To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)

Agn - Sob 11 Wrz, 2010 20:45

Sezon rozpoczęty? Gdzie moja strzelba... ;)
Cytat:
sama stęka w odpowiedzi parę frazesów, jakby każde słowo sprawiało jej ból

Czyli jednak nie powinnyśmy się aż tak mocno czepiać Kristen "Zamknij Paszczę, Dziewczyno!" Stewart. :lol:
Cytat:
Gdyby to była powieść Jane Austen to jeszcze wspomniane by było, ile ma rocznego dochodu.

Meyer zrobiła to bardziej dyskretnie (choć później już się tak nie szczypała, jak wiemy). Może nie mamy rocznego dochodu Edwarda, ale za to wiemy, że ma w sumie najbardziej wyjściowy wóz w szkole, a całe rodzeństwo Cullenów nosi markowe ciuchy, ojciec Edwarda to lekarz (oni nieźle zarabiają). Nie wiadomo nic o Esme, ale ewidentnie pani Cullen nie musi pracować.

Myślę, że Meyer chciała stworzyć Bellę na osobę nieśmiałą. I ten aspekt jest okej, można czuć się niepewnie w nowym otoczeniu, spieprzyć pierwsze wrażenie, mieć obawy (a nawet mdłości) przed pierwszym dniem w szkole - ja się tak czułam co roku, potwornie bałam się liceum. Ja to naprawdę rozumiem. Natomiast jej marudzenie doprowadza do szału. Ale z drugiej strony wiemy też o Belli coś jeszcze, co pozwala nam (przynajmniej przy pierwszym czytaniu, kiedy człowiek nie zawraca sobie głowy interpretacją każdego słowa) poniekąd ową Bellę lubić. Na dzień dobry mamy przecież "preface", w którym się dowiadujemy, że Bella wpakowała się w śmiertelne niebezpieczeństwo po to, by ktoś inny nie zginął. Jest zatem gotowa się poświęcać. I choć na początku książki to jest takie trochę głupawe - och, dzielna Bella poświęca się i nie zawadza mamie w nieustającym miesiącu miodowym, to już wiemy, że jest skłonna do znacznie szerszych gestów niż tylko pchanie się tam, gdzie jej się nie będzie podobało (a założymy się, panno Swan?) i marudzenie, jak tu zielono (acz przyznała, że pięknie), deszczowo, pochmurno, a ona jest biedna i nieszczęśliwa.
Niemniej... na tle nastolatków z innych powieści romansu paranormalnego, wypada całkiem pozytywnie. Łatwiej się identyfikować z nią niż z popularną cheerleaderką, której tylko chłopcy w głowie. Kilka lat temu rzesze kobiet identyfikowały się z niejaką Bridget Jones - skończoną idiotką z obsesją na punkcie wagi i seksu. Nie wiem, co wypada gorzej. ;)
Cóż, Bella w kółko czyta ulubione powieści. Ale ja też to w sumie robię. Nie zliczę, ile razu połknęłam np. Siewcę wiatru czy powieści Austen. Choć martwi mnie, że Bella w zasadzie się nie rozwija. Wspomniała, że zamierza przeczytać po raz kolejny Wichrowe wzgórza - w Eclipse będzie czytała to samo.
I to, o czym pisałaś, Spin, skłoniło mnie później do wniosku, że miłość Belli jest powierzchowna. Sama zauważyłaś, że szybko szufladkuje ludzi. A gdyby Edward miał pryszcze? "Byłby przystojny, gdyby nie eksplodujące wągry na nosie. Typ nieudanej rzeźby Michała Anioła. Biedak pewnie uważa się za supermacho i nie zdaje sobie sprawy, jak idiotycznie wygląda, kiedy ma minę niedostępnego bóstwa, a na brodzie rośnie mu czerwony bąbel."

Wygląda na to, że tej początkowej Belli to ja będę broniła. Nie dziwię się, że dziewczyna nie mogła spać. Wychowała się w ciepłym klimacie, deszczu tam tyle co kot napłakał, a w Forks ciągle leje. W domu tego szumu za oknem nie miała, tutaj jej przeszkadza. Odczuwa to mniej więcej tak, jak my byśmy odczuwali "delikatny szmer" przejeżdżających tuż za oknem pociągów osobowych. To przeszkadza i męczy. Tak więc rozumiem, że nie mogła spać, że jest przez to zmęczona. Do tego pierwsze spotkanie z Edwardem pewnie zostawiło jej w ustach nieprzyjemny posmak. Kurczę, też bym się poczuła naprawdę wstrętnie po czymś takim. Nic nie powiedział, ale... nienawiść w oczach.
Cytat:
Muszę przyznać, że obserwacje Belli na temat Cullenów od początku są bardzo wnikliwe i trafne, co pozwala mi mniemać, że pod tym całym marudzeniem kryje się pewna doza inteligencji.

Ale nie zechciała równie wnikliwie przyjrzeć się np. Mike'owi Newtonowi, prawda? Nie był na tyle fascynujący. Sklasyfikowała go jak szczeniaczka i poszła oceniać dalej. A to sympatyczny chłopak, był dla niej miły. I na dobrą sprawę kiedy ta dziewczyna zamieni się w zombie jako jedyny w szkole wciąż próbował z nią nawiązać jakiś kontakt. Nie zrobi tego Angela ani tym bardziej Jessica. Nie odezwie się do niej Eric. Nikt, po prostu wszyscy pomogli jej wybudować mur. Może i Mike nie miał siły przebicia, ale wciąż się do niej odzywał, wciąż był sympatycznym chłopakiem. Pamiętasz?
Ale najwyraźniej by wzbudzić u Belli wnikliwość, trzeba okazać jej jawną niechęć i prezentować zwalającą z nóg urodę. No taka prawda.
Cytat:
Z drugiej strony ten fakt ujawnia pewną słabość fabuły – postać Charliego. No bo jak facet, który od ponad 16 lat mieszka sam, może nie mieć pojęcia o gotowaniu? Codziennie je w restauracji? W dodatku Charcie nie ma żadnych odruchów – nie sprząta po sobie, nie zmywa, nie robi prania, zakupów. To jest nielogiczne.

Charlie książkowy jest beznadziejną postacią. Skonstruowaną na zasadzie "bohaterka powinna mieć ojca, bo gdzieś się musi wyprowadzić od matki", ale to tylko ojciec. Niby tam jest, ale tak naprawdę autorce strasznie chyba przeszkadzał, dlatego przez bite cztery tomy będzie żłopał piwo i oglądał baseball w telewizji. No, dobra, raz czy dwa powie coś mądrzejszego, ale to by było na tyle.
Swoją szosą równie słabą postacią jest matka. Kto tu jest rodzicem? Bella czy Renee? I wygląda na to, że mentalnie Bella. Ona zajmuje się kuchnią, sprzątaniem, praniem, rachunkami. Renee nie ma do tego głowy, jest roztrzepana i bezmyślna, o wszystkim ciągle zapomina, trzeba się nią zajmować jak ubezwłasnowolnioną dziewczynką. Bella później wspomni, że Renee pracowała jako przedszkolanka - ciekawe, kto takiej kobiecie powierzyłby dzieci do opieki? Ja na pewno nie.
Cytat:
Zastanawiające jest to, że Charlie, w odróżnieniu od reszty mieszkańców Forks, lubi Cullenów. Może to jest coś genetycznego- jakiś rodzaj intuicji, którą odziedziczyła po nim córka?

Zastanawiam się, czy Charlie dużo miał kontaktów z rodziną Cullenów. Jeśli już, to podejrzewam, że z Carlislem. Esme siedzi w domu, więc spotyka ją rzadziej. Dzieci - nigdy. Nie ma po co, w końcu nie sprawiają problemów, a to policjant, nie nauczyciel, więc nie ma potrzeby, by stykał się z Cullenami. Natomiast zastanawiam się, że pielęgniarki, które tak szaleją za Carlislem czy pacjenci (o których Meyer nie wspomina, ale na pewno jacyś byli :P ) najwyraźniej nie odczuwali takiego lęku przed wampirzą naturą, o której autorka wspomni później. A co z lodowatymi rękami? Też nie poczuli? Nie ma takiej opcji.
Cytat:
Szkoda, że na tylnej okładce książki jest napisane, że Edward jest wampirem, czytającym powieść po raz pierwszy przyjemnie by było wysnuwać teorie.

My mamy to wydanie z okładką filmową, kiedy już wszyscy wszystko wiedzą. Natomiast na oryginalnym wydaniu, z jabłuszkiem, pewnie takich informacji nie ma.
Cytat:
Nie wiem, jak pani Meyer to robi, ale kiedy tych dwoje prowadzi dialog i zapomina o całym świecie

Na początku te dialogi jeszcze się jakoś trzymały kupy, bohaterowie się wzajemnie poznawali, Bella odkrywała powoli tajemnicę, a później poszerzała wiedzę. Ale później dialogi osłabły. Dlatego powiewiem świeżości była zmiana bohatera, hehe, ale o tym za... eee... jakiś czas, jak będziemy gadać o NM. ;)

EDYCJA: Jeszcze coś o Belli i jej nienawiści do Forks. Wydaje mi się, że to był zamiar Meyer. Pokazać, że Bella nie znosi tego miejsca. Tu jest brzydko, tu jest mokro, zimno, wstrętnie, nudno, ciasno, chmury, bzdury i zieloność. Ale... to wszystko ewidentnie zrównoważył jej Edward, bo później przestała marudzić, a wręcz upierała się, by w tym Forks zostać.

spin_girl - Sob 11 Wrz, 2010 21:43

Agn napisał/a:
Wygląda na to, że tej początkowej Belli to ja będę broniła

:shock: :shock: :shock: :thud: :shock: :shock: :shock:
Agn napisał/a:
Ale nie zechciała równie wnikliwie przyjrzeć się np. Mike'owi Newtonowi, prawda? Nie był na tyle fascynujący. Sklasyfikowała go jak szczeniaczka i poszła oceniać dalej. A to sympatyczny chłopak, był dla niej miły. I na dobrą sprawę kiedy ta dziewczyna zamieni się w zombie jako jedyny w szkole wciąż próbował z nią nawiązać jakiś kontakt. Nie zrobi tego Angela ani tym bardziej Jessica. Nie odezwie się do niej Eric. Nikt, po prostu wszyscy pomogli jej wybudować mur. Może i Mike nie miał siły przebicia, ale wciąż się do niej odzywał, wciąż był sympatycznym chłopakiem. Pamiętasz?

owszem, i o to mi właśnie codziło, kiedy pisałam o szufladkowaniu i braku kredytu zaufania dla śmiertelników. Uważam, że Bella zachowuje się jak świnia wobec wszystkich tych, którzy na starcie obdarzyli ją kredytem zaufania: Mike'a, Erica, Angeli, a nawet Jessici - której NIGDY nie raczyła wysłuchać.
Agn napisał/a:
Renee pracowała jako przedszkolanka - ciekawe, kto takiej kobiecie powierzyłby dzieci do opieki? Ja na pewno nie.

ja też nie :mrgreen: co potwierdza moją tezę, że na wymyślenie postaci Charliego i Renee pani Meyer poświęciła góra 5 minut.
Agn napisał/a:
Zastanawiam się, czy Charlie dużo miał kontaktów z rodziną Cullenów

nie miał, ale nikt nie miał, co nie przeszkadzało reszcie miasteczka INSTYNKTOWNIE nienawidzić Cullenów. A te pielęgniarki...no cóż "everything about me invites you in: my face,, my voice even my smell" :wink:
Agn napisał/a:
Jeszcze coś o Belli i jej nienawiści do Forks. Wydaje mi się, że to był zamiar Meyer. Pokazać, że Bella nie znosi tego miejsca.

nie musi Ci się wydawać, taki był ewidentnie zamiar, przecież autorka wbija nam go kilofem do głowy (jest ZBYT ZIELONO - argument roku). Natomiast fakt, że pierwsze 20 stron powieści wypełnia prawie wyłącznie marudzenie uważam za nietrafiony. O wiele, wiele, wiele lepsze jest rozpoczęcie Midnight Sun.

Agn - Sob 11 Wrz, 2010 21:54

spin_girl napisał/a:
A te pielęgniarki...no cóż "everything about me invites you in: my face,, my voice even my smell" :wink:

Tak, tylko albo w jedną, albo w drugą proszę. Albo instynktownie się boimy wampiórów, albo jesteśmy ich bezbronnymi (grrrr...) ofiarami, które same pchają im się w łapy. To jak to ostatecznie jest?

A odnośnie rodziców Belli - Meyer wymyśliła im imiona. I koniec.

spin_girl - Nie 12 Wrz, 2010 10:09

Agn napisał/a:
Tak, tylko albo w jedną, albo w drugą proszę. Albo instynktownie się boimy wampiórów, albo jesteśmy ich bezbronnymi (grrrr...) ofiarami, które same pchają im się w łapy. To jak to ostatecznie jest?

ja też się nad tym zastanawiałam, ale chyba można to wytłumaczyć tym 'edge'. Pamiętasz, jak to jest opisane w MS? Kiedy Edward się nie starał, podziwiano go z daleka, ale jednak nie podchodzono zbyt blisko. Potem jednak, kiedy zakochał się w Belli i chciał się jej wydać bardziej przystępnym, nie chciał, żeby się go bała, stracił ten swój 'edge' i wszystkie baby zaczęły mdleć na jego widok. Mnie się wydaje, że to jest element systemu obrony i ataku. Instynktownie ludzie boją się wampirów, ale kiedy wampiry nie chcą żeby ludzie się ich bali, roztaczają ten swój "czar", który sprawia, że wydają się superatrakcyjni (co ma sens, no bo przecież polowanie na ludzi byłoby dużo trudniejsze, gdyby uciekali z wrzaskiem na sam ich widok). Carlisle ma powołanie i w pracy na pewno nie chce, żeby ludzie się go bali, więc pewnie roztacza swój "czar" 24 godziny na dobę instynktownie i stąd te mdlejące pielęgniarki :mrgreen:

Agn - Nie 12 Wrz, 2010 11:00

Tylko dlaczego wampiry miałyby chcieć, by ludzie się ich bali? I czemu polowanie miałoby być trudniejsze? Wampiry Meyer szybko biegają, mają niespożytą siłę. W zasadzie nie muszą być ani piękne, ani czarujące. Po prostu podbiegają, żrą i idą dalej (patrz: James). Poza tym myślę, że np. Alice wcale nie chciała być przerażająca, a jednak w trzecim tomie bodaj Angela i Ben dopiero po jakimś czasie zaczęli czuć się w towarzystwie Cullenów w miarę komfortowo. Czyli to chyba nie działa na zasadzie włącznika.
spin_girl - Nie 12 Wrz, 2010 11:30

Angela i Ben byli w sobie wzajemnie zakochani, więc Alice nie za bardzo miała kogo czarować :mrgreen:

Ja jednak będę obstawać przy swojej teorii, która wcale nie jest oryginalna. W większości powieści o wampirach są one w stanie do pewnego stopnia kontrolować ludzi: w Vampire Diaries to się nazywa 'compelling', w serii o Sookie Stackhouse jest to 'glamor' a w Zmierzchu Bella mówi Edwardowi 'you dazzle people'. Myślę, że te pojęcia są bardzo bliskoznaczne.
Są takie wampiry, jak James właśnie, które żyją zupełnie "na dziko", są jednak takie, które, przynajmniej częściowo chcą korzystać z dobroci cywilizacji i wtedy właśnie to "dazzling" się przydaje, żeby spokojnie móc wejść w interakcję z ludźmi. Przypomnij sobie Jaspera - kiedy spotkał Marię i te dwie inne wampirzyce, one go właśnie "dazzled" - przez długą chwilę był jak zahipnotyzowany.
Myślę, że Cullenowie nie włączają tego swojego "dazzle" bo wolą żyć jak outsiderzy. Szkoła ich nudzi, ludzie ich nudzą a poza tym, jako wegetarianie, nie chcą narażać się na niepotrzebne pokusy, więc wolą, żeby ludzie czuli się nieswojo w ich towarzystwie. Wyjątkiem jest, of course, Carlisle, który pracuje z ludźmi, a potem także Edward, który uruchamia "dazzle" dla Belli i natychmiast zaczyna siać masową destrukcję :mrgreen:
Myślę, że z "dazzlingu" korzystały także Tanya, Kate i Irina, które gustowały w ludzkich kochankach.

Agn - Nie 12 Wrz, 2010 11:41

I nie za dużo tego dobrego? Ludzie nie mają jak się przed tymi wampiórami bronić. Ani zwiać, ani zwalczyć - nic. Brak tu równowagi między drapieżnikiem, a ofiarą. Zresztą natura nie daje stworzeniom sama z siebie możliwości korzystania z cywilizacji, wszystko jest nabyte. Natura daje możliwości przetrwania.
A Angela i Ben nie tyle nie byli oczarowani (tym bardziej, że i Alice miała Jaspera), co się ich obawiali. O to mi chodzi.
I nie we wszystkich książkach o wampirach wampiry mogą kontrolować ludzi. Tylko w tych współcześnie napisanych. U Anne Rice wampiry były piękne i tyle. Lestat potrafił rzucać co najwyżej drobne uroki, ale nie każdy wampir mógł to robić, tylko te, które były odpowiednio wiekowe i potężne (czyli Lestat z krwią Akashy to był megapower, ale już np. Louis tego nie umiał - nigdy nie był potężny, potrafił zaatakować ofiarę, ale tylko tyle). To była cała zabawa z przedwieczną krwią etc. Długo by wyjaśniać. A u Yarbro to samo - Saint Germain nie przerażał ludzi. W sumie na mnie to o wiele bardziej działało - zagrożenie, którego nie rozpoznajesz, dopóki nie jest za późno. U Meyer czy Smith pod hasłem "wampiry" kryją się superherosi, a to nie jest to samo. I mnie męczy taka idealizacja bohaterów.

Ej, a gdzie reszta? Yvain!!! Przyzywam cię!!!

Yvain - Nie 12 Wrz, 2010 12:02

Przepraszam, na razie tylko was czytam. Z ogromną przyjemnością zresztą :mrgreen: Mam dużo pracy i nie dam rady się zabrać za książkę, przemyśleć i coś sensownego napisać. Ale jak minie największe szaleństwo, to z ogromna chęcią dołączę :mrgreen: może we wtorek wieczór, się uda.
Agn - Nie 12 Wrz, 2010 13:33

Będziemy czekać (nie)cierpliwie, Yvain! Oraz na całą resztę. *wymowne spojrzenie w stronę reszty* Kaśku, wiem, że nie masz książki na kolanach, ale możesz mimo to się przecież włączyć! Kasiek słyszał? Z pewnością coś pamiętasz z książki. :)
Nie przeczę, że mam nadzieję, że i Snow się dołączy. :) Oraz Rozważna... i może ktoś jeszcze? Basiu? Aniu?

spin_girl - Nie 12 Wrz, 2010 13:40

No właśnie, moje drogie, żeby nam nie wyszedł prywatny wątek Agn-Spin. Nawet jeśli nie macie czasu czytać zadanych rozdziałów to przecież możecie podrzucać komentarze, tym razem nie martwimy się spojlerami :mrgreen: Im nas więcej w dyskusji, tym lepiej. :hug_grupowy:
Anonymous - Nie 12 Wrz, 2010 14:08

Agn napisał/a:
Kasiek słyszał?

Kasiek słyszy..... i jest zły, że pożyczył książkę....

Właśnie zerknęłam w ebooka.
Żal mi Belli nie wolno mówić jej ojcu po imieniu.... Pewnie gdyby Charlie nie był komendantem juz dawno by go zamknęli za znęcanie się nad dzieckiem.
Wiecie co mnie intryguje.... (chociaż to nie jest główny wątek książki) dlaczego rodzice Belli się rozstali, błagam matka Belli nie może być taka pusta, że rozeszła się z mężem bo jej klimat nie odpowiadał, Bella wspomina, że im się krótko po ślubie układało tylko.
Obawy początkowe Belli, rozumiem, aż za dobrze, sama mam zaczątek fobii socjalnej, więc przed każdym wyjazdem, rozpoczęciem czegoś przechodzę istne katusze, że ludzie sobie niewiadomo co pomyślą. A tu ona wpada faktycznie w środowisko całkiem nowe, gdzie ona tylko jest "obca" a reszta to niemalże jeden wielki klan. I rozumiem jej tęsknotę za domem, ja tam lubię podróże, ale jednak jak nie ma mnie długo w domu, to kurczę brakuje najgłupszej rzeczy, u niej żwirku co chrzęści, mi trzasku dźwięku zamykanej furtki. A Ona zostawiła jedyną osobę z którą dogadywała się jako tako, na rzecz widywanego raz w roku przez miesiąc ojca, który zyje w innym świecie, na dodatek pewnie nie ma pojęcia jak się dogadywać z nastolatką. Ot wrzucona do zupełnie innego środowiska, ja na jej miejscu siedziałabym, na forum, wypłakiwała się, psioczyła na świat i planowała skrycie samobójstwo :wink:
Poza tym nie czają.... Edward od razu zyskał miano prześladowcy.... no zachowuje się nieco dziwnie, ale jakby tak wszystkim od razu! przypinać metki, to naprawdę połowę osób powinno się po pierwszy spotkaniu wsadzić do kryminału

Agn - Nie 12 Wrz, 2010 17:20

O Renee i Charlie'm wiadomo, że za młodu razem uciekli. Zakochali się w sobie, związali, zwiali i wzięli szybki ślub, po czym dość szybko dorobili się Belli. Związek oparty na zauroczeniu, a nie stabilnej miłości. Założę się, że po pewnym czasie Charlie przestał uznawać, że brak umiejętności kucharskich Renee jest uroczy, a jej roztrzepanie już go tak nie rozczulało i nie wydawało mu się słodkie. Sądząc po opisie Belli mam prawo domniemać, że nie miała bladego pojęcia o prowadzeniu domu - w końcu była wtedy młodą dziewczyną. Zaś Renee zaczęły doprowadzać do szału drobiazgi, w tym wieczne zimno i deszcz w Forks, gdzie była uwięziona, bo mąż miał tutaj pracę. W końcu z tej wariackiej miłości zostało niewiele, oni się znielubili, zaczęli unikać, w końcu Renee trafił szlag, spakowała manatki, wzięła Bellę i wymaszerowała z domu, w którym czuła się jak w więzieniu. Na tym stadium jej uczuć zapewne czuła się jak ktoś, kto całe życie wylegiwał się na plaży, a kazano mu zostać zawodowym alpinistą. Mało takich historii w życiu? To się zdarza. Renee wychodząc rzuciła, że nie chce utknąć w Forks do końca życia (czy jakoś tak to ujęła), zatem wyszła z klatki. To był po prostu nieudany związek dwójki niedojrzałych szczeniaków. Lepiej, że się rozwiedli niż ciągnęli to w nieskończoność. Jeszcze by się kompletnie znienawidzili.

Edward - prześladowca. Raz Bella miała przebłysk inteligencji - w końcu jeszcze ją podglądał, gdy spała. :-P

spin_girl - Nie 12 Wrz, 2010 17:30

Agn napisał/a:
Edward - prześladowca. Raz Bella miała przebłysk inteligencji - w końcu jeszcze ją podglądał, gdy spała.

hę? :bejsbol:

Nie do końca zgadzam się też z Twoją wersją związku Renee i Charliego. To znaczy z tą częścią dotyczącą Renee tak, ale nie Charliego. Z powieści ewidentnie wynika, że Charlie został porzucony przez żonę, którą kochał i nie przestał kochać. To dlatego szafki w kuchni dalej pomalowane są na żółto, a na ścianach wiszą zdjęcia Renee. To dlatego Charlie nie ma drugiej żony, ani nie chodzi na randki. Nie sądzę, żeby C. i R. się "znielubili", raczej Renee znielubiła Forks na tyle, żeby uciec z tamtąd nawet za cenę porzucenia męża. Swoją drogą uwielbiam mentalność Amerykanów, którzy na pierwszym miejscu zawsze stawiają siebie - to nic, że porzucam kochającego mnie i Bogu ducha winnego męża, oraz, że rozdzielam go z ukochaną córką. To nic, że moja córka będzie widywała ojca przez miesiąc w roku, wychowując się praktycznie jak półsierota - nie podoba mi się w Forks, więc sru! już mnie nie ma. :?

Agn - Nie 12 Wrz, 2010 17:44

To była moja wizja, co się mogło stać. To mogła być jedna z wersji wydarzeń. I postępowanie Renee też mi się nie podobało. Ojciec odgrywa naprawdę ważną rolę w wychowaniu dziecka. Zapewne gdy o nim mówiła Belli (i o rozstaniu, bo skądś Bella musiała wiedzieć, jakimi słowami Renee pożegnała Charliego!), mówiła o nim "Charlie". Zresztą gdy się żegnała z córką, też powiedziała, by pozdrowiła Charliego. Nie dziwne zatem, że i Bella nie mówi o nim "tata", a z czasem wprost zwraca się do niego po imieniu.
Jeszcze jedno - to że kogoś coś w kimś denerwuje, jeszcze nie znaczy, że nie kocha. Charlie pewnie był na swój sposób zakochany w Renee, czego nie zabiło nawet porzucenie (już wiem, po kim Bella to ma). Ale to nie znaczy, że się nie kłócili. Na pewno się kłócili, w przeciwnym razie spokojnie by porozmawiali i doszli do wniosku, że im nie wyszło, a nie skończyło się porzuceniem i trzaśnięciem drzwiami.

I schowaj ten bejsbol, Spinuś. Dobrze wiesz, że od dawna uważam Edwarda za podglądacza. I co? Zaprzeczysz, że ładował się do czyjegoś domu, by popatrzeć sobie, jak dziewczyna śpi? :-P

Ale, by nie było, że się czepiam i żem zołza skończona (tylko nieskończona, hehe), postaram się w każdym rozdziale, w którym pojawia się Edward, napisać o nim coś pozytywnego na podstawie tego, co rzekł lub zrobił, okej? Bo wprawdzie dla mnie to potencjalny psychopata, ale są w nim cechy, które bardzo mi się podobają.
Więc w rozdziale pierwszym... znając MS muszę go pochwalić za samokontrolę i z jaką siłą się w nią czepił ostatkiem sił. A w drugim ładnie starał się zatrzeć pierwsze, niekorzystne wrażenie na Belli. Grzecznie sobie z nią rozmawiał. I tak fajnie się w sumie przedstawił - "I didn't have a chance to introduce myself." Ładne.

spin_girl - Nie 12 Wrz, 2010 17:47

Agn napisał/a:
Ale, by nie było, że się czepiam i żem zołza skończona (tylko nieskończona, hehe), postaram się w każdym rozdziale, w którym pojawia się Edward, napisać o nim coś pozytywnego na podstawie tego, co rzekł lub zrobił, okej?

*tygrysica tymczasowo ugłaskana* :mrgreen:

Agn - Nie 12 Wrz, 2010 17:48

I tak wiem, że mi kiedyś spuścisz łomot. Albo zadusisz we śnie. :lol:
spin_girl - Nie 12 Wrz, 2010 17:50

Jaaaaaaaaaaa? :confused3: Ja jestem niespotyanie spokojną i łagodną osobą..... :wink:
Agn - Nie 12 Wrz, 2010 18:13

Dobra, dobra. Masz w sobie mnóstwo pozytywnej energii, ty mi tu z baranią łagodnością nie wyskakuj. ;)
spin_girl - Nie 12 Wrz, 2010 18:16

....jako owieczka na łące łagodnie pasąca się wśród stada...
Agn - Nie 12 Wrz, 2010 19:11

Tiaaa... Jeszcze trochę i zaczniesz tak śpiewać:

Jak dobrze być barankiem
i wstawać sobie rankiem
i biegnąc na polankę
śpiewać sobie tak:
be be be kopytka niosą mnie...

How good to be baranek
And wake up sobie ranek
And going to polanek
And singing just like that:
Be be be kopytka taking me...

So gut zu sein baranek
aufsteigen sobie ranek
und gehen aus polanek
und singen so wie als:
bich bich bich kopytka tragen mich...

spin_girl - Nie 12 Wrz, 2010 19:23

Hahahahhahahha, zapomniałam na śmierć o tej piosence! :rotfl:
Teraz na pewno będę ją sobie śpiewać do rana - nie odczepi się :mrgreen:

Agn - Nie 12 Wrz, 2010 19:40

To może wrzucę dwa komiczne wiedełka, to się baranek od ciebie odowieczkuje.
MTV Movie Awards 2010 było reklamowane m.in. w ten sposób:
Robert: http://www.youtube.com/wa...ture=grec_index
Taylor: http://www.youtube.com/wa...rQOMmBpdSs&NR=1
Tom Cruise jest tu niemal nie do poznania. :lol:

Anonymous - Nie 12 Wrz, 2010 19:53

Agn napisał/a:
Jak dobrze być barankiem
i wstawać sobie rankiem
i biegnąc na polankę
śpiewać sobie tak:
be be be kopytka niosą mnie...

spiewaliśmy to na pielgrzymce łiiii
ale tylko po polsku :(
Agn napisał/a:
Albo zadusisz we śnie.

Dziękuj Bogu, że spin nie jest wampirem, tak to masz jeszcze jakieś szanse :P
spin_girl napisał/a:
Swoją drogą uwielbiam mentalność Amerykanów, którzy na pierwszym miejscu zawsze stawiają siebie

Taaaa. :roll:

Agn - Nie 12 Wrz, 2010 20:03

Poczekaj, tam jeszcze dalej było w innych językach...
O, tu jest: http://www.joemonster.org..._antydepresyjny
:lol:

A na kiedy następne rozdziały? Bo ja już odsłuchuję - fajnie się słucha. Czyta niejaka Ilyana Kadushin - dobrze czyta, przyjemnie się słucha jej głosu. Mówi bardzo wyraźnie i dobrym, średnim tempem leci tekst. :)
W ogóle przy audiobookach jakoś wolę, gdy czytają kobiety. Nawet jeśli Stardust czytał sam Gaiman, to jednak...

PS Wg amazon.co.uk Eclipse za granicą wyjdzie 6 grudnia.

spin_girl - Nie 12 Wrz, 2010 21:43

To jest Tom Cruise?! :paddotylu:
Wiecie co, ja naprawdę wiem, że to o niemyciu włosów to kompletna bzdura, ale one naprawdę wyglądają na brudne...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group