To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

asiek - Pon 21 Kwi, 2008 18:21

Admete napisał/a:
Może interesują Cię filmy wojenne? Lewis jest genialny w Kompanii braci - serialu Spielberga i Hanksa o II wojnie światowej

Miałam okres fascynacji kinem wojennym, ale ostatnio nie ciągnie mnie do widoku pól bitewnych. :wink: Dzięki Admete. :kwiatek:

praedzio - Pon 21 Kwi, 2008 18:23

Mi się wydaje, że Aśkowi spodobałoby się Colditz... Ot, przeczucie... :P
asiek - Pon 21 Kwi, 2008 18:31

praedzio napisał/a:
Mi się wydaje, że Aśkowi spodobałoby się Colditz... Ot, przeczucie...

Mówisz ? :mysle: :wink: Poczytam Wasze recenzje i dam znać. :-D

migotka - Śro 23 Kwi, 2008 14:51

wczoraj w KOCHAM KINO była Gattaca - Szok przyszłości

film bardzo mi się podobał, może dlatego, że realnym wydaje mi się wybieranie najlepszych genów w zapołodnieniach pozaustrojowych przy dzisiejszym postępie metody invitro

Film opowiada o świecie, w którym manipulacje genetyczne i zapłodnienia in vitro są codziennością do tego stopnia, że naturalne zapłodnienie stało się rzadkością. W świecie tym większość ludzi może sobie pozwolić na "zaprogramowanie" genomu własnego dziecka. Co więcej, presja społeczna sprawia, że inne wyjście jest bardzo ryzykowne.

DNA każdego dziecka jest badane i sprawdzane tuż po urodzeniu, pod kątem m.in. spodziewanych uzdolnienień dziecka, prawdopodobieństwa wystąpienia różnych chorób i spodziewanej daty śmierci. Badania genomu są powszechne przy próbach ubezpieczenia się czy braniu kredytu. Pracodawcy nie patrzą również na CV osób starających się o przyjęcie, bo do wszystkiego wystarczy im badanie. Formalnie takie praktyki są niedozwolone, ale oczywistym jest, że ktoś, kto nie jest wynikiem inżynierii genetycznej, może liczyć co najwyżej na posadę zamiatacza ulic.

Główny bohater filmu Vincent (Ethan Hawke), to jeden z tych ludzi, których poczęcie odbyło się tradycyjnymi metodami - na tylnym siedzeniu samochodu (Buick Riviera). Badania przeprowadzone zaraz po urodzeniu wykazały u niego wadę serca, co miało przekreślić jego jakąkolwiek karierę w życiu.

Natomiast marzeniem Vincenta jest podróż w kosmos. Zaczyna konsekwentnie realizować swoje marzenie - na początku znajduje pracę sprzątacza w instytucie lotów kosmicznych. Zaprzyjaźnia się z byłym pływakiem, aktualnie poruszającym się na wózku (chciał popełnić samobójstwo), który oferuje mu swoją pomoc - oddaje swoje próbki krwi, moczu, skóry, włosów, dzięki czemu Vincent jest - według badań - zdrowym, pełnowartościowym (VALID) człowiekiem. Pozwala nawet na nagranie bicia swego serca i podrobienie dokumentów, dzięki którym Vincent, jako pełnoprawny osobnik może pracować na stanowisku, które sobie wymarzył. Vincent musi pokonać wiele trudności, by w końcu zostać jednym z członków ekipy wyprawy kosmicznej.

Nazwa tytułowej firmy Gattaca pochodzi od skrótów literowych oznaczających zasady azotowe występujące w DNA (G - guanina, A - adenina, T - tymina, C -cytozyna).

za: wikipedia

Admete - Śro 23 Kwi, 2008 16:34

Idziak robił tam zdjęcia. Całkiem mądry film.
migotka - Czw 24 Kwi, 2008 08:58

obejrzałam Luthra (2003)

Film opowiada historię Marcina Lutra, księdza i profesora teologii na uniwersytecie w Wittenberdze, który twierdził, iż wierni sami powinni studiować Biblię, nie muszą odmawiać określonej liczby modlitw czy uczeszczać na nabożeństwa. Tym samym podważył całą organizację Kościoła rzymskokatolickiego. Ogłoszonymi przez siebie 95 tezami zjednał sobie opozycję kościelną, ale naraził się papiestwu. Usunięto go z Kościoła katolickiego i zagrożono klątwą. Cesarz Karol V rozkazał mu wyrzec się swoich przekonań. Luter, mimo iż groził mu stos, pozostał wierny swym przekonaniom. Szczęśliwie poparli go i wzięli po opiekę władcy Saksonii. Jego wystąpienie dało początek wojnom religijnym, rozpadowi Kościoła rzymskokatolickiego i powstaniu Kościołów narodowych, z luteranizmem na czele.

reżyseria: Eric Till
scenariusz: Camille Thomasson, Bart Gavigan
obsada: Joseph Fiennes, Alfred Molina, Jonathan Firth
szczegóły: dramat, Niemcy, 2003, 120 min
strona oficjalna: www.lutherthemovie.com

http://www.stopklatka.pl/...k&sekcja=mmedia zwiastun

http://www.imdb.com/title/tt0309820/

Sofijufka - Czw 24 Kwi, 2008 09:56

No i co? Jak imc Lutra oceniasz? Mnie to zdenerwowało - robienie z niego protestanckiego świętego, który wylewa łzy z powodu rozlewu krwi. O ile pamiętam -wcale go tak nie bolało. Nie ma tez ani słowa, że był wojującym antysemitą... No i nie wiem, czy J,F. jest dobrze obsadzony...
Najbardziej podobał mi się Jonathan Firth, brat Colina, jako kardynał....
No, ale pieknie fotografowany, stroje też...

asiek - Czw 24 Kwi, 2008 13:09

Mnie ten film baaardzo sie podbał, głównie z uwagi na znakmitą grę JF. Film obejrzalam 2x. :-) :-D Co do rzetelności przedstawionej biografii, to no coments,...Rzadko scenarzysta i reżyser stają na wysokości zadania vide Becoming Jane. :?
Sofi, a dlaczego uważasz, że obsada JF w roli Lutra, to pomyłka ? :mysle:
Chodzi o charakter postaci, czy nie przepadasz za gościem ? :-)

migotka - Czw 24 Kwi, 2008 15:18

Sofijufka napisał/a:
No i co? Jak imc Lutra oceniasz? Mnie to zdenerwowało - robienie z niego protestanckiego świętego, który wylewa łzy z powodu rozlewu krwi. O ile pamiętam -wcale go tak nie bolało. Nie ma tez ani słowa, że był wojującym antysemitą... No i nie wiem, czy J,F. jest dobrze obsadzony...
Najbardziej podobał mi się Jonathan Firth, brat Colina, jako kardynał....
No, ale pieknie fotografowany, stroje też...



Faktem jest, że film wychwala Lutra.Powiedziałabym, że jest gloryfikacją jego działalności. Wiele jest jednak wątków historycznych jak np. wojny religijne (chłopskie), sprzedawanie odpustów, nepotyzm, Wormancja etc. Można obejrzeć.
Aktor moim zdaniem ma za słabą osobowość do tej roli. Bez przebicia. Powinna siła od niego tryskać. Za mdły.

praedzio - Czw 24 Kwi, 2008 15:22

Nie miałam okazji oglądać tego filmu, a wiem, że grał tam między innymi Benjamin Sadler. Jak się spisał? :)
migotka - Czw 24 Kwi, 2008 15:37

praedzio napisał/a:
Nie miałam okazji oglądać tego filmu, a wiem, że grał tam między innymi Benjamin Sadler. Jak się spisał? :)

tak jako Georg Spalatin, prawde mówiąc najbardziej mi się podobał, może dlatego że przystojny:) grał sekretarza księcia Fryderyka





http://www.luter.pl/index.php?D=4

Admete - Czw 24 Kwi, 2008 15:40

Wiedziałyście, że zrobili film na podstawie tej książki?
Alexander McCall Smith
Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1

http://czytelnia.onet.pl/0,5046,0,1,nowosci.html

Właśnie się dowiedziałam - ale nie widziałam:

http://www.imdb.com/title/tt0874957/

praedzio - Czw 24 Kwi, 2008 15:46

Cytat:
tak jako Georg Spalatin, prawde mówiąc najbardziej mi się podobał, może dlatego że przystojny:) grał sekretarza księcia Fryderyka

Hmmm... To może się skuszę i obejrzę, choć niezbyt mam ochotę na Lutra podanego na talerzu z lukrem i powidłami... ;) Z góry przepraszam jeśli kogoś uraziłam. To pozostałość po słownych utarczkach z moim bratem, który jest z wyboru protestantem. ;)

Admete - Czw 24 Kwi, 2008 15:53

Taa..Mój brat, który też jest protestantem polecał mi ten film ;-)
asiek - Czw 24 Kwi, 2008 15:56

praedzio napisał/a:
niezbyt mam ochotę na Lutra podanego na talerzu z lukrem i powidłami

Oj, w filmie lukru sporo, :wink: ale mnie to nie przeszkadzało w odbiorze...Może dlatetgo,że nie jestem związana z żadną religią. :wink:

praedzio - Czw 24 Kwi, 2008 16:02

Admete napisał/a:
Taa..Mój brat, który też jest protestantem polecał mi ten film ;-)

Ciekawe, czemu... :P Mój nawet ma na stanie ten film. A to postawi oczy, jak go poproszę o pożyczenie. :lol:
Cóż, nie takie rzeczy się oglądało, żeby zobaczyć ulubionego aktora. ;)

Admete - Czw 24 Kwi, 2008 16:03

Mój mi go nawet pożyczył, ale leży sobie i czeka ;-)
Trzykrotka - Czw 24 Kwi, 2008 21:35

Admete napisał/a:
Wiedziałyście, że zrobili film na podstawie tej książki?
Alexander McCall Smith
Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1

http://czytelnia.onet.pl/0,5046,0,1,nowosci.html

Właśnie się dowiedziałam - ale nie widziałam:

http://www.imdb.com/title/tt0874957/

Chętnie zobaczyłabym. Na wakacjach przeczytałam całą serię Kobiecej Agencji Detektywistycznej. Pomysł był bardzo świeży: nie dość, że kobieta prowadzi śledztwa, to jeszcze jest to tęga Murzynka w średnim wieku, w dalekiej Botswanie :-D

Zbieram się w sobie, żeby napisać wreszcie o Nyfes. Obejrzałam go przedwczoraj, spłakałam się i ciągle mam w głowie jego obrazy.
To jest prosto opowiedziana, bardzo smutna historia. Smutna, ale nie przygniatająca do ziemi, a to uwielbiam - taki piękny smutek. Ostatecznie Niki spełniła nadzieje swojej rodziny i nie przyniosła nikomu hańby. Jej mąż okazał się dobrym człowiekiem. Znalazła dom, ładny i zasobny. Na pewno mogla niedługo sprowadzić następną pannę ze swojej rodziny do Ameryki - tyle ich czekało na swoją kolej... A przecież wiemy, że naj-najcenniejszy w tego wszystkiego jest list od Normana: jej jedyny list miłosny (jaki piękny!). Scena, w której Norman wyznaje Niki miłość, a ona wręcz wije się z bólu, opowiadając mu o tych zastępach kobiet, których los zależy od niej, jest przejmująca i przepięknie, bardzo prawdziwie zagrana. Rozumiem jej poświęcenie, doskonale rozumiem, ale nie mogłam nic na to poradzić, ze miałam przez moment nadzieję, ze to się skończy inaczej, że siwowłosa Niki nie spodoba się narzeczonemu, ze jeszcze jest czas wszystko zmienić.
Tkwi mi też w głowie czerwona sukienka Haro spływająca z relingu tak, jakby nic wielkiego się nie wydarzyło. W ogóle podobała mi się postać Haro, jej delikatna uroda, pieśni, wrażliwość.
Niki była ponad wszelkie pochwały: twarda, odważna, szlachetna, pełna dobroci i uczuć - skarb z Samotraki. Kapitalna aktorka, piękna, choć nie tę powszechnie uznawaną amerykańską urodą.
Przepiękne były wszystkie ujęcia pokazujące kobiety jako grupę: one - Greczynki, Turczynki, Rosjanki, wypatrujące w porcie okrętu, potem ubrane w białe suknie i czekające na Normana, stłoczone za bulajami, patrzące na Statuę Wolności i swoją nową ojczyznę, siedzące razem na dolnym pokładzie... Serce sie kroiło na myśl o tym, co musiały przejść i jak niepewny los je czekał. Już scena z kuzynkami i siostrami Niki chwytała za gardło: te dziewczyny i ich rodzice, wszyscy z nadzieją, ze tym razem poszczęści się ich córce i zostanie wysłana jak paczka za ocean. Okropne. A najgorsze, ze to sie dzieje nadal. Oglądałam niedawno dokument o Rosjankach wychodzących za mąż per procura, nie znając swoich mężów, byle tylko wyjechać z własnego kraju.
Wątek miłosny poprowadzono wyjątkowo subtelnie, delikatnie.
Jakoś trudno mi się pisze o Nyfes. Po prostu, zobaczcie go, to piękny film.

praedzio - Czw 24 Kwi, 2008 21:45

Dziękuję, Trzykrotko, za piękną recenzję - pisaną prosto z serca. :D Dla ciebie: :kwiatki_wyciaga:
asiek - Czw 24 Kwi, 2008 21:50

Trzykrotko, piękna recenzja. :kwiatek:
Admete - Czw 24 Kwi, 2008 21:59

Trzykrotko bardzo się cieszę, że film wywarł na Tobie takie wrażenie. Jest w nim wszystko, co kocham w dobrych filmach. Jest dla mnie czymś wyjątkowych. Niezbyt często odkrywa się takie skarby.
BeeMeR - Sob 26 Kwi, 2008 00:39

W stronę Słońca (Sunshine) - 2007

hmmm... taki sobie futurystyczny film :| nic odkrywczego.
Ekspedycja rusza w kosmos, żeby uratować gasnące Słońce - bo poprzedniej się nie udało... Były już filmy w tym stylu - tylko najczęściej trzeba było zestrzelić jakiś meteor, zagrażający Ziemi. :roll:
No i pojawiał się już motyw poprzedniej wyprawy, z którejś ktoś przeżył/ewoluował i teraz rozrabia (bądź nie :P )....

Trochę widać nawiązania jakby do Katedry Bagińskiego, trochę do Pitch Black - Kronik Riddicka (ucieczka przed słońcem/wyjście naprzeciw słońcu). Nawet Cilliam Murphy, którego lubię - tu jaoś nieszczególnie wypadł :| Nie bardzo polecam - ot, zwiększyło mi się miejsce na dysku :mrgreen: .

Caitriona - Sob 26 Kwi, 2008 13:07

BeeMeR napisał/a:
W stronę Słońca (Sunshine) - 2007

Ja też nie polecam. Nic tego filmu nie ratuje - ani Cillian, ani Mark Strong (nawet go dobrze nie widać w tym filmie, ale moze to nawet lepiej :roll: ), ani cała historia, ani zdjęcie - no nic go nie ratuje. Nie warto.

Trzykrotka - Wto 29 Kwi, 2008 20:35

Będę coś polecać i to bardzo gorąco :-D . Chyba mamy z Miłoszem szczęście, albo nosa, bo znowu obejrzałyśmy wspólnie piękny film.
Meduzy, kolejny zakup Gutek Films, film z Izraela, reklamowany jako porywający wizualnie, zbiorowy portret mieszkańców Tel-Awiwu.
Powiem od razu: ani zbiorowy portret, ani porywający wizualnie. Znam to miasto. Wiem, ze nie należy ani do najczystszych ani do najpiękniejszych na świecie, ale potrafi być wspaniałe. Ma kilometry szerokich plaż, ogromne, turkusowe morze, niesamowitą, egzotyczną roślinność, nowoczesne budynki. W Meduzach wszystko jest odrapane, nędzne, szarawe, hałaśliwe, jakby przybrudzone. Na tle niezbyt pięknej scenerii oglądamy film o samotności w wielu odsłonach. Jest wielu bohaterów, a właściwie - bohaterek, snujących się po ekranie, próbujących coś zrobić ze swoim życiem, usiłujących rozmawiać, ale nie mogących nawiązać kontaktu, jakby mówiły przez szybę. Portret zbiorowy - może tak, bo mamy tu i młode, samotne kobiety żyjące w wynajętych norach, starą kobietę mówiąca po hebrajsku z twardym, niemieckim akcentem, Filipinkę na saksach w dalekim obcym kraju, którego języka nie zna, pannę młodą, zamożną poetkę, aktorkę, bulimiczkę. Wszyscy są samotni, nawet młoda para w podróży poślubnej. Film jest niespieszny, chłodny, ale tylko do czasu. Po raz pierwszy od dawna ropłakałam sie w czasie seansu. Bo w pewnym momencie te wszystkie samotności i smutki zaczynają znajdować swoje spełnienie w dobroci okazanej innemu człowiekowi. Kobieta zazdrosna o męża i bardzo dotąd bierna, rozcina sobie gips na złamanej nodze, żeby biec na pomoc innej kobiecie, oschła, twarda niemiła staruszka okazuje morze wrażliwości swojej cudzoziemskiej opiekunce, nie ufająca nikomu dziewczyna zostaje uratowana i przygarnięta przez drugą, nie ufającą nikomu dziewczynę i razem spotykają lodziarza - tego samego, u którego mama zawsze obiecywała kupić lody na plaży, kiedy będzie wracał, a on nigdy nie wracał.
Piękny, trochę senny, trochę smutny, ale niezwykle optymistyczne film. idźcie koniecznie. Wyszłyśmy obie wzruszone i uśmiechnięte.

miłosz - Wto 29 Kwi, 2008 21:33

ja sobie dzis podreptałam do kina z 3krotka na 'meduzy" - w kinach posucha dramatyczna a tu GF zaaplikował kinematografie niezwylke u nas rzadką wprost z Izraela. Brzydki, brudny i biedny Telaviv, kilkoro ludzi - historie prosto z życia - smutne czasem zabawne, wzruszające - młode małżeństwo, biedna dziewczyna - czekająca na lodziarza, fotografka weselna, która uwielbia roobić zdjęcia niekoniecznie weselnikom, matka z pozoru zimna, córka niespełniona aktorka, Filipińska opiekunka tęskniąca za synkiem, poetka pisząca bardzo smutne wiersze..... a w wszystko obramowane pieśnią "La vien rose" po hebrajsku. wzruszyłam się. bo też niezwykle wzruszająca opowieść, snuje sie leniwie - miasto takie żółte, a może takie morsko zielone jak tylko morze może być.
ja jeszcze sprawdziłam - i rezyserami i scenariusz napisało wspólnie małżeństwo :) Wiedziałam, że to kobiecy punkt widzenia :serce2: :)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group