To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - czyli D&U oczyma Darcy'ego

Maryann - Nie 07 Sty, 2007 11:39

No, to w ramach budowania napięcia - ciąg dalszy rozterek Darcy'ego.


Przytłaczające uczucie lęku, które dręczyło Darcy’ego od momentu odkrycia obecności Wickhama w hrabstwie, po danym przez Bingleya zapewnieniu, że „ten człowiek” nigdy nie zostanie wpuszczony do Netherfield zelżało tylko odrobinę. Jego dawne relacje z Wickhamem nie pozwalały mu popaść w takie samozadowolenie. Nie miałby odwagi spocząć, zanim nie upewni się, że jego pojawienie się w Hertfordshire rzeczywiście nie ma związku z Georgianą. Dlatego wieczorem, zaraz po obiedzie, Darcy wymówił się od rozrywek, które planowała panna Bingley i śledzony jej zawiedzionym wzrokiem odszedł do biurka w salonie. Wyjąwszy kartkę cienkiego papieru i znalazłszy dobrze przycięte pióro, zanurzył je w kałamarzu i zaczął pisać.

19 listopada 1811
Netherfield Hall
Meryton, Hertfordshire
Najdroższa Georgiano…

Przerwał i doszedł do wniosku, że jest w kompletnej rozterce. Co powinienem napisać ? Jak powinienem zacząć o tym, co może jej tylko przynieść ból ? Odłożył pióro na podstawkę, oparł się o delikatnie rzeźbione oparcie krzesła i wbił niewidzący wzrok w leżącą przed nim pustą kartkę. Zastanów się, człowieku ! Czy miałeś od Georgiany lub jej opiekunki wiadomości, że coś jest nie w porządku ? Usprawiedliwiasz swój gniew – tłumaczysz się obawą o nią – ale naprawdę, czy dobrze robisz, szukając własnego spokoju ducha kosztem spokoju Georgiany, tak niedawno i z takim trudem odzyskanego ? Darcy zamknął oczy i dotknął palcami skroni, gdzie napięcie najwyraźniej zadomowiło się od czasu popołudniowego spotkania. Jak powinienem postąpić ? Gdybym kiedyś potrzebował rady… Jego spojrzenie powędrowało w stronę reszty towarzystwa.
Panna Bingley i pani Hurst były zagłębione w oglądaniu „Le Beau Monde”, podczas gdy Hurst z niedawno dostarczonej gazety odczytywał im głośno podniecające fragmenty londyńskich plotek. Bingley starał się ignorować ich wybuchy zgorszonego śmiechu i skoncentrować się na „Ciudad Rodrigo”, które zainteresowało go po ich wczorajszej wspólnej lekturze. Nie miał szczęścia w tych wysiłkach, zmuszany do odrywania wzroku od książki za każdym razem, gdy Hurst co kilka minut uparcie informował go o ubiegłotygodniowych wyścigach i meczach bokserskich. Darcy westchnął ciężko i wrócił do swojego listu. Z tej strony z pewnością nie można było oczekiwać pomocy.
Stukanie do drzwi i wejście Stevensona ze srebrną tacą w dłoni, kazało wszystkim przerwać. Taca z leżącym na niej jedynym listem, śledzona z zapartym tchem, została podana Darcy’emu, który rozpoznawszy charakter pisma, którym napisano adres, szybko chwycił list i schował go do kieszeni surduta.
- List, panie Darcy ? – pytanie panny Bingley zdradzało ogromną ciekawość.
- Tak, list, panno Bingley – Darcy wstał i skłonił się gospodyni i Bingleyowi – Proszę mi wybaczyć. Nie, nie wstawaj, proszę – rzucił Bingleyowi, który zaczął gramolić się ze swojego fotela.
Po kilku długich krokach wyszedł z salonu kierując się do biblioteki. Zatrzasnąwszy za sobą drzwi tego mile widzianego schronienia, podszedł go kominka, rozgarnął węgle, aż rozjarzyły się łagodnym blaskiem i opadł na jeden z foteli przysuniętych blisko, tak żeby uchwycić nikłe ciepło. Niezdarnymi, zdrętwiałymi palcami zapalił stojącą w pobliżu lampę i wyjął list z kieszeni.
Leżał tutaj, teraz, w jego rękach, a on nie mógł się zdobyć na złamanie pieczęci. Obracając go w rękach kilka razy przeczytał ponownie adres: „Pan Fitzwilliam Darcy, Netherfield Hall, Meryton, Hertfordshire”, niewątpliwie napisany ręką jego ukochanej siostry. Co znajdę w środku ? Kochana siostrzyczko, czy jesteś zrujnowana ? W męczarniach lęku Darcy pochylił się do przodu, wziął głęboki, drżący oddech i szybko złamał pieczęć.

Mag - Nie 07 Sty, 2007 13:02

Druga!

Dzięki dziewczęta za ciasteczka :hello:

Skoro Georgiana wyznała Darcy'emu ,że miała zamiar uciec z Wickhamem, to chyba miała tyle zaufanaia do brata,że wiedziałby, czy była pohańbiona?
Wydają mi się tu nadinterpretacją takie wnioski z widoku Wickhama.
Darcy miał prawo go nie lubić i nie trzeba było takich podejrzeń by uzasadnić niechęć .
Co do zaproszenia na bal jest mowa, że Bingley zaprosił wszystkich oficerów, a W. poszukał pretekstu i nie skorzystał z niego.

Maryann - Nie 07 Sty, 2007 13:21

Mag napisał/a:
Wydają mi się tu nadinterpretacją takie wnioski z widoku Wickhama.
Darcy miał prawo go nie lubić i nie trzeba było takich podejrzeń by uzasadnić niechęć .

Powiedziałabym, że między niechęcią, a tym, co czuje Darcy, jest kolosalna różnica. Mam wrażenie, że on Wickhama nienawidzi i to nie ma nic wspólnego z tym, czego dowiedział się na jego temat przez lata, które Wickham sędził w Pemberley. Wickham chciał skrzywdzic jego ukochaną siostrzyczkę - a to była w jego pojęciu największa zbrodnia i tego nie był mu w stanie wybaczyć.
Ta sprawa z ucieczką bardzo Darcy'ego dotknęła - po pierwsze dlatego, że bardzo kochał Georgianę, a po drugie, że uznał, że sprzeniewierzył się roli, jaką wyznaczył mu ojciec i nie sprostał opiece nad siostrą.
I po mojemu jego reakcja na widok Wickhama jest całkiem wiarygodna - sprawa była całkiem świeża, Wickham kojarzył mu się z nią natychmiast, a znając jego perfidię rzeczywiście mógł pomyśleć, że spróbował raz jeszcze tego, co raz mu się nie udało, a w Meryton pojawił się, żeby rzucić mu w twarz swoje zwycięstwo. No i wpadł w panikę.

Mag - Nie 07 Sty, 2007 13:29

Maryann napisał/a:
I po mojemu jego reakcja na widok Wickhama jest całkiem wiarygodna - sprawa była całkiem świeża, Wickham kojarzył mu się z nią natychmiast, a znając jego "pomysłowość" i perfidię rzeczywiście mógł pomyśleć, że spróbował raz jeszcze tego, co raz mu się nie udało, a w Meryton pojawił się, żeby rzucić mu w twarz swoje zwycięstwo.


Wiem,ze Darcy miał prawo nienawidzić Wickhama, po tym co próbował zrobić Georgianie.
Sądzę,że łączyło się też to z "szokiem", że syn tak bliskiego przyjaciela rodziny i wychowanek ojca mógł w taki sposób "odwdzięczyć" się rodzinie Darcy'ego.
Natomias interpretacja autorki robi idiotkę z Georgiany, a to mi się nie podoba.
Była młoda (15-16 lat)i wmówiono jej uczucie do towarzysza dzieciństwa, ale przed samą ucieczką wrócił zdrowy rozsądek i poradziła się brata, więc zakładanie, że posunęli się z Wickhamem " o jeden most za daleko" krzywdzi ją.

Maryann - Nie 07 Sty, 2007 13:41

Mag, ten "jeden most za daleko" to powstał chyba tylko w spanikowanej głowie Darcy'ego. On siedzi nad tym nieodpieczętowanym listem i wyobraża sobie, że w środku jest wiadomość, że Wickham wrócił do Pemberley, wszystko raz jeszcze Georgianie wytłumaczył, przekonał ją i... Z całą pewnością nie chodzi tu o ucieczkę do Ramsgate. Przecież Darcy'emu dlatego tak bardzo zależało na zachowaniu sprawy w tajemnicy, żeby chronić reputację siostry.
No i jeszcze jedno - Georgiana w tej powieści z całą pewnością nie jest idiotką. Pierwszy dowód już jutro. :wink:

Anonymous - Pon 08 Sty, 2007 02:06

a ja zwróciłam uwagę na postawę Bingleya. Może i trzpiotowany, może i gaduła, ale w sprawach ważnych - potrafi trzymać język za zębami. I jest niezwykle lojalny wobec Darcyego - zauważyłyście? Bez pytań o szczegóły zaufał przyjacielowi bez cienia podejrzenia.
Maryann - Pon 08 Sty, 2007 08:04

AineNiRigani napisał/a:
jest niezwykle lojalny wobec Darcyego - zauważyłyście? Bez pytań o szczegóły zaufał przyjacielowi bez cienia podejrzenia.

Mało brakowało, a drogo by za tę lojalność i zaufanie zapłacił...

Maryann - Pon 08 Sty, 2007 09:12

Miłe Damy, do akcji wkracza Georgiana Darcy. :wink:

15 listopada 1811
Dwór Pemberley
Lambton, Derbyshire
Kochany Bracie,
Twój list z 11-go był tak czuły i zabawny, że zachowam go zawsze wśród moich pamiątek, za Twoją troskę i uczucie dla tak nieznośnej siostry, jak ja. Twoja szlachetna i wielkoduszna determinacja wzięcia na siebie odpowiedzialności za wszystko, co wydarzyło się ostatniej wiosny, bardzo mnie poruszyła. Nie zamierzam podważać Twojej opinii, ale musisz mi pozwolić, drogi Fitzwilliamie, dźwigać to, co naprawdę mnie obciąża. Musisz wiedzieć, że skrucha, której to wymagało, była potrzebna, doprawdy zasadnicza dla mojego dojścia do siebie, podobnie jak wspomniany przez Ciebie bolesny zatarg między Tobą a Ojcem. (Tak, naprawdę pamiętam Twoje razy i smutek naszego ojca, chociaż przerażenie, które spowodowały, zostało dawno zapomniane !). Chciałabym, żebyś przestał nad tym rozmyślać. Stało się, zostało wyznane i wybaczone. Uwolniłam się od tego i traktuję to tylko jako mądrą lekcję i pragnęłabym, żebyś też nie roztrząsał tego dłużej. Zapewniam Cię, pani Annesley i ja jesteśmy zbyt zajęte, żeby się tym zajmować !

„Zbyt zajęte… nie roztrząsał tego dłużej”. Wzrok Darcy’ego raz jeszcze przebiegał ten ustęp, pełen obaw, że coś przeoczył. „chciałabym, żebyś przestał nad tym rozmyślać... uwolniłam się… mądrą lekcję”. Opadł na fotel, zamknął oczy i przycisnął list do ust. Pulsowanie w skroniach zelżało, gdy przeniknęło go uczucie ulgi. Wickham nie będzie jej już niepokoił. Jego pojawienie się tutaj najwyraźniej nie ma nic wspólnego z Georgianą ! Przez chwilę Darcy delektował się ułagodzeniem swoich lęków, po czym wrócił raz jeszcze do kwestii, dlaczego Wickham pojawił się w Hertfordshire i jak ma z nim postępować, skoro jest im pisane spotykać się, jeśli przedłuży swój pobyt w Netherfield.
„Jeśli przedłużę mój pobyt…” zamruczał Darcy do siebie. Nikt nie będzie kwestionował mojego wyjazdu do Londynu… Zawsze jest wymówka w postaci niespodziewanych Interesów. Jestem zobowiązany zostać do balu, ale później ? Nieproszona, para niezwykle urzekających oczu nad ślicznym uśmiechem z dołeczkami przypomniała mu o sobie. Czy żałowałbym wyjazdu ? Spojrzał na trzymany w ręce niedokończony list i podniósł go do światła.
Proszę, przekaż ode mnie wyrazy uznania pannie Bingley. Jest wyjątkowo uprzejma określając jako „doskonałość” moje skromne talenty. Mam nadzieję, że potrafię docenić wybredność jej gustu i czuję się zaszczycona, że darzy moje prace tak wielką estymą. Przekaż proszę swojemu przyjacielowi, panu Bingleyowi moje gratulacje z powodu znalezienia korzystnej oferty. Pod Twoim przewodnictwem jego wysiłki muszą zostać uwieńczone sukcesem.
Teraz, kochany Braciszku, muszę przyznać, że reszta Twojego listu wprawiła mnie w ogromne zdumienie. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktokolwiek może Cię uznać za „nieczułego osobnika bez polotu”, Ciebie, który zawsze byłeś dla mnie najuprzejmiejszym i najlepszym bratem. Panna Elizabeth Bennet musi rzeczywiście być niezwykłą osobą, skoro oparła się Twojej argumentacji, odprawiła Cię w taki sposób i poczuła do Ciebie niechęć. A mimo to nazywasz ją „życzliwą” ! Być może jest ona osobą, która polega na pierwszym wrażeniu, a Wasza znajomość, w jej ocenie, zaczęła się niefortunnie ? Bo w to, że rozdźwięk między Wami spowodowany został słabym wyrobieniem towarzyskim, nie mogę uwierzyć. Mam nadzieję, że ten list znajdzie Cię przywróconego jej dobrej opinii, nie mogę bowiem znieść, że ktokolwiek mógłby tak błędnie oceniać mojego drogiego brata !
Kończę gorącymi pragnieniami zobaczenia Ciebie i proszę Boga, żeby Cię zachował, aż przyjedziesz do nas na Święta. Tak wiele chciałabym Ci powiedzieć, tak wiele się nauczyłam, ale muszę poczekać, aż zobaczę Twoją kochaną twarz. Ponieważ Ty zaszczycasz mnie tytułem „skarbu” Pemberley, przypominam Ci, że Ty jesteś jego sercem. Wracaj szybko !
Twoja kochająca siostra,
Georgiana Darcy

Wzrok Darcy’ego spoczął na wytwornym podpisie, po czym z wolna złożył list z powrotem i wsunął go do wewnętrznej kieszeni surduta. Georgiana, moja kochana dziewczynka ! dumał dotykając palcami skroni. Oparł na nich brodę i wpatrywał się w węgle płonące na kominku. Próbował wyobrazić ją sobie, jak pisała, tak bystra w swoich spostrzeżeniach i radach dla niego, ale nie potrafił. Taki obraz był zupełnym przeciwieństwem istoty, którą zaledwie przed pięcioma miesiącami oddawał pod opiekę pani Annesley ! Zaśmiał się cicho na jej niedowierzanie, że cały świat nie widzi go takim, jak ona, ujęty jej całkowitym przekonaniem, że będzie w stanie odzyskać dobrą opinię w sceptycznych oczach Elizabeth Bennet. Jak bliska była prawdy ! Doprawdy, ich znajomość nie mogła zacząć się bardziej niekorzystnie !
Choć wiedział, że to śmieszne, ale zaufanie siostry do niego dało mu iskierkę optymizmu (albo wyzwania – nie wiedział, czego) do podniesienia się z grzęzawiska niezdecydowania, w którym znajdował się przez ostatnie kilka dni. Ogarnęła go determinacja odzyskania szacunku Elizabeth. Wyliczał okoliczności na swoją korzyść: Wickham będzie nieobecny, nie będą się widzieć przez tydzień, przez który można zgromadzić tematy do rozmowy, ogólna wesołość, jaką zapewnia bal, odmiana, jaką daje duża liczba ludzi, a w końcu zaskoczenie jego słabością do niej i łaskawością.
Z nową energią wstał z miejsca zadumy przy kominku, wrócił do towarzystwa gospodarzy i napisał swój list. Później, gdy siedzieli nad kieliszkami brandy i sherry niemal się uśmiechnął, gdy panna Bingley zauważyła, że rzadko miała okazję widzieć kogoś tak zadowolonego z napisania listu do rodziny.

Trzykrotka - Pon 08 Sty, 2007 09:39

Znowu pierwsza!! :banan:
Ten fragment jest po prostu uroczy! List Georgiany po prostu urzeka szczerą miłością do brata. Podoba mi się idea, że pan Darcy zwierzał się siostrze ze znajomości z Elizabeth. Zawsze wydawało mi się, ze ta sprawa była głęboko zakopana w jego sercu i że o fakcie, ze w ogóle zwraca uwagę na tę właśnie panienkę, nie wiedzial nikt absolutnie na świecie. Ale przecież nawet wychowany w nałogu powściągania i nie okazywania swoich uczuć dżentelmen był tylko człowiekiem. Wydaje się dość naturalne, że chciał dać upust temu, co zaprzątało jego myśli.

Dione - Pon 08 Sty, 2007 11:25

W tym momencie żałuję, że nie mam brata :evil: Kuzyni to już nie to samo :? ??:
Alison - Pon 08 Sty, 2007 12:19

Ja tam mam brata, ale obawiam się, że przenigdy nie zajmował i nie emocjonował się moimi sprawami tak jak pan Darcy. Buuuu :cry: :wink:
Trzykrotka - Pon 08 Sty, 2007 12:55

Bo Alison, pewnie nie uciekałaś z domu w wielku lat 16 z posagiem 30tysięcy funtów w kieszeni :twisted: . Gdybyś tylko spróbowała tej sztuki....
Alison - Pon 08 Sty, 2007 13:00

Trzykrotka napisał/a:
Bo Alison, pewnie nie uciekałaś z domu w wielku lat 16 z posagiem 30tysięcy funtów w kieszeni :twisted: . Gdybyś tylko spróbowała tej sztuki....


Że też o tym nie pomyślałam. Ja niestety byłam taka harcerka stawiana za przykład mojemu starszemu, ale niesfornemu bratu i on cały czas ostrzegał rodziców, że : spoko spoko, ona to Wam jeszcze pokaże... ;-)

Mag - Pon 08 Sty, 2007 14:57

Dzięki Maryannkiu :hello:

Mogę źle interpretować fragmenty, bo nie znam całości :wink:
Ponieważ polubiłam Georgianę JA nie zgadzam się na jej krzywdę.
Myślę,że to bardzoprawdopodobne, że listy Darcy'ego stanowiły formę terapii, i że opisywał całe towarzystwo w którym się obracał ze szczególnym uwzględnieniem właścicielki pięknych oczu. :grin: Czymś musieli zapełniać te karty i koperty.
A dodatkowo, po tej historii z "ucieczką", Darcy zobaczył w Georgianie młodą kobietę, a nie tylko młodszą siostrę.

Trzykrotka - Pon 08 Sty, 2007 15:14

Mnie się przypomniało pewne bardzo trafne określenie, kiedy na dodatek zobaczyłam Twój, Meg, avek :wink: : Bridget i przyjaciółki mówiły na coś takiego "wspominatoza". Oznaczało to stan, w którym mysli masz zajęte kimś tak bardzo, ze świadomie albo nieświadomie wspominasz go w co drugim zdaniu. Darcy nie mógł wygadać się ani przed Bingelyem, ani tym bardziej jego siostrami - wspominatoza dała o siobie znać w liście do siostry. To bardzo ludzkie.
Alison - Wto 09 Sty, 2007 08:43

Fletcher rulez!!!! :wink:

Rozdz. 11, cz. 1: "Obraz jego charakteru"

Paskudna, surowa pogoda zapanowała w okolicy, osnuwając ziemię chłodną mgłą, która często zamieniała się w deszcz. Panna Bingley wyrzekała na swój nieznośny przyjazd i postrzegała swój niepożądany pobyt jako codzienną osobistą zniewagę. Jej brat z kolei przyglądał się temu z pewnego rodzaju drżeniem, bojąc się jej wpływu na obecnych na balu. Ale Darcy okazywał szacunek narzuconej przez nich sobie izolacji z satysfakcją, która dla całego towarzystwa była dość tajemnicza. Dnie przed balem mijały w różny sposób, albo on i Bingley pracowali nad włączeniem się w plany ulepszenia Netherfield albo, kiedy pogoda na to pozwalała, dokonywali ekspertyz bezpośrednio w terenie. Kilka wieczorów spędzono we wpływowych domach w hrabstwie a kilka popołudni zostało poświęconych na odkrywanie pewności, co do pogłosek tyczących legendarnej lokalnej hodowli bydła. Tak jak zamierzał, Darcy wydawał się być, sądząc z zewnętrznych pozorów, niezainteresowany nadchodzącym balem. Ale w rzeczywistości przygotowywał się do niego pracowicie.
Jego strategia była elegancka w swej prostocie: wzbudzić ciekawość Elizabeth swoją nieobecnością we wszystkich miejscach gdzie mogliby się spotkać, a następnie, już na balu, uczynić z niej jednoznaczny obiekt swojego zainteresowania. Zaskoczenie i zakłopotanie wywołane takim działaniem pozwoliłoby mu, przynajmniej miał taką nadzieję, pozwoliłoby mu zdobyć jej rękę na przynajmniej jeden taniec, podczas którego mógłby zaoferować jej zręcznie ułożone przeprosiny za jego żałosne zachowanie podczas ich pierwszego spotkania. Ufał nieprzewidywalnemu dowcipowi panny Elizabeth Bennet, który zainspiruje ich dalszą konwersację. "Zaskoczenie...kompletnie nieoczekiwane upodobanie z mojej strony - Darcy uśmiechnął się do siebie, wyobrażając sobie jej podniecającą urodę - będzie bajecznie złapana i to bez żadnej drogi ucieczki. Zatem, panno Elżbieto Bennet, zaczniemy od nowa."
Dlatego też, kiedy został zaproszony żeby towarzyszyć Bingley'om w wizycie u Bennet'ów, by przekazać zaproszenie na wielce wyczekiwany bal, uroczyście odmówił i, zamiast tego, zajął się korespondencją ze swoim zarządcą i spędził korzystnie godzinę z Trafalgarem na polach. Ostrożnie unikał każdego miejsca gdzie mógłby spotkać Elizabeth Bennet, jego jedyne spojrzenie na nią przed balem miało miejsce w kościele w Meryton, w niedzielę, a nawet potem, nic więcej się między nimi nie wydarzyło ponad oczywiste skinienie z jego strony, odwzajemnione jej bardzo chłodnym tego przyjęciem.
Teraz był wtorek rano czyli Ten Dzień. Darcy dokonał ostatniego wygładzenia na surducie, kiedy jego służący ostrożnie układając jego lakierki do tańca, powrócił z poszukiwań odpowiedniego rocznika szampana, który miał nadać im nieskazitelnego blasku. Wcześniej, Fletcher posłał do Erewile House w Londynie po jego najlepszy czarny surdut i spodnie, nawet teraz, wisiały w pogotowiu. Lokaj przetrząsnął lokalne sklepy w Meryton w poszukiwaniu akceptowalnie śnieżnobiałej pary pończoch, ale w końcu, został zmuszony posłać do Londynu także i po to. Darcy zauważył, że jego koszula została wykrochmalona i wyprasowana, odpowiednio dobrany halsztuk znajduje się w takim samym stanie, a jego zegarek, spinki do mankietów i szpilka do krawata leżą na toaletce, błyszcząc tak bogato jak uśmiech satysfakcji na twarzy Fletcher'a kiedy wyłonił się z garderoby z lakierkami w ręku.
- Proszę, sir - Fletcher zamachał butami przed Darcy'm, by ten dokonał inspekcji - wypolerowane tak jakbym znalazł '98 zamiast '02, którego użyłem.
Darcy skinął nieprzytomnie, jego umysł zajęty był zawiłymi szczegółami przeprosin, które właśnie usiłował ułożyć.
- Ah-hem - Fletcher chrząknął i czekał aż oczy jego pracodawcy spoczną na nim - panie Darcy...chodzi o pańską kamizelkę na ten wieczór - zaryzykował ostrożnie.
Darcy strzelił w niego podejrzliwym spojrzeniem spod zmarszczonych brwi.
- Tak, co z moją kamizelką? Jest zwyczajnie czarna, żeby pasowała do spodni, czyż nie? - odpowiedział ucinając ostrzeżenie.
- Tak, sir...ale myślałem - Fletcher przerwał widząc zwężające się oczy Darcy'ego i wtedy dokończył pospiesznie - szmaragdowy zielony i złoto mieniący się jedwab.
- Fletcher!
- To tylko sugestia, sir. Nic więcej. Będzie zwyczajna czarna. - Fletcher włożył buty pod krzesło, na którym leżał ostrożnie położony frak.
- Chociaż - spojrzał - nie mogę zrozumieć, dlaczego życzy pan sobie zlać się z boazerią i być przyćmionym przez brylujących młodych mężczyzn w tych ich wulgarnych uniformach.
- Nie zamierzam zlewać się z boazerią, dobranoc, Fletcher!
- Ja tylko, sir...
- Ty tylko co?
- To co pan powiedział, sir, że nie zamierza pan być "niewidzialnym" dziś wieczór.
- Ale ty uważasz, że w mojej zwyczajnej, czarnej kamizelce, mimo moich zamiarów będę, tak? - wyzwał go Darcy.
- Panie Darcy - cierpliwie odpowiedział Fletcher, czerpiąc ze swoich bogatych krawieckich doświadczeń - jestem przekonany, że jest pan zauważany w każdym miejscu, które jest pan łaskaw zaszczycić swoją obecnością. Ale, zauważyłem, sir, że pokój wypełniony czerwonymi mundurami może mieć tendencję do rozpraszania pewnych osób, przede wszystkim tych rodzaju żeńskiego. Damy, niech Bóg je błogosławi, zdają się domagać czegoś co skupiłoby ich uwagę.
Z początku niepewny, Darcy zastanawiał się nad pomysłem kiedy Fletcher przyniósł wspomnianą kamizelkę z kufra przysłanego z Londynu. Maleńki głosik w głowie Darcy'ego wyrażał zdumienie, że w ogóle zajmuje sobie czas rozważaniem takiego nonsensu, ale kiedy Fletcher wrócił, jego uwagę przykuł delikatny blask szmaragdowo-złotych niteczek, które tworzyły bogaty falisty wzorek na tle czarnego jedwabiu. "Być może... nie zaszkodziłoby..."
- Jak sobie życzysz Fletcher. Zabierz tą czarną i zostaw tą. - Darcy wiedział, że lepiej wyjść zanim Fletcher powie mu coś czego będzie żałował - I bądź gotowy na siódmą - zaordynował energicznie.
- Bardzo dobrze, sir.
Darcy spostrzegł, że znowu opuszcza swoje pokoje nie dowierzając uprzejmemu wyrazowi twarzy lokaja i dziwił się, po wyjściu, co się stało z jego podwładnym podczas pobytu na tej barbarzyńskiej ziemi. Zaczął się zachowywać w bardzo osobliwy sposób.

Marija - Wto 09 Sty, 2007 08:50

Facet, który zauważył "szmaragdowo-złote niteczki"? :shock: Hm...
Maryann - Wto 09 Sty, 2007 09:51

Czyszczenie lakierek w szampanie... :wink:
Alison - Wto 09 Sty, 2007 10:36

Marija napisał/a:
Facet, który zauważył "szmaragdowo-złote niteczki"? :shock: Hm...


Wiesz, pisze o jego "krawieckich doświadczeniach". Krawcy mają oko na takie sprawy, faktura materiału i różne takie... :wink:
Ale Fletcher fajny gość, bardzo mi się podoba ta postać.

Marija - Wto 09 Sty, 2007 10:38

No ale Fletchera?... Nie powiem, duży wpływ mieli ci osobiści służący :roll:
Alison - Wto 09 Sty, 2007 10:52

No tak, przeczytałam jeszcze raz i domyśliłam się, że z tymi niteczkami, to chodziło o Darcy'ego, faktem pozostaje jednak, że był już zasugerowany przez Fletcher'a ;-)
Dione - Wto 09 Sty, 2007 13:28

Kurcze, chyba mam nowego idola. :serce: To dla Fletchera
KIKA - Wto 09 Sty, 2007 14:04

tak ... Fletcher zdaje się być zdeterminowanym w swoich działaniach..... :wink:

lubię go....

Trzykrotka - Wto 09 Sty, 2007 16:01

Mmmm, ciacho pełne rodzynków, dzięki! Kapitalny fragment!
W którymś opracowaniu do JA przeczytałam, że może dziś dziwić jej zainteresowanie wyłącznie sprawami zdobywania mężów, ale że dla ówczesnej młodej panny tych kilka lat "bywania" było jak kampania wojenna, od której zależała cała jej przyszłość. Kiedy tak patrzę na Fletchera, też czuję się jak na froncie. Fletcher, jak generał sztabu, obmyśla strategie, przewiduje ruchy przeciwnika (i kolor bojowego rynsztunku), szykuje broń i amunicję. Rewelacja!
Zamiary pana Darcy co do balu też są ekscytujące. Już się nie mogę doczekać dalszego ciągu.
Kochane Tłumaczki, czy ja Wam dziękowałam? Dziękuję! :serce:

Maryann - Wto 09 Sty, 2007 18:12

Ania1956 napisał/a:
Maryann napisał/a:
Czyszczenie lakierek w szampanie... :wink:


I to w odpowiednim roczniku szampana :lol: !!!!

Ciekawam, co na to Francuzi... żeby ich boskiego trunku używać do TAKICH celów... :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group