North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
ewelinka - Czw 13 Lip, 2006 23:09
| Matylda napisał/a: | Dzieki za kolejny piękny fragment dziewczyno
Czy w taki upał mozna jeszcze coś robić??Np tłumaczyć książkę??
Mnie się wszystko przed oczami zlewa w jedną wielką plamę ??: No może teraz wieczorem da sie trochę żyć
"Nie będziesz miał wiele czasu, by się z nią spotkać, dobry człowieku. Nie zostanie z nami choćby dzień dłużej i nic na to nie poradzi.
Jeśli nikt inny w Milton nie będzie o mnie pamiętał, wierzę, że ty będziesz;
Czyżby ciągle nie wiedziała o niegasnacym uczuciu Thortona??. |
wydaje mi sie ,ze niestety ale nie wiedziala o uczuciu Thortona uwazala nawet,ze nie mysli o niej dobrze a co tu mowic o kochaniu.Wszystko byloby inaczej gdyby powiedzieli sobie w cztery oczy co do siebie czuja i rozwiali wszelkie niepewnosci,no ale coz ...
Gitka - Pią 14 Lip, 2006 17:41
Gosiu bardzo dziękuję za piękne zdjęcia z pocałunkiem.
Pieknie mu daje tego buziaka
Uwielbiam Nicholasa :razz:
Matylda - Pią 14 Lip, 2006 19:39
Kapitan Lennox był łagodny, miły i szarmancki, spędzał z żoną godzinę lub dwie każdego dnia, bawił się ze swoim synkiem następną godzinę, a przez resztę czasu przesiadywał w klubie,
I tak codziennie ??? Jak w zegarku???
No to mozna było wieść bardzo ustabilizowane życie
Kto pragnie stabilizacji może brać przykład
Dzieki Carolino
Harry_the_Cat - Pią 14 Lip, 2006 19:45
| Caroline napisał/a: | | Kapitan Lennox był łagodny, miły i szarmancki, spędzał z żoną godzinę lub dwie każdego dnia, bawił się ze swoim synkiem następną godzinę, a przez resztę czasu przesiadywał w klubie, jeśli akurat nie został zaproszony gdzieś na obiad. |
Yyyyy, Jasiek by się tak po ślubie wobec Margaret nie zachowywał, prawda?
Gosia - Pią 14 Lip, 2006 21:20
Tez mnie to niemile zdziwilo ??:
I jeszcze to:
Kapitan Lennox był zawsze ogromnie miły i braterski wobec Margaret, bardzo go lubiła, za wyjątkiem sytuacji, gdy zdawał się być szczególnie wyczulony na suknie i wygląd Edith, dbając by jej uroda zrobiła odpowiednie wrażenie w świecie. Wtedy odzywała się w Margaret utajona Waszti i z trudem powstrzymywała się przed wyrażeniem swoich uczuć.
Jakze inne byloby zycie z Thorntonem, mam nadzieje. Te fanfiki
W sumie nudne ustabilizowane zycie, ale czy w tym swiecie Margaret nie czula sie obco, w koncu nie byla u siebie ..
Matylda - Pią 14 Lip, 2006 21:38
| Gosia napisał/a: |
W sumie nudne ustabilizowane zycie, ale czy w tym swiecie Margaret nie czula sie obco, w koncu nie byla u siebie .. |
Ale przecież za takim czyściutkim, spokojnym życiem tęskniła na samym początku swojej bytności w Milton.
A teraz to chyba kochała własciwego mężczyznę i świat bez niego był niedozniesienia
Harry_the_Cat - Pią 14 Lip, 2006 21:39
Nie bardzo wiem, jak to wtedy funkcjonowało (może ktos mógłby mi wytłumaczyć), ale oni tak ciągle zostawiali Margaret samą? Nie było w zwyczaju zabierać ja ze sobą? Nie znam się, ale to jakos tak, ten, dziwnie...
Matylda - Pią 14 Lip, 2006 21:43
: Harry Koteczku dokładniej
Harry_the_Cat - Pią 14 Lip, 2006 21:51
Juz Matyldo, precyzuję...
| Caroline napisał/a: | | Całą resztę rodziny pochłaniał w pełni londyński sezon, a Margaret często zostawała sama. |
| Caroline napisał/a: | | - Biedne dziecko – powiedziała Edith – To trochę smutne, że zostajesz sama każdego wieczora właśnie wtedy, gdy świat tak się bawi, ale już wkrótce zaczniemy wydawać nasze obiady, gdy tylko Henry wróci ze swoich podróży, będziesz mieć przyjemną odmianę. |
| Caroline napisał/a: | | zaraz potem rozpoczynała się dyskusja o planach, którym choć żaden jej nie dotyczył, |
Wiem, że Margaret nie zależało na uczestnictwie, ale i tak wydaje mi się to jakies niegrzeczne...
Czy to moze dlatego, że była w żałobie?
Gosia - Pią 14 Lip, 2006 21:55
W tajemnicy wam powiem, ze od paru dni probuje tlumaczyc poczatek powiesci (wiem ze jest nieatrakcyjny bo nie ma tam Thorntona, ale robie to z milosci do ksiazki i jej autorki) .
Mam juz (mniej wiecej) przelozone 3-4 strony i jestem pelna ogromnego podziwu dla naszych kochanych tlumaczek, bo jest to baaaaaardzo trudne zajecie. Bije poklony kazdej z trzech tlumaczek
i nie bede wiecej nalegac na codzienne porcje tlumaczen, jak to bylo wczesniej :oops:
Ale czemu o tym mowie:
Na poczatku powiesci ciotka Shaw jest bardzo irytujaca i w ogole to zycie Margaret w Londynie, choc spokojne bylo jednak dosc monotonne i nudne. I wygladalo tak jakby mieszkajac tam nie stanowila o sobie. Podobnie to zreszta wyglada i w tym fragmencie przetlumaczonym przez Caroline.
Jola - Pią 14 Lip, 2006 22:17
Gosiu, to cudownie, że próbujesz.
Czy możemy mieć nadzieję, że podzielisz się z nami tym, co ci się uda przetłumaczyć?
Jeśli chodzi o mnie, to raduję się z każdego fragmentu, którym wszystkie miłe i pracowite Panie pozwalają się nam cieszyć. Wielkie podziękowania.
Trzymam mocno kciuki za to, abyś wytrwała w tym wspaniałym zamiarze jak najdłużej.
Pozdrawiam. Jola.
Gosia - Pią 14 Lip, 2006 22:20
Oczywiscie ze sie podziele, jak nasze dobrodziejki skoncza swoje przeklady (oby to nastapilo jak najpozniej, bo nie wyobrazam sobie tego momentu )
Mara7 - Pią 14 Lip, 2006 22:28
Ooo tak próbuj prosze próbuj .Bo niestety dla niepełnoletnich fanfiki sa niedozwolone(ciekawe czemu? => )a tak by sie chciało przeczytać coś związanego z North&South
Ja również 3mam kciuki,powodzenia życze!!Oby sie udało
Caroline - Pią 14 Lip, 2006 22:48
Gosiu, czekamy !!!
A co do Margaret, to ona była w żałobie i to chyba dlatego nigdzie nie bywała.
Gosia już zwróciła uwagę na ten kawałek o Waszti, po pierwsze to świadczy o tym, że Margaret dojrzała, ma swoje poglądy i to znacznie odbiegające od ugrzecznionego światka Harley Street, tylko że na razie się z nimi chowa. Swoją drogą zszokowało mnie to, XIX wiek, kobieta traktowana jak ozdoba mężczyzny była czymś normalnym i ogólnoprzyjętym, a tu Gaskell wkłada w głowę swojej bohaterki takie poglądy! W XXI wieku dla wielu ludzi to są feministyczne bzdety, a wtedy...
(btw dla zainteresowanych: W siódmym dniu, kiedy już rozweseliło się winem serce króla, rzekł do Mehumana, Bizzety, Charbony, Bigty, Abagty, Zetera i Karkasa, siedmiu eunuchów usługujących królowi Aswerusowi, aby przywiedli przed oblicze króla królowę Waszti w koronie królewskiej celem pokazania ludowi i książętom jej piękności; odznaczała się bowiem miłym wyglądem. Ale królowa Waszti odmówiła przyjścia na rozkaz króla, który eunuchowie otrzymali. Król się rozgniewał, i gniew w nim zapłonął. Księga Estery 1, 10-12)
Matylda - Pią 14 Lip, 2006 22:55
Ale chyba też z wyboru nie uczestniczyła w pewnych imprezach
Całe to towarzystwo londyńskie postrzegała jako dość próżne
W filmie ( może trochę mieszam film z książką) raczej się przyglądała tańczącym niż tańczyła. Chyba nie czerpała przyjemności z takich uciech
Alison - Pią 14 Lip, 2006 22:58
| Harry_the_Cat napisał/a: |
Wiem, że Margaret nie zależało na uczestnictwie, ale i tak wydaje mi się to jakies niegrzeczne...
Czy to moze dlatego, że była w żałobie? |
Jestem pewna, że chodziło o żałobę. W Londynie trwał „sezon” czyli rauty i bale a nie tylko wizyty towarzyskie, więc Margaret zdecydowanie nie mogła w nich uczestniczyć. A co do grzeczności, myślę że byłoby miło, gdyby przynajmniej na zmianę któryś z domowników zostawał z nią dla towarzystwa, tym bardziej, że to „bywanie” nie było już takie strategiczne, pani Shaw nie miała więcej córek na wydaniu, ale myślę też, że Margaret mogło zależeć na tych chwilach samotności i spokoju...
Gosia - Pią 14 Lip, 2006 23:13
Dzieki Carol za wyjasnienia.
To zycie londynskie Margaret nie bylo zbyt sympatyczne, ale po wyjezdzie z Milton ona nie szukala raczej rozrywki.
| Cytat: | Gosiu, czekamy !!! |
Nie ukrywam, ze licze troszke na Twoja pomoc w cyzelowaniu i w rozwiewaniu pewnych watpliwosci
P.S. Przepraszam Caroline za wyedytowanie niechcacy Twojego postu :oops: ale juz poprawilam ...
Mag - Pią 14 Lip, 2006 23:41
Dzięki Piekareczki :grin:
Margarytka od razu została wrzucona w ich życie i obowiązki, które pełniła w trakcie poprzedniego pobytu. Nikomu, zwłaszcza Edith to nie przeszkadzało, wręcz wykorzystywała każdą okazję by dołożyć jej zadań. Nie miała szacunku dle jej smutku i żałoby, czy delikatności by dotrzymać jej towarzystwa. Straszna egoistka
Czy ten zamożny dom w Londynie utrzymywała ciotka czy kapitan?
Ja cały czas mam wrażenie, że on się "bidok" wżenił w bogactwo i wszystko - nawet uroda żony- miały służyć podniesieniu jego prestiżu. I jeszcze ten jego brat wiecznie na karku .
I co z tym synkiem- matka wogóle się nim nie zajmowała? Skoro w czasie obiadu służby przypadał Margarytce, potem godzinę ojcu, a reszta nianie?
aknowi - Sob 15 Lip, 2006 00:08
Muszę wyrazić wdzięczność i uwielbienie dla dziewczyn tłumaczących naszą kochaną powieść N&S. Właśnie zaczęłam czytać (dzięki za przesłanie tłumaczenia) i muszę powiedzieć że jest to mistrzostwo świata wśród tłumaczy!!! Pięknie i poetycko, naprawdę rzadko trafiają się tak dobre tłumaczenia! Jeszcze raz SZACUNECZEK dla dziewczyn za poświęcenie i wytrwałość!
Alison - Sob 15 Lip, 2006 13:09
| aknowi napisał/a: | Muszę wyrazić wdzięczność i uwielbienie dla dziewczyn tłumaczących naszą kochaną powieść N&S. Właśnie zaczęłam czytać (dzięki za przesłanie tłumaczenia) i muszę powiedzieć że jest to mistrzostwo świata wśród tłumaczy!!! Pięknie i poetycko, naprawdę rzadko trafiają się tak dobre tłumaczenia! Jeszcze raz SZACUNECZEK dla dziewczyn za poświęcenie i wytrwałość! |
"Uwielbienie i wdzięczność" przyjęte z uwielbieniem i wdzięcznością
Siedzę właśnie nad chyba najdłuższym rozdziałem w tej książce i miło, że ktoś to siedzenie, akurat jak sobie na chwilke weszłam na stronkę, docenił... Uojeju za oknem dziś tak pięknie i chłodniej, a w Helstone już jesień i żniwa, i nostalgia która zewsząd dopada Margerytkę i pana Bella, mnie się też udziela.
No to jeszcze raz dziękuję w imieniu swoim czyli zalożycielki ABT (Amatorskiego Biura Tłumaczeń) i moich współpiekareczek
Caroline - Sob 15 Lip, 2006 15:58
Margaret w Londynie, Rozdział XLIV „Ease not peace” Pozorny spokój s. 444 Cz2.
Wypatrywała z utęsknieniem i nigdy głośno niewyrażoną ciekawością swojskiego zdarzenia, jakim miał być powrót Dixon z Milton, gdzie do tej pory starą służącą absorbowało zamykanie wszystkich spraw rodziny Hale. W sercu Margaret pojawił się niespodziewany głód wywołany całkowitym odcięciem od wieści o ludziach, pośród których żyła tak długo. Co prawda Dixon w swoich listach cytowała od czasu do czasu sugestie pana Thorntona dotyczące tego, co zrobić z meblami, albo jak zachować się wobec właściciela domu Crampton Terrace, ale tylko w takich sytuacjach pojawiało się jego imię, albo jakiekolwiek inne miltońskie imię. Margaret siedziała pewnego wieczoru sama w salonie Lennoxów nie czytając listów Dixon, które trzymała w dłoni, ale rozmyślając o nich, przywołując minione dni i myśląc o życiu wypełnionym pracą, której jej własne było pozbawione, choć nigdy jej nie unikała. Zastanawiała się, czy nadal panuje tam taki zamęt, jakby ona i jej ojciec nigdy się nie pojawili, pytała samą siebie, czy nikt w tym całym tłumie za nią nie tęsknił (i nie myślała o Higginsie), gdy nagle zaanonsowano pana Bella, Margaret pospiesznie skryła listy w swoim koszyczku, zerwała się zarumieniona jakby robiła coś złego.
- Och panie Bell! Nie spodziewałam się, że pana zobaczę.
- Ale przywitasz się ze mną, mam nadzieję, nie będziesz tylko podskakiwać ze strachu?
- Czy już pan jadł? Jak pan przyjechał? Pozwoli mi pan poprosić o jakiś obiad dla pana.
- Jeśli sama będziesz jadła. W przeciwnym razie, jak sama wiesz, nie ma nikogo kto by mniej dbał o jedzenie niż ja. Ale gdzie są inni? Wyszli na obiad? Zostawili cię samą?
- Tak. To dla mnie taki odpoczynek. Właśnie zastanawiałam się... ale czy zaryzykuje pan obiad? Nie wiem, czy coś jest w domu.
- Cóż prawdę mówiąc, jadłem w klubie. Tylko, że nie gotują tam tak, jak kiedyś, więc pomyślałem, że jeśli jeszcze nie jadłaś mógłbym załapać się na obiad u ciebie. Ale nieważne, nieważne! W Anglii nie ma dziesięciu kucharzy, którym można by powierzyć improwizowany posiłek, nawet jeśli starczy im umiejętności i ognia, nie wystarczy im temperamentu. Przygotujesz dla mnie herbatę, Margaret? I nad czym się zastanawiałaś, zamierzałaś mi powiedzieć. Od kogo te listy, córko chrzestna, które chowałaś tak szybko?
- Tylko od Dixon – odpowiedziała Margaret czerwieniąc się.
- Uuuu! I to wszystko? Jak myślisz, kto przyjechał ze mną pociągiem?
- Nie wiem – powiedziała Margaret zdecydowana nie podejmować próby zgadywania.
- Twój, jak to się mówi? Jak się nazywa brat szwagra?
- Pan Henry Lennox?- spytała Margaret
- Tak – odpowiedział pan Bell – znałaś go wcześniej, nieprawdaż? Jakiego rodzaju to człowiek, Margaret?
- Kiedyś go lubiłam – powiedziała Margaret wbijając na moment wzrok w ziemię. Po chwili spojrzała prosto przed siebie i kontynuowała swoim zwykłym tonem – Jak pan wie, później korespondowaliśmy w sprawie Fredericka, ale nie widziałam go od niemal trzech lat, mógł się zmienić. Co pan o nim sądzi?
- Nie wiem. Był tak zajęty sondowaniem, kim jestem po pierwsze i jaki jestem po drugie, że nie wyjawił nic o sobie, chyba że to zawoalowane zainteresowanie człowiekiem, z którym zmuszony był rozmawiać, uznać za niezłą i uczciwą wskazówkę co do jego charakteru. Uważasz, że jest przystojny, Margaret?
- Nie, z pewnością nie. A pan?
- Nie, ale myślałem, że ty może tak. Często tu bywa?
- Myślę, że tak, jeśli akurat jest w mieście. Odkąd przyjechałam był w podróży. Ale panie Bell, przyjechał pan z Oxfordu czy z Milton?
- Z Milton, czy nie czujesz jaki jestem uwędzony?
- Z pewnością, ale myślałam, że to zapach starodruków z Oxfordu.
- Daj spokój, bądź rozsądna! Widzisz, w Oxford dałbym sobie radę z wszystkimi właścicielami domów i zawsze postawił na swoim, nie sprawiłoby mi to połowy kłopotów, jakie miałem z twoim miltońskim właścicielem, który w końcu mnie pokonał. Nie przejmie domu wcześniej niż w czerwcu przyszłego roku. Na szczęście pan Thornton znalazł dzierżawcę. Dlaczego nie pytasz o pana Thorntona, Margaret? Okazał się bardzo uczynnym przyjacielem, mówię ci. Zdjął mi z barków połowę kłopotów.
- Jak on się miewa? I jak się miewa pani Thornton – spytała Margaret pospiesznie zduszonym głosem, choć starała się mówić zwyczajnie.
- Myślę, że wszyscy mają się dobrze. Zatrzymałem się u nich w domu póki nie przegoniła mnie nieustanna paplanina o ślubie tej dziewczyny Thorntonów. Dla samego Thorntona to było zbyt wiele, choć to jego siostra. Zazwyczaj przesiadywał w swoim pokoju. Chyba wyrósł już z wieku, kiedy dba się o takie rzeczy, tak samo jako organizator, jak uczestnik. Zdziwiłem się, że pani Thornton dała się tak łatwo ponieść entuzjazmowi swojej córki dla kwiatu pomarańczy i koronek. Myślałem, że jest ulepiona z twardszej gliny.
- Przybrałaby wszelkie pozory uczucia, by ukryć słabostki swojej córki – powiedziała Margaret niskim głosem.
- Być może. Obserwowałaś ją, prawda? Nie wydaje się specjalnie przepadać za tobą, Margaret.
- Wiem o tym – powiedziała Margaret
Gitka - Sob 15 Lip, 2006 16:51
Caroline, ja też jestem pełna podziwu i uwielbienia dla Twoich tłumaczeń.
Caroline - Sob 15 Lip, 2006 18:01
Dzięki ponownie w imieniu wszystkich tłumaczek
BTW, boski avatarek Gitko
Trochę złowróżbny, brrr...
Gosia - Sob 15 Lip, 2006 18:29
W sercu Margaret pojawił się niespodziewany głód wywołany całkowitym odcięciem od wieści o ludziach, pośród których żyła tak długo. Co prawda Dixon w swoich listach cytowała od czasu do czasu sugestie pana Thorntona dotyczące tego, co zrobić z meblami, albo jak zachować się wobec właściciela domu Crampton Terrace, ale tylko w takich sytuacjach pojawiało się jego imię, albo jakiekolwiek inne miltońskie imię. Margaret siedziała pewnego wieczoru sama w salonie Lennoxów nie czytając listów Dixon, które trzymała w dłoni, ale rozmyślając o nich, przywołując minione dni i myśląc o życiu wypełnionym pracą, której jej własne było pozbawione, choć nigdy jej nie unikała. Zastanawiała się, czy nadal panuje tam taki zamęt, jakby ona i jej ojciec nigdy się nie pojawili, pytała samą siebie, czy nikt w tym całym tłumie za nią nie tęsknił (i nie myślała o Higginsie),
Chetnie by sie dowiedziala co sie dzieje u Pana Thorntona, ale pytac nie chciala.
Caly czas ukrywa te uczucia przed innymi i sama soba.
- Jak on się miewa? I jak się miewa pani Thornton – spytała Margaret pospiesznie zduszonym głosem, choć starała się mówić zwyczajnie.
Ten tekst o tesknocie jest znamienny, zastanawiala sie czy Thornton dalej o niej mysli ...czy za nia teskni... a czy ona za nim tesknila ?
Na szczescie nie uwaza, ze Henry jest przystojny, a co by powiedziala o Thorntonie ?
P.S. - Z Milton, czy nie czujesz jaki jestem uwędzony?
- Z pewnością, ale myślałam, że to starocie z Oxford.
Przepraszam, czy mowa o panu Bellu?
Alison - Sob 15 Lip, 2006 18:37
Mam nadzieję, że chodziło jej o starodruki wśród, których przebywał.
|
|
|