Ekranizacje - Duma i uprzedzenie (1995)
Anonymous - Czw 03 Kwi, 2008 21:35
| Tamara napisał/a: | | Osoba utalentowana ma piękną duszę czyli zapewnia przeżycia duchowe na wysokim poziomie |
a który pan patrzy na dusze nie oszukujmy się.
Patrząc na listę mag należę do grupy pierwszej, mam spaczony gust i dziwaczne zainteresowania i mmo, ze o tym wiem za każdym razem jak na nowo to sobie uświadamiam wpadam w depresjopodobny stan.
nicol81 - Czw 03 Kwi, 2008 21:41
Na liście Mag po fortepianie powinien być jeszcze bardziej skomplikowany instrument (harfa?)
A mi nie chodziło o patrzenie na duszę, tylko o to, że kulturowy wizerunek pięknej kobiety może mieścić w sobie jej grę na fortepianie. Która działa na podświadomość.
nicol81 - Czw 03 Kwi, 2008 21:59
| Mag13 napisał/a: | | Oczywiście, film jest adaptacją, która nie jest w stanie oddać tekstu literackiego w całej jego złożoności czy wielowątkowości. Stąd konieczność wyboru, czasem też trudna zapewne zmiana pewnych elementów akcji, czy też wykorzystanie fragmentów tekstu literackiego dla konstrukcji nowych dialogów, wykluczenie pewnych postaci bądź wprowadzenie nowych. Film jest też medium wizualnym, nie wszystko trzeba mówić, wiele można pokazać. Pytanie, czy w ogóle istnieje granica dozwolonej ingerencji w dzieło literackie w przypadku jego ekranizacji, co zresztą nie jest niczym nowym, bo wystawiane klasyczne sztuki teatralne też są na ogół poddawane zmianie, skracane itd. Literatura jest dla filmu jedynie inspiracją, punktem wyjścia, reszta pozostaje w dyspozycji autorów scenariusza, reżysera, scenografów, aktorów, czy potrafią oni nie tylko oddać klimat, ale dodać nowe wartości wynikające z możliwości obrazu. Znanym zjawiskiem jest przecież to, że niekiedy niezbyt wybitne teksty literackie stały się podstawą wyśmienitych filmów; i odwrotnie, można spaprać arcydzieło literackie. |
Zgadzam się prawie ze wszystkim, bo to oczywiste, że literaura i film to różne środki wyrazu. Ale jest różnica między koniecznymi zmianami wynikającymi z ograniczeń obydu tych mediów i konieczności tłuamczenia jednego na drugie a swobodnym duchem twórczym scenarzystów i reżyserów, dzięki któremu "Mansfield Park" to film o niewolnictwie, w ekranizacjacji Christie pojawiają się geje, a w "Narnii" romans między Kaspianem a Zuzanną.
Gunia - Pią 04 Kwi, 2008 13:20
| Aragonte napisał/a: | Ale geneza takiej skłonności może być, jak to pisała Gunia (z którą nie pierwszy raz się zgadzam ) |
Dostałam na to specjalnego emota:
.
| nicol81 napisał/a: | Gunia napisał/a:
A pociąg do piękna genetycznie. I o pociągu pisałam w swoim pierwszym poście.
Cytat:
Pociąg do ładnych ludzi jest uwarunkowany genetycznie, ponieważ widząc taką osobę odbieramy instynktowny przekaz pt. "To ktoś o dobrych genach, kto mógłby zapewnić potomkom pożądane cechy". A wymuszony talent muzyczny co ma nam przekazywać świadomie czy nie?
Nawet nie wspomniałam tam o regularnych rysach, Nicole.
A kto twierdził, że wspomniałaś? Aragonte wspomniała... |
Ależ ja też wspomniałam o nich w dalszej dyskusji i się tego nie wypieram, tylko pokazuję, że moją tezę chciałaś obalić zupełnie niezwiązanym z nią samą argumentem.
| nicol81 napisał/a: | Gunia napisał/a:
Dlaczego najwięcej konkurentów mają osoby uznawane przez daną społeczność za piękne?
A może odwrotnie? Może uznaje się takie osoby za piękne, bo mają najwięcej konkurentów? |
A skąd się bierze to najwięcej konkurentów, jeśli nie z ich piękna? Nawet jeśli następuje reakcja łańcuchowa, to gdzie leży jej geneza, jeśli nie w ich pięknie? Bo chyba nie chcesz mi powiedzieć, że podziw dla ładnych ludzi zaczyna się od pojedynczego szarego człowieczka, który zakochał się w ich wewnętrznych zaletach, a potem za sprawą owczego pędu następuje przyrost wielbicieli w postępie geometrycznym? A jeśli tak, to dlaczego pojedynczy wielbiciel nieładnej osoby nie powoduje takiej fali?
Uwielbiam dyskusje z Tobą, Nicole, bo każda z nich w pewnym momencie zaczyna przekraczać granice absurdu.
trifle - Pią 04 Kwi, 2008 13:48
| Gunia napisał/a: | | Uwielbiam dyskusje z Tobą, Nicole, bo każda z nich w pewnym momencie zaczyna przekraczać granice absurdu. |
O tak Miałam cztery strony zaległości i na trzeciej właściwie przestałam rozumieć, o co, jak to mówią, "kaman"
Do rzeczy - obejrzałam sobie też DiU niedawno w całości. Zmiany nie przeszkadzają mi, bo wg mnie jest cudownie zachowany zamysł Jane Austen. Mary jest śmieszna, nieciekawa - umie grać, ale bez polotu - i Nicol, nigdy w życiu nie jest tak, że muzykalność można w sobie wyćwiczyć. Nie można. Można się nauczyć ruchów dłoni na pamięć, można zapamiętać nuty - tak, ale nie mając talenu, a i przy tym świadomość tego braku, nie da się dobrze grać, tzn tak, żeby słuchanie sprawiało prawdziwą przyjemność. Mary uparcie grała, bo - moim zdaniem - uważała, że muzyka jest swego rodzaju techniką..
Drobne zmiany - ja bym powiedziała nawet, że "kosmetyczne" - też można wymieniać, ale mnie one nie przeszkadzają. Adaptacja jest dla mnie możliwością konfrontacji mojej wizji z czyjąś. W tym przypadku duch został fantastycznie zachowany i niczego więcej mi nie trzeba. Właściwie to te zmiany mi się podobają, bo to trochę takie spojrzenie w cudzą myśl, co ktoś tam w danym momencie sobie dopowiedział albo zamienił. Idealnie wierna ekranizacja byłaby chyba trochę nudna, w końcu do książki zawsze można wrócić.
Tamara - Pią 04 Kwi, 2008 20:50
Trifle , uprzedziłaś mnie , to samo chciałam powiedzieć .Dla mnie jest to najbardziej austenowska ze wszystkich ekranizacji JA ,właśnie przez oddanie ducha , elegancji i dowcipu oryginału , łącznie z karykaturalnością niektórych postaci . W mojej prywatnej wizji DiU tak właśnie wyglądała
A po raz kolejny wracając do ogranej już gry na fortepianie : masz rację ,że można nauczyć się ruchów ręki , ale po pierwsze - ktoś musi ich nauczyć , samemu nie da rady , po drugie - jeżeli chce się osiągnąć dobrą technikę gry , trzeba przez wiele lat grać pod okiem dobrego nauczyciela . Jeśli nie jest się prawidłowo nauczonym podstaw techniki i te podstawy nie są rozwijane przez naukę - nie uporczywe bębnienie w kółko tego samego - gra na pewnym poziomie trudności staje się fizycznie niemożliwa . I ponieważ Mary grała sama wg.własnego widzimisię przez lata , nie mogła grać dobrze ,bo powielała w kółko te same błędy . I niestety nie była muzykalna , za to przekonana o własnym talencie , co dało jak najgorsze efekty .A na rynku matrymonialnym mogło to oznaczać ,że dziewczę jest zarozumiałe i lubi się popisywać , czyli brak jej skromności a na dodatek nie ma świadomości popełniania błędów i nietaktów .
trifle - Pią 04 Kwi, 2008 23:24
| Tamara napisał/a: | | A po raz kolejny wracając do ogranej już gry na fortepianie : masz rację ,że można nauczyć się ruchów ręki , ale po pierwsze - ktoś musi ich nauczyć , samemu nie da rady , po drugie - jeżeli chce się osiągnąć dobrą technikę gry , trzeba przez wiele lat grać pod okiem dobrego nauczyciela . Jeśli nie jest się prawidłowo nauczonym podstaw techniki i te podstawy nie są rozwijane przez naukę - nie uporczywe bębnienie w kółko tego samego - gra na pewnym poziomie trudności staje się fizycznie niemożliwa . |
A tak, zgadzam się. Nie zagłębiłam się w temat, ale ogólnie to myślę tak samo - Mary nie miała w sobie prawdziwego ducha muzyki, co z tego, że znała nuty. To jak np z matematyką - można się nauczyć schematów, ale konkursu się nie wygra, olimpijczykiem nie zostanie
nicol81 - Pon 07 Kwi, 2008 21:55
| Tamara napisał/a: | Trifle , uprzedziłaś mnie , to samo chciałam powiedzieć .Dla mnie jest to najbardziej austenowska ze wszystkich ekranizacji JA ,właśnie przez oddanie ducha , elegancji i dowcipu oryginału , łącznie z karykaturalnością niektórych postaci . W mojej prywatnej wizji DiU tak właśnie wyglądała
A po raz kolejny wracając do ogranej już gry na fortepianie : masz rację ,że można nauczyć się ruchów ręki , ale po pierwsze - ktoś musi ich nauczyć , samemu nie da rady , po drugie - jeżeli chce się osiągnąć dobrą technikę gry , trzeba przez wiele lat grać pod okiem dobrego nauczyciela . Jeśli nie jest się prawidłowo nauczonym podstaw techniki i te podstawy nie są rozwijane przez naukę - nie uporczywe bębnienie w kółko tego samego - gra na pewnym poziomie trudności staje się fizycznie niemożliwa . I ponieważ Mary grała sama wg.własnego widzimisię przez lata , nie mogła grać dobrze ,bo powielała w kółko te same błędy . I niestety nie była muzykalna , za to przekonana o własnym talencie , co dało jak najgorsze efekty .A na rynku matrymonialnym mogło to oznaczać ,że dziewczę jest zarozumiałe i lubi się popisywać , czyli brak jej skromności a na dodatek nie ma świadomości popełniania błędów i nietaktów . |
Jak już wcześniej była mowa- Lizzy mówiła lady Katarzynie, że miały nauczycieli, jakich chciały, więc prawdopodobnie Mary miała wcześniej nauczyciela. Poza tym, znowu wciskasz jej robienie błędów. Co do zarozumiałości i popisywania się- zgadzam się całkowicie.
nicol81 - Pon 07 Kwi, 2008 22:07
| Gunia napisał/a: | A skąd się bierze to najwięcej konkurentów, jeśli nie z ich piękna? Nawet jeśli następuje reakcja łańcuchowa, to gdzie leży jej geneza, jeśli nie w ich pięknie? Bo chyba nie chcesz mi powiedzieć, że podziw dla ładnych ludzi zaczyna się od pojedynczego szarego człowieczka, który zakochał się w ich wewnętrznych zaletach, a potem za sprawą owczego pędu następuje przyrost wielbicieli w postępie geometrycznym? A jeśli tak, to dlaczego pojedynczy wielbiciel nieładnej osoby nie powoduje takiej fali?
Uwielbiam dyskusje z Tobą, Nicole, bo każda z nich w pewnym momencie zaczyna przekraczać granice absurdu. |
Nie ma się co irytować, to takie spekulatywne rozważania...
W której to książce Austen powiedziano o kimś, że z takim posagiem będzie zawsze uważana za piękność? Nie chodzi tylko o zalety wewnętrzne, ale np. o pozycję i talent, które powodują, że osoby są uważane za ładniejsze. I nie chodziło m i o pojedynczego wielbiciela powodującego falę, ale o grupę osób. Rozważania od ilu osób zaczyna się ta grupa, byłyby w stylu: od ilu włosów zaczyna się łysina.
Dlaczego sądzisz, że pojedynczy nie powoduje fali? W ilu ksiązkach było opisane, jak jakiś facet sięszarą myszką interesował i się kolejka ustawiała?
Gunia - Pon 07 Kwi, 2008 22:16
| nicol81 napisał/a: | | Gunia napisał/a: | A skąd się bierze to najwięcej konkurentów, jeśli nie z ich piękna? Nawet jeśli następuje reakcja łańcuchowa, to gdzie leży jej geneza, jeśli nie w ich pięknie? Bo chyba nie chcesz mi powiedzieć, że podziw dla ładnych ludzi zaczyna się od pojedynczego szarego człowieczka, który zakochał się w ich wewnętrznych zaletach, a potem za sprawą owczego pędu następuje przyrost wielbicieli w postępie geometrycznym? A jeśli tak, to dlaczego pojedynczy wielbiciel nieładnej osoby nie powoduje takiej fali?
Uwielbiam dyskusje z Tobą, Nicole, bo każda z nich w pewnym momencie zaczyna przekraczać granice absurdu. |
Nie ma się co irytować, to takie spekulatywne rozważania... |
Ależ ja nie jestem zirytowana.
Mój zasób hipotetycznych spekulacji na najbliższe dni się wyczerpał, więc serdecznie dziękuję za dalszą bezproduktywną dyskusję.
trifle - Wto 08 Kwi, 2008 10:40
| nicol81 napisał/a: | | Jak już wcześniej była mowa- Lizzy mówiła lady Katarzynie, że miały nauczycieli, jakich chciały, więc prawdopodobnie Mary miała wcześniej nauczyciela. |
Taaak? One miały jakichś nauczycieli? A nie uczyły się same właśnie?
Anonymous - Wto 08 Kwi, 2008 11:09
Własnie Lizzy mówiła, ze uczyły się same i guwernantki nie było
Ulka - Wto 08 Kwi, 2008 11:44
Guwernantka a nauczyciel to dwie osobne sprawy. Guwernantki panny Bennet nie miały - guwernantka była osobą sprawującą ogólną pieczę nad dziewczęciem, ucząca podstaw jakiejś wiedzy, a przede wszystkim tego, co młoda panna powinna zaprezentować-obycia Nauczyciele to byli specjaliści z danej dziedziny - np właśnie od muzyki. I Mary mogła mieć takiego nauczyciela muzyki, Kasia z Opactwa miała nauczyciela muzyki bodajże. Być może pan Bennet na takich nauczycieli "na żądanie" córek gotów był asygnować pewne sumy Króciutko Emma miała guwernantkę, która potem jak dla mnie zmieniła się trochę w damę do towarzystwa.
Przynajmniej aj tak rozumiem różnicę.
nicol81 - Wto 08 Kwi, 2008 11:51
Z rozmowy z lady Katarzyną:
| Cytat: | ``Then, who taught you? who attended to you? Without a governess you must have been neglected.''
``Compared with some families, I believe we were; but such of us as wished to learn, never wanted the means. We were always encouraged to read, and had all the masters that were necessary. |
Jak widać, nie miały guwernantki, ale miały różnych nauczycieli.
Anonymous - Wto 08 Kwi, 2008 12:21
o proszę...
i to jest super z rozmów z Wami można się tyle dowiedzieć
Trzykrotka - Wto 08 Kwi, 2008 21:43
Przepraszam za offtop, ale czy Margaret miała w ogóle jakieś talenta? A Johna Thorntona złapała
Ulka - Wto 08 Kwi, 2008 21:57
Przypuszczam, że John nie był nierobem, tylko pracującym facetem i nie szukał laleczki do ozdoby salonu
trifle - Śro 09 Kwi, 2008 11:37
| nicol81 napisał/a: | Z rozmowy z lady Katarzyną:
| Cytat: | ``Then, who taught you? who attended to you? Without a governess you must have been neglected.''
``Compared with some families, I believe we were; but such of us as wished to learn, never wanted the means. We were always encouraged to read, and had all the masters that were necessary. |
Jak widać, nie miały guwernantki, ale miały różnych nauczycieli. |
A czy to nie chodzi czasem o to, że zawsze były zachęcane do czytania i to w ksiązkach miały/ mogły mieć nauczycieli i źródło wiedzy?
Dione - Śro 09 Kwi, 2008 22:56
Ja mam w swoim przekładzie:
"Zawsze byłyśmy zachęcane do czytania i miałyśmy wszelkich nauczycieli, jacy byli nam potrzebni"
Czyli jak któraś chciała uczyć się np. rysunku, to tatuś płacił za jej lekcje. Guwernantki też prowadziły lekcje, ale raczej uczyły kultury, sztuki konwersacji, tańca, a żeby nie było tak miło - rachunków, ortografii, pomagały przy lekcjach.
Anonymous - Śro 09 Kwi, 2008 23:02
| Ulka napisał/a: | | Przypuszczam, że John nie był nierobem, tylko pracującym facetem i nie szukał laleczki do ozdoby salonu |
o nie zdecydowanie, matka by mu zabroniła, na Północy liczyła sie praca a nie takie fikuśne dyrdymały.
Tamara - Nie 13 Kwi, 2008 18:30
Nicol ,gdyby Mary nie robiła błędów w grze , słuchanoby jej z przyjemnością . Błędem jest nie tylko uderzenie w niewłaściwy klawisz , ale np. nieprawidłowa ,afektowana interpretacja , czego Mary zdaje się była mistrzynią . Ja jej błędów nie wciskam , ona sama je robiła
nicol81 - Nie 13 Kwi, 2008 22:10
ALe to że jej interpretacje była nieprawidłowa, to też brak danych. Mowa tylko o zarozumiałości i pedantyczności. Może mial też wpływ dobór repertuaru- ludzie wolą słuchać lżejszych piosenek.
Tamara - Pon 14 Kwi, 2008 13:47
I właśnie ta zarozumiałość i pedantyczność była nieprawidłowa . To wystarczy ,żeby utwór nie nadawał się do słuchania .
Dione - Pon 14 Kwi, 2008 18:42
A mi się wydaje, że Mary po prostu nie miała talentu. Uczyła się gry długo, pedantycznie, więc potrafiła uderzać w klawisze, znała nuty. Ale nie miała poczucia rytmu i tzw słuchu. Są tacy, którzy nigdy się nie uczyli śpiewu czy gry a mimo to nie fałszują, intuicyjnie wiedzą jak śpiewać czy grać. A są osoby, które mimo sumiennych wieloletnich ćwiczeń nie osiągną nawet poprawności. Mary chyba należała do tych drugich.
agne - Pon 14 Kwi, 2008 21:23
Ja tez Dione miałam wrażenie że Mary po prostu nie miała talentu za grosz a do tego z głosem tez nie najlepiej. Sama technika przy złej interpretacji nie wystarczy. Przecież Lizzy w rozmowie z Darcym przyznała ze nie ćwiczyła zbyt pilnie, a jej gra była poprawna i śpiew całkiem ładny.
|
|
|