Literatura - Proza i poezja - Bluszcz
Tamara - Sob 10 Sty, 2009 14:37
Za to "burdelowe mięso armatnie" to bym faceta i jeszcze parę torturek na specjalne zapotrzebowanie dołożyła *pieni się z zimnej furii i szykuje narzędzia*
Anaru - Sob 10 Sty, 2009 14:41
W dzisiejszych czasach to widzę, że trudno nawet cichcem działać w tym zakresie. Nigdy człowiek nie wie, kiedy jego fota lub ocena się znajdą na jakimś forum, opunktowane.
Wiem, że określenie nieco uwłaczające, ale to mimo wszystko nie jest bardzo nobilitujący zawód i trudno oczekiwać od przeciętnego klienta wielkiego szacunku. Tak de facto - chce hmm - "mięsa", to płaci i dostaje . I nie szanuje.
Gosia - Sob 10 Sty, 2009 14:43
Ciekawe, jakby się taki jeden z drugim czuł, jakby te panienki zaczęły ich w necie opisywać i przydzielać im punkty
Tamara - Sob 10 Sty, 2009 14:52
Tak , ale człowiek , który jest w stanie coś takiego w ogóle powiedzieć o kimkolwiek , nigdy nikogo nie będzie szanował . Wiadomo , że prostytutka jest prostytutką , ale traktowanie jej jak kawał mięsa to już przesada - to nie tak , że skoro płacę to mogę zrobić wszystko - pobić , zgwałcić czy coś . To też jest człowiek . A skoro takiemu się chce mięsa armatniego , niech sobie lalkę w seks-shopie kupi , będzie absolutnie posłuszna . W krajach , gdzie prostytutki maja swoje związki zawodowe ( brzmi to śmiesznie , ale tak jest) , klient nie zostanie obsłużony , jeżeli nie będzie się odpowiednio zachowywał . Tam większość prostytutek a zwłaszcza te zrzeszone , wykonuje ten "zawód" z własnej woli i chęci , a u nas masa jest do prostytucji zmuszana i nie ma szans na żadną obronę przed brutalnym klientem , który może nawet taką dziewczynę tak skatować , ze będzie kaleką do końca życia . Tak jest w agencjach .
Anaru - Sob 10 Sty, 2009 15:11
| Tamara napisał/a: | | Tak , ale człowiek , który jest w stanie coś takiego w ogóle powiedzieć o kimkolwiek , nigdy nikogo nie będzie szanował |
To nie był przypuszczalnie super wyrafinowany klient i niestety z czymś takim prostytutki muszą się liczyć . Klienci są różni, nie każdy kupi kwiaty czy zabierze na kolację, większość chce je po prostu przelecieć, czasem przelecieć cokolwiek, jak to się mówi "ulżyć sobie". Sama zobacz jak przeróżnie były te kobiety opisane i jak różnie je ci faceci traktowali. I jak różne mieli wymagania. Mnie najbardziej zaszokował ten aż tak wyposzczony, że się za tą "żłopiąca piwsko" wziął. Chyba, że chciał odmiany, jak ten (chyba?) król, który chciał brudnej wieśniaczki, a jak dostał umytą, to stwierdził, że mu ją zepsuli. Nie pamiętam już kogo to dotyczyło, historycy pewnie lepiej wiedzą .
Trudno tu w gruncie rzeczy oczekiwać traktowania z szacunkiem i atencją - to taka branża, pewnie te bardziej luksusowe przynajmniej w bezpośrednich relacjach są inaczej traktowane. A jak to się ma z tirówkami czy panienkami gdzieś w parku, garsonierze, kątem gdziekolwiek, w samochodzie?
A że chamstwa jest dużo, no cóż...
Tamara - Sob 10 Sty, 2009 17:36
To był chyba Ludwik XIV , który zażądał dziewczyny wiejskiej , a na wyszorowana powiedział "Zepsuli mi ją "
Anaru , zgadza się , mnie tylko wkurza taka postawa : robisz to i to - więc nie jesteś człowiekiem tylko narzędziem do zaspokojenia i można traktować cię jak kawałek plastiku . To przede wszystkim świadczy o postawie wygłaszającego taką opinię . Taki człowiek każdego będzie traktować jak śmiecia , który opłacony ma zrobić dokładnie to , czego ten sobie życzy , niezależnie od okoliczności i możliwości : czy to będzie prostytutka , czy sprzedawczyni w sklepie , nauczycielka jego dziecka czy lekarz . To po prostu wyraz postawy życiowej wyjątkowych prymitywów , której z całej duszy nie cierpię , bo jest wyrazem pogardy dla wszystkich .
Gosia - Sob 10 Sty, 2009 18:54
Przeczytałam kolejne strony Bluszcza: Natalię Jaroszewską i reportaż "Bezrobocie".
Nie wiem jak oceniacie ten reportaż, ale mi trochę nie podobała się ta formuła posługiwania się inicjałem: N., D, K. itd. Pewnie miało to czemuś służyć, pewnie odosobowieniu bohaterów tej historii, ale jakoś mnie to raziło.
Artykuł mówi o różnych obliczach bezrobocia, że bez pracy może się znaleźć każdy, niezależnie od wykształcenia i sytuacji finansowej.
Historia Jana, którego oszukała żona z córką jakoś mnie do końca nie wzrusza, bo czy on był takim znowu aniołem, jeśli one posunęły się do czegoś takiego? Mam wrażenie, że opowiedziana przez niego historia jest niekompletna. Jak odnosił się do nich? Jak wyglądało ich życie? Oczywiście nie usprawiedliwiam tego, co zrobiły, ale jednak mam jakieś wątpliwości co do niego...
Gosia - Sob 10 Sty, 2009 19:06
A może poczekać na fragmenty tłumaczenia N&S? Czy będzie dobre...
Tak jak wspomniałam wyżej, ja bym widziała w tym piśmie jakiś literacki przedruk z epoki - XIX-XX wiek, polska literatura oczywiście.
Mag, jeszcze nie przeczytałaś nowego Bluszcza?
Admete - Sob 10 Sty, 2009 19:44
Mag ja to bym chciała od razu N&S jako ksiażkę, a nie fragmenty w gazecie
Tamara - Sob 10 Sty, 2009 20:02
Lepszy rydz niż nic , mogą być na początek i fragmenty . Popieram dezyderat Gosi i ponawiam prośbę o rozszerzenie działu starych robótek i w ogóle "Ze starego Bluszczu" i więcej stylowej oprawy graficznej - winietki , ilustracje itp.
Gosia - Nie 11 Sty, 2009 09:26
Stawiam na dwie strony góra w numerze. I myślę, że wybiorą coś z pierwszego rozdziału, może początek? O tym drapowaniu szala na Margaret i ślubie Edith. Może rozmowa z Henrym, może jego oświadczyny w Helstone?
Potem coś ze środka - np. spotkanie Margaret z Thorntonem.
Nie sądzę by zamieścili fragmenty z Higginsowych rozdziałów No i końca - w ramach niespoilerowania też nie pokażą z pewnością.
Jeśli chodzi o Bluszcza wydaje mi się grubszy (nie mogę teraz porównać grubości) i bardziej różnorodny. Prawdopodobnie chcą, żeby każdy znalazł w nim coś dla siebie.
Saszetkę zapachową z numeru grudniowego (faktycznie była mocna) schowałam do szafy
P.S. Prawdę mówiąc współczesna literatura i sztuka mniej mnie interesują. W związku z tym ciężko będzie im wszystkich zadowolić
Tamara - Nie 11 Sty, 2009 12:08
Woń owa saszetka ma pierwszorzędnej mocy - jeszcze mi pachnie w przedpokoju
Anonymous - Nie 11 Sty, 2009 12:09
mi książki wonieją tym... a po pewnej przygodzie z beherovką za takimi ziołowymi miksturami nie przepadam to co rusz mnie mdli... ale już wiem gdzie jest Rossman i przy okazji udam się... po inny zapach
Gosia - Nie 11 Sty, 2009 13:09
Dlaczego więc wydawało mi się, że jest grubszy? Chyba to było podświadome, ale jakoś wydawał mi się też cięższy...
Pewnie to przez ten ciężar gatunkowy- artykuł "Dom Elizabeth Gaskell".
Caroline - Sob 17 Sty, 2009 22:28
Ja też kupiłam "Bluszcz", dla Gaskell oczywiście. Tekst jest beznadziejny!!! W życiu nie sięgnęłabym po jej książkę po czymś takim. W ogóle nie doczytałabym tego badziewnego artykułu do końca. "Na jej twarzy pojawił się rumieniec.", "Przysiada na krawędzi łóżka i wzrusza się, chłonąc nieobecność przyjaciół." Żałosne.
Natomiast sam Bluszcz mnie zaskoczył, dopiero zaczynam go czytać. Tekst o Worthie (jak się go odmienia?) niezły i przypomniał mi "Wszystko dla Pań". Przejrzałam kilka recenzji książek. Jest Gapiszon W ogóle jestem pod wrażeniem ilości materiału zgromadzonego w jednym numerze, naprawdę imponujące. Nie żeby jakoś fascynowała mnie metamorfoza Joanny Brodzik z bohaterki Pudelka w felietonistkę i krytyka literackiego, ale grono piszących dla Bluszcza robi wrażenie.
Gosia - Sob 17 Sty, 2009 23:00
Nie będę zbytnio polemizować, ale dla mnie tekst o Gaskell nie był ani beznadziejny, ani badziewny, ani żałosny, jednak mogłabym o nim powiedzieć, że był zbyt ogólny, za mało szczegółowy, może troszkę infantylny.
Życie Gaskell było przedstawione nieco idyllicznie, a przecież wiadomo, że straciła dziecko i była tym załamana, dlatego też zaczęła pisać.
Artykuł miał konwencję quasi-literacką (którą oczywiście można krytykować) i tak go przyjęłam. Pewne sformułowania były niezręczne, ale nie będę się czepiać. Jakiś krok do rozpowszechnienia choć minimalnej wiedzy o tej autorce został zrobiony. Czy to kogoś zachęci do czytania powieści N&S? To się okaże.
Jestem ogromnie ciekawa ich tłumaczenia powieści.
A akurat początek powieści i wszystkie w nim sformułowania znam doskonale
Gosia - Nie 18 Sty, 2009 00:02
| Mag13 napisał/a: | | W Bluszczu granica między fikcją a innymi tekstami jest niewyrazista.... |
Niestety, to prawda...
Caroline - Nie 18 Sty, 2009 14:47
Pewnie na złą opinię o tym tekście miała wpływ moja ogólnie niska odporność na beletryzowane biografie. Do tego ten tekst jest tak pretensjonalny, że zęby bolą i moim zdaniem nic wartościowego o autorce, ludziom, którzy jej nie znają, nie mówi.
Nawet trzymając się biografii Gaskell - można było napisać o jej dzieciństwie i prawdopodobnym wpływie trudnych relacji z macochą na jej twórczość. (Niezwykle interesujący i psychologicznie wiarygodny wątek relacji macocha-córka-przybrana córka z "Żon i córek"). Można było podeprzeć się nazwiskiem Dickensa, żeby jakoś zakotwiczyć Gaskell w pamięci czytelnika i opisać ich znajomość na gruncie zawodowym i prywatnym. Można było powiedzieć o "Cranford", genialnej małej książce, świadectwie nostalgii za Południem - mitycznym, choć przedstawionym z przymrużeniem oka. Można było powiedzieć, że Gaskell stworzyła kilka wspaniałych kobiecych portretów tak rzadko spotykanych w literaturze XIX wieku, zdominowanej jednak przez dość konwencjonalne, "męskie" widzenie kobiet. Wreszcie, można było powiedzieć, że Gaskell jest właściwie autorką mitu rodzeństwa Bronte, ale też wspomnieć o kontrowersjach z tym związanych. Pisze o tym między innymi Ewa Kraskowska w "Siostrach Bronte".
Poza tym z różnych biografii Gaskell wyłania się obraz kobiety szalenie aktywnej, zapracowanej, zaangażowanej i dość twardo stąpającej po ziemi, a to, co jest w Bluszczu, te wszystkie sentymentalne wtręty, tworzą portret pisarki, którym mogłaby się zachwycić może 12-letnia egzaltowana Ania Shirley (bez obrazy dla Ani, taki jej urok).
Oczywiście cieszę się, że powstał tekst o Gaskell, z niecierpliwością czekam na lutowy numer z tłumaczeniem. Żałuję tylko, że ta jaskółka jest tak słabiutka.
Gosia - Nie 18 Sty, 2009 20:06
Ten artykuł jest ukłonem w naszą stronę oraz w stronę miłośniczek Gaskell i N&S, a jak wiadomo darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby (jakkolwiek to brzydko brzmi...), bo to ani ładnie ani politycznie.
Dlatego nie krytykowałabym tak bardzo tego artykułu, tym bardziej, że nie pisała go na pewno osoba, która dogłębnie zna postać tej pisarki. Ciekawa jestem najbardziej, jak on powstał i na czym autorka się opierała.
Oczywiście to nie znaczy, że mamy nie oczekiwać jak najlepszego produktu i twoje uwagi są generalnie słuszne.
Mam nadzieję, że w następnym numerze będzie wzmianka o tym, jak powstała powieść N&S, że pierwotnie ukazywała się w odcinkach w czasopiśmie Dickensa "Household Words" - to przynajmniej zakotwiczy jakoś tę powieść w czasie i podniesie jej rangę w oczach nieznających twórczości Gaskell polskich czytelników.
Przy tym wszystkim, mam wrażenie, że zamieszczane fragmenty N&S będą na tyle się różniły językiem i fabułą od całej reszty pojawiającej się tam prozy, że samo to zachęci do niej czytelniczki. Mnie by zachęciły, zwłaszcza w porównaniu do prozy domorosłych (i samozwańczych) "pisarzy".
Caroline - Nie 18 Sty, 2009 22:19
| Gosia napisał/a: | | Ten artykuł jest ukłonem w naszą stronę oraz w stronę miłośniczek Gaskell i N&S, a jak wiadomo darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby (jakkolwiek to brzydko brzmi...), bo to ani ładnie ani politycznie. | Toś mi przywaliła, Gosiu!
Podkreślam - bardzo się cieszę, że redakcja Bluszcza dostrzegła potencjał w E.Gaskell i zdecydowała się na publikację fragmentów tekstu i artykułu. I nie zgadzam się z tym koniem, z jednego podstawowego powodu - ten tekst nie pojawił się dla NAS, garstki wielbicieli zgromadzonych na tym forum (nawet jeśli z inspiracji jednej z nas - chwała jej za to! )! Tylko dla iluś tam tysięcy czytelników Bluszcza, którzy prawdopodobnie o Gaskell nie słyszeli. I dlatego tak mnie to wkurza, że dostali coś tak słabego o tak nietuzinkowej i ciekawej postaci. Nie uważam też by grzechem była krytyka. Pierwsza padłabym do stóp autorce, gdyby napisała test dobry. Nawet, gdyby z powodu "świeżej" wiedzy o Gaskell popełniła jakieś błędy. Nie wiemy tak naprawdę jaka jest ta jej wiedza o E.Gaskell, jeśli tak jak sugerujesz niewielka - tym gorzej to o niej świadczy. Czy moja krytyka była niepolityczna? Nie wiem do końca co masz na myśli, nie napisałam przecież do Bluszcza "jeśli macie publikować gnioty, nie publikujcie wcale". Nawet jeśli ktoś z Bluszcza śledzi to forum, mam nadzieję, że jasne jest dla niego, jak bardzo cieszymy się, że E.Gaskell wychodzi do szerszego czytelnika niż to forum. Czy moja krytyka jest nieładna? Ja za nieładne uważam produkowanie tekstu o pisarce, której się nie poznało za dobrze (prawdopodobnie), bo zaznało się przypływu weny po (prawdopodobnie) wizycie w jej domu.
Dla mnie cała sytuacja przypomina wszystkie akcje z kiepskimi wydaniami na DVD seriali, Epolpol zgrzeszył w N&S literówkami, za które został na tym forum ostro zjechany. Gdyby wydał N&S pocięte, bez dodatków, ze słabym dźwiękiem, słabym tłumaczeniem i jeszcze gorszymi ortografami, też powinnyśmy nie krytykować nawet na forum, bo to "nieładne, niepolityczne" i trzeba się cieszyć, że w ogóle jest?
Też mam nadzieję, że tekst N&S w Bluszczu przemówi sam za siebie. Trzymam usilnie kciuki i już nie mogę się doczekać.
Harry_the_Cat - Nie 18 Sty, 2009 22:28
Zgadzam się z Caroline.
Wdzięczność wdzięcznością, ale jeśli Bluszcz chce być traktowany jako poważny magazyn (a wydaje się, że ma takie aspiracje), to taka krytyka jest jak najbardziej na miejscu.
Gosia - Nie 18 Sty, 2009 22:44
Gdyby Epelpol "wydał N&S pocięte, bez dodatków, ze słabym dźwiękiem, słabym tłumaczeniem i jeszcze gorszymi ortografami" moja reakcja byłaby z pewnością inna niż była.
Kiedy się dowiedziałam, że zamierzają wydać polskie DVD napisałam do nich, by się upewnić czy wydadzą całość filmu, wraz z dodatkami, (otrzymałam takie zapewnienie) i tak się też stało - dostaliśmy wydanie pełne (w przeciwieństwie do wydań innych filmów. kostiumowych by BestFilm - np. Rozważna i Romantyczna itd).
A o obecnych w napisach do N&S literówkach sama pisałam na forum.
Tekst zamieszczony w Bluszczu nie jest rewelacyjny, ale nie jest zły. Jeśli ktoś, żeby go napisać, wybrał się do domu Gaskell, chylę przed nim czoło, bo zadał sobie ten trud.
Nie wiem, jak artykuł powstał, jestem tego niezmiernie ciekawa, a moja uwaga o tym, że nie pisała go osoba, która zna gruntownie twórczośc Gaskell, poza lekturą samego artykułu, pochodzi też z domniemania, że tekst przygotowała dziennikarka, a nie anglistka.
Caroline - Nie 18 Sty, 2009 22:58
| Gosia napisał/a: | | Gdyby Epelpol "wydał N&S pocięte, bez dodatków, ze słabym dźwiękiem, słabym tłumaczeniem i jeszcze gorszymi ortografami" moja reakcja byłaby z pewnością inna niż była | No właśnie, ja uważam ten tekst za takie właśnie "pocięte" N&S.
BTW. Też pamiętam, jak pisałaś do Epelpolu Może po części dzięki temu wydanie było niezgorsze?
Gosia - Nie 18 Sty, 2009 23:19
Najlepiej kilkustronnicowy
Dzięki, Mag, zobaczymy jaka będzie reakcja i czy uwzględnią Twoje uwagi.
Edit:
Jeśli mój list do Epelpolu przyczynił się do tego, że dostaliśmy pełne wydanie N&S na DVD, to się z tego niezmiernie cieszę. W każdym razie zauważyli, że ten film ma grupę fanów, którzy czekają na niego z utęsknieniem i będą potencjalnymi klientami, jeśli produkt będzie dobry. Szkoda tylko, że nie ustrzegli się literówek i ortograficznych błędów..
Anaru - Nie 18 Sty, 2009 23:19
| Mag13 napisał/a: | | No to się muszę przyznać do czegoś - 12 stycznia,a zatem prawie przed tygodniem - wysłałam liścik do naczelnej Bluszczu |
Ty jesteś niesamowita
| Caroline napisał/a: |
ten tekst nie pojawił się dla NAS, garstki wielbicieli zgromadzonych na tym forum (nawet jeśli z inspiracji jednej z nas - chwała jej za to! )! Tylko dla iluś tam tysięcy czytelników Bluszcza, którzy prawdopodobnie o Gaskell nie słyszeli. |
Jako jedna z tych, co to o niej słyszeli i wiedzą, że jest, ale się nie znają , chyba powinnam sobie ten tekst przeczytać. Błędów merytorycznych nie zauważę najprawdopodobniej, za to może czegokolwiek się dowiem i zobaczę jak odbierają tekst ludzie, którzy o Gaskell nie mają pojęcia . Ciekawa jestem.
Chyba poszukam gdzieś Bluszczu w jakiejś bibliotece.
|
|
|