To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

Calipso - Wto 11 Maj, 2010 20:31

:-)
Trzykrotka - Śro 12 Maj, 2010 09:14

Krótka recenzja Robin Hooda, wzięta z recenzenckiego twittera.
Robin Hood-Narrative not as engaging or propulsive as Gladiator. Too many sub-plots. But action n chemistry between the leads makes it work.

Mam ochotę sprawdzić to osobiście :wink:

Admete - Śro 12 Maj, 2010 17:16

Ja myślę też sprawdzić.
aneby - Śro 12 Maj, 2010 18:36

W ogóle mnie nie ciągnie, żeby zobaczyć ten film. Jest to profanacja mojego wyobrażenia o Robinie (którego uosobieniem jest Praed :wink: ). Crowe byłby dla mnie do przyjęcia jako "Robin Hood 20 lat później" :wink:
Agn - Śro 12 Maj, 2010 20:52

Ja tam idę. Praeda nic i nikt nie pobije, ale ja Ridleyowi ani Russelowi, a zwłaszcza ich duetowi nie powiem "nie". Lubię, dobrze się bawię. :)
Chyba we wtorek idę. :mrgreen:

Alicja - Śro 12 Maj, 2010 21:21

u nas jeszcze nie ma, ale nie odpuszczę Rusellowi :mrgreen: Zwłaszcza, gdy przeczytałam ostatnio, że podczas kręcenia filmu odmówił zakładania rajstop. I dobrze, ja tam nie mam nic przeciwko by zobaczyć Robin Hooda, w jego osobie, ubranego w skórzane spodnie :wink: Nic a nic
praedzio - Śro 12 Maj, 2010 22:24

Ja też się nie spieszę, żeby to obejrzeć. Jak dla mnie - Robin jest tylko jeden. ;)
Co wcale nie znaczy, że film jest zły - po prostu nie dla mnie.

Trzykrotka - Czw 13 Maj, 2010 12:51

Ja tam nie ma jednego kanonicznego wizerunku Robina. Praed był świetny, ale to tylko jedna z możliwych interpretacji.
Pójdę dla Russella i Ridleya Scotta.

Caitriona - Czw 13 Maj, 2010 14:09

Jak się nadazy okazja to się wybiorę, lubię takie kino ;)
Admete - Czw 13 Maj, 2010 21:14

http://film.onet.pl/0,0,1610670,1,600,artykul.html

Artykuł o filmowych Robin Hoodach ;)

- Sob 15 Maj, 2010 11:22

byłam wczoraj na Robinie. podobał mi się :-) . piękne zdjęcia; fajna muzyka; Robin to taki prawdziwy facet z krwi i kości; świetna lady Marion- nie znam się na ówczesnych kanonach piękna, ale wydaje mi się, że idealne kobiety tak miały wtedy wyglądać :-) .
ogólnie film nie opowiada o tym, jak to Robin okrada bogatych i oddaje biednym, ale opisuje wszystko to, co działo się wcześniej- co wg mnie jest dobre biorąc pod uwagę miliony ekranizacji jego przygód.
wiele osób porównuje ten film do Gladiatora przez co negatywnie go odbierają- ja Gladiatora nie widziałam, więc nie miałam tego problemu :-P
jedyne co mogę o nim powiedzieć na tzw. "minus", to to, że był za długi- wiele scen nic nie wnosiło do filmu. aha jeszcze w wielkiej scenie walki już pod koniec filmu były takie dwa momenty, gdzie jedyne co można było zrobić, to się roześmiać, mimo, że sceny były jak najbardziej poważne :-P :-P

miłosz - Nie 16 Maj, 2010 19:31

Jo tambien" oglądnęłam, bardzo podoba mi sie brzmienie tego hiszpańskiego tytułu :) po polsku "Ja też" - bardzo gorąco polecam ten film, niebanalne hiszpańskie kino z mocno nietypowym bohaterem Danielem, chłopakiem chorym na zespół Downa. Mimo upośledzeniajest absolwentem uniwersytetu i rozpoczyna prace w ośrodku pomocy niepełnosprawnym. Tam zaciekawia go kobieta o imieniu Laura................ I mozemy juz zadać pytanie czy kobieta posiadająca 46 chromosomów może pokochać mężczyznę z zespołem Downa?
Bardzo polecam ten film, nie daje prostych odpowiedzi, nie ulega stereotypom, nie powoduje u nas jakiegos pobłażliwego współczucia (chyba trzeba sie odwołać do nieszczęsnego Maciusia z Klanu - TVP powinna dostać czerwoną kartkę albo do znudzenia ogoądać Pabla Pinedę)
świetna muzyka i coś co jest wstrząsajace - to taniec flamenco, ale nie tylko, w wykonaniu osób głeboko upośledzonych. bardzo dobrze dobrana ścieżka dżwiękowa :hello:

BeeMeR - Nie 16 Maj, 2010 19:58

Wyspa Nim (2008)

Obejrzałam ostatnio tą bajkę - i, hm... to jest bajka, na którą w kilku miejscach poczułam się za stara :P
ale jest to bajka ładna, kolorowa, o małej dziewczynce mieszkającej z ojcem na przepięknej wyspie :love_shower: oraz o pisarce przygodowych książek, która boi się wyjść z własnego domu - więc i w efekcie o znajdowaniu w sobie pokładów odwagi by pokierować własnym życiem i uratować kogoś innego.
Gerard Butler jest tu wisienką na torcie :serduszkate: a Jodie Foster eee... niekoniecznie - tj. maksymalnie przerysowana rola, a wkurzał mnie jej dubbing.
Można zobaczyć, ale niekoniecznie.






BeeMeR - Nie 16 Maj, 2010 20:28

Walentynki (2010)

To jest jakaś porażka - film zapewne miał być utrzymany w duchu "Love Actually", podobnie opowiada kilka(naście) historii mniej lub bardziej miłosnych, jakoś tam się splatających, ale w moim odczuciu zabieg się nie powiódł: za dużo różu i walentynkowego kiczu, a za mało ciepła, za dużo goryczy i rozczarowania, za dużo wielkich gwiazd, które mają maleńko do zagrania i w stosunku do innych za dużo Ashtona Kutchera :P
Co do dwóch panów z Chirurgów to miałam odczucie, jakby chcieli zaprzeczyć swojemu chirurgowemu wizerunkowi :lol:
Spoiler:
grzeczny żonkoś staje się zdradzieckim, a zagorzały playboy gayem ;)


Jakoś te historyjki mnie nie ujęły, przede wszystkim niektóre są zbyt przewidywalne :roll:
Gdybym poszła na to do kina w walentynki - byłabym szalenie rozczarowana :roll:

Za to zdjęcia są bardzo ładne - zwłaszcza budzącego się miasta :serduszkate:









Trzykrotka - Pon 17 Maj, 2010 08:34

Hi hi, białozębny wilkołak ze Zmierzchu
Aragonte - Pon 17 Maj, 2010 17:09

Admete napisał/a:
Muzyka dobra, parę scen też, ale mnie zdenerwowało, że zepsuli sympatyczny film idiotycznymi wstawkami. I mogli wybrać inną aktorkę. Wcale nie nastawiałam się na jakieś arcydzieło, ale mogli sobie niektóre rzeczy darować.

Hmm, mam podobny odbiór Leap Year - obejrzałam wczoraj i doszłam do wniosku, że pan może i wart grzechu, a Irlandia jak zwykle piękna, ale uruchomiło mi się czepialstwo (co za absurdalna trasa - jak chcieli koniecznie klify Moheru pokazać, to mogli to inteligentniej poprowadzić), żarty mało wyszukane, chemia taka se, pani tak se mocno... Raczej do niego nie wrócę.

Admete - Pon 17 Maj, 2010 17:23

O to widzę, że nie jestem jedyna maruda na podwórku ;)
Anonymous - Pon 17 Maj, 2010 17:47

A ja w piatek widzialam Czlowieka - Demolke. Obecnos Sly zawsze mnie odstraszala od filmow, a ostatnio widzialam kilka filmow z jego udzialem i kruca bulka - zaczynam go doceniac. Potrafi w tak wiarygodny sposob grac, a juz ze tak swietnie sie sprawdza w rolach komediowych - to dla mnie niemal szok.
Dialog o robotkach recznych jest dla mnie jednym z najlepszych w historii kina, a juz na pewno jego przypomnienie doprowadza mnie do lez.

Aragonte - Pon 17 Maj, 2010 18:20

Admete napisał/a:
O to widzę, że nie ejstem jedyna maruda na podwórku ;)

Nie jesteś :wink: I w trakcie oglądania "Leap Year" od razu mi się Twoje uwagi krytyczne przypomniały.
Może ja ostatnio ogółem jestem na bakier z komediami romantycznymi, może ten gatunek zwyczajnie mnie nie kręci :roll: No, ale parę ulubionych filmików tego rodzaju mam. "Leap Year" do tego kółka nie dołączy. To już bardziej mi się podobał "Pozew o miłość" z Irlandią w tle... Zabawniejszy, lżejszy i bohaterowie lepiej razem wypadali.

Admete - Pon 17 Maj, 2010 20:06

Ja tam romantyczne komedie lubię nadal pod warunkiem, że mają to coś i nie przesadzają z humorem cięższego kalibru.
Alicja - Pon 17 Maj, 2010 21:40

Aragonte napisał/a:
doszłam do wniosku, że pan może i wart grzechu


byłby, byłby, gdy nie ten zarost :confused3: film nie był taki zły, ale ten aktor lepiej wygląda bez owłosienia na twarzy :roll: no i zakochana Ella czy jak jej tam nie pasuje do niego :rumieniec:

BeeMeR napisał/a:
Walentynki (2010)

To jest jakaś porażka

teraz o tym piszesz :wink:
BeeMeR napisał/a:
Gdybym poszła na to do kina w walentynki - byłabym szalenie rozczarowana
gdybym nie wydała pieniędzy :roll:
miłosz - Wto 18 Maj, 2010 07:18

Byłam i ja na Robin Hoodzie :mysle: powiem co mi sie podobało - scenografia to naprawde jeden z atutów :) i dobrze połączona ze zdjeciami i światłem - oblęzenie i zdobywanie tego francuskiego zamku, w którym zginął Ryszard to majstersztyk; na plus muzyka, choć co tu kryć aż sie prosiło żeby skompnował ją Hans, zupełnie przyzwoici aktorzy, może tylko te kości policzkowe Cate jakieś coraz bardziej wystające i zdecydowanie wolę ją w wersji blond - choć umówmy sie że nie są to wyzwania na miarę Hamleta dajmy na to :mrgreen: że grał tam Methew Macfadyen i to szeryfa dowiedziałam sie z filmebu :mrgreen:
niestety ogólne wrażenie jakie posiadam to miałkość - zapewne jest to wina scenariusza i łopatologii ;)
scena siania zboża - ani chybi skojarzyła mi sie z Gustlikiem i Czereśniakiem siejącymi w pancernych :confused3: lądowanie Francuzów na plaży :zalamka: - nie kupuje tej sceny.... przy niektórych obrazkach mój mąż już prawie jęczał :thud: a jęczący chłop na kinie akcji to jakaś totalna porażka :rotfl:
wiadomo po co sie idzie na tego typu film i w sumie dostaje sie to czego oczekiwano, tyle, że dla mua to jakaś zdecydowanie zbyt miałka historia.

Trzykrotka - Wto 18 Maj, 2010 08:40

Dobrze, że nie cmokał! :rotfl: Tym Czereśniakiem mnie zabiłaś, jak woda opadnie pójdę sie przekonać :rotfl: . Nie, żeby woda kino zalewała, tylko jakoś... klimatu nie mam na płoche sianie zbóż.
Cholera, boję sie żywiołów, nawet oglądanych w TV

BeeMeR - Wto 18 Maj, 2010 09:51

Scena siania zboża? :mysle: Coś czuję, że mój ślubny rolnik padnie ze śmiechu ;)
miłosz - Wto 18 Maj, 2010 10:29

Trzykrotka napisał/a:
Dobrze, że nie cmokał! :rotfl:

no nie cmokał bo jakos sie mało całowali :mrgreen: ale za to jak Russel rzucił tekstem "kocham cie Mryon" to małżonek w odpoweidzi orzekł "ja też cie kocham Marian" :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group