To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

Marija - Czw 15 Lut, 2007 15:14

Alison napisał/a:
Oj Moje Panie, jak będziecie tak wybrzydzać, to zamknę ABT i i koniec będzie lukrecyi i pączków z lukrem :evil: . Co to by chciały się samą bitą śmietaną objadać?
Ali, my tylko tak, żeby sobie czekanie ukrócić :kwiatek: :pociesz:
Alison - Czw 15 Lut, 2007 15:24

Dobra, dobra znamy się na takich pazerotach nienasyconych. :wink:
Jak mnie zeźlicie, to zapomnę w sobotę tego pączusia wkleić, bo mam gości weekendowych w domu i przetrzymam Was do poniedziałku. Zamiast klęczenia na grochu. To co wybieracie? :twisted:

QaHa - Czw 15 Lut, 2007 15:27

zdecydownaie groch :mrgreen:
jako ciekawostke dodam iz jedna z nauczycielek w mojej podstawowce (w zamierzchlych czasach jak chodzilam do szkoły) jako najwyzszty wyiar kary stosowala:
klęczenie w kącie na groochu z rękami do góry w których trzymało sie tornister (dodam ze było to bardzo nieprzyjemne jesli akurat mialo sie plastykę - te farby to cięzkie są)

Anonymous - Czw 15 Lut, 2007 15:28

Matula zawsze tak ...Ja rodzynków nie lubię, ale bitą śmietankę to by się teges ... i niech idzie w biodra :D
Alison - Czw 15 Lut, 2007 15:29

Hitlerówa jakaś. Ja tam stosuję łuskany i dobrze ugotowany. To działa jak maseczka na kolana, nie wiedziałyście?! :lol:
QaHa - Czw 15 Lut, 2007 15:30

Alison napisał/a:
Hitlerówa jakaś. Ja tam stosuję łuskany i dobrze ugotowany. To działa jak maseczka na kolana, nie wiedziałyście?!

jak łuskany i ugotowany to moze go zjem ehhehehe

Anonymous - Czw 15 Lut, 2007 15:33

puree (czy jak go sie tam pisze) z grochu dobre jest :D
Alison - Czw 15 Lut, 2007 15:33

QaHa napisał/a:
Alison napisał/a:
Hitlerówa jakaś. Ja tam stosuję łuskany i dobrze ugotowany. To działa jak maseczka na kolana, nie wiedziałyście?!

jak łuskany i ugotowany to moze go zjem ehhehehe


Groch działa wiatropędnie, jeszcze Ci kartki fanfika zwieje i się nie połapiesz :cool:

QaHa - Czw 15 Lut, 2007 15:34

heheh pączki puree z grochu uuuu tego sie w eleganckim londynskich salonach i w pemberly to raczej nie spozywalo :mrgreen:
Anonymous - Czw 15 Lut, 2007 15:35

... ale jak sie zajmie zbieraniem, to jak się w końcu połapie dostanie Darcy-Pączkiem
QaHa - Czw 15 Lut, 2007 15:36

Alison napisał/a:
Groch działa wiatropędnie, jeszcze Ci kartki fanfika zwieje i się nie połapiesz

ach to wybiegam za owymi kartkami te wszystkie pączkowe kalorie
(o i bede miala duzo miejsca w tramwaju :mrgreen: )

Alison - Czw 15 Lut, 2007 18:34

Ogłaszam koniec wiatrów! :wink:
Z rozmów o pogodzie :wink: wróćmy do rozmów o...o czym to myśmy gadały? O krawatach?

Anonymous - Czw 15 Lut, 2007 18:59

o pączkach :D
Alison - Czw 15 Lut, 2007 19:01

O pączkach jest w temacie o kilogramach! Tutaj jest o sfrustrowanym krawatowo Darcy'm!
Anonymous - Czw 15 Lut, 2007 19:12

Przepraszam za liczbę mnoga, chodziło mi o jednego Darcy-Pączka - ciacho że hej !!! :D :D
asiek - Czw 15 Lut, 2007 19:31

Maryann napisał/a:

- Darcy, stary, co to był za węzeł, jaki miałeś u Melbourneów ostatniego wieczora ? Piekielnie skomplikowana rzecz… Wprawiła Beau w zły humor na resztę wieczoru.

Takie zamieszanie z powodu...krawacikowego węzełka ? :shock:
To nie może być prawda ... :thud:

I ani słóweczka...nawet pół-słóweczka o Lizzy :neutral:

Maryann :kwiatek:

Maryann - Czw 15 Lut, 2007 19:52

asiek napisał/a:
Takie zamieszanie z powodu...krawacikowego węzełka ? :shock:
To nie może być prawda ... :thud:

A dlaczego nie ? W koncu każdy ma problemy i zainteresowania na swoją miarę...

asiek napisał/a:
I ani słóweczka...nawet pół-słóweczka o Lizzy :neutral:

O Lizzy to on woli nawet sam ze sobą nie rozmawiać... A już z takim "Pudlem"...

asiek - Czw 15 Lut, 2007 20:11

Maryann napisał/a:
A dlaczego nie ? W koncu każdy ma problemy i zainteresowania na swoją miarę...


Też prawda...widać im wyższa klasa społeczna, tym bardziej ważkie problemy :wink:
Nawet strajk tkaczy schodzi na dalszy plan przed "aferą krawacikową" :wink:

A co do Lizzy, to chodziło mi właśnie o rozmowę Darcy'ego z Darcy'm :grin:
Szkoda, że nie chce sam z sobą rozmawiać...Miło by było podsłuchać :razz:

Maryann - Czw 15 Lut, 2007 20:18

asiek napisał/a:
Też prawda...widać im wyższa klasa społeczna, tym bardziej ważkie problemy :wink:

Zwłaszcza dla niektórych przedstwicieli tej klasy... Na szczęście nasz Mr D się do nich nie zalicza...

asiek napisał/a:
A co do Lizzy, to chodziło mi właśnie o rozmowę Darcy'ego z Darcy'm :grin:
Szkoda, że nie chce sam z sobą rozmawiać...Miło by było podsłuchać :razz:

To poczekaj jeszcze trochę... :wink:

Gunia - Pią 16 Lut, 2007 06:21

Darcy kupuje „Historyjki z modnego świata”! Nie uwierzę! A tak pochwalał ambitną lekturę! Skandal.
Alison - Pią 16 Lut, 2007 08:05

No to macie łyżeczkę bitej śmietanki :wink:

Rozdział III, cz. 6
- "Rozważna i Romantyczna" - przeczytał głośno - Ufam, że to "rozwaga" wygrywa, Harchard.
- Och tak, sir. "Rozwaga" z pewnością wygrywa za dnia.
- Zatem, dodaj to, do reszty tych frywolności. Panna Darcy bardzo przykłada się ale, chociaż pewne przemiany są oczywiste, uważam, że "rozwaga"zawsze powinna być preferowana.
Umieścił cienką książkę wraz z innymi - Bądź tak uprzejmy zadzwonić po Harry'ego.
W sekundę Harry był przy ladzie, przejmując paczkę, ostrożnie zapakowaną przez Hatchard'a. Darcy wyszedł za nim, nie chcąc czekać wewnątrz aż przyprowadzi powóz i ryzykować dalszego naprzykrzania się Bying'a i spoufalania jego psa.
W dole ulicy, blisko St. James, Darcy wpadł do Hoby'ego żeby zmierzyć nową parę butów, gdzie został zmuszony bronić się przed dalszymi wielbicielami "Roquet'a", aż w końcu skierował woźnicę na Leicester Square do sklepu z wyrobami jedwabnymi Madame LaCoure. Przy pomocy modystki, wybrał trzy długości jedwabiu i dwie muślinu, obiecując wrócić z siostrą, by wybrać odpowiednie koronki i wstążki. Następnie po drodze do Clerkenwell'a, Darcy wszedł do zakładu jubilerskiego, któremu rodzina Darcy'ch patronowała od kilku pokoleń, gdzie wybrał skromny, ale perfekcyjnie dobrany perłowy naszyjnik i bransoletkę oraz przyjął gratulacje, w związku z jego "triumfem", od pana DeWachter'a, które to gratulacje przyjął z tak wielkim wdziękiem, na jaki tylko było go stać. Wahał się nad małym koralowym krzyżykiem na złotym łańcuszku, ale zrezygnował z niego, kiedy wspomnienie bardzo podobnego, zdobiącego czyjąś szyję, zaczęło być zbyt natrętne. Ostatnim przystankiem było zrobienie odbitek w wydawnictwwie, z którego Georgiana zamawiała nuty. Przemykając się nad tym co oferowali z nowości, wypatrzył dwóch kompozytorów, których oboje podziwiali, i tak Darcy z ostatnimi paczkami wtłoczył się do powozu.
- Panie Darcy, sir? - zapytał Harry, kiedy ułożył paczki i strzepnął pokrycie powozu.
- Tak, Harry?
- Co to jest ten "Roquet", sir?
Darcy westchnął ciężko - Nowy sposób Fletcher'a na wiązanie krawatu. Czemu pytasz, Harry?
- Och, sir, dwóch dżentelmenów dawało mi po złociaku każdy, jeśli przemycę ich do przebieralni, żeby mogli to zobaczyć. - Harry pokręcił głową - Błagam o wybaczenie, sir, ale "towarzystwo" bywa czasami bardzo dziwne.
Darcy przymknął oczy - Nikt tego lepiej nie wyraził. Jedźmy do domu, Harry.
Po powrocie z wyprawy na zakupy Darcy natknął się, dzięki Hinchcliffe'owi, na kilka stert ostatnio otrzymanych wizytówek i zaproszeń, usilnie domagających się jego obecności na zdumiewająco dużej liczbie rautów, śniadań, bokserskich pokazów, politycznych spotkań i przedstawień teatralnych. Darcy obrzucił je przerażonym wzrokiem, po czym pstryknął palcami i rzucił większość na biurko.
- Czy wyślemy odpowiedzi w zwyczajnym stylu, sir? - Hinchcliffe pochylił się nad nimi i starannie zebrał je na srebrną tacę.
- Tak, z wyrazami ubolewania dla wszystkich, których nie znasz, poniżej baroneta, ze szczerym żalem dla wszystkich powyżej, a resztę zostaw dla mnie. Kiedy tak, to powinieneś zacząć natychmiast, boję się, że zajmie ci to całą noc. - Hinchcliffe słonił głowę w niemej zgodzie i wyszedł do biura pod schodami.
Na stuknięcie drzwiami nagły niepokój dopadł Darcy'ego, popychając go z niewiadomych przyczyn w stronę biblioteki. Do kolacji pozostała godzina, a nawet więcej, i chociaż planował dziś wieczorem zjeść posiłek samotnie, opanowało go przekorne pragnienie jakiegoś spokojnego towarzystwa. Po Nowym Roku, kiedy wróci do miasta z Georgianą, samotne wieczory, takie jak ten, będą przyjemnie wypełnione wspólnym z siostrą czytaniem książek lub słuchaniem muzyki. Ale nawet kiedy rozmyślał nad tymi przyszłymi przyjemnościami, odkrył, ku własnemu smutkowi, że ta perspektwa nie jest dokładnie tym o co mu chodzi. Ziejące, nie nazwane rozgoryczenie, którego istnienia nigdy by nie podejrzewał, stanęło przed nim i groziło mu teraz ograbieniem go z zadowolenia i odczuwania przyjemności ze swego życia.
Jego kroki zawiodły go do półek z książkami i, z nadzieją, że dyscyplina zawarta w następujących po sobie wypadkach w czasie bitwy przywróci jego myśli do porządku, wyciągnął "Fuentes de Oronco" z rzędu książek i rzucił na fotel przy kominku. Wyciągając nogi w stronę ognia, przesunął palcami po stronicach i otworzył książkę w miejscu zaznaczonym przez nitki do haftowania. Kiedy pochylił się do czytania, słowa zaczęły się zamazywać, tracić znaczenie przez blask ognia z kominka kładący się na związanych nitkach jedwabiu, które leżały w poprzek strony. Jego oddech przyspieszył od powodzi wspomnień tłoczących się w jego głowie: Elizabeth w drzwiach Netherfield, niepewna ale zdeterminowana; na schodach, zmęczona lecz oddana opiece nad siostrą; w salonie, z uniesioną brwią, oceniająca jego charakter; przy pianoforte, nieświadoma wdzięku jakiego przydawała śpiewanym przez siebie piosenkom; na balu, Ewa Milton'a, mgnienie oka, okryta Rajskim urokiem.
Śmiałaby się z pompatycznego zmartwienia Brummell'a zwyczajnym krawatem. Był pewien, że ona nie byłaby onieśmielona przez Lady Melbourne ani nie zemdlałaby na widok skandalicznego pokazu Lady Caroline. Niemal widział ją na sąsiednim fotelu, uśmiechającą się do niego z tym wyrazem, którego już zaczął się uczyć, zapowiadającym coś cudownego.

Mag - Pią 16 Lut, 2007 08:24

Dzieki Matuku i Maryannku :serce:

Ha, wiedziałam,ze ta ksiązka to będzie JA!!! :banan: :banan: :banan:

Na pewno spodoba sie pannie Darcy :grin:

Marija - Pią 16 Lut, 2007 08:35

No, nareszcie Darcy przestaje rozmyślać nad pier....rzeczami mało istotnymi typu krawat. :evil: i wchodzi na właściwą ścieżkę :serduszkate: .
QaHa - Pią 16 Lut, 2007 09:08

Alison napisał/a:
Niemal widział ją na sąsiednim fotelu, uśmiechającą się do niego z tym wyrazem, którego już zaczął się uczyć, zapowiadającym coś cudownego.

romantic romantic
jak sie zrobilo miło i tęsknie :mrgreen:

Ania1956 - Pią 16 Lut, 2007 09:23

No nie powiem " dobrze mu tak ", ale to wszystko ma na własne życzenie!!! :lol:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group