To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - Duma i uprzedzenie

Copycat - Pią 03 Paź, 2008 11:07

Sylwia napisał/a:
Ja się zgadzam z Wami obiema. Moim zdaniem zachowanie Darcy'ego byłoby takie samo, ale Wickham nie mógłby być tego taki pewny, i zachowywałby się inaczej, albo wcale by nie przyjechał. Nie zapominajmy też, że Darcy w końcu Lizzy powiedział, i dopiero wtedy Wickham się przestraszył. Ale też był mocno zszokowany, bo liczył, że jednak Darcy nie powie, lub że jeśli powie, to chociaż Lizzy mu nie uwierzy. Pewnie Wickham by się domyślał, że Lizzy mogłaby być jedyną osobą, której Darcy by powiedział, ale ją tak nakierował, że powinna była stanąć po jego stronie. Nie domyślał się tylko, że Darcy wspomni też o Georgianie.


W dalszym ciągu nie dowodzi to, że G i W ze sobą spali. Dla mnie to trochę nadinterpretacja. Zgadzam się z Gunią i Tamarą, uważam, że u Austen seks jest tylko drogą do celu a nie celem samym w sobie. Gdyby G nie uciekła z W, cały trójkącik między Lizzy, Darcym i Wickhamem wyglądałby inaczej. Gdyby Lydia nie uciekła, Darcy nie mógłby
się wykazać itd itd. Skupianie się na tym czy Georgiana spała z Wickhamem mija się z celem i odwraca uwagę. Owszem, takie rzeczy, i gorsze, działy się za czasów Austen i ona musiała sobie zdawać z nich sprawę i przyjąć do świadomości, jednak nie wydaje mi się, żeby przemycanie wątków seksualnych było celem jej pisarstwa ku zabawieniu znudzonych ówczesnych dam.

Sylwia napisał/a:

Pytanie tylko co gorsze w rozumieniu Austen. Pójście do łóżka z narzeczonym, w którego charakter i intencje się święcie wierzy, czy ucieczka? Moim zdaniem jednak to drugie. To pierwsze świadczy o niewinności intencji, naiwności, i bardzo często się zdarzało bez żadnej szkody. To drugie świadczy o złym działaniu z premedytacją, planowaniu za plecami brata itd.


Prawdopodobnie gorsze to drugie. Nie znaczy to jednak, że Georgiana spała z Wickhamem. Nie twierdzę, że jest zupełnie niewinną wodną nimfą, raczej trochę zagubioną młodą dziewczyną, ale jednak dobrze wychowaną i ze skrupułami.

Sylwia napisał/a:

Tego nie rozumiem. Jak narrator może być stronniczy? Chyba że opisuje prawdziwych ludzi i przedstawia ich w złym świetle. Jednak ci tutaj są wytworem wyobraźni Austen.


Bodajże Dione o tym pisała niedawno w temacie o ekranizacji z '95. Podobne odczucia mam.

Sylwia napisał/a:

Ale ta książka nie była napisana dla takich czytelników jak my, którzy jesteśmy przyzwyczajeni do dosłownego seksu w powieściach i filmach, tylko dla dam żyjących w czasach Austen, które nie mogły czytać o bardziej dosłownym seksie. W takiej sytuacji każda wzmianka uderza obuchem w głowę. Tak jak my za komuny wszędzie umieliśmy wyczytać polityczną aluzję, nawet w tonie głosu aktora. Książki Austen, które nam się wydają takie niewinne, były chłodno przyjmowane przez Wiktorian, właśnie dlatego, że opisywały zbyt lekkie obyczaje.


Dla Wiktorian wszystko było zbyt mało obyczajne. Nie wiem czy to dobry punkt odniesienia. Co do tego seksu to pisałam wyżej co o tym sądzę.

Cytat:
No i też my mamy tylko okrojoną wersję DiU, bo Austen musiała zmieścić się w mniejszych kosztach druku. Zostawiła tylko najistotniejsze informacje, a resztę wycięła. Więc coś co teraz jest małą wzmianką, było kiedyś większym opisem.


Ale to też nie znaczy, że w wyciętych fragmentach były jakieś seksualne aluzje.

Sylwia napisał/a:

No nie do końca. Chociaż bardzo lubię jego ekranizację, mam do niej pełno zastrzeżeń. Mi nie chodzi o szukanie seksu wszędzie, tylko o czytanie wszystkiego, co Austen chciała nam przekazać, bez emocjonalnego zabarwienia i próby usprawiedliwiania bohaterów tam gdzie Austen tego nie robi. I też unikania przyjmowania punktu widzenia bohaterów, którzy sami są pełni uprzedzeń. Davies zrobił coś odwrotnego. Jego pani Bennet jest gorsza niż w rzeczywistości i za stara. Pan Bennet jest znacznie sympatyczniejszy i mądrzejszy. Mary pokazał jako ofiarę sióstr, chociaż to ona sama była najbardziej samolubna. Lydię przedstawił jako bardziej samolubną, zazdrosną i działającą na szkodę Mary i Kitty. Georgianę jak śliczną nimfę wodną, co pewnie ma wpływ na naszą dyskusję, a wiemy, że nie była tak przystojna jak brat, za to wyższa od Lizzy, mocniej zbudowana i z ukształtowanymi kobiecymi okrągłościami. Georgiana powinna wyglądać jak kobieta, a nie dziewczynka. Anne de Bourgh jako zgorzkniałą brzydulę, chociaż wiemy, że nie była brzydka, a możliwe że nawet była całkiem ładna. Caroline jako następną brzydulę, a przecież była przystojna. Pana Collinsa jako obleśnego idiotę. Powody Charlotte do zamążpójścia jako zbyt usprawiedliwione. Odwrócił reakcje Darcy'ego i Lizzy na balu w Meryton, po czym Colin Firth opowiada, że Darcy zakochał się już wtedy. No trzeba było przeczytać książkę, a nie tylko scenariusz! W Pemberley, na wzmiankę o Wikchamie Darcy jest bardziej przejęty siostrą niż Lizzy, i chociaż Davies dał nam to piękne spojrzenie, to jeszcze piękniej by było, gdyby nie poprzekręcał faktów. Te wszystkie zmiany wpływają na skrzywiony obraz motywów bohaterów. Reasumując, chociaż to bardzo dobra ekranizacja, to Davies narzucił wszystkim punkt widzenia niezgodny z książką, i teraz mnóstwo ludzi nie widzi tekstu Austen, tylko jego obraz.


Davies dał nam swoją interpretację i swój punkt widzenia, tak jak Ty to robisz teraz. Tyle, że on miał pieniądze i ludzi, żeby to pokazać. Zgadzam się z Twoimi zastrzeżeniami, ponadto uważam, że Wickham jest za stary, Jane za brzydka, Lizzy zbyt ładna i, hm, dystyngowana a Darcy zbyt przystojny. Nie uważam jednak, że to są jakieś niewybaczalne przekłamania a jedynie zmiany, które pozwalają współczesnemu widzowi bardziej się wczuć . W końcu to był obraz kręcony dla szerokiej publiczności. Nie każdy jest "Janeite". Davies mimo wszystko dobrze oddał klimat i ducha tamtych czasów.

Kwiatek na rozluźnienie :kwiatek:

trifle - Pią 03 Paź, 2008 13:13

Copycat napisał/a:
Skupianie się na tym czy Georgiana spała z Wickhamem mija się z celem i odwraca uwagę. Owszem, takie rzeczy, i gorsze, działy się za czasów Austen i ona musiała sobie zdawać z nich sprawę i przyjąć do świadomości, jednak nie wydaje mi się, żeby przemycanie wątków seksualnych było celem jej pisarstwa ku zabawieniu znudzonych ówczesnych dam.


Dzięki, Copycat, za powiedzenie tego :kwiatek:

nicol81 - Pią 03 Paź, 2008 13:21

Sylwia napisał/a:
Tak, ale ja to wciąż traktuję jako jedno spotkanie, bo to jest tylko pół godziny pierwszego dnia i pół godziny drugiego. Obie Lizzy i pani Gardiner są pozytywnie "uprzedzone" w stosunku do Georgiany. Tak jak wcześniej Lizzy była negatywnie uprzedzona w stosunku do Anne de Bourgh. Nie mamy powodów sądzić, że Anne była taka okropna a Georgiana taka wspaniała, bo obie zachowują się bardzo podobnie. Głównie to nastawienie Lizzy jest inne. Myślę, że prawda o obu leży po środku.

Ja miałam raczej na myśli, że to przykład Georgiany nie w towarzystwie brata. Czy to, że zachowuje się z rezerwą wobec osób nowo poznanych nie jest oznaką niesmiałości?
Zgadzam się z podobieństwem Anny i Georgiany- ale ja to raczej widzę jako negatywne uprzedzenie Lizzy do Anny i brak uprzedzeń wobec Georgiany, co znamionuje przemianę Lizzy.
Sylwia napisał/a:
Miejmy nadzieję, że tatuś poskąpił i chodziła do takiej małej porządnej szkółki jak ta pani Godard z Emmy.

Raczej wydaje mi się, że do szkoły, jakie w "Emmie" kontrastowano z paną Goddard- zwłaszcza że w Bath :(
Sylwia napisał/a:
Dashwoodówny to raczej nie, bo oni byli taką kochającą się rodzinką, i mieli mało pieniędzy. Margaret jest jeszcze mała, a nie chodzi do szkoły. I też jest powiedziane, że one się tam tym wujkiem opiekowały.

Póki tatuś żył, to były całkiem na dobrym poziomie...Ale w sumie zastanawia mnie, jak ich edukacja wyglądała- o tym nic nie wiemy :mysle:
Sylwia napisał/a:
Austen chodziła do szkoły i mało tam nie umarła. W końcu razem z Cassandrą wywalczyły powrót do domu.

To tak- ale czy dlatego, że tam była rozpusta? :?
Sylwia napisał/a:
Wiemy od Darcy'ego, że zostali z pułkownikiem zwiedzeni co do charakteru pani Younge, czyli musiało być jakieś fałszerstwo referencji.

Dla mnie "zwiedzeni" oznaczało, że nie spodziewali się, że będzie pomagać podopiecznej w potajemnych spotkaniach.
Sylwia napisał/a:
Darcy też napisał, że Wickham pojechał za Georgianą do Ramsgate "by design", czyli wg wcześniej uknutego planu, bo została dowiedziona uprzednia znajomość Wickhama z panią Younge

Ale to nie udowadnia, że to on zaplanował zatrudnienie pani Younge- mógł się dowiedzieć o jej posadzie i wtedy zacząć planować.
Sylwia napisał/a:
Nie jest też jasne, czy Wickham przyjechał do Meryton przypadkiem. Wiemy, że poznał Danny'ego, a ten mu opowiedział kto mieszka w sąsiedztwie, i to sąsiedztwo wydało się Wickhamowi tak interesujące, że zdecydował się wstąpić do tego pułku. Jak dla mnie Wickham to stalker, taki co prześladuje swoją ofiarę.

Wątpię- zaszokowany był widokiem Darciego a ponadto jakoś nie ruszył za nim, gdy ten wyjechał...
Sylwia napisał/a:
Chociaż bardzo lubię jego ekranizację, mam do niej pełno zastrzeżeń.

Ja też- i z twoimi się głównie zgadzam, poza:
Sylwia napisał/a:
Mary pokazał jako ofiarę sióstr, chociaż to ona sama była najbardziej samolubna.

Czy Mary była samolubna? Jednak ona pozostawała między nawiasem rodziny, bo i rodziców, i sióstr, i wujostwa...
Sylwia napisał/a:
Powody Charlotte do zamążpójścia jako zbyt usprawiedliwione.

Czemu usprawiedliwione? Właśnie ta Charlotta była całkiem ładna i trudno zrozumieć, czemu wybrała przesadnie obleśnego Collinsa...
Sylwia napisał/a:
Odwrócił reakcje Darcy'ego i Lizzy na balu w Meryton, po czym Colin Firth opowiada, że Darcy zakochał się już wtedy.

Jak odwrócił? A co do tego zakochania na balu, to :thud:
Sylwia napisał/a:
Reasumując, chociaż to bardzo dobra ekranizacja, to Davies narzucił wszystkim punkt widzenia niezgodny z książką, i teraz mnóstwo ludzi nie widzi tekstu Austen, tylko jego obraz.

To prawda, niestety :roll:
Copycat napisał/a:
Zgadzam się z Twoimi zastrzeżeniami, ponadto uważam, że Wickham jest za stary, Jane za brzydka, Lizzy zbyt ładna i, hm, dystyngowana a Darcy zbyt przystojny. Nie uważam jednak, że to są jakieś niewybaczalne przekłamania a jedynie zmiany, które pozwalają współczesnemu widzowi bardziej się wczuć . W końcu to był obraz kręcony dla szerokiej publiczności.

Z tymi zastrzeżeniami też się zgadzam- ale jednak nie uważam, by Darcy byl zbyt przystojny. Czepiałabym się raczej, że za mało powściągliwy. I mógł być wyższy...
Chyba dla każdego coś innego jest niewybaczalne. Zgadzam się, że Davies ma prawo do swej wizji, problemem jest natomiast to, że szeroka publiczność uznała ją za obowiązującą.

Sylwia - Pią 03 Paź, 2008 15:54

Strasznie dużo mi tego pisania wyszło, ale to dlatego, że staram się dokładnie każdemu odpowiedzieć. :-)

Gunia napisał/a:
Z całym szacunkiem dla akademików, ale tytuł i zawód są ostatnią rzeczą, na podstawie której można oceniać czyjąś elokwencję.

Najlepiej oceniać ich elokwencję na podstawie ich prac. :wink:

Gunia napisał/a:
A moje słowa potwierdzają liczne wypowiedzi wielkich pisarzy na ten temat. Sam Tolkien (i Pratchett zresztą też) wypowiadali się krytycznie, żartując sobie z tych nadinterpretacji. A nawet przy założeniu, że Darcy był postacią wtórną, to na pewną był wypadkową wielu bohaterów książek czytanych przez Austen, a nie kopią jednego z nich. Była zbyt dobrą pisarką, by dopuścić się plagiatu.

Dlaczego zaraz plagiat? W osiemnastym wieku nawiązywanie do innych autorów było nieodłącznym elementem stylu. Czy mamy też posądzać o plagiat Słowackiego czy Szopena?

Co Tolkien ma do Austen? Książki Austen są pełne nawiązań a nawet cytatów z innych utworów. To celowe aluzje czytelne dla jej współczesnych. Tolkien wykreował bajkowy świat. Austen pisała o świecie rzeczywistym. Trzeba wiedzieć gdzie była Gretna Green, żeby zrozumieć intencje Lidii, lub o czym pisał Fordyce, żeby wiedzieć czego uczyła się Mary, lub jaką moralność reprezentował Collins. Bez znajomości realiów i literatury tamtego okresu książki Austen nie są zrozumiałe. Tak samo jak Anglik nie zrozumiałby Pana Tadeusza bez zapoznania się z naszymi realiami, choć połapałby się, że jest wątek miłosny.

Gunia napisał/a:
Gdyby opinia Austen na temat pojedynków była tak krytyczna, nie "beatyfikowałaby" ona Brandona, który jest bardzo pozytywnym bohaterem, a jego pojedynek z W. ma bohaterski i honorowy wydźwięk.

Mi się nie wydaje, żeby Austen beatyfikowała Brandona. Elinor nie pochwala jego udziału w pojedynku. Jaki bohaterski i honorowy wydźwięk? Nic ten pojedynek nie zmienił i niczyjego honoru nie uratował, a mógł poważnie zaszkodzić, gdyby skończyło się inaczej. Pojedynki i spowodowane nimi procesy były szeroko opisywane w prasie. Nawet jeśli tym z klasy wyższej darowano wyrok, to bez skandalu by się nie obeszło.

Gunia napisał/a:
Być może się mylę, ale w powieści niezamężnej córki pastora nie umiem doszukać się tyle seksu. Pojawia się - ale zawsze jedynie jako forma dopełnienia akcji: historia Bennetów i spadku, przybycie ciężarnej Charlotty do domu, upadek Lidii, który dawał Darcy'emu wspaniałą okazję do doprowadzenia do happy endu. I tyle. A takie zdarzenie (lub jego brak) między Georgianą i W. nie ma żadnego wpływu na akcję. Wystarczy spojrzeć na powieści gotyckie, z których Austen kpi - gdyby się chciało pisać o seksie, to można to było zrobić o wiele dosadniej, niż przez kilka dwuznacznych słówek, a skoro autorka tego nie robi, to wyraźnie ma jakiś cel.

A może właśnie niezamężna córka pastora nie może pisać dosłowniej? Oczywiście, że seks pojawia się tylko jako dopełnienie akcji. W przypadku Georgiany tłumaczy dlaczego Darcy chciał wyswatać ją z Bingley'em i to kiedy jeszcze była taka młoda. Austen normalnie potępia takie zachowanie, a tu główny bohater o charakterze bez skazy się tego dopuszcza.

Dopiero co była mowa o tym, że Austen nie może nawiązywać do innych powieści, a tu jednak te gotyckie... Dwuznaczne słówka? A wielka szpara w sukience nie jest dwuznacznością?

Tamara napisał/a:
Oczywiście , że nie był to własny dom Georgiany, tego nikt nie kwestionuje, natomiast pani Younge miała się Georgianą wyłącznie opiekować . Z całą pewnością nie mogła zatrudnić nawet muchy, ponieważ sama była zatrudniona jako służąca wyższego rzędu - takie jest stanowisko damy do towarzystwa. Cała służba była zatrudniona przez Darcy,ego, a wiemy, że cieszył się on sympatią i zaufaniem wszystkich podległych sobie ludzi, którzy z całą pewnością darzyli podobnymi uczuciami Georgianę. Dlatego nie mogło dojść do uwiedzenia na miejscu - Wickham był tam otoczony ludźmi Darcy'ego, którzy z pewnością powiadomili by swojego pana, gdyby panience coś się stało. Stąd plan ucieczki.

No z tego co wiem to nie tak to wyglądało. Dama do towarzystwa nie była służącą, ale to akurat nie ma tu znaczenia. Ona nie była tylko zatrudniona do opieki, ale do zarządzania całym domem, w którym Darcy w ogóle nie mieszkał, a w tym w Ramsgate to pewnie nawet nie był aż do tego momentu nieplanowanego przyjazdu, który opisuje w liście. Miała te same kompetencje co pani domu, zatrudnianie służby również. Tak samo jak w przypadku kawalerów zarządzaniem domem zajmowała się gospodyni, tak jak pani Reynolds w Pemberley, i ona zatrudniała służbę. Darcy to by sobie zatrudnił waleta, ale nie służących podległych gospodyni. Tak jak dzisiaj prezes zatrudnia swoją asystentkę, ale nie sprzątaczkę. Dodatkowo "establishment" to było tak jak indywidualna szkoła. Ta sama pani zatrudniała nauczycieli.

Tamara napisał/a:
A dlaczego ucieczka ? Moim zdaniem Wickham, będąc doświadczonym kobieciarzem doskonale wiedział, jak przekonać niedoświadczoną, świeżo wypuszczoną z zamknięcia i nie bywającą w świecie 15-latkę, że się śmiertelnie zakochał do tego stopnia, że chce koniecznie ją poślubić, a że boi się, że brat będzie robił trudności, najlepiej będzie, jak uciekną i wezmą ślub potajemnie.

A nie można się było najpierw zapytać, a uciec dopiero jak Darcy odmówi? Dlaczego od razu zakładać, że brat jest okrutny i stanie siostrze na drodze do szczęścia? Na ucieczkę zawsze byłby czas.

Tamara napisał/a:
Następnie dlaczego podejrzewać, że Georgiana wyszła ze szkoły zepsuta i rozpustna?

Ja wcale nie mówię, że Georgiana wyszła ze szkoły zepsuta, tylko że nie ma powodu podejrzewać, że została wychowana wg surowych zasad moralnych, bo jej wykształcenie na to nie wskazuje. To nie znaczy, że popadam w drugą skrajność.

Anaru napisał/a:
A co sie stało? :shock: Bo ja nie mam pojęcia o jej losach...

Austen razem ze swoją siostrą Cassandrą i kuzynką Jane Cooper zostały wysłane do szkoły prowadzonej przez jakąś daleko spokrewnioną panią. Tylko, że Cassandra i kuzynka miały po 11 lat, a Austen tylko 7. (Normalnie dzieci były wysyłane w wieku 12 lat.) Szkoła najpierw była w Oxford, ale przeniosła się do Southampton. Wybuchła epidemia i wszyscy zachorowali. Pani która prowadziła szkołę nie poinformowała rodziców, i nie pozwoliła dziewczynkom napisać (cenzura korespondencji była normalną praktyką w szkołach). W końcu tej kuzynce udało się wymknąć i wysłać list do mamy. Jak panie Cooper i Austen przyjechały, to nasza Jane Austen była już na progu śmierci. Dzięki opiece mam udało się dziewczynki wyratować, ale pani Cooper się zaraziła i wkrótce umarła.

Później dziewczynki były wysłane do drugiej szkoły, która była lepsza, bo miała ogródek, i dzieciom wolno było wychodzić na zewnątrz. Jeśli jednak chodzi o moralne wykształcenie, to właścicielka lubowała się w opowiadaniu dzieciom o aktorach i aktorkach (które miały wtedy opinię prostytutek), a poranne czytanie modlitwy było przez nią przerywane niecierpliwym "Szybciej, szybciej". Reszta to nauka tańca, historia Anglii, arytmetyka, teatrzyki itp.

Oczywiście były lepsze i gorsze szkoły, ale nie było naprawdę dobrych. Nawet najlepsza szkoła dla chłopców w Anglii kładła po dwóch do jednego łóżka. Często się zdarzało, że dzieci z bardzo dobrych i bogatych rodzin trafiały do bardzo złych szkół, czasem rodzice nie mieli pojęcia co się dzieje póki ich dziecko nie umarło. Prawie niczego tam nie uczono, a nawet dzieciom bardzo bogatym zdarzało się spędzać całe dnie na robotach domowych, zamiast na nauce czy zabawie. Jak dzieci dorastały to dochodził jeszcze seks. Dziewczynki zabierano ze szkół w wieku 15 lat, ale chłopcy zostawali, i mieli kontakty z pokojówkami lub innymi chłopcami. Ówczesna zła opinia o szkołach, czy te koszmary opisane później przez Dickensa, to nie przypadek. Tak czy inaczej surowych zasad moralnych tam nie uczono.

Copycat napisał/a:
Bodajże Dione o tym pisała niedawno w temacie o ekranizacji z '95. Podobne odczucia mam.

Przeczytałam ten post Dione, ale zgadzam się z Nicol. DiU w bardzo dużej części nie jest napisana z punktu widzenia Lizzy. Są sceny, w których Lizzy w ogóle nie uczestniczy i nie ma o nich pojęcia. Są też takie, które Austen opisuje od siebie, a nawet takie, w których krytykuje punkt widzenia Lizzy. Austen potrafi zmieniać "głos" w połowie zdania, i jest w tym mistrzynią, a te zmiany są bardzo częste. Ten fragment o planach Darcy'ego bardzo wyraźnie nie jest napisany z punktu widzenia Lizzy, bo ani nie przyjmuje jej punktu widzenia, ani nie mówi o rzeczach, o których Lizzy ma prawo wiedzieć. Przez szereg lat na forach anglojęzycznych nie spotkałam się z taką interpretacją tej części. Jeśli jest to czytane inaczej na polskim to musi to być błąd w polskim tłumaczeniu.

Copycat napisał/a:
Dla Wiktorian wszystko było zbyt mało obyczajne. Nie wiem czy to dobry punkt odniesienia.

Oczywiście, ale odnoszę wrażenie, że w tej dyskusji właśnie obyczajowość wiktoriańska jest często przyjmowana.

Copycat napisał/a:
Ale to też nie znaczy, że w wyciętych fragmentach były jakieś seksualne aluzje.

Nie mówię, że były tam jakieś seksualne aluzje, tylko szersze wytłumaczenie tych wątków, które w tej okrojonej wersji są ledwie napomknięte.

Copycat napisał/a:
Davies dał nam swoją interpretację i swój punkt widzenia, tak jak Ty to robisz teraz.

No tu muszę bronić swojego honoru. Interpretacja tekstu to coś zupełnie innego niż jego dosłowne zaprzeczenie.

Copycat napisał/a:
Lizzy zbyt ładna i, hm, dystyngowana a Darcy zbyt przystojny.

Lizzy zbyt ładna to kwestia gustu. Ona była ładna, tylko nie w klasycznym typie urody. Dystyngowana to była raczej tak jak Ehle to przedstawiła, bo już samo śmianie się czy łażenie po błocie było nie dystyngowane, ale ogólnie maniery Lizzy miała bardzo dobre. Darcy miał być bardzo przystojny, tak jest w tekście. Tylko Wickham miał być od niego ładniejszy, ale nie przystojniejszy. To znowu Davies nabroił wkładając w usta Lizzy słowa, których w książce nie było, a które sugerują, że przystojny wygląd Darcy'ego jest tylko wynikiem jego bogactwa.

Copycat napisał/a:
Davies mimo wszystko dobrze oddał klimat i ducha tamtych czasów.

To prawda.

Copycat napisał/a:
Kwiatek na rozluźnienie :kwiatek:

A dziękuję. :-D

Tamara - Pią 03 Paź, 2008 17:49

Wickham nie miał najmniejszego zamiaru pytać Darcy'ego o pozwolenie , dlatego przekonał Georgianę , że ucieczka jest konieczna . I jeszcze raz litości , Sylwio , czy naprawdę uważasz , że żeby dobrać się do Lidii musiał - wybaczcie - deflorować po drodze suknię :zalamka: ? Jak pisałam , wystarczyło taką suknie podnieść i już . Poza tym wiemy , że rozdarcie jest na przodzie , ale nie wiadomo w którym miejscu , równie dobrze mogła zahaczyć o coś wstając z krzesła albo przechodząc między meblami :roll: Rozdarta suknia z materiału cieniutkiego jak mgiełka to naprawdę żaden dowód , raczej dowód pustoty i głupoty Lidii , mieszającej ucieczkę z mężczyzną na niepewny los ze szmatkami :confused3:
Gunia - Pią 03 Paź, 2008 17:50

Cytat:
Dlaczego zaraz plagiat? W osiemnastym wieku nawiązywanie do innych autorów było nieodłącznym elementem stylu. Czy mamy też posądzać o plagiat Słowackiego czy Szopena?

I wciąż jest aktualne, a często pasjonujące, jeśli tylko nie przekracza się w tym granicy zbytniego ściągania. A o to Austen nie posądzam.
Sylwia napisał/a:
Co Tolkien ma do Austen?

To, że też był pisarzem, a jego powieści były bogate w odniesienia, więc jego zdanie na ten temat uważam za miarodajne.
Sylwia napisał/a:
Mi się nie wydaje, żeby Austen beatyfikowała Brandona. Elinor nie pochwala jego udziału w pojedynku. Jaki bohaterski i honorowy wydźwięk?

Taki, że dając mu w końcu miłość Marianny wskazuje na to, jaka powinna być postawa niewiasty i jaki mężczyzna jest wartościowy.
Sylwia napisał/a:
W przypadku Georgiany tłumaczy dlaczego Darcy chciał wyswatać ją z Bingley'em i to kiedy jeszcze była taka młoda.

Być może nasza różnica zdań wypływa z tego, że ja nie jestem wcale przekonana, że Darcy chciał to zrobić. Wierzę, że mógł uznać to małżeństwo za dobre i nawet jakoś powoli do tego dążyć, ale nie sądzę, żeby miał definitywny plan zaaranżowania małżeństwa.
Sylwia napisał/a:
Dwuznaczne słówka? A wielka szpara w sukience nie jest dwuznacznością?

Jako osoba żywotna, która w swoim życiu zniszczyła masę ubrań muszę wyznać, że nie wyczuwam w tej uwadze żadnych podtekstów seksualnych. Czytałam DiU wiele razy i nigdy nie odebrałam tego jako aluzję.

Sylwia - Pią 03 Paź, 2008 19:47

nicol81 napisał/a:
Ja miałam raczej na myśli, że to przykład Georgiany nie w towarzystwie brata. Czy to, że zachowuje się z rezerwą wobec osób nowo poznanych nie jest oznaką niesmiałości?
Zgadzam się z podobieństwem Anny i Georgiany- ale ja to raczej widzę jako negatywne uprzedzenie Lizzy do Anny i brak uprzedzeń wobec Georgiany, co znamionuje przemianę Lizzy.

Tak, tylko, że mój początkowy argument był zupełnie odwrotny, tzn. że nie wiemy jak Georgiana się zachowuje w towarzystwie nie-obcych i kiedy nie ma jej brata. Akurat Darcy tylko bardziej ją peszy a nie rozluźnia. Podczas gdy Wickham był miłym w obejściu przyjacielem, przy którym dobrze się czuła od dziecka.

Co do uprzedzeń wobec Georgiany - o Gardinerach to wiemy, że byli uprzedzeni i zdeterminowani myśleć o Darcym jak najlepiej. Myślę, że Georgianę traktowali tak samo. Co do Lizzy, to ona jest zakochana, więc jest uprzedzona. Zresztą Austen nam mówi, że jest, i że strasznie jej zależy żeby dobrze wypaść, i żeby wszyscy się polubili. Chociaż to uprzedzenie moim zdaniem ma większe znaczenie w jej ocenie inteligencji Georgiany niż nieśmiałości. Lizzy zauważa rozsądek i poczucie humoru Georgiany już po kilku minutach, podczas których ta ledwie wybąkała parę słów. To raczej komiczny opis pozytywnego uprzedzenia, niż jego brak. Tak czy inaczej to nic nam nie mówi o zachowaniu Georgiany przy uroczym przyjacielu z dzieciństwa, kiedy nie jest pod okiem zdenerwowanego Darcy'ego.

nicol81 napisał/a:
Raczej wydaje mi się, że do szkoły, jakie w "Emmie" kontrastowano z paną Goddard- zwłaszcza że w Bath :(

No to biedna Anne!

nicol81 napisał/a:
Póki tatuś żył, to były całkiem na dobrym poziomie...Ale w sumie zastanawia mnie, jak ich edukacja wyglądała- o tym nic nie wiemy :mysle:

Ale tatuś był bogaty tylko rok, a wcześniej byli na utrzymaniu wujka. Margaret się uczy w domu. Myślę, że przy tak dobrych warunkach i trzech córkach, opłacałoby się zatrudnić nauczycieli do domu. Prawdopodobnie Austen była wysłana do szkoły, bo jej rodzice mogli więcej zarobić na chłopcach, którzy płaciliby za naukę w ich domu, więc pokój dziewczynek był im potrzebny. Mama Anne Elliot nie żyła, a normalnie to matki uczyły dzieci. Matka Darcych też nie żyła. Tak samo Bingleye to sieroty. Emma i Izabela miały guwernantkę, córki Bertramów też. Bennetówny miały nauczycieli, ale ich naukę nadzorowała pani Bennet. Katarzyna uczyła się w domu.

nicol81 napisał/a:
Dla mnie "zwiedzeni" oznaczało, że nie spodziewali się, że będzie pomagać podopiecznej w potajemnych spotkaniach.

No to na pewno, ale przecież nie zatrudniliby jej bez referencji. Z tego jak Darcy leci do pani Younge jak w dym, przekonany, że ona musi coś wiedzieć o Wickhamie i Lidii wygląda mi na to, że uważał ją za wspólniczkę Wickhama w szerszym znaczeniu, niż tylko jej zachowanie w Ramsgate. Z jego listu wynika, że Wickham i pani Younge znali się już przed Ramsgate, a z listu pani Gardiner dowiadujemy się, że ta znajomość już wtedy była "intimate". To trochę za dużo szczęścia dla Wickhama, żeby taka bliska znajoma została zatrudniona przypadkiem. Takich bogatych rodzin jak Darcy'ego było ok. 400 (i nie wszystkie miały córki w tym wieku), a guwernantek szukających dobrej posady 25 tysięcy. Pewnie nie była jedyną chętną, tylko miała tak dobre referencje, że została wybrana jako najlepsza.

nicol81 napisał/a:
Wątpię- zaszokowany był widokiem Darciego a ponadto jakoś nie ruszył za nim, gdy ten wyjechał...

O tym spotkaniu akurat wiemy tylko z punktu widzenia Lizzy, i to o niej Austen mówi, że była zszokowana. Darcy pobladł, a Wickham się zaczerwienił. Na złodzieju czapka gore, ale niekoniecznie oznacza to, że się tego spotkania nie spodziewał. Zresztą i tak musiał zauważyć Darcy'ego dużo wcześniej, bo Austen nam mówi, że wszyscy, czyli Wickham też, spojrzeli się w stronę nadjeżdżających na koniach, jeszcze zanim Darcy do nich podjechał, i zanim zsiadł i się przywitał. Dopiero potem on też zauważył Wickhama. Myślę, że Wickham nie wyjechał, bo najpierw wszyscy myśleli, że Bingley i Darcy wrócą, a potem złapał pannę King. Lepszy wróbel w garści...

nicol81 napisał/a:
Czy Mary była samolubna? Jednak ona pozostawała między nawiasem rodziny, bo i rodziców, i sióstr, i wujostwa...

Są sytuacje, w których Mary zachowuje się paskudnie wobec sióstr. One nigdy jej tak nie traktują. Mary nie tylko jest samolubna, ale też próżna i zarozumiała. Że wujostwo jej u siebie nie chciało to się akurat nie dziwię. Jest też jedyną siostrą, której Austen prawie nie pomaga na końcu książki, tylko dalej się z niej naśmiewa. I nie jest zapraszana do Pemberley, a nawet Lidia jest.

nicol81 napisał/a:
Czemu usprawiedliwione? Właśnie ta Charlotta była całkiem ładna i trudno zrozumieć, czemu wybrała przesadnie obleśnego Collinsa...

Bo Austen krytykuje to małżeństwo jako niemoralne, a w tych wszystkich adaptacjach Charlotte wygląda na ofiarę. A wybrała go dla pięćdziesięciu tysięcy, jakby nie wyglądał. Tylko, że Lizzy przez to wychodzi na pazerną. To co innego odrzucić znośnie wyglądającego faceta za jego głupotę, nawet jeśli to małżeństwo uratowałoby całą rodzinę, a co innego takiego obleśniaka. Mi się Collins najbardziej podobał w tej mormońskiej wersji z 2003. Nawet jeśli film kiepski, to mogę uwierzyć, że ma on tam 25 lat, i że jest bufonowatym durniem.

nicol81 napisał/a:
Sylwia napisał/a:
Odwrócił reakcje Darcy'ego i Lizzy na balu w Meryton, po czym Colin Firth opowiada, że Darcy zakochał się już wtedy.

Jak odwrócił?

W książce to Darcy odchodzi a nie Lizzy. To jest "direct cut", żeby sobie nie myślała, że może liczyć na bliższą znajomość, a u Daviesa to Lizzy obcina Darcy'ego. Triumfuje, zamiast być upokorzoną. No i jeszcze sugeruje to, że Darcy nie wiedział, że ona go słyszy, a z opisu Austen wygląda na to, że specjalnie chciał, żeby go usłyszała.

Tamara napisał/a:
Wickham nie miał najmniejszego zamiaru pytać Darcy'ego o pozwolenie, dlatego przekonał Georgianę, że ucieczka jest konieczna.

Dla mnie to jest motyw Wickhama, a nie Georgiany. :( Ale już to zostawmy. Zgódźmy się nie zgodzić. :-)

Gunia napisał/a:
Taki, że dając mu w końcu miłość Marianny wskazuje na to, jaka powinna być postawa niewiasty i jaki mężczyzna jest wartościowy.

No, OK, ja mam trochę inne zdanie na temat ślubu Brandona i Marianne, ale już się powstrzymam. Dodam za to, że pomysł pani Bennet, że pan Bennet miałby się pojedynkować z Wickhamem mamy widzieć jako idiotyczny, a wiemy, że strzelać umiał.

Gunia napisał/a:
Jako osoba żywotna, która w swoim życiu zniszczyła masę ubrań muszę wyznać, że nie wyczuwam w tej uwadze żadnych podtekstów seksualnych. Czytałam DiU wiele razy i nigdy nie odebrałam tego jako aluzję.

Tylko, że Austen nie użyła słowa "tear", które normalnie oznaczałoby rozdarcie, tylko "slit", które oznacza zarówno pęknięcie w ścianie, rozporek w sukience (czyli nie koniecznie coś co trzeba reperować), jak i jest potocznym określeniem na tę konkretną część ciała, o której tu mowa. Jak my czytamy o "Świątyni Dumania" to nie dumanie mamy na myśli, a Austen jest nawet bardziej dosłowna. :rotfl:

Jakie ładne czekoladki. Mogę się zamienić? :czekoladka:

Mag13 napisał/a:
W żadnej z pozostałych powieści Austen nie została przedstawiona podobna sytuacja i podobne "natężenie" kobiecości, jak w DiU.

Święta prawda!

Tamara - Pią 03 Paź, 2008 21:41

O matko , jeżeli suknia uszyta była z brytów , miała święte prawo pęknąć na szwie ; a jeżeli oznacza przy okazji pewną część ciała - dziś , nie wiemy czy w czasach Austen również ,przecież język się zmienia - to jest to rzecz najmniej nadająca się do reperacji , zwłaszcza przy użyciu igły i nitki :mrgreen:
Równie dobrze można by oskarżyć Mickiewicza o pornografię , gdy opisuje słucki pas Sędziego "przy którym świecą gęste kutasy jak kity" . Albo na tej samej zasadzie wieloznaczności oskarżyć o zamiar seksualny kogoś , kto chce zjeść brzoskwinię , skoro tym mianem określa się również pewną część ciała :roll:

Sofijufka - Pią 03 Paź, 2008 21:45

albo o handel żywym towarem kogoś, kto kupuje sztukę kretonu (np. na zasłony), skoro za czasów Jane bit o' muslin oznaczało panienke lekkich obyczajów....
Sylwia - Pią 03 Paź, 2008 21:54

Tamara napisał/a:
a jeżeli oznacza przy okazji pewną część ciała - dziś , nie wiemy czy w czasach Austen również ,przecież język się zmienia

Wg słownika oksfordzkiego w czasach Austen też oznaczało to tę część ciała.

nicol81 - Pią 03 Paź, 2008 22:24

Sylwia napisał/a:
W przypadku Georgiany tłumaczy dlaczego Darcy chciał wyswatać ją z Bingley'em i to kiedy jeszcze była taka młoda.

Czy jest do tego seks potrzebny? Z punktu widzenia Darciego to dobra para- korzystna dla obu stron.
Sylwia napisał/a:
Lizzy zbyt ładna to kwestia gustu. Ona była ładna, tylko nie w klasycznym typie urody. Dystyngowana to była raczej tak jak Ehle to przedstawiła, bo już samo śmianie się czy łażenie po błocie było nie dystyngowane, ale ogólnie maniery Lizzy miała bardzo dobre.

Mi się też Ehle wydaje zbyt dystyngowana- nie wygląda na 20 lat. Za ładna w porównaniu do innych kobiet, zwłaszcza Jane. :-|
Sylwia napisał/a:
Co do Lizzy, to ona jest zakochana, więc jest uprzedzona.

Wtedy chyba jeszcze nie... :mysle:
Sylwia napisał/a:
Ale tatuś był bogaty tylko rok, a wcześniej byli na utrzymaniu wujka.

Tatuś miał też procenty z połowy fortuny pierwszej żony, a jako że żyli z wujkiem, wydawali pieniądze tylko na siebie.
Sylwia napisał/a:
To trochę za dużo szczęścia dla Wickhama, żeby taka bliska znajoma została zatrudniona przypadkiem.

Przypadki po Austen chodzą, zwłaszcza w DiU :-P

Tamara - Pią 03 Paź, 2008 22:26

No to jednak bez sensu - prosić pułkownikową , żeby kazała zaszyć narządy posiadane przez starą suknię Lidii ??? :paddotylu:
Sylwia - Pią 03 Paź, 2008 23:55

nicol81 napisał/a:
Czy jest do tego seks potrzebny? Z punktu widzenia Darciego to dobra para- korzystna dla obu stron.

Moim zdaniem Bingley nie jest dobrą partią. Georgiana ma bardzo wysoki posag (dzięki temu, że nie ma sióstr) i świetne koneksje, a to ostatnie Darcy cenił wysoko zanim poznał Lizzy. Bingley nawet nie jest w pełni dżentelmenem. Jedyną zaletą Bingley'a jest to, że Darcy umie go do wszystkiego przekonać.

nicol81 napisał/a:
Sylwia napisał/a:
Co do Lizzy, to ona jest zakochana, więc jest uprzedzona.

Wtedy chyba jeszcze nie... :mysle:

No ja to akurat myślę, że ona była od początku zakochana, :serce2: ale swoje świadome uczucie Lizzy datuje na swój przyjazd do Pemberley, czyli przed poznaniem Georgiany.

nicol81 napisał/a:
Tatuś miał też procenty z połowy fortuny pierwszej żony, a jako że żyli z wujkiem, wydawali pieniądze tylko na siebie.

To prawda. Ale tam też jest powiedziane, że dziewczyny mieszkały w domu razem z wujkiem, no i Marianne strasznie była do tego miejsca przywiązana. Podczas gdy Pemberley staje się domem Georgiany dopiero po ślubie Darcy'ego. Z drugiej strony, dwie Dashwoodówny są starsze niż 15 lat, więc mogły się przywiązać, jeśli po szkole mieszkały z rodzicami. :mysle:

Tamara napisał/a:
No to jednak bez sensu - prosić pułkownikową , żeby kazała zaszyć narządy posiadane przez starą suknię Lidii ??? :paddotylu:

To ja się oficjalnie poddaję! Nie ma białej flagi, ale są kwiatki. :kwiatek:

JoannaS - Sob 04 Paź, 2008 10:39

[quote="Sylwia"]

A nie można się było najpierw zapytać, a uciec dopiero jak Darcy odmówi? Dlaczego od razu zakładać, że brat jest okrutny i stanie siostrze na drodze do szczęścia? Na ucieczkę zawsze byłby czas.


Nie można było, bo Darcy by się po prostu nie zgodził. Przecież dobrze Wickhama znał. I odseparowałby Georgianę od niego natychmiast.

nicol81 - Sob 04 Paź, 2008 14:43

Sylwia napisał/a:
Zresztą i tak musiał zauważyć Darcy'ego dużo wcześniej, bo Austen nam mówi, że wszyscy, czyli Wickham też, spojrzeli się w stronę nadjeżdżających na koniach, jeszcze zanim Darcy do nich podjechał, i zanim zsiadł i się przywitał.

Mógł widzieć, że ktoś nadjeżdża, a go nie poznać. Zresztą jeśli widział Darciego wcześniej i był jeszcze czerwony, to tym bardziej znaczy, że był poruszony.
Sądzę, że Wickham nie chciałby drażnić Darciego- ten za dużo o nim wiedział. Zresztą uciekł przed balem.

Sylwia napisał/a:
Są sytuacje, w których Mary zachowuje się paskudnie wobec sióstr. One nigdy jej tak nie traktują. Mary nie tylko jest samolubna, ale też próżna i zarozumiała.

Np. kiedy? Ja pamiętam tylko, że ona i Kitty pozwoliły, żeby Jane zajmowała się paniąBennet po ucieczce Lidii. Mary ma poczucie niższości, jako jedyna brzydula w rodzinie i jako pomijane średnie dziecko.

Sylwia napisał/a:
Moim zdaniem Bingley nie jest dobrą partią. Georgiana ma bardzo wysoki posag (dzięki temu, że nie ma sióstr) i świetne koneksje, a to ostatnie Darcy cenił wysoko zanim poznał Lizzy. Bingley nawet nie jest w pełni dżentelmenem. Jedyną zaletą Bingley'a jest to, że Darcy umie go do wszystkiego przekonać.

A to według Darciego podstawowa zaleta :wink: Bingley jest inteligentny, miły, dobry, życzliwy i nie jest interesowny. Ma sporą fortunę i pochodzi z dobrej rodziny.

Sylwia napisał/a:
No ja to akurat myślę, że ona była od początku zakochana, ale swoje świadome uczucie Lizzy datuje na swój przyjazd do Pemberley, czyli przed poznaniem Georgiany.

Ja myslę, że się zakochała podczas pobytu w Pemberley.

Sylwia napisał/a:
Bo Austen krytykuje to małżeństwo jako niemoralne, a w tych wszystkich adaptacjach Charlotte wygląda na ofiarę. A wybrała go dla pięćdziesięciu tysięcy, jakby nie wyglądał.

Czemu niemoralne? I jakie 50 tys.? :co_stracilam:
Ale prawda, że adaptacje nie pokazują premedytacji Charlotty, z jaką Charlotta dążyła do tego związku.

Sylwia napisał/a:
Tylko, że Lizzy przez to wychodzi na pazerną. To co innego odrzucić znośnie wyglądającego faceta za jego głupotę, nawet jeśli to małżeństwo uratowałoby całą rodzinę, a co innego takiego obleśniaka.

Czemu Lizzy wychodzi na pazerną?
Sylwia napisał/a:
To prawda. Ale tam też jest powiedziane, że dziewczyny mieszkały w domu razem z wujkiem, no i Marianne strasznie była do tego miejsca przywiązana. Podczas gdy Pemberley staje się domem Georgiany dopiero po ślubie Darcy'ego. Z drugiej strony, dwie Dashwoodówny są starsze niż 15 lat, więc mogły się przywiązać, jeśli po szkole mieszkały z rodzicami.

To spekulacja, ale wydaje mi się, że Eleonora była w szkole- ma przyjaciółke w Londynie, a nigdy tam nie była. Mariannę trudniej w szkole sobie wyobrazić :?

Sylwia - Sob 04 Paź, 2008 23:29

nicol81 napisał/a:
Mógł widzieć, że ktoś nadjeżdża, a go nie poznać. Zresztą jeśli widział Darciego wcześniej i był jeszcze czerwony, to tym bardziej znaczy, że był poruszony.
Sądzę, że Wickham nie chciałby drażnić Darciego- ten za dużo o nim wiedział. Zresztą uciekł przed balem.

On się zaczerwienił dopiero jak Darcy na niego spojrzał. Na bal nie mógł pójść, bo nie uniknąłby tańczenia z Lizzy, a to dopiero wkurzyłoby Darcy'ego. Po co irytować przeciwnika, jak można go skuteczniej podkopać po cichu?

nicol81 napisał/a:
Np. kiedy? Ja pamiętam tylko, że ona i Kitty pozwoliły, żeby Jane zajmowała się paniąBennet po ucieczce Lidii. Mary ma poczucie niższości, jako jedyna brzydula w rodzinie i jako pomijane średnie dziecko.

Moim zdaniem ma poczucie wyższości i w ogóle nie interesują jej jej siostry tylko aprobata tatusia i tylko do niego jest podobna. Tak z pamięci: kiedy Lizzy ma iść do chorej Jane, a Mary ją poucza, kiedy Lidia mówi Mary, że żałuje że ta nie pojechała z nimi przywitać Lizzy i Jane, a Mary mówi, że jej umysł potrzebuje więcej niż to co zadowala większość kobiet (Mary tutaj robi to, o co Caroline oskarżyła Lizzy: podkopuje wartość innych kobiet, żeby się wywyższyć), kiedy Lidia ucieka, a Mary tylko moralizuje i odcina się od całej historii jakby to jej nie dotyczyło, i skreśla Lidię. Tylko Collins miał to samo zdanie, a Lizzy była wstrząśnięta takim podejściem.

nicol81 napisał/a:
A to według Darciego podstawowa zaleta :wink: Bingley jest inteligentny, miły, dobry, życzliwy i nie jest interesowny. Ma sporą fortunę i pochodzi z dobrej rodziny.

Jest również kochliwy i bezmyślny. Bingley nie pochodzi z dobrej rodziny. Jego fortuna (nie aż taka duża - sam posag Georgiany to 1/3 tego co on ma) jest z handlu, a ta szacowna rodzina z północy to nic nie miała. Raczej odpad z dobrej rodziny. Syn córki drugiego syna drugiego syna jakiegoś tam dżentelmena. Gdyby pan Bennet miał synów, to Bingley mógłby być potomkiem tego młodszego. Siostry Duka miały posag wysokości Georgiany, bo na młodsze dzieci przeznaczało się zwykle 12-13% całego majątku. Gdyby było tam więcej dzieci, to Georgiana miałaby znacznie mniej. A koneksje miały wyższą wartość niż fortuna, bo dzięki nim można się było wzbogacic. To naprawdę nie ta sama ranga. Nie dla Darcy'ego, który pewnie ma drzewo genealogiczne sięgające Normanów i jest nauczony, że poprzez małżeństwo podnosi się rangę własnej rodziny, a nie obniża. To wszystko kwestia punktu widzenia. Bingley byłby rewelacyjnym kandydatem dla Jane, pułkownik Fitzwilliam byłby dobrym kandydatem dla Lizzy (choć musieliby żyć oszczędnie), ale żaden z nich nie byłby dobry dla Georgiany. Zresztą jak ona miała dopiero 15 lat to powinna mieć spokojnie jeszcze jakieś 6-8 na poznanie znacznie lepszych kandydatów. Po co swatać ją z Bingley'em już teraz? Ja rozumiem, że np. wszyscy ci lepsi kandydaci okazali się mieć kiepski charakter, i wtedy Darcy się zgadza, że choć mezalians, to Bingley jest lepszy, przy założeniu że się kochają. Ale oni nawet nie zwracają na siebie uwagi, a ona nawet jeszcze nie zaczęła bywać w towarzystwie.

nicol81 napisał/a:
Ja myslę, że się zakochała podczas pobytu w Pemberley.

Lizzy mówi Jane, że kiedy pierwszy raz zobaczyła Pemberley, czyli jeszcze zanim zobaczyła tam Darcy'ego, a Darcy'emu mówi, że początek zmiany jej uczuć datuje się na Hunsford. Już jadąc z wujostwem na wycieczkę nie mogła myśleć o Derbyshire bez pamiętania o Darcym. No i nauczyła się jego listu na pamięć. Zresztą Lizzy ciągle myśli o Darcym, nawet w pierwszym tomie.

Lizzy od początku zachowuje się jak zakochana osoba. Tylko, że w czasach Austen kobieta nie mogła przyznać się do uczuć zanim mężczyzna nie wyznał swoich. Więc te etapy zakochania Lizzy zależą od jej oceny sytuacji. Jeśli widzi, że jest bezpiecznie to zaczyna przyznawać się do swoich. Dopiero w Pemberley było bezpiecznie, ale że się wszystko pokręciło przez Lidię, to Lizzy używa słowa ‘love’ jako stanu dokonanego dopiero po drugich oświadczynach. W tamtych czasach miłość traktowano nieufnie, a miłość od pierwszego wejrzenia jako przykład mocno krytykowanego sentymentalizmu. Pani Bennet i Lady Bertram są skrajnymi przykładami sentymentalizmu. Pan Bennet też zrobił tę głupotę, żeniąc się nierozsądnie. Więc Lizzy boi się swoich uczuć i albo je ucisza albo je dogłębnie analizuje. To pokazuje, że chce kochać rozsądnie. Miłość, żeby była wartościowa, musi się składać z wielu elementów, inaczej to tylko pożądanie albo zauroczenie. To, że Lizzy chce wiedzieć, że nie popełnia błędu oznacza, że jest mądra i uczciwa w stosunku do Darcy’ego. W Pemberley już wie, że on jest świetnym facetem, że wciąż ją kocha i przyszłość z nim byłaby dla niej wyśmienita, ale ona wciąż chce wiedzieć, że to co czuje to uczucie dorównujące jego miłości do niej. Dziś wystarcza, że serce zabije nam mocniej, i zaczynamy się z tym kimś spotykać. Jak nie wyjdzie, to zaczynamy od nowa z kimś innym. Wtedy ważne było, żeby ta osoba miała dobry charakter, oceniony nie przez pryzmat zauroczenia, i żeby nasze uczucia pozostały gorące na całe życie. Można więc było być zakochanym, ale wciąż uważać, że to za mało na miłość.

nicol81 napisał/a:
Czemu niemoralne? I jakie 50 tys.? :co_stracilam:
Ale prawda, że adaptacje nie pokazują premedytacji Charlotty, z jaką Charlotta dążyła do tego związku.

Niemoralne, bo Charlotte oszukuje. Dopuszcza się krzywoprzysięstwa podczas sakramentu małżeństwa. Austen nie pozostawia nam żadnych wątpliwości, że Charlotte nie jest szczera i gardzi swoim przyszłym małżonkiem. Mamy dyskusję Lizzy i Jane. W tym przypadku to Lizzy ma rację, a nie Jane. Jej krytyka jest bardzo ostra:

"You shall not defend her, though it is Charlotte Lucas. You shall not, for the sake of one individual, change the meaning of principle and integrity, nor endeavour to persuade yourself or me that selfishness is prudence, and insensibility of danger, security for happiness.''

Lizzy mówi, że nawet Jane nie zmieni dla jednej osoby znaczenia zasady - Austen zawsze używa "principle" w znaczeniu zasady chrześcijańskiej lub moralnej, odróżnieniu dobra od zła - i "integrity" uczciwości. Jane broni Charlotte, mówiąc, że Charlotte ma inne usposobienie niż one same (i tego chwytają się wszystkie adaptacje), ale nawet Jane jako warunek stawia, że Charlotte musi mieć jakieś uczucia do Collinsa, a Austen daje nam jasno do zrozumienia, że ich nie ma. Później też, kiedy Lizzy pisze do ciotki o zaręczynach Wickhama z panną King, Austen porównuje tę sytuację do zaręczyn Charlotte z Collinsem, i mówi nam, że Lizzy jest zbyt zaślepiona by umieć ocenić Wickhama równie trafnie. A jak wiadomo Wickhama mamy oceniać bardzo źle.

Poprzez obronę Charlotte przed Lizzy adaptacje rujnują punkt widzenia Lizzy, zamiast go popierać, więc nie pokazują nam jak ważna dla Lizzy była miłość w związku. Nie tylko z powodów romantycznych, ale też moralnych. Co więcej, skoro Collins jest obleśny, jej odrzucenie go jest zrzucone na fizyczną odrazę, a nie na ocenę moralną i intelektualną. Przez to Lizzy wygląda na pazerną zakochując się w Pemberley, bo zakładając, że Collins byłby tak przystojny i tak bogaty też mogłaby się w nim zakochać. Paranoja!

50 tysięcy - tyle mniej więcej jest warte Longbourn, które Collins ma odziedziczyć. Adaptacje pokazują Charlotte jako skromną w dążeniu jedynie do dachu nad głową, ale tak naprawdę to ona łapie trzeciego najbogatszego kawalera w książce.

Masz rację, że determinacja i machinacje Charlotte nie są pokazane, tak jak i to, że tak naprawdę to Charlotte celowo działała tam na szkodę Lizzy, myśląc, że musi się śpieszyć, by zapobiec ponownym oświadczynom Collinsa wobec Lizzy. Nie pokazują też, że Mary została przez to wysiudana, bo w przeciwieństwie to Charlotte ona Collinsa lubiła, i cieszyłaby się z takiego małżeństwa nie dla jego forsy, ale dlatego, że mogliby się świetnie dogadać. No i nie pokazują też, że swoim działaniem Charlotte skutecznie pozbawia Bennetówny dachu nad głową, ani że potem zabiega o względy Lady Katarzyny prawie równie gorliwie co jej mąż. Albo, że nawet myśląc, że Lizzy wolałaby pułkownika od Darcy’ego, Charlotte wciąż woli dla swojej przyjaciółki Darcy’ego, bo mógłby on dać jej samej i jej mężowi więcej. No ja dziękuję, za takich przyjaciół! Jednym słowem nie pokazują całej pazerności Charlotte, a tylko, że Charlotte nie miała wyjścia bo była biedna. Austen też była biedna, a jednak nie wyszła za mąż dla kasy, choć miała okazję.

Co do tych prebend to jeszcze jedno jest istotne. Można ich było mieć wiele, a nazywały się "living", bo dostawało się je na całe życie i był to stały dochód. Jeśli miało się więcej niż jedną, to w pozostałych trzeba było zatrudnić wikariusza. To był mały koszt. Często też, obecni właściciele nie zatrudniali nikogo. Ta praktyka była szeroko krytykowana, bo tak naprawdę zostawiała parafie bez opieki. W Mansfield Park Edmund ma dwie parafie bardzo blisko siebie, więc będzie mógł opiekować się obiema. Ale Collins i Charlotte latają do Lady Katarzyny, żeby dostać następną prebendę, mimo, że oboje wiedzą, że jak odziedziczą Longbourn to się przeprowadzą i nie będą się tymi parafiami zajmować, tylko na nich zarabiać. Jak zauważa pan Bennet Darcy ma jeszcze więcej prebend, więc Charlotte i Collins lecą do Hertfordshire jak tylko słyszą o zaręczynach Lizzy, ale wcześniej to oni donieśli Lady Katarzynie o ucieczce Lidii, i o prawdopodobnych planach małżeńskich Darcy'ego. Oczywiście, mam nadzieję, że Darcy jest za mądry, żeby cokolwiek Collinsowi dać, nawet jeśli Lizzy nigdy nie dostrzega całej przebiegłości swojej przyjaciółki.

nicol81 napisał/a:
To spekulacja, ale wydaje mi się, że Eleonora była w szkole- ma przyjaciółke w Londynie, a nigdy tam nie była. Mariannę trudniej w szkole sobie wyobrazić :?

To ciekawe. Może rzeczywiście tak było i stąd tak znaczne różnice pomiędzy siostrami.

JoannaS napisał/a:
Sylwia napisał/a:
A nie można się było najpierw zapytać, a uciec dopiero jak Darcy odmówi? Dlaczego od razu zakładać, że brat jest okrutny i stanie siostrze na drodze do szczęścia? Na ucieczkę zawsze byłby czas.

Nie można było, bo Darcy by się po prostu nie zgodził. Przecież dobrze Wickhama znał. I odseparowałby Georgianę od niego natychmiast.

Ja widzę dwie osoby, nie jedną. Wickham wie, co Darcy o nim myśli i że w życiu by się na ten ślub nie zgodził. Georgiana myśli, że jej brat jest dobry. Wickham nie mógłby jej powiedzieć prawdy, lub próbować oczernić Darcy'ego w najmniejszym stopniu, bo to wzbudziłoby podejrzenia Georgiany. Mówienie Georgianie: musimy uciec, bo twój brat jest zły, niewyrozumiały i stanie nam na drodze raczej popsułoby jego plany niż im pomogło. Darcy nie jest tyranem tak jak ojciec Brandona, żeby Georgiana miała myśleć, że ucieczka to jedyne wyjście. Myślę, że Wickham musiałby się cały czas zachowywać tak, jakby w pełni zamierzał poprosić Darcy'ego o zgodę, tylko raczej zwlekał z powodów technicznych. Np.: pojechałbym do twojego brata nawet dziś, ale żal mi rozstawać się z tobą nawet na kilka dni. Wtedy Georgiana miałaby mniej powodów do wątpliwości. Zresztą zasada była taka, że teoretycznie dziewczyna nie powinna była przyjąć oświadczyn bez zgody opiekuna, więc skoro się do Darcy'ego nie zwraca, to albo wierzy, że ten ślub jest bardzo zły i wie, że Darcy odmówi, albo wręcz przeciwnie, zakłada, że dobry przyjaciel rodziny i ulubieniec jej ojca to świetne rokowania na przyszłość, i choć bez pieniędzy, to Darcy ich zrozumie, więc nie ma się co śpieszyć, i można poczekać aż Wickham zapyta. W końcu takie śluby też się zdarzały. No i Wickham na pewno by twierdził, że może być świetnym prawnikiem, i że z pomocą Darcy'ego i jego wujka sędziego może zajść wysoko. Albo, że Darcy da mu prebendę, czyli przyszłość typowa dla dobrze ustawionego drugiego syna, tak jak Edmund i Fanny w Mansfield Park, albo Tilney i Katarzyna w Opactwie.

Przez ten czas Wickham widywałby ją codziennie na zasadach narzeczonego, a narzeczeni często byli pozostawiani sami, żeby mogli się do siebie zbliżyć. I pani Younge pewnie by im w tym pomagała i dawała porady typu: trzeba mężczyźnie pozwolić na co nieco, żeby go utrzymać. Pani Bennet robiła praktycznie to samo, wysyłając Lizzy z Darcym, żeby ten nie przeszkadzał Bingleyowi i Jane w umizgach. To wcale nie wydawałoby się Georgianie podejrzane. Dopiero kiedy sprawy zaszłyby za daleko Wickham mógłby powiedzieć, że boi się odmowy Darcy'ego i zaproponować ucieczkę. Wtedy Georgiana nie miałaby wyjścia i musiałaby się zgodzić. Wiemy, że jak już Georgiana zobaczyła brata, to wyznała mu prawdę, bo nie chciała go smucić. Nie oznacza to koniecznie, że wcześniej wiedziała, że robi źle. Mogła tylko uważać samą ucieczkę za złą i po jego zachowaniu zorientować się, że coś jest nie tak. Darcy ich odwiedził niespodziewanie, ale nie znaczy to, że był to przypadek. W końcu dwóch służących z Londynu zostało wysłanych z Georgianą, i jeden z nich mógł zobaczyć za dużo i go zawiadomić. Darcy nie znosi być zwodzonym i oszukiwanym. Tyle Georgiana musiała wiedzieć. Ale pewnie jak mu mówiła o swoich planach, to jeszcze była przekonana, że on się zgodzi. Gdyby naprawdę wierzyła, że Darcy się nie zgodzi, to będąc tak zakochana milczałaby jak grób. Dopiero kiedy on powiedział jej prawdę o Wickhamie musiałaby przyznać mu rację i zobaczyć całą sytuację w innym świetle. Reakcja Georgiany na wzmiankę o Wickhamie rok później jest pełna wstydu, strachu przed reakcją brata i upokorzenia. Pozostawia ją bez słów. To trochę za dużo jak na zwykłą złą ocenę charakteru byłego narzeczonego. Fanny Price jest bardzo wstydliwa, ale nie ma aż tak silnych reakcji. Tak czy inaczej łatwiej mi jest zrozumieć, że Georgiana miała dobre intencje i była zbyt naiwna, niż że celowo oszukiwałaby brata i spiskowałaby przeciw niemu.

Anonymous - Nie 05 Paź, 2008 08:50

Sylwia napisał/a:
Na bal nie mógł pójść, bo nie uniknąłby tańczenia z Lizzy, a to dopiero wkurzyłoby Darcy'ego.

dlaczego to miałoby wkurzyć Drcy`ego? My wiemy, że On juz wtedy durzył się w Lizzie, ale Wickham nie ma prawa o tym wiedzieć...
Sylwia napisał/a:
Po co irytować przeciwnika, jak można go skuteczniej podkopać po cichu?

ale w myśl tego co mówisz Darcy bałby się Wickhama i tego co ten o Nim a raczej o jej siostrze wiedział, więc mógł mu grać na nosie

Dużo tutaj jest na temat swatania Bingley`a z Georgianą... raz, że ja w to wątpię. Jakoś nie zwróciam na ten wątek uwagi. A gdyby Garcy faktycznie chciał zeswatać przyjacielowi siostrę. Dlaczego nie Ona miała pieniądze koneksję a Darcy bardzo ją kochał oże nie chciał jej wydać za mąż za jakiegoś typka, który będzie miał kasę i koneksję, ale nie bedzie jej kochał. Chciał dla siostry takiego faceta o jakim piszecie, inteligentnego, ale i dobrego...
Pieniądze to nie wszystko

nicol81 - Nie 05 Paź, 2008 18:28

lady_kasiek napisał/a:
Na bal nie mógł pójść, bo nie uniknąłby tańczenia z Lizzy, a to dopiero wkurzyłoby Darcy'ego.

dlaczego to miałoby wkurzyć Drcy`ego? My wiemy, że On juz wtedy durzył się w Lizzie, ale Wickham nie ma prawa o tym wiedzieć...

Zgadzam się z Lady Kasiek- i ponadto, czemu miałby nie uniknąć tańczenia? :confused3: Jakby nie chciał, to by nie poprosił...

Sylwia napisał/a:
Moim zdaniem ma poczucie wyższości i w ogóle nie interesują jej jej siostry tylko aprobata tatusia i tylko do niego jest podobna.

Wiem, że ona wpatrzona w tatusia- i szkoda, że on nią się bardziej nie zajmie. Gdyby byl ktoś, kto wybierał jej lektury i dyskutował z nią.mogli być z niej ludzi. Mary zachowuje się jak smerf Ważniak, ale ma też dużą chęć samodoskonalenia i pracy nad sobą.
A jak Lidia uciekała, to mówiła, że powinny trzymać sięrazem, a siostry ją zlały...

Sylwia napisał/a:
No, OK, ja mam trochę inne zdanie na temat ślubu Brandona i Marianne, ale już się powstrzymam. Dodam za to, że pomysł pani Bennet, że pan Bennet miałby się pojedynkować z Wickhamem mamy widzieć jako idiotyczny, a wiemy, że strzelać umiał.

A jakie zdanie? Sądzę, że pojedynek w RiR miał pokazać, że Brandon i Marianna mają dużo wspólnego, a para potencjalna z Eleonorą byłaby niewłaściwa.
Chyba w przypadku pani Bennet idiotyczne jest zmienianie zdania na temat tego pojedynku.

Sylwia napisał/a:
Niemoralne, bo Charlotte oszukuje. Dopuszcza się krzywoprzysięstwa podczas sakramentu małżeństwa.

No ale można tak samo powiedzieć, że takiego samego krzywoprzysięstwa dopuszcza się Collins. On też nie żeni się z miłości. Dla mnie małżeństwo z rozsądku nie jest oszustwem, jeśli się jest gotowym spełnić oczekiwania partnera.

Sylwia napisał/a:
Poprzez obronę Charlotte przed Lizzy adaptacje rujnują punkt widzenia Lizzy, zamiast go popierać, więc nie pokazują nam jak ważna dla Lizzy była miłość w związku.

Akurat i w DiU1995 i 2005 Lizzy wprost mówi, że wyjdzie za mązż tylko z miłości, czego ksiązkowa nie robi...

Sylwia napisał/a:
Co więcej, skoro Collins jest obleśny, jej odrzucenie go jest zrzucone na fizyczną odrazę, a nie na ocenę moralną i intelektualną. Przez to Lizzy wygląda na pazerną zakochując się w Pemberley, bo zakładając, że Collins byłby tak przystojny i tak bogaty też mogłaby się w nim zakochać. Paranoja!

Z tym się zgadzam- ale według mnie to robi z Lizzy raczej osobę powierzchowną niż pazerną. Podobnie z Darcym, jeśli Karolina i Anna nie są zbyt ładne....

Sylwia napisał/a:
naprawdę to Charlotte celowo działała tam na szkodę Lizzy, myśląc, że musi się śpieszyć, by zapobiec ponownym oświadczynom Collinsa wobec Lizzy.

Czemu na szkodę Lizzy? Gdyby nawet Collins ponownie się oświadczył- w co wątpię, bo był urażony odmową- to chyba nie ma wątpliwości, co do jej odpowiedzi.

Sylwia napisał/a:
Nie pokazują też, że Mary została przez to wysiudana, bo w przeciwieństwie to Charlotte ona Collinsa lubiła, i cieszyłaby się z takiego małżeństwa nie dla jego forsy, ale dlatego, że mogliby się świetnie dogadać.

Mary rzeczywiście lubiła Collinsa i cieszyłaby się, że pierwsza wychodzi za mąż i że to ona zapewni siostrom dach na głową. Ale mi się wydaje, że byli zbyt podobni pod względem pouczania innych, by się dogadać. Mary chciała zmienić Collinsa, co nie jest dobrym fundamentem małżeństwa. Nie widzę też jej podlizującej się Lady Katarzynie. Poza tym, czy Collins ponowiłby oświadczyny w rodzinie, gdzie go odrzucono? I czy wybralby najbrzydszą pannę?

Sylwia napisał/a:
No i nie pokazują też, że swoim działaniem Charlotte skutecznie pozbawia Bennetówny dachu nad głową, ani że potem zabiega o względy Lady Katarzyny prawie równie gorliwie co jej mąż.

Zabieganie o względy lady Katarzyny uznaję za spełnianie oczekiwań małżonka. A co do dachu nad głową- gdyby któraś Bennetówna zgodziła się na Collinsa, nie uznałabyś tego za niemoralne? Czy Collins ma pozostać kawalerem dla dobra rodziny, gdzie dostał rekuzę? Zresztą nawet w stanie bezżennych też by je dachu nad głową pozbawił.

Sylwia napisał/a:
Lizzy mówi Jane, że kiedy pierwszy raz zobaczyła Pemberley, czyli jeszcze zanim zobaczyła tam Darcy'ego, a Darcy'emu mówi, że początek zmiany jej uczuć datuje się na Hunsford. Już jadąc z wujostwem na wycieczkę nie mogła myśleć o Derbyshire bez pamiętania o Darcym. No i nauczyła się jego listu na pamięć.

To z Pemberley to głównie żart- choć z pewnością piękno tego miejsca wywarło na niej wrażenie i sprawiło, że zaczęła o nim myśleć inaczej. Po liście wiedziała, że żle go oceniła, ale nie chciała go więcej spotkać.

Sylwia napisał/a:
Lizzy od początku zachowuje się jak zakochana osoba.

Czyli jak? A co z Wickhamem?

Sylwia napisał/a:
Jeśli widzi, że jest bezpiecznie to zaczyna przyznawać się do swoich. Dopiero w Pemberley było bezpiecznie, ale że się wszystko pokręciło przez Lidię, to Lizzy używa słowa ‘love’ jako stanu dokonanego dopiero po drugich oświadczynach.

Myślę, że tak naprawdę miłość Lizzy zrodziła się, gdy po ucieczce Lidii myślała, że go straciła.

Sylwia napisał/a:
Pani Bennet i Lady Bertram są skrajnymi przykładami sentymentalizmu.

Lady Bertram przecież mówiła Fanny, że panna musi przyjąć dobrą ofertę małżeństwa...

Alicja - Nie 05 Paź, 2008 19:36

nicol81 napisał/a:
Myślę, że tak naprawdę miłość Lizzy zrodziła się, gdy po ucieczce Lidii myślała, że go straciła.

ciekawa teoria, ja myślę jednak, że miłośc zrodziła się trochę prędzej, a dopiero wtedy Lizzy zdała sobie sprawę że prawdopodobnie miłośc ta nie będzie spełniona i ile dla niej znaczyć będzie utrata miłości :mysle:

Sylwia - Nie 05 Paź, 2008 21:41

lady_kasiek napisał/a:
dlaczego to miałoby wkurzyć Drcy`ego? My wiemy, że On juz wtedy durzył się w Lizzie, ale Wickham nie ma prawa o tym wiedzieć...

Wickham miał prawo wiedzieć. Zaobserwował spotkanie Darcy'ego z Lizzy. To, że ludzie, którzy Darcy'ego nie znają nie zauważają jego zadurzenia, nie znaczy, że facet, który spędził z nim 20 lat pod jednym dachem i w szkole nie poznałby symptomów. Pułkownik Fitzwilliam zauważa, że Darcy zachowuje się dziwnie, a pewnie nie znał go aż tak dobrze jak Wickham.

lady_kasiek napisał/a:
A gdyby Garcy faktycznie chciał zeswatać przyjacielowi siostrę. Dlaczego nie Ona miała pieniądze koneksję a Darcy bardzo ją kochał oże nie chciał jej wydać za mąż za jakiegoś typka, który będzie miał kasę i koneksję, ale nie bedzie jej kochał. Chciał dla siostry takiego faceta o jakim piszecie, inteligentnego, ale i dobrego...
Pieniądze to nie wszystko

Ale przecież Bingley jej nie kochał. I dlaczego zakładać, że ci z koneksjami mają być źli? Darcy był facetem z koneksjami, a jest dobry. Oczywiście Georgiana byłaby świetną partią dla Bingley'a, ale to dziwne, żeby dbać o przyjaciela bardziej niż o siostrę. Czy Bingley był inteligentny? Raczej nie był wybrakowany.

nicol81 napisał/a:
czemu miałby nie uniknąć tańczenia? :confused3: Jakby nie chciał, to by nie poprosił...

Gdyby Wickham nie poprosił Lizzy to bardzo by ją tym obraził, a w końcu miał świetne maniery.

nicol81 napisał/a:
Wiem, że ona wpatrzona w tatusia- i szkoda, że on nią się bardziej nie zajmie. Gdyby byl ktoś, kto wybierał jej lektury i dyskutował z nią.mogli być z niej ludzi. Mary zachowuje się jak smerf Ważniak, ale ma też dużą chęć samodoskonalenia i pracy nad sobą. A jak Lidia uciekała, to mówiła, że powinny trzymać się razem, a siostry ją zlały...

Nie wiem, czy miłosierdzia da się nauczyć, ale zgadzam się, że pan Bennet zaniedbał swoje córki. No siostry ją zlały, bo ona nie proponowała, żeby trzymać się razem, tylko żeby wspólnie wykluczyć Lidię.

nicol81 napisał/a:
A jakie zdanie? Sądzę, że pojedynek w RiR miał pokazać, że Brandon i Marianna mają dużo wspólnego, a para potencjalna z Eleonorą byłaby niewłaściwa.
Chyba w przypadku pani Bennet idiotyczne jest zmienianie zdania na temat tego pojedynku.

Tak, oboje są romantyczni.
No w przypadku pani Bennet pojedynek byłby idiotyzmem. Wszystkie zostałyby bez dachu nad głową.

nicol81 napisał/a:
No ale można tak samo powiedzieć, że takiego samego krzywoprzysięstwa dopuszcza się Collins. On też nie żeni się z miłości. Dla mnie małżeństwo z rozsądku nie jest oszustwem, jeśli się jest gotowym spełnić oczekiwania partnera.

Collins wierzy, że kocha Charlotte i że ona też go kocha. To uczucie może nam się wydawać idiotyczne, ale on w nie święcie wierzy, więc nie kłamie.

nicol81 napisał/a:
Akurat i w DiU1995 i 2005 Lizzy wprost mówi, że wyjdzie za mązż tylko z miłości, czego ksiązkowa nie robi...

Ale wszyscy pamiętają, że tego akurat w książce nie ma, więc jest to często ignorowane. Nie pamiętam już DiU 05, ale to zdanie z DiU 95 pochodzi z listu Austen do siostrzenicy.

nicol81 napisał/a:
Z tym się zgadzam- ale według mnie to robi z Lizzy raczej osobę powierzchowną niż pazerną. Podobnie z Darcym, jeśli Karolina i Anna nie są zbyt ładne....

Masz rację, powierzchowna to lepsze słowo. Ale ja się spotkałam z opiniami, że Lizzy była pazerna, szerzonymi właśnie przez ludzi, którzy książki nie czytali, a widzieli tylko któryś z filmów.

nicol81 napisał/a:
Czemu na szkodę Lizzy? Gdyby nawet Collins ponownie się oświadczył- w co wątpię, bo był urażony odmową- to chyba nie ma wątpliwości, co do jej odpowiedzi.

Oczywiście my wiemy, że Lizzy by odmówiła, ale Charlotte tak nie myślała, i to było motorem jej działania.

nicol81 napisał/a:
Mary rzeczywiście lubiła Collinsa i cieszyłaby się, że pierwsza wychodzi za mąż i że to ona zapewni siostrom dach na głową. Ale mi się wydaje, że byli zbyt podobni pod względem pouczania innych, by się dogadać. Mary chciała zmienić Collinsa, co nie jest dobrym fundamentem małżeństwa. Nie widzę też jej podlizującej się Lady Katarzynie. Poza tym, czy Collins ponowiłby oświadczyny w rodzinie, gdzie go odrzucono? I czy wybralby najbrzydszą pannę?

Widzimy różne małżeństwa u Austen. Niektóre są udane, nawet jeśli ich nie lubimy. Np. John Dashwood i jego żona byli bardzo udanym małżeństwem, choć okropnymi ludźmi. Podobnie Collins i Mary mogliby się dogadać. Podlizywanie się Lady Katarzynie nie jest warunkiem udanego małżeństwa. Charlotte się podlizywała, bo chciała. Collins ponowiłby oświadczyny, gdyby pani Bennet miała czas go ułaskawić, a najbrzydszą pannę i tak wybrał. Charlotte ładna nie była, a Mary była od niej 10 lat młodsza i mogłaby zabawiać Lady Katarzynę grą na pianinie.

nicol81 napisał/a:
Zabieganie o względy lady Katarzyny uznaję za spełnianie oczekiwań małżonka. A co do dachu nad głową- gdyby któraś Bennetówna zgodziła się na Collinsa, nie uznałabyś tego za niemoralne? Czy Collins ma pozostać kawalerem dla dobra rodziny, gdzie dostał rekuzę? Zresztą nawet w stanie bezżennych też by je dachu nad głową pozbawił.

Charlotte latała do Rosings prawie codziennie, i nie wygląda na to, żeby Collins ją do tego zmuszał. Nie którakolwiek z Bennetówien, tylko Mary, która jako jedyna go lubiła i doceniała. Oczywiście Collins nie musi pozostawać kawalerem. Gdyby sam zainteresował się Charlotte i został przyjęty, to nie byłoby sprawy, jednak to Charlotte o niego zabiega.

nicol81 napisał/a:
To z Pemberley to głównie żart- choć z pewnością piękno tego miejsca wywarło na niej wrażenie i sprawiło, że zaczęła o nim myśleć inaczej. Po liście wiedziała, że żle go oceniła, ale nie chciała go więcej spotkać.

Żart i nie żart. Pemberley symbolizuje Darcy'ego. Brak formalności, liberalizm itp. Po liście nie chciała go więcej spotkać, bo za bardzo wstydziła się własnej głupoty, i jeszcze myślała, że on dalej gardziłby jej rodziną.

nicol81 napisał/a:
Czyli jak? A co z Wickhamem?

Przecież Lizzy nie była w Wickhamie zakochana, tylko jej próżność była podłechtana zainteresowaniem najprzystojniejszego faceta w okolicy. Lizzy raczej go wykorzystuje, żeby podreperować swoją urażoną dumę, niż rzeczywiście jest nim zainteresowana. Po jego odejściu i tak ma większy żal, że Darcy ją rozczarował.

nicol81 napisał/a:
Lady Bertram przecież mówiła Fanny, że panna musi przyjąć dobrą ofertę małżeństwa...

Sentymentalizm to nie tyle wiara w małżeństwo z miłości co uleganie własnym emocjom i kierowanie się nimi w decyzjach i działaniu, a nawet zdawanie się na rozsądek i działanie innych. Marianne jest po stronie sentymentalizmu, ale po swojej chorobie przechodzi na bardziej rozsądkowe myślenie. Oczywiście najlepiej jest znaleźć złoty środek. Pan Bennet, wbrew pozorom, też za bardzo ulega sentymentom, co kończy się właśnie jego nieudolnością tam gdzie działanie byłoby wskazane. To Darcy i zięć załatwiają wszystkie jego sprawy.

Alicja napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Myślę, że tak naprawdę miłość Lizzy zrodziła się, gdy po ucieczce Lidii myślała, że go straciła.

ciekawa teoria, ja myślę jednak, że miłośc zrodziła się trochę prędzej, a dopiero wtedy Lizzy zdała sobie sprawę że prawdopodobnie miłośc ta nie będzie spełniona i ile dla niej znaczyć będzie utrata miłości :mysle:

Też tak myślę. Lizzy wtedy już się otworzyła na miłość i małżeństwo z Darcym, i właśnie kiedy myślała, że wszystko jest na dobrej drodze sprawa legła w gruzach. Wtedy już nie mogła sobie wmawiać, że Darcy miał okropny charakter, lub że nie przyjąłby jej wujostwa w Pemberley. Żadnych racjonalnych argumentów przeciw, a tylko zdruzgotane nadzieje.

Tamara - Pon 06 Paź, 2008 15:40

Sylwia napisał/a:






język angielski, w przeciwieństwie do polskiego, opiera się na idiomach i metaforach. Tam nie da się powiedzieć rzeczy przez składnię gramatyczną i onomatopeje tak jak u nas. Sztuka pisania w oświeceniu polegała na zawieraniu więcej niż jednej informacji w niewinnie brzmiącym zdaniu. Tak jak jest to w komentarzu Darcy’ego o samodzielnym ostrzeniu swojego pióra. Chyba nikt nie ma wątpliwości, przynajmniej nie w anglojęzycznym świecie, że ma to podtekst seksualny.


Wniosek z tego , że widok Darcy'ego piszącego list do siostry tak pobudził Karolinę , że niezwłocznie zaproponowała mu odbycie stosunku seksualnego pod płaszczykiem zatemperowania pióra ( które w jej opinii Darcy'emu nie odpowiadało ), na co on odmówił , oświadczając iż woli , pardon, masturbację (skoro sam ostrzy sobie pióro) :mrgreen:

Jeszcze co do nieszczęsnej sukni Lidii : pytałaś Sylwio w którymś momencie czy JA pisze sobie ot tak aby pisać , gdy nie zgodziłam się z Twoją interpretacją rozdarcia , a później padł argument , że dowodziło to płochości i głupoty Lidii , z czym Ty się nie zgodziłaś . A pamiętasz , kiedy Elżbieta i Maria Lucas wracały do domu zabrawszy po drodze Jane , na ich spotkanie wyjechały Kitty i Lidia i co zrobiła Lidia ? Wydała wszystkie pieniądze w sklepie , kupując paskudny kapelusz , który wcale jej się nie podobał , ale w sklepie były jeszcze brzydsze :paddotylu: i nie miały przez to z Kitty pieniędzy na zapłacenie rachunku w gospodzie . Takie zachowanie idealnie pasuje do pisania o sukience w liście o ucieczce z mężczyzną - objaw czystej , laboratoryjnie wyizolowanej głupoty i lekkomyślności :confused3:


Georgiana i Wickham spotkali się dopiero w Ramsgate nie w Londynie , i cytuję "wmówiono jej miłość do niego i nakłoniono do zgody na ucieczkę" - w domyśle osobą nakłaniającą była pani Younge . O domu w Londynie Darcy pisze "urządziliśmy" czyli razem z płk.Fitzwilliamem również zatrudnili służbę - nie jest możliwe , żeby obydwaj sobie odpuścili i pozwolili na to obcej świeżo zatrudnionej osobie czyli pani Y.
Wiadomo było , że Wickham nie może spytać Darcy'ego o zgodę na małżeństwo z Georgianą , bo było to przecież po wszystkich awanturach ze spadkiem , prebendą , święceniami , prawem itp , Darcy wiedział że W. jest hulaką i rozpustnikiem , więc Wickham na użytek Georgiany musiał spreparować jakąś wiarygodną bajeczkę - ona o niczym nie wiedziała - a jej brat zobaczywszy W. w jej towarzystwie prawdopodobnie wykopałby go z domu z prędkością światła .
Naprawdę interesujące jest nie to , czy W. skutecznie uwiódł Georgianę przed ucieczką - co jest mocno wątpliwe , ale co by było gdyby ucieczka doszła do skutku :-P

Sofijufka - Pon 06 Paź, 2008 15:58

to chyba zależy od tego, czy zdążyliby wziąć ślub, czy nie.... A jeśli nie - to czy wieść o ucieczce by sie rozeszła.
Nie wykluczam, że Darcy musiałby się pogodzić z faktami, najwyżej zabezpieczyłby interesy siostry w intercyzie [jeśli to było możliwe...}.

Tamara - Pon 06 Paź, 2008 16:48

Jakby było po ptokach tzn. pojechaliby do Gretna Green , nic by nie mógł zrobić , ale wątpię , czy Wickham ryzykowałby trwałym związkiem z siostrą kogoś , kogo uważał za wroga , prędzej po skonsumowaniu znajomości zwiałby , zostawiając Georgianę w pohańbieniu na pastwę losu , ewentualnie zwiałby po ślubie z pieniędzmi .
Sofijufka - Pon 06 Paź, 2008 16:51

nie, nie sądzę, żeby chciał ją uwieść i porzucić - po pierwsze, ryzykowałby pojedynek z Darcym, a nie wiem, czy pan W. jest odważny; po drugie - takie zachowanie w stosunku do młodziutkiej panny z towarzystwa sprawiłoby, że byłby skreślony całkowicie i nieodwracalnie.
Chyba by mu tylko ucieczka na kontynent albo do Ameryki została [a za co?]....

Tamara - Pon 06 Paź, 2008 17:26

No to ślub i co dalej ? Trzeba pomyśleć :mysle: ...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group