To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

Kaziuta - Śro 14 Lut, 2007 12:10

Biedny Flecher. :przytul:
Wielki taleny skarcony przez fałszywą skromność.

Maryann - Śro 14 Lut, 2007 12:21

Ale w sumie mu się opłaciło - Darcy się pozłościł, ale szybko mu przeszło (i wygląda, że na dobre). A od lorda Broughama dostał sowitą rekompensatę... :wink:
Anonymous - Śro 14 Lut, 2007 13:23

Maryann napisał/a:
Ciekawe, co by na to powiedziały niektóre gwiazdy światowego show businessu... :mrgreen:


Nie musiałyby nic mówić. Wystarczyłoby, żeby chociaż raz naprawde zerknęły do lustra...

Alison - Śro 14 Lut, 2007 14:13

Przeczytałam sobie jeszcze raz, już bez porannego pośpiechu, i zachwyciło mnie sformułowanie: moje powściągliwe gratulacje :wink:
Maryann - Śro 14 Lut, 2007 14:21

W oryginale "guarded congratulations" - czyli ostrożne, powściągliwe, niechętne... :wink:

Oooo ! To ja już za pierwszą górką ! 1001 post ! :grin:

Anonymous - Śro 14 Lut, 2007 14:35

moje jak najmniej powściągliwe gratulacje :D
Alison - Śro 14 Lut, 2007 15:05

Maryann napisał/a:
W oryginale "guarded congratulations" - czyli ostrożne, powściągliwe, niechętne... :wink:

Oooo ! To ja już za pierwszą górką ! 1001 post ! :grin:


Bardzo to zgrabnie ujęłaś! Uwielbiam takie zlepki wyrazów znaczeniowo tak odległych, bo zlepione razem niosą nowy, szczególny sens. Coś takiego na pewno istnieje, ale dla mnie osoby z natury wylewnej, to coś nieosiągalnego. Bo jak bym miała komuś powściągliwie gratulować, to wolałabym mu już w ogóle nie gratulować, a tu proszę, taki smecz :wink:

Maryann - Śro 14 Lut, 2007 15:13

Ale powiedziałabym, że w tym sformułowaniu jest cały Darcy: był na Fletchera zły, że wmanewrował go w taką sytuację, ale z drugiej strony spróbował wniknąć w jego motywy i - aczkolwiek niechętnie (powściągliwie :mrgreen: ), ale oddał mu sprawiedliwość.
Ile w tym wpływu lorda Broughama - to już osobna historia. :wink:

Alison - Śro 14 Lut, 2007 15:20

Tak. Powściągliwe gratulacje to coś BAAARDZO w stylu a'la Darcy :lol:
Podziwiam Cię, ale Ci tego za Boga nie okażę. Już my to znamy :razz:

Gunia - Śro 14 Lut, 2007 15:38

Maryann napisał/a:
Marija napisał/a:
Wczoraj był taki dodatek do gazety codziennej na "Dz", i pokazano plebsowi płaszczyki po 3 700 zł. To się nosi!!! A ja nie noszę :rumieniec: .

Ja też nie. I nie widzę powodu, żeby nosić. Jakoś - poza metką - istotnych różnic między takim płaszczykiem z gazetowego katalogu, a odzieniem, jakie mam zwyczaj kupować w "normalnych" sklepach za "normalne" pieniądze, nie widzę.

No co ty! ;) Jest jeszcze różnica zmiany, na której robili to ci sami Chińczycy. ;) Ja mam wklasie kilka takich milionerek, co to nawet gumki do włosów nie kupią byle gdzie. Mi zawsze szkoda pieniędzy, jak pomyślę, ile za to filmów lub książek można kupić. :roll:
A ten Darcy mógłby się tak nie awanturować, nie ma po co.

Maryann - Śro 14 Lut, 2007 15:47

Gunia napisał/a:
A ten Darcy mógłby się tak nie awanturować, nie ma po co.

Oj, chyba jednak jest. W jutrzejszym odcinku będzie taka scenka... :mrgreen: Na miejscu Darcy'ego też bym się chyba wściekła.

Anonymous - Śro 14 Lut, 2007 18:39

a nie sądzicie, że w tych powściągliwych gratulacjach przebija się jednak pewien pierwiatek dumy z TAKIEGO kamerdynera? :mrgreen:
Alison - Śro 14 Lut, 2007 18:51

No jasne że tak! gdyby tak nie było, nie byłoby mowy o żadnych gratulacjach, a jedynie byłaby reprymenda. A tak i panu Bogu świeczusia, i Rokicie latarka wodoszczelna.
QaHa - Śro 14 Lut, 2007 18:57

Alison napisał/a:
A tak i panu Bogu świeczusia, i Rokicie latarka wodoszczelna.

hmmm to Rokita lepiej wychodzi na tym interesie

Alison - Śro 14 Lut, 2007 19:01

QaHa napisał/a:
Alison napisał/a:
A tak i panu Bogu świeczusia, i Rokicie latarka wodoszczelna.

hmmm to Rokita lepiej wychodzi na tym interesie


Zawsze tak jest! Chociaż....świeczusia to jednak nastrój robi....zalezy co komu potrzebne w danej chwili :wink:

QaHa - Śro 14 Lut, 2007 19:20

Alison napisał/a:
Chociaż....świeczusia to jednak nastrój robi....zalezy co komu potrzebne w danej chwili :wink:

nastój nastrojem ale jak Rokita ma latarke to wpada i psuje cały efekt łypiąc nieelegancko ustrojstwem po oczach

Maryann - Czw 15 Lut, 2007 08:58

Nasz powściągliwy bohater na świątecznych zakupach. :grin:

Rozdział III część 5

Darcy strząsnął strony „Morning Post” i starannie złożył gazetę, po czym skończył ostatni kawałek tosta z masłem i wysączył z filiżanki resztę porannej kawy. Nowiny, które ominęły go w czasie pobytu w Hertfordshire, były skandaliczne i niepokojące, rugując relacje o skandalu w Melbourne Mouse z frontowych stron gazety i sprawiając, że tym bardziej chciał załatwić swoje sprawy w Londynie i wyjechać do Pemberley tak szybko, jak to możliwe. Spojrzał na zegarek. Zostało jeszcze trzy kwadranse do czasu, kiedy jego agent miał się pojawić w bibliotece.
Darcy westchnął chowając zegarek do kieszonki. Oprócz zaniepokojenia buntem tkaczy w Midlands, były bardziej osobiste powody, które odbierały mu spokój w Londynie.
Odepchnął krzesło i wstał. Podszedł do okna wychodzącego na pokryty śniegiem trawnik Grosvenor Square. Drzewa w parku stały niczym ciemni strażnicy na tle bieli. Tylko górne gałęzie, których nitkowate palce były lekko pokryte lodem, błyszczały w zimowym słońcu późnego poranka. Darcy wziął głęboki oddech i wolno wypuścił powietrze, pokrywając parą jedną z zimnych szyb. Dzień był tak zimny, że para zamarzła. Pociągnął po lodzie palcem rysując maleńkiego Puncha na gwiaździstym tle. Ile to lat minęło, kiedy rysował takie obrazki Georgianie ? Dziesięć ? Całe dziesięć, był tego pewny.
Zwinął dłoń w pięść i jej bokiem zmazał błazna i gwiazdy, kończąc analizę swojej dotychczasowej kampanii. Nie, potrzeby, które trzymały go w Londynie, bardzo go irytowały. Niezależnie jednak od tego, w jaki sposób przyglądał się sprawie, tkwił całkowicie między swoją obietnicą złożoną pannie Bingley, a własną obawą o przyjaciela. Miał obowiązek doprowadzić to do końca.
Spotkanie z agentem na szczęście okazało się krótkie i Darcy zdał sobie sprawę, że jest wolny i może oddać się jedynemu zajęciu w trakcie swojej krótkiej wizyty w Londynie, o którym myślał z przyjemnością: wyborem prezentów gwiazdkowych dla Georgiany.
Podczas gdy szczelnie opatuleni James i Harry dyskutowali na koźle, jak po porannych opadach śniegu najlepiej dojechać na Piccadilly, on zajął się rozmyślaniem o nadchodzących świętach i wszystkich związanych z nimi obowiązkach. Zarówno Witcher w Londynie, jak Reynolds w Pemberley otrzymali fundusze na prezenty dla podległego im personelu. Hinchcliffe nie pozwoliłby na nic bardziej osobistego niż coroczna świąteczna nagroda, którą jak Darcy podejrzewał, odkładał na czarną godzinę. Świąteczny prezent dla Fletchera też zawsze był taki sam: opłata za jego tygodniową podróż do rodzinnego domu w Nottingham oraz przyzwoita sumka, czyniąca lżej na sercu i ułatwiająca życie jego starzejących się rodziców.
Całkiem słuszna sumka tego roku, jeśli wskazówką miała być waga wyrazów uznania dla geniuszu Fletchera, które dostarczono dziś rano od Dy, prychnął Darcy do siebie podczas gdy powóz zatrzymał się przed księgarnią Hatcharda.
Harry Groomsman niemal natychmiast otworzył drzwiczki i opuścił schodki.
- Będzie zimny dzień, sir – zadrżał mimo płaszcza i ciepłego szala.
- Rzeczywiście, Harry. Powiedz Jamesowi, żeby trzymał konie w ruchu, a ty możesz iść ze mną.
- Dziękuję, sir. James !
Harry podszedł do kozła, żeby przekazać instrukcje i pośpiesznie ruszył za Darcym. Dzwonek przy drzwiach zadźwięczał radośnie, gdy wchodzili. Pan Hatchard podniósł wzrok znad lady.
- Panie Darcy, dobrze pana widzieć, sir ! – ruszył w ich stronę.
Darcy odesłał Harry’ego do poczekalni dla służby, zanim się przywitał
– I jak się panu podobały książki, które wysłałem do Hertfordshire ? Mam nadzieję, że dotarły ?
- Tak, jest pan bardzo uprzejmy, Hatchard. Ma pan coś więcej w tym stylu ?
- Nie, sir, ani mru-mru. Wie pan, że Wellesley założył kwaterę zimową w Portugalii. Może między przyjęciami i balami ktoś znajdzie czas, żeby nagryzmolić kilka linijek. Na wiosnę spodziewam się kilku rękopisów i z pewnością pana powiadomię.
- Doskonale ! Dziś szukam czegoś dla panny Darcy. Może pan coś polecić ?
- Panna Darcy ! Ach, w tym roku jest tak wiele, mimo tego, co twierdzi sir Walter Scott.
Hatchard poprowadził go do niszy, w której stał stół i krzesła. Po kilku chwilach wyrósł przed nim stos książek. Darcy przeglądał je, krzywiąc się lub robiąc marsową minę jako recenzję. Zdecydowawszy się na „Szkockich wodzów” panny Porter i najnowszą książkę panny Edgeworth „Historyjki z modnego świata”, położył je na ladzie, żeby je zapakowano i wolnym krokiem zaczął spacerować wzdłuż regałów rozglądając się po półkach.
- Darcy ! Słuchaj, Darcy ! Co za szczęśliwy traf !
Darcy podniósł wzrok znad półki, którą przeglądał, żeby zobaczyć „Pudla” Bynga idącego w jego stronę, ze swoim psim firmowym znakiem biegnącym za nim truchtem.
„Teraz się zacznie…” Darcy popatrzył błagalnie w niebo.
- Darcy, stary, co to był za węzeł, jaki miałeś u Melbourneów ostatniego wieczora ? Piekielnie skomplikowana rzecz… Wprawiła Beau w zły humor na resztę wieczoru. Odgryzł się na biednym Skeffingtonie za tę jego kamizelkę, wiesz – miły uśmiech „Pudla” zamienił się w nieusprawiedliwioną poufałość, gdy mówił dalej – Jeden kumpel mówił mi, że to się nazywa „Roquefort”, ale powiedziałem mu, że nie wierzę. To nie „Roquefort”, powiedziałem. Roquefort to ser, ty barania głowo. To Vasingtoke tak powiedział. Wszyscy wiedzą, że kucyk kopnął go w głowę, gdy był dzieckiem. Roquefort to ser, powiedziałem, a byłby idiotą ktoś, kto twierdziłby, że Darcy mógłby nosić ser na szyi. Prawda, Pompejuszu ? – zwrócił się po potwierdzenie do psa, który uprzejmie zaszczekał. Z niewzruszonym przekonaniem obaj spojrzeli wyczekująco na Darcy’ego.
- Nie, Byng, masz rację. To jest „Roquet” i błagam – ciągnął pośpiesznie – Nie pytaj mnie o instrukcję. To pomysł mojego pokojowca i tylko on umie to zawiązać.
- „Roquet” ! Aha, poczekaj, aż powiem to Vasingtoke’owi. „Wyeliminował go z gry”, nieprawdaż ? Cóż, trudno się dziwić, że Brummell był tak bardzo rozeźlony ! Ale tylko wskazówka, mój drogi, to wszystko o co proszę. Nie mam zamiaru rywalizować, ale trochę złapać Brummella za nos.
Darcy sięgnął do tyłu i złapał książkę z półki.
- Przyjmij proszę moje przeprosiny i zrozum, że nie mogę spełnić twojej prośby, Byng. Nie zwracałem uwagi, kiedy Fletcher to wiązał i nie mogę cię naprowadzić na właściwą drogę. Musisz mi wybaczyć. Zrozum, nie mogę w taką pogodę kazać koniom dłużej czekać i muszę zanieść to – pokazał książkę – do Hatcharda.
Skinął głową na pożegnanie, ominął psa, który zaczął za nim warczeć i szybko podszedł do lady.
- Czy to będzie wszystko, panie Darcy ? – brwi Hatcharda uniosły się ze zdumienia, kiedy Darcy położył swój łup na na innych wybranych książkach – Nowe wydanie „Praktycznego poglądu…” ! Nie wiedziałem, że interesuje pana ta dziedzina !
- Słucham ? Och… Po prostu niech pan będzie łaskaw zapakować to razem z resztą,
- Oczywiście, sir. Czy mogę zaproponować nowego autora, który mógłby się spodobać pannie Darcy ? Naprawdę, nowy tytuł, autor pragnie pozostać anonimowy, ale naprawdę bez zarzutu – włożył książkę w rękę Darcy’ego.

Marija - Czw 15 Lut, 2007 09:04

O, bunt tkaczy w Midlands. Znaczit', zapowiedź strajku w tkalni w Milton :wink: .
Ania1956 - Czw 15 Lut, 2007 09:26

Wygląda na to że nietypowe wiązanie przejdzie do historii Londynskiego Świata Mody :lol:
Marija - Czw 15 Lut, 2007 09:29

Ten "Pudel" to faktycznie jakiś pudel :? ??: . Nie cierpię takich typów :evil: .
Maryann - Czw 15 Lut, 2007 09:53

Darcy najwyraźniej też nie. :mrgreen: I jak tu się nie złościć na Fletchera ?
QaHa - Czw 15 Lut, 2007 10:10

heheh ale zyskał na popularności, fakt to strasznie krępujacxe jak sie tak nagle wszyscy zaczynaja interesowac brrrrrrrrrrrr
Maryann - Czw 15 Lut, 2007 10:18

Zwłaszcza, jeśli to zainteresowanie dotyczy rzeczy uważanych przez nas za irytujące, głupie, bezsensowne (niepotrzebne skreślić) i jest okazywane przez ludzi których nie lubimy i nie szanujemy. I jeśli w ogóle nie bardzo lubimy być w centrum zainteresowania...
QaHa - Czw 15 Lut, 2007 10:19

ŚWIETA PRAWDA!!!
Maryann - Czw 15 Lut, 2007 10:25

Biedny Darcy... :pociesz:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group