To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - czyli D&U oczyma Darcy'ego

Caroline - Wto 16 Sty, 2007 18:51

Dziękuję za kwiatki :)
Teraz sama czekam z niecierpliwością, bo nie wiem, co tam dalej łałtorka nam wymyśliła. Myślę, że teraz będzie Darcy be, który wmawia Bingleyowi, że Jane go nie kocha. Ale najpierw reszta balu. Czekam niecierpliwie, od jutro startuje Maryann. :)

Matylda - Wto 16 Sty, 2007 19:58

Ona nie jest winna, ona jest...„...moją drugą połową...?

Qrczę sama zadrżałam
Jak ja kocham tego Darcyego choć w moim wieku powinna to już być miłość matczyna :? ??:
( To już sie robi zbyt duża róznica wieku ) :? ??:
Caroline dzięki za piekny fragmencik

Maryann - Wto 16 Sty, 2007 21:20

Caroline napisał/a:
A poza tym (może to tłumaczkowe skrzywienie), czy tylko ja mam wrażenie, że autorka tego fanfika bardzo uważnie przeczytała rozdział o Thorntonie, który po odrzuconych oświadczynach był "blinded by his baffled passion" i rozmawiał sobie z bezlitosną panią Thornton? :mrgreen:

Carolciu, to raczej nie jest "tłumaczkowe skrzywienie" i chyba nie tylko o ten rozdział chodzi.
Ja właśnie tłumaczę fragment, w którym pojawiają się wzmianki wypisz-wymaluj pasujące do jednego z problemów poruszanych w N&S - a mianowicie dylematów religijnych pana Hale'a. Wiem, że w dalszych fragmentach tej tematyki będzie całkiem sporo - ale jakoś wcześniej nie zwróciłam uwagi na te podobieństwa ... :rumieniec:

Twoja Elizabeth zmieniła sukienkę ! :grin:

Maryann - Śro 17 Sty, 2007 08:57

Może trochę później, niż ostatnio... :grin: Krótka chwila oddechu od balowych atrakcji.

- Panie Darcy, chyba nie zamierza pan wyjść na zewnątrz ! – Darcy zamknął drzwi na werandę, spojrzał przez ramię i zobaczył rozbawioną twarz Caroline Bingley. – To wstyd, sir – ciągnęła z żartobliwym przerażeniem – zostawiać mnie samą, żebym zabawiała barbarzyńców, i to w moim własnym domu ! Bardzo nieelegancko !
Darcy zaśmiał się lekko i podał jej ramię.
- Spóźniła się pani, panno Bingley. Szukałem świeżego powietrza i właśnie wróciłem. Na swoją obronę powiem, że wątpliwe, aby moja nieobecność spowodowała pokaz niewłaściwego zachowania ze strony części pani gości. Wszystko wygląda dobrze – dodał rozglądając się wokół – W każdym razie, jeżeli potrzebuje pani posiłków, może pani wezwać na pomoc swojego brata.
Na te jego zapewnienia spojrzenie panny Bingley stało się pełne rozpaczy.
- Charles ! Nie byłoby z niego żadnego pożytku, denerwujący człowiek ! – na zdziwione spojrzenie Darcy’ego pośpieszyła z wyjaśnieniem – To właśnie jego zachowanie cierpi najbardziej na pańskiej nieobecności. Taka bezmyślność, jaką on otwarcie okazuje, wyjątkowo nadskakując pannie Bennet, nie może być długo niezauważona przez innych gości. – uniosła dłoń w bezradnym geście – Panie Darcy, co robić ? Jeśli jego przyjaciele mu nie doradzą, obawiam się, że popełni poważny błąd. Taki, który na dobre zamknie przed nim drzwi dobrego towarzystwa.
- Więc ciągle jej asystuje ? – twarz Darcy’ego sposępniała.
- O, tak – prychnęła panna Bingley – Równie dobrze mógłby być na smyczy. Naprawdę, panie Darcy, ludzie zaczynają mówić ! Tylko przed chwilą ten nieznośny sir William dawał mi do zrozumienia, że obowiązki pani na Netherfield nie będą mnie już długo obarczać. Jeśli on mógł powiedzieć coś takiego do mnie, to powiedział to samo innym, może pan być pewien. – przerwała i kładąc dłoń na ramieniu Darcy’ego i spojrzała mu błagalnie w twarz. – Pana Charles posłucha, panie Darcy. Pan zawsze był jego dobrym przyjacielem.
- Porozmawiam z pani bratem, panno Bingley. To wszystko, co mogę obiecać – Darcy popatrzył ponad jej ramieniem na drzwi sali balowej. Panna Bingley spojrzała w tym samym kierunku, ale nie zobaczyła nic oprócz śmiesznego pastora, który tego wieczoru towarzyszył rodzinie Bennetów.
- Pańskie wskazówki to wszystko, czego życzyłabym sobie dla Charlesa. On rzeczywiście ma szczęście do przyjaciół – pogłaskała go dyskretnie po ramieniu – Zmieniając całkowicie temat, czy to nie list od pańskiej ciotki, lady Catherine de Bourgh, przyszedł dzisiaj ? Z pewnością życzy sobie, żeby dotrzymał jej pan towarzystwa w Boże Narodzenie ?
- List był od lady Catherine – przyznał Darcy prowadząc ją z powrotem do sali balowej – Ale moja ciotka wie, że nie należy mnie wzywać na Święta do Rosings. Ta wizyta ma zawsze miejsce na wiosnę, o ile to możliwe, w towarzystwie mojego kuzyna, pułkownika Fitzwilliama. Z konieczności. Moja kuzynka Anna, córka lady Catherine, ma delikatny organizm, a szczególnie źle czuje się w zimie – wyjaśnił.
- Więc będziemy mieli szczęście cieszyć się pańskim towarzystwem w Londynie w czasie Świąt, jak i w sezonie towarzyskim ?
- Znowu nie, panno Bingley. Kiedy w przyszłym tygodniu załatwię swoje sprawy w Londynie, wyjeżdżam do Pemberley, żeby spędzić ciche Boże Narodzenie z moją siostrą – wzruszył ramionami – Mój ojciec i jego poprzednicy zawsze spędzali Boże Narodzenie w Pemberley. Nasi ludzie tego oczekują, a za rządów mojego ojca stało się to tradycją oczekiwaną od tygodni. To już pięć lat od jego śmierci i pora, żebyśmy z Georgianą odnowili ten obyczaj. Sądzę, że ona niezbyt cieszyłaby się Bożym Narodzeniem spędzanym w Londynie, z dala od tych wszystkich miłych wspomnień z przeszłości.
- Co za pobłażliwy brat ! – droczyła się panna Bingley.
- Być może – zastanowił się Darcy – Ale Georgiana zasługuje na każdą przyjemność, jaką jestem w stanie jej dać.
- Jestem pewna, że tak – zgodziła się szybko – Czy przyjedzie z panem do Londynu na tegoroczny sezon ?
- Wydaje mi się, że jest jeszcze na to za młoda, panno Bingley, ale mam zamiar namówić ją, żeby przyjechała do miasta przynajmniej na część zimy.

Alison - Śro 17 Sty, 2007 09:53

Oburzona panna Bingley jest bardzo krwistą postacią ;-)
Darcy z tym przyjacielskim wtrącaniem się jest już mniej przyjemny niż jeszcze chwilę wcześniej. W każdym razie dziś mi go nie żal nic a nic.
Maryanku :kwiatek:

KIKA - Śro 17 Sty, 2007 10:24

no proszę....
uważam, że gdyby nie podszepty Karoliny (żmija), to Darcy nie zauważyłby zaangażowania przyjaciela... Bingley miałby więcej czasu, aby poznać bliżej Jane..... a Jane z czasem przestałaby ukrywać swoje uczucia zględem Bingleya....
moim zdaniem Karolina jest podobna do Wick-hama...... :wink:

Maryann - Śro 17 Sty, 2007 11:33

Alison napisał/a:
Darcy z tym przyjacielskim wtrącaniem się jest już mniej przyjemny niż jeszcze chwilę wcześniej. W każdym razie dziś mi go nie żal nic a nic.

Ani ani ? :neutral:
KIKA napisał/a:
moim zdaniem Karolina jest podobna do Wick-hama...... :wink:

Szkoda więc, że nie zawarł bliższej znajomości z nią i jej dwudziestoma tysiącami funtów... :wink:
Ciekawe, czy gdyby namówił ją na taką impreze, jak Georgianę, to Darcy też ruszyłby na ratunek... :mrgreen:

Mag - Śro 17 Sty, 2007 12:22

Wiecie, coraz bardziej poraża mnie ta ich zdolność do konwersacji ,z każdym i na każdy temat.To naprawdę sztuka! :shock: Przyjąć piłeczkę i odbić ją w dobrym kierunku- sprytna kobieta mogła wymusić oświadczyny po jednej rozmowie :twisted:
Dobrze, że oczytany Darcy umiał wybrnąć z różnych zasadzek :mrgreen:

Dzięki Maryannku :hello:

Maryann - Śro 17 Sty, 2007 15:47

Mag napisał/a:
Dobrze, że oczytany Darcy umiał wybrnąć z różnych zasadzek :mrgreen:

Nooo, z tych zasadzek, co to na niego - mimowolnie - Lizzy zastawiała, to cięęężko mu było wybrnąć... :wink:

Gunia - Śro 17 Sty, 2007 16:33

"Sezon towarzyski"! Jak to brzmi!
Anne Mary - Śro 17 Sty, 2007 19:43

Pff... Odcinek z Karoliną... Żeby nie było tam Darcy'ego, to bym nie czytała :wink: Te jej podchody, żeby wybadać, gdzie Fitzwilliam spędza święta... i tak by się jeszcze tam przypadkiem pojawiła... pff...
Tak mi się właśnie przypomniała lady Katarzyna - ciekawe, czy Darcy będzie ze spokojem znosić jej impertynencje. Pewnie tak, on jest przecież tak wspaniale wychowany, że aż zęby bolą :wink:
Maryannku, :kwiatek: dla Ciebie. Nie za tłumaczenie, tylko za to, że jesteś.
I po kwiatku dla każdej z forumowiczek :kwiatek: Podzielcie się :wink:

Trzykrotka - Śro 17 Sty, 2007 20:46

Ale to właśnie jest fajne, ta żmija panna Bingley odbijajaca się od nienagannej uprzejmości Darcy'ego! Poza tym, to żmija dobrze wykształcona, racja, ma talenty konwersacyjne! Ja tam dostałam pod choinkę kapowniczek, siadam z ołóweczkiem i zapisuję i podkreślam wężykiem co celniejsze bon moty i zdanka. Na pewno do edukacji młodej damy znakomicie wykształconej należało: umieć złapać męża w trzech zdaniach :rotfl: .
Dziękuję za kolejne ciasteczka, bal się rozwija!

Gunia - Śro 17 Sty, 2007 20:48

Ja tam lubię konwersacyjne potyczki z panną Bingley. ;) Ciekawie się to czyta. :D
Maryann - Śro 17 Sty, 2007 20:51

Trzykrotka napisał/a:
Dziękuję za kolejne ciasteczka, bal się rozwija!

Rozwinie to on się jutro. I tak się będzie przez weekend rozwijał... :wink:

Maryann - Czw 18 Sty, 2007 09:06

No to wracamy na bal.

Jakiś ruch z boku zwrócił uwagę Darcy’ego. Odwrócił się i zobaczył nieszczęsnego krewnego Elizabeth podnoszącego się z głębokiego ukłonu.
Co za natręctwo ! Darcy krótko skinął głową, przez chwilę zafascynowany złym wychowaniem i tupetem tego człowieka.
- Panie Darcy – zaczął pastor bez wstępów – Proszę mi pozwolić złożyć uszanowanie, sir i po pierwsze zapewnić pana, że moje zaniedbanie w złożeniu panu wyrazów szacunku wynikało z mojej całkowitej nieświadomości o pana związkach z moją wielce szanowną patronką, lady Catherine de Bourgh. Bo musi pan wiedzieć, że pańska łaskawa, wspaniałomyślna krewna powierzyła mi, swemu skromnemu słudze, opiekę nad jej ludźmi nadając mi parafię w Hunsford. Nie postało mi w głowie, że tu, w tym miejscu, mógłbym spotkać siostrzeńca tej wspaniałej damy, więc pana nie szukałem i muszę wyrazić moje najgłębsze wyrazy ubolewania, że nie przedstawiłem się natychmiast, sir – zakończył bez tchu i złożył kolejny ukłon.
- Jest pan zbyt przewrażliwiony, sir – odparł Darcy z chłodną uprzejmością – Jestem pewien, że oddaje pan lady Catherine znaczne usługi…
- To, panie Darcy – przerwał pan Collins – daje mi dużą satysfakcję. Lady Catherine de Bourgh jest kobietą o takiej wnikliwości i sile umysłu, że musi być bardzo ceniona przez wszystkich swoich krewnych. Jako jej siostrzeniec z pewnością chce pan usłyszeć, jak ona się czuje, a ja szczęśliwie jestem w posiadaniu najświeższych informacji, które pozwalają mi zapewnić pana, że jaśnie pani jest w dobrym zdrowiu…
Ten człowiek to kompletny głupiec ! stwierdził Darcy. Jego uprzejmości wykraczają poza granice grzeczności.
Omijając wzrokiem plebana swojej ciotki, rozejrzał się chcąc znaleźć Bingleya, ale nie widział go nigdzie na sali balowej. Bingley, nie mów mi, że poprowadzisz ją również do kolacji ! jęknął cicho. Musiał go znaleźć ! Wyglądało jednak na to, że rozwlekłe egzekwie odprawiane przez stojącego przed nim człowieka będą trwały w nieskończoność, chyba, że zostaną zakończone siłą. Kiedy pan Collins następnym razem przerwał, żeby zaczerpnąć oddechu, Darcy szybko skłonił głowę i bez słowa oddalił się w stronę pokoju, w którym miała być podana kolacja, zdecydowany przywołać przyjaciela do rozumu.
Pokój był wypełniony gośćmi. Darcy zwolnił, potem zatrzymał się w drzwiach. Niechęć do bliskiego kontaktu z całym Hertfordshire niemal odwiodła go od zamiaru poszukiwania Bingleya. Zamiast tego rozejrzał się po pokoju, korzystając ze swego wzrostu i zlokalizował swoją zwierzynę. Panna Bingley nie przesadzała. Charles siedział przy stole u boku panny Bennet, otoczony sporą grupą swoich gości, beztrosko okazując brak poszanowania dla ograniczeń, których przestrzeganie pozwoliłoby mu uniknąć konieczności zdeklarowania się o pannę Bennet u jej ojca następnego ranka.
Idiota ! zdenerwował się Darcy. Co robisz, na litość Boską ?! Jak mam ci teraz pomóc ? Nie było sposobu, żeby dyskretnie zwrócić uwagę Bingleya. Mógł przedrzeć się przez tłum, ale co ma powiedzieć, kiedy stanie przed nim, otoczonym gośćmi ? Służący ! Tak, można posłać służącego, żeby odwołał go na bok ! Ale co powinien powiedzieć w tej z konieczności krótkiej rozmowie, żeby osiągnąć cel ? Było bardziej prawdopodobne, że wzmógłby tylko zacięty upór Charlesa i Bóg wie, do czego by to doprowadziło ! Żadne inne przekonujące rozwiązania nie przychodziły mu do głowy, wprawiając Darcy’ego w niepokój i rozterkę. Wyglądało na to, że nie można było zrobić nic, tylko czekać, aż Bingley odłączy się od swojego towarzystwa.
Po tym niezadowalającym stwierdzeniu, apetyczne zapachy ze stołu bankietowego zaczęły działać na zmysły Darcy’ego. Wdzięczny, że nie ma do podejmowania żadnych ważnych decyzji oprócz tej, co chce zjeść, przesunął się razem z innymi do stołu, nałożył sobie na talerz i wziął kieliszek wina. Potem udał się na poszukiwanie swojej wizytówki wśród miejsc ciasno otaczających długie stoły. Jego wzrok ślizgał się tam i z powrotem wzdłuż rzędów, szukając wolnego krzesła, które wskazywałoby jego miejsce. Tam ! Darcy wypatrzył wizytówkę po przeciwnej stronie pobliskiego stołu, ale kiedy zmierzał w jego kierunku, jego uwagę przykuł dyg i falowanie przybranych kwiatami włosów. Spojrzał znowu na wizytówkę, a następnie na przeciwległą stronę stołu, spotykając zaskoczony, nieufny wzrok Elizabeth. Przemknęło mu przez głowę, że jego miejsce zostało wybrane celowo i to nie przez pannę Bingley. Spojrzał na przyjaciela. Charles ? Ktokolwiek to zaaranżował, nie można było tego zmienić. Drżąc z obawy postawił swój talerz i cicho usiadł naprzeciwko Elizabeth.

Alison - Czw 18 Sty, 2007 09:24

We are the champions my friend!!!! :banan:

Miałam na myśli siebie bom pierwsza i Bingley'a bo dobrze kombinuje. Darcy chyba przesadza, czy po paru tańcach i udanej konwersacji na jednym balu należy się od razu oświadczać, żeby nie skompromitować panny. Zawsze myślałam, że trzeba by się posunąć o wiele dalej ... :oops:

Ania1956 - Czw 18 Sty, 2007 09:44

Maryann napisał/a:
Spojrzał znowu na wizytówkę, a następnie na przeciwległą stronę stołu, spotykając zaskoczony, nieufny wzrok Elizabeth. Przemknęło mu przez głowę, że jego miejsce zostało wybrane celowo i to nie przez pannę Bingley. Spojrzał na przyjaciela. Charles ? Ktokolwiek to zaaranżował, nie można było tego zmienić. Drżąc z obawy postawił swój talerz i cicho usiadł naprzeciwko Elizabeth.




NO no no !!! ciekawe kto to zrobił ? Jak myślicie ? :lol:

Dione - Czw 18 Sty, 2007 10:21

Stawiam na Fletchera i jego kontakty ze służbą Netherfield.
Karoliny nikt ze służby nie lubił, a Lizzy po krótkiej bytności wszystkim pasowała.

Alison - Czw 18 Sty, 2007 10:22

Dione napisał/a:
Stawiam na Fletchera i jego kontakty ze służbą Netherfield.
Karoliny nikt ze służby nie lubił, a Lizzy po krótkiej bytności wszystkim pasowała.


Eee dam głowę, że to Bingley, cały czas robi w tym kierunku uwagi... :wink:

Dione - Czw 18 Sty, 2007 10:30

Bingley by chyba nie był tak odważny. Jakby coś siostra wywąchała.... Życia by chłopak nie miał
Maryann - Czw 18 Sty, 2007 10:47

Alison napisał/a:
Darcy chyba przesadza, czy po paru tańcach i udanej konwersacji na jednym balu należy się od razu oświadczać, żeby nie skompromitować panny. Zawsze myślałam, że trzeba by się posunąć o wiele dalej ... :oops:

Ali, Darcy chyba nie przesadza. Czytałam kiedyś taką zajmującą książeczkę o dobrych manierach w czasach JA.
Ponoć w ogóle nie było przyjęte, żeby kawaler tańczył z jedną damą więcej niż dwa razy na jednym balu (!), ale nawet takiemu kawalerowi trudno było się zorientować, czy panna jest zainteresowana rozwijaniem znajomości, bo było w bardzo złym tonie okazywanie sobie większego zainteresowania (dłuższe konwersaje - nawet publicznie, bardziej swobodne zachowanie), że o mówieniu sobie po imieniu, czy w ogóle o jakimś sam na sam (a o to chyba Ci chodziło) nie wspomnę. :wink:

Ulka - Czw 18 Sty, 2007 10:56

Maryann napisał/a:
przesunął się razem z innymi do stołu, nałożył sobie na talerz i wziął kieliszek wina. Potem udał się na poszukiwanie swojej wizytówki wśród miejsc ciasno otaczających długie stoły.

nie wiedziałam, że mieli coś w rodzaju szwedzkiego stołu...
Maryann napisał/a:
cicho usiadł naprzeciwko Elizabeth.

:mrgreen: "cicho usiadł" :mrgreen: widzicie go!

Trzykrotka - Czw 18 Sty, 2007 11:03

Alison napisał/a:
Zawsze myślałam, że trzeba by się posunąć o wiele dalej ... :oops:

To mi nasuwa całkiem śmiałe pomysły :twisted: . Cóż ten Bingley robił panience publicznie, ze groziłao to rychłymi zaręczynami?? :rotfl:

Marija - Czw 18 Sty, 2007 11:06

Pan Colins się pojawia; jestem na świeżo po ostatnim odcinku serialu D&U '95 - scena ślubu: pan Bingley z Jane (blondyn, ale za to wysoki), Lizzy z poślubionym właśnie panem Darcy (no comments, bo mi słabo :thud: ), a w ławkach kościelnych szczęśliwe pary małżeńskie, m. in. Charlotta z lubym Collinsem (też mi słabo, ale z innego powodu :? ??: :thud: ). I jak ona się czuła w takim towarzystwie, no jak?!!!!!
Marija - Czw 18 Sty, 2007 11:07

Trzykrotka napisał/a:
Cóż ten Bingley robił panience publicznie, ze groziłao to rychłymi zaręczynami?? :rotfl:
Czyżby ją podszczypał? :shock:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group