To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III

Ania1956 - Pią 18 Maj, 2007 08:01

Maryann napisał/a:
Kiedy drzwiczki zostały otwarte, wyskoczył z powozu zapominając o obowiązkach wobec ciotki i kuzynki. Zdążył zrobić dwa kroki, zanim Darcy złapał go za ramię.
- Richard ! – wysyczał do niego.
Fitzwilliam zatrzymał się z pytaniem na ustach, na które Darcy odpowiedział bez słowa, ruchem głowy.


gdzie on sie tak spieszył że zapomniał o podstawowych manierach?

Kaziuta - Pią 18 Maj, 2007 10:09

Fitz miał trochę więcej ikry i nie krygował by się tak ze swomi uczuciami. :wink:
Maryann - Pią 18 Maj, 2007 10:13

Ania1956 napisał/a:
Maryann napisał/a:
Kiedy drzwiczki zostały otwarte, wyskoczył z powozu zapominając o obowiązkach wobec ciotki i kuzynki. Zdążył zrobić dwa kroki, zanim Darcy złapał go za ramię.
- Richard ! – wysyczał do niego.
Fitzwilliam zatrzymał się z pytaniem na ustach, na które Darcy odpowiedział bez słowa, ruchem głowy.


gdzie on sie tak spieszył że zapomniał o podstawowych manierach?

On chyba jak najszybciej chciał mieć za sobą tę ceremonię powitalną przed drzwiami, a zwłaszcza uniżone ukłony pastora...

Aragonte - Pią 18 Maj, 2007 11:33

Maryann, a czy to wyglądało tak, że pastor witał i żegnał wszystkich parafian, czy tylko tych najbogatszych?
Maryann - Pią 18 Maj, 2007 11:46

Tak dokładnie to nie wiem. Przypominają mi się niejasno jakieś filmowe migawki z pastorami witającymi (czy żegnającymi) parafian u wejścia do kościoła, ale ta opisana przez Pamelę delegacja w składzie pastor, pastorowa i co ważniejsi "przedstawiciele miejscowego ziemiaństwa" to już mi pachnie komitetem powitalnym na cześć Jaśnie Oświeconej Dziedziczki... :grin:
Matylda - Pią 18 Maj, 2007 12:06

Dzięki za kawałeczek
No własnie ciekawe gdzie sie podziała nasza Ela?? :? ??:
Juz sobie wyobrażam opisy jej pieknych oczu
Biedny Darcy nic nie będzie miał z kazania Pastora Colinsa :wink:

Maryann - Pią 18 Maj, 2007 12:14

Matylda napisał/a:
gdzie sie podziała nasza Ela?? :? ??:

Ela nie chciała witać milady i za karę pastor zamknął ją w kozie. :mrgreen:

Dione - Pią 18 Maj, 2007 12:23

Fizwilliam jakiś nerwowy taki czy jak? Chyba cioteczki ma juz zdecydowanie dosyć :twisted:

A mnie tu od dwóch dni nie było i avatarków ie poznaję....
Mateczko bez usmiechu Colina to jakbym nie Ciebie a kogoś innego widziała :hello:

Mag - Pią 18 Maj, 2007 12:50

Dzieki Maryannku :kwiatek:
asiek - Pią 18 Maj, 2007 19:52

Maryann napisał/a:
to ... mi pachnie komitetem powitalnym na cześć Jaśnie Oświeconej Dziedziczki...

Zwanej przez najbliższych Smoczycą. :mrgreen:

Maryann, :kwiatek:

Maryann - Sob 19 Maj, 2007 07:02

Rozdział II cz. 7

Nie mogąc się doczekać, żeby być za tym, co Richard trafnie określił jako „chłoszczący dwuszereg”, znaleźć się wewnątrz kościoła i zaspokoić potrzebę zobaczenia Elizabeth, Darcy odwrócił się do kuzynki i wyciągnął do niej rękę. Ulotny dotyk Anny spoczął na jego przedramieniu przez zaledwie kilka przelotnych sekund, żeby szybko go puścić, kiedy tylko stanęła na ziemi. Spojrzał na nią z zaciekawieniem, ale jej wzrok był odwrócony od niego, schowany za rondem czepka i przybierających go kwiatów. Zdał sobie nagle sprawę, że nie odezwała się ani słowem przy śniadaniu, ani w czasie drogi. Nie widział też, żeby widział ją patrzącą na cokolwiek poza mijanym krajobrazem, czy splecionymi na kolanach własnymi dłońmi. Nawet teraz nie powiedziała nic, stała czekając jak żona Lota na tym samym miejscu, na które wysiadła z powozu.
- Pójdziemy, Anno ? – zapytał spokojnie, mając nadzieję ukryć narastającą chęć zobaczenia Elizabeth.
Czepek poruszył się wolno w górę i w dół, a Darcy niemal usłyszał westchnienie, gdy raz jeszcze podał kuzynce ramię. Dwa chude palce spoczęły na niebieskim rękawie jego surduta, ale wiedział o tym tylko dlatego, że to zobaczył. Ich ciężar był niezauważalny.
Ruszył wolno naprzód, spodziewając się z jej strony oporu, który wymagałby od niego nakłaniania, ale poszła z nim do drzwi kościoła. Tam, wciąż nie patrząc na niego zatrzymała się, żeby mógł przełożyć laskę do drugiej ręki i zdjąć kapelusz. Skinął krótko głową zgromadzeniu, uprzedzając wszelkie próby nawiązania rozmowy i wprowadził Annę do środka.
Nagły, chłodny półmrok panujący w przejściu pod dzwonnicą był dla Darcy’ego miłym wytchnieniem po oślepiającym świetle badawczych spojrzeń ludzi, ale Anna wydawała się dalej kurczyć w sobie, a dreszcz wprawił w drżenie jej palce, tak lekko złożone na jego ramieniu. Spojrzał na nią uważnie, próbując uchwycić jej spojrzenie, ale półcień rzucany przez rondo czepka nadal ją przed nim zasłaniał. Po raz pierwszy Darcy poczuł pewien niepokój o kuzynkę. Coś było nie tak, to było oczywiste. Ale co to mogło być ? Zalała go nagła fala wstydu, gdy zdał sobie sprawę, że nie mógł odgadnąć jej problemów, bo nigdy nawet pobieżnie nie interesował się jej sprawami. Zawsze była po prostu Anną, jego „nie-wybranką”, jego chorowitą kuzynką, budzącą litość istotą, z którą żaden zdrowy, młody człowiek nie pragnął mieć do czynienia. I on, ku własnej niesławie, nie miał.
Kościół w Hunsford był pokaźną budowlą, aczkolwiek ani sama konstrukcja nie była okazała, ani nawa nie była szczególnie długa. Ale równie dobrze mógł to być Westminster, sądząc po czasie, jakiego wymagało do Darcy’ego doprowadzenie kuzynki do rodzinnej ławki i lady Catherine. Gdy wreszcie zakończyli ten pochód, odetchnąwszy z ulgą wprowadził Annę do ławki, oddał jej modlitewnik i mógł wreszcie wmieszać się w resztę zgromadzenia, poszukując sylwetki Elizabeth. Nie ulegało wątpliwości, jak myślał odkładając na bok laskę i kapelusz, że Richard już ją odnalazł, a on potrzebował tylko ustalić, gdzie Nicpoń się gapi. Ale ukradkowe spojrzenie na Fitzwilliama, siedzącego po drugiej stronie Anny, powiedziało mu, że dobry humor kuzyna niemal znikł i był on daleki od flirtów w poprzek nawy. Niedbała poza, jaką Richard zwykle przyjmował w rogu kościelnej ławki, nie miała nic wspólnego ze sztywną sylwetką wciśniętą między kuzynkę i ciotkę. Po czerwonych plamach na jego policzkach i zaciśniętych szczękach widać było, że toczy zaciętą walkę ze swoim temperamentem. Darcy od jakiegoś czasu nie widział na twarzy kuzyna tej szczególnej kombinacji, ani od czasu, gdy byli chłopcami nie miał nic wspólnego z jej powodem, czy późniejszym fizycznym rozwiązaniem. Na wpół obawiając się odpowiedzi, zastanawiał się, w jaki sposób ciotka sprowokowała go i wytrąciła z jego zwykle flegmatycznego nastroju. Ze wszystkich jego dotychczasowych doświadczeń z lady Catherine wynikało, że tylko jego ojciec kiedykolwiek był zdolny stawić jej czoło, a nawet nadać jej pewne pozory kobiecej rezerwy. Od jego śmierci te bardziej kobiece aspekty jej natury zostały całkowicie przysłonięte jej władczym lekceważeniem wszystkiego poza jej własnymi opiniami, czego Richard odczuł teraz główny impet.

Matylda - Sob 19 Maj, 2007 08:09

Napięcie rośnie....
ELuni dalej nie widać
Ta Pamelka jest mistrzynia opisów, ale może to dobrze . Tak podane ciasteczko bardziej smakuje
Dzięki Maryannku :hello:

Matylda - Sob 19 Maj, 2007 08:17

Spojrzał na nią z zaciekawieniem, ale jej wzrok był odwrócony od niego, schowany za rondem czepka i przybierających go kwiatów. Zdał sobie nagle sprawę, że nie odezwała się ani słowem przy śniadaniu, ani w czasie drogi. Nie widział też, żeby widział ją patrzącą na cokolwiek poza mijanym krajobrazem

Postać Anny budziła zawsze moje współczucie. Jak strasznie można zdominować inna osobę.
Lady jest prawdziwą kobietą wampirem
I która matka lepsza ????
Głupia matka Lizzy czy idealna Lady???
Mnie zawsze podobała się mamusia Lizzy. Bardzo przypomina mi współczesne matki moich uczniów. [/center]

Alison - Sob 19 Maj, 2007 11:08

Zgadza się, Anna to chyba najbardziej godna litości postać u Jane.
A co do Fitzwilliama, to jakoś z dotychczasowej akcji nie zauważyłam żeby miał flegmatyczny temperament, bardziej mi na takiego rozgorączkowanego lekkoducha wyglądał. Ciotka musiała go równo wkurzyć, a jemu nie wypadało nic powiedzieć. Och, skąd my to znamy... :? ??:

asiek - Sob 19 Maj, 2007 14:27

Maryann napisał/a:
Po raz pierwszy Darcy poczuł pewien niepokój o kuzynkę.[...]Zalała go nagła fala wstydu, gdy zdał sobie sprawę, że nie mógł odgadnąć jej problemów, bo nigdy nawet pobieżnie nie interesował się jej sprawami. Zawsze była po prostu Anną, jego „nie-wybranką”, jego chorowitą kuzynką, budzącą litość istotą, z którą żaden zdrowy, młody człowiek nie pragnął mieć do czynienia. I on, ku własnej niesławie, nie miał.

Nareszcie jakiś ludzki odruch wobec Anny.
Jakże musiała byś samotna. :sad:

Maryann, :kwiatek:

MiMi - Sob 19 Maj, 2007 15:16

Annie musiało być ciężko. Straszną matkę miała i jeszcze widmo małżeństwa z kuzynem, z którym nie rozmawiała. Straszne...
trifle - Sob 19 Maj, 2007 15:43

Właśnie, tak to nigdy nie myślałam. Zawsze patrzyłam na to zaplanowane małżeństwo Darcy'ego i Anny z jego strony. A przecież dla niej to też dramat - nie dość, że całe życie matka nią rządziła, to i potem miało nie być jej dane szczęście..
Maryann - Sob 19 Maj, 2007 15:53

Najpierw całkowicie zależna od dominującej i apodyktycznej matki, potem od obojętnego męża... Różnica taka, że jako mężatka miałaby własne pieniądze, więc zyskałaby trochę niezależności... :? ??:
Tak się zastanawiam, jaki lady Catherine miała stosunek do córki ? Z tego, co pisze JA, jakoś trudno wywnioskować, by darzyła ją szczególnie gorącą macierzyńską miłością. Z pewnością - biorąc pod uwagę jej wybujałe poczucie własnej wartości - wiele się po niej spodziewała. I czy może to słabe zdrowie Anny nie wpłynęło źle na relacje matki z córką, która zawiodła jej nadzieje...

trifle - Sob 19 Maj, 2007 15:56

Mnie się zawsze wydawało, że lady Catherine w ogóle nie była zdolna do gorącej macierzyńskiej miłości. Anna miała być dla niej kolejnym powodem do dumy. Zdolna, wykształcona córka to byłoby coś, a tak.. :? ??:
Maryann - Sob 19 Maj, 2007 16:03

No właśnie - niby nie można jej zarzucić, że jest złą matką, bo jestem pewna, że w sensie materialnym Annie niczego nie brakowało i miała najlepszą możliwą do uzyskania pomoc i opiekę. Ale w relacjach między nią a Anną nie ma ani krzty ciepła.
I nie ma to chyba żadnego związku z tym, jak odnosiły się do siebie rodziny z tzw. wyższych sfer. Przecież nawet Darcy, taki chłodny i zdystansowany, umiał okazać swoją miłość do siostry i to wobec obcych ludzi. A lady Catherine jeśli mówi o córce, to tylko wspominając, że "grałaby znakomicie, gdyby zdrowie pozwoliło jej na naukę"...

Gunia - Sob 19 Maj, 2007 16:40

Sądzę, że to właśnie mogło być powodem tego złego zdrowia w jakimś stopniu. Nawet, jeśli była słaba, to takie dmuchanie i chuchanie bez żadnego ciepłego uczucia mogło potęgować tę jej mizerność.
Maryann - Sob 19 Maj, 2007 17:10

trifle napisał/a:
zaplanowane małżeństwo Darcy'ego i Anny

Tak sobie dumam "co by było, gdyby...". Czy gdyby Darcy nie przyjechał do Netherfield i nie poznał Elżbiety, to ożeniłby się z Anną ? A jeśli tak, to kiedy ?
To ich zaplanowane małżeństwo to dla mnie trochę niejasna historia - no, bo skoro Darcy ma 28 lat, a zgodnie ze słowami milady zostali zaręczeni, kiedy oboje byli w kołyskach, to oznaczałoby, że Anna jest jego rówieśnicą. 28-letnia panna na wydaniu to w tamtych czasach był nie lada ewenement.

trifle - Sob 19 Maj, 2007 17:59

Może tych kołysek nie trzeba brać dosłownie? A swoją drogą, rzeczywiście, ciekawe, jak działały te 'zaplanowane małżeństwa' i czy sami młodzi mieli cokolwiek do powiedzenia. A gdyby Darcy nie poznał Elżbiety ani innej kobiety, którą by pokochał, ale nie zechciał się wiązać z Anną? On nie miał rodziców, był niezależny. Czyli tylko honorem był związany? A jeśli tak - to czy miał 'w nosie' swój honor wybierając Elżbietę i zwyczajnie lekceważąc Annę?
Maryann - Sob 19 Maj, 2007 18:26

Lady Catherine przyznała w trakcie tej sprzeczki z Lizzy, że to było raczej takie uzgodnienie między dwiema siostrami. Na pewno nie formalne zaręczny, bo z takich Darcy już by się nie mógł wycofać. Tak czy owak ani jego, ani Anny nikt się o zdanie nie pytał (w domyśle - bo i po co ?).
Czy Darcy by się z Anną ożenił, gdyby nie Elżbieta ? Myślę, że chyba tak. Za bardzo przywykł do postępowania według przyjętych, utartych zasad, żeby się wyłamać.
No, chyba, żeby kuzynką zainteresował się jakiś znacznie bardziej atrakcyjny konkurent. Wtedy może ciocia machnęłaby ręką na siostrzeńca... :wink:

trifle - Sob 19 Maj, 2007 19:27

Atrakcyjny znaczy bogatszy i z jakimś fajnym tytułem? Najlepiej, żeby pół Angli posiadał :lol:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group