To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)

Agn - Czw 08 Lip, 2010 21:00

Podejrzewam, że nie. Nie ma o tym w książce, ale WYDAJE MI SIĘ, że obiekt wpojenia jest jeden. I do wpojenia nie dochodzi, jak się obiekt nie urodzi.
Agn nie czuje, gdy rymuje...
Spin! Wracaj!!! Gdzie się plączesz? Ja tu pomocy potrzebuję, bo ty znasz książki na wylot. Jak byś odpowiedziała na pytanie Rozważnej?

EDYCJA: Zauważyłyście? Team Edward się wzmocnił i od razu temat rozrasta się w przyspieszonym tempie. Jeszcze dzień temu mieliśmy problem z dobiciem do tej magicznej setki, a tu proszę - 103 strona zaczęta. Nastały piękne czasy. :mrgreen:

Yvain - Czw 08 Lip, 2010 21:08

hihihih czytam MOK niezłe poczucie humoru, i gratulacje reakcji płci męskiej :mrgreen:
Agn - Czw 08 Lip, 2010 21:11

Niom. Ta reakcja płci męskiej to mój szczególny powód do dumy. W końcu nie jestem mężczyzną i mogłam jakieś męskie zachowanie spaprać do potęgi entej. Jak widzę, że mi wyszło, to... *nadyma się*
A i "Upiór" doczekał się komentarza od dziewczyny, dla której ten tekst powstał. Tak, to był dobry dzień. :mrgreen:

spin_girl - Czw 08 Lip, 2010 22:08

Agn napisał/a:
Spin! Wracaj!!! Gdzie się plączesz?

ciiiiiiicho, film oglądałam :mrgreen:
A poza tym mam wrażenie, że Cię czymś wkurzyłam? Jeśli tak to :sorry3:
Agn napisał/a:
Jak byś odpowiedziała na pytanie Rozważnej?

z tego, co zrozumiałam wpoić się można tylko w osobę przeznaczoną sobie, więc, IMHO, jeśli ona się nie rodzi to wilkołak się nie wpaja. Wydaje mi się, że właśnie dlatego w przeszłości nie wszystkie wikołaki były wpojone - może coś poszło nie tak i im przeznaczone partnerki nie doczekały spotkania... :mysle:
Chciałabym jeszcze zauważyć, odnośnie tego cytatu, kiedy Jake się wkurza na wpojenie, że on na początku ogólnie jest na nie, jeśli chodzi o całokształt bycia wilkołakiem, a potem zmienia stopniowo zdanie. Tak samo jest z wpojeniem - na początku mu się to nie podoba, ale wystarczy jedno spojrzenie na Reneesme...mnie ten moment akurat przysparza o westchnienie ulgi - wreszcie koniec męki (i to w dodatku bezsensownej) u Jake'a, nareszcie ma kogoś dla siebie...
Agn napisał/a:
EDYCJA: Zauważyłyście? Team Edward się wzmocnił i od razu temat rozrasta się w przyspieszonym tempie. Jeszcze dzień temu mieliśmy problem z dobiciem do tej magicznej setki, a tu proszę - 103 strona zaczęta. Nastały piękne czasy.

no bo nareszcie nie jestem sama w okopach :mrgreen: Już mi się odechciewało walki, kiedy sama jedna chwaliłam Edwarda a jedyne komentarze były w stylu "taaa...ale Jacob i tak..." :mrgreen: Poparcie dodało mi skrzydeł :mrgreen:

Co do komentarza RR na temat miłości z poprzedniej strony wątku - jako niepoprawna romantyczka nie mogę się zgodzić, że nad miłości panujemy. Człowiek może latami (albo i całe życie) kochać nieszczęśliwie i nic nie móc na to poradzić, IMHO.

Jeszcze odnośnie tego zmuszania, chciałabym nieco odwrócić kota ogonem. Jest taka rzecz, która mnie uderza w sadze - jakby Belli nie lubić to jednej rzezy odmówić jej nie można: konsekwencji. Widzi Edwarda, zakochuje się, mówi "mój ci on" i obstaje przy swoim. Nie zmienia zdania, kiedy dowiaduje się, że jest on wampirem. Nie przeraża jej niebezpieczeństwo ani ekipa wrogów. Jest gotowa na poświęcenia. Niestety, w ciągu całej sagi wieloktornie różne osoby usiłują ją zmusić do zmiany zdania: począwszy od samego Edwarda w New Moon, poprzez Jacoba i Charliego i inne postacie poboczne, typu Mike. A jednak Bella jest konsekwentna - podjęła decyzję i się jej trzyma. Konsekwencja jest jedną z cech, które najbardziej szanuję i dlatego cieszę się z takiego a nie innego zakończenia sagi - Bella, trzymając się dokonanego przez siebie wyboru w rezultacie wygrywa wszystko - Edwarda, Cullenów, córkę, nieśmiertelność a nawet swojego najlepszego przyjaciela, w nieco, co prawda zmienionej roli, ale zawsze w pobliżu. I w dodatku wszyscy są happy. Nie mam zastrzeżeń.

RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 22:17

spin_girl napisał/a:
Co do komentarza RR na temat miłości z poprzedniej strony wątku - jako niepoprawna romantyczka nie mogę się zgodzić, że nad miłości panujemy. Człowiek może latami (albo i całe życie) kochać nieszczęśliwie i nic nie móc na to poradzić, IMHO.


ale można też normalnie żyć nie realizując tej miłości. Być daleko. Przy wpojeniu to się nie udaje...

spin_girl - Czw 08 Lip, 2010 22:18

RaczejRozwazna napisał/a:
Przy wpojeniu to się nie udaje...

czy to wiadomo na pewno? Nikt takiej teorii chyba nie sprwdzał, ale myślę, że to by było możliwe...

Agn - Czw 08 Lip, 2010 22:23

Też się zabrałam za film. Oglądam The Runaways z Kristen i Dakotą. Dakota jest świetna. Kristen... nawet ma zamknięte usta, gdy nie mówi.
spin_girl napisał/a:
A poza tym mam wrażenie, że Cię czymś wkurzyłam? Jeśli tak to :sorry3:

Nie, acz na chwilę zatkała mnie moc twych argumentów. Ale to dobrze. Po prostu czuć było, że nabrałaś pary. Trzeba się było mocno zastanowić, jak je pozbijać. Tak, zrobiło się bardzo ciekawie. Yvain się należy conajmniej bukiet kwiatków. :kwiatki_wyciaga:
spin_girl napisał/a:
Już mi się odechciewało walki, kiedy sama jedna chwaliłam Edwarda a jedyne komentarze były w stylu "taaa...ale Jacob i tak..." :mrgreen: Poparcie dodało mi skrzydeł :mrgreen:

Err... czekaj... ale... walka...? Czy wrzaski kto kogo kocha mocniej i dlaczego? ;)
Cholercia... będę musiała wypisać jakieś kolejne 10 powodów o Edwardzie... albo ładniutki tekst. Pomyśli się. Ma się tę wenę. ;)

Belli to ja nie lubię chronicznie. Ale trzeba jej oddać to, co jej się należy - faktycznie jest konsekwentna. Na jej szczęście wygrywa wszystko. Ale ja i tak będę sobie fantazjować o alternatywie. Mogę?
Heh, choć z drugiej strony Mike Newton to swoim zachowaniem wręcz utwierdzał ją w przekonaniu, że robi dobrze. ;)

RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 23:32

spin_girl napisał/a:
RaczejRozwazna napisał/a:
Przy wpojeniu to się nie udaje...

czy to wiadomo na pewno? Nikt takiej teorii chyba nie sprwdzał, ale myślę, że to by było możliwe...


W BD jest taki moment, że Quil nie może dołaczyć do sfory Jacoba bo musi bywać w La Push ze względu na Claire. Tak jak mówi Jacob - to jest jak grawitacja....

Agn, zdradź proszę, czy w tej twojej (z niecierpliowścią oczekiwanej :love_shower: ) alternatywie Edward znika na dobre, czy gdzies się jeszcze pojawi?

Bella jest konsekwentna, fakt (ja wolę stwierdzenie "zaślepiona" :wink: ) mnie drażni, że ona nie ponosi konsekwencji swojego wyboru - po przemianie jest tak cacy, że w ogóle o co był cały hałas... :roll: W każdym innym świecie, realnym, czy fikcyjnym Bella musiałaby jakoś odpokutować za tę decyzję.
Tak właśnie sobie uświadomiłam, że BD jest straszliwie niepedagogiczne... :?

Agn - Czw 08 Lip, 2010 23:40

RaczejRozwazna napisał/a:
Tak właśnie sobie uświadomiłam, że BD jest straszliwie niepedagogiczne... :?

Późna pora albo film, który usiłuję obejrzeć albo nie wiem, co, ale niesamowicie rozbawił mnie ten tekst. Nie wiem dlaczego. :lol:

Odpowiadając na pytanie - zaplanowałam pojawienie się Edwarda. Musi być jakaś konfrontacja.

A faktycznie, Bella nie ponosi żadnych konsekwencji. Tak sobie teraz myślę, że w ogóle przez cały czas, kiedy zachowuje się egoistycznie, też ją w sumie nic za to nie spotyka. Farciara! A czasem aż się prosiło, by ktoś ją trzepnął w łeb. No ale Mary Sue tak mają...

RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 23:42

:excited: :banan: :banan_Bablu:

EDIT 1. kolejne pytanie dotyczące wpojenia - czy wilkołak po przemianie może wpoić się w osobę, do której już coś czuje (vide Jacob-Bella)? a jeśli tak - to jak waszym zdaniem to miałoby wyglądać z tym "zobaczyć ją w nowym świetle"... Ciekawa sprawa. Tak się czasem zastanawiałam co by to było, gdyby Jake wpoił się w Bellę :mysle:

EDIT 2. Jeszcze sprawa Lei i jej "wilkołactwa" - nie do końca mnie przekonują tylko te geny. Leah była pierwszą kobietą - wilkiem w historii, nie? A tu chociażby Jake, bardziej "obciążony" genetycznie miał dwie siostry, Quil chyba też -myślę, że w historii Quiletów takich "kobiet z genami" nawet lepszymi niż Lei było sporo. A jednak się nie zmieniały.
Obstaję więc przy twierdzeniu, że u Lei przede wszystkim "zadziałały" jej przeżycia - sprawa z Samem, śmierć ojca, blokady psychczne. Ciekawe co by powiedzieli psycholodzy - może chciała znaleźć w sobie jakiś "pierwiastek męski" aby sobie poradzić bez ojca, bez ukochanego...

EDIT 3. Agn nabrałam ochoty na odświeżenie sobie Twojej "Spowiedzi" (mój ulubiony ff Twojego autorstwa) i tej drugiej alternatywy z Jacobem i Bellą-pisarką. Może jeszcze 'dialogów potłuczonych"... Czy znajdę je na Twoim chomiku? :kwiatek:

spin_girl - Pią 09 Lip, 2010 10:07

RaczejRozwazna napisał/a:
W BD jest taki moment, że Quil nie może dołaczyć do sfory Jacoba bo musi bywać w La Push ze względu na Claire. Tak jak mówi Jacob - to jest jak grawitacja....

to nie jest tak, że nie może, po prostu wybiera opcję bycia w pobliżu Claire. Zauważmy, że wpojony w rodzoną siostrę Jacoba Paul nie dołącza do stada Jacoba.

Agn napisał/a:
A faktycznie, Bella nie ponosi żadnych konsekwencji. Tak sobie teraz myślę, że w ogóle przez cały czas, kiedy zachowuje się egoistycznie, też ją w sumie nic za to nie spotyka. Farciara! A czasem aż się prosiło, by ktoś ją trzepnął w łeb. No ale Mary Sue tak mają...

z tym się nie zgodzę. Oczywiście, że ponosi konsekwencje:
- w pierwszej części porywa ją sadystyczny wampir i prawie morduje
- w drugiej części zostaje porzucona i miesiącami jest w depresji, poluje na nią panienka sadystycznego wampira z pierwszej części a na końcu zostaje prawie zamordowana przez Volturi
- w trzeciej części zostaje prawie zamordowana przez armię newbornów
- w czwartej części musi na zawsze pożegnać się z rodzicami (przynajmniej tak jej się wydaje), odseparować się od całego swojego "ludzkiego" życia (dla niej akurat nie jest to takie trudne jak dla każdego z nas, ale i tak jest to poświęcenie), teoretycznie musi poświęcić opcję macierzyństwa, a nawet (wg. Edwarda) swoją duszę. Kiedy okazuje się, że ten kawałek udał się nadspodziewanie dobrze, pojawiają się Volturi, którzy prawie mordują wszystkich tych, na których Belli kiedykolwiek zależało.
Fakt, że na samym końcu Bella dostaje główną nagrodę jeszcze nie znaczy, że nie poniosła żadnych konsekwencji swego wyboru - ten strach, którego się najadła, to cierpienie, które towarzyszyło jej przez większość sagi, to jest cena, którą musiała zapłacić za swoje szczęście.
RaczejRozwazna napisał/a:
EDIT 2. Jeszcze sprawa Lei i jej "wilkołactwa" - nie do końca mnie przekonują tylko te geny. Leah była pierwszą kobietą - wilkiem w historii, nie? A tu chociażby Jake, bardziej "obciążony" genetycznie miał dwie siostry, Quil chyba też -myślę, że w historii Quiletów takich "kobiet z genami" nawet lepszymi niż Lei było sporo. A jednak się nie zmieniały.
Obstaję więc przy twierdzeniu, że u Lei przede wszystkim "zadziałały" jej przeżycia - sprawa z Samem, śmierć ojca, blokady psychczne. Ciekawe co by powiedzieli psycholodzy - może chciała znaleźć w sobie jakiś "pierwiastek męski" aby sobie poradzić bez ojca, bez ukochanego...

Jacob miał dwie siostry, ale jedna z nich była żoną surfera i mieszkała na Hawajach, więc była daleko od swojego plemienia i raczej bez sensu byłoby, gdyby raptem zamieniła się w wilkołaka, a w drugą wpoił się Paul, więc najwyraźniej miała inne zadanie jako przyszła matka. Jeśli chodzi o rodzeństwo Quila, to nie przypominam sobie, żeby jakieś miał? A może Leah miała w sobie pierwiastek męski, który się ujawnił właśnie poprzez przemianę? Myślę, że to jest w drugą stronę: Sam nie wpoił się w Leah ponieważ miała ona potencjał do stania się wilkołakiem (a co za tym idzie możliwe problemy z ciążą) a nie Leah stała się wilkołakiem, ponieważ Sam się w nią nie wpoił.
RaczejRozwazna napisał/a:
EDIT 1. kolejne pytanie dotyczące wpojenia - czy wilkołak po przemianie może wpoić się w osobę, do której już coś czuje (vide Jacob-Bella)? a jeśli tak - to jak waszym zdaniem to miałoby wyglądać z tym "zobaczyć ją w nowym świetle"... Ciekawa sprawa. Tak się czasem zastanawiałam co by to było, gdyby Jake wpoił się w Bellę

na pewno może wpoić się w osobę, którą już zna - Jared wpoił się w Kim, która chodziła z nim do jednej klasy, i owszem, nagle zobaczył ją w nowym świetle.

Agn - Pią 09 Lip, 2010 10:25

Cytat:
- w pierwszej części porywa ją sadystyczny wampir i prawie morduje
- w drugiej części zostaje porzucona i miesiącami jest w depresji, poluje na nią panienka sadystycznego wampira z pierwszej części a na końcu zostaje prawie zamordowana przez Volturi
- w trzeciej części zostaje prawie zamordowana przez armię newbornów
- w czwartej części musi na zawsze pożegnać się z rodzicami (przynajmniej tak jej się wydaje), odseparować się od całego swojego "ludzkiego" życia (dla niej akurat nie jest to takie trudne jak dla każdego z nas, ale i tak jest to poświęcenie), teoretycznie musi poświęcić opcję macierzyństwa, a nawet (wg. Edwarda) swoją duszę. Kiedy okazuje się, że ten kawałek udał się nadspodziewanie dobrze, pojawiają się Volturi, którzy prawie mordują wszystkich tych, na których Belli kiedykolwiek zależało.

1. Równie dobrze mógłby ją spotkać kiedyś na swej drodze i zjeść, nawet gdyby nie poznała Edwarda. Nie nazwałabym tego konsekwencją wiązania się z wampirem.
2. To jest raczej konsekwencja Edwarda, który ją rzuca, bo nagle doszedł do innych wniosków. A i tak w końcu są razem.
3. Prawie. Victoria na nią by nie polowała, gdyby Edward nie zabił Jamesa.
4. Tego poświęcenia to ja nie widzę. Bella mało się przejmuje tym wszystkim. Swoją szosą bardzo mnie ciekawi, co zrobi w sprawie Renee. O ile pamiętam w książce nie ma na ten temat ani słowa.
I Volturi PRAWIE zabili. Znowu to słówko.
Jedyną zatem konsekwencją było to, że najadła się strachu. A i tak strach odczuwała bardziej przez to, że ktoś mógł zostać skrzywdzony, a nie że jej się coś stanie.

To, że się można wpoić w osobę, którą już się zna, to ok. Ale taką, którą już się kocha? Ciekawe, jak by to wtedy wyglądało. :mysle: Tzn. jak inaczej widzi się tę osobę.
Rozważna, nie wpajajmy Jake'a w Bellę. Zakochana w Edwardzie Bella nie wybrałaby Jacoba, biedak cierpiałby naprawdę wielkie katusze.

Po południu załaduję "Spowiedź" i "Pleplanie" na chomika. "Dialogi już tam są". :)

RaczejRozwazna - Pią 09 Lip, 2010 10:36

Nie, nie chcę wpajać Jacoba w Bellę, o nie :shock: Jak już pisałam - mnie się ludzkie uczucie stokroć bardziej podoba niż jakies takie instynktowne uwiązanie. Ja się tylko zastanawiam, co by było gdyby i czy byłoby to w ogóle mozliwe... (wbrew radom Aslana :wink: )

Spin - ja też się nie zgodzę co do tych konsekwencji, które niby ponosi Bella. Zauważ, że przynajmniej do pewnego momentu (wkroczenia na scenę Volturi) Bella wcale nie musi zostać wampirem, żeby być z Edwardem. Chce, bo ... nie chce być starsza od niego :roll: I dla tego bardzo szlachetnego celu jest w stanie poświęcić miłość rodziców - nie tylko swoją ale i ich (czego wydaje się egoistycznie nie zauważać), przyjaciół, normalne życie - ja bym o macierzyństwie i o duszy nie wspominała, bo poważne życie i wątki religijne to chyba ostatnie rzeczy, które interesują Pannę Swan. A konsekwencji tego wyboru (może uściślę - już po dokonaniu tego wyboru, gdzie pod słowem "wybór" rozumię nie miłość do Edwarda, lecz zdecydowanie się na "wampiryzm") nie ponosi żadnych. Niechby do licha chociażby z tym nieugaszonym pragnieniem się pozmagała... o pragnieniu dziecka o którym mówiła Rosalie nie mówiąc. A tak - że zacytuję - nowonarodzona jako wampir "zachwyconymi oczyma rozgląda się wokół" :roll: O jak świetnie jest być wampirem! :banan:

Edit. Ale tu 'zjechali' Zaćmienie..

http://www.dziennik.pl/ku..._nuda_nuda.html

spin_girl - Pią 09 Lip, 2010 10:36

Agn napisał/a:
Równie dobrze mógłby ją spotkać kiedyś na swej drodze i zjeść, nawet gdyby nie poznała Edwarda. Nie nazwałabym tego konsekwencją wiązania się z wampirem.

jakoś wcześniej żadne wampiry na nią nie polowały. IMHO, te ataki to zdecydowanie jest konsekwencja wiązania się z wampirem. To jest nawet wyjaśnione w książce: jej zapach w połączeniu z zapachem Cullenów powodował u innych wampirów ciekawość, ściągał ich uwagę na Bellę. No i gdyby nie Edward na pewno nie poznałaby Volturi..

Agn napisał/a:
Jedyną zatem konsekwencją było to, że najadła się strachu. A i tak strach odczuwała bardziej przez to, że ktoś mógł zostać skrzywdzony, a nie że jej się coś stanie.

i to jest jeszcze gorszy rodzaj strachu. Kilkaktornie miałam okazję (głównie dlatego, że jestem panikarą) bać się o swoich bliskich i naprawdę, wolałabym 1000 bać się o własne życie. Strach o ukochanych to jedno z najbardziej paraliżujących, okropnych uczuć jakie mogę sobie wyobrazić. Naprawdę nie rozumiem, zresztą, dlaczego Bella miałaby być jeszcze bardziej ukarana - przecież nic złego ostatecznie nie zrobiła, zakochała się po prostu z wzajemnością. Ma prawo do szczęścia, tak jak każdy.

spin_girl - Pią 09 Lip, 2010 10:42

RaczejRozwazna napisał/a:
O jak świetnie jest być wampirem!

i czemu nie? To jedyny logiczny wniosek, jaki można wysnuć, ja, tak jak Bella wiedziałam od pierwszego tomu, że świetnie jest być wampirem :mrgreen:

W ogóle to rozmawiałam na temat sagi w tym tygodniu z moją promotorką - zawodowym krytykiem literackim. Zwróciła ona moją uwagę na to, że obecnie w sztuce pojawia się zagadnienie "inności" i tą inność się promuje. Stąd pomysł na chłopaka-wampira. Edward jest tak "inny" jak to tylko jest możliwe: inny od ludzi, bo jest wampirem, inny od wampirów, bo jest "wegetarianinem", inny od swojej rodziny, bo czyta w myślach i nie ma pary. Bella też jest outsiderką - "I don't relate well to people, period." mówi na samym początku. I tych dwoje "innych" odnajduje się i znajduje swoje miejsce na ziemi. Bella w momencie stania się wampirem, paradoksalnie, po raz pierwszy przestaje być "inna" i znajduje swoje mejsce, swoją grupę.

RaczejRozwazna - Pią 09 Lip, 2010 10:43

gatunkowy tranwestytyzm? :wink:

ja mam inną teorię na to pragnienie Belli zostania wampirem. Ona jest po prostu straszliwie zakompleksiona (ale tylko w stosunku do Edwarda), czuje, że jako słaby człowiek nie może Edwardowi nic dać. Dlatego uważąm, że związek z Jacobem byłby dużo zdrowszy dla niej (a dla młodych czytelniczek pedagogiczny :wink: ) - jemu coś dać potrafiła i miała tę świadomość.
Umieć odkryć piękno i godność w sobie - to jest to...

spin_girl - Pią 09 Lip, 2010 10:45

RaczejRozwazna napisał/a:
gatunkowy tranwestytyzm?

coś w tym guście :mrgreen:

Agn - Pią 09 Lip, 2010 11:03

RaczejRozwazna napisał/a:
Umieć odkryć piękno i godność w sobie - to jest to...

Cholernie trudna rzecz.
Edward cały czas mówi, że bycie wampirem wcale nie jest super. A tu proszę - Bella zostaje zmieniona i przeczy jego słowom. Jest zachwycona.
Szkoda jednak, że nie zauważała swojego piękna jako człowiek. U niej lekiem na, nazwijmy rzecz po imieniu, kompleksy była przemiana w superherosa. W życiu to raczej niemożliwe. Biedne te dziewczynki, które będą czekały na facetów w typie E., by im opowiadał aż do znudzenia, jakie są atrakcyjne.

Recki nie chce mi się czytać. Będę szczera - mnie się film podobał. Dobrze się bawiłam. Miałam doborowe towarzystwo. Co mnie obchodzi recenzja jakiegoś nadęciaka? To nie jest oscarowy film, tylko film specjalnie dla kogoś. I przykro mi bardzo, ale on ma spełniać czyjeś oczekiwania, a nie przekonywać do siebie ludzi, którzy jak nie widzą... nie wiem, Kieślowskiego, to od razu wszystko jest be. Egoistycznie rzecz komentując - moja radość jest dla mnie ważniejsza. :D

PS W jakimś filmiku dot. sagi... czekajcie... chyba w dodatkach do NM była wypowiedź Nikki Reed (gra Rosalie): "Jestem za parą Bella/Jacob. Zawsze umawiałam się z Edwardami i to był wielki błąd." Tak mi się przypomniało. Nie wytaczam tego jako kolejnego argumentu w dyskusji, której zwieńczeniem i tak jest "Bella i tak wybrała Edwarda i fajnie na tym wyszła".

PPS Rozważna, pliki już są na chomiku, w folderze dokumenty/fanfiction/moje

spin_girl - Pią 09 Lip, 2010 11:18

Agn napisał/a:
Szkoda jednak, że nie zauważała swojego piękna jako człowiek. U niej lekiem na, nazwijmy rzecz po imieniu, kompleksy była przemiana w superherosa.

jakiego piękna znowu, nie przesadzajmy z tym pięknem... :wink:
Nie wydaje mi się, żeby zamiana w wampira była lekiem na kompleksy, albo przynajmniej wyłacznie tym. Uderza mnie jedna mądra wypowiedż Belli, zaraz na samym początku tematu jej przemiany, coś w stylu tego, że w związku musi panować równowaga, że partnerzy muszą być sobie równi, że jedno z nich nie może być zawsze Supermanem a drugie Lois Lane. Bella nie chciała być wiecznie sierotą, być wiecznie noszona na rękach, ratowana, chroniona. Chciała być pełnoprawnym członkiem rodziny Cullenów, chciała być równoprawną partneką Edwarda a nie najsłabszym ogniwem. Rozumiem te chęci i popieram ją w jej decyzji. A uroda to bonus :mrgreen: Jeśli zaś chodzi o nieśmiertelność, to nie potępiałabym Belli za to, że nie chce być starsza od Edwarda - jak Wy to sobie wyobrażacie? Która kobieta zniosłaby spokojnie zmarszczki i siwe włosy podczas gdy jej partner wyglądałby jak siedemnastolatek? Jak miałaby wyglądać dynamika ich związku? W dodatku po New Moon Bella doskonale zdawała sobie sprawę, że jak tylko umrze Edward natychmiast popełni samobójstwo, więc poniekąd usiłowała ratować jego życie...aby ich związek miał szansę przetrwania albo Edward musiały stać się człowiekiem, albo Bella wampirem. To jest jedyne logiczne rozwiązanie i brawa dla Belli, że tak szybko sobie to uświadomiła.
To jest w ogóle jedna z rzeczy, które wkurzają mnie w serii o Sookie Stackhouse - Sookie radośnie wchodzi w kolejne związki z wampirami, jednocześnie nie zastanawiając się, że za kilka lat przestanie być biuściastą 25-ciolatką i zmieni się dynamika jej związku z Billem czy Erickiem.

Yvain - Pią 09 Lip, 2010 11:36

spin_girl napisał/a:

Agn napisał/a:
Jedyną zatem konsekwencją było to, że najadła się strachu. A i tak strach odczuwała bardziej przez to, że ktoś mógł zostać skrzywdzony, a nie że jej się coś stanie.

i to jest jeszcze gorszy rodzaj strachu. Kilkaktornie miałam okazję (głównie dlatego, że jestem panikarą) bać się o swoich bliskich i naprawdę, wolałabym 1000 bać się o własne życie. Strach o ukochanych to jedno z najbardziej paraliżujących, okropnych uczuć jakie mogę sobie wyobrazić. Naprawdę nie rozumiem, zresztą, dlaczego Bella miałaby być jeszcze bardziej ukarana - przecież nic złego ostatecznie nie zrobiła, zakochała się po prostu z wzajemnością. Ma prawo do szczęścia, tak jak każdy.

:mysle: że miłość do najbliższych nam osób to jest pokochanie ich bardziej niż siebie samych.
spin_girl napisał/a:

Nie wydaje mi się, żeby zamiana w wampira była lekiem na kompleksy, albo przynajmniej wyłacznie tym. Uderza mnie jedna mądra wypowiedż Belli, zaraz na samym początku tematu jej przemiany, coś w stylu tego, że w związku musi panować równowaga, że partnerzy muszą być sobie równi, że jedno z nich nie może być zawsze Supermanem a drugie Lois Lane. Bella nie chciała być wiecznie sierotą, być wiecznie noszona na rękach, ratowana, chroniona. Chciała być pełnoprawnym członkiem rodziny Cullenów, chciała być równoprawną partneką Edwarda a nie najsłabszym ogniwem. Rozumiem te chęci i popieram ją w jej decyzji

Zresztą inna opcja słabo wchodziła w grę, fakty z poprzednich rozdziałów o tym świadczyły, gdyby się nie zmieniła to słabą by mieli przyszłość, a co do jej własnej osoby to fakt że zyskała na pewności siebie, może inaczej nie potrafiła.

Agn - Pią 09 Lip, 2010 13:07

Bella nie była klasycznie piękna, ale zauważ, jaka kolejka facetów się do niej ustawiała. Więc była atrakcyjna. To po pierwsze. A po drugie dla Edwarda musiała być chodzącym ideałem, a nie starała się tego zauważać. Wiecznie tylko narzekała, że on jest taki piękny, a ona, och, taka pospolita. A musiała mieć w sobie coś. Poza tym na ślubie spojrzała w lustro i określiła swoje odbicie mianem piękności, więc musiała być ładną dziewczyną. Tylko się wyleczyć nie potrafiła z kompleksów. Przestała jojczeć dopiero po przemianie.
Cytat:
Bella nie chciała być wiecznie sierotą, być wiecznie noszona na rękach, ratowana, chroniona.

Dlatego tak mnie wkurzało to jej wieczne ochranianie. Ja naprawdę wolę się potknąć i sama wstać, niż żeby ktoś na mnie chuchał. Nie interesuje mnie bycie eksponatem w kuloodpornej szybie.
No niestety, ja to tak widzę. I wrogowie sagi też tak na to patrzą. I męczy ich jojczenie Belli i nadopiekuńczość Edwarda.
Choć przyznaję, że po rozmowie z tobą na żywo trochę inaczej na to wszystko patrzę. To, co mi powiedziałaś o jego obsesji.

spin_girl - Pią 09 Lip, 2010 13:36

Agn napisał/a:
Choć przyznaję, że po rozmowie z tobą na żywo trochę inaczej na to wszystko patrzę

Spinka = Kaszpirowski :mrgreen:

RaczejRozwazna - Pią 09 Lip, 2010 13:39

Ja mam tak jak Agn. Jacob jakoś się nad nią tak nie trząsł a przeżyła w jego towarzystwie. I nawet nauczyła się na motorach jeździć...

A przemiana jako lek na kompleksy zalatuje mi nieograniczonym korzystaniem z usług chirurgii plastycznej, albo anoreksją w poszukiwaniu ideału, którego w realu nigdy się nie osiągnie. Takie zaburzenia tkwią w psychice a nie w ciele i jego wyglądzie. A Edward jeszcze tę jej nieporadność podsycał...
Przekaz książki może być niszczący dla nastolatek mających problemy osobowościowe. Coś mi się na dydaktyzm wzięło... :wink:

A co Spin powiedziałą o obsesji Edwarda??

Cytat:
Szkoda jednak, że nie zauważała swojego piękna jako człowiek. U niej lekiem na, nazwijmy rzecz po imieniu, kompleksy była przemiana w superherosa. W życiu to raczej niemożliwe. Biedne te dziewczynki, które będą czekały na facetów w typie E., by im opowiadał aż do znudzenia, jakie są atrakcyjne.


No właśnie

spin_girl - Pią 09 Lip, 2010 14:03

RaczejRozwazna napisał/a:
Przekaz książki może być niszczący dla nastolatek mających problemy osobowościowe

jestem ostatnio negatywnie nastawiona do młodzieży ogólnie i w związku z tym mam w d...ie jaki to ma wpływ pedagogiczny na nastolatki, chociaż uważam, że w wielu aspektach saga może mieć pozytywny wpływ, np:
- propagowanie wstrzemięźliwości seksualnej
- propagowanie obowiązkowości, brania udziału w obowiązkach domowych, odrabiania pracy domowej itp.
- chęć Belli do bycia równoprawną partnerką w związku ma, IMHO, pozytywny wydźwięk feministyczny. Nawet jeśli w tym celu musiała stać się wampirem.
- jedną z najważniejszych rzeczy w książce jest to, że każda (albo prawie każda) kobieta/dziewczyna, która ją czyta automatycznie utożsamia się z Bellą. Bella nie jest ani superpiękna, ani supermądra, ani modna, ani wysportowana a łapie najlepszego faceta we wszechświecie. Bo jest sobą. To chyba nie jest złe przesłanie?

Agn - Pią 09 Lip, 2010 14:16

Tylko co taka nastolatka tak naprawdę zauważy? Nie to co ty, zapewniam. One widzą supersłitaśnego wampirka, który błyszczy w słońcu i jest przepiękny. M.in. dlatego większość moich prób nawiązania porządnego dialogu z nastoletnimi fanami sagi spaliła się na panewce - takie argumenty sprawiały, że thin podnosiła łapki do góry.
I ja akurat uważam, że taka młodzież, która mnie drażni, która głupieje, jest do naprawy, a nie do olania. Acz nie podjęłabym się tej próby, bo nie mam do tego cierpliwości. A do młodzieży trzeba mieć anielską cierpliwość.

A Spinka to nie żaden Kaszpirowski, tylko osoba, która, reprezentując kompletnie odmienny pogląd, jako jedyna tak długo utrzymała mnie w dialogu o sadze. Jest to sukces, ale i niezła zabawa. Jak się ma konkretne argumenty, a nie piszczy, że Edward jest śliczny, to nie tylko obie się przy tym świetnie bawimy, ale mam też szacunek dla oponenta. Ot i cała filozofia. :)
O obsesji niech lepiej Spin sama opowie. Bardzo ładnie to ujęła, a wolałabym czegoś nie przekręcić.
W sumie to jest piękne, że wszystko zależy od spojrzenia na jakąś sprawę. Team Jacob interpretuje po swojemu, Team Edward po swojemu i każdy tę samą sytuację widzi w różny sposób.
I jest o czym gadać, hehehe!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group