To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III

Maryann - Sob 19 Maj, 2007 19:29

trifle napisał/a:
Atrakcyjny znaczy bogatszy i z jakimś fajnym tytułem?

najlepiej książęcym, zgodnie z "dyskretnymi" sugestiami pastora Collinsa... :lol:

trifle - Sob 19 Maj, 2007 19:31

I wtedy Darcy na odstawkę. O mamo, ale to by było - on gotów do spełnienia obowiązku, a ona: sorry, ja już mam narzeczonego :twisted:
Maryann - Sob 19 Maj, 2007 19:44

Ja myślę, że obwieszczenie tej wspaniałej wiadomości przypadłoby w udziale raczej mamuśce... :grin:
Maryann - Nie 20 Maj, 2007 07:27

Rozdział II cz. 8

Poruszenie i śpiew z tyłu kościoła kazało wszystkim wstać. Darcy podniósł się również, a wstając porzucił zagadkę swego kuzyna i zajął się bardziej intrygującą: poszukiwaniem Elizabeth w tłumie. Wykorzystując swój wzrost, przeszukiwał wzrokiem łąkę ozdobionych kwiatami i owocami czepków, żeby znaleźć ten jeden osłaniający jej wspaniałość przed przypadkowym spojrzeniem. Jednak bez powodzenia.
Ponad szuraniem i szmerami chór małych chłopców zaczął pieśń procesjonalną. Ich głosy, czasem czyste, częściej nie, ale żarliwe i wyraźne, odbijały się od starożytnych ścian. Za nimi, dostojnym krokiem szedł pan Collins w sztywno wykrochmalonej białej komży, ze wzrokiem nabożnie wzniesionym w niebo. Kiedy dotarł do ławki de Bourghów, zaskoczył Darcy’ego i Fitzwilliama nagłym zwróceniem się w ich kierunku i głębokim pokłonem złożonym każdemu z członków rodziny jego czcigodnej patronki. Akurat w momencie, gdy ten śmieszny człowiek kończył swoje żenujące pochlebstwa, Darcy zauważył błysk błękitu, pochodzący od wstążki słomkowego czepka udekorowanego liliami świeżo zerwanymi w dolinie. Kiedy rondo się uniosło, pojawiła się para aksamitno brązowych oczu nad zadartym noskiem i urzekającymi ustami, które aby ukryć rozbawienie ich właścicielki, przysłonięte zostały delikatną dłonią w rękawiczce. Ten widok był czystym urokiem, a on był bardziej niż chętny, żeby się mu poddać.
Oczy Elizabeth wpatrywały się w kuzyna, ale nie usatysfakcjonowane obserwacją jego egzekwii szybko przeszły do obserwowania reakcji otoczenia, a ku zdziwieniu Darcy’ego, zaczęły od jego własnej twarzy. Oczekiwanie w jej oczach i urocze wygięcie warg przeszyło go niczym piorun, obezwładniając jego zmysły, tak że w tym momencie mógł tylko wyczekiwać tego, co miało nadejść. Zmarszczyła lekko brwi ze zdziwienia. Choć dało mu to chwilę wytchnienia, jej zdumione spojrzenie pobudziło jego ciekawość. Co ją zaintrygowało ? Spojrzała w dół, na swój płaszczyk, a jego oczy podążyły za jej drobną dłonią, która dotknęła materiału. Elizabeth spojrzała znów na niego. Nie, nie na niego, pomyślał, ale… na jego surdut ! Za sprawą jakiegoś niecnego podstępu jego surdut, wstążka u jej czepka i kolor jej płaszcza były w tym samym odcieniu błękitu ! Również jej suknia była kremowa, podobnie jak jego kamizelka i bryczesy, tyle że usiana maleńkimi niebieskimi kwiatkami. Dla każdego, kto chciałby popatrzeć, wyglądali jak para lalek ! Jak mogło dojść do takiego zbiegu okoliczności ? Dłuższe dochodzenie nie było potrzebne. Fletcher ! Co to za diabelska gra ? Jak, na miłość boską, a jeszcze bardziej – dlaczego, skoro ostatnio ostrzegł go tak wyraźnie ?
Jego fascynacja osobą Elizabeth chwilowo minęła. Darcy rozejrzał się badawczo po tyle kościoła. Chociaż kościół w Hunsford nie był duży, jego wnętrze było tego ranka prawie wypełnione i Fletchera nie było widać w tłumie zgromadzonych. Bez wątpienia zrobił to celowo, wścibski impertynent ! W czasie, gdy Darcy szukał stosownych epitetów dla określenia swego wiarołomnego służącego, pan Collins dotarł do ambony, a zebrani otworzyli modlitewniki, zmuszając Darcy’ego do zaprzestania poszukiwań i powrotu do cotygodniowego rytmu, jakiego Kościół Angielski oczekiwał od swych synów każdego dnia pańskiego.

trifle - Nie 20 Maj, 2007 10:13

Fletcher fajny jest, ale jeśli to jego sprawka to przegina. Ja tam głupio bym się czuła będąc ubrana 'pod kolor' i rosłaby we mnie wewnętrzna przekora, żeby zrobić inaczej niż inni planują ;)
Aragonte - Nie 20 Maj, 2007 10:52

Też mi się wydaje, że Fletcher przesadził z tym "przebraniem" :roll:

I dzięki za ciasteczko :kwiatek:

Maryann - Nie 20 Maj, 2007 11:54

Ten "przebierankowy" motyw wypadł z ostatecznej wersji książki - i może i dobrze, bo jako jednorazowa akcja w Netherfield był może i zabawny, ale co za dużo, to niezdrowo.
Po mojemu, jeśli coś przemawia za jego utrzymaniem, to tylko puenta późniejszej rozmowy Darcy'ego z Fletcherem. Ale o tym trochę później...

Gunia - Nie 20 Maj, 2007 12:10

Najlepszego dowcipu nie powtarza się dwa razy. :?
MiMi - Nie 20 Maj, 2007 12:42

Tak się zastanawiam, czy po ślubie Darcy i Lizzy w każdą niedzielę będą ubrani pod kolor, a może każdego...
Ulka - Nie 20 Maj, 2007 12:53

Trzydniowe zaległości :smile:
Maryann napisał/a:
- Napiszę do twojej matki, Richardzie – wpatrując się surowo w jego pobladłą twarz zapowiedziała lady Catherine

jakby zbił wazonik biegając po salonie :wink:
Lady P. nie znosi chyba Lady C. Mam wrażenie, że Jane miała do niej więcej ironicznego dystansu, podobnie jak Elizabeth, zaś Lady P. jej nie cierpi ;) "Smoczyca" :lol: Może spotkała kiedyś taką Lady? :o :wink:
Tak się użalacie nad Anną, ale ja nie wiem, czy ona sama nie była głupiutka i zmanierowana. Jakoś nie żal nam zmanierowanych wpływem matki Lydii i Kitty, a z Anną mogło być podobnie. Choć w fanfiku nie wiadomo jak będzie to pokazane, na razie jest intrygująco :smile:
Maryann napisał/a:
Czy gdyby Darcy nie przyjechał do Netherfield i nie poznał Elżbiety, to ożeniłby się z Anną ? A jeśli tak, to kiedy ?

A ja myślę, że nie. To były pobożne plany sióstr, ale Darcy mimo wszystko był samodzielnym dorosłym człowiekiem. Jeśli odważył :wink: się oświadczyć Lizzy, to czemu by nie miał w ogóle w planach znalezienie odpowiedniej żony?
Przychodzi mi teraz taka myśl, że mógł w ogóle konkretnie nie planować, widząc te wszystkie Anny, Karoliny, inne panny, ale licząc, że są też panny pokroju Georgiany :wink: nie będące jego siostrami :mrgreen:
Maryann napisał/a:
Dla każdego, kto chciałby popatrzeć, wyglądali jak para lalek !

pamiętacie te papierowe laleczki :mrgreen:

Maryann - Nie 20 Maj, 2007 13:13

Ulka napisał/a:
Tak się użalacie nad Anną, ale ja nie wiem, czy ona sama nie była głupiutka i zmanierowana. Jakoś nie żal nam zmanierowanych wpływem matki Lydii i Kitty, a z Anną mogło być podobnie.

Mam wrażenie, że nie... Lidia i Kitty były źle wychowane i rozpuszczone do niemożliwości. Annie mogło brakować wielu rzeczy (zwłaszcza miłości), ale na pewno nauczono ją, co wypada i jak należy się zachować. Edukację też na pewno odebrała gruntowną - oczywiście na tyle, na ile pozwoliło jej słabe zdrowie... :wink:

trifle - Nie 20 Maj, 2007 13:55

Też myślę, że Anna nie była taka głupia i rozpuszczona jak młode Bennetówny. Anna była wykształcona, nawet jeśli sama nie mogła czytać - ze względu na zdrowie - to pewnie znalazła się cała gromada, żeby czytać jej na głos. A w tej kwestii podzielam zdanie pana Darcy'ego ;) że systematyczna lektura ma wpływ na osobowość. Anna zresztą rozpuszczona nie mogła być, Lady C. raczej trzymała dyscyplinę ;)
Maryann - Nie 20 Maj, 2007 14:32

Ulka napisał/a:
Darcy mimo wszystko był samodzielnym dorosłym człowiekiem. Jeśli odważył :wink: się oświadczyć Lizzy, to czemu by nie miał w ogóle w planach znalezienie odpowiedniej żony?
Przychodzi mi teraz taka myśl, że mógł w ogóle konkretnie nie planować, widząc te wszystkie Anny, Karoliny, inne panny, ale licząc, że są też panny pokroju Georgiany :wink: nie będące jego siostrami :mrgreen:

Był samodzielny i niezależny, ale najwyraźniej bardzo przywiązany do rodziny - nawet u JA widać, że ciocię Catherine to on nie bardzo kocha, ale jednak co roku ją odwiedzał, bo tak było w zwyczaju. Więc może gdyby nie Lizzy, to poszedłby jednak tą najłatwiejszą drogą i zrobił z Anny panią Darcy...

Ulka - Nie 20 Maj, 2007 16:15

Maryann napisał/a:
Więc może gdyby nie Lizzy, to poszedłby jednak tą najłatwiejszą drogą i zrobił z Anny panią Darcy...

Mam inne zdanie. :)
trifle napisał/a:
eż myślę, że Anna nie była taka głupia i rozpuszczona jak młode Bennetówny

Nie twierdzę, że tak jak Bennetówny. Ani, że rozpuszczona, skąd taki pomysł! Przy lady K?! :mrgreen: Ale w inny sposób zmanierowana. Dumna. Wyniosła. Mało energiczna. Z poczuciem wyższości. brakiem ciepłych uczuć. Oczywiście, dziś można by uznać, że
Maryann napisał/a:
Annie mogło brakować wielu rzeczy (zwłaszcza miłości),
Ale nie trudno nam przykładać dzisiejszą miarę.
A Lizzy czy Jane to miały tak dużo rodzicielskiej miłości? Ówcześnie trochę inaczej wychowywano dzieci i traktowano je.
Maryann napisał/a:
ale na pewno nauczono ją, co wypada i jak należy się zachować.

pewnie tak, a więc nie umiała się zachować z własnej winy-nieprzyjemnego charakterku na przykład lub zmanierowania i dumy-vide scena przed plebanią, gdy Lizzy stwierdza, że młoda dziedziczka jest niewychowana, trzymając pastorową na zimnie.
Hm, Anna była biedna i niekochana...a skąd podły charakterek Karoliny? :razz:

trifle - Nie 20 Maj, 2007 16:29

A mnie się zawsze wydawało, że Anna jest trochę nieśmiała. Nie dumna i wyniosła. Może i nie umiała okazać uczuć, ale to chyba dlatego właśnie, że nigdy ich nie doświadczyła. A może ona brała jakieś leki przeciwbólowe (używano wtedy czegoś? :roll: ) i była 'znieczulona' na wszystko? ;)
Aragonte - Nie 20 Maj, 2007 17:01

Używano na bank - czy laudanum, na bazie opium, nie było takim uspokajaczem i znieczulaczem?? I co więcej, kojarzy mi się, że większość dziewiętnastowiecznych lekarstw obecnie by nie przeszła żadnych testów, bo głównie truły, podobnie jak sporo specyfików do upiększania (wzmocniony roztwór Fowlera - na bazie arszeniku! - do rozjaśniania cery i takie tam cudeńka). To reminiscencje lektury "Fasolki z Kalabaru" Petera Macinnisa.
bezpaznokcianka - Nie 20 Maj, 2007 17:35

sugerujecie że Anna była... pod wpływem? :neutral:
Aragonte - Nie 20 Maj, 2007 17:58

bezpaznokcianka napisał/a:
sugerujecie że Anna była... pod wpływem? :neutral:

Ja nic nie sugeruję :smile: Odpowiadałam tylko na pytanie.

trifle - Nie 20 Maj, 2007 18:02

bezpaznokcianka napisał/a:
sugerujecie że Anna była... pod wpływem? :neutral:


Może nie od razu 'pod wpływem' ;) Tylko trochę.. otumaniona, więc jej specjalnie nie zależało na niczym, w sensie "trochę się źle czuję, matka i tak ma większą siłę, więc nie ma się co przemęczać". To tylko jedna z opcji, bo mnie coś zaintrygowała postać Anny ;)

Maryann - Nie 20 Maj, 2007 18:52

trifle napisał/a:
Może i nie umiała okazać uczuć, ale to chyba dlatego właśnie, że nigdy ich nie doświadczyła.

No właśnie... Z tego co o niej wiemy, można z dużym prawdopodobieństwem przypuścić, że lady C. nie była czułą matką. Ojca Anna chyba od dawna nie miała - a z resztą gdyby nawet, to mam wrażenie, że raczej niewiele w tej rodzinie miał do gadania. Całe dnie spędzała z panią Jenkinson, czy innymi guwernantkami, których głownym zadaniem było skrupulatne wykonywanie poleceń milady i pilnowanie, żeby panienka dobrze się prowadziła.
A jeśli na dodatek miała usposobienie choć trochę podobne do swojegi kuzyna, który wychował się (wg jego własnych słów) w kochającej się rodzinie - to tym bardziej trudno jej się dziwić.

Mag - Nie 20 Maj, 2007 19:58

Maryann napisał/a:
pojawiła się para aksamitno brązowych oczu


Mnie aksamitne oczy kojarzą się z krowami :twisted:


Uważam, że Darcy mimo wszystko nie ożeniłby się z Anną.

Dzięki Maryannku :thud:

Maryann - Nie 20 Maj, 2007 20:15

Ulka napisał/a:
Maryann napisał/a:
Więc może gdyby nie Lizzy, to poszedłby jednak tą najłatwiejszą drogą i zrobił z Anny panią Darcy...

Mam inne zdanie. :)

Ja się też przy tym twierdzeniu nie upieram. W końcu miał całkiem sporo czasu na podjęcie decyzji (nawet jeśli Anna nie była jego rówieśnicą, to chyba była trochę starsza od Elżbiety), a przecież w tym przypadku nie hamowały go żadne skrupuły typu "brak majątku i koneksji".
Ja mam wrażenie, że Darcy w ogóle niewiele myślał o małżeństwie jako takim. Może dlatego, że miał wystarczająco wiele innych zajęć, a może dlatego, że podświadomie czekał na kogoś innego niż panny z "towarzystwa" (w domyśle kogoś takiego, jak Elżbieta... :wink: ).

Matylda - Nie 20 Maj, 2007 21:14

wstążka u jej czepka i kolor jej płaszcza były w tym samym odcieniu błękitu ! Również jej suknia była kremowa, podobnie jak jego kamizelka i bryczesy, tyle że usiana maleńkimi niebieskimi kwiatkami.
To się robi trochę komiczne . Zniknęły mi motylki w brzuchu :sad:

Matylda - Nie 20 Maj, 2007 21:17

Z Anną ???
Darcy jako człowiek praktyczny pragnął z pewnością pozostawić po sobie potomka ( idealnie by było gdyby był właściwej płci :wink: )
W końcu wszystko co robił ( do czasu gdy Elunia naszczekała mu trochę prawdy o sobie) było przemyślane wszerz i wzdłuż

Maryann - Nie 20 Maj, 2007 21:23

Matylda napisał/a:
Zniknęły mi motylki w brzuchu :sad:

poleciały się zdrzemnąć... :wink:

Matylda napisał/a:
Darcy jako człowiek praktyczny pragnął z pewnością pozostawić po sobie potomka ( idealnie by było gdyby był właściwej płci :wink: )

Praktyczny... :? ??: Ja bym raczej powiedziała "przywiązany do Rodowej Tradycji"... :grin:


szczekająca Elunia... :rotfl:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group