Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
przecinek - Pią 06 Cze, 2008 13:13 Obejrzałam w końcu "Juno", film o nastolatce, która zachodzi w ciążę i decyduje o dalszych losach swoich i swojego dziecka. To bardzo specyficzny film, z dialogami bardzo młodzieżowymi i z takim podejściem do życia. Film ten z postaram się zobaczyć w wersji innej niż kinowa, specjalnie po to aby sprawdzić jak tłumacze amatorzy, bez cenzury, poradzili sobie z dość ciężkim i dosadnym językiem Juno. W napisach końcowych pojawił sie konsultant ds języka młodzieżowego. A sam film jest bardzo przyjemny, pogodny, mówi o niechcianej ciąży tak że nie jest ona końcem, ale jedynie etapem życia młodej dziewczyny. Bardzo miło się go oglądało, tym bardziej że kilkanaście dni wcześniej oglądałam rumuński film "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni". Ten sam punkt wyjścia, ale zupełnie inne rozwiązanie. To tego filmu na pewno nie wrócę.asiek - Pią 06 Cze, 2008 13:29
Caitriona napisał/a:
Clive w Elizabeth jest powalający.... Cudowny... Jak opowiada o porózach królowej to normalnie mam ochotę popłynąc z nim gdziekolwiek, a dodam ze za morzem nie przepadam
Ta scena jest przepiękna...Świetnie zagrana i przez Clive'a i przez Cate. Caitriona - Pią 06 Cze, 2008 18:16
trifle napisał/a:
A ja obejrzałam niedawno opisywane już przez Admete i Caitrionę "Turn left, turn right". To właściwie taki film dla nastolatków, te wszystkie niedoszłe spotkania i przeszkody troszkę mogą zirytować, ale para głównych bohaterów jest tak sympatyczna i tak miło się ich ogląda, że przymyka się oko.
Dokładnie! Ten film jest taki trochę naciągany i momentami miałam wrażenie kalsy B, szczegolnie przy końcówce, ale para głównych bohaterów jest tak ciepła i sympatyczna, ze chce się dalej oglądać. I je bardzo lubię ten wiersz
Asiek, dobrze prawisz! Cate jest fantastyczna, a Clive to już cud, miód i orzeszki!! Uwielbiam tą scenkę Caroline - Sob 07 Cze, 2008 13:03 Obejrzałam pierwszą serię "Rzymu" i bardzo mi się podobało. Już miałam zakładać wątek odpowiedni w "Serialach", ale zaczęłam oglądać drugą serię
Co to u diabła ma być?
Spoiler:
Jakaś Rodzina Soprano po rzymsku? Weronus jako jako capo di tutti capi? Jakieś skrzyżowanie Angeliny Jolie z księżniczką Xeną pilnuje dziwek. O co w ogóle chodzi?
A już kompletnie rozwalił mnie ostatni odcinek, jaki obejrzałam i Pulo mordujący Cycerona. Nie wiem, po jakich dragach scenarzysta wymyślił morderstwo jako przerwę w pikniku. Nie wiem, co zażył producent, żeby się na to zgodzić.
"Jutro mam tam robótkę, jest bardzo pięknie, zróbmy sobie piknik!!!" A brzoskwinie ????? Dialogi jak z Mody na sukces. "Jak minął ci dzień" " Musimy porozmawiać" "Chcesz drinka"
Bingley 2007 jako Oktawian jest beznadziejny!!!!!
Czy ktoś to rozumie? Pierwsza seria była naprawdę dobra, świetne aktorstwo, genialny Ciaran, fajny koncept, ładna oprawa. A tu... Litości. Chyba nie obejrzę do końca.
Powiedzcie, co się dalej dzieje?
Admete - Sob 07 Cze, 2008 13:35 Widzę, że miałam dobre przeczucie i słusznie nie obejrzałam 2 serii Caitriona - Sob 07 Cze, 2008 13:53
Caroline napisał/a:
Obejrzałam pierwszą serię "Rzymu" i bardzo mi się podobało. Już miałam zakładać wątek odpowiedni w "Serialach", ale zaczęłam oglądać drugą serię
Co to u diabła ma być?
Spoiler:
Jakaś Rodzina Soprano po rzymsku? Weronus jako jako capo di tutti capi? Jakieś skrzyżowanie Angeliny Jolie z księżniczką Xeną pilnuje dziwek. O co w ogóle chodzi?
A już kompletnie rozwalił mnie ostatni odcinek, jaki obejrzałam i Pulo mordujący Cycerona. Nie wiem, po jakich dragach scenarzysta wymyślił morderstwo jako przerwę w pikniku. Nie wiem, co zażył producent, żeby się na to zgodzić.
"Jutro mam tam robótkę, jest bardzo pięknie, zróbmy sobie piknik!!!" A brzoskwinie ????? Dialogi jak z Mody na sukces. "Jak minął ci dzień" " Musimy porozmawiać" "Chcesz drinka"
Bingley 2007 jako Oktawian jest beznadziejny!!!!!
Czy ktoś to rozumie? Pierwsza seria była naprawdę dobra, świetne aktorstwo, genialny Ciaran, fajny koncept, ładna oprawa. A tu... Litości. Chyba nie obejrzę do końca.
Powiedzcie, co się dalej dzieje?
Spoiler:
Wiesz co Caroline, ja obejrzałam II serię, ale szczerze przyznam że niewiele z niej pamiętam, bo właśnie była o wiele słabsza od I. I tak szczerze to chyba gdzieś leciałam na podglądach wieć Ci nawet nie mogę jej opowiedzieć.
Ale I nadal polecam Admete - Sob 07 Cze, 2008 23:34 Karmel - jaki to piękny i prawdziwy film. Taki słodko - smutny. Mam teraz taki dziwny nastrój. To jest bardzo kobiecy film. Nie sądzę, żeby jakikolwiek mężczyzna zrozumiał tak do końca te wszystkie drobne elementy. Bardzo mi się podobał...Trzykrotka - Nie 08 Cze, 2008 00:38 Cieszę się, ze Ci się udało go zobaczyć . To prawda, to jest film, w którym króluje kobiecość we wszelkich odcieniach, nie taka jak z Lejdis, tylko taka, z którą można się identyfikować. Podobało mi się to, że w filmie wszystkie te - stare i młode panie dają sobie nawzajem wsparcie, są dla siebie zwyczajnie dobre. A mężczyźni - ważni przecież dla nich - krążą gdzieś na obrzeżach tego świata.Admete - Nie 08 Cze, 2008 08:56 Oczywiście, że panowie są ważni, ale ostatecznie kobiety same dla siebie stanowią oparcie Trzykrotka - Nie 08 Cze, 2008 20:13 Pod tym względem strasznie bolesna była scena, kiedy jedna z nich szykuje obskurny pokój hotelowy na urodziny swojego potajemnego kochanka: szoruje, sprząta, czyści, kupuje tort.... a zjawiają się tylko koleżanki. Niezawodne.Admete - Nie 08 Cze, 2008 20:34 A dla mnie to było pocieszające Dobrze, że potem kopnęła w zadek tego kochasia. W momenci, gdy poznała inne kobiety - jego żonę i małą córkę.trifle - Nie 08 Cze, 2008 20:55 A ja wczoraj w nocy zdecydowanie nieambitnie.. Obejrzałam "Nie kłam, kochanie". I po prostu.. no po prostu... to jest film na poziomie reklamy margaryny Jest tak prosty, banalny, przewidywalny, nieskomplikowany jak tylko można. NIC nie zaskakuje, zero emocji wzbudza. Fakt, ładnie jest nakręcony, ładne obrazki, ładna aktorka, prześliczny Kraków - ale jak z reklamówki prokrakowskiej z Urzędu Miasta, gdzie tylko Rynek, Wawel i Kazimierz.
Na odmóżdżenie totalne można zobaczyć, bo tak poza tym to strata czasu.asiek - Nie 08 Cze, 2008 20:59
trifle napisał/a:
Obejrzałam "Nie kłam, kochanie". I po prostu.. no po prostu... to jest film na poziomie reklamy margaryny
Pięęęękne... Trzykrotka - Nie 08 Cze, 2008 21:07 Dobrze powiedziane! We mnie głupota i banalność tego filmu wywołały po prostu agresję. Miałam ochotę pikietować przed kasą kina z transparentem: szkoda waszych pieniędzy!lizzzi - Nie 08 Cze, 2008 21:38
trifle napisał/a:
A ja wczoraj w nocy zdecydowanie nieambitnie.. Obejrzałam "Nie kłam, kochanie". I po prostu.. no po prostu... to jest film na poziomie reklamy margaryny
Tak się na to wybierałam, wybierałam i w końcu nie poszłam. Znaczy chyba zrobiłam dobrze.trifle - Nie 08 Cze, 2008 21:40 I nie rozumiem, czemu gdzieś tam było mówione, że cudowne role drugoplanowe Tyszkiewicz i Szapołowskiej. One też mi się nie podobały... Eee, bida z nędzą.
Niedługo zabiorę się za "Lejdis", bo ostatnio przeczytałam recenzję - gdzieś w sieci - że nie ma pani, której by się nie podobał. Śmiem wątpić.. Jak ja bym chciała zobaczyć taką polską komedię romantyczną, która by mnie naprawdę zachwyciła! - dlatego staram się oglądać te nasze nowe filmy. Ale co jeden to gorszy - choćby przez to że nie lepszy od poprzednich (stanie w miejscu to cofanie się) Anonymous - Nie 08 Cze, 2008 21:56 nie licząc 'Nigdy w życiu" które było znośne nie widziałam ostatnio polskiej komedii romantycznej, która byłaby znośna. Miałyśmy się z koleżanką wybrać na "Nie kłam kochanie" ale na szczęście(jak widać) kasa była okupowana i nie było jak się wkręcićlizzzi - Pon 09 Cze, 2008 19:24
lady_kasiek napisał/a:
nie licząc 'Nigdy w życiu" które było znośne nie widziałam ostatnio polskiej komedii romantycznej, która byłaby znośna. Miałyśmy się z koleżanką wybrać na "Nie kłam kochanie" ale na szczęście(jak widać) kasa była okupowana i nie było jak się wkręcić
Zgadzam się z Tobą lady. Tylko "Nigdy w życiu" jako tako mi się podobał. Przez inne polskie komedie romantyczne po prostu nie przebrnęłam Nie dałam rady, dno i wodorosty.
Tak się zastanawiam, co jest tak trudnego w tym gatunku, że polskie produkcje to takie knoty.Agn - Sob 14 Cze, 2008 22:21 Lizzzi, całe lata produkowania knotów robią swoje - polskie kino rzadko wypluwa coś naprawdę ciekawego.
Byłam wczoraj na The other Boleyn girl (czyli nieszczęsnych Kochanicach króla, doprawdy, kto tak przetłumaczył ten tytuł?!). Mam mieszane uczucia. Z jednej strony historia mi się podoba, jest ciekawa. Z drugiej - zbyt delikatna intryga, by wcisnąć ją w dwugodzinny film. Co z tego wyszło? Pęd zamiast opowieści. Więc mamy malutką scenkę z dzieciństwa Boleynów, potem zaraz ślub, spotkanie z królem, dwór, idą do łóżka, ona rodzi, bach, bach, bach, potem intryga Anny (i myślę, że filmowcom na tym wątku najbardziej zależało, bo na ten motyw wyhamowali z piskiem opon), która kończy się gwałtem, ślubem, porodem i ścięciem. Za szybko. Zamiast subtelności, niuansów, mamy łopatologię. Zamiast smaczków tego co nie wypowiedziane, mamy wywalanie kawy na ławę z każdej strony. I zamiast ciekawych postaci mamy jakąś pannę bez wyrazu, która leży w łóżku (z mężczyzną bądź w ciąży, potem ujmuje się za wredną siostrą, albowiem jest taaaaaka dobra *ziew*), wredną intrygantkę (której podejrzanie blisko do Alexis z Dynastii), i króla, który myśli... no, tym drugim mózgiem. Przepraszam, wiem, Heniek był - pardonsik - ogierem, ale gdyby myślał wyłącznie kategoriami "jak tu zaliczyć kolejną laskę", to by nie był tak silnym królem jakiego znamy. A takie wnioski można wyciągnąć z seansu - chciał ją zaciągnąć do łóżka, więc poprzestawiał kraj, odprawił żonę, córkę i Maryśkę z synkiem i zachowywał się jak napalony nastolatek. Poza tym jest jeszcze jeden wniosek z filmu - łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Też mi odkrycie...
Ogółem - jestem rozczarowana. Szkoda mi aktorów, którzy w to wdepnęli. Bardzo, bardzo lubię Erica Banę (który zaiste nie wygląda jak Henryk VIII, ale można się było spodziewać, że wyprzystojnią tego i owego), bardzo lubię Natalie Portman - mogła mieć ciekawą rolę, ale zginęła w tym filmie. Nawet Scarlett mi szkoda, bo choć jej nie lubię, to szkoda jej talentu, by grała baby bez wyrazu.
Ogółem - historia ciekawa, ale film jest źle zrobiony. I tyle.Admete - Sob 14 Cze, 2008 22:37 Opisałaś moje odczucia tyle, że bardziej dosadnie też ziewałam w czasie oglądania filmu i uważam, że jest bez wyrazu zupełnie. O wiele ciekawszy jest serial Tudorowie. Znasz?Agn - Sob 14 Cze, 2008 22:42 Nie, albowiem zamierzałam go obejrzeć z Tarinem, więc zawiozłam płytkę do niego, a u Tarina, jak wiadomo, nie przyroda, więc wszystko ginie. Chociaż ponoć ją znalazł, ale ja jej nie widziałam. Muszę odzyskać, bo już straciłam nadzieję, że obejrzymy to razem, a piekielniem go ciekawa.
Co do wrażeń - a co się będę szczypać? BeeMeR - Sob 14 Cze, 2008 22:53
trifle napisał/a:
Niedługo zabiorę się za "Lejdis", bo ostatnio przeczytałam recenzję - gdzieś w sieci - że nie ma pani, której by się nie podobał. Śmiem wątpić..
I bardzo słusznie - ja właśnie niedawno obejrzałam i mi się nie podobał
Bo powinno się móc choć trochę polubić bohaterki, a jak tu je polubić, kiedy zachowują się jak suki? Ja nie potrafię.
I było mi zupełnie obojętne, czy im się uda znaleźć cel/miłość/dziecko/etc. w życiu, czy też nie. A nawet dla niektórych byłby niewskazany
Najbardziej podobał mi się, a zarazem wydał realny i bolesny, wątek osamotnionego ojca, granego przez Krzystofa Globisza. Generalnie jednak - nie polecam.Caitriona - Nie 15 Cze, 2008 16:01 Ja miałam bardzo podobne odczucia po obejrzeniu The Other Boleyn Girl - film jest po prostu nieciekawy, momentami nudzi; aż żal tej nprawdę dobrej trójki aktorów... Dodatkowo film nawet nie zachwyca ani zdjęciami, ani muzyką. Serial zdecydowania wygrywa trifle - Śro 18 Cze, 2008 11:03
BeeMeR napisał/a:
trifle napisał/a:
Niedługo zabiorę się za "Lejdis", bo ostatnio przeczytałam recenzję - gdzieś w sieci - że nie ma pani, której by się nie podobał. Śmiem wątpić..
I bardzo słusznie - ja właśnie niedawno obejrzałam i mi się nie podobał
Bo powinno się móc choć trochę polubić bohaterki, a jak tu je polubić, kiedy zachowują się jak suki? Ja nie potrafię.
I było mi zupełnie obojętne, czy im się uda znaleźć cel/miłość/dziecko/etc. w życiu, czy też nie. A nawet dla niektórych byłby niewskazany
Najbardziej podobał mi się, a zarazem wydał realny i bolesny, wątek osamotnionego ojca, granego przez Krzystofa Globisza. Generalnie jednak - nie polecam.
Też obejrzałam. I no właśnie! Jeśli to jest obraz współczesnych Polek, to thank you very much Jedna traktuje swojego męża jak - pardon - śmiecia, wyzywa go, klnie (w sumie wszystkie klną..), druga to buldożer, nie kobieta (jak do faceta, który mówi, że ją kocha, można mówić "sp**"??). Nie no nie no nie! NIE dla takich filmów! Okropne! Przygłupi uśmiech wywołał u mnie tylko Tomasz Kot grający Węgra i mówiący tak komicznie "Goszuu.." W ogóle nie polecam tego czegoś
Dlaczego, dlaczego u nas albo prymitywne, durne komedie albo przesłodzone, teledyskowe badziewie? Albo jeszcze filmy, po których obejrzeniu chce się pociąć tępym nożem.. Trzykrotka - Śro 18 Cze, 2008 13:20
Caitriona napisał/a:
Ja miałam bardzo podobne odczucia po obejrzeniu The Other Boleyn Girl - film jest po prostu nieciekawy, momentami nudzi; aż żal tej nprawdę dobrej trójki aktorów... Dodatkowo film nawet nie zachwyca ani zdjęciami, ani muzyką. Serial zdecydowania wygrywa
Dziękuję! Zaoszczędzę na bilecie do kina.
Ostrzegam przed filmem, na który trafilam przypadkiem i który okrzyknięty jest rewelacja i komedią - Dwa dni w Paryżu. Okropny! Cos jak wczesny Woody Allen: sfrustrowani i pokręceni bohaterowie w kółko wylewają z siebie potoki nieważnych słów. Paryż jawi się jako miejsce pełne chamów, maniaków seksualnych, brudasów, szowinistów, nieuprzejmych nieuków i faszystów. Domy sa brzydkie, z zaciekami na ścianach, pobyt w nim to dwa dni koszmaru dla czyściutkiego Amerykanina. Można się uśmiechnąć czasami, ale - szkoda czasu i pieniędzy.
Natomiast polecam włosko-turecki Saturno contro. Idąc spodziewalam się pięknej muzyki i wzruszeń. Muzyka JEST piękna, jak zawsze u Ferzana Ozpetka. Wzruszeń jakby trochę mniej... Film opowiada o grupie przyjaciół gromadzących się wokół ciepłego domu homoseksualnej pary Davide i Lorenzo. Bohaterowie - jak my wszyscy - borykają się każdy z własnym piekłem, ale jednoczą się przy długim stole, piją wino, wspierają sie radą, pomocą, pieniędzmi. Jak zwykle bywa, katalizatorem przemian jest tragedia - śmierć, z którą trudno jest sobie poradzić.
Mały, cichy, bardzo ludzki film. Nie poruszyl mnie aż tak jak Okna, ale nastroił pozytywnie i uspokoił.