Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)
spin_girl - Pią 27 Sie, 2010 20:26
Chyba sobie jednak daruję.
Googlowałam ten serialik i natknęłam się na wywiad z Paulem Wesleyem po polsku. Już teraz wiem, dlaczego w Polsce nie ma przystojnych facetów - wyemigrowali do Stanów (vide Wesley, Padalecki...)
Yvain - Pią 27 Sie, 2010 20:32
Bardziej zbobrzały Paul, wielki smutek szkoda bo miałam ochotę na coś w klimatach anielskich.
Agn - Pią 27 Sie, 2010 20:41
Aczkolwiek jak skończę, spodziewajcie się wrażeń.
Tylko poczekam na napad masochizmu.
spin_girl - Sob 28 Sie, 2010 09:33
Dorwałam w mojej miejscowej bibliotece Intruza w postaci normalnej książki na papierze i ruszyłam z czytaniem.
Rozdziały 46-48
W trakcie których dowiadujemy się, że Jamie wyzdrowiał natychmiast i całkowicie od leków ukradzionych przez Wandę. Nie potrafię zrozumieć zachowania Sharon. To jest naprawdę niskie, żeby nie ucieszyć się z wyzdrowienia dziecka, tylko dlatego, że uratowała je kosmitka. Tak jak przewidziałam od razu, ludziom natychmiast zapaliły się żaróweczki nad głowami i uznali, że należy wycisnąć Wandę jak dorodną cytrykę. Rozpoczęła się wyprawa na kilka tygodni i dwie ciężarówki, w trakcie której Jared, Kyle i Ian kradli co mogli pod przewodnictwem Wandy (Wanda i banda taki zespół kiedyś był ) od niczego nie spodziewających się Dusz. Te Dusze to jednak są pierdoły. Gorzej, że Jared jakiś się miły zrobił dla Wandy i teraz to już kompletnie nie widzę szans Iana, mimo jego (jak zwykle) genialnego zachowania po powrocie z lekami dla Jamiego, gdzie, oczywiście, znowu całkowicie zrozumiał mentalność Wandy w przeciwieństwie do chciwego i nastawionego na łupy Jareda. No w każdym razie wyprawa Wandy i bandy okazała się olbrzymim sukcesem, ale na samym końcu okazałaby się olbrzymią porażką. Ekipę uratowały nieudolne kłamstwa Wandy, która na widok Łowcy aż upuściła z wrażenia cyjanek Dobrze opisana scena, trzymała w napięciu. Okazuje się, że jakieś Dusze zniknęły w okolicy, co oznacza, że Doktorek nie próżnował w czasie nieobecności Wandy i bandy.
A na końcu megazonk - Wes nie żyje. Aż mi wstyd, ale nie za bardzo wiem, który to Wes. Czy to ten młody chłopak, który zakochał się w starszej od siebie kobitce i podrywał ją w czasie gry w piłkę nożną?
Teraz będę czytać i komentować nowe rozdziały z dużo większą częśtotliwością, mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza?
Yvain - Sob 28 Sie, 2010 12:12
| spin_girl napisał/a: | | Teraz będę czytać i komentować nowe rozdziały z dużo większą częśtotliwością, mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza? |
Nie przeszkadza, wręcz przeciwnie jestem za
| spin_girl napisał/a: | | A na końcu megazonk - Wes nie żyje. Aż mi wstyd, ale nie za bardzo wiem, który to Wes. Czy to ten młody chłopak, który zakochał się w starszej od siebie kobitce i podrywał ją w czasie gry w piłkę nożną? |
Tak to ten
Ciekawa była tez scena w motelu, gdzie podczas wyprawy zatrzymali się Wanda i banda.
Ten moment jak Wanda wygląda przez okno i zauważa rodzinę dusz z małym dzieckiem jeszcze nie zmienionym. Wanda pokazuje ich Jaredowi i Ianowi mówiąc, że może to dać nadzieję na pokój między duszami i ludźmi.
A Jaredem nie przejmowałabym się aż tak bardzo w końcu to Ianowi się wypłakiwała w mankiet.
spin_girl - Sob 28 Sie, 2010 12:15
| Yvain napisał/a: | Ciekawa była tez scena w motelu, gdzie podczas wyprawy zatrzymali się Wanda i banda.
Ten moment jak Wanda wygląda przez okno i zauważa rodzinę dusz z małym dzieckiem jeszcze nie zmienionym. Wanda pokazuje ich Jaredowi i Ianowi mówiąc, że może to dać nadzieję na pokój między duszami i ludźmi. |
o, faktycznie, zapomniałam wspomnieć o tej scenie, a ona jest bardzo ciekawa. Myślę, że Dusze się trochę nacięły. Nie spodziewały się, że ludzie mają takie silne emocje i teraz niespecjalnie potrafią sobie z nimi poradzić. Chyba jednak łatwiej jest być kwiatem czy nietoperzem.
Agn - Sob 28 Sie, 2010 20:38
Spinuś, cieszę się, że będziesz częściej komentować. I cieszę się, że wygodniej ci się będzie czytało.
A z biblioteki wypożyczyłaś wersję anglo- czy polskojęzyczną? Z ciekawości pytam.
Sharon i Maggie są naprawdę niemożliwe. Rozumiem niechęć, serio, ale fakt faktem, że nie cieszyły się, że Jamie wyzdrowiał. To chyba typ osób, które są szczęśliwe, mogąc kogoś dręczyć, a do tego by doszło, gdyby Jamie umarł na skutek gorączki z rany, którą zdobył w trakcie zdobywania fantów od dusz. Ale by miały używanie! A tak d. blada.
Dusze... tu mnie właśnie też zastanawiał ten obrazek, jak to z tymi duszami w końcu jest. Czy ta para z dzieckiem odczuwała miłość do dziecka wciąż poprzez ciało czy też było to uczucie samych dusz? Dziecko doskonale wychowane przez dusze z przekazanymi mu wartościami czy też po prostu rodzicielska miłość? I niechęć, by to dziecko miało wszczepionego robala, bo wtedy... nie byłoby już takim dzieckiem, jakie pokochali. Ciekawa rzecz. I też mi się ta scena bardzo podobała. I nawet to, jak zostało to ujęte w słowa.
- Na co patrzysz?
- Na nadzieję.
I tak, Wes to ten młody chłopak, który związał się ze starszą od siebie kobietą. Ale byli razem szczęśliwi. Strasznie mi go żal było. No i kto go utłukł? Grrr...
spin_girl - Sob 28 Sie, 2010 20:48
| Agn napisał/a: | | Spinuś, cieszę się, że będziesz częściej komentować. I cieszę się, że wygodniej ci się będzie czytało. |
ok, przyznam się od razu: doczytałam już do końca. Ale pozostając w duchu forum zrobiłam sobie dokument w wordzie i co trzy rozdziały zapisywałam na świeżo swoje wrażenia, także teraz jak tylko poczujecie się gotowe do ruszenia z następną porcyjką wystarczy zrobić kopiuj/wklej i mam posta
| Agn napisał/a: | | A z biblioteki wypożyczyłaś wersję anglo- czy polskojęzyczną? Z ciekawości pytam. |
sama widziałaś jakiej wielkości jest moje miasteczko... cud, że kupili Intruza w ogóle, gdyby go jeszcze mieli po angielsku to chybabym uwierzyła w yeti. Ale tłumaczenie uważam za całkiem przyzwoite, raczej mi zęby nie zgrzytały...
Agn - Sob 28 Sie, 2010 21:30
Łaaaa!!! No to dawaj, moja droga, dawaj! Na kiedy następne?
spin_girl - Sob 28 Sie, 2010 21:31
No nie wiem, na kiedy chcecie? Ja mogę wklejać w każdej chwili...
Yvain - Sob 28 Sie, 2010 21:35
Możemy lecieć dalej jak chcecie
spin_girl - Sob 28 Sie, 2010 21:37
Oki, to wklejam recenzję kolejnych trzech rozdziałów.
Rozdziały 49-51
Na początku jest okropne zamieszanie i już sama nie wiedziałam, co się działo. Napadli ich w tych jaskiniach? Ludzie napadli na Dusze w okolicy jaskiń? Rozpętała się trzecia (czy tam która) wojna światowa? W rezultacie okazało się, że zamieszania narobiła jedna Łowczyni (ta uparta zołza, która od początku się uczepiła Wandy). Łowczyni na własną rękę kontynuowała poszukiwania Wandy, aż w końcu dotarła do celu i urządziła sobie Dziki Zachód w jaskiniach. Wes zginął, ktośtam został ranny, a Łowczynię złapali i, nie wiadomo po co, trzymają jako zakładniczkę, żeby Wanda mogła z nią porozmawiać. Łowczyni, jak na Duszę, zachowuje się jak wyjątkowa zdzira, chociaż warunki ma 100 razy lepsze niż Wanda na początku. I teraz przechodzimy do kompletnie dla mnie niezrozumiałej akcji: dylematów moralnych Wandy. Nie jestem fanką egzekucji, ale, do jasnej cholery, to jest wojna a wróg nie tylko jest u bram, ale już dawno wlazł do środka. Jedyną bezpieczną kryjówkę ludzi znalazła najgorsza, najbardziej zawzięta Łowczyni. Każda chwila, w której ona żyje jest automatycznie chwilą niebezpieczną dla wszystkich w okolicy. Jedyną rozsądną rzeczą jest, niestety, natychmiast ją odstrzelić. A tymczasem Wanda się waha i waha, aż w końcu decyduje się, nie wiadomo po co, na jakieś koszmarne poświęcenie. I tu wychodzi szydło z worka – Wanda jednak umie kłamać. Przez cały czas wiedziała, jak oddzielić Dusze od ciał i nic nie powiedziała, nawet wiedząc, że Doktor prawdopodobnie będzie dalej kombinował w tym kierunku, co zakończy się tragicznie dla obiektów jego eksperymentów. Teraz jednak w obliczu utraty swojej BFF Łowczyni, nagle Wanda podejmuje dramatyczną decyzję – zdradzi Dusze, pokaże Doktorowi, jak oddzielić je od ludzkich ciał, Łowczyni posłuży za pierwszy obiekt testowy, a następna w kolejce będzie sama Wanda. Oczywiście Wanda ewakuuje się z ciała Melanie wyłącznie dla Jareda. Jedną, ulotną myśl poświęca Ianowi i jego cierpieniu (jak to miło z jej strony), ale już postanowiła. Pierwszym etapem planu jest zdobycie kapsuł kriogenicznych, w których będą odsyłać oddzielone Dusze w kosmos. Oczywiście, na wyprawę po kapsuły Wanda zabiera Jareda…
Na szczęście wyprawa po kapsuły opisana jest mniej szczegółowo niż poprzednie. Wanda i Jared od razu znajdują to, co jest im potrzebne. W międzyczasie Wanda raczy Jareda historią o tym, jak jako niedźwiedzica o sześciu rękach ujeżdżała coś w rodzaju wieloryba, dokonując przy tym operacji na otwartym mózgu. Wow.
Agn - Sob 28 Sie, 2010 21:54
Ej, ej, ej! CHWILA! Wanda nie kłamała. Ona po prostu nie chwaliła się tą wiedzą. To była najbardziej strzeżona tajemnica, której każda dusza pilnie strzeże.
A dylematy moralne rozumiem w sumie. Dusza pozostaje duszą, one się tam wszystkie mimo wszystko kochają. Że nie wspomnę że wieki temu w którymś rozdziale stało jak wół, że Łowczyni wciąż wraca. SAMA! Wszyscy się już poddali i zapewne (a Wanda jako dusza to może wręcz dać sobie ręce obciąć, że tak będzie) wszyscy uznali, że Wanderer nie żyje. Zjadł ją jakiś dziki zwierz albo co... A Łowczyni wracała jak natrętna mucha. Czyli przybyła sama. Nie wspominając, że gdyby miała towarzystwo, to pandemonium byłoby większe i nie wiem, kto kogo by trzymał w więzieniu. Podejrzewam, że dusze zapakowałyby ocalałych i zrobiły im to, co wszystkim rebeliantom (wszczepienie, dochodzenie i czapa).
Wanda jest mega. Podejrzewam, że w tamtym ciele było jej znacznie łatwiej tego wszystkiego dokonać (niedźwiedź, tak?) niż w ciele ludzkim. Dla nas ciężko wyobrażalne, ale jednak... nie wszystkie gatunki są tak cieleśnie ograniczone, jak człowiek.
Swoją szosą zawsze mnie interesowało, że wyobraźnia twórców filmów czy pisarzy odnośnie kosmitów jest dość ograniczona. Albo wszystkie gatunki są humanoidalne (a jak nie, to się na nich jeździ - pamiętam, jak mnie to drażniło w SW) i też żaden nie wybrnie poza konsystencję cielesną. A przecież kosmici nie muszą mieć wcale takiego stałego ciała, jak my (chodzi mi o to, że można go dotknąć, ścisnąć - ciało jest stałe, w środku krew, układ kostny, mięśnie etc.). Może mają wyższy stopień ewolucji?
Yvain - Sob 28 Sie, 2010 21:57
Wanda ma dylematy bo dusze nie zabijają, nawet do funkcji łowców przeznaczane są odpowiednie dusze, tak jakby mniej wrażliwe. Ludzkie ciała likwidowano tylko wtedy gdy wymagały tego nadrzędne sytuacje, czyli jak nie można ich było zasiedlić, albo gdy atakowały dusze. Dla niej wojna to przemoc, czyli coś złego.
Nie wydaje mi się też, że Wanda kłamała na temat wyjmowania dusz. Oczywiście,że wiedziała jak to się robi. Ale robione to było tylko dlatego, żeby znaleźć nowe mieszkanie dla duszy po śmierci żywiciela, nie wchodziła w grę możliwość żeby robić to z powodu żywiciela. Przecież po śmierci jednego żywiciela to było normalne, że przechodzi się do następnego. Ale wyjmować duszę żeby uratować człowieka, nie mając przy tym pewności czy ciało nie jest już puste. Nikt tego nie robił A Wanda pokochała Mel, nie jest w stanie czynić zła, a zaczyna czuć, że źle postępuje wobec niej, zajmując jej ciało. Zdaje sobie coraz bardziej sprawę z tego ile dusze ludziom odebrały i że nie zasługujemy na to.
spin_girl - Sob 28 Sie, 2010 21:59
| Agn napisał/a: | | Ej, ej, ej! CHWILA! Wanda nie kłamała. |
to się nazywa lying by omission - kłamstwo przez zatajenie.
Agn - Sob 28 Sie, 2010 22:00
Dusze nie zabijają. One likwidują. No właśnie. Tylko że Wanda chyba już rozumie, że to morderstwo.
Poza tym... do tej pory z jej zaufaniem względem ludzi kiepsko. Mimo wszystko wciąż się ich jeszcze trochę boi. A przedtem? Przecież nie powie wrogom "Ej, słuchajcie! Ja wiem, jak wyjąć dusze z ludzkich ciał tak, by jedno i drugie przeżyło!", zwłaszcza że dusze na pewno byłyby od razu zabijane. A tego Wanda nie chce. Może i zostawiła własną społeczność, ale nam też nie uśmiechałoby się przyczyniać do zabijania swojego gatunku.
Agn - Sob 28 Sie, 2010 22:02
| spin_girl napisał/a: | | Agn napisał/a: | | Ej, ej, ej! CHWILA! Wanda nie kłamała. |
to się nazywa lying by omission - kłamstwo przez zatajenie. |
Przeczytaj moją wypowiedź powyżej. A poza tym mielibyśmy do czynienia z kłamtwem, gdyby ją ktoś choćby zapytał, jak to się robi. A ona odpowiedziała wymijająco albo "nigdy tego nie robiłam" (i nic więcej).
spin_girl - Sob 28 Sie, 2010 22:05
No tak, tylko że była świadkiem eksperymentów Doktora, kończących się śmiercią zarówno Dusz jak i Żywicieli. I powiedziano jej praktycznie wprost, że te eksperymenty będą kontynuowanie. W związku z tym zatajając prawdę, że zna sposób w miarę bezpiecznego oddzielania pijawek od ludzi bezpośrednio przyczyniała się do śmierci kolejnych obiektów eksperymentów.
A dylematów moralnych nie rozumiem, ponieważ ona sobie myślała coś w stylu "nie chcę jej zabić ponieważ chcę jej śmierci" co już nie przypominało filozofii Dusz jako takich.
Agn - Sob 28 Sie, 2010 22:13
No bo Wanda się zmienia. Jest teraz mieszanką tego, co ma wpojone jako dusza i tego, czego nauczyła się już jako człowiek. Niełatwo to pogodzić i na pewno niełatwo przejść nad tym to porządku dziennego. Bez tego wahania byłaby raczej maszyną niż, hmm, człowiekiem.
Widziała efekt tych eksperymentów, a nie samych eksperymentów. I zobaczyła przede wszystkim to, że dusze zostały zachlastane. Ludzie znów jawili jej się mordercami, a komuś takiemu nie powierzysz tajemnicy. Nie takiej. No i ludzie jej też nie ufali do końca, nawet po leki poleciała tylko dlatego, że Jared postanowił się ciut zrehabilitować i wziął ją cichaczem ze sobą. Myślę, że tu można mówić o powolnym budowaniu porozumienia. Ona pokazuje, że można jej zaufać, może ludzie się na to otworzą (i nie myliła się), wtedy można porozmawiać o wyjmowaniu dusz, zapewniając sobie przyrzeczenie, że dusze nie zostaną zabite.
Yvain - Sob 28 Sie, 2010 22:13
| spin_girl napisał/a: |
A dylematów moralnych nie rozumiem, ponieważ ona sobie myślała coś w stylu "nie chcę jej zabić ponieważ chcę jej śmierci" co już nie przypominało filozofii Dusz jako takich. |
Ja rozumiem, podobnie było w przypadku jak Kyle chciał ją zabić. Nie zabije, bo jest coś ponad, ważniejsze jest życie. Nie wyobrażam sobie Wandy, decydującej się na przemoc, choć uczy się od nas emocji i uczuć.
Agn - Nie 29 Sie, 2010 11:34
Otóż i ja tego nie widzę. Najbardziej podoba mi się właśnie taka - silniejsza po ludzku, ale z tym elementem "doskonałości" dusz.
spin_girl - Nie 29 Sie, 2010 11:52
A ja nie rozumiem, dlaczego postawiła dobro Łowczyni nad dobro wszystkich jaskiniowców. Przykro mi, czasami trzeba wybrać większe dobro. Kiedy pisałam recenzję tych trzech rozdziałów, myślałam, że Wanda w swojej szlachetności zdecyduje się na jakiś szalony plan by uratować Łowczynię, co postawi wszystkich w niebezpieczeństwie i za to byłam gotowa ją potępić - ostatecznie nie miała prawa przedkładać czystości własnego sumienia nad życie i zdrowie innych.
Okazało się jednak, że Wanda wymyśliła naprawdę wspaniałe rozwiązanie, które pozwoliło jednocześnie pozbyć się Dusz i ich nie krzywdzić. I za to ją bardzo podziwiam.
spin_girl - Nie 29 Sie, 2010 11:54
Wklejam recenzję kolejnych trzech rozdziałów:
Rozdziały 52-54
Wanda i Jared wracają z udanej wyprawy z 10 kapsułami. Wanda pokazuje Doktorowi, w jaki sposób można usunąć Duszę z ciała żywiciela i okazuje się, że jak się wie, co się robi to jest to w sumie dość proste, trzeba ją tylko pomacać, połaskotać i sama wyłazi Cały czas się zastanawiam, w jaki sposób będą odsyłać oddzielone Dusze na inne planety – będą je podrzucać przed szpitalami, jak niechciane noworodki?
O, siurpryza! Okazuje się, że fakt, iż Łowczyni nie była zbyt miłą osobą wcale nie był winą Łowczyni tylko jej żywicielki, niejakiej Lacey, która od razu staje się wrzodem na dupie całej społeczności jaskiniowców. No i warto było tak się poświęcać, warto? Teraz już wszystko idzie jak z płatka, Wanda i banda robią kolejną wyprawę, tym razem podrzucając Duszę na statek (aha, już wiem, jak to się odbywa, trochę bezosobowo traktują Dusze, przerzucają je jak towar, bez liczenia, bez paszportu, bez karty pokładowej…), cała ekipa kradnie dwóch Uzdrowicieli, żeby można było posłużyć się ich doświadczeniem „ z drugiej ręki” przy dalszych operacjach. Doktor wykonuje swoją pierwszą ekstrakcję Duszy. Drugi Uzdrowiciel popełnia samobójstwo, nie chcąc się zgodzić na podobny los. Przez chwilę wszystko wisi na włosku, bo nie wiadomo, czy Żywicielka się ocknie, ale w końcu odzyskuje przytomność i okazuje się, że ma coś w rodzaju amnezji – pamięta szczegóły z życia Duszy, ale swoich już nie za bardzo, nawet imienia sobie nie przypomina. Na końcu wraca Kyle z wyprawy po swoją panienkę (?) Jodi. Wnioskując z dużego zamieszania, udało mu się ją odzyskać.
Cała ta akcja okraszona jest, oczywiście, rozterkami Wandy, która usiłuje dojść do ładu ze swoją decyzją ewakuowania się z ciała Melanie. Co ciekawe, sama Melanie najmocniej z nią walczy – okazuje się, że obie kobiety zdążyły się już pokochać i jedna dla drugiej chce się teraz poświęcić. Nieco mi to przypomina zagmatwaną sytuację z Eclipse, ale trzeba pani Meyer przyznać, że potrafi tworzyć takie sytuacje – gdzie wszyscy są dobrzy, gdzie każdy gotów jest się poświęcić dla drugiej osoby, a w rezultacie wszyscy cierpią. Trochę mnie tylko dziwi, że Ian niczego się nie domyśla i jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Ostatecznie wielokrotnie już udowodnił, że jak nikt inny zna naturę Wandy. Podejrzewam, że chłopak już coś kombinuje na boku. Jego reakcja na wyciągniętą z ciała Duszę jest dość zaskakująca. Już widzę, jak całuje czule kapsułę kriogeniczną z zamkniętą w środku Wandą w naturalnej postaci, jak tęskni do jej srebrzystych czułków Naprawdę nie mam pojęcia, jak to się może skończyć…
Agn - Nie 29 Sie, 2010 12:33
Oczywiście, że wymyśliła odpowiednie rozwiązanie. Dla mnie na tym etapie, gdy pierwszy raz czytałam książkę, było oczywiste, że Wanda będzie kombinowała rozwiązanie, by wilk był syty i owca cała. I je wymyśliła.
Ona nigdzie nie przedkłada dobra Łowczyni nad bezpieczeństwo swojej nowej rodziny (myślę, że spokojnie możemy nazwać ocalałych rodziną). Ona właśnie nie chce ich narażać, ale z drugiej strony nie chce zabijać, bo to dla niej nigdy nie było rozwiązanie. Co zresztą zostało poprzedzone przez atak Kyle'a - już wtedy było wiadomo, że Wanda nie jest w stanie zabić, a wręcz zrobi wszystko, by nawet największy wróg ocalał. I dlatego dla mnie logiczną kontynuacją tego zachowania jest chęć ocalenia Łowczyni. Aczkolwiek to wiadomo, że jej nie wypuści. Bezsensem byłoby też trzymanie jej u siebie i usiłowanie oswojenia - mowy nie ma. Choć niezłą niespodzianką było to, co się później okazało, gdy wyjęto Łowczynię z ciała. I tak - warto było walczyć. Każdy człowiek jest cenny, każda ocalała istota ludzka to małe zwycięstwo. Uważasz, że powinno się wybijać osoby, których się nie lubi? Zresztą akurat Lacey, choć gadatliwa i namolna, została przyjęta w grono ludzi jak z dawien dawna utracona siostra. Od razu jest w społeczności.
Kyle wrócił, póki co, z ciałem Jodie (czemu panienką? Mi się to słowo negatywnie kojarzy) i też chce ją odzyskać. Wg mnie logiczne - ma facet nadzieję, że znów będzie z kimś, kogo bardzo kocha i za kim tęsknił, mimo że wyglądało na to, że pogodził się ze śmiercią Jodie (bo nie miał wyjścia - dla niego Jodie była martwa, jako że widział, jak to się wszystko kończy, to tylko chodzące ciało). Ale teraz okazuje się, że nie musiała umierać, więc... Ma nadzieję.
Czy Ian się nie domyślał? Trudno powiedzieć. Rozumiał nastroje Wandy, ale możliwe, że nie dopuszczał do siebie myśli o tym, że Wanda w ogóle zechce ich kiedykolwiek opuścić, może sobie tego nawet nie wyobrażał. Przywiązał się do niej, zakochał, rozstanie zapewne nie mieści się w jego granicach pojmowania świata. Ewidentnie poszukają lepszego rozwiązania, jakieś wątpliwości?
I myślę, że jego reakcja na prawdziwe ciało duszy jest raczej jak... jak to ująć? Nie określiłby ją w taki sam sposób "piękną" jak określa się kobietę, szczególnie kobietę, którą się kocha. On po prostu dostrzega piękno duszy jako takiej. Ładną barwę ciała, delikatność... tak samo jak ja uważam, że koty są przepięknymi stworzeniami, ale nie myślę o nich tak samo, jak o przystojnym mężczyźnie - to oczywiste!
A że Mel walczy o Wandę - czemu tu się dziwić? Wie, co się roi w mózgu Wandy, chce ją zatrzymać, ostatecznie bardzo im pomagała i obie się zżyły ze sobą. Nie wspominając, że Wanda jest zaprzeczeniem poglądu na dusze. Mel zapewne chętnie wycięłaby w pień wszystkie duszyczki, jakie tylko są, ale nie Wandę. A Wanda chce przecież odejść. UMRZEĆ na Ziemi. Cóż, rozwiązanie się znajdzie i na to.
I cieszę się, że mogę tak radoście sobie pisać, bez uwagi na spoilery, skoro już przeczytałaś całość.
spin_girl - Nie 29 Sie, 2010 12:46
| Agn napisał/a: | | Uważasz, że powinno się wybijać osoby, których się nie lubi? |
no, takiego komentarza się nie spodziewałam wydawało mi się, że już dość dobrze się znamy... chciałam nawet komentować dalej, żeby uzasadnić swój punkt widzenia, ale już mi się nie chce.
| Agn napisał/a: | | A że Mel walczy o Wandę - czemu tu się dziwić? |
a kto się dziwi? Ja się nie dziwię tylko uważam, że jest to jedno z najciekawszych zjawisk w książce - Host, który pokochał swojego pasożyta, który się z nim zżył. Myślę, że to jest piękne i że pokazuje, że ludzka natura jest jednak zdolna do najwyższych uczuć.
A co do Iana to też sobie zdaję sprawę, że nie pożądał Wandy jako robaka, chociaż uważam, że niektórzy ludzie są w stanie wszystko sobie przetłumaczyć, stąd zoofilia, nekrofilia i inne filie. I sądzę, że gdyby Wanda została po tym wszystkim w swojej naturalnej postaci, to Ian dalej by ją kochał, może nie pożądając jej fizycznie, ale kochając ją jak Wandę a nie jak...kota.
|
|
|