Fantastyka - Deathly Hallows - to dopiero początek!
Agn - Wto 02 Paź, 2007 09:11
I tu jest pies pogrzebany! Fakt, przez ostatnie tomy JKR pozbawiała go wszystkich tych, którzy mogliby choćby troszkę odegrać rolę opiekunów. Jasne, McGonagall to opiekunka, ale nie w takim sensie, w jakim Potter potrzebował. Każdemu jest potrzebny ktoś, kto przejmuje choćby częściowo rolę rodzica. Syriusz taki był. Dumbledore poniekąd też, chociaż on miał łeb zajęty walką i, patrząc na to wszystko przez pryzmat siódmego tomu, Potterem mógł się interesować zarówno jako chłopcem jak i jako kimś, kto weźmie udział w jego wielkich planach. Hmm, wychodzi na to, że Syriusz był bardziej bezinteresowny. Kto jeszcze? Lupin? Niemal mentor, ale wilkołak, a ta choroba go osłabiała. On zresztą też zginął. No i w siódmym tomie podkopał swoją osobę w oczach Harry'ego. Nieważne, że Potter jakby nie zdaje sobie sprawy z tego, jakim zagrożeniem dla własnej rodziny był Remus. W sumie nie rozumiał jego punktu widzenia. Co mamy dalej? Hagrid to bardziej kolejny kolega ze szkoły niż faktyczny opiekun. No i duchy rodziców nie mogą z nim być cały czas. W sumie siódmy tom, to straszna samotność Harry'ego. Nawet jeśli obok jest Hermiona.
Owszem, nie jest to tom doskonały, ale czyta się go z czystą przyjemnością.
A ten Teddy Lupin to mi na serio jakoś tak nie pasi na tym dworcu. Na dworcu to są uczniowie i rodzice, którzy odprowadzają dzieci. No ale niech Jołaśce będzie.
nicol81 - Wto 02 Paź, 2007 22:43
A ja akurat to odwrotnie odbierałam. W poprzednich tomach Potter wydawał się bardziej niezależny. Teraz stara się odgadnąć, czego Dumbledore od niego chce i to wykonać. Tak naprawdę to dopiero po śmierci D stał się dla niego prawdziwym mentorem.
Wolałabym, by w epilogu Harry odprowadzał Teddiego w pierwszy dzień szkoły.
Anonymous - Wto 02 Paź, 2007 23:11
W zasadzie nie chodzi nawet o mentorów, a o wsparcie psychiczne. Do VII Harry mógł liczyc na dorosłego opiekuna. W VII wszyscy po kolei odeszli, ich wpływ posotał w Harrym - to pewne. W takim sensie, rzeczywiscie można mówić o mentorstwie Dumbledore'a.
A dlaczego Harry był bardziej niezależny? Sama sobie na to pytanie odpowiedziałaś - bo Dumbledore żył. To jest nieodzowny etap dorastania. Najpierw zachowujemy sie beztrosko, bo wiemy, że w razie czego ktoś z dorosłych pomoże, doradzi, skoryguje. Nasze błędy naprawiają dorosli. Gdy to my dorastamy i stajemy sie odpowiedzialni - sami ponosimy konsekwencje za wszystko. Stąd tez i wieksza ostrożność. Po prostu Harry jest dużo dojrzalszy w VII tomie. Ot zwykła psychologia.
nicol81 - Czw 04 Paź, 2007 22:05
Mój problem z Harrym w DH jest taki, że stał się on jedyną nadzieją świata, a praktycznie nie podejmuje tej odpowiedzialności. Cały kraj czarodziejów siedzi nic nie robiąc i czeka na zbawienie przez Harryego, a on albo na biwaku albo w Muszelkowej Chatce podczas gdy Voldemort i spółka sobie używają. Obraz okupacji w wydaniu Rowling mnie dobił Czarownicy są gorsi niż Francuzi.
Agn - Sob 06 Paź, 2007 19:56
Nicol, a w którym momencie jest napisane, że nic nie robili? Nie zauważyłam, by wszyscy siedzieli na tyłkach i dłubali w nosie. Walczył Zakon, walczyli ci, którzy w ów zakon wierzyli, wiedzieliśmy, że i w samym Hogwarcie nie było różowo.
A Potter nie był na żadnym biwaku i wcale się dobrze nie bawił. A obraz okupacji, imho, wyglądał bardzo prawdopodobnie. Wojna jest i tyle. Czarodzieje zresztą mają skłonności do przesady. Wierzą w Pottera, bo ten jako jedyny przeżył spotkanie z Avadą Kedavrą. Ba! Do tego Voldemorta szlag wtedy trafił! Jasnym jest więc, że mają nadzieję, że i tym razy ruszy tyłek i ich wspomoże, pomimo wszystkich bzdur, które ludzie o nim wypisywali i wygadywali. Poza tym jeśli cała społeczność sika po nogach na sam dźwięk imienia Voldemorta, to mogą i ślepo mieć nadzieję, że Chłopiec Który Przeżył ich uratuje. Znowu.
nicol81 - Sob 06 Paź, 2007 22:22
Zakon praktycznie od śmierci Moodiego nic nie robił, niektórzy pojawiali się w radyju . Cała populacja czarodziejów siedziała na siedzeniach, dłubiąc. Walczono tylko w Hogwarcie, poza radyjem i do czasu Żonglerem. Czarodzieje to banda królików. Nie tak wyglądało w okupowanych czasach w Polsce.
O, sorry, jeszcze Hagrid wydał party...
Harry siedzial zdaje się miesiąc u Syriusza, cztery miesiące szukał Horkruksów i dwa u Billa. A w tym czasie czarodzieje na niego czekający znosili koszmar. On jakoś nie przejmoiwał się tym szczególnie.
Agn - Nie 07 Paź, 2007 12:25
Ale świetnie zdawał sobie sprawę. Ostatecznie wojna dotyczyła także jego. A po prostu robił swoje. Nicol, pomyślmy przez chwilę - co miał zrobić? Wiedział, jak należy wykończyć Voldemorta. Trzeba się było pozbyć horkruksów, bo inaczej LV kiedyś znów by powrócił. Miał się ujawnić i zamachać wszystkim ręką? Miał swoje zadanie. To przecież jasne, że będzie działał w ukryciu, bo wtedy będą większe szanse, że zrobi swoje. Nawet jeśli zwątpił przy tym w Dumbledore'a.
A co do Zakonu - nie sądzę, by siedzieli na tyłkach. Zauważ jednak, że to, co wiedzieliśmy o działaniach zakonu, było zawsze podane z pozycji Pottera. Teraz HP nie kręcił się wokół nich, więc nie mamy po prostu podanych informacji. Zresztą nie wiemy, co dokładnie działo się w szkole, mamy tylko przebłyski informacji - to gazety, to coś podsłuchane. Snape jest dyrektorem. Cały Zakon uważa, że jest po stronie Voldemorta. McGonagall, podejrzewam, na krok nie ruszyła się ze szkoły, żeby mieć oko na sytuację.
Nicol, to że nie masz napisane czarne na białym, że ktośtam się tłukł ze Śmierciożercami, to nie znaczy, że tak nie było. Zapewne też działali, tylko z ukrycia.
Anonymous - Nie 07 Paź, 2007 18:24
A dlaczego Snape był dyrciem? Skoro? Minerwa była vice to wchodziłą na miejsce Dumbla, jeśłi Snape nie byłby legalnym dyrciem to ta chimera? nie powinna go do gabinetu wpuścić. Nie czaję
Agn - Nie 07 Paź, 2007 18:30
Coś mi się zdaje, że maczał w tym palce Dumbel, ale mogę się mylić.
nicol81 - Nie 07 Paź, 2007 19:09
To, że Minnie była vice, nie oznacza, że wchodziła na miejsce, tylko jako p.o. do czasu wyboru nowego. Ministerstwo wybrało Snapusia Dumbledore mógł przekonać chimery.
Zakon albo się ukrywa, albo nic nie robi, ale ja mówiłam raczej o szerszej populacji czarodziejów- nie kilkunastu osobach, a kilkunastu tysiącach. W tomie 6 atmosfera przypominała strach przed terroryzmem, co było realistyczne. Ale z atmosferą okupacyjną nie wyszło, może po prostu nie wie, o czym pisze.
Agn - Nie 07 Paź, 2007 19:30
Trudno nie porównywać Voldemorta do terrorysty. A okupacyjne detale tez wypadly imho niezle - te grupy lapiace czarodziejow. Przed oczyma stanely mi lapanki i gestapo. Poza tym mysle, ze okupacja w dzisiejszym znaczeniu wygladalaby troche inaczej niz za czasow II wojny swiatowej, pewne rzeczy sie jednak zmieniaja.
Ale wiem, o co ci chodzi, Nicol.
nicol81 - Nie 07 Paź, 2007 22:04
A właśnie- trochę za bardzo moim zdaniem pociągnięcie nawiązań do II wojny. Łącznie z salutem w pierwszym rozdziale. Bulwersuje mnie to zrównanie śmierciożerców i nazistów, to trochę niesmaczne...
Agn - Pon 08 Paź, 2007 10:55
Tym bardziej, że Śmierciożercom bliżej do Ku-Klux-Klanu (i wcale nie mam na myśli ich prezencji w filmie nr 4!).
Ale nie rozumiem - z jednej strony mówisz, że nie tak wyglądała okupacja. Jak jest szczegół, który pasuje, to też źle. Troszkę się zgubiłam, wyjaśnisz? *drapie się po głowie*
Nie, w moim pytaniu nie ma cienia złośliwości, po prostu chcę wiedzieć, co ci się podoba, a co nie <--- uprzedzam, w razie gdyby ktoś tak pomyślał. Po prostu podoba mi się dyskusja.
nicol81 - Pon 08 Paź, 2007 15:06
Ja też pomyślałam, że trochę niejasno to przedstawiłam. Nawiązania do nazizmu w DH są zbyt jednoznaczne. Rowlingowa nie wykazała się tu fantazją. Ponadto, mogą się wydawać obraźliwe.
Natomiast obraz okupacji jako takiej wydaje mi się nierealistyczny. Ludzie pod okupacją nie siedzą po prostu czekając na zbawcę. Nawet jedyne ośrodki oporu jak radyjko (które samo w sobie mi się podobało) czy Zongler koncetrują się na potrzymywaniu wiary w Harrego, nie ducha walki w narodzie. Tutaj mogaby coś zaczerpnąć, nie kopiować.
Agn - Pon 08 Paź, 2007 15:16
Tylko że siła serii o Potterze w tym, że wszystko wygląda znajomo. Mnie się te wszystkie "kopie" akurat podobały, bo mogłam je odnieść do "własnego" podwórka. Hmm... :/
Anonymous - Pon 08 Paź, 2007 18:15
chyba właśnie to tak wszystkich początkowo zafascynowało. Niby odmienny świat pełen czarodziejów, ale rządzi się takimi samymi prawami socjologicznymi. No i te analogie do realnego mugolskiego świata. przecież to było podstawowym atutem ksiązek. I dla mnie takim pozostało.
A poza tym, sytuacja w historycznej Warszawie okresu okupacji niewiele sie różniła. Zanim się cokolwiek zorganizowało mineło trochę czasu...
nicol81 - Wto 09 Paź, 2007 22:27
Pierwsza konspira powstała jeszcze we wrześniu...
Co innego analogie, co innego takie bezpośrednie nawiązanie jak w DH. Poprzednio śmierciożercy rzeczywiście byli bardziej jak Ku-Klux-Klan, ale jakiekolwiek analogie były subtelne (inaczej niż w filmie 4, ech...) W DH Rowlingowa dała z tym za ostro.
Agn - Śro 10 Paź, 2007 09:38
IMHO to dobrze - łatwiej sobie wyobrazić co się działo.
A zresztą - no dobrze, powiedzmy, że analogie odstawiamy na bok (co i tak mnie gryzie, bo napisałaś wcześniej, że to źle, bo okupacja wcale tak nie wyglądała). To jak w takim razie ty byś to przedstawiła? Okupacja czarodziejska to ciekawy temat. Ja wiem, ideał Irytka z Harry Potter i koniec świata jest trudny do osiągnięcia, ale co byś tam wrzuciła?
nicol81 - Śro 10 Paź, 2007 19:00
Mi chodziło o to, że żadna okupacja tak nie wygląda, nie jakaś konkretna. To było aż nierealistyczne.
Moim zdaniem, nie powinna w ogóle przedstawić Voldzia okupującego. Powinny nadal być trzy strony, wraz z Ministerstwem. To właśnie podobało mi się w Book5. Skoncetrować się na Voldziu terroryście i śmierciożercach napadających z ukrycia.
Agn - Śro 10 Paź, 2007 19:38
Tak, ale jeśli chciała przedstawić wojnę, to nie może stale i wciąż ukazywać Voldemorta i śmierciożerców jako grupę terrorystyczną, co to by tylko bomby podkładała. Ostatecznie przecież przejęli władzę (czyli idzie za ciosem rozwoju sytuacji, a nie stabilności złej strony).
Anonymous - Śro 10 Paź, 2007 19:45
Ale to nie byłoby za trudne, Potti nie dałby rady na dwa fronty. A ta cała okupacja to chyba na potrzeby filmy jest zrobiona, wyobraźcie sobie jakie to daje mozłiwości. Ja czytając, sobie już wyobrażałam sobie obrazki
nicol81 - Śro 10 Paź, 2007 19:55
Ale jest nie tylko Potti, ale cała populacja czarodziejów...
Dlatego LotR przoduje- tam wszyscy bohaterowie coś robią.
Anonymous - Śro 10 Paź, 2007 20:08
No bo populacją magów jest duża i kiepsko zorganizowana a armia Vmordiego to ma elitę, ale dopracowaną dobrze, której i tak zdarzają się wpadki
nicol81 - Śro 10 Paź, 2007 20:18
Ile osób jest u Voldiego? Kilkanaście, -dziesiąt? A magów są tysiączki. Pasywne, przerażone tysiączki...
Anonymous - Śro 10 Paź, 2007 20:25
działa tutaj zasada gdzie kucharek sześc... jak przyjdzie co do czego nie moga się zebrac wziąść w garść
|
|
|