To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Ulka - Wto 21 Sie, 2007 11:59

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
Dy włamywacz ?

Z poniższego fragmentu wychodzi, że tak... :mrgreen:

Dy szpieg, że przypomnę czyjąś dawną koncepcję (nie pomnę czyją, ale ją sobie trochę przywłaszczam, bo mi pasuje ;) )
asiek napisał/a:
Noooo, to autorytet starszego brata diabli wzięli. :wink:

Ee tam, starszemu i to TAKIEMU i to bratu wszystko wolno :-P

Admete - Wto 21 Sie, 2007 13:23

No moją chyba ;-) Gdzieś to wieki temu na forum Pamelki wyczytałam. Albo zmyśliłam ;-)
Gunia - Wto 21 Sie, 2007 20:18

Maryann napisał/a:
Myślisz ? :mysle: Hmmm... Że niby te pożyczane książki to tylko kamuflarz ?

Hahahahahahaha... :rotfl: Przypomnieli mi się "Skazani na Shawshank". Tyle że tam była Biblia, a tu jakieś kazania.

Maryann - Śro 22 Sie, 2007 06:07

Alson po raz drugi

Rozdział V, część 2

- Georgiana! - oczy Darcy'ego otworzyły się kiedy zakoczony podniósł głowę - Aaaa - jęknął kiedy światło ze świecznika w ręku jego siostry przywróciło mu wzrok.
- Fitzwilliam! - odczuł strach w jej głosie, i nie tyle usłyszał co odczuł uderzenie srebrnego świecznika kiedy ten został postawiony na stole obok krzesła.
- Milordzie - zwróciła się do Broughama - czy on jest ranny? Och, Fitzwilliam'ie! - krzyknęła do niego, jej małe dłonie dotknęły go i delikatnie spoczęły na jego ramionach.
- Proszę go posadzić tutaj, na fotelu! - poinstruowała Broughama - Albo może powinien się położyć? Milordzie?
- Tak, proszę, - Darcy mógł tylko westchnąć, znowu zamykając oczy. Że też Georgiana musiała go zobaczyć w takim stanie!
- Myślę, że lepszy będzie fotel, panno Darcy. - zadecydował jego wysokość - Jego lokaj poradzi sobie z zaprowadzeniem go do łóżka.
Dy sztywno usadził go w fotelu gdzie jego siostra, czekając na przyjście służącego, pomagała mu siedzieć, chroniąc przed zniewagą upadku, co niewątliwie by zrobił. Nagle Georgiana znalazła się na klęczkach przed nim, szukając dłońmi jego dłoni.
- Ale czy on niejest ranny, milordzie? Czy powinnam wezwać lekarza? - spojrzała na niego zaniepokojona. Darcy'emu udało się otworzyć oczy akurat w momencie kiedy jej zaniepokojenie ustąpiło najpierw pytającemu spojrzeniu, a zaraz po nim zszokowanemu zaskoczeniu. Upokorzenie, które go ogarnęło było gorsze niż mógłby sobie wyobrazić.
- Ależ on jest...Fitzwilliam, on nie może być...! - spojrzała na Broughama, błagając go by zaprzeczył, kiedy Darcy zaczerwienił się w poczuciu winy. Grzebiąc w kieszeni w poszukiwaniu czegoś do wytarcia potu i ostudzenia morderczego gorąca w skroniach, trafił na chusteczkę, ale jego wysiłki doprowadzenia się do jakiegoś pozornego porządku spotkały się nagle z ostrym i szokującym "Och!" jego siostry i ponurym parsknięciem śmiechem Dy'a.
- O co chodzi? - zapytał, spoglądając to na jedno to na drugie, zmieszany ich reakcjami.
Dy ruszył się w kierunku jego ręki, z której zwisał koronkowy kawałek materiału. Oblicze Darcy'ego stało się purpurowe kiedy pospiesznie wcisnął to z powrotem do kieszeni.
- Obawiam się, że ma pani rację, chociaż tylko w przypadku pierwszego podejrzenia, panno Darcy - uprzejmie odpowiedział jego wysokość - ale błagam proszę przejść nad tym do porządku, jak wiem, że pani potrafi. Pani brat wpakował się w tarapaty tym spóźnieniem, ale dzisiejszy wieczór był naprawdę na tyle nienormalny, że na pewno niechętnie by go powtórzył.
Georgiana mocno ścisnęła jego ręce i, z większym współczuciem niż na to zasługiwał, uśmiechnęła się zachęcająco do niego przymglonymi oczyma - Tak, rozumiem, milordzie, lepiej niż się panu zdaje.
- Dobrze zatem - Brougham westchnął kiedy odsunął się - Obudzę Fletchera, który bez wątpienia będzie dokładnie wiedział co robić, i zostawię was oboje pod wzajemną opieką. Czy mogę odwiedzić ciebie i pannę Darcy dziś wieczór? - zwrócił się do bardzo wyciszonego Darcy'ego.
- Tak - odpowiedział Darcy z wdzięcznością - kiedykolwiek sobie życzysz, Dy...
- Wiem, przyjacielu - upewnił go jego lordowska mość - to również przekonanie, że winien ci jestem to, na co nigdy nie mogliśmy znaleźć czasu albo "odpowiednich" okoliczności. Zatem do wieczora - ukłonił się nisko - panno Darcy, Fitz. - i zniknął w drzwiach garderoby.
- Prawdziwy przyjaciel - zamruczał Darcy kiedy trzasnęły zamykane drzwi. Z wahaniem spojrzał na siostrę.
- Tak, owszem - zgodziła się i zwróciła delikatną, smutną twarzyczkę ku niemu - i chce tylko twego dobra. To wiem. Ale - jej miękkość przeobraziła się w zaskoczoną konsternację - ale nigdy nie przyśniłoby mi się, że on...że ty... Och, co ci się stało, Fitzwilliam'ie? Możesz mi powiedzieć?
- E-hem - z garderoby doszedł niezwykły odgłos głośnego odchrząkiwania i dokładnie dziesięć sekund później głowa Fletcher'a ostrożnie pojawiła się w szparze drzwi. Darcy niemal westchnął z ulgą.
- Później - obiecał jej, w głowie mu łomotało - opowiem ci co się stało, ale w tym momencie, i obawiam się, przez kilka najbliższych godzin będę cierpiał konsekwencje jakich doświadczają wszyscy głupcy szukający pociechy w butelce. Proszę - skrzywił się z bólu, jaki wywołały jego wysiłki powstania z fotela - idź spać, kochanie, i pozwól Fletcher'owi zająć się mną.
- Jak sobie życzysz - odpowiedziała Georgiana, jej dzielny uśmiech nie do końca zaćmił troskę, która ocieniała jej zmęczoną twarz - ale aż do tego momentu pozostaniesz w moich myślach i modlitwach, braciszku. Podnosząc się, szybko pocałowała go w policzek i ze spojrzeniem wyrażającym całą jej miłość do niego, zostawiła go pod opieką lokaja.

Gunia - Śro 22 Sie, 2007 06:57

Hm. Jakoś mi się nie widzi, że TO jest pan Darcy... :?
Maryann - Śro 22 Sie, 2007 09:31

Gunia napisał/a:
Hm. Jakoś mi się nie widzi, że TO jest pan Darcy... :?

Guniu, bo człowiek "w stanie wskazującym" nigdy nie jest sobą... :wink:

Mag - Śro 22 Sie, 2007 11:32

To już są kompletne bzdury- młodsza siostra na pewno nie czekałaby na powrót brata z wieczornych ekscesów- to nieprzystoi- był dorosły i mógł wracać o której zechce.
Pamela to ************* :uzi:

Kochane ABT :kwiatki_wyciaga:

Maryann - Śro 22 Sie, 2007 11:38

Może wcale nie czekała ? Może po prostu usłyszała jakieś podejrzane odgłosy i poszła sprawdzić, co się dzieje ? :wink:
No i zobaczyła dwóch najbardziej przez się poważanych dżentelmenów... :paddotylu:

asiek - Śro 22 Sie, 2007 15:28

Maryann napisał/a:
siostra, czekając na przyjście służącego, pomagała mu siedzieć, chroniąc przed zniewagą upadku,

"Zniewaga upadku" ...piękne, :rotfl: Cóż za subtelność. :wink:
Ale się trafił Alison smakowity kawałek do tłumaczenia - Darcy w stanie nieważkości. :paddotylu:

Maryann napisał/a:
Georgiana mocno ścisnęła jego ręce i, z większym współczuciem niż na to zasługiwał, uśmiechnęła się zachęcająco do niego przymglonymi oczyma - Tak, rozumiem, milordzie, lepiej niż się panu zdaje.
- Dobrze zatem - Brougham westchnął kiedy odsunął się

Przymglone oczy, westchnienia...." Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie ?" :mrgreen:

Maryann napisał/a:
O co chodzi? - zapytał, spoglądając to na jedno to na drugie, zmieszany ich reakcjami.
Dy ruszył się w kierunku jego ręki, z której zwisał koronkowy kawałek materiału. Oblicze Darcy'ego stało się purpurowe kiedy pospiesznie wcisnął to z powrotem do kieszeni.

Co to za tajemniczy kawałek materiału ? Czyjaś chusteczka ? :mysle:

Ali, Maryann, :kwiatek: :kwiatek:

Maryann - Śro 22 Sie, 2007 16:07

asiek napisał/a:
Przymglone oczy, westchnienia...." Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie ?" :mrgreen:

A może łzy ? Z rozpaczy nad zalanym braciszkiem ? :mrgreen:

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
O co chodzi? - zapytał, spoglądając to na jedno to na drugie, zmieszany ich reakcjami.
Dy ruszył się w kierunku jego ręki, z której zwisał koronkowy kawałek materiału. Oblicze Darcy'ego stało się purpurowe kiedy pospiesznie wcisnął to z powrotem do kieszeni.

Co to za tajemniczy kawałek materiału ? Czyjaś chusteczka ? :mysle:

Chusteczka tej zalotnej kelnereczki z pubu, co mu nią splamioną brandy garderobę czyściła. :wink:

asiek - Śro 22 Sie, 2007 17:01

Maryann napisał/a:
Chusteczka tej zalotnej kelnereczki z pubu, co mu nią splamioną brandy garderobę czyściła.

Dzięki, widać jak nieuważnie czytałam. :rumieniec:
A już sobie kombinowałam...że jakimś cudem Elżbietce machnął. :mrgreen:

Maryann - Czw 23 Sie, 2007 06:10

Dziś w imieniu Alison zapraszam na ostatnią część ekscytującej opowieści o nocnych przygodach naszych dżentelmenów.

Rozdział V, część 3

- Fletcher, podaj mi ramię, człowieku! - wysapał Darcy gdy tylko za jego siostrą zamknęły się drzwi.
- Sir! - zatrzymał się i przez moment stał z boku.
- Chyba się rozchoruję...
- Proszę się trzymać, sir! - wmanewrował nim prosto do łóżka, w którym Darcy z wdzięcznością się zatopił, po to by dostać szklankę jakiejś ohydnej mikstury - Proszę to wypić, panie Darcy! To uspokoi pański żołądek i rozjaśni panu w głowie, sir.
- Albo całkiem wydobędzie mnie z mojego nieszczęścia - Darcy zajrzał w szklankę z podwójnym niesmakiem - Skądeś to wziął?
- To receptura, którą nawet Jego Wysokość Książę, uznał za efektywną, chociaż - Fletcher spojrzał nagle speszony - spieszę dodać, że nie sugeruję tu żadnego porównania, sir.
Darcy'emu udało się unieść brew - Mam nadzieję! - Powąchał miksturę badawczo, i odsunął się skrzywiony.
- To pomoże panu zasnąć - dodał lokaj i stłumił ziewnięcie.
"Przestań zachowywać się jak dziecko i zażyj to lekarstwo" - upomniał się Darcy. - "Nie zasługujesz na tyle współczucia i pociechy, z jakimi spotykasz się dziś wieczór!" Połknął płyn, który był w każdej kropli tak ohydny jak się wydawał.
- Dobrze, sir - Fletcher zabrał szklankę. Odstawiając ją, zaczął rozbierać Darcy'ego, surdut i kamizelkę, następnie rozpiął guziki koszuli - Proszę się teraz położyć.
Darcy pozwolił mu ułożyć się na poduszkach i powoli podnieść nogi na łóżko. Fletcher zręcznie zdjął mu buty, odłożył je wraz z pozostałymi częściami garderoby i powrócił do odrzucania narzuty z łóżka.
- Dziękuję ci, Fletcher - odetchnął Darcy z zamkniętymi oczami - zadzwonię po ciebie, kiedy już będę w stanie.
- Bardzo dobrze, sir. - lokaj pozbierał rozrzucone ubrania i ruszył do drzwi.
- Fletcher!
- Tak, sir?
- W kieszeni surduta.
- Tak, sir?
- Znalazłeś coś?
- Tak, sir - pełen profesjonalizmu głos Fletcher'a nie zdradził nic, co mogłoby wskazywać na rodzaj jego odkrycia.
- Kiedy to będzie wyprane, proszę wyślij to do karczmy Pod Lisem i Kaczorem z półkoroną.
- Dobrze, sir. Dobranoc, sir.
Darcy usłyszał zamykane drzwi, ale już po chwili dopadł go błogosławiony, głęboki, pozbawiony snów, sen, pierwszy taki od tygodni.

Marija - Czw 23 Sie, 2007 07:47

Czy karczma pod L. i K. to jest w oryginale? :mrgreen:
Maryann - Czw 23 Sie, 2007 08:33

Marija napisał/a:
Czy karczma pod L. i K. to jest w oryginale? :mrgreen:

W rzeczy samej - "Fox and Drake"... :mrgreen:

Gunia - Czw 23 Sie, 2007 15:08

Maryann napisał/a:
Gunia napisał/a:
Hm. Jakoś mi się nie widzi, że TO jest pan Darcy... :?

Guniu, bo człowiek "w stanie wskazującym" nigdy nie jest sobą... :wink:

A człowiek "w stanie wskazującym" na pewno nie jest prawdziwym panem Darcym... :confused3:
Maryann napisał/a:
pierwszy taki od tygodni

I po co się było męczyć, co noc, skoro wystarczyło Fletchera spytać o remedium? Taki on obeznany w miksturach, to może znał jakiś wariant na trzeźwe zasypianie też? :mrgreen:

Maryann - Czw 23 Sie, 2007 15:10

Jutro wytrzeźwieje. I przypomni sobie co nieco... :wink:
asiek - Czw 23 Sie, 2007 21:10

Maryann napisał/a:
Proszę to wypić, panie Darcy! To uspokoi pański żołądek i rozjaśni panu w głowie, sir.

Brzmi obiecująco...szkoda, że brak przepisu. :mrgreen:

Maryann napisał/a:
- Dziękuję ci, Fletcher ...zadzwonię po ciebie, kiedy już będę w stanie.

Biiidaczek... :wink:

Maryann - Czw 23 Sie, 2007 22:07

Bidaczek to on będzie, jak sobie na trzeźwo tę aferę przypomni... :zalamka: :mrgreen:
Maryann - Czw 23 Sie, 2007 22:12

Gunia napisał/a:
A człowiek "w stanie wskazującym" na pewno nie jest prawdziwym panem Darcym... :confused3:

A dlaczego nie ? Czy nawet jemu nie mogła się raz w życiu przydarzyć utrata kontroli nad sobą ? :wink:

Gunia - Czw 23 Sie, 2007 22:54

Nie, absolutnie nie. :wink:
Caroline - Pią 24 Sie, 2007 08:59

Rozdział V, cz.4

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~&~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ból głowy, jaki powitał nazajutrz Darcy'ego nie był tak wielki, jak się tego spodziewał, a i tak wkrótce ukoiło go lekarstwo zostawione rano razem ze szklanką wody przez Fletchera obok łóżka. Wspierając się na łokciu, Darcy sięgnął po nie, wsypał do szklanki i przypatrywał się, jak popołudniowe światło pochwyciło i rozświetliło cząsteczki unoszone i rozpuszczane przez wodę. Unoszone i rozpuszczane... zupełnie tak jak on. Wypił jednym haustem, a potem opadł z powrotem na poduszki zamykając oczy. Robił wszystko, czego jego otoczenie i wychowanie mogło od niego wymagać, a nawet więcej. Po śmierci ojca, postanowił stać się taki, jakim był on - najlepszym człowiekiem we wszystkim co robił, jako właściciel ziemski, dżentelmen, brat i przyjaciel. Był bezwzględnie uczciwy w interesach i zachowywał ostrożność i troskę w relacjach towarzyskich. Zrozumiał jednak, że ze wszystkimi wzniosłymi zasadami i ich starannym przestrzeganiem – z czego czerpał dumę – był tylko obserwatorem życia, człowiekiem konwencji i manier. Nigdy nie pozwolił, by świat, za wyjątkiem najbliższej rodziny, zbliżył się do niego, właściwie, wychowano go, by tak właśnie się stało. Jak szachmistrz, uporządkował swoje życie według uprzedzeń i przesądów swojej klasy, gratulując sobie podporządkowania się im i uważając wszystkich, którzy się do nich nie dostosowywali za niegodnych uwagi... do czasu Elizabeth.
Serce ścisnęło mu się na nowo, gdy jej imię przywołało na nowo ból i frustrację spowodowane tęsknotą za nią. Elizabeth, zaprzeczenie wszystkich jego oczekiwań. Czy mógł przypuszczać, że jednej fatalnej nocy w odległej wiosce w Hertfordshire pośród najbardziej niewyszukanego towarzystwa, jakie zdarzyło mu się znosić, spotka zarazem swoją Nemezis i Ewę, i że tym samym rozpocznie się rozpad jego starannie budowanej egzystencji? Potem przypomniał sobie, jak znalazł się w samym środku polityczno-towarzyskiej intrygi i dno butelki brandy w obcym pubie. Zaczerwienił się ze wstydu i obrzydzenia na myśl o swoim zachowaniu zeszłej nocy. Dzięki Bogu, Dy tam był! Dzięki ekscentryczności przyjaciela, zdołał zrobić z siebie tylko głupka. Mogło być znacznie gorzej, ale to nie zmyło palącego wstydu i upokorzenia, jakie odczuwał z powodu swojej słabości zeszłego wieczoru. Otworzył oczy i wbił wzrok w sufit. Musi wstać i stawić czoła dniowi, stawić czoła światłu, w jakim postawiły jego charakter te wydarzenia. Nie była to miła perspektywa. I tak wiele stracił we własnych oczach. Jak, w takim razie, musi go widzieć ukochana siostra? Czy przez ten pijacki wybryk stracił jej szacunek? Czy Georgiana będzie na niego patrzeć inaczej, być może już nie z takim podziwem? Czy jeśli dzisiaj przyzna się do słabości pogrąży go to jeszcze bardziej? Taka możliwość przeszyła go bólem. Jak miał dalej sprawować nad nią pieczę i troszczyć się o nią, jeśli nie miał już jej szacunku, jeśli każda jego decyzja będzie przyjmowana nie z wiarą w niego, ale z powątpiewaniem i wahaniem? A w takim razie, na ile sam mógł na sobie polegać? Odsuwając tę przerażającą myśl, Darcy powoli się podniósł, sprawdzając równowagę zanim opuścił nogi za brzeg łóżka. Ból głowy, który się nasilił nie był tak mocny dzięki lekarstwom Fletchera i jego szatańskiej miksturze. Przynajmniej pozwoliła mu zasnąć.

Maryann - Pią 24 Sie, 2007 11:37

Caroline napisał/a:
Robił wszystko, czego jego otoczenie i wychowanie mogło od niego wymagać, a nawet więcej. Po śmierci ojca, postanowił stać się taki, jakim był on - najlepszym człowiekiem we wszystkim co robił, jako właściciel ziemski, dżentelmen, brat i przyjaciel. Był bezwzględnie uczciwy w interesach i zachowywał ostrożność i troskę w relacjach towarzyskich.
(...)
był tylko obserwatorem życia, człowiekiem konwencji i manier. Nigdy nie pozwolił, by świat, za wyjątkiem najbliższej rodziny, zbliżył się do niego, właściwie, wychowano go, by tak właśnie się stało. Jak szachmistrz, uporządkował swoje życie według uprzedzeń i przesądów swojej klasy, gratulując sobie podporządkowania się im i uważając wszystkich, którzy się do nich nie dostosowywali za niegodnych uwagi

Biedulek... Tak sobie wszystko ładnie poukładał, a tu raptem pojawia się taka Elżbietka i jego "starannie budowaną egzystencję" diabli biorą... :wink:

asiek - Pią 24 Sie, 2007 19:04

Caroline napisał/a:
Czy przez ten pijacki wybryk stracił jej szacunek? Czy Georgiana będzie na niego patrzeć inaczej, być może już nie z takim podziwem? Czy jeśli dzisiaj przyzna się do słabości pogrąży go to jeszcze bardziej? Taka możliwość przeszyła go bólem.

Ale dramatyzuje. :confused3: Trudno mu się przynać do własnej słabości...

Caroline, :kwiatek:

Gunia - Pią 24 Sie, 2007 21:22

A czy Dy jeszcze wyjaśni tę całą intrygę, czy tym zaskakującym powrotem do wątku głównego - Lizzy, kończą się wywody Pameli?
Caroline - Sob 25 Sie, 2007 01:11

Rozdział V, cz.5

Zegar na kominku wybił trzecią oznajmiając, że dzień niedługo zacznie zbliżać się do końca i że niewiele dzieliło go od rozmowy z Dy'em. Darcy był ogromnie ciekaw, co na temat dziwnej zmiany w jego zachowaniu od czasów uniwersyteckich będzie miał do powiedzenia Brougham, ale odczuwał też ogromną niepewność na myśl o tym, co Dy wywnioskował z jego pijackich zwierzeń zeszłego wieczoru i, co gorsza, co zamierza z tym zrobić. Podniósł się szybko na tę myśl. Tak właściwie, to co dokładnie mu powiedział? Darcy wysilił pamięć próbując odtworzyć zeszły wieczór, gdy razem z Dy'em ponownie zajęli swoje miejsce pod Lisem i Kaczorem.
- Lepiej mi wszystko opowiedz - słowa Dy'a były współczujące, ale bez śladu litości, raczej pełne niewypowiedzianej, płynącej prosto z serca przyjaźni. Powoli, opornie Darcy otworzył usta i to, co było jego najbardziej prywatnym zmartwieniem, wypłynęło z nich pośpiesznie: jego pierwsze zainteresowanie, jego opór i zachowawczość, a wreszcie fascynacja, pożądanie i miłość.
- „Twoje podobieństwo, twe wsparcie, twoje drugie ja, twe pragnienia zgodne z pragnieniem serca” - Dy zacytował nieobecnym głosem, gdy Darcy skończył, a potem westchnął głęboko - Dobry Boże, Fitz, znam cię dobrze, przyjacielu i mogę powiedzieć, że skoro ta twoja Elizabeth tak cię do siebie przywiązała, musi być niezwykłą młodą kobietą!
- Ona nie jest "moją" Elizabeth" i nigdy nie będzie, ale masz rację - westchnął - jest niezwykłą młodą kobietą.
- Wybacz, że to powiem, ale to tylko twoje słowa, ja wnioskuję to z twojego wybuchu uczuć, który sprawił, że mimo niezliczonych zastrzeżeń i wątpliwości zaproponowałeś jej małżeństwo.
- Tak - stwierdził - gdy poprzysiągłem sobie zapomnieć o niej, los kazał nam spotkać się w Kent. Jej najbliższa przyjaciółka wyszła za pastora mojej ciotki kilka miesięcy wcześniej i Elizabeth przyjechała do niej z wizytą nie wiedząc, że je będę w tym samym czasie u ciotki. Możesz wyobrazić sobie moje zaskoczenie, gdy ją tam spotkałem mieszkającą na obrzeżach parku mojej ciotki, powoli zdobywającą względy mojej ciotki.
- Zaskoczenie! Ja bym powiedział panikę! Byłeś w beznadziejnej sytuacji! Zakochany wbrew rozsądkowi, dopiero co postanowiłeś wyrzucić ją z pamięci, a oto ona znajduje się właśnie tam! - Brougham potrząsnął głową. - I to na wyciągnięcie ręki!
- Po tygodniu desperackiej walki z sobą, by trzymać się z dala od niej - Darcy odetchnął z trudem, jego głos stał się bardziej ponury - z powodu pogoni mojej ciotki za publicznością dla swoich tyrad, wizyty między Rosings a plebanią stały się częstsze. Spotykaliśmy się więc niemal codziennie, chyba że bardzo postarałem się tego uniknąć, czego robić nie mogłem - wyszeptał z bólem - po prostu nie mogłem.
Zapadła długa cisza, ale nie była ona niezręczna. Dy tylko kiwał głową ze zrozumieniem, linie znamionujące zmęczenie na jego twarzy pogłębiły się, patrzył w bok, zdawał się wycofać we własne myśli. Po pewnym czasie wstał i zawołał do usługującej dziewczyny, by przyniosła dzbanek mocnej kawy i kubki, potem z powrotem zajmując swoje miejsce, zapytał tylko:
- I?
- I - Darcy wziął głęboki wdech - po niezliczonych nocach zmagania się z tym, co winien jestem mojemu nazwisku i stanowisku, z prawdopodobieństwem uzasadnionej dezaprobaty mojej rodziny i towarzystwa, z możliwymi konsekwencjami związania mnie i Georgiany z rodziną o wątpliwej reputacji, poddałem się. Życie, przyszłość bez niej, wydawały się niepodobieństwem! "Jak cząstka mej duszy" cytując Miltona. - Dy skinął, przyznając, że zna cytat. – Zacząłem o nią zabiegać, a przynajmniej zdawało mi się, że to właśnie robiłem. Wtedy sądziłem, że jej powściągliwość była wynikiem skromności i świadomości różnicy w naszych stanowiskach, ale w tym, jak i w wielu innych sprawach, byłem całkowicie w błędzie - zaśmiał się ponuro. - Postanowiłem poprosić ją o rękę, sam rozumiesz, ale okazało się to nie takie łatwe. Wreszcie pojawiła się okazja i uczepiłem się jej. Była sama na plebanii, poszedłem do niej.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group