To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"

GosiaJ - Czw 08 Cze, 2006 00:10

Gosia napisał/a:
Moze rozmowa z matka ? Nie chyba jeszcze nie teraz ...


Z tego, co widzę, to teraz Margaretka będzie przeżywała swój los i uświadomi sobie, że w oczach Thorntona po ostatnich wydarzeniach jest zdegradowana...

Gitka - Czw 08 Cze, 2006 15:36

Biedna Margaret, ile strachu się najadła.
Teraz już jest na pewno świadoma ile zawdzięcza Thortonowi, tym bardziej musi jej być ciężko...
Caroline wielkie podziękowanie :grin:

Kaziuta - Czw 08 Cze, 2006 17:27

Miałam zaleglosci w czytaniu wątku, ale już nadrobiłam.
Caroline dzieki oba fragmenty cudnie frapujące.
Któraś z Was wspomniała, że Thorton prawdziwie kochał Margaret, a mi przyszły zaraz na myśl słowa "Hymnu o miłości" Św. Pawła:
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.

Taka była miłość Thortona i tylko możemy Margaret zazdrościć i mieć nadzieje, że może gdzieś są tacy mężczyźni, dla których miłość to hymn o miłości.

Caroline - Czw 08 Cze, 2006 18:24

Margerytka rozmyśla, czyli ciacho. :wink:

Margaret, Thornton i policjant cz. 5
(Rozdział XXXV Expiation – Pokuta, s. 327)


Rzuciła się tak jak stała w ubraniu na łóżko. Była zbyt zmęczona by myśleć. Minęło pół godziny zanim niewygodna pozycja i chłód poprzedzone wielkim wyczerpaniem zdołały przebudzić ją z odrętwienia. Wtedy zaczęła sobie wszystko przypominać, łączyć fakty, zastanawiać się. Pierwsze, co przyszło jej na myśl to, że całe zamieszanie z obawy o Fredericka już się skończyło, zagrożenie minęło. Potem zapragnęła przypomnieć sobie każde słowo inspektora, które odnosiło się do pana Thorntona. Kiedy się z nim widział? Co powiedział? Co pan Thornton zrobił? Jakie były dokładnie słowa z jego notki? Póki nie przypomniała sobie wszystkiego co do sylaby, nie była w stanie myśleć dalej. Wtedy dotarło do niej, jasno i wyraźnie: pan Thornton widział ją w pobliżu stacji w Outwood fatalnej czwartkowej nocy i powiedziano mu, że zaprzeczyła, jakoby tam była. W jego oczach była kłamcą. Była kłamcą. Nie było w niej cienia skruchy wobec Boga z powodu tego postępku, tylko chaos i ciemność otaczające jedną, natarczywą myśl, że w oczach pana Thorntona była skompromitowana. Nie dbała nawet o to, by zastanowić się nad usprawiedliwieniem. To nie miało nic wspólnego z panem Thorntonem. Nie wyobrażała sobie, by on lub ktokolwiek inny znalazł powód do podejrzeń w naturalnym zachowaniu, jakim było przebywanie w towarzystwie swojego brata, ale on wiedział o najgorszym i miał prawo ją osądzać. „Och Fredericku! Fredericku!” zawołała, „czego ja dla ciebie nie poświęcam!” Nawet, gdy już zasnęła jej myśli krążyły tym samym torem wyolbrzymiając tylko i wykrzywiając bolesne szczegóły.
Po przebudzeniu nowa myśl dotarła do niej z jaskrawością wstającego poranka. Pan Thornton dowiedział się o jej kłamstwie zanim poszedł do kornera, to znaczyło, że jego decyzję podyktowała chęć oszczędzenia jej konieczności powtarzania tego kłamstwa. Odsunęła na bok tę myśl z dziecięcą przekorą. Jeśli to prawda, nie czuła do niego wdzięczności, w końcu to pokazywało tylko, jak bardzo w jego oczach była zhańbiona, zanim jeszcze zadał sobie tyle niespotykanego trudu by nie wystawić po raz kolejny na próbę jej prawdomówności, która najwyraźniej zawiodła. Przeszłaby przez to wszystko, po wielokroć wolałaby krzywoprzysięstwo, niż pana Thorntona świadomego wszystkiego i interweniującego w jej obronie. Co za zły los postawił go na drodze inspektora? Dlaczego to on musiał być sędzią, który odbierał zeznanie od Leonardsa? Ile z tego było zrozumiałe dla pana Thorntona, który mógł słyszeć o zarzutach stawianych Frederickowi od ich wspólnego znajomego, pana Bella? Jeśli wiedział, stanął w obronie syna, który wbrew prawu przyjechał, by towarzyszyć matce przy łożu śmierci. Z takiego powodu mogłaby być mu wdzięczna, może jeszcze nie teraz, jeśli kiedykolwiek, skoro jego działaniami powodowała wzgarda. Och! Jak ktoś taki mógł czuć do niej wzgardę. Pan Thornton, spośród wszystkich ludzi, ten na którego spoglądała z góry ze swoich wyimaginowanych wyżyn, aż do tej chwili. A teraz okazało się, że jest u jego stóp, tak ogromnie zrozpaczona z powodu tej degradacji. Zadrżała, gdy zmuszona była podążyć za wszystkimi przesłankami, aż do ostatecznego wniosku i przyznać przed samą sobą, jak wysoko ceniła jego szacunek i dobrą opinię. Gdy tylko ta konkluzja objawiła się jej po długim szpalerze innych myśli, odrzuciła ją, nie chciała za nią podążyć, nie mogła w to uwierzyć.

Gosia - Czw 08 Cze, 2006 18:29

Potem zapragnęła przypomnieć sobie każde słowo inspektora, które odnosiło się do pana Thorntona. Kiedy się z nim widział? Co powiedział? Co pan Thornton zrobił? Jakie były dokładnie słowa z jego notki? Póki nie przypomniała sobie wszystkiego co do sylaby, nie była w stanie myśleć dalej. [...]tylko chaos i ciemność otaczające jedną, natarczywą myśl, że w oczach pana Thorntona była skompromitowana.[...] Pan Thornton, spośród wszystkich ludzi, ten na którego spoglądała z góry ze swoich wyimaginowanych wyżyn, aż do tej chwili. A teraz okazało się, że jest u jego stóp, tak ogromnie zrozpaczona z powodu tej degradacji. Zadrżała, gdy zmuszona była podążyć za wszystkimi przesłankami, aż do ostatecznego wniosku i przyznać przed samą sobą, jak wysoko ceniła jego szacunek i dobrą opinię.

Do Margaretki wreszcie cos dociera.
Mysli tylko o Thorntonie, o tym tylko co sie z nim wiaze.
Zwlaszcza zakonczenie mi sie podoba, ze jest u jego stop, w roznych znaczeniach tego slowa ;) I jak szanuje jego zdanie i jak bardzo chciala, zeby i on mial do niej szacunek ..

Piekny fragmencik Caroline, ostatnie ciasteczka sa slodziutkie :D

Caroline - Czw 08 Cze, 2006 18:43

Słodko-gorzkie raczej, zwłaszcza dla Margerytki :D
Gosia - Czw 08 Cze, 2006 18:45

Ale dla nas slodziutenkie, bo wreszcie Margaretka dowiaduje sie tego, co my od dawna wiemy ;)
Caroline - Czw 08 Cze, 2006 18:49

Jeszcze nie, jeszcze bryka, dopiero jej zaczyna świtać ;) ;) Boleśnie dochodzi do tej świadomości.
Narya - Czw 08 Cze, 2006 18:49

Dla Margaret tylko gorzkie :sad:
Dzięki Caiti za ten fragment. Lubię czytać o myślach i uczuciach bohaterów - nawet jeśli są dla nich samych takie nieprzyjemne.

Gosia - Czw 08 Cze, 2006 18:59

Ale dlugo sie opierala i jeszcze troche bedzie, az do rozkosznego finalu ;)
rozkosznego zwlaszcza w filmie :D

miłosz - Czw 08 Cze, 2006 19:45

Caroline napisał/a:
Margerytka rozmyśla, czyli ciacho. :wink:


Och! Jak ktoś taki mógł czuć do niej wzgardę. Pan Thornton, spośród wszystkich ludzi, ten na którego spoglądała z góry ze swoich wyimaginowanych wyżyn, aż do tej chwili. A teraz okazało się, że jest u jego stóp,.


mój Boże - jaka głupia Małgoska była no ale mądrzeje ;) na nasze nieszczeście :)

asiek - Czw 08 Cze, 2006 23:18

Caroline...dzięki za ciasteczko :grin:
Margaret sądzi, że Thornton wie o Fredericu ? ...To coś nowego...Więc nie miała pojęcia o jego zadrości ? Oglądając serial byłam przekonana, że Margaret ma świadomośc tego.....że Thornton wziął Frederica za jej kochanka.

basiek - Pią 09 Cze, 2006 06:41

Caroline ...dzięki za ciacho

miłosz napisał/a:
mój Boże - jaka głupia Małgoska była no ale mądrzeje na nasze nieszczeście


Jak trudno przyznać się Małgośce do fascynacji Jaśkiem nawet przed samą soba.

KIKA - Pią 09 Cze, 2006 08:37

I ja dziękuję za ciasteczka.... musiałam ich dzisiaj sporo skonsumowac za jednym razem, bo coś ostatnio doba dla mnie za krótka....
Z jednej strony takie obżarstwo jest niezdrowe z samego rana, ale jaką ogromną przyjemność ze sobą niesie ...... :cool: :lol:
Ta sytuacja z Federikiem(oj zamieszał on bardzo) była trudna dla nich obojga... każde miało swoje wątpliwości co do drugiej osoby.... swoją drogą jestem ciekawa jak gaskel przedstawiłą sytuację z filmu kiedy John dowiedział się od Higginsa, że facetem na peronie był brat Małgośki.

Caroline - Pią 09 Cze, 2006 18:54

Przedostatnie ciasteczko z baaaardzo długiej "Pokuty" ("Expiation"), jaką Elżunia zadała Margerytce. Ciąg dalszy rozmyślań i walenia głową w mur :twisted:

Margaret, Thornton i policjant cz. 6
(Rozdział XXXV Expiation – Pokuta s. 327)


Było później niż jej się zdawało, po przeżyciach poprzedniego dnia zapomniała nakręcić zegar, a pan Hale nakazał, by jej nie przeszkadzano i nie budzono o zwykłej porze. W końcu drzwi ostrożnie uchyliły się, Dixon wsunęła przez nie głowę i zobaczywszy, że Margaret już nie śpi podeszła do niej z listem.
- Mam coś, co sprawi panience przyjemność. List od panicza Fredericka.
- Dziękuję Dixon. Która to już godzina?
Mówiła bardzo powoli, poprosiła Dixon o położenie listu przed nią na narzucie, ale nie wyciągnęła po niego ręki.
- Na pewno zjadłaby panienka śniadanie. Zaraz przyniosę. Panu już podano.
Margaret nie odpowiedziała, pozwoliła jej odejść, czuła, że musi pobyć sama zanim otworzy list. W końcu go otworzyła. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy to, że list był datowany na dwa dni wcześniej. Napisał więc tak, jak obiecał. Mogli oszczędzić sobie niepokoju. Ale najpierw musi przeczytać i sprawdzić. List był pisany w pośpiechu, ale zawierał wszystko, co trzeba. Frederick spotkał się z Henry’m Lennoxem, który wiedział dość, by potrząsnąć głową odmownie na samym początku i stwierdzić, że powrót do Anglii był zuchwałym czynem zważywszy na ciążące nad nim oskarżenia wsparte jeszcze przez wpływową instytucję. Gdy jednak zaczęli omawiać sprawę, pan Lennox przyznał, że istnieje jakaś szansa na uniewinnienie, jeśli jego zeznanie potwierdzi wiarygodny świadek, w takim wypadku warto stanąć przed sądem, w innym, byłoby to ogromne ryzyko. Obiecał wszystko sprawdzić, podjąć każdy trud. „Uderzyło mnie – mówił Frederick – jak wiele zdziałało powołanie się na ciebie, siostrzyczko. Był ogromnie dociekliwy, zapewniam cię. Wydał mi się sprytnym, inteligentnym człowiekiem, odnoszącym sukcesy także, sądząc z tego, jak prowadzi interesy i liczby kancelistów, ale to mogą być tylko prawnicze sztuczki. Udało mi się złapać barkę pocztową, wypływam za pięć minut. Być może będę musiał wrócić do Anglii w interesach, więc trzymaj moją wizytę w sekrecie. Wyślę ojcu trochę starej, dobrej sherry, jakiej nie kupicie w Anglii. Przyda mu się. Drogi, kochany ojciec! Niech Bóg go błogosławi. Mój transport już czeka. P.S. Cóż to była za ucieczka! Pamiętaj, by nikomu nie wspominać o mojej wizycie nawet rodzinie Shaw.”
Margaret obejrzała jeszcze raz kopertę, napisano na niej „za późno”. List zapewne powierzono jakiemuś niedbałemu kelnerowi, który zapomniał go wysłać. Och, jakie ulotne pajęczyny przypadku oplatają nas i Przeznaczenie! Frederick był bezpieczny, daleko od Anglii, już od dwudziestu, nie, trzydziestu godzin, a minęło zaledwie siedemnaście odkąd skłamała by zmylić pościg, który już wtedy skazany był na porażkę. Jakże wiarołomnie postąpiła! I gdzie było teraz jej dumne motto: „fais que dois, advienne que pourra”, gdyby odważyła się i powiedziała prawdę, odmawiając tylko przyznania się do tego, co mogło stanowić zagrożenie, jaką lekkość czułaby teraz w sercu! Nie byłaby poniżona wobec Boga zwątpiwszy w jego moc, ani upokorzona i skompromitowana w oczach pana Thorntona. Zerwała się na to z bolesnym drżeniem. Oto stawiała jego złą opinię na równi z niezadowoleniem Boga. Jak to się dzieje, że on prześladuje jej wyobraźnię tak natrętnie? Cóż to mogło znaczyć? Dlaczego tak ważne było dla niej, co on o niej myślał, mimo całej jej dumy? Wierzyła, ze zniosłaby niezadowolenie Boga, bo On wiedział wszystko, rozumiał jej skruchę i wysłuchałby jej wołania o pomoc, gdy nadejdzie na to czas. Ale pan Thornton… Dlaczego drżała i kryła twarz w poduszce? Jakie silne uczucie dosięgło ją w końcu? Wyskoczyła z łóżka i modliła się długo i żarliwie. Gdy już otworzyła serce przyniosło jej to spokój i ukojenie, ale, gdy przemyślała swoją sytuację na nowo, odkryła, że zadra wciąż tam tkwiła, odkryła że nie jest dość dobra, dość niewinna by pozostać obojętną na złą opinię bliźniego, myśl o tym, jak on spogląda na nią z pogardą, stała między nią a sumieniem.

Gosia - Pią 09 Cze, 2006 19:44

Cytat:
Oto stawiała jego złą opinię na równi z niezadowoleniem Boga. Jak to się dzieje, że on prześladuje jej wyobraźnię tak natrętnie? Cóż to mogło znaczyć? Dlaczego tak ważne było dla niej, co on o niej myślał, mimo całej jej dumy? Wierzyła, ze zniosłaby niezadowolenie Boga, bo On wiedział wszystko, rozumiał jej skruchę i wysłuchałby jej wołania o pomoc, gdy nadejdzie na to czas. Ale pan Thornton… Dlaczego drżała i kryła twarz w poduszce? Jakie silne uczucie dosięgło ją w końcu?


Tak, tak Margaretko, to wlasnie TO uczucie :D
Do czego to doszlo... ;)

Dzieki Caroline :D

KIKA - Pią 09 Cze, 2006 21:05

cudowny fragment.... szczególnie ten fragment który zacytowała Gosia...
dzięki bardzo Caroline... :grin:

Kati - Pią 09 Cze, 2006 21:10

dzięki Caroline! Wielka buźka za słodkie tłumaczenie ♥
kilka razy dziennie sprawdzam czy nie ma kolejnych ciasteczek
Kochane z Was dziewczynki :wink:

proszę napiszcie, czy był już tłumaczony fragment, gdy Rysio dowiaduje się, że ten facet ze stacji, to brat M.? Może go przeoczyłam..............uwielbiam ten fragment do bólu :!:

:hello:

Caroline - Pią 09 Cze, 2006 21:20

Kati napisał/a:
proszę napiszcie, czy był już tłumaczony fragment, gdy Rysio dowiaduje się, że ten facet ze stacji, to brat M.?

Jeszcze nie było :)

Kaziuta - Sob 10 Cze, 2006 00:09

Dzięki Caroline.
Nooooo nareszcie trzepło Margerytką.
Bóg i Thorton - Bóg zobaczy skruchę i usłyszy wołania to prawda, ale swoje przekonania opieramy na wierze, a na Thortonie można się oprzeć naprawdę i jest realny i namacalny, a poza tym gdyby ona wiedziała teraz jak ją będzie całował potem eh...

Trzykrotka - Sob 10 Cze, 2006 00:19

To jak w życiu - dopiero teraz pojawia się TO uczucie - kiedy ona czuje, że traci swoją wyimaginowaną wyższość nad nim, że on ma prawo nią pogardzać> ciekawe, czy gdyby nie pożegnaie z Fryderykiem na stacji, Margaret kiedykolwiek miałaby okazję się dowiedzieć, Kaziuto :wink:
Kaziuta - Sob 10 Cze, 2006 00:30

Zastanawiałyśmy się kiedy tak naprawdę Margaret pokochała Thortona. Może to właśnie ten moment ? Jak myślicie ?
Gitka - Sob 10 Cze, 2006 00:47

„Uderzyło mnie – mówił Frederick – jak wiele zdziałało powołanie się na ciebie, siostrzyczko. Był ogromnie dociekliwy, zapewniam cię. Wydał mi się sprytnym, inteligentnym człowiekiem, odnoszącym sukcesy także, sądząc z tego, jak prowadzi interesy i liczby kancelistów, ale to mogą być tylko prawnicze sztuczki. "

A to o Naszym Henryczku? Nie może być :wink:
W książce może nie jest taki - no ten tego...
Caroline, dziękuję :grin:

Trzykrotka - Sob 10 Cze, 2006 13:35

Kaziuta napisał/a:
Zastanawiałyśmy się kiedy tak naprawdę Margaret pokochała Thortona. Może to właśnie ten moment ? Jak myślicie ?


Tak! To na pewno ten moment! Ciekawe od strony psychologicznej, swoją drogą.... Pamiętacie, Lizzy poczuła co tak naprawdę czuje do Darcy'ego, kiedy wydawało jej się, że on jest stracony na zawsze...

Monika - Sob 10 Cze, 2006 14:10

Też tak myślę. Zaczyna nam na czymś lub na kimś zależeć dopiero gdy to stracimy, w filmie takim momentem zwrotnym (wg mnie) była rozmowa Margaret z panem Bellem na ławce w Helstone, i jej słowa: nie mogę znieść myśli, że pan Thornton może o mnie źle myśleć.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group