Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
aneby - Wto 23 Mar, 2010 13:04 Chciałabym to zobaczyć ze względu na Rachel. Bardzo lubię ta aktorkę BeeMeR - Wto 23 Mar, 2010 15:29 Dla lubiących Rachel Agora to pozycja obowiązkowa - ona tam wygląda i gra pięknie
Królik po berlińsku (2009)
Spodziewałam się nie wiedzieć jak nudnego dokumentu, a obejrzałam bardzo ciekawą dla mnie pozycję, odkrywczą, bo jak dziecię zrodzone końcem lat siedemdziesiątych Mur Berliński pamiętam mgliście, jak coś zupełnie odległego od mojej, polskiej rzeczywistości, umiejscowione gdzieś daleko na granicy owianego tajemnicą NRD i RFN , a o królikach żyjących na pasie zieleni między dwoma ścianami nie słyszałam nigdy - z tym większą chęcią teraz to nadrobiłam, oglądając też archiwalne zdjęcia Muru.
Nie żałuję. BeeMeR - Wto 23 Mar, 2010 16:18 Clarissa (1991)
takie tam myśli na koniec.
Nie będę już zanudzać dziejami nieszczęsnej niewiasty i jej niecnego uwodziciela, powiem tylko że w drugiej połowie akcja przybiera bardzo mrrroczny kierunek, i że Clarissę czekała naprawdę ciężka próba, Lovelace zaś niegodny jest miana dżentelmena
Co nie zmienia faktu, że on jeden w tym morzu peruk, pudrów, tiulów, kokardek i koronek wygląda jak chodzący testosteron No, może nie w chwilach gdy się przebiera z łachmaniarza
Sean Bean naprawdę spisał się na medal jako Lovelace
Nie w sposób uwolnić się od skojarzenia z Niebezpiecznymi Związkami - zarówno epokowo jak i tematycznie, i choć w moich oczach vice hrabia de Valmont miał znacznie więcej finezji, to niezłomna postawa bogobojnej kobiety wydaje mi się znacznie bardziej prawdopodobna u Clarissy niż u pani de Tourvel, która uległa jednak podejrzanie szybko.
Ale to tylko takie moje bajanie.
Nie ukrywam, że chętnie obejrzałabym remake tej opowieści, np. z Richardem Armitage, który jak podkłada głos pod słuchowisko "Clarissa" na podstawie tejże samej powieści co w/w film, to ma ten głos taki, że... Calipso - Wto 23 Mar, 2010 17:29
aneby napisał/a:
Chciałabym to zobaczyć ze względu na Rachel.
Za Rachel nie przepadam,ale sam temat mnie kusi Fibula - Wto 23 Mar, 2010 19:12
aneby napisał/a:
Chciałabym to zobaczyć ze względu na Rachel. Bardzo lubię ta aktorkę
Siostro . Wybieram się na Agorę w najbliższych dniach, a tymczasem ostatnio obejrzałam Nostalgię anioła. Skrócenie wątku "ziemskiego" kosztem "niebiańskiego" IMO zgubiło sens książki i film, mimo ładnych zdjęć, mnie rozczarował. Rachel i Susan Sarandon nie bardzo miały co zagrać - ich role zostały ucięte do kilku scenek, poza tym ich bohaterki różnią się od pierwowzorów literackich . Cóż, przynajmniej obie świetnie wyglądały.Admete - Wto 23 Mar, 2010 19:40 A mnie się bardziej podobał film niż książka - właśnie z powodu rozbudowania wątku niebiańskiego.Admete - Wto 23 Mar, 2010 20:47 Pod tekstem na temat cen biletów w kinach rozgorzała dyskusja na temat filmów z napisami i z dubbingiem. Na noże idzie
Osobiście jest mi już wszystko jedno, bo stopniowo rezygnuję z chodzenia do kina,a w domu zawsze obejrzę, tak jak chcę. U mnie kina są technicznie bardzo słabe, mają niewygodne siedzenia, grają w nich zwykle nie to co lubię i na dodatek zwykle z absurdalnym opóźnienieniem do większych miast. Szkoda, żebym wydawała pieniądze na bilet.
Chyba się jednak na Wyspę tajemnic nie wybiorę, bo grają tylko przez tydzień, a ja mam tak dużo pracy, że nie uda mi się wyrwać.Agn - Wto 23 Mar, 2010 21:15 Właśnie wróciłam z kina z Remember me (spuszczę zasłonę milczenia na polski tytuł, nie wiem, kto go wymyślił, ale powinien dostać w łeb).
Uwaga na nisko fruwające spoilery!
Zacznę od tego, że gdy czekałam przed wejściem na salę, skończył się właśnie poprzedni seans RM i wyszli stamtąd ludzie. Niektórzy zapłakani. Wypadła też spłakana gimnazjalistka z koleżankami, która, głośno siąpiąc nosem, oznajmiła: "Nigdy więcej nie idę na dramat. To jest poj*b*ny film!" Pomyślałam sobie - oho, nie ma happy endu. Ale po kolei.
Wiecie co? Podobał mi się (do czasu). Jest skromny, trochę zabawny, odprężający. Mamy tu dwa dramaty, dwie postacie, które scalają historię i jednocześnie dzięki nim poznajemy nieco szersze kręgi. Nie ma tylko Tylera i Ally, jest jeszcze ojciec Ally i prywatna tragedia dziewczyny, z którą ona sobie radzi (pierwsza scena w filmie - matka Ally zostaje zastrzelona na jej oczach). Z drugiej strony jest rozwalona rodzina Tylera - ojciec, który na nic nie ma czasu, bo wiecznie pracuje (prawnik), matka wyszła ponownie za mąż, opiekuje się młodszą siostrą Tylera. Był jeszcze Michael, starszy brat T., ale popełnił samobójstwo. Od tego czasu Tyler nie radzi sobie... hmm, ze wszystkim, a najbardziej sam ze sobą nie może dojść do ładu.
W końcu Tyler bierze udział w bójce, zadziera z policjantem i ląduje z kumplem w areszcie. Potem okazuje się, że rzeczony gliniarz ma córkę, więc kumpel T. pcha go do zemsty. T., który ma powodzenie u dziewczyn (no pewnie! Z takim wyglądem miałoby być inaczej?), w końcu podrywa dziewczynę, ale... Ally mu się naprawdę podoba. Wszystko to się całkiem ładnie prezentuje i tworzy zgrabną całość. A teraz uwaga, bo klikając na "spoiler" dowiadujecie się, jakie jest zakończenie!
Spoiler:
I GDZIE TEN SCENARZYSTA MIAŁ JAJA, BY TAK SPAPRAĆ ZAKOŃCZENIE?!!! Nie o to chodzi, że nie ma happy endu (chociaż w pewnym wymiarze jest - w końcu się wszyscy pogodzili, krzepiące, nieprawdaż?), choć ja obstawiałam, że umrze Ally (szczególnie, że była dziwna scena, w której jakiś ciemnoskóry - ten film jest w ogóle niepoprawny politycznie - wyglądający na bandziora facet gapi się na Ally, jak by ją poznawał - myślałam, że zrobią jakąś głupotę pt. bandzior rozpoznaje w dorosłej kobiecie dziewczynkę, której kiedyś zastrzelił matkę, więc teraz zabije ją. Ale nie. Zabili Tylera. Ok, niech będzie, też pasuje. Ale czy nie mógł zginąć w jakimś małym przypadku? Ciemna ulica? Feralna, durna bójka? Wypadek samochodowy? Nie, scenarzysta musiał w to wszystko władować tragedię 11 września. Kurde. Ja rozumiem, to amerykańska tragedia narodowa, ale to jest imho o jeden film za wiele z tym tematem. Normalnie siedziałam zła na tym fotelu, a wokół mnie wszyscy chlipali, łącznie z facetem, którego prędzej bym podejrzewała, że się zesmarka, jak Legia przegra z Widzewem. Normalnie... na końcu, zamiast się wzruszać, byłam po prostu zła. A przecież można było to ładnie skończyć. Skromna historia, z równie mało fajerwerkowym zakończeniem i byłoby z klasą. Na plus zaliczę, że odpuścili sobie wybuchy, rozwalające się samoloty i amerykańską flagę w tle - po prostu jest podana data i wiadomo, że Tyler zginął w jednym z budynków Twin Towers. Ale i tak czuję się tym ciapkę zawiedziona.
Cała reszta filmu jednak bardzo mi się podobała i polecam go wszystkim.
Podobał mi się Chris Cooper w roli ojca Ally i Lena Olin (jak ona się pięknie starzeje!). Na uwagę zasługuje także - tak, tak, a myślicie, że po co szłam na ten film? - Robert Pattinson. Jeszcze trochę musi podszlifować warsztat, ale idzie w dobrym kierunku i mam nadzieję, że po zmierzchowej świromanii będzie miał więcej ciekawych ról do zagrania. Tyler jest dobrą rolą.
Ojca Tylera gra Pierce "Wólczanka" Brosnan. Nie lubiłam jego bohatera. Ogólnie lubię Pierce'a, ale jakoś mnie w tym filmie nie powalił. Był, zagrał, ale nic ponad przeciętność.
I ładna muzyka. O. BeeMeR - Wto 23 Mar, 2010 22:06 Brzydka Prawda
Aaaależ to durne
Pierwsze pół godziny jest nudne jak flaki z olejem, później coś się zaczyna dziać, ale dzieje się mieszając naprzemiennie:
- sceny głupie
- sceny bardzo głupie
- sceny sympatyczne
- sceny przewidywalne
- sceny nieco wulgarne
- dialogi bardzo przewidywalne
plus na osłodę śliczna Katherine Heigl, czarujący w szorstki sposób Gerald Butler oraz trochę dobrej muzyki.
Nie polecam - generalnie strata czasu.
aneby - Wto 23 Mar, 2010 22:20 Basiu, powinnaś zostać zawodowym krytykiem filmowym Harry_the_Cat - Wto 23 Mar, 2010 22:22 A ja sie na tym tak usmialam asiek - Śro 24 Mar, 2010 07:42
BeeMeR napisał/a:
Brzydka Prawda
Aaaależ to durne
Prawda ? ... Oczywiście obejrzłam film dla Gerry'ego, ale w trakcie seansu i po nim czułam jedynie zniesmaczenie... BeeMeR - Śro 24 Mar, 2010 08:07 Ja się też na niektórych gagach uśmiałam, ale znacznie więcej czasu przeczekiwałam te, w których zanim się na dobre zaczęły, już wiadomo było jak się skończą.
Gerry uroczy, Katherine śliczna, ale jakoś mi wiało nudą
Krytyk filmowy, he he - co to za krytyk, co to się prawie wszystkim zachwyca
Piękny obraz/muzyka/aktorzy/kostiumy/ramotka - a ja już cała w skowronkach spin_girl - Śro 24 Mar, 2010 09:33 Na scenie z wibrującymi majtkami prawie się popłakałam ze śmiechu Harry_the_Cat - Śro 24 Mar, 2010 11:09
spin_girl napisał/a:
Na scenie z wibrującymi majtkami prawie się popłakałam ze śmiechu
No ja normalnie tez. Chociaz to tak teoretycznie absolutnie nie moj typ humoru.spin_girl - Śro 24 Mar, 2010 11:14 Mój niby też nie, ale akurat ta scena mnie rozbawiła BeeMeR - Śro 24 Mar, 2010 11:25
Agn napisał/a:
DiCaprio należały się wszystkie oscary świata za rolę w "Co gryzie Gilberta Grape'a?"
całkiem się zgadzam, rola w Gilbercie to majstersztyk
To brzmi równie oryginalnie jak tytuły wydawanych w Polsce bollywoodów Fibula - Śro 24 Mar, 2010 20:12
Admete napisał/a:
A mnie się bardziej podobał film niż książka - właśnie z powodu rozbudowania wątku niebiańskiego.
Admete, sęk w tym, że książka też mnie nie porwała . Przeczytałam, gdy usłyszałam o ekranizacji, bo wolę taką kolejność, ale to nie moje klimaty. Idąc do kina nastawiałam się na większą wierność powieści, stąd rozczarowanie.Admete - Śro 24 Mar, 2010 20:21 Lubię wizualnie dopracowane filmy, a Lovely Bones do nich należy BeeMeR - Czw 25 Mar, 2010 11:54 Just Dance / Tylko taniec (2008)
To taka głupotka do obejrzenia, jeśli się nie ma nic lepszego
Nie przeszkadza, nie razi, ale też nie zostaje w pamięci - ani tańcem, ani aktorsko, ani nowatorsko - o realizowaniu marzeń o tańcu czy też szkole tanecznej filmów było już niemało - i ten od nich nie odbiega
Ot, panna według jurora nie ma dość kobiecości w swym tańcu i nabiera jej tańcząc w wieczorowym klubie - i te właśnie tańce w klubie podobały mi się najbardziej, taniec pokazowy panny nieszczególnie.
Poza tańcem banał goni banał, a stereotyp stereotyp. Niby nieszkodliwie, ale już nawet nie pamiętam twarzy ani imienia tej panny
spin_girl - Czw 25 Mar, 2010 22:02 Panna, która gra główną rolę nazywa się Mary Elizabeth Winstead - pamiętam, bo z jej zdjęciem szłam do fryzjera na obcinanie grzywki - bardzo ładnie ma obciętą BeeMeR - Pią 26 Mar, 2010 13:29 Ostatnio mam ochotę na starocie, sięgnęłam między innymi po Samsona i Dalilę (1949)
Jaki to cudny staroć!
Cóż, chyba każdy zna biblijną opowieść o Danicie Samsonie, co potrafił lwa pokonać gołymi rękami, z Filistynami miał na pieńku, ale do filistyńskich kobiet miał słabość i to go zgubiło - zdradzony przez Dalilę dotąd niepokonany siłacz, został ujęty i oślepiony, by na koniec w akcie zemsty i samodestrukcji zniszczyć świątynię pogańskich Danitów grzebiąc wrogów i siebie pod jej gruzami.
Cóż, historia mówi o młodych bohaterach, widzimy zaś nieco nadgryzioną zębem czasu "młodzież" przed czterdziestką
Ale nic to - doskonałe wrażenie estetyczne są przeważające: te cudne tekturowe góry, złote nocniki na głowach Filistynów, te cudne tapetki za oknami/namiotami, i błękit studyjnego nieba mnie osobiście zachwyca
Miło sobie od czasu do czasu odświeżyć robioną z takim rozmachem i fantazją taką ramotkę
Z bollywoodzkich skojarzeń, których nie uniknęłam, oczami swemi Samson kojarzył mi się z Sunny'm Deolem, zaś mocowanie ze skórą lwa z Ajoobą
BeeMeR - Pią 26 Mar, 2010 16:02 Biała wstążka (2009)
Tuż przed Pierwszą Wojną Światową na głuchej niemieckiej wsi dochodzi do serii dziwnych, tajemniczych wypadków, wyglądających na wymierzanie kary dzieciom za grzechy ojców.
Olbrzymie rozczarowanie
To jest najlepszy dowód, jak to ja się nie znam na Oscarach ani innych nagrodach, bo mnie ten film niesamowicie nużył.
Nie tematyką, bo zamysł interesujący, nie wybraną czarno-białą kolorystyką pięknie korespondująca z czasami, w których umieszczono akcję, tylko dłużyznami, jakby przestojami w kadrach, kiedy nic się nie dzieje, np. ktoś chodzi nocą po domu i nic nie widać, mimo doskonałej kopii, bo zachowując realia mamy ciemno choć oko wykol
W sumie, historia mnie nie chwyciła, ale pomiędzy dłużyznami mamy interesujące miniaturki sprzed wojen: obraz pewnej rzeczywistości, której już nie ma i nie będzie (choć niektóre ciemne sprawy ludzkich poczynań nigdy się nie zmienią), np. konflikt barona z poddanymi chłopami, starania o pannę, a przede wszystkim relacje dzieci-rodzice, karność, dyscyplina i oddźwięk.
Calipso - Pią 26 Mar, 2010 17:13
BeeMeR napisał/a:
To taka głupotka do obejrzenia, jeśli się nie ma nic lepszego
Nie wiedzieć dlaczego,ale przypomniał mi się najgłupszy film,jaki oglądałam,czyli Noc w Roxbery milenaj - Pią 26 Mar, 2010 18:26 A ja obejrzałam wczoraj w telewizji "SIOSTRY MAGDALENKI". Długo się zbierałam, żeby ten film obejrzeć, ale zawsze coś przeszkadzało. Mimo strasznej tematyki oglądało się bardzo dobrze. Przede wszyskim jest naprawdę świetnie zrobiony. Surowy, bez upiększeń. Brutalny, ale nie odniosłam wrażenia, by był antykatolicki w 100 procentach.
Duże znaczenie miały też przekonania ogółu społeczności. Przecież to rodzice jednej z dziewczyn skazują ją na pobyt w zakonie, bo została zgwałcona. Nie było w tym jej winy, a mimo to ona zostaje ukarana. Bez przyzwolenia innych istnienie takich zakładów byłoby niemożliwe.
Jednak kiedy ogląda się ten film, to nie można się nie zastanawiać, jak zakłady wykorzystujące dziewczęta do niewolniczej pracy mogły istnieć tak długo i na taką skalę. I te zakonnice. Okrutne, nastawione tylko na zysk. Pozbawione wszelkiego współczucia dla tych dziewcząt i kobiet, bo często pensjonariuszki przebywały tam wiele lat. Jeśli nikt z rodziny się nie upomniał, kobiety zostawały tam do śmierci.
Świetna była aktorka odtwarzająca rolę siostry przełożonej. Miałam ciarki już kiedy pojawiła się na ekranie.