Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III
trifle - Czw 24 Maj, 2007 12:43
U nas narodowy jest Mickiewicz, ale ja to na przykład kilka najbardziej znanych cytatów znam, a nie tak, żeby co i rusz do sytuacji dopasować wers wieszcza
A ciekawe, jak Fletcher się wytłumaczy, skąd on niby wiedział, że Lizzy też będzie na niebiesko? Spiknął się z pokojówką czy jak?
Maryann - Czw 24 Maj, 2007 12:45
Jutro... Jutro Darcy to z niego wyciśnie...
Dione - Czw 24 Maj, 2007 13:31
Węszę tu Anne Garlick....
Maryann - Czw 24 Maj, 2007 13:36
garlick = czosnek... węszę...
Dione - Czw 24 Maj, 2007 13:40
| Maryann napisał/a: | garlick = czosnek... węszę... |
Aromat łatwy do określenia
I ci mam rację???
Maryann - Czw 24 Maj, 2007 13:49
uprasza nie namawiać do spojlerowania...
Ulka - Czw 24 Maj, 2007 14:41
| Caroline napisał/a: | | Zmuszona obyczajem i historią do zachowania ciszy w kościele, Lady Catherine rekompensowała to sobie z nawiązką niekończącym się strumieniem komentarzy na temat sąsiadów, ich krewnych, służących i ich przyjaciół, |
Nie miała telewizji, hollywoodu i tabloidów
| Caroline napisał/a: | | - Tak, proszę pana – Fletcher zaczerpnął powietrza. – Biorę na siebie całą odpowiedzialność i oddaję się do pana dyspozycji. |
Ściąć go!
Ładne :grin: Przejechałabym się takim pojazdem..
trifle - Czw 24 Maj, 2007 14:44
| Dione napisał/a: | | Węszę tu Anne Garlick.... |
A kto zacz? Już się wcześniej ktoś taki pojawił? Nie pamiętam coś
Maryann - Czw 24 Maj, 2007 14:52
To było prawie na samym początku: http://forum.northandsout...0&postorder=asc
Annie to taka panienka z Meryton, którą kiedyś Fletcher ratował w kościele przed jakimś miejscowym osiłkiem.
A Darcy odebrał w jego imieniu osobiste podziękowania od Elżbiety...
trifle - Czw 24 Maj, 2007 15:10
Aaa, dzięki
No to zobaczymy, co Fletcher powie jutro
Narya - Czw 24 Maj, 2007 17:41
Fletcherowi na pewno nie chodzi o strój Darcy'ego. Ciekawe, co przeskrobał
Caroline dzięki za wyczerpujące i ilustrowane wyjaśnienie, cóż to takiego ten "barouche". Jak dobrze wiedzieć, czym PAŃSTWO podróżowali
asiek - Czw 24 Maj, 2007 21:45
"Od czasu do czasu, Darcy rzucał spojrzenie na kuzynkę w nadziei odkrycia czegoś w jej osobie, co dałoby mu pojęcie o jej kłopotach. Ona także przyglądała się mijanemu krajobrazowi i ani razu nie spojrzała na niego, przynajmniej niczego takiego nie dostrzegł spoza szerokiego ronda kapelusza, który działał jak tarcza przed jego spojrzeniem, jej drobne dłonie zaciskały się na rękawiczkach i sznureczkach od torebki."
Tak się zastanawiam, czy tych dwoje kiedykolwiek zamieniło z sobą choćy kilka zdań ?
A przecież są bardzo blisko spokrewnieni i dzieli ich niewielka różnica wieku. Czy tak trudno było okazać Annie odrobinę sympatii ??? Darsik mógły się trochę wysilić . ??:
Caroline,
Ps. Mój syn przyjżał się barouche i patrząc mi głęboko w oczy zapytał, czy to się da stiuningować ?
Maryann - Czw 24 Maj, 2007 21:56
Jakieś słowa pewnie zamienili, choć raczej żadne bliższe więzy ich nie łączyły.
Darcy'emu w ogóle okazywanie uczuć przychodziło z trudem (może za wyjątkiem Georgiany, ale to trochę co innego), a tu pewnie dodatkowo przed większą swobodą i bliskością powstrzymywała go świadomość ciocinych intencji, którym bynajmniej nie miał ochoty się podporządkowywać.
A Anna - jeśli zdawała sobie sprawę, że kuzyn wcale się nie pali do małżeństwa z takim cherlakiem jak ona (a moim zdaniem tak było), to też trzymała się na dystans.
A że przy tym spotykali się raczej rzadziej, niż częściej...
asiek - Pią 25 Maj, 2007 07:57
| Maryann napisał/a: | | Darcy'emu w ogóle okazywanie uczuć przychodziło z trudem (może za wyjątkiem Georgiany, ale to trochę co innego), a tu pewnie dodatkowo przed większą swobodą i bliskością powstrzymywała go świadomość ciocinych intencji, którym bynajmniej nie miał ochoty się podporządkowywać. |
Tak, z pewnością intencje "smoczycy" hamowały Darcy'ego. Szkoda, Darcy, Anna, Georgiana i Pułkownik mogliby tworzyć zgrany zespół.
Caroline - Pią 25 Maj, 2007 08:21
Rozdział II cz.12
Zaskoczony tym niezwykłym otwartym przyznaniem się do winy, Darcy mógł tylko przyglądać się swojemu lokajowi. Fletcher czerwienił się podejrzanie ze słabo ukrywanego zaskoczenia. Coś tu było nie w porządku, pomyślał Darcy.
- Dlaczego miałbyś nie wziąć na siebie całej odpowiedzialności, skoro było to od początku celowym pogwałceniem mojego wyraźnie wyrażonego życzenia? – zapytał.
- Skoro tak pan mówi – mruganie oczami i pogłębiający się rumieniec powiedział Darcy’emu, że dobrze zgadywał. Założył ręce za plecy i spojrzał ostro w poczerwieniałą twarz lokaja.
- Całkowitą odpowiedzialność? Żadnych okoliczności łagodzących, o których chciałbyś mnie powiadomić? Żadnych rozbrajających cytatów Poety, które mogłyby złagodzić mój gniew albo osłabić moją ostrożność? – Darcy odpalał salwę za salwą krocząc przed zesztywniałym jak pomnik lokajem. – Żadnego okolicznego Beau, z którym byś rywalizował? Żadnej szaleńczej intrygi, która by wymagała granatowego surduta? Dalej, dalej, Fletcher! Naga prawda, owszem, ale to już jest prawdziwy szkielet! Domagam się wyjaśnienia twojej niesubordynacji! – zatrzymał się i pochylił do przodu spoglądając prosto w twarz lokaja. – Dlaczego wbrew mojemu jasnemu poleceniu ponownie dobrałeś mi ubranie pasujące do toalety panny Elizabeth Bennet?
- Ja… - Fletcher zaczął zduszonym głosem, ale po chwili zacisnął usta w ponurą linię.
- Tak? – nalegał Darcy.
- To moja wina, proszę pana – Fletcher spojrzał prosto w twarz swojego pana – powinienem był to przewidzieć.
- To wszystko? – Darcy zacisnął mocno szczękę – Powinieneś był to przewidzieć? Co, powiedz, twoja bezspornie niezwykła zdolność przewidywania ma wspólnego z moim granatowym surdutem i suknią panny Elizabeth Bennet?
- To nie do końca zdolność przewidywania, chociaż wielokrotnie okazywało się korzystne, by inni myśleli, że..
- Fletcher! – burknął Darcy.
- Tak, proszę pana! – lokaj ponownie nabrał łyk powietrza. – Chciałbym tylko, żeby było jasne, że nie posiadam żadnych nadnaturalnych zdolności, jedynie uważnie obserwuję i…
- I wtrącasz się w nie swoje sprawy. Tak jak się spodziewałem. – Darcy odzyskał równowagę z dala od swojego lokaja, żeby dać mu trochę swobody. Jeśli miał usłyszeć całą historię, jak sobie tego życzył, gniewne spoglądanie na Fletchera nie było najlepszym wyjściem.
- Przyznaję, że jest to talent, któremu ostatnio dużo zawdzięczam. Ale mówisz, że w tym wypadku, zawiódł cię, co spowodowało, że panna Elizabeth Bennet i ja wyglądaliśmy jak para odpowiadających sobie kart. Nic z tego nie wynika. – Darcy spojrzał na niego powątpiewająco. – To po prostu nie wystarczy.
- Jestem tego świadom, proszę pana, ale panie Darcy człowiek musi być odpowiedzialny za swoją rodzinę. Wolę, żeby pana niezadowolenie spadło na mnie. – po tych słowach Fletcher odwrócił wzrok od twarzy Darcy’ego i skupił go ponownie na drzwiach.
Jak zwykle zostawił go w diabelskiej konsternacji, jak zwykle, pomyślał Darcy ponuro odsuwając się, by odłożyć książeczkę do nabożeństwa. Co on miał na myśli mówiąc o odpowiedzialności za rodzinę? Jego rodzice mieszkali w Nottingamshire, na litość boską. Co oni mogli mieć wspólnego z Elizabeth Bennet z Hertfordshire? Hertfordshire! Darcy odwrócił się gwałtownie zdjęty nagłym podejrzeniem.
Maryann - Pią 25 Maj, 2007 08:51
| Caroline napisał/a: | - Tak, proszę pana! – lokaj ponownie nabrał łyk powietrza. – Chciałbym tylko, żeby było jasne, że nie posiadam żadnych nadnaturalnych zdolności, jedynie uważnie obserwuję i…
- I wtrącasz się w nie swoje sprawy. Tak jak się spodziewałem. |
Ciekawe, jak byś wyglądał, gdyby Fletcher się nie wtrącał...
Dione - Pią 25 Maj, 2007 13:21
Chyba Darsikowi zaczyna świtać, kim jest przyszła pani Fletcher
Mag - Pią 25 Maj, 2007 13:40
Dzięki Wam Tłumaczki i jesli bedzie trzeba mozecie liczyć na paczki ode mnie
Maryann - Pią 25 Maj, 2007 13:52
| Dione napisał/a: | Chyba Darsikowi zaczyna świtać, kim jest przyszła pani Fletcher |
Tak mówisz ?
trifle - Pią 25 Maj, 2007 16:17
Chyba upał na mnie źle działa, bo coś do mnie nie dociera, o co chodzi
Maryann - Pią 25 Maj, 2007 16:18
z czym ?
trifle - Pią 25 Maj, 2007 16:29
Ze wszystkim Bo już nie chwytam, Fletcher chciał celowo Darcy'ego ubrać pod kolor, czy nie? Fletcher ma jakieś przeczucia co do swojego pana i Elizabeth i dlatego się tak zachowuje? I dlaczego "człowiek musi być odpowiedzialny za swoją rodzinę"?
Fakt, że czytam ze zrozumieniem dopiero ten wątek, poprzednie tylko "przeleciałam", może tam coś było i dlatego nie pojmuję :oops:
Albo styki mi się przegrzały ??:
Maryann - Pią 25 Maj, 2007 16:36
| trifle napisał/a: | | Fletcher chciał celowo Darcy'ego ubrać pod kolor, czy nie? |
Czy chciał, to na razie nie wiemy. W każdym razie jest głównym podejrzanym, bo już raz wywinął identyczny numer.
| trifle napisał/a: | | Fletcher ma jakieś przeczucia co do swojego pana i Elizabeth i dlatego się tak zachowuje? |
Fletcher jest spostrzegawczy i zna swojego pana jak nikt inny, więc... No i dokłada wszelkich starań, żeby te przeczucia się sprawdziły...
| trifle napisał/a: | | I dlaczego "człowiek musi być odpowiedzialny za swoją rodzinę"? |
A wyjaśnienie tej kwestii zostanie podane w terminie późniejszym (dokładnie jutro)...
trifle - Pią 25 Maj, 2007 16:42
Dzięki. To ja poczekam na dalsze treści
Caroline - Sob 26 Maj, 2007 01:26
| trifle napisał/a: | Bo już nie chwytam, Fletcher chciał celowo Darcy'ego ubrać pod kolor, czy nie? Fletcher ma jakieś przeczucia co do swojego pana i Elizabeth i dlatego się tak zachowuje? I dlaczego "człowiek musi być odpowiedzialny za swoją rodzinę"?
Fakt, że czytam ze zrozumieniem dopiero ten wątek, poprzednie tylko "przeleciałam", może tam coś było i dlatego nie pojmuję :oops: |
Ha! Czytelniczka, którą da się zaskoczyć, super
|
|
|