21:24

No bo one fanaberie miały , znaczy Dixon chyba głównie , że ta taka a ta owaka :foch2:
Trzykrotka - Sob 17 Kwi, 2010 21:34

Podobno mężczyźni uciekali z domów, kiedy panie zapowiadały pranie :wink: . Poczytałabym o tym, Tamaro, przypomnisz sobie, gdzie pisałaś? :kwiatek:
Anonymous - Sob 17 Kwi, 2010 21:37

Trzykrotka napisał/a:
Podobno mężczyźni uciekali z domów, kiedy panie zapowiadały pranie

hm.... w sumie u mnie dalej są naleciałości tego... :mysle: ewentualnie Tata czasami robi pranie.... powinnyście to zobaczyć, pal licho pranie, ale wieszanie..... wyciąga takie kłębiste.... i buch! na sznur.... trzeba chodzić za nim i rozwieszać....

milenaj - Sob 17 Kwi, 2010 21:43

lady_kasiek napisał/a:
ale wieszanie..... wyciąga takie kłębiste.... i buch! na sznur...


Wstyd, ale ja robię tak samo...

trifle - Sob 17 Kwi, 2010 22:00

No jak? Dobre powieszenie to połowa sukcesu ;) Elegancko się powiesi - nie trzeba prasować, jaka to oszczędność czasu i energii..
BeeMeR - Sob 17 Kwi, 2010 22:07

Ja pamiętam ten tekst o praniu - samo czytanie męczyło, a co dopiero wykonywanie tych wszystkich czynności :paddotylu: - w dodatku teraz to nawet byłby problem ze zdobyciem wszystkich specyfików, tam jakieś cuda były :mysle:
Tamara - Sob 17 Kwi, 2010 22:32

Trzykrotka napisał/a:
Podobno mężczyźni uciekali z domów, kiedy panie zapowiadały pranie :wink: . Poczytałabym o tym, Tamaro, przypomnisz sobie, gdzie pisałaś? :kwiatek:

Tutaj i na następnych stronach stronach http://forum.northandsouth.info/914,2550.htm



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group