To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

Admete - Wto 29 Kwi, 2008 21:42

Ja to nic nie mogę obejrzeć w kinie. Karmelu nie widziałam, tego filmu też nie ujrzę...
miłosz - Śro 30 Kwi, 2008 23:55

zobaczyłam ten "Sen Kassandry" - z biblijnej strony skojarzył mi się z Kainem i Ablem, z żydowskiej z hagadą, do tego dodam grecka tragedie i literacko "Zbrodnie i karę" - kino może z lekka przegadane, ale dla mnie wyśmienite ( no dobra - z wyjątkiem muzyki) intelektulnie - o grzechu, pokucie, zalu i zadośćuczynieniu. Znakomity aktorsko :up::up::up: Ja nie powiem, że to wielki film ale napewno niebanalny z tym fascynującym podłożem moralno-psychologicznym.
trifle - Czw 01 Maj, 2008 17:40

Obejrzałam sobie właśnie po raz kolejny "Cztery wesela i pogrzeb" i przyznam, że to chyba moja ulubiona angielska komedia romantyczna. Już od początku robi mi się banan na twarzy, lubię właściwie wszystkich aktorów (heh, poza główną Amerykanką ;) ). I dopiero dziś zauważyłam wiersz! Piękny! "Pogrzebowy blues" Audena.
Wlepię tu też.

Zatrzymajcie zegary, wyłączcie telefony,
Rzućcie psu kość smakowitą, niech śpi najedzony.
Zdejmijcie palce z klawiszy, niech przy werblu cichym,
Złożą trumnę na marach i wejdą żałobnicy.

Niech samoloty krążą, zawodząc nad głowami,
I piszą na niebie skargę, nie ma Go już między nami.
Załóżcie wstęgi z krepy na śnieżnych gołębic szyje,
Niech w czarnych rękawiczkach policjant ruchem kieruje.

Był mą północą, południem, wschodem, zachodem moim,
Tygodniem pracy pełnym, niedzielnym relaksem po znoju.
Dniem jasnym, mrokiem nocy, rozmową, pieśnią w drodze.
Miłość miała być wieczna, pomyliłem się srodze.

Nie chcę patrzeć na gwiazdy, pogaście je kolejno,
Zdejmijcie z nieba księżyc, usuńcie z niego słońce,
Wylejcie wodę z mórz, odbierzcie drzewom cień
To wszystko nigdy już, na nic nie przyda się.

English version

Stop all the clocks, cut off the telephone,
Prevent the dog from barking with a juicy bone,
Silence the pianos and with muffled drum
Bring on the coffin, let the mourners come.

Let aeroplanes circle moaning overhead
Scribbling on the sky the message He Is Dead,
Put crépe bows round the white necks of the public droves,
Let the traffic policemen wear black cotton gloves.

He was my North, my South, my East and West,
My working week and my Sunday rest,
My noon, my midnight, my talk, my song;
I thought love would last forever: I was wrong.

The stars are not wanted now: put out every one;
Pack up the moons and dismantle the sun;
Pour away the ocean and sweep up the wood;
For nothing now can ever come to any good.

- W. H. Auden

trifle - Pią 02 Maj, 2008 11:56

Przed chwilą skończyłam "Rozmowy nocą". Nie jest to nic nadzwyczajnego, bez szczególnego polotu, ale w porównaniu do ostatnich kilku polskich komedii romantycznych, to niezły film. Podobała mi się muzyka - taka siestowa powiedziałabym.
Spoilery lekkie ;)
Zaczyna się tak: ona pracuje dla galerii sztuki lepiąc anioły z ciasta i malując je. Jest raczej samotna, ale upiera się, że nie szuka faceta. W końcu daje do gazety ogłoszenie: "Nie szukam księcia na białym koniu, szukam mężczyzny, który da mi dziecko." On pracuje jako szef kuchni, w domu pisze książki kucharskie. Też właściwie nie ma co ze sobą zrobić, znajduje ogłoszenie i dzwoni.
Magda Różczka i Marcin Dorociński - są całkiem fajni jako para. Było kilka sztucznych, nieudanych momentów, ale na nudnawe popołudnie bez większych ambicji - do obejrzenia ;)

trifle - Pią 02 Maj, 2008 12:03

Ach! A zapomniałabym! Wczoraj obejrzałam "Cinema paradiso". Tytułowe cinema znajduje się w małym włoskim miasteczku. Okres - kilka lat po II wojnie. Mały, rezolutny chłopiec - Salvatore/Toto - kocha kino, uwielbia się tam wkradać, oglądać filmy, zbierać skrawki taśm. Zaprzyjaźnia się z operatorem - Alfredo. Ten pokazuje Toto jak się obsługuje maszynę, cytuje co chwilę jakichś bohaterów filmowych, wprowadza Toto w magię - również życia.
Film jako retrospekcja - bo zaczyna się jak dorosły Salvatore dowiaduje się o śmierci Alfredo i wraca do wspomnień.
Uroczy film, klimatyczny, nostalgiczny, wzruszający, cudne zakończenie i fantastyczna muzyka Ennio Morricone. Polecam z czystym sumieniem.

praedzio - Pią 02 Maj, 2008 12:12

O, chętnie bym obejrzała to Cinema Paradiso! Dzięki, trifle! :kwiatki_wyciaga:
trifle - Pią 02 Maj, 2008 12:19

http://www.allegro.pl/ite...t_dvd_lodz.html
Tu za 8,50. To wydanie z dziennika, ja też z takiego oglądałam. Tylko tak za połową filmu coś mi się mijała wizja z dźwiękiem :roll: (jeśli to nie przeszkadza, to ja mogę rajskim kinem służyć :mrgreen: ).

praedzio - Pią 02 Maj, 2008 12:26

:kwiatek:
Trzykrotka - Pią 02 Maj, 2008 21:07

Dzięki nieocenionej elfcee, która powinna dostać order za penetracje i popularyzację kina azjatyckiego i obyczaju :cmok: miałam wielka gratkę obejrzenia Niebezpiecznych związków w wersji tym razem koreańskiej. Jestem maniaczką oryginału książkowego i pilnie śledzę wszystkie jego adaptacje i przeróbki: od kanonicznej wersji Frearsa, przez Formana, Vadima, łącznie z Wierną żoną i Szkolą uwodzenia. Rzeczony film nosi angielski tytuł Untold Scandal i jest bardzo wierną adaptacją klasycznego dzieła, przeniesioną w czasy 18-wiecznej dworskiej Korei.
Cudo! uczta! Popatrzcie na kilka kadrów.
Pani Cho - piękna, elegancka, wredna

Uwodzicielski Jo-won

Cnotliwa i niewinna pani Jung

Uwiedzione dziewczę, So-oak


Jak mówilam - film jest przede wszystkim piękny. Ma cudowną scenografię, scenerię, olśniewajace kostiumy, jest dopracowany co do detali i niezwykle wysmakowany. Pokazuje rzeczywistość jeszcze chyba bardziej sformalizowaną i zamkniętą w formy towarzyskie niż oryginał. Jednocześnie, dzięki małym scenkom i wspanialej, oszczędnej, ale nie bezosobowej grze aktorskiej, dostajemy opowieść nie tyle o uwiedzeniu, podłości i zdradzie, co o schowanych pod nimi uczuciach.
Gdyby Wam się udało zdobyć ten film - polecam.

(Screeny zrobiła ren :kwiatek: )

Aragonte - Pią 02 Maj, 2008 21:13

Trzykrotko, zaciekawiłaś mnie strasznie tą azjatycką ekranizacją "Niebezpiecznych związków"! Kiedyś zaczytywałam się książką, oglądałam wszystkie wersje filmowe, które wpadły mi w łapki, zamierzam pójść jeszcze niebawem do teatru, bo w maju jest w W-wie premiera "NZ".
To będę polować :-)

Agn - Pią 02 Maj, 2008 21:26

A ja przed chwilą skończyłam oglądać Blood and chocolate (polski tytuł to chyba miało Krew jak czekolada).

BĘDĄ SPOILERY!

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest super muzyka (no, może oprócz tej ckliwej piosenki, kiedy parka tapla się w fontannie) i strasznie podobało mi się jak wilkołaki w postaci ludzi skakali sobie po słupach, dachach, schodach etc. Z drugiej zaś strony cała historia jest jakaś naciągana. Wilkołaki są złe, chociaż zgrywają się na dobre, mają jakieś cudaczne tradycje i bzdurne poglądy. Do tego mają jeszcze wydumane przepowiednie i legendy. Oraz uprzedzenia do ludzi, ale szczerze pisząc sami są sobie winni, że się z ludźmi nie lubią. Jak przychodzi co do czego obie rasy spuszczają sobie konkretne łomoty.
Dobra, o czym to? Pewna pani wilkołaczka ma zostać oddana przywódcy wilkołaków, albowiem tenże co 7 lat obiera sobie nową żonę (za cholerę nie wiem, czemu). Pani nie ma na to większej ochoty, za to spotyka uroczego artystę, który tworzy graficzne powieści. Jak raz siedzi w Rumunii (w której wszyscy mówią po angielsku) i tworzy komiks o lou-garou (czyli wilkołakach), bada sobie ich historię, rysuje, tworzy, nakręca się, wen mu współpracuje... aż tu nagle kwitnie mu romansik z wilkołaczką. Rzecz jasna "rodzinie" dziewoi niespecjalnie się to podoba, no bo przecież ma się chajtać z przywódcą (który ma na imię Gabriel, ciekawość, czemu). Z tego wynika mnóstwo nieprzyjemnych rzeczy dla... w sumie dla wszystkich.
Całkiem sprawne kino. Straszenia tu niewiele, walki nieco popisowe (dużo skakania), ale oblecą. Zaczyna się to jak film z ambicją horrorystyczną, kończy jak sensacyjka, tj. nasza para na tle kolejnych wybuchów zwiewa gdzie pieprz rośnie.
Jak już wspomniałam - uczucia mam mieszane. Muzykę chętnie sobie skołuję, ale do filmu wracać raczej nie będę. Nie ma w zasadzie do czego. Olivier Martinez (Gabriel) aż taki wspaniały wcale nie jest, stara się, chłopak, jak może, by być mrocznym i wrednym, chrypi zamiast mówić, ale generalnie ogranicza się to wszystko do rzucania spojrzeń spode łba i twardego wlepiania wzroku w główną bohaterkę. Aktorka, która grała Vivian (to właśnie główna bohaterka) przez cały film obnosi jedną minę, co po pół godzinie zaczynało doprowadzać mnie do szału. Jedynym ratunkiem był tu Hugh Dancy, który ma może niezbyt powalający, ale całkiem uroczy uśmiech. I w sumie najciekawszą rolę do zagrania (grał Aidana, artystę-grafika, któremu zachciało się romansu, a na łeb mu spada dużo kłopotów... że o wilkołakach nie wspomnę).
Ach, i jeszcze jedna zaleta. Film trwa tylko 1,5 godz. więc nie cierpiałam długo. Nie powiem, w sumie obejrzałam, ale żeby się zachwycać, to nie bardzo.

Caitriona - Pią 02 Maj, 2008 21:31

Ja ten film dokończyłam oglądać tylko dla Hugh ;) Naprawdę słabiutki film. Nie podobała mi się transformacja, bohaterowie sztywni a cała historia jakoś tak z palca wyssana. Nawet tzw akcji wiele nie było. A muzyki jakoś nie pamiętam :mysle:
trifle - Sob 03 Maj, 2008 16:42

Obejrzałam Butelki zwrotne właśnie. Czeski film o starszym mężczyźnie, który porzuca pracę nauczyciela w szkole i szuka sobie innych zajęć. Kieruje się bardzo prostym kryterium: nie byłbym tu szczęśliwy i jestem tu szczęśliwy. Pokazani tu są zwyczajni ludzie, zwyczajne życie, drobiazgi; jest samotność, jest starość, jest smutek i radość.
Niespieszna akcja, śliczna muzyka. Chyba się zachwyciłam :) Dlaczego u nas nie robią takich filmów? Tak prosto - zamiast dramatów, patologii i wielkich tragedii.
O. Jeszcze jedno - też chciałabym polatać balonem :)

Agn - Sob 03 Maj, 2008 22:26

Właśnie skończyłam oglądać Virgin territory. Oczywiście, będą SPOILERY!

Jest to film luźno inspirowany Dekameronem. Bardzo, bardzo luźno. To znaczy - twórcy wzięli sobie kilka imion z książki, a potem zrobili z tym co chcieli. W wersji komediowej, co oznacza, że nie tylko będą jakieś śmieszne sytuacje (chociaż to kwestia dyskusyjna), ale i np. stroje nie bardzo średniowieczne... chociaż to Włochy... no dobra, ale nawet jak na renesans to i tak ubrania się nie zgadzają. Kozaki na grubej podeszwie i delikatna bielizna??? Poza tym muzyka też "jakby" nie z tamtego okresu (nie podobały mi się te współczesne kawałki).
No dobra, przejdźmy do rzeczy. Oglądałam ten film z rosnącym niesmakiem. Znaczy się - nie wszystko jest złe. Wątek Lorenzo i Pampinei jest całkiem sympatyczny (i wykorzystano historię z zakonnicami), fałszywy ksiądz jest po prostu świetny (zgarnął wszystkie najlepsze teksty), no i Hayden tak pięknie wyglądał, że tylko go zjeść (a i zagrał niezgorzej, no ale to nie sf), do tego wątek rosyjskiego księcia też taki w stylu Dekameronu. Ale... pozostałe wątki są średnie. Momentami film jest naprawdę bardzo zabawny (szczególnie kiedy na ekranie pojawia się fałszywy ksiądz), ale są chwile, kiedy robi się obrzydliwy, np. scena z krową to była czysta pornografia i nie mogłam na to patrzeć. Nawet zakończenie tej sceny (Just what d'you think you're doing with that cow?!) nie osłodziła mi zażenowania. Potem jednak, kiedy grupka ludzi (no właśnie, film jest luźno inspirowany, więc jest zaraza i jakiśtam wyjazd, ale już nie ma motywu z opowiadaniem sobie historii) dojeżdża na miejsce ślubu (i nie ma już po drodze żadnych przygód) estetyka rodem z filmu erotycznego się kończy. Panowie się biją na szable, kobietki w zwiewnych, zakasanych niemal po pachy kieckach ganiają po okolicach, generalnie wszystko kończy się miłością, a nie nagim biustem czy też obnażonym... może zmilczę.
Ogółem - film dla zdesperowanych fanów Tima Rotha (gra czarny charakter, ale bez specjalnego zaangażowania) oraz dla tych, którzy lubią patrzeć na półnagiego Haydena (z dwiema zakonnicami w balii, no, no...). Ale lepiej poczytać książkę.

Agn - Nie 04 Maj, 2008 21:31

Przed chwilą skończyłam The haunted airman. Chwała YouTube'owi (a zwłaszcza jednemu użytkownikowi, który podzielił ten film i władował na YT), bo inaczej bym tego nie obejrzała.
Przyznam się od razu - obejrzałam to ze względu na jednego pana (w lewo patrz!), albowiem chciałam sprawdzić, jak gra. I muszę przyznać - gra ładnie.
Ale od początku!
Akcja toczy się, z tego co zrozumiałam, w czasie drugiej wojny. Niejaki Toby Jugg (mogłam źle zapisać nazwisko) jest pilotem bombowca. Ale zdarzył się wypadek, Toby jest teraz sparaliżowany od pasa w dół. Ląduje w jakimś takim pseudoszpitalu, gdzie rządy sprawuje doktorek B-jakiśtam (nie mogłam dosłyszeć nazwiska, ale grał go Julian Sands). Nasz bohater ma romans z ciotką (nie są spokrewnieni) i wielką ochotę na normalny związek z nią. Poza tym po wypadku ma jeszcze problemy ze snem, przeraźliwe koszmary, boi się ciemności i (chyba) pająków (potrafię go zrozumieć, brr!). W swoim osamotnieniu jest mu wyjątkowo źle, pisze do swojej ciotki, ale nie dostaje odpowiedzi. Okazuje się, że listy nigdy nie zostały wysłane, ponieważ przejął je doktorek. W dodatku jeden z pacjentów popełnia samobójstwo. Wszystko jest bardzo podejrzane.
Całość ma świetny nastrój (w ogóle to jest produkcja BBC). Julian Sands jest na przemian po doktorsku troskliwy, ale i bywa upiorny, a przede wszystkim - podejrzany (i taki być powinien), cioteczki za wiele nie ma. Główną rolę w tym filmie tak naprawdę gra strach Toby'ego. Podobały mi się szczególnie wszystkie te scenki, w których starał się uciec przed "goniącym" go strachem, czasem trudno wręcz powiedzieć, co on naprawdę widzi, a co mu się tylko zdaje.
Jedyne czego nie zrozumiałam, to końcówka. Nie wiem, o co w niej chodzi.
Spoiler:
Zazdrość? Poczucie własności? Nie mam bladego pojęcia. Ale koniec jest naprawdę dziwny.

No i najważniejsze - Pattinson. On. Naprawdę. Wygląda. Wampirzo. Szczególnie w sekwencjach nocnych. Nadaje się. Mógłby do końca życia grać wampiry, poważnie. Poza jego całkiem ciekawą twarzą



dostrzegłam coś, w czym się absolutnie zakochałam. Ten facet ma przepiękne dłonie. Takich smukłych palców dawno już nie widziałam. Mniam, mniam...



(Przepraszam, że takie capsy, ale coś mi się żabol zbiesił i nie chce współpracować. :( Na usprawiedliwienie mam, że w sumie capsy są niewielkie.)

Film polecam. Można go obejrzeć tutaj (podzielony na 8 części): http://pl.youtube.com/user/TotallyVamptastic

Harry_the_Cat - Nie 04 Maj, 2008 21:34

Kurna, Agn, nawet włączyłam tę stronkę dziś na YT :lol: Teraz to juz chyba musze, nie?
Agn - Nie 04 Maj, 2008 21:40

Jeśli czujesz się zachęcona, to pewnie tak... film jest naprawdę ciekawy. Taka psychodrama. Mnie się podobało. :)
Gosia - Pon 05 Maj, 2008 19:48

A ja parę dni temu obejrzałam sobie ponownie odcinek Poirota: "Pięć małych świnek".
Oglądałam go juz kiedyś, jak tylko kupiłam te część, gdy wydał ją Amercom.
Teraz zerknęłam do niego znowu, bo byłam ciekawa jak w tym filmie wypadły dwie osoby: Aidan Gillen (czyli Carver Doone z "Lorny Doone") oraz Rachael Stirling (Nan z "Tipping the Velvet"). I się nie zawiodłam, oboje mi sie podobali. I tak się nawet zastanawiam, w czym tu jeszcze obejrzeć Aidana Gillena ;) Ma coś w sobie, co mnie kręci :lol:
W tym filmie gra jeszcze Toby Stephens, ale zbliżenia na jego twarz są dość demaskujące. w każdym razie to jednak nie mój typ urody ;)

Aidan Gillen i Rachael Stirling:

Caitriona - Pon 05 Maj, 2008 22:04

Ja oglądałam to głównie dla Sucheta, ale również dla Tobika właśnie. Choć przyznaję, ze Aidan Gillen przyciąga w jakiś sposób uwagę ;)
Gosia - Pią 09 Maj, 2008 20:14

Zapomnialam, ze obejrzalam niedawno "PS I Love You" - własciwie przez przypadek to widzialam ;)
Krotka recenzja

Harry_the_Cat - Sob 10 Maj, 2008 14:10

Obejrzałam Footloose. Nie pamiętałam, że to aż tak dobry film.
Bardzo dobry aktorsko, muzyka po prostu rewelacyjna (dlatego teraz leci w tle znów - dla muzyki ;) ), a historia mino, ze w sumie prosta, to jednak nie meczy naiwnością (może dlatego, ze prawdziwa ;) ).
Warto sobie przypomnieć :-D

Anonymous - Sob 10 Maj, 2008 15:29

oglądnęłam "Jedwab" Keira całkiem nieźle zagrała, za to jej filmowy małżonek nie podobał się nic a nic. Zresztą cały film nie wzbudził mej zbytniej sympatii. Tak... niewiadomo o czym w sumie. Nudnawy był. Ani mnie to jego domniemane uczucie nie wzruszyło. Nic. Film ani nie wzrusza, ani nie bawi.... dobrze, że krótki to mało czasu mi poszło.
Admete - Sob 10 Maj, 2008 18:56

Harry jak ja miło wspominam Footloose! Oglądałam za każdym razem, gdy go pokazywano w tv.
Harry_the_Cat - Sob 10 Maj, 2008 19:02

Ja sobie kupilam jakiś czas temu, ale nie miałam czasu do tej pory. A dziś zapuściłam sobie do nauki ;)
Gosia - Sob 10 Maj, 2008 20:53

"Nyfes" - Narzeczone
Zwlekałam z oglądaniem tego filmu, bo chcialam mieć trochę czasu i spokojną głowę.
I wreszcie dziś przyszedł ten moment. Piszę tę recenzję tu, a nie w wątku Damiana Lewisa, bo przede wszystkim spodobała mi się postać Niki (Victoria Haralabidou). Pełna godności, spokojna, dumna, zdecydowana pojść drogą obowiązku. Ale tak naprawde najbardziej urzekly mnie chyba wszystkie sceny zbiorowe, gdy widac te mlode dziewczyny (Greczynki, Turczynki, Rosjanki), które jada do Ameryki szukac swego szczescia. I jak zwykle w takich przypadkach znajda się takze ci, ktorzy taka sytuacje wykorzystuja. Prawde mowiac nie wiem czemu te Rosjanki jak Yelena bez mrugniecia okiem zgadzaly sie na to, by dac sie tak wykorzystac? Przy okazji czy tylko ja mam takie wrazenie, ze aktor grajacy Karaboulata podobny jest nieco do Anthony Hopkinsa?
Podkreslone jest to oddalenie I klasy, ktora bawi sie beztrosko, od III klasy, w ktorej siedza stloczone te biedne dziewczyny, nieznajace swego losu...
A jednak nie jest to do konca smutne, bo w zakonczeniu one z radoscia przybiegaja do tych nieznanych sobie narzeczonych, z radoscia przez nich witane, tak jakby sie wspolnie odnalezli.
Piekna jest scena fotografowania tych wszystkich kobiet w slubnych welonach. I takze ta, w ktorej Norman fotografuje Niki, tylko ta scena rozbierania byla troche dziwna, bo mialam wrazenie, jakby miala zamiar rozebrac sie do rosolu ... ale zarzucenie welonu na aparat bardzo ładne i symboliczne...
Prawde mowiac bardziej podobaly mi sie ich rozmowy wczesniejsze i te spotkania bez slow, niz to wzajemne wyznanie uczuc, ktore nie wiem czemu, wydalo mi sie zbyt histeryczne ... I ta scena z siwymi wlosami, ja wiem, ze moze sie tak zdarzyc, jak sie przezyje straszna tragedie, ale naprawde watpie, zeby w takiej sytuacji ...
Jednak Niki stojaca z godnoscia przed przyszlym męzem i pokazujaca mu te siwe wlosy podobala mi sie bardzo - to chyba jedyna scena, ktora wywolala moje wzruszenie. Sam film oczywiscie pieknie sfilmowany, dobra muzyka, sporo symboliki (pieknie Admete powiazala te trzy dziewczyny i ich czerwone sukienki).
Damian Lewis sie sprawdzil w tej roli, choc wydaje mi sie, ze nie jest typem mezczyzny, ktory moglby mnie uwiesc filmowo. Tym bardziej, ze nie ma zbyt przyjemnego glosu ...
Nie bede wiecej pisac, bo sporo juz o tym filmie bylo, dodam tylko, ze niestety nie wszystkie dialogi byly dla mnie do konca zrozumiale. Tu najgorzej bylo chyba z Karaboulatem i kapitanem.
I nie wiem, czy podoba mi sie zakonczenie - to tak jakby wykorzystal jej zdjecie, jej historie...
Film obejrzalam z duzą przyjemnoscia, za co dziekuje.

It's not a punishment to remember someone you love. The punishment is to forget.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group