Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
przecinek - Czw 03 Kwi, 2008 07:46
Jak komuś mało Damiana Lewisa to polecam, także w ramach odbrązowienia ideału, film "Ucieczka z Colditz". Film wojenny, Lewis ponownie w mundurze, ale tym razem jego postać to wyjątkowy łajdak, zupełne przeciwieństwo kapitana Wintersa.
praedzio - Czw 03 Kwi, 2008 08:07
Przecinku, wiem! Oglądałam ten film! I dalej wielbię Lewisa....
Do odbrązowienia Lewisa polecam Keane'a....
Admete - Czw 03 Kwi, 2008 20:11
Czekam na moje Colditz. Kogo on tam gra i jak bardzo jest łajdacki jego bohater? Uwielbiam patrzeć na jego grę, dlatego nie przeszkadzają mi różne role. Wręcz przeciwnie -cieszę się, że wybiera różnorodne wyzwania aktorskie i nie ogranicza się do ciągłego odtwarzania tej samej postaci. Podobno odrzucił role w Helikopterze w ogniu, żeby zagrać w Sadze rodu Forsyte'ów. Popieram - w Helikopterze byłby tylko jednym z wielu żołnierzy.
Obejrzałam Nyfes - The Brides - film grecki i zakochałam się w nim. Polecam go każdej Damie na tym i nie tylko na tym Forum. Z całego serca.
Nyfes – The Brides
Od pierwszego momentu zauroczyły mnie w tym filmie dwie rzeczy – zdjęcia i muzyka. Dziewczyna ubrana na czarno odpoczywa na kamiennym murku, a potem zbiega nim nad brzeg morza. Niedługo potem pojawia się młody mężczyzna z aparatem fotograficznym. Twarz rozjaśniona uśmiechem, wokół dzieci, dziewczynka w czerwonej sukience tańczy w deszczu. To była chwila, w której wiedziałam, że pokocham ten film.
W moim odczuciu to nie jest tylko historia miłości młodego amerykańskiego fotografa Normana ( Damian Lewis ) do greckiej dziewczyny imieniem Niki. To film o poszukiwaniu miłości i o tym, że nikt nie chce być samotny, ale czasami nie ma żadnego sposobu, by tej samotności uniknąć. To także film o poświęceniu i honorze, o wierności wyborom, jakich się dokonało. Niki ( Victoria Haralabidou ), jak prawdziwa bohaterka greckiej tragedii, nie zdradzi swojej rodziny, nie złamie danego słowa – to jest oczywiste od początku. Ta rola jest zagrana bez jednej fałszywej nuty. Widz patrzy w te „brązowe oczy” w kształcie migdałów i wie, że przed Niki jest tylko jedna droga – droga obowiązku. Zanim wyjechała z Samotraki, by zastąpić swoją siostrę jako panna młoda przeznaczona greckiemu imigrantowi w Ameryce, nie wiedziała, czym jest miłość, potem miała już nigdy o niej nie zapomnieć – „Karą nie jest pamięć o tych, których się kochało” - mówi Niki pod koniec filmu.
Damian Lewis jest moim zdaniem stworzony do ról kostiumowych, zwłaszcza tych z czasów przedwojennych i II wojny światowej. W przedziwny sposób on jest Normanom Harrisem, fotografem z Ameryki lat 20, jest majorem Richardem Wintersem, oficerem z czasów II wojny. Widziałam go w rolach współczesnych – w „Life”, „Chromofobii”, „Wiele hałasu o nic” i tylko w serialu „Life” wydaje się po części pasować do XXI wieku, po części, bo przecież Charlie Crewes nie jest tak naprawdę z tych nowych czasów, stracił w więzieniu 12 lat.
Wzajemne relacje Niki i Normana są niezwykle subtelne i pełne niedomówień. Wiele jest „motylkowych” momentów – chwila, gdy Norman przesuwa dłonią po barierce, której wcześniej dotykała Niki, welon zostawiony przez nią na statywie aparatu w momencie robienia „ślubnego” zdjęcia i moja ulubiona – zawiązywanie bucika. Ta ostatnia zachwyciła mnie po prostu. Nie umiem jej opisać, to trzeba zobaczyć. Dłonie Normana, przesunięcie stopy Niki. Sceną porównywalną do „Look back at me” z N&S jest ta, w której Norman wyznaje Niki miłość:
- I love you.
- No.
- I can't help it.
- Do not love me.
- But I do.
I potem ostatnia scena, scena rozstania, gdy jak echo powracają słowa: „Come with me.”
Nie tylko historia tych dwojga mnie wzruszyła. Patrzyłam na greckie, rosyjskie, tureckie dziewczęta i kobiety, na te wszystkie zdradzone Madonny i bolało mnie serce. Wszystkie płynęły w nieznane, by poślubić obcych mężczyzn wiedzione posłuszeństwem, obowiązkiem, nadzieją na lepsze życie…Odwieczna historia – tak kiedyś było, tak jest teraz, tak zawsze będzie. Śliczna Haro w czerwonej sukience, tęskniąca za utracona miłością jest dla mnie dorosłą wersją tamtej dziewczynki w deszczu. Tyle, że ta dziewczynka nie skieruje już twarzy w stronę nieba i nie zatańczy. Zdradzono ją i oszukano. Kolor czerwony pojawia się także na końcu filmu – Niki w czerwonej sukni, brzemienna, otwiera w końcu pudełko podarowane jej przez Normana i czyta list – jedyny miłosny list, jaki kiedykolwiek otrzymała i pamięta, pamięta wszystko. Trzy czerwone sukienki – trzy dziewczynki – kobiety. Nadzieja, - rezygnacja – spełniony obowiązek. Nowe życie okupione stratą i bólem. Niki jest silna, przetrwa i wychowa swoje dziecko z miłością, nie zdradzi go nigdy.
W „Narzeczonych” nie ma źle zagranych ról i nawet okrutny, podły Karaboulat ( Steven Berkoff ) może na końcu otrzymać od nas odrobinę współczucia.
Film wyreżyserował Pantelis Voulgaris.
W wątku Lewisa wkleję kilka zdjęć ilustrujacych różne sceny filmu i podam linka.
praedzio - Czw 03 Kwi, 2008 20:19
Czytam z rozdziawioną buzią...
Cieszę się, że te same momenty w filmie nas zachwyciły . Hmmm, o tym czerwonym kolorze jakoś nie pomyślałam.
Dzięki za przepiękną recenzję!
To teraz czekamy na wrażenia Caitri...
Admete - Czw 03 Kwi, 2008 20:26
Może to z mojej strony nadinterpretacja, ale takie miałam skojarzenia zaraz po obejrzeniu filmu. Nie napisałam jeszcze o tym geście wpięcia w klape marynarki igły z nitką...Słodkie to było. Cieszę się, że recenzja Ci się spodobała.
Tutaj link do fotek w filmu
http://forum.northandsout...p=144179#144179
praedzio - Czw 03 Kwi, 2008 20:41
| Admete napisał/a: | | Nie napisałam jeszcze o tym geście wpięcia w klape marynarki igły z nitką...Słodkie to było. |
No, a później ten kolczyk...
A co myślisz o włosach Niki pod koniec filmu? (czy pytanie o to jest spoilerem?)
Caitriona - Czw 03 Kwi, 2008 20:44
| praedzio napisał/a: | | To teraz czekamy na wrażenia Caitri... |
Jutro się zabiorę za ten film, tym chętniej że Admete napisała fantastyczną recenzję!
A ja dzisiaj obejrzałam inny film z Damianem Lewisem: The Baker. I jestem zachwycona! Czarna komedia o zawodowym mordercy o imieniu Milo (Lewis), który jest już trochę zmęczony swoim fachem. W pewnym momencie zmuszony jest uciekać z miasta (Londyn?), bo inny zabójca czyha na jego życie I Milo udaje sie na daleką prowincję, do kryjówki swojego znajomego. Tą kryjówką jest mała piekarnia w małym miasteczku. I o ile Milo, po krótkim czasie, wydaje się być zadowolony z zaistniałej sytuacji (tymbardziej, że na horyzoncie pojawia się dociekliwa ale sympatyczna pani weterynarz), o tyle mieszkańcy uroczego miasteczka dowiadując się kim naprawdę jest nie dają mu zapomnieć o przeszłości i chcą ją wykorzystać w niecnych celach. Dochodzi do różnych pomyłek i niechcianych zdarzeń, a dodatkowo w mieścinie pojawia się zabójca żądny krwi Milo.
Całość jest bardzo fajna, z niezłym humorem, nawet momentami urocza. Spodobali mi się mieszkańcy miasteczka, szczególnie własciciel pubu i sprzedawca ryb oraz jego pomocnik. Lewis jako początkujący piekarz też jest świetny! Lekki i bardzo przyjemny film.
praedzio - Czw 03 Kwi, 2008 20:50
Dziś sobie popłakaliśmy przy Nyfes, a w weekend pośmieję się przy The Baker . Coś się nam należy od życia, a co! Dzięki, Caitri!
P.S. A jak ci się podobał moment z eksplodującą owcą?
Admete - Czw 03 Kwi, 2008 20:50
Jeśli chodzi o te włosy, to podobno reżyser argumentował ten fakt bardzo silnymi przeżyciami. Dla mnie to zdarzenie świadczy o tym, że razem z utraconą miłością, utraciła też cząstkę siebie.
Praedzio miałaś rację z tym całowaniem Nic jednak nie przebije tych spojrzeń podczas robienia zdjęcia Niki, dotknięcia ręki, gdy zawiązywał jej bucik i tej rozpaczy w głosie, gdy prosi, żeby z nim poszła...Mam ogromną ochotę obejrzeć ten film jeszcze raz, ale na razie nie mam na to siły.
Caitriona - Czw 03 Kwi, 2008 20:53
| praedzio napisał/a: | | P.S. A jak ci się podobał moment z eksplodującą owcą? |
Jedna z lepszych Podobała mi się również ta w której dwie panie zaglądają przez szybę i komentuję co nieco
praedzio - Czw 03 Kwi, 2008 20:55
O, nie nie nie! Pocałunek był tylko ukoronowaniem rozwijającego się uczucia między głównymi bohaterami. Główną rolę odgrywają tutaj właśnie spojrzenia i gesty.
Taaak, własnie sobie przypomniałam ten welon na obiektywie. Dla mnie to troszkę wyglądało tak, jakby Niki symbolicznie oddawała swą rękę Normanowi, a on, kładąc ten welon sobie na szyi, oddawał się przez to jej. *praedzio przełyka łzy wzruszenia*
Admete - Czw 03 Kwi, 2008 21:01
To jasne, że welon miał takie znaczenie. Symboliczne zaślubiny - wiesz przecież co oznaczał dawniej welon. Jak sobie o Niki i Normanie pomyślę, to od razu mam mokre oczy...Takie piękne uczucie, tyle emocji, namiętności - tylko spojrzenia, drobne gesty i jeden pocałunek... Ta grecka aktorka przepięknie grała.
praedzio - Czw 03 Kwi, 2008 21:03
... i jeszcze zderzenie dwóch światów: podróżnych podróżujących pierwszą klasą, i narzeczonych, podróżujących klasą trzecią; prosty, przepiękny śpiew Haro w zestawieniu z tancerkami w przedstawieniu.
Admete - Czw 03 Kwi, 2008 21:11
Widzisz, ile znaczących elementów można tam wyszukać? Haro była cudowna i bardzo poruszył mnie jej los...Nie spodziewałam się, że podejmie taką decyzję. Przepiekne są też rozmowy Normana z Niki wtedy, gdy szyła kostiumy dla tych pseudo - tancerek. Mam dreszcze w momecie, gdy Norman mówi do niej: "Niki my darling, I thought about
you all last night. That's more or less how a love letter begins, isn't it, Niki?" i myśli, że te listy, które czytała Haro, są jej... Niki tak ślicznie się usmiecha, gdy wyjasnia, że nostalgia i melancholia to greckie słowa.
praedzio - Czw 03 Kwi, 2008 21:27
W tym momenci taka piękna rozmowa się nawiązała między nimi:
Niki: Greek people die without blue
Norman: Sometimes Irish people too.
Admete - Czw 03 Kwi, 2008 21:49
I opowieśc Normana o jego babce, że w zależności od nastroju gotowała słone jedzenie albo piekła ciasta.
Ja o tym filmie mogę mówic i mówic...O każdym szczególe.
praedzio - Czw 03 Kwi, 2008 21:52
Takoż i ja...
Zważywszy na to, że teraz mam z kim o nim mówić
Admete - Czw 03 Kwi, 2008 22:04
Damianowi ślicznie z ta dziewczynką na rękach Takie sprawy powinnyśmy jednak omawiać w innym watku. Tam możemy byc absolutnie analfabetyczne
Co myślisz na temat dalszych losów Normana? Sądzę, że powrócił do fotografowania. Świadczy o tym ta okładka czasopisma z fotografią Niki. Zaczęłam sobie wyobrażać, że minęło 30 lat i spotkali się znowu na wystawie jego prac... A w tym kapeluszu skojarzył mi się z Bogartem.
trifle - Pią 04 Kwi, 2008 14:08
Raniszcze, jak kusicie..
Do kogo mogłabym się przepięknie uśmiechnąć w sprawie "Nyfes-The Brides" i może innego filmu /filmów z Damianem Lewisem? Ja go widziałam właściwie tylko w nowym "Much ado about nothing", a i z trailerów i z opisów bardzo mi się podoba..
praedzio - Pią 04 Kwi, 2008 14:55
Możesz do mnie.
| Admete napisał/a: | | Co myślisz na temat dalszych losów Normana? Sądzę, że powrócił do fotografowania. Świadczy o tym ta okładka czasopisma z fotografią Niki. Zaczęłam sobie wyobrażać, że minęło 30 lat i spotkali się znowu na wystawie jego prac... A w tym kapeluszu skojarzył mi się z Bogartem. |
O, na pewno wrócił do fotografowania...! W końcu to zajęcie przyniosło mu tyle radości, nie mógł się go wyrzec.
To spotkanie mogłoby być bardzo możliwe, ale myślę, że wywołałoby wiele bolesnych wspomnień, a może nie?
Admete - Pią 04 Kwi, 2008 19:02
Myslę, że wtedy byliby juz pogodzenie z życiem i losem...Zreszta jak na fanfikciarę bez talentu przystało, mogę snuć opowieśc dalej. Otóż Norman byłby wtedy rozwiedziony, a Niki byłaby wdową
Wymyśliłam też, że wnuczka Niki znajduje kiedyś list i pudełko ze zdjęciami i babcia opowiada jej historię swojej jedynej, utraconej miłości. Wnuczka odnajduje Normana albo jego grób...zależy jak bardzo melodramatycznie ma być
Wersja optymistyczna - Niki przypływa do NY,a tu jej przyszły mąż zginął dzień wcześniej w wypadku samochodowym
praedzio - Pią 04 Kwi, 2008 19:07
Dobre!
Anonymous - Sob 05 Kwi, 2008 19:06
Dzięki Gosinemu ogłoszeniu o "Fałszywej hrabinie" zasiadłam przed TV z mamusią i oglądnęłyśmy film, bardzo przyjemny filmik, taka miła bajka która się kończy i żyli długo i szczęśliwie, miłe odstresowanie
lizzzi - Sob 05 Kwi, 2008 20:51
Wczoraj obejrzałam "Katyń". Film robi wrażenie, mocno mnie przygnębił. Ta niepewność, nadzieja, zwątpienie, kłamstwa i godzenie się z tym co jest, czego się nie chce, a być musi. Nie dziwię się, że film nie dostał Oskara. Taka tematyka po prostu nie mogła być nagrodzona, bo kogo tam gdzieś za oceanem obchodzą losy polskich oficerów, tragedia ich rodzin, bezsilność z jaką nikt nie mógł walczyć i zakłamanie w którym trzeba było żyć, albo umierać za prawdę. Mam wrażenie, że "Katyń", mimo niby przyznania się do tych wszystkich zbrodni, pozostaje tematem tabu. Nie przepadam za Wajdą, choć to wybitny reżyser, ale jego przeszłość niestety paskudna psuje mi ten cały obraz. Przychodzą mi na myśl jego dawne filmy "Pokolenie" czy "Popiół i diament", albo "Lotna" właśnie o wrześniu 39.
Wracając do filmu, wspaniałe kreacje aktorskie, choć tak na dobrą sprawę wszystkie role są główne, a jednocześnie epizodyczne. Maja Komorowska i Maja Ostaszewska zagrały cudownie. Gra Stenki tak wymowna, dla mnie rewelacja.
Admete - Sob 05 Kwi, 2008 21:02
Trudno tak do końca oceniać artystów zaraz po wojnie, to były specyficzne czasy...Jesli chcieli zostac w kraju, musieli jakoś funkcjonować...Ostatnio czytałam ponownie Zniewolony umysł Miłosza. To wszystko było wtedy takie dziwne i pokręcone.
|
|
|