Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV
Anonymous - Wto 31 Lip, 2012 21:09
ogladalam Edwarda w ichniejszej telewizji - ogladalo sie... z mieszanymi uczuciami... :/
Agn - Wto 31 Lip, 2012 22:55
| AineNiRigani napisał/a: | | ogladalam Edwarda w ichniejszej telewizji - ogladalo sie... z mieszanymi uczuciami... :/ |
W ichniejszej, tzn. w jakiej?
Admete, gratuluję zakupów. A co to za "Droga do przeznaczenia"? Ja skądś znam ten tytuł... Nie, jednak nie znam. Znam "Drogę do przebaczenia", "Drogi do przeznaczenia" filmweb nie pokazuje...
Anonymous - Wto 31 Lip, 2012 23:27
ichniejszej, znaczy sie tubylczej. Jakos ciagle bronie sie przed okresleniem "nasza" w sensie angielska i "wasza" w sensie polska. Staram sie aby w glebi ducha polska byla nasza, a angielska ichniejsza...
Admete - Śro 01 Sie, 2012 08:49
Eru jak zwykle cos pokręciłam - Droga do zatracenia
praedzio - Śro 01 Sie, 2012 08:56
To miłego seansu życzę.
Agn - Śro 01 Sie, 2012 08:57
| Admete napisał/a: | Droga do zatracenia |
Zazdroszczę! Bdb film. ^^ Zresztą wiesz.
Admete - Śro 01 Sie, 2012 08:57
A miłego, miłego
Agn - Czw 02 Sie, 2012 23:16
Wpadam na szybkiego, zanim ktoś mi tu kota pogoni i na mnie nakrzyczy...
Werdykt (1982)
Bardzo interesujący film, który w wydaniu Grishamowskim odmłodziłby znacznie bohatera (do pozycji nieopierzonego młodego gniewnego sądu) i dodał więcej akcji. Tymczasem Frank jest prawnikiem, który najlepsze lata ma już za sobą. W dodatku ostro popija. Na dobrą sprawę facet jest przegrany już na wstępie. I trafia mu się skromniutka sprawa. We Franku budzi się jakby nowa werwa, doprowadza sprawę do sądu i pomimo licznych przeciwności losu (oraz faktu, że sam od początku uważa, że przegrał - i to jeszcze zanim doszło do pierwszej rozprawy) ciągnie ten pług. To kwestia nie tylko wygranej poszkodowanego z wielkim szpitalem, wielkimi nazwiskami lekarzy i wielkim kościołem (sic!) - to także kwestia moralności i takiej zwykłej, ludzkiej sprawiedliwości. Zwłaszcza że nawet sędzia wyłazi ze skóry, żeby dopiec bohaterowi.
Cudownie patrzyło się na Newmana, który grał główną rolę. Spajał sobą nie tylko ciekawą historię, ale świetnie przedstawił wszystkie aspekty swojego bohatera - nie najmłodszy wiek, przegrana postać, picie, lęk przed sądem i rozbudzenie do walki o sprawiedliwość. Wiem, że to ostatnie brzmi bardzo górnolotnie, ale film tego tak nie pokazuje. Naprawdę dobrze się to ogląda.
Polecam! Stonowane, ale dobre kino.
BeeMeR - Pią 03 Sie, 2012 08:05
*że tak wtrącę przed kolejnym Paulem Newmanem *
80 milionów
Bardzo mi się film podobał - nie tylko ze względu na brak Adamczyka, Szyca i innych pierwszoplanowych gwiazd polskiego kina ostatnich czasów , acz jest to niewątpliwie w moich oczach olbrzymi plus już na wstępie
To po prostu kawał dobrego polskiego kina, oparty na faktach, gdy jesienią 1981r. stan wojenny wisiał w powietrzu, rozwiązanie Solidarności i zablokowanie jej kont z niemałymi składkami: to właśnie tytułowe 80 milionów (starych) złotych, które chcą odebrać Solidarnościowcy, a SB depcze im po piętach (świetny Piotr Głowacki w roli głównego skurwysyna SB).
Nie wiem na ile film jest wierny historycznie i jestem szalenie ciekawa jak odbierają go osoby starszej daty, które tą akcję pamiętają (mój Tata uśmiecha się i zapala na samo wspomnienie ale filmu jeszcze nie widział). Mnie się bohaterowie wydali dość wyidealizowani, tacy wspaniali i honorowi, ale "Solidarni" z dawnych lat to już prawie legenda więc tego się akurat nie czepiam, zwłaszcza że film ma u mnie kolejny duży plus za brak martyrologii i pustej górnolotności. Z kolei źli są wielce wulgarni - ale jakoś to też pasuje. Oglądanie nie "boli", co też ogromnie ważne, bo np. "Janek Wiśniewski padł", dla co najmniej kilku znajomych osób okazał się zbyt ciężki i bolesny i spasowali w połowie. Historia przedstawiona jest bardzo zgrabnie, bez dłużyzn, miejscami są może nawet za duże skróty jakby twórcy uważali, że każdy widz wie kto jest kim i co się z tym wiąże - i za to mały minus, ale generalnie polecam bardzo. To dobrze dowiedzieć się że "Solidarność" sprzed pokolenia to nie tylko Gdańsk, stocznia i Lech Wałęsa, ale też i na przykład Dolny Śląsk
wrzuciłabym zwiastun ale jest tendencyjny: zgrabna goła baba, bardzo dużo przekleństw i spoiler
Teaser jest znacznie lepszy, acz i oczywiście krótszy: http://www.filmweb.pl/video/teaser/nr+1-26783
ale może najlepsza jest wypowiedź reżysera i scenarzysty (Waldemar Krzystek): http://www.filmweb.pl/vid...+o+filmie-26737
BeeMeR - Pią 03 Sie, 2012 08:29
Wyścig z czasem (In Time) (2011)
Ciekawa futurystyczna wizja świata, w której jedyną walutą jest czas. I jak zawsze i wszędzie są milionerzy i biedacy oraz pilnujący porządku - tu: Strażnicy Czasu. Szalenie podoba mi się pomysł, nieco przerażająca jest wizja, gdy gość przedstawia trzy niemal identyczne lalkowate piękności i mówi coś w stylu: "moja matka, żona i córka, zgadnij która jest która "
Niemniej jednak sam film jest mocno sztampowy i przewidywalny, a już główni bohaterowie tak plastikowi, że bardziej się nie dało - dziś dopiero odkryłam, że głównym "młodym gniewnym" o nieruchomej, kamiennej twarzy bez śladu mimiki jest Justin Timberlake - ale to o tyle nie razi, że partnerująca mu panna posiada identyczne umiejętności mimiczne - parę razy się uśmiechnie i to wszystko. Ot, jak dla mnie dwa golemy, którymi nie w sposób się przejmować
Mnie się najbardziej podobał Cillian Murphy jako Strażnik Teksasu, tj. wróć, Czasu, i najbardziej do mnie trafia jego postać, bo sprawia wrażenie jakby chciał po prostu dobrze wykonywać swoją pracę acz może ciut nadgorliwie.
Dla rozrywki - czemu nie
praedzio - Pią 03 Sie, 2012 08:33
Też mam wrażenie, że pomysł na film był dobry, a wykonanie takie se. Mi jeszcze podobał się Matt Boomer w roli zmęczonego życiem "milionera", ale faktycznie najbardziej wyróżniał się tam Murphy.
Eeva - Pią 03 Sie, 2012 08:44
| BeeMeR napisał/a: | | Wyścig z czasem (In Time) (2011) |
Mi ten film jakoś nie podszedł, Timberlake jest drewniany (chociaz śliczny) i mógłby grać z Kristen Stewart w jednym filmie. Idealnie by do siebie pasowali
BeeMeR - Pią 03 Sie, 2012 08:56
Pewnego razu w Rzymie - When in Rome (2010)
szalenie nudna i przewidywalna komedia romantyczna - w dodatku pół filmu zastanawialiśmy się co bohater widzi w tej durnej, kłótliwej babie
Nie polecam.
Pan Popper i Jego Pingwiny (Mr. Popper's Penguins) (2011)
całkiem sympatyczny film familijny, jak to bohater, który dla kariery zapomniał kim jest naprawdę odkrywa to na nowo dostawszy w spadku pingwiny. Wprawdzie za filmami Jima Carrey'a nie przepadam (właściwie lubię tylko Truman Show), a i tu nie obyło się bez jakże śmiesznego walenia w krocze , ale oglądać się da, mimo ton sztucznego śniegu i założenia, że widzowie za dużo nie myślą
Bibliotekarz 1 Tajemnica Wloczni 2004
Przygodowa durnotka o młodym uczonym we wszystkich dziedzinach, zwanym dla niepoznaki Bibliotekarzem, tropiącym starożytny artefakt.
Jack, Jakiego nie Znacie (You Don't Know Jack) (2010)
Biograficzna historia lekarza (Al Pacino) walczącego o prawo nieuleczalnie chorych pacjentów do eutanazji oraz organizatora tzw. samobójstw wspomaganych. Ważny, kontrowersyjny temat i potwornie nudny film - acz sporo smaczków lat 80-tych
Kraina traw (Tideland) (2005)
córka rockandrollowych, ostro ćpających rodziców żyje bardziej w świecie wyobraźni niż rzeczywistym - bardzo ciekawy temat, film jest ponoć oniryzny, ale to bardziej koszmar senny, miejscami mocno naturalistyczny. Mnie znużył i trochę zmęczył..
BeeMeR - Pią 03 Sie, 2012 08:58
| Eeva napisał/a: | mógłby grać z Kristen Stewart w jednym filmie. Idealnie by do siebie pasowali | oj, mógłby - ale z tą panną tutaj (Amanda Seyfried) też bardzo pasowali do siebie
Eeva - Pią 03 Sie, 2012 10:53
| BeeMeR napisał/a: | | Pewnego razu w Rzymie - When in Rome (2010) |
Obejrzałam do końca, ale na przewijaniu.
| BeeMeR napisał/a: | | Kraina traw (Tideland) (2005) |
Nie obejrzałam do końca, myślałam że umrę. Film nudny i jak dla mnie bez polotu. Temat bardzo ciekawy, ale wykonanie kiepskie.
BeeMeR - Pią 03 Sie, 2012 20:34
Eeva, to ja odwrotnie, przewijałam "trawy" a w Rzymie tylko przewracałam oczami i zgadywałam co dalej.
Agn - Pią 03 Sie, 2012 22:51
| Cytat: | *że tak wtrącę przed kolejnym Paulem Newmanem * |
Dobra, żaluzju paniali. Już nie będę... *zabiera zabawki i idzie do innego grajdołka*
BeeMeR - Pią 03 Sie, 2012 22:54
chyba zartujesz
ja tu czekam na recenzje nastepnego Newmana
praedzio - Pią 03 Sie, 2012 22:58
Mogę być ja? Krótko i zwięźle: Długie, gorące lato - POLECAM!!! Choćby dla staruszka Orsona Wellesa, którego stałam się fanką. No, i faktycznie widać chemię między Newmanem a Joanne Woodward. Przyjemny, odprężający film.
Agn - Pią 03 Sie, 2012 23:00
| BeeMeR napisał/a: | chyba zartujesz |
Łachacha, wzięłam cię na litość!
| praedzio napisał/a: | | Krótko i zwięźle: Długie, gorące lato - POLECAM!!! |
Kurczę... może powinnam obejrzeć raz jeszcze? I zastanowić się nad tą historią? Bo mnie aż tak nie urzekła.
| praedzio napisał/a: | | No, i faktycznie widać chemię między Newmanem a Joanne Woodward. |
Owszem!
Agn - Pią 03 Sie, 2012 23:05
| BeeMeR napisał/a: | | właściwie lubię tylko Truman Show) |
A widziałaś Zakochanego bez pamięci (Eternal sunshine of a spotless mind)? Carey był tam naprawdę dobry. Nie lubię jego komedii, uważam że są bezdennie durne, a jego cuda z twarzą jeszcze to przekonanie pogłębiają, natomiast moim zdaniem facet jest świetnym aktorem dramatycznym i w takich głupotach jak Ace Ventura się po prostu marnował.
praedzio - Pią 03 Sie, 2012 23:18
| Agn napisał/a: | | Kurczę... może powinnam obejrzeć raz jeszcze? I zastanowić się nad tą historią? Bo mnie aż tak nie urzekła. |
Widocznie co innego nam w duszy gra.
*wspomina z baaaaardzo głupio rozanieloną miną nocną scenę na tarasie i pewien baaaardzo interesujący tors, po czym dochodzi do wniosku, że niektóre poduszki mają baaaardzo fajnie*
Agn - Pią 03 Sie, 2012 23:24
| praedzio napisał/a: | | *wspomina z baaaaardzo głupio rozanieloną miną nocną scenę na tarasie i pewien baaaardzo interesujący tors, po czym dochodzi do wniosku, że niektóre poduszki mają baaaardzo fajnie* |
Nnnnnooo thaaaak... jak napisałam przy wrażeniach z filmu - gdybym miała kiedyś jeszcze raz obejrzeć to dla *cough* pewnej istotnej dla fabuły sceny *cough* i by pofantazjować *cough* o byciu poduszeczką. *cough* *cough* *cough*
praedzio - Pią 03 Sie, 2012 23:42
Otóż to.
EDIT: Wstawiam dla potomności stosowną fotkę.
praedzio - Sob 04 Sie, 2012 21:01
A dziś odświeżyłam sobie Kotkę na gorącym blaszanym dachu. Rrrretyyy... Oczywiście kilka razy zatonęłam w błękicie ócz Newmanowych, ale przede wszystkim zachwyciła mnie fabuła filmu. Ciekawe, czy sztuka Williamsa została przetłumaczona na polski. Z chęcią bym przeczytała.
Rozbawiła mnie dyskusja na Filmwebie nt. orientacji seksualnej Bricka. Jako że przyszło nam żyć w czasach, kiedy wszystko się kojarzy ze wszystkim takie pytania budzą uśmiech. Fakt, w Hollywood obowiązywał wówczas kodeks Haysa i jednoznaczne określenie postaci jako osobę homoseksualną było niedopuszczalne, więc rzeczywiście pewne pytania mogą się rodzić. Podobno zresztą w sztuce Williamsa Brick był gejem - i to było główną przyczyną nieudanego małżeństwa. W filmie już nie było to takie oczywiste.
Swoją drogą jestem ciekawa, jakie żarty musiały krążyć na planie w związku z ilością butelek osuszanych przez Bricka/Newmana.
P.S. Jakby kto chciał się zapoznać z Kodeksem Haysa obowiązującym w kinie amerykańskim od lat 30-tych do 60-tych XX wieku, to służę linkiem: http://www.artsreformation.com/a001/hays-code.html
|
|
|