Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
aneby - Pon 03 Maj, 2010 00:24
Natknęłam się na ten film przypadkiem. Szukając czegoś w sieci, zobaczyłam gębę Ioana i się zainteresowałam. A jak przeczytałam, że produkcja BBC, wiedziałam, że chcę to zobaczyć. I Damian Lewis dodatkowo i Matthew Macfayden ...
Warriors http://www.filmweb.pl/f32982/Wojownicy,1999 , bo o tym mowa, jest o wojnie na Bałkanach i ostatnią rzeczą, jaką można o nim powiedzieć, jest "fajny film". Poruszający obraz o żołnierzach sił ONZ wysłanych do Bośni, aby zapewnić "bezpieczeństwo" miejscowym cywilom. A tak naprawdę, to opowieść o bezsilności wobec cierpienia, o okrucieństwie wojny ... Wojsko nie może ewakuować ludności z terenów objętych walkami, żeby nie robić czystek etnicznych, nie może otwierać ognia ... właściwie nie mogą zrobić nic, jedynie zbierać rannych i poległych.
Nie wiem, co jeszcze mogę napisać ... Film mocny, dołujący i dający do myślenia.
Na pewno warto obejrzeć (z paczką chusteczek pod ręką).
Edit: można sie uśmiechać
aneby - Pon 03 Maj, 2010 18:06
Filmowego weekendu ciąg dalszy
Obejrzałam najnowszego Allena - Co nas kręci, co nas podnieca http://www.filmweb.pl/f48...s+podnieca,2009 . Polski tytuł kompletnie nie trafiony , zwłaszcza, że słowa "whatever works" kilka razy powtarzają się w filmie. Ja wiem, że to wyrażenie trudno przełożyć na polski, ale można było inaczej.
W sumie bawiłam się średnio. Kiedyś mnie bawiły takie filmy, jednak oglądanie po raz n-ty sfrustrowanego intelektualisty (o wyglądzie wypisz wymaluj Woody Allen) i jego fobii ... Przejadło mi się Było kilka zabawnych sytuacji i tekstów, nawet się uśmiałam, ale generalnie to wszystko już było.
Caitriona - Pon 03 Maj, 2010 18:26
| aneby napisał/a: | | Warriors |
Widziałam ten film już dawno temu w naszej tv, oczywiście po nocy. Pamiętam że zrobił na mnie wrażenie, choć już wielu szczegółów nie pamiętam.
Naprawdę nasza TVP mogłaby nadawać więcej takich filmów...
Trzykrotka - Pon 03 Maj, 2010 21:50
Nie naoglądałam się w czasie długiego weekendu przesadnie... Ale dwa filmy (ha!) zobaczyłam.
Cesarzowa - polecam estetom. Film opowiada niepiękną i mało budującą historię rodziny cesarskiej z dynastii Tang. Cesarz - waleczny jak lew, silny jak tur, chytry jak lis, sprytny jak łasica, wyprzedzający wrogów o trzy kroki jak ... każdy super- władca (chyba najbardziej po Przyczajonym tygrysie znany Chińczyk, Yun-Fat Chow), prowadzi wojny i niewiele przebywa w domu. Cesarzowa Feniks, oddzielona od męża i ukochanego starszego syna, walczącego jak ojciec, od trzech lat na różnych frontach, ma romans z najstarszym synem cesarza, następcą tronu. Kiedy orientuje sie, że pod pozorem podawania jej leków na anemię, podaje jej się truciznę w małych dawkach, organizuje zamach stanu i zaczyna haftować na jedwabiu złote chryzantemy, z zapałem przypominającym obsesję.
Film pełen okrucieństwa i przemocy psychicznej oraz fizycznej, podanej w absolutnie piękny sposób. Gong Li wygląda zjawiskowo w ciężkich szatach i perfekcyjnych makijażach, każdy strój niemal odciąga uwagę od odzianego w niego aktora, pałac cesarski jest piękny jak sen. Podobnie sposób kręcenia scen zbiorowych, z których słyną Chińczycy, naprawdę powala.
Nie przejął mnie do głębi jestestwa, ale był ucztą dla oczu.
Ocean's 13 - to się ogląda dla obsady i lekkości, a jaką ci panowie pogrywają sobie z nami i sobą nawzajem. Tym razem do kompletu dochodzi Al Pacino, a znikają Julia Roberts i Catherine Zeta-Jones. Pozostaje Andy Garcia w boskim epizodzie, oraz Vincent Cassel, którego jest za mało! Stanowczo za mało.
Zabawa o wiele lepsza niż w numerze 12, a oglądać trzeba dwa razy, żeby wszystkie elementy układanki wskoczyły na miejsce.
Fibula - Pon 03 Maj, 2010 23:37
| Trzykrotka napisał/a: | | Nie naoglądałam się w czasie długiego weekendu przesadnie... Ale dwa filmy (ha!) zobaczyłam. |
Ja też. Ani nie poczytałam, bo robiłam porządki gazetowo-wydzierkowe
Oprócz Single Mana obejrzałam Casanovę (wersja BBC), w której rolę tytułową grają D. Tennant i P. O'Toole, a R. Penry-Jones jest wrednym księciem, prześladującym Casanovę . Panie obsadzone w głównych rolach również wypadły dobrze i całość aktorsko i dialogowo bardzo mi się podobała. Za jakiś czas porównam sobie tę wersję z Casanovą Ledgera.
Alicja - Wto 04 Maj, 2010 15:04
| miłosz napisał/a: | gorączka mnie tłucze ale w tej malignie ogladnęłam "Po prostu miłość" choć tytuł "ostatnia szansa Harveya" jest daleko lepszy nie jest to może arcydzieło - ale Dustin Hoffman w roli strszego pana, nieco zagubionego, niespełnionego artysty, który pisze jingle do głupawych reklamówek w telewizji, który nie spełnił sie w roli ojca i męża, przy którym ex żona i córka "odczuwały zażenowanie", a który aby wypełnić swoje ojcostwo przyjeżdza do Londynu na ślub jedynaczki - jest rozczulający Do tego oczywiście spotyka na swej drodze, nieco od siebie młodszą, Angielkę, którą gra Emma Thompson - jak zawsze bezkonkurencyjna w roli podstarzałej panny, obarczonej utyskującą matką, która przyjaciółki usiłują jeszcze z kimś umówić, która gdzies tam chodzi na kurs literacki, próbując sie pogodzić z samotnością? zgorzkniałością?
Harvey i kate spotykają sie wtedy kiedy trzeba ku naszej radości Bardzo ciepłe i nadspodziewanie wzruszające kino |
prawdziwie wzruszający, dawno nie oglądałam Dustina w tak dobrej roli
czekam kiedy i u nas będzie można obejrzeć A single man, bo tam nie tylko Colin Firth, ale też szarooki Matthew Goode, którego odkryłam w Powrocie o Brideshead . Chętnie też pooglądałabym go w Leap Year
trifle - Wto 04 Maj, 2010 17:45
| Alicja napisał/a: | | bo tam nie tylko Colin Firth, ale też szarooki Matthew Goode, którego odkryłam w Powrocie o Brideshead . |
Matthew jest malutko raczej w tym filmie. Ale jest jedna cudna scena
BeeMeR - Czw 06 Maj, 2010 14:46
A ja sobie w trzy dni majowych świąt obejrzałam trzy części X-men
w niekoniecznie dobrej kolejności, ale who cares, to w końcu nie pierwszy raz
I cóż dodać - ładne zdjęcia, piękne góry, czary mary, różnorodna, acz mało wiarygodna galeria postaci przywodzące na myśl serial Heroes - a do tego wybuchy, zemsta i żądza władzy i Wolverine - słowem, czysta rozrywka
X-Men Origins: Wolverine (2009)
X-Men (2000)
X-Men: Ostatni Bastion (2006)
I chyba coś się nam jeszcze pominęło ale kiedyś nadrobimy
Caitriona - Czw 06 Maj, 2010 16:17
Jeszcze jednej części Ci brakuje do kompletu Ja tam lubię te filmy, nie to żeby pasjami, ale przyjemni sie je ogląda. Oczywiście najprzyjemniej Wolverine'a
Alicja - Czw 06 Maj, 2010 20:13
| Caitriona napisał/a: | | Oczywiście najprzyjemniej Wolverine'a |
zdecydowanie
BeeMeR - Czw 06 Maj, 2010 20:26
| Caitriona napisał/a: | Jeszcze jednej części Ci brakuje do kompletu | już się zajęłam sprawą - imdb moim przyjacielem jest
Oczywiście, że bez Wolverine nie byłoby czego oglądać -ot, efekty specjalne .
Agn - Czw 06 Maj, 2010 22:12
Będę inna i napiszę, że na mnie Wolverine nie działa. Nie daję rady oglądać Hugh Jackmana w żadnej roli. A i sama postać Wolverine'a... jakoś tak... nieszczególnie...
Natomiast polubiłam Nightcrawlera i Mystique - oglądanie tych postaci było dla mnie znacznie przyjemniejsze. A i Magneto nie był taki najgorszy, hehe.
praedzio - Czw 06 Maj, 2010 23:25
Obejrzałam dziś Ondine. Garść luźnych uwag:
Tym razem mamy tu zasnutą mgłą i deszczem Irlandię - wolną od stereotypicznego myślenia, jak to było pokazane w Leap Year. W ogóle film ma inny klimat - jest mroczniejszy, bardziej brudny, bliższy życiu - i jednocześnie stanowi wariację na temat znanej legendy o selkie - kobiecie-foce, która związała się z ziemskim mężczyzną. (Swoją drogą - polecam film Seventh Stream).
Pewnego razu rybak Syracuse zwany przez innych Circusem lub Klownem wyławia z morza piękną dziewczynę. Nie pamięta ona swego imienia, zachowuje się dziwnie uciekając od innych ludzi, jakby się przed nimi ukrywała i ogólnie sprawia tajemnicze wrażenie. Syracuse przygarnia ją, oferując dach nad głową. I tak się zaczyna cała ta historia.
Na uwagę zasługują jeszcze dwie inne postacie - Anna - córeczka Syracuse'a oraz ksiądz (świetny Stephen Rea!), z którym Circus - były alkoholik - przeprowadza wcale ciekawe rozmowy ( ) na temat swojego życia i ostatnio zaistniałych zdarzeń.
Film jest nieśpieszny, pełen niewypowiedzianych słów, aczkolwiek są też tam momenty mocno nabrzmiałe w emocje.
Ja ze swojej strony mogłabym się przyczepić do zbyt banalnej, moim zdaniem, prawdziwej historii Ondine - ale tak to już jest - życie zawsze jest mniej kolorowe od baśni.
Tak na zupełnym marginesie - chyba się zainteresuję Sigur Ros, którego piosenka jest wykorzystana w filmie.
Harry_the_Cat - Pią 07 Maj, 2010 00:05
Sigur Ros jest swietne
BeeMeR - Sob 08 Maj, 2010 20:24
Ja już obejrzałam chyba wszystkie Xmeny bo nadrobiłam i X2 (2003)
Nie jest to może najmądrzejszy film ever, ale jako czysta rozrywka + zgrabny Wolverine i sprytny Magneto - jak najbardziej do zobaczenia Plus przepiękne góry - jak wiadomo moja wielka miłość
Agn - Nie 09 Maj, 2010 17:03
Właśnie, ten, no... wróciłam... z tego tam... khem... kina.
Obejrzałam sobie Kick Ass. Po trailerze b. chciałam obejrzeć ten film, straszliwie mnie zwiastun rozbawił.
Ale po kolei.
Film opowiada o nastolatku, który wzorem superbohaterów z komiksów postanawia nałożyć dziwaczny kostium i walczyć z przestępczością. Nie jest ani wysportowany, ani (zważywszy na jego pomysł, jest to dosyć oczywiste) szczególnie mądry. Ale dobre chęci ma. Kupuje kostiumik, bierze jakąś pałę i idzie walczyć z przestępczością. Oczywiście pierwsza interwencja kończy się tragicznie - chłopak, który kompletnie nie potrafi walczyć, dostaje nożem w brzuch, a kiedy obficie krwawiąc idzie zgięty przed siebie, dodatkowo rozjeżdża go samochód. W szpitalu go składają w jeden kawałek, ma mnóstwo metalu w całym ciele i... nie, nie zyskuje żadnych mocy w związku z tym. Najwyżej jak go ktoś mocno walnie, to słabo odczuwa ból (końcówki nerwów ma zrypane czy coś w tym guście). Nie poddaje się jednym DROBNYM niepowodzeniem i znów przywdziewa kostium.
Jego wątek splata się z historią byłego policjanta, który przywdziewa ciuch w stylu Batmana i z wyszkoloną jak zawodowy morderca 11-letnią córką knuje krwawą zemstę na facecie, przez którego kiedyś trafił za kratki.
Rzecz jasna tenże koleś (nowy etatowy zły w postaci Marka Stronga) ma syna, na którego póki co nie zwraca uwagi, ale jeszcze zwróci, zwróci...
Całość jest... jedną wielką brednią komiksowych zagrywek, łącznie z 11-latką rozwalającą całą bandę uzbrojonych po zęby zbirów (nie, nie kopie ich tylko - zabija czym się da - gnatem, nożem, maczetą, a gdyby miała szansę, to i bazooki by użyła). Miał być niby zabawny, ale coś z tym humorem kiepsko. Dodam jeszcze, że film wyjątkowo zaklęty - chyba nie ma ani jednego dialogu, który nie zawierałby w sobie setki przekleństw.
Średnio na jeża mi się to podobało, Nicholas Cage w roli Big Daddy'ego (to ten były policjant w ciuchach Batmana) nie ratuje sytuacji, Marka Strona mi żal (toż to najlepszy pan Knightly jest!!! Czemu on gra takie wredne typy, to ja nie wiem!), dzieciaki się wygłupiają. W scenach walki producenci wrzucili zabawne melodyjki i to w sumie są najzabawniejsze zagrania (znaczy się melodyjki były normalne, ale w połączeniu z walką stawały się kwikaśne).
Powiem tak - film dla nastolatków, którzy w trakcie seansu chcą sobie wyłączyć mózg i po prostu się odprężyć. Jak dla mnie nawet jak na film polewający z superherosów jest zbyt nielogiczny.
Szkoda, trailer był bardzo zachęcający.
Aragonte - Nie 09 Maj, 2010 23:45
Obejrzałam sobie ostatniego Sherlocka Holmesa - podobał mi się
Moją uwagę ściągała też muzyka, dopiero przy oglądaniu napisów końcowych zorientowałam się, że to Zimmer przecież, więc nic dziwnego
Myślę, że sobie powtórzę kiedyś seansik, bo bawiłam się naprawdę dobrze.
A teraz oglądam sobie "Jak u Pana Boga za piecem" i chichram się równo
To dziwne, ale mam paradoksalne skojarzenie z Cranford, chociaż to ani ta epoka, ani dam tu nie ma - mam wrażenie jednak, że w obu filmach jest podobna dawka ciepła
praedzio - Pon 10 Maj, 2010 00:00
U Pana Boga za piecem jest już historyczne. Tej kostki na drodze przy Królowym Moście już nie ma. Zastąpił ją asfalt. Skorygowano również zakręt. Nie jest już taki ostry.
Agn - Pon 10 Maj, 2010 09:56
Aragonte, ja też nie rozpoznałam Zimmera. Bardzo zabawna, fajna muzyka jest do Sherlocka..., że nie wspomnę, że ten film to naprawdę godziwa rozrywka. Oglądałam go już 3 albo 4 razy i za każdym razem kapitalnie się bawiłam.
Alicja - Pon 10 Maj, 2010 20:39
muzyka w Sherlocku tworzy odpowiednią atmoferę
aneby - Pon 10 Maj, 2010 20:56
Ale znalazłam chomika Normalnie nie wiem od czego zacząć
Alicja - Pon 10 Maj, 2010 20:58
jakieś szczegóły
Agn - Pon 10 Maj, 2010 21:13
Jakieś NAMIARY???
Anonymous - Wto 11 Maj, 2010 01:52
Ja tez mam takiego jednego
Ale dzis ogladalam film pt. Grupa specjalna. Czy fajny - no nie do konca moge sie wypowiedziec, bo filmy szpiegowskie z superagnetami co to ich zabili, a oni i tak potem uciekli jakos mnie nie pociagaja, ale takie zgromadzenie abso-kurna-lutnie bossssskich blondynow, to ja w zyciu nie widzialam. Napierw jedno superciacho w cudnej niebieskiej koszuli dzialalo jako szpieg, a dwa inne rozbrajaly bombe, potem wszyscy ratowali swiat przed zaglada wysadzajac po drodze rozne okrety, motorowki itd. a na koniec nie wiem jak sie skonczylo, bo wylaczylam glos, zostawiajac sam obraz. A ten byl z wszech miar bossski.
http://www.filmweb.pl/f38...lna,2001/obsada
Anonymous - Wto 11 Maj, 2010 01:58
| Aragonte napisał/a: | To dziwne, ale mam paradoksalne skojarzenie z Cranford, chociaż to ani ta epoka, ani dam tu nie ma - mam wrażenie jednak, że w obu filmach jest podobna dawka ciepła |
Czy ja wiem, czy dziwne? To podobna konwencja dobrego filmu obyczajowego, tylko czasy inne.
|
|
|