To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

lizzzi - Sob 05 Kwi, 2008 21:19

Czasy istotnie były paskudne, ale akurat ojciec Wajdy zginął w Katyniu. Tak przynajmniej gdzieś czytałam. A on sobie tak kręcił te zakłamane filmy. Nikogo nie oceniam, to po prostu mnie oburza i trudno mi to zrozumieć. Ale kto chce zrobić karierę za wszelką cenę, czasem posunie się do czynów niegodnych.
Agn - Sob 05 Kwi, 2008 21:26

Uwaga! Wrażenia z seansu!

BATMAN - POCZĄTEK

Obejrzałam wczoraj tego niewydarzonego Batmana. Dawno się tak nie uśmiałam! Ale od początku...

Doszłam do wniosku, że po Timie Burtonie nikt nie miał jakiegoś większego, konkretnego pomysłu na Batmana. No i za komiksy wzięli się ludzie, którzy totalnie gubią się w tej całej gadżeciarni. Burtonowi w to graj było, że był batmobil i cała kupa innych bajerów, a potem... przemilczmy, co było potem.

Więc co my tutaj mamy? Plejadę gwiazd. Reżyser (kimkolwiek jest) miał na planie Christiana Bale'a, Gary'ego Oldmana, Liama Neesona, Morgana Freemana, Michaela Caine'a, Toma Wilkinsona, Cilliana Murphy'ego, Kena Watanabee i tę panienkę z Jeziora poparzeń. I co zrobił? Zatrudnił jakiegoś miernotę-scenarzystę, po czym całą tę towarzyską śmietankę wpakował w historię, która się kupy nie trzyma. Nie powiem - podoba mi się idea, by pokazać początki batmana, jak się uczył walczyć po czym zmienił się w postać, którą znamy. Ale na litość Eru, czy musi robić to w takich warunkach?! Kiedy dobrnęłam do wyjaśnienia, dlaczego jakaśtam organizacja chce rozwalić Gotham City (albo i cały świat) stwierdziłam, że Liam Neeson chyba bardzo potrzebował gotówki, by takie farmazony wygadywać (nie, nie zdradzę wam, o co chodziło - pomęczcie się sami). Na okrasę Hans Zimmer, który muzykę zrobił na "odwal się".

Plusem są niektóre ujęcia (np. Bruce Wayne w chmurze nietoperzy prezentował się zaiste malowniczo) i aktorzy, którzy się postarali. Gary Oldman był przeuroczy (i miał w sumie najbardziej naturalne kwestie do wypowiedzenia, chociaż ostatnia rozmowa jest kapkę naciągana), najbardziej podobał mi się przy obsłudze batmobilu. :rotfl: Morgan Freeman też był miodzio (szczególnie w ostatniej scenie - ta ironia!) i Michael Caine jako Alfred (klasa). Chociaż jak dla mnie najlepiej obsadzony w tym filmie był Cillian Murphy jako dr Crane. Muszę się bliżej zapoznać z filmografią tego faceta, bo niesamowity jest. A z jego przerażająco wyrazistą twarzą może zdziałać naprawdę wiele. Liam Neeson zawiódł. Ale czemu tu się dziwić - przy takiej roli?! Biedak mówił o jakichś debilnych ideach organizacji i widać było, że sam nie wierzy w to, co wygaduje. Christian Bale... hmm, no cóż, najlepszym batmanem był Michael Keaton, ale Bale i tak bije na głowę Clooneya i Kilmera razem wziętych. Chociaż szkoda, że jego batman miał tyle drewnianych tekstów do wypowiedzenia (na siłę robili z niego mrrrocznego rycerza... wyszło jak wyszło). Aczkolwiek scena, w której pozbywa się gości z domu jest sympatycznie zrobiona. I nawet nieźle napisana.

Ujmę to tak - zamordowałabym najchętniej scenarzystę. Udusiła go jego własnymi wypocinami, posiekała w drobne kawałeczki, przemieliła przez maszynkę i ugotowała w b. słonej wodzie na wolnym ogniu, po czym podała na talerzu reżyserowi, który się chyba w ogóle scenariuszowi nie przyjrzał z bliska.

Szczerze pisząc zawisły nad mą mózgownicą ciemne chmury. Zamierzałam iść na kolejnego Batmana do kina (ostatnia rola Heatha Ledgera... :( no i Gary! :serce2: ), ale jeśli ma to tak wyglądać, to zaczynam się wahać.

Caitriona - Sob 05 Kwi, 2008 21:52

A ja obejrzałam Brides i normalnie jestem zachwycona, zdziwiona i mi smutno...
Zachwycona jestem calością: zdjęciami; muzyką - szczególnie bardzo mi się podobały piosenki Haro; urodą - prostą, bez upiększeń - tych greckich dziewczyn; cudownymi scenami - szczgólnie tą ręka na poręczy, zawiązywaniem buta, momentem, gdy Norman mówi: Niki my darling, I thought about You all last night, ale tez tą gdy wszystkie dziewczyny ubrały się w swoje suknie, a Norman idzie wśród nich oczarowany i mówi coś o śniegu w środku lata. Czy Wy też macie ciarki na plecach gdy Norman (a raczej Lewis) czyta swój list zza kadru? Boziu, jaki on ma wtedy wspaniały głos...
Zdziwiona jestem tą całą 'listownie zamówioną panną młodą' - niby wiedziałam, że coś takiego miało miejsce w historii, ale jednak inaczej o tym się zaczyna myśleć, gdy otrze się człowiek nawet o samo wyobrażenie tego zjawska. Ta scena gdy wszystkie dziewczyny na nadbrzeżu wstają, bo usłyszały statek, który ma je zawieść w niewiadome... Albo ten chaos, ale i radość przy spotkaniu w dokach z przyszłymi mężami.
A smutno, bo nie ma happy endu... Ale nie mogło go być z taką dziewczyną jak Nikki. Silną, mającą charakter i poczucie obowiązku. A, i Norman był żonaty (choć przyznam ze uświadomiłam to sobie tak naprawdę na samym końcu). No, i Haro... Gasła w oczach. Ale nie spodziewałam się mimo wszystko takiego kroku z jej strony. I żal mi było jej niedoszłego męża - facet był załamany.
Na koniec dodam że bardzo mi się podobały dwie wypowiedzi: ta Nikki o tym że pamiętac nie jest karą i druga Normana ze ona będzie jedyną istotą za która będzie naprawdę tęsknił.

primavera - Sob 05 Kwi, 2008 22:28

Obejrzałam wczoraj bardzo wzruszający film pod tytułem 'Penelope'. Nakręcony na podstawie powieści Marilyn Kaye.
Tytułowa Penelopa Wilhern ma wszystko o czym może marzyć dziewczyna – bogatą rodzinę z wyższych sfer, cudowną sypialnię i najmodniejsze ubrania. Jest tylko jeden problem. Urodziła się w rodzinie, nad którą ciąży klątwa i ma świński ryjek. Ukryta przed światem Penelopa musi stawić czoło sznurowi snobistycznych kawalerów błękitnej krwi, wśród których matka desperacko szuka dla niej męża. Bo tylko małżeństwo może położyć kres klątwie. I tu rozpoczyna sie pewna intryga ....
Sam motyw jest bardzo stary tzn w kinematografii jest wiele filmów o ludziach innych z powodu jakiegoś defektu. Ale ten film jest bardzo ślicznie zagrany dzięki głównym aktorom: Christinie Ricci i Jamesowi McAvoyowi. Miłe kino wśród tych koszmarnych Batmanów, Spidermanów i innych dziwolągów. Polecam gorąco.
Oczywiście to tylko moje skromne zdanie.

Gunia - Sob 05 Kwi, 2008 22:43

Od jakiegoś czasu mam ogromną ochotę na ten film. Można spytać, jak go zdobyłaś Primavero?
primavera - Sob 05 Kwi, 2008 23:06

Gunia napisał/a:
Od jakiegoś czasu mam ogromną ochotę na ten film. Można spytać, jak go zdobyłaś Primavero?



nabyłam drogą kupna od pewnego pana ;)

Gunia - Sob 05 Kwi, 2008 23:07

primavera napisał/a:
Gunia napisał/a:
Od jakiegoś czasu mam ogromną ochotę na ten film. Można spytać, jak go zdobyłaś Primavero?



nabyłam drogą kupna od pewnego pana ;)

Ale po polsku, czy nie?

primavera - Sob 05 Kwi, 2008 23:09

Gunia napisał/a:
primavera napisał/a:
Gunia napisał/a:
Od jakiegoś czasu mam ogromną ochotę na ten film. Można spytać, jak go zdobyłaś Primavero?



nabyłam drogą kupna od pewnego pana ;)

Ale po polsku, czy nie?


tak z napisami

trifle - Sob 05 Kwi, 2008 23:10

A ja obejrzałam "Dona". Świetnie się to ogląda :D Właściwie trudno mi więcej mówić, wielbicielki bolly znają, zainteresowanym - polecam :D Moja ulubiona piosenka to chyba ta http://pl.youtube.com/watch?v=J_RTr3NNqis
Zabójcza była scena jak wypadli z samolotu i się bili w powietrzu :mrgreen:

Aż sobie podpis zmienię :lol:

Agn - Nie 06 Kwi, 2008 11:02

Khaike paan Banaraswala jest boskie! Tylko szkoda, że Pirańka tak bardzo nie panuje nad swoimi odnóżami. :/
A Don jest kapitalnym filmem. Uwielbiam, kiedy Shahrukh jest złyyyy. :mrgreen:

Admete - Nie 06 Kwi, 2008 11:06

Caitri obejrzałam Brides ponownie i ponownie wzruszyłam się bardzo mocno. Powinnam sobie ten film dawkować. Obejrzę go trzeci raz dopiero po kilku miesiącach, ale mam pewność, że wiele razy będe do niego wracać.
Parę spraw mi się wyjaśniło i napiszę o tym w wątku damianowym.
Tak pieknego i poruszającego filmu nie widziałam już od bardzo dawno. Całą historia jest opowiedziana w taki prosty sposób, a tak mocno chwyta za serce.
Tutaj link do dodatkowej anlizy filmu ;-)

http://forum.northandsout...p=144641#144641

Caitriona - Nie 06 Kwi, 2008 11:41

Ja do tego filmu wrócę na pewno, i to nie jeden raz, ale dopiero za jakiś czas pewnikiem... Ale wszystkim go polecam!
Admete - Nie 06 Kwi, 2008 14:56

Butelki zwrotne - czeskie kino ;-) Film ciepły i refleksyjny, pokazuje zwykłych ludzi z ich wadami i zaletami. Starszy pan, nauczyciel, rezygnuje z zawodu, żeby zacząć pracę w okienku butelek zwrotnych. Najbardziej podoba mu się fakt, że może poznawac różnych ludzi. Z biegiem czasu psotanawia uszczęśliwić kilka osób ;-) Przy okazji dowiaduje się kilku rzeczy o sobie.
Agn - Nie 06 Kwi, 2008 21:27

Obejrzałam Stardust!!! *zaciesza* Krótko, bo mnie wołają - świetnie się bawiłam. Równie dobrze jak w trakcie lektury. Ergo należę do tego rzadkiego gatunku widzów, którym podobała się zarówno książka jak i film (mimo pewnych zmian). Obśmiałam się jak norka. No dobra, dobra, już idę... Większe wrażenia spiszę jutro i wtedy dodam (o ile niechcemiś mnie nie dopadnie). Na razie tylko daję znać, że widziałam i że mi się bardzo podobało. :mrgreen:
Admete - Nie 06 Kwi, 2008 22:29

Agn to jeden z sympatyczniejszych filmów, jakie widziałam :-) Idealna mieszanka romansu, przyhody, fantastyki i czarnego humoru, okraszona pięknymi zdjęciami i świetną, lekką gra aktorów :-)
Aragonte - Nie 06 Kwi, 2008 22:30

Agn, Stardust podobał się nam na tyle, że nawet dorobił się swojego wątku w Fantastyce :mrgreen:
Uroczy film.

Trzykrotka - Pon 07 Kwi, 2008 12:06

Admete, prawda że Butelki są pięknym filmem? Wyszłam z kina uśmiechnięta od ucha do ucha. Zapowiadał się niewesoło, zresztą taka szkolna rzeczywistość to samo życie. A potem - sam miód.
Ania1956 - Pon 07 Kwi, 2008 12:07

Oglądałam wczoraj film "AWAKE" z Jessicą Alba w jednej z głównych ról. Film trzymał mnie w napięciu do ostatnich minut i dostarczył dużo emocji . Nie jest to moze film arcydzieło ale ja lubię thrillery.
Drugi film to MGŁA. Czysta ( jak dla mnie) fantazja, ale też napięcie niezłe. Widziałam lepsze filmy tego gatunku, jednak pooglądać można.

Admete - Pon 07 Kwi, 2008 12:13

Butelki sa naprawdę sympatyczne. I podobał mi się patent z gąbką ;-)
Trzykrotka - Pon 07 Kwi, 2008 12:20

Admete napisał/a:
Butelki sa naprawdę sympatyczne. I podobał mi się patent z gąbką ;-)

Zastanawiałm się, czy i w naszych szkołach jest stosowany :rotfl: . A korepetycje z matematyki? ojojojjjjjjj
Z filmów o nauczaniu polecam Tere Zameen Par Aamira Khana, o niezwykłym dziecku z głęboką dysleksją. Wzruszające i piękne kino.

Admete - Pon 07 Kwi, 2008 12:21

W związku z Aamirem pamiętasz o mnie Trzykrotko? :-)
Trzykrotka - Pon 07 Kwi, 2008 12:21

Admete napisał/a:
W związku z Aamirem pamiętasz o mnie Trzykrotko? :-)

No przecież :kwiatek:

Gosia - Śro 09 Kwi, 2008 08:05

Obejrzałam wczoraj film "Iris" o życiu, a głównie ostatnich latach Iris Murdoch.
Tak naprawdę nie wiedziałam nic o jej życiu i o jej chorobie. Napisala okolo 26 ksiazek.
Film trudny, bo mowi o trudnych sprawach - nieuleczalnej chorobie, jaką jest choroba Alzheimera.
Zdumiało mnie to, że pisarka jak wynikało to z filmu i znalazlo potwierdzenie w notkach biograficznych zachorowała nagle, po prostu zapominając nagle po co przyszla, w czasie krecenia z nia wywiadu w tv.
Iris Murdoch miala niezalezny umysl, poza tym ze byla pisarzem, to jeszcze byla filozofem. Bardzo wazny dla niej byl jezyk. I nagle stracila kontakt z rzeczywistoscia.
Film byl trudny, jak wspomnialam i wzruszajacy. Do konca trwal przy niej wciaz jej mąż profesor literatury John Bayley, ktory wtedy sam byl starszym czlowiekiem.
To ciekawe, ze Iris- osoba tak zywiolowa, tak niezalezna, wybrala na męża kogos, kto byl bardziej jej przyjacielem, niz kochankiem. Kogos kto byl niesmialy, bez doswiadczen erotycznych, ale pewnie intuicyjnie wybrala tego, kto mogl byc dla niej oparciem na cale zycie, a także w tej okropnej chorobie.
Strasznie bylo ogladac, jak tak pelna energii kobieta w mlodosci i w wieku dojrzalym, byla pozniej zdana calkowicie na tego wczesniej pozostającego za nią zawsze w tyle profesora.
Swietne role w tym filmie zagrali: Judy Dench, Jim Broadbent, Kate Winslet i Hugh Bonneville. Musze dodac, ze na ekranie pare razy pojawil sie także Samuel West, w roli przyjaciela Iris.

O filmie:
Prawdziwa historia znanej dobrze w Polsce pisarki i filozofki Iris Murdoch oraz jej męża Johna Bayley'a pisarza i historyka literatury. Film oparty jest na wspomnieniowych książkach Bayley'a "Iris: A Memoir" i "Elegy for Iris".

Poznali się jako nauczyciele na Oxfordzie. Ona wykładała filozofię, on literaturę angielską. Przeżyli wspólnie ponad 40 lat. Kiedy Iris zachorowała na Alzheimera John Bayley zaczął pisać wspomnienia o ostatnich latach ich wspólnego życia. Początkowo ukazywały się w odcinkach w "Timesie", potem w formie książek.

Film jest z obrazem ich pierwszych i ostatnich wspólnych lat. Odgrywająca rolę dojrzałej Iris Murdoch - Judi Dench powiedziała o ich małżeństwie, że byli jak dwie połówki tego samego jabłka. On gotował, robił zakupy. Ona pisała. Oboje świetnie tańczyli i grali w pokera. Uwielbiali podróżować.

Iris Murdoch kochała zarówno mężczyzn jak i kobiety. Była bezpośrednia, szczera, otwarta, pełna pasji, pewna siebie indywidualistka głodna doświadczania jakie niesie życie. Kiedy młody Bayley spotyka ją w Oxfordzie w 1954 jest oszołomiony jej żywością. Kiedy pyatają go "Jesteś z Iris?" On odpowiada "Mam nadzieję". Mimo niezwykle bystrego umysłu Bayley jest nieśmiały, nie wierzy we własne siły, nie ma doświadczeń seksualnych. I choć na pierwszy rzut oka to nie jest para idealna, życie pokaże że tak właśnie było.

http://www.oscary.vision.pl/www_iris/film.html

Tu jeszcze ciekawy artykul:
http://www.gazetawyborcza.pl/1,75517,755739.html

Fragment:
John Bayley, "Iris. Najpiękniejsza historia miłosna", przełożyła Katarzyna Bogucka-Krenz, Prószyński i Ska, Warszawa

Zobaczył ją pod swoim oknem w Oksfordzie, jak przejeżdżała na rowerze, i zakochał się od pierwszego wejrzenia. Sam nieco zaskoczony, że odwzajemniła jego uczucie, bez kompleksów, a nawet w pewnym sensie radośnie zaakceptował fakt, że w ich związku to ona będzie stroną dominującą. Przejął na siebie sprawy dnia codziennego, z gotowaniem włącznie. Nie miał jej za złe zdrad (również z kobietami). Kochał czule i był szczęśliwy. Ze wspomnień (pisanych już, kiedy Iris była ciężko chora, nie bez intencji ocalenia i przeżycia raz jeszcze chwil szczęścia) wynika, że pozostała dlań niemal do końca istotą intrygującą i tajemniczą, i to właśnie dawało ich małżeństwu wysoką temperaturę emocjonalną.

Na pierwszy rzut oka byli niedobrani. On - młodszy o kilka lat, z lekka safandułowaty, o konwencjonalnej inteligencji. Ona - pełna temperamentu, skłonna szukać doświadczeń ekstremalnych, o nieokiełznanej naturze i inteligencji. Fakt, że przeżyli ponad 40 lat w zgodzie i szczęściu każe zastanawiać się, czy nie przedwcześnie mówi się o kryzysie rodziny i instytucji małżeństwa.

Prawda, byli nietypowi. Nie zdecydowali się na dzieci i nie wstydzili się bałaganu (w ich domu kipiącym od książek i papierów nikt, nigdy nie sprzątał!). Posiadali też rzadką umiejętność bycia "obok" i nieabsorbowania się nawzajem, przy jednoczesnym dawaniu sobie pełnego wsparcia. A kiedy przyszedł czas próby w ich związku - on przeszedł go brawurowo. A co z nią? Ona nie była już sobą. Dla nikogo poza nim.

"Iris" to kliniczny niemal opis postępującego Alzheimera, zagłady inteligencji i utraty pamięci, ale jednocześnie studium imponującej miłości, która przetrwała w warunkach nie do przetrwania, nie dała się pokonać ani przez fizjologię, ani przez płynącą z choroby obojętność na przemian z agresją. O dziwo w relacji Bayleya nie ma ani cienia cierpiętnictwa czy heroizmu. Przeciwnie, jest jakiś kojący spokój.

"Dziś nie było żadnych niespokojnych pytań i żądań, żadnych łez ani nawet tych porwanych zdań, w których za całe znaczenie jest tylko niepokój brzmiący w przerażonym głosie i prośba o pocieszenie. Coś, a może ktoś tego ranka podziałał na nią kojąco, ofiarowując nam obojgu parę godzin czegoś, co modlitewnik nazywa >spokojem, jakiego ten świat dać nie może<" - pisał w zakończeniu.

Piękna książka, pełna wewnętrznej prawdy i mądrej pociechy dla cierpiących.

trifle - Śro 09 Kwi, 2008 11:49

Też obejrzałam Iris. Ech, Alzheimer to jedna z najokropniejszych chorób. Moja babcia zmarła po dłuugim chorowaniu. I to właśnie tak jest - zdarza się zapominać różne rzeczy, można czegoś nie skojarzyć - ale to się lekceważy, bo przecież wszystkim się to zdarza. Aż w końcu robią się w głowie białe plamy i widząc łyżkę nie rozumie się, do czego ona może służyć. Prawdziwy koszmar.
W tym filmie - zaiste, aktorzy z najwyższej półki. Ale wiecie, najbardziej było mi żal, nie JEJ, tylko jego, męża. Patrzył jak jego ukochana osoba zaczyna się dziwnie zachowywać, pewnie i przestaje poznawać. To pewnie brutalne - ale ona, poza krótkimi powrotami świadomości, nie czuła do końca, co się z nią dzieje.
Gosia napisał/a:
To ciekawe, ze Iris- osoba tak zywiolowa, tak niezalezna, wybrala na męża kogos, kto byl bardziej jej przyjacielem, niz kochankiem. Kogos kto byl niesmialy, bez doswiadczen erotycznych, ale pewnie intuicyjnie wybrala tego, kto mogl byc dla niej oparciem na cale zycie, a także w tej okropnej chorobie.


A mnie to właśnie nie dziwi. W słowach jej książek, tych krótkich fragmentach można przecież wyczuć, że bardzo głęboko przeżywała świat, często się zamykała w swoich myślach. Widziała doskonale, jak dobrym i cudownym towarzyszem życia będzie John i dlatego go wybrała. Wątpię, żeby będąc młodą myślała o starości, o tym, że mogłaby być tak chora i o jego roli przy tym.

Najpiękniejsza scena - jadą wieczorem samochodem, ona otwiera drzwi i wypada, on zatrzymuje samochód i jakoś nieszczęśliwie spada z górki do lasu i tam znajduje ją leżącą.
Kiedyś bałem się być z tobą sam, a teraz nie mogę bez ciebie żyć.
Ona mówi, że go kocha, żeby potem znowu zginąć w ciemności umysłu.
Eechhhhh..

Pemberley - Śro 09 Kwi, 2008 14:29

Ogladalam Iris juz kilka lat temu, ale czy pod koniec rowniez i maz nie zachorowal, juz nie wiem czy to byl Alzheimer czy demencja starcza? Pamietam, ze zrobilo to mna mnie bardzo przykre wrazenie, dwoje starszych osob, zagubionych w rzeczywistosci , bez niczyjej pomocy, do tego z racji choroby obchodzacych sie ze soba bardzo nieprzyjemnie.....
Bardzo smutny film...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group