Powieści Jane Austen - Duma i uprzedzenie
Maryann - Pią 21 Gru, 2007 11:53
| nicol81 napisał/a: | Tak, starał się pokazać korzyści dla obydwu stron. Jednak takie handlowe podejście do zamężpójścia też istniało w klasie dżentelmenów. Choć w istocie więksozść z nich przy oświadczynach lepiej to ubierała w słowa. Collinsowi przydałby się poradnik oświadczyn |
w rzeczy samej...
| nicol81 napisał/a: | | Moim zdaniem, Bennetówny niby znały sytuację, ale miały do niej stosunek Scarlett O'Hary. Po prostu wypierały ją z pole świadomości. |
Ja myślę, że one po prostu chciały wyjść za mąż z miłości...
nicol81 - Pią 21 Gru, 2007 12:02
Każdy by chciał, jednak to świadczy, że jednak nie widziały swej sytuacji po śmierci ojca w całej rozciągłości. Zobacz, jak skromnie zyły panie Dashwood, a przecież było ich mniej i miały dwa razy więcej kasy.
Może Collins też nie chciał, by jego kuzynka myślała, że ten darzy ją uczuciem, skoro nie spodziewał się go od niej?
Maryann - Pią 21 Gru, 2007 12:15
| nicol81 napisał/a: | | Każdy by chciał, jednak to świadczy, że jednak nie widziały swej sytuacji po śmierci ojca w całej rozciągłości. Zobacz, jak skromnie zyły panie Dashwood, a przecież było ich mniej i miały dwa razy więcej kasy. |
No ale w kwestii oszczędzania to chyba nie miały wiele do powiedzenia. A rodzice nie mieli specjalnie do tego talentów:
"Po ślubie pana Benneta liczenie się z pieniędzmi uważane było za rzecz niepotrzebną, jako że, oczywiście, miał się urodzić syn. Ów syn natychmiast po dojściu do pełnoletności miał być ogniwem łączącym majątek z rodziną i w ten sposób wdowa i młodsze dzieci miały zostać zabezpieczone. Pięć córek przyszło na świat, a syna wciąż jeszcze oczekiwano. Nawet w wiele lat po urodzeniu Lidii pani Bennet wciąż jeszcze myślała, że będzie miała syna. Wreszcie opłakano smutną prawdę - wówczas jednak było już za późno na oszczędzanie. Pani Bennet nie miała do tego talentu i tylko niechęć pana Benneta do zaciągania długów sprawiła, że nie wydawali więcej, niż im na to pozwalały dochody."
A panie Dashwood chyba jednak miały mniej pieniędzy. Każda z dziewcząt miała (o ile pamiętam) trzy tysiące posagu - co daje w sumie jakie 500 funtów rocznego dochodu. A pan Bennet miał dwa tysiące na rok.
nicol81 - Pią 21 Gru, 2007 14:05
Nawet jak nie miały wpływu na wydatki rodziców to mogły choć pomysleć, że warto było trochę ograniczać lub chociaż martwić się o przyszłość. A one tak jako motylki...
Bennetowie mieli 2 tys do śmierci Benneta. Potem wdowa i dzieci zostawały z sumą 5 tys- czyli 250? Na sześć osób, a Dashwoodówny 500 (z 10 tys- 7 wdowy i po jedynym córki) na cztery osoby.
Ogólnie sytuacja niewiesoła i było się czym martwić.
Maryann - Pią 21 Gru, 2007 14:10
| nicol81 napisał/a: | | Nawet jak nie miały wpływu na wydatki rodziców to mogły choć pomysleć, że warto było trochę ograniczać lub chociaż martwić się o przyszłość. |
Pewnie warto. Tylko że one na to ograniczanie miały akurat najmniejszy wpływ - czy wierzysz, że pani Bennet posłuchałaby jakichkolwiek sugestii na ten temat ze strony Jane czy Elżbiety ? Ona do oszczędności miała takie samo podejście jak sir Walter Elliott.
A najbardziej "kosztochłonna" (i równocześnie najtrudniejsza do poskromienia) była chyba Lidia - tatuś nawet stwierdził, że ta cała afera ze ślubem nie będzie go wcale tak dużo kosztować, bo "niewiele mniej bowiem wydawał na Lidię, jeśliby policzyć jej utrzymanie, kieszonkowe oraz ciągłe prezenty w postaci pieniężnej, jakie otrzymywała z rąk matki.
nicol81 - Pią 21 Gru, 2007 14:16
Nawet jakby rodzice nie słuchali owych sugestii, to dziwi mnie, że dziewczęta ich nie robiły lub nawet nie rozmawiały między sobą, czy nie myślały o tym.
Pani Bennet akurat wyglądała na jedyną osobę, która rozumie sytuację, mimo braku błyskotliwości.
Maryann - Pią 21 Gru, 2007 14:19
| nicol81 napisał/a: | | Pani Bennet akurat wyglądała na jedyną osobę, która rozumie sytuację, mimo braku błyskotliwości. |
No tak - widziała, ale jedyne rozwiązanie, jakie przyszło jej do głowy, to bogato wydać dziewczęta za mąż. Oszczędności robić nie zamierzała - w końcu trzeba było mieć dobrą kucharkę, a jej córki nie mogą sobie rączek plamić gotowaniem, prawda ?
nicol81 - Pią 21 Gru, 2007 22:09
Pani Bennet nawet została opisana z tego powodu jako Genius Ditz :
http://tvtropes.org/pmwik...Main/GeniusDitz
na samym dole.
Maryann - Pią 21 Gru, 2007 22:44
nic dodać, nic ująć...
Maryann - Pon 07 Sty, 2008 14:37
Jakby ktoś czuł jeszcze niedosyt, to wspomniany wyżej audiobook DiU będzie można od 14 stycznia nabyć za jedyne 14,90 zł w ramach kolekcji wydawanej przez "Wyborczą".
Serenissima - Czw 21 Sie, 2008 03:08
Gdy ostatnio "przypominałam" sobie DiU, zaciekawiła mnie pewna kwestia, ale z tego co widziałam nie była ona tu poruszana, więc mam nadzieję, że nie powtarzam żadnego wątku. Chodzi mianowicie o przedstawienie Elizabeth Georgianie. W książce jest napisane, że E. wie, że to dla niej wielki komplement, ale zastanawia mnie jaką faktycznie miało to wagę w świetle tamtej epoki? Czy Elizabeth wiedząc jak bardzo Darcy kocha siostrę, poczuła się wyróżniona, że chce on ją przedstawić tak ważnej dla siebie osobie? Czy może miało to też jakieś bardziej "oficjalne" znaczenie i następstwa, jak np. kilkakrotne zaproszenie do tańca na jednym balu, lub jak np. dzisiaj, gdy rodzicom (Darcy ich nie miał, więc Georgiana była jego najbliższą rodziną) przedstawia się zwykle osoby, z którymi wiąże się poważne plany? Mam nadzieję, że w miarę jasno opisałam swoje wątpliwości
Trzykrotka - Czw 21 Sie, 2008 08:53
Wiesz, że to bardzo ciekawa kwestia! Nie znam niestety na tyle realiów epoki, żeby próbować ją rozstrzygnąć. Kiedy jednak zastanowić się nad niektórymi fragmentami tej, czy innych powieści JA widać, jak bardzo była ona skonwencjonalizowana. Kolejność hierarchii życiowej była jedną z najważniejszych chyba konwencji. Stąd tek ważne było, kto jest kim, prawda? Mary Musgrove wciąż podkreślała, że powinna zajmować miejsce przed swoją teściową, Lidia po ślubie weszła w korowód sióstr przed Jane, zresztą serial 1995 pięknie pokazuje, ze siostry zawsze zachowują szyk od najważniejszej do najmniej ważnej...
Myślę, że Jane chodziło o podkreślenie, że prośbą o zgodę na przedstawienie jej Georgiany Darcy robi Elizabeth tego rodzaju zaszczyt, "światowy". Prosi dziewczynę o niezbyt dobrej pozycji życiowej o zaszczyt przedstawienia sobie panny z wyższych sfer, bardzo zamożnej. Nic to, że młodszej - po prostu wyższej rangą.
Inna rzecz, że Elizabeth na pewno ten zaszczyt odczytała także i w drugim znaczeniu, istotniejszym dla nas: on chce, żeby poznała jego siostrę, więc traktuje ją jak równą sobie.
Chyba sobie sięgnę po DiU, jeszcze jej w tym roku nie czytałam
Tamara - Czw 21 Sie, 2008 11:27
Myślę , że był to również sygnał , że Darcy chce nawiązać bliższą znajomość z panną Bennett , ponieważ do przedstawienia miało dojść nie w sytuacji oficjalnej , gdy była to konieczność towarzyska np. na balu , tylko całkowicie "prywatnie" i to na prośbę siostry , czyli planowane było zacieśnienie kontaktów . Georgiana nie chciałaby na pewno poznawać osoby , co do której brat nie miałby poważnych zamiarów i o której nie wyrażałby się z najwyższym uznaniem . Nie byłaby również wtajemniczona w sytuację , gdyby znajomość Darcy'ego z Elżbietą miała być czysto towarzyska , ponieważ nie "bywała" z bratem .
Serenissima - Czw 21 Sie, 2008 12:47
Tak, na pewno miało to znaczenie, że przedstawienie nie wynikało z konieczności, ale z chęci. Nie wiem, jak bardzo Georgiana była wtajemniczona w uczucia brata, ale jak wynika z reakcji Gardinerów, fakt że odwiedziła ich w ten sam dzień, w którym przybyła do Pemberely, także miało wielkie znaczenie. Byli oni tym zdumieni i widząc zdenerwowanie siostrzenicy, zaczęli podejrzewać, że w grę wchodzą poważne uczucia. Myślę, że w takim razie, faktycznie prosząc o możliwość przedstawienia siostry, dawał do zrozumienia Elizabeth, że jego plany wobec niej są równie poważne co w kwietniu, a przy tym chciał pokazać, że już nie traktuje jej i jej rodziny jak osób gorszych, które powinny być wdzięczne za jego zainteresowanie. A i pewnie Georgiana, niezależnie od tego co wcześniej powiedział jej brat, musiała się zorientować jak ważną osobą jest dla niego Elizabeth.
Z jednej strony te zasady zachowania, z których należało wywnioskować prawdziwe intencje pewnie utrudniały kontakty, ale z drugiej ma to dla mnie wielki urok.
Marija - Czw 21 Sie, 2008 14:43
| Trzykrotka napisał/a: | Chyba sobie sięgnę po DiU, jeszcze jej w tym roku nie czytałam | "W tym roku" . Ja czytałam już w tym roku, ale co szkodzi sobie odświeżyć w trzecim kwartale ...
lizzzi - Czw 21 Sie, 2008 20:03
Również i ja sobie cokolwiek odnowiłam. Obejrzałam serial
Nie powiem, że na tym koniec.
Trzykrotka - Czw 21 Sie, 2008 22:30
| Marija napisał/a: | | Trzykrotka napisał/a: | Chyba sobie sięgnę po DiU, jeszcze jej w tym roku nie czytałam | "W tym roku" . Ja czytałam już w tym roku, ale co szkodzi sobie odświeżyć w trzecim kwartale ... |
Prawda? To jest właściwe podejście! I za każdym razem tak samo się człowiek boi, ze to się źle skończy dla zuchwałej Lizzy... Mr. Darcy wystraszy sie cioci... Albo nadmie się i już nie wypuści powietrza...
Ulka - Czw 21 Sie, 2008 22:30
| Serenissima napisał/a: | | ale jak wynika z reakcji Gardinerów, fakt że odwiedziła ich w ten sam dzień, w którym przybyła do Pemberely, także miało wielkie znaczenie. |
Była to na pewno wielka grzeczność-ten "pośpiech". Podróże były męczące. A poza tym odebrali to jako wielką skwapliwość. Nie spieszymy się do osób których nie cenimy
maenka - Nie 31 Sie, 2008 09:43
Komplement polegał też na tym że Elizabeth musiała być świadoma, że Darcemu na niej zależało tak bardzo, że opowiedział o niej swojej bądź co bądź nieletniej siostrze. Coś na kształt braterskich zwierzeń. Oznacza to , że warta była tych zwierzeń, pamięci i natychmiastowych odwiedzin.
nicol81 - Nie 31 Sie, 2008 10:49
Tak- i że opowiadał dobrze, skoro chciała ją poznać, mimo nieprzyjemnego odtrącenia Ach, Darcy
damamama - Pon 01 Wrz, 2008 13:25
| nicol81 napisał/a: | Tak- i że opowiadał dobrze, skoro chciała ją poznać, mimo nieprzyjemnego odtrącenia Ach, Darcy |
A może właśnie dlatego. Może była ciekawa osoby, która nie chciała jej dobrego brata?
Tamara - Pon 01 Wrz, 2008 19:40
Georgiana raczej nie wiedziała o nieudanej akcji "Oświadczyny z tupetem" - młodszej siostrze takich rzeczy się nie mówi .Zresztą wydaje się , że nawet nie mogła wiedzieć , bo była to akcja pod natchnieniem chwili - przecież Darcy do przyjazdu do cioci nie wiedział ,że Elżbieta tam jest , a uczucie bujnie wykiełkowało właśnie w Rosings . I na pewno nie pochwalił sie ,że został zjechany od stóp do głów za butę i odrzucony . Myślę ,że zaczął Georgianie opowiadać o Lizzy , gdy furia mu przeszła i uznał słuszność jej odmowy i wreszcie ją docenił należycie .
Dione - Pon 01 Wrz, 2008 20:40
Mógł też jej opowiadać wcześniej, jako o "nieistniejącym" ideale kobiecości. Fakt faktem, ale JA niewiele nam powiedziała o Georgiannie. Głównie tyle, że przypominała brata i że była szalenie nieśmiała. A czy pod tą maską nieśmiałości nie kryła sie osoba, która z własnego brata potrafiła wszystko wyciągnąć? Jedyna osoba, której on w pełni ufał i się zwierzał? Która po drobnej wpadce z Wickhamem, stała się dojrzałą i rozsądną kobietą? No i co z tego że nieśmiałą. Ja myślę, że mógł Georgiannie opowiedzieć o tych nieszczęśliwych oświadczynach. Nikomu innemu nie mógłby się zwierzyć, nikt by go tak dobrze nie zrozumiał. Darcy nie miał daru swobodnej rozmowy z innymi, ale w książce pisał do siostry częste listy. Być moze na papierze łatwiej mu było się otworzyć. Może w przypływie rozpaczy czy tęsknoty powierzył kartkom swoje myśli i wysłał do siostry.
nicol81 - Pon 01 Wrz, 2008 20:44
| Dione napisał/a: | | Która po drobnej wpadce z Wickhamem, stała się dojrzałą i rozsądną kobietą? |
W sumie chyba jeszcze nie, zważywszy jej reakcję, gdy o nim wspomniano...
maenka - Pon 01 Wrz, 2008 21:57
W sumie dosyć dobrze pokazano Georgiane w Fanfiku Pameli .... DiU z punktu widzenia Darcego (tłumaczonym tu na formu przez Damy). Oraz relacje jakie łączyły brata i siostrę
|
|
|