To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")

Alison - Sob 22 Wrz, 2007 21:38

asiek napisał/a:
Kobietki, a czy wiadomo, ile Jane zarobiła na swych powieściach ? Czy mogłaby się utrzymać z pisnia , tak jak sugerowała swojej matce ?


Żeby aż utrzymać to trudno wyczuć, ale trochę kasy za to dostawała, tak, że po śmierci ojca nie przymierały głodem, mogły sobie kupować z Cassandrą różne szmatki itp. ale z pieniędzmi liczyła się do końca życia.

Anonymous - Sob 22 Wrz, 2007 22:00

Żeby się utrzymać chyba raczej nie - mieszkała z matką i siostrą, miały wspólne dochody (na które składały się renta matki, o ile dobrze pamiętam, plus to, co Cassandra miała po narzeczonym), ale jednak nie było im łatwo, jak pisze Alison. Na pewno nie była to kwota, za którą Jane mogła mieć i prowadzić własny dom.
Pamiętam, że w "Niezłomnym sercu" coś było, ale nie jestem w stanie przejrzeć wszystkiego - wiem jedynie, że Cassandra dostała po siostrze spadek wysokości 561 funtów i 2 szylingów.

Margarett - Sob 22 Wrz, 2007 22:34

Matylda napisał/a:
:cry2: A ja wróciłam znowu nieszczęśliwie zakochana. Życie jest okrutne
Dlaczego był tylko jeden Tom Lefroy i to dawno temu ???
Serce mi jeszcze kołacze
Och Johnie może czas Cię w końcu zdradzić
Tom Lefroy miał wszystkie cechy jakie facet powinien mieć
Film był bardzo ładny. Widzę dość dużo podobieństw do Dumy 2005 ale ją też lubię tym bardziej było mi widzieć podobne sceny i widoki
A scena gdy zamyslona Jane nagle dostrzegła , że tańczy z Tomem :paddotylu: CUDO
Natomiast ten drugi adorator to przypominał mi kogoś z rodziny Adamsów
Była to postać pozytywna , ale taka nudna

Podpisuję się pod tym obiema ręcami i nogami
O Matyldo! Towarzyszko w mej niedoli! :-P

Od początku nastawiałam się bardziej na film "wariacja na temat..." a niżeli "biografia Jane Austen", co na pewno w ogromnej mierze wpłynęło na moje pozytywne wrażenia.

I jeszcze włożenie pierwszych słów DiU w usta panu Wisley'owi (in my opinion prezentującego przez większą część filmu lekko pierdołowatą postawę) się mnie nie spodobało. Ale to takie prawie niezauważalne :wink:

asiek - Sob 22 Wrz, 2007 23:02

Alison napisał/a:
z pieniędzmi liczyła się do końca życia.


Nimloth napisał/a:
Żeby się utrzymać chyba raczej nie - mieszkała z matką i siostrą, miały wspólne dochody (na które składały się renta matki, o ile dobrze pamiętam, plus to, co Cassandra miała po narzeczonym), ale jednak nie było im łatwo, jak pisze Alison. Na pewno nie była to kwota, za którą Jane mogła mieć i prowadzić własny dom.

To smutne...Tyle talentu i tak niewiele uznania.

Matylda - Sob 22 Wrz, 2007 23:03

Margaretko masz jeszcze szansę
Poszukałam ile ten aktor ma lat :shock:
Coraz młodsi aktorzy grają . Co za czasy :cry2:
Został mi tylko Sean , ale on też mnie nie chce

Gunia - Sob 22 Wrz, 2007 23:13

Alison napisał/a:
asiek napisał/a:
Matylda napisał/a:
Kapitan W był nudny jak flaki z olejem .

:paddotylu: :wink:


Asieńko, ona nie widziała "naszego" kapitana. Właśnie dzisiaj się wydało. Ma na myśli Ciarana. To chyba możemy jej wybaczyć :wink:

No to ja grzecznie chowam uzika. :mrgreen:
Coś mi kołacze, że za życia zarobiła jakieś 800 funtów. Tylko gdzie ja to słyszałam?
I proszę mi nie zabijać żadnych drani! Co ja będę robić przez resztę życia, jak wykończycie wszystkich pókim nieletnia? :mysle:

Anonymous - Sob 22 Wrz, 2007 23:33

asiek napisał/a:
Alison napisał/a:
z pieniędzmi liczyła się do końca życia.


Nimloth napisał/a:
Żeby się utrzymać chyba raczej nie - mieszkała z matką i siostrą, miały wspólne dochody (na które składały się renta matki, o ile dobrze pamiętam, plus to, co Cassandra miała po narzeczonym), ale jednak nie było im łatwo, jak pisze Alison. Na pewno nie była to kwota, za którą Jane mogła mieć i prowadzić własny dom.

To smutne...Tyle talentu i tak niewiele uznania.

Kobiety ogólnie nie były doceniane, np siostry Bronte - czy one przypadkiem nie publikowały pod męskimi pseudonimami? A i tak nie dostawały aż tak wiele (wg pewnego źródła, Charlotte miała 500 funtów za powieść). Jednym wyjątkiem była George Eliot za "Miasteczko Middlemarch" (9 tys funtów), jednak to były już inne lata i miała ona w pewien sposób utorowaną drogę przez inne pisarki (nie mówiąc już o tym, że "Miasteczko Middlemarch" jest prawdziwym arcydziełem).

Gunia - Sob 22 Wrz, 2007 23:37

Nimloth napisał/a:
czy one przypadkiem nie publikowały pod męskimi pseudonimami?

Charlotte na pewno.
Nota bene dostałam na urodziny wspaniałe wydanie "Jane Eyre" z notami do kolejnych wydań i wstępami. :banan:

Alison - Sob 22 Wrz, 2007 23:47

Przeczytałam sobie co tu w międzyczasie wypisywałyście i po prostu nie mogę pojąć, że zachwyciłyście się Wisley'em? Gdzie Wasz romantyzm, na miły Bóg?! Ten drewniak poza jednym momentem, kiedy pokazał, że ma..te, no...pisanki, to po prostu pinokio z twarzą pieknego Romana i tyle. W scenie balu wygląda jak upiór z Luwru! Tom jest uroczy, dowcipny, szczery i niezmiernie uczuciowy. Dopiero po drugim obejrzeniu dotarło do mnie, że ten jego hulaszczy tryb życia był przykrywką tego, gdzie naprawdę szły pieniądze od wuja. Po prostu chłopak szczery jak srebro, a wyście go nie doceniły! Charlotki jedne, wolałyście wygodne życie u boku nudnego Wisley'a! A Tomek pracował, pracował, aż został sędzią sądu najwyższego. Scena w karczmie jest rozdzierająca i pięknie zagrana. Ostatnia już mnie tak nie wzruszyła, bo rzeczywiście jest okropnie banalna, ale James znowu pięknie zagrał twarzą, w końcu przełknął to jak potoczyło się ich życie i pocieszył się tym, że książkowej parze, która powstała w trakcie kiedy się w sobie zakochiwali, wszystko się udało. W sumie ładny koniec dla spragnionych happy endu dziewczynek. :wink:
Tak sobie pomyślałam, że to fajny film dla młodych ludzi, którzy nie znają tamtych realiów, a Jane jako autorka je opisująca została uplątana w intrygę, która je ukazuje - los kobiet, które miały aspiracje, a nie miały pieniędzy, konieczność podejmowania wyborów niemal bez żadnej rozsądnej alternatywy, konsekwencje pójścia za głosem serca (dzisiejszej młodej dziewczynie pewnie nie mieści się w pale, że za ucieczkę z ukochanym ona i cała jej rodzina zostałaby okryta niezmazywalną hańbą). Filmowy fragment jej życia został utkany z kilku nitek wyprutych z jej własnych powieści, przy użyciu autentycznych postaci. Nie kruszmy kopii o prawdę historyczną, dla mnie to film o autorce, która pozostawiła nam obraz tamtych obyczajów, i której postać wykorzystano w filmie, który o nich opowiada.
Muszę jednak przyznać, że zdecydowanie nie do przyjęcia jest dla mnie scena na balu - ta rozmowa, przez ramię o kochanku, w obecności Wisley'a i nowopoznanych osób. Jakoś w kinie mi umknęła (pewnie gadałam z Matyldą), wszystko inne łykam bez popitki.
:serce:

Margarett - Sob 22 Wrz, 2007 23:51

Matylda napisał/a:
Margaretko masz jeszcze szansę
Poszukałam ile ten aktor ma lat :shock:

[dalsza część posta to omyłka]-pozwoliłam sobie obciąć :wink:

Skoro taka dwudziestka jak Ty się poddaje, to co ma począć małoletnia Margarett?

Gunia - Sob 22 Wrz, 2007 23:54

Alison napisał/a:
(dzisiejszej młodej dziewczynie pewnie nie mieści się w pale, że za ucieczkę z ukochanym ona i cała jej rodzina zostałaby okryta niezmazywalną hańbą)

W dzisiejszych czasach to nikt nie ucieka, bo nie ma przed czym. :D To się nazywa ewolucja.

Alison - Sob 22 Wrz, 2007 23:55

Aaa bo Matysia to marudzi. Mati zawsze w takim momencie pomyśl o Demi Moore i nie miej skrupułów. Wprawdzie tego jej Ashtona to ja bym i z szóstką w MultiLotku nie chciała, ale precedens jest :wink:
Alison - Nie 23 Wrz, 2007 00:04

Gunia napisał/a:
Alison napisał/a:
(dzisiejszej młodej dziewczynie pewnie nie mieści się w pale, że za ucieczkę z ukochanym ona i cała jej rodzina zostałaby okryta niezmazywalną hańbą)

W dzisiejszych czasach to nikt nie ucieka, bo nie ma przed czym. :D To się nazywa ewolucja.


Nie chodziło mi o to czy we współczesnych czasach się ucieka czy nie, tylko, że dziś trudno zrozumieć, że za takie zachowanie można było zostać aż tak ukaranym.

Gunia - Nie 23 Wrz, 2007 00:07

Alison napisał/a:
Gunia napisał/a:
Alison napisał/a:
(dzisiejszej młodej dziewczynie pewnie nie mieści się w pale, że za ucieczkę z ukochanym ona i cała jej rodzina zostałaby okryta niezmazywalną hańbą)

W dzisiejszych czasach to nikt nie ucieka, bo nie ma przed czym. :D To się nazywa ewolucja.


Nie chodziło mi o to czy we współczesnych czasach się ucieka czy nie, tylko, że dziś trudno zrozumieć, że za takie zachowanie można było zostać aż tak ukaranym.

No właśnie dlatego dziś tak trudno tę hańbę zrozumieć, że nawet sytuacja, kiedy jest to konieczne, jest niewyobrażalna.

Matylda - Nie 23 Wrz, 2007 09:13

Alison napisał/a:
Aaa bo Matysia to marudzi. Mati zawsze w takim momencie pomyśl o Demi Moore i nie miej skrupułów. Wprawdzie tego jej Ashtona to ja bym i z szóstką w MultiLotku nie chciała, ale precedens jest :wink:


:mysle: a kiedy marudziłam???

Pemberley - Nie 23 Wrz, 2007 09:41

Jak milo! to ja tylko zapraszam do watku " Mr Lefroy", gdzie sobie rozmawiamy o nastepnym dramatczynym filmie z tym bohaterem " Pokuta":
http://forum.northandsout...opic.php?t=1119

Anonymous - Nie 23 Wrz, 2007 10:06

Alison napisał/a:
Przeczytałam sobie co tu w międzyczasie wypisywałyście i po prostu nie mogę pojąć, że zachwyciłyście się Wisley'em? Gdzie Wasz romantyzm, na miły Bóg?!

Wiesz, zależy jak się postrzega romantyzm. Może dla Ciebie romantycznie jest wtedy, gdy jest przystojny bohater, piękna bohaterka i światło księżyca odbijające się na wodzie, ale dla mnie jest to filmowy romantyzm, który nie ma związku z rzeczywistością. I dlatego gdy Lefroy mówi "Nie mam pieniędzy, posiadłości, jestem całkowicie zależny od mojego dziwacznego wuja, bez którego zgody nie mogę się ożenić, ale musisz wiedzieć, co czuję. Jane, jestem twój. Jestem twój duszą i sercem" chce mi się śmiać, a nie wzruszać, zaś racjonalne, łagodne słowa Wisley'a zawsze do mnie trafiają, bo są prawdziwsze. Im bardziej romantyzm opiera się na emocjach, a nie na romantycznym otoczeniu, tym bardziej do mnie przemawia. Cały romantyzm sytuacji z Wisley'em polegał tylko i wyłącznie na grze aktora, dlatego wolę Wisley'a.

Matylda - Nie 23 Wrz, 2007 10:19

"Nie mam pieniędzy, posiadłości,|jestem całkowicie zależny od mojego dziwacznego wuja, bez którego zgody nie mogę się ożenić, ale musisz wiedzieć, co czuję. Jane, jestem twój. Jestem twój duszą i sercem"

Jak dla mnie to właśnie jest romantyczne a nie rozważne

Ten romantyzm zachodni znacznie różnił sie od naszego polskiego i stąd źle chyba interpretujemy słowo romantyzm

Pemberley - Nie 23 Wrz, 2007 10:38

Az sie zdziwilam, ze taki problem akurat na naszym forum.. Przeciez kiedys to nie mozna bylo pocalowac dziewczyny bez poproszenia jej o reke!!! No chyba ze sie bylo lobuzem klasy Willoughby, ale wtedy tracilo sie oczywicie opinie. Czy juz zapomniane problemy Kapitana W., ktory prawie by sie musial ozenic z panna Musgrove, tylko dlatego, ze spedzil z nia duzo czasu..? Dlatego przyzwoity mezczyzna przed pocalunkiem klekal i prosil o reke, a ten konkretny mezczyna uzalezniony byl w swoich planach od wuja, zlozyl takie oswiadczyny - piekne zreszta - warunkowe, stad nie mial odwagi jej pocalowac, bo nie czul sie w prawie. I to wlasnie bylo piekne, ze Jane dala mu to pozwolenie- czy nam sie uda wyjsc za maz czy nie, naleze do ciebie - uwazam bardzo romantyczna scena i oczywiscie na wskros nowoczena na tamte czasy, co swiadczy oczywiscie o gorowaniu Jane ponad reszta :wink:
Siem rozpisalam, a sloneczko czeka..

Alison - Nie 23 Wrz, 2007 10:44

Kochana Nimloth powróć trochę pamięcią do utworów romantycznych i zobacz, że roi sie tam od starych ruin, tajemniczych jezior, księżyców, słowików, a duszami bohaterów targają sprzeczne emocje. Nie mogę się z Tobą ożenić, bo takie są realia, ale kocham Cię całym sercem. To romantyzm w czystej formie i przyznam się, że troche mi przykro, że ja stara baba po przejściach się na to łapię, a młoda dziewczyna jest tak do bólu racjonalna.

No cóż Matysiu, znak czasów, młode kobiety są dziś pragmatyczne, my tam wolimy żeby był księżyc i słowiki, a jajecznica nie musi być na szynce :wink:
Wczoraj jeszcze sobie poogladałam do pierwszej w nocy, no i moje drogie, scena w bibliotece jest mój nr 1. Co on z ustami robi jak czyta o tej ekstazie ptasiej, to ja leżę bez przytomności :paddotylu: :wink:
No a kiedy w karczmie próbuje jeszcze powiedzieć please, ale głos mu się załamuje, tamy mi puszczają i cieknę jak tama na Dunajcu. :cry2:
No i to by było na tyle. Jestem fanką tego filmu, cokolwiek to o mnie świadczy :-P

Maryann - Nie 23 Wrz, 2007 10:51

Pemberley napisał/a:
Przeciez kiedys to nie mozna bylo pocalowac dziewczyny bez poproszenia jej o reke!!!

Pocałować ! Nie jestem pewna, czy nawet po zaręczynach takie ekscesy były całkiem dozwolone. :wink:
A wcześniej to nawet dotykanie i zwracanie się po imieniu było surowo zakazane. Że o samotnych wyprawach powozem (jak Marianna z Willoughbym), dawaniu sobie prezentów, czy pisaniu listów nie wspomnę...

Anonymous - Nie 23 Wrz, 2007 11:07

Alison napisał/a:
Kochana Nimloth powróć trochę pamięcią do utworów romantycznych i zobacz, że roi sie tam od starych ruin, tajemniczych jezior, księżyców, słowików, a duszami bohaterów targają sprzeczne emocje. Nie mogę się z Tobą ożenić, bo takie są realia, ale kocham Cię całym sercem. To romantyzm w czystej formie i przyznam się, że troche mi przykro, że ja stara baba po przejściach się na to łapię, a młoda dziewczyna jest tak do bólu racjonalna.

Tylko że był to pogląd na romantyzm, że tak powiem, promowany przez literaturę, bo to było tak inne od surowych salonów, sztywnych tańców i nudnych rozmów (oczywiście surowych, nudnych i sztywnych w mniemaniu panienek z tamtych czasów), i tak w naszych czasach za romantyczne uchodzą kolacje przy świecach czy spacery w świetle księżyca, które widzimy w filmach, bo są inne. I np dlatego lubię Jane Austen - bo u niej romantyzm jest prosty, wszelkie sceny wyznania miłości czy oświadczyn dzieją się w typowych warunkach - w salonie czy na spacerze po okolicy.
Może i jestem do bólu racjonalna, ale dostrzegam romantyzm w tym, w czym niektóre z Was nie widzą - jak choćby w każdym zdaniu czy spojrzeniu Wisley'a.

Alison - Nie 23 Wrz, 2007 11:09

Oficjalnie pewnie tak, ale nieoficjalnie. W końcu krew krew nie woda i na pewno młodzi ludzie szukali chwilek i odpowiednio gęstych zarośli, żeby sobie jednak kraść całusy. Nikt mnie nie przekona, że tak nie było.
Matylda - Nie 23 Wrz, 2007 11:14

Alison napisał/a:

No cóż Matysiu, znak czasów, młode kobiety są dziś pragmatyczne, my tam wolimy żeby był księżyc i słowiki, a jajecznica nie musi być na szynce :wink:
:-P

Bo jak moje drogie człowiek sie nie wyszaleje :wink:
to wie , że czas miniony juz nie wróci
Stabilizacja i bezpieczeństwo jest oczywiście ważne, ale jakby to było cudowne gdyby dało to sie pożenić z małym szaleństwem. Nie wyobrażam sobie tego szaleństwa z tym z rodziny Adamsów.
Mnie jak zwykle nie zachwyca aktor odtwarzający rolę Toma , ale postać którą gra
Tak swoją drogą to biedne są kobiety tak inteligentne jak Jane jeżeli na swojej drodze nie spotkają właściwego mężczyzny

Matylda - Nie 23 Wrz, 2007 11:16

Nimloth napisał/a:

Może i jestem do bólu racjonalna, ale dostrzegam romantyzm w tym, w czym niektóre z Was nie widzą - jak choćby w każdym zdaniu czy spojrzeniu Wisley'a.


Ależ kochaj ile chcesz swojego wybranka. Masz takie prawo. Dzięki temu pojawiło się tutaj tyle cudnych postów, które czytam z zachwytem



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group