To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Duma i uprzedzenie (1995)

aneby - Wto 26 Sie, 2008 14:05

Przymusu nie ma, ale operacja byłaby wskazana, bo później może być gorzej (tzn jakiś niedowład ręki lub nogi) i wtedy operacja już tego nie cofnie. Zapisałam męża jeszcze do innego lekarza. Zobaczymy.... :(
Na razie odmóżdżam się na forum :wink:

Alicja - Wto 26 Sie, 2008 15:29

powodzenia :-)
aneby - Wto 26 Sie, 2008 23:21

Dzięki Alicjo :mrgreen:
A trzymając się tematu, czy mi się wydaje, czy Lizzie B. była jednak materialistką? :mysle: Jak zobaczyła wspaniałą posiadłość to od razu spojrzała na Darcy'ego łaskawszym okiem.

Alicja - Śro 27 Sie, 2008 08:11

oj troszkę chyba była :-)
nicol81 - Śro 27 Sie, 2008 09:31

Ja tego nie widziałam jako materializm, a jako podziw dla piękna posiadłości.
Copycat - Śro 27 Sie, 2008 09:39

Niby powiedziała to pół żartem pół serio, ale jakaś część prawdy w tym pewnie była. Myślę, że nabrała do Darciego trochę szacunku po zobaczeniu posiadłości. Ale to tylko moje zdanie i zgadzam się, że każda kobieta jest trochę materialistką.
damamama - Śro 27 Sie, 2008 14:15

Trochę żałowała, że mu odmówiła, bo przecież mogła być panią tego wszystkiego. Jednak otrząsnęła się gdy tylko uświadomiła sobie, że nie mogłaby zapraszać kogo by chciała.
Alicja - Śro 27 Sie, 2008 14:26

damamama napisał/a:
Trochę żałowała, że mu odmówiła


ach ta duma i uprzedzenie w stosunku do kogoś :-D

damamama - Śro 27 Sie, 2008 14:31

Wydaje się, że na tym etapie to po prostu brak uczucia z jej strony.
Alicja - Śro 27 Sie, 2008 14:43

mnie zawsze jednak się wydawało, że gdyby Darcy nie uraził dumy Elizabeth przy pierwszym spotkaniu ich losy mogłyby już prędzej inaczej się potoczyć

Copycat napisał/a:
zgadzam się, że każda kobieta jest trochę materialistką.


only ociupinkę, w końcu w genach kobiety zakodowano, że wije gniazdo nie tylko dla siebie, ale i przyszłego potomstwa :wink:

damamama - Śro 27 Sie, 2008 15:00

Gdyby Darcy zatańczył z Lizzy na pierwszym balu to książka skończyłaby nam się w połowie. :mrgreen: albo i nie. Może jednak ciekawiej gonić króliczka. :mrgreen:
Copycat - Śro 27 Sie, 2008 15:02

Alicja napisał/a:
mnie zawsze jednak się wydawało, że gdyby Darcy nie uraził dumy Elizabeth przy pierwszym spotkaniu ich losy mogłyby już prędzej inaczej się potoczyć


Lizzy w książce mówi coś w stylu "I wouldn't mind his pride had he not mortified mine" (mniej więcej) Jej nie przeszkadzała jego duma dopóki nie dotykała jej osobiście.

Cytat:
only ociupinkę, w końcu w genach kobiety zakodowano, że wije gniazdo nie tylko dla siebie, ale i przyszłego potomstwa :wink:


Pewnie, że ociupinkę, jednak zazwyczaj wybieramy tego, który jednak jest w stanie zatłuc mamuta i przywlec go do jaskinii : ] A mamut Darciego byłby w istocie ogromny :]

Alicja - Śro 27 Sie, 2008 16:30

Copycat napisał/a:
Jej nie przeszkadzała jego duma dopóki nie dotykała jej osobiście

właśnie to miałam na myśli. Zresztą sama Elizabeth nie mniej była dumna. Oni dwoje to jak żuraw i czapla przez prawie całą powieść

Damamo - Pewnie że ciekawiej gonić króliczka, chociaż, jak się go już złapie... to zależy od króliczka :mrgreen:

nicol81 - Śro 27 Sie, 2008 20:35

Ale Elżbieta wiedziała, ile wart jest mamut Darciego, a jednak go odrzuciła...To dopiero piękno jego jaskini zadziałało... :?
Alicja - Śro 27 Sie, 2008 20:41

a potem trochę zawstydzony Darcy w rozchełstanej mokrej koszuli :wink:
aneby - Śro 27 Sie, 2008 21:18

Nawet w tamtych czasach widok przystojnego faceta nie całkiem ubranego zmiękczał damskie serca :mrgreen:
BeeMeR - Śro 27 Sie, 2008 22:11

Copycat napisał/a:
mamut Darciego byłby w istocie ogromny :]
:rotfl: Brzmi cudnie :lol:
nicol81 - Śro 27 Sie, 2008 22:15

Alicja napisał/a:
a potem trochę zawstydzony Darcy w rozchełstanej mokrej koszuli :wink:

A tej sceny to akurat ja nie lubię... :?

aneby - Śro 27 Sie, 2008 23:41

A ja myślę, ze ta scena była w pewnym sensie przełomowa. Elizabeth zobaczyła ze Darcy nie jest takim sztywniakiem, na jakiego pozował, a potem jaki był gościnny i uprzejmy. Wobec takiego zachowania nie mogła pozostać obojętna.
Alicja - Czw 28 Sie, 2008 07:58

nicol81 napisał/a:
A tej sceny to akurat ja nie lubię...

ja nie lubię tejże koszuli, tylko lubię jak Colin dobrze zagrał swoje zmieszanie, zaskoczenie i zawstydzenie jednocześnie. :serce: Jego mimika twarzy w scenie rozmowy z Elizabeth jest porażająca, jakby nie wiedział gdzie ma się w tym stroju podziać , ale jednocześnie za wszelką cenę chciał przedłużyć rozmowę z nią

Anonymous - Czw 28 Sie, 2008 08:40

Scena fajna, chociaz widok calosci - zalosny i slekka nie teges...
Lubie te scene, ale racze ze wzgledu na swoj humorystyczny harakter :D

Copycat - Czw 28 Sie, 2008 13:11

Alicja napisał/a:
Copycat napisał/a:
Jej nie przeszkadzała jego duma dopóki nie dotykała jej osobiście

właśnie to miałam na myśli. Zresztą sama Elizabeth nie mniej była dumna. Oni dwoje to jak żuraw i czapla przez prawie całą powieść


Dlatego tak czekamy kiedy się zejdą :]

nicol81 napisał/a:
Ale Elżbieta wiedziała, ile wart jest mamut Darciego, a jednak go odrzuciła...To dopiero piękno jego jaskini zadziałało... :?


Widocznie co innego słyszeć a co innego zobaczyć.

BeeMeR napisał/a:
Copycat napisał/a:
mamut Darciego byłby w istocie ogromny :]
:rotfl: Brzmi cudnie :lol:


Ciii..... :]

Co do sceny koszulowej to ja ją lubię. Nie chodzi mi bynajmniej o mokrego Colina, tylko o co innego. Był to bardzo przemyślany zabieg i nadał całej scenie wyrazistości. Bo tak: (zaznaczam, że nie pamiętam aż tak dokładnie jak było w książce) Darcy oświadcza się Lizzy a ta mu mówi, że cham i prostak i na oczy go nie chce znać. Odchodzi, owszem pisze list, ale przecież nie wie jak Lizzy na niego zareagowała, równie dobrze mogła go podrzeć. Wyjeżdża i stara się zapomnieć. Mija sporo czasu, jedzie do domu, patrzy a tu co? Kobieta która go nie znosi buszuje po jego posiadłości. No to co on ma sobie pomyśleć? Leci na niego. Tylko, że w scenie bez koszuli Darcy jest po prostu Darcym, bo niby czym miałby być zakłopotany? Że ją nakrył w swoim własnym domu? To ona ma się spalić ze wstydu a on jako dżentelmen ma tylko załagodzić sytuacje i udać, że nic się nie stało i chodźmy na spacer. W scenie z koszulą natomiast Darcy jest człowiekiem. To zmieszanie jest obopólne. To taki oczyszczający moment. Taki słodko nieformalny. Poza tym skoro jest "less formally attired" to wiadomo, że musi odejść, żeby się ubrać. Lizzy wtedy chce uciekać, on pędzi, żeby się przebrać i zdążyć ja zatrzymać. To wszystko ma jakąś dynamikę i napięcie. I potem ponowne spotkanie i Darcy z zakłopotanego staje się szarmancki i czarujący. Dwa szoki dla Lizzy w ciągu kilku minut.
Poza tym to, że wiemy że Darcy jedzie do domu a Lizzy tam jest (w książce tego nie wiemy) Wiedza, że spotkanie jest nieuniknione wywołuje u mnie zacieranie rąk i obgryzanie paznokci. Może szok jest mniejszy (w książce jesteśmy tylko z Lizzy, tutaj pół na pół), ale radość oczekiwania mi to wynagradza.


Cała sekwencja jest świetnie rozegrana.

Poza tym Andrew Davies wyraźnie mówił, że chciał pokazać więcej Darciego z innej, bardziej ludzkiej strony i tak zrobił. I to mu się udało. Ten serial to nie jest historia Lizzy, to historia Lizzy i Darciego, a nawet zaryzykowałabym, że Darciego i Lizzy. Owszem, jest to zmiana akcentów względem książki, ale mi się to podoba.

Uff..

nicol81 - Czw 28 Sie, 2008 14:32

Copycat napisał/a:
Tylko, że w scenie bez koszuli Darcy jest po prostu Darcym, bo niby czym miałby być zakłopotany? Że ją nakrył w swoim własnym domu? To ona ma się spalić ze wstydu a on jako dżentelmen ma tylko załagodzić sytuacje i udać, że nic się nie stało i chodźmy na spacer. W scenie z koszulą natomiast Darcy jest człowiekiem. To zmieszanie jest obopólne. To taki oczyszczający moment. Taki słodko nieformalny. Poza tym skoro jest "less formally attired" to wiadomo, że musi odejść, żeby się ubrać. Lizzy wtedy chce uciekać, on pędzi, żeby się przebrać i zdążyć ja zatrzymać. To wszystko ma jakąś dynamikę i napięcie. I potem ponowne spotkanie i Darcy z zakłopotanego staje się szarmancki i czarujący. Dwa szoki dla Lizzy w ciągu kilku minut.

Zgadzam się z tą interpretacją- i właśnie to mi się nie podoba. to właśnie Lizzy powinna być zakłopotana, nie Darcy, który jak zauważyłaś, jest u siebie. Nie uważam, że ksiązkowy Darcy pokazujący się z najlepszej strony jako gospodarz jest tu mniej człowiekiem.
Poza tym jest nieścisłość z czasem- Darcy nie mógł zdążyć się przebrać, jak Lizzy uciekała.
Copycat napisał/a:
Poza tym to, że wiemy że Darcy jedzie do domu a Lizzy tam jest (w książce tego nie wiemy) Wiedza, że spotkanie jest nieuniknione wywołuje u mnie zacieranie rąk i obgryzanie paznokci. Może szok jest mniejszy (w książce jesteśmy tylko z Lizzy, tutaj pół na pół), ale radość oczekiwania mi to wynagradza.

Ja znowu mam odwrotnie- zacieranie rąk i obgryzanie paznokci wywołuje we mnie napięcie- spotkają się czy nie. Zwłaszcza, jak ona się upewnia, czy go na pewno nie ma.

Copycat - Czw 28 Sie, 2008 16:20

nicol81 napisał/a:

Zgadzam się z tą interpretacją- i właśnie to mi się nie podoba. to właśnie Lizzy powinna być zakłopotana, nie Darcy, który jak zauważyłaś, jest u siebie. Nie uważam, że ksiązkowy Darcy pokazujący się z najlepszej strony jako gospodarz jest tu mniej człowiekiem.
Poza tym jest nieścisłość z czasem- Darcy nie mógł zdążyć się przebrać, jak Lizzy uciekała.



O ile pamiętam w książce Darcy też jest zakłopotany, było tam coś o oblewaniu się pąsem, czego zupełnie nie rozumiałam, bo w końcu czym on miał być aż tak zakłopotany to nie wiem. Jakoś mi się to nie podobało. W serialu te pąsy rozumiem, w końcu świecił torsem. Wydaje mi się, że twórcy serialu specjalnie przekolorowali niektóre motywy i postaci, ale zrobili to na tyle hmm, niewulgarnie, że mnie to nie razi.

Absolutnie nie twierdzę, że Darcy w książce jest mniej człowiekiem. Po prostu postaci książkowej bardziej mogę się oprzeć, serialowej niekoniecznie. Oni go tak, w tej scenie z koszulą, momentalnie odarli z całej dumy. Po prostu zero Darciego w Darcym. Tym bardziej zawsze uwierzyć nie mogę, że on chwilę potem taki szarmancki, po takim zażenowaniu. W książce bardziej to było stonowane.

Niektórzy twierdzą, że przez te ekspresyjne oczy Colina za szybko wiemy o co Darciemu chodzi. Mają w sumie racje, ale właśnie dlatego, że ta historia jest pokazana trochę z jego strony a my bardziej mu kibicujemy. Nie wiem jak wy, ale ja czytając książkę byłam bardziej za Lizzy a oglądając serial bardziej za Darcym. Takie chyba było założenie i te wszystkie dodatkowe sceny temu służą. W książce widzimy go przez pryzmat Lizzy, w serialu nie tylko. Zdaję sobie sprawę, że to zmiana w stosunku do książki, ale nic nie poradzę, że mi to nie przeszkadza.



Cytat:
Ja znowu mam odwrotnie- zacieranie rąk i obgryzanie paznokci wywołuje we mnie napięcie- spotkają się czy nie. Zwłaszcza, jak ona się upewnia, czy go na pewno nie ma.


Fakt, jest potem szok itd, ale trochę innego rodzaju. Ja się cieszę, że mogę książkę i serial odbierać trochę inaczej.

Alicja - Czw 28 Sie, 2008 19:47

Copycat napisał/a:
Oni go tak, w tej scenie z koszulą, momentalnie odarli z całej dumy.
Copycat, lepiej bym tego nie opisala. :mrgreen: może nie tak dosłownie pomyślał, ze Lizzy na niego leci, jak ją zastał, ale z pewnością szok ze spotkania z kobietą , której z pewnością nie oczekiwał ( i ten nieformalny strój) był. A zaskoczenie powoduje, że każdy zachowuje się tak jak nie pomyślałby, że może. Zaskoczenie nie pozwala Darcemu pokazać się " z jakiejś strony" dobrej lub złej ani zachować dumy.

Copycat napisał/a:
Niektórzy twierdzą, że przez te ekspresyjne oczy Colina za szybko wiemy o co Darciemu chodzi.
i właśnie za tę mimikę jego twarzy i spojrzenie go uwielbiam, bardziej niż Mateuszka, który dla mnie ma wzrok raczej biednego spaniela niż dumnego mężczyzny

Copycat napisał/a:
W książce widzimy go przez pryzmat Lizzy, w serialu nie tylko
książka jest pisana z punktu widzenia kobiety :mrgreen: a reżyserem i scenarzystą filmu są mężczyźni :mrgreen:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group