To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)

Yvain - Czw 08 Lip, 2010 17:07

:rotfl: :rotfl: :rotfl: widzę, że najwyższa pora była na ujawnienie się :mrgreen:
Agn - Czw 08 Lip, 2010 17:07

Yvain, i powiedz, na którym forum cię takimi słowami powitają? Tylko u nas. :mrgreen:
Yvain - Czw 08 Lip, 2010 17:15

Nie wątpię :mrgreen: a ja właśnie obejrzałam Eclipse i jeszcze bardziej polubiłam Edzia, co więcej bardziej mi się tu podobały jego buziaki niż w książce. Mam trochę za złe autorce, że tak oszczędnie :mrgreen: opisywała sceny pocałunków Belli i Edzia.
spin_girl - Czw 08 Lip, 2010 17:18

Scena , w której Bella i Edward po raz pierwszy "wypróbowują" łóżko w pokoju Edwarda jest jedną z moich ulubionych i w książce i w filmie.
Te kawałki na łące, na samym początku fillmu też są super. :serduszkate:

RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 17:23

O jak SUPER!!! Witaj powiększony Team Edwardzie! :party: :party: :party:

Bo juz zaczynałam mieć wyrzuty sumienia z powodu Spin. :wink: A tak mogę nadal spokojnie oddawać się zachwytom nad Jacobem :love_shower:

Agn - Czw 08 Lip, 2010 17:28

M.in. dlatego tak na mnie podziałał (nawet w książce) pocałunek z Jacobem. Między E. a B. w książce są właśnie takie... buziaki. Bella co jakiś czas wspomina, że są namiętne i że brakuje jej tchu. Ale ja tu niczego nie czułam. Równie dobrze mogłabym czytać opisy czułości między Myszką Mickey a Minnie. A tu przyszedł wilkołak i zabrał się do roboty jak trzeba - ja po prostu czułam tę namiętność.
A przy filmowym pocałunku spłynęłam z fotela jak rozpaćkany budyń.
Acz fakt, że pocałunki E/B są o wiele fajniejsze w filmie. Pamiętam ten pierwszy, w pierwszym filmie. Książkowy był taki sobie. I jeszcze Bella później zemdlała. :roll: A w filmie... no, to było coś. Było i namiętnie, a jednocześnie widać, jak E. usiłuje nad sobą zapanować. I jak mu to nie wychodzi. Prawie się zapomniał. :)

Yvain - Czw 08 Lip, 2010 17:38

spin_girl napisał/a:
Scena , w której Bella i Edward po raz pierwszy "wypróbowują" łóżko w pokoju Edwarda jest jedną z moich ulubionych i w książce i w filmie.
Te kawałki na łące, na samym początku fillmu też są super. :serduszkate:

zdecydowanie tak :mrgreen:

RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 17:39

Agn napisał/a:
M.in. dlatego tak na mnie podziałał (nawet w książce) pocałunek z Jacobem. Między E. a B. w książce są właśnie takie... buziaki. Bella co jakiś czas wspomina, że są namiętne i że brakuje jej tchu. Ale ja tu niczego nie czułam. Równie dobrze mogłabym czytać opisy czułości między Myszką Mickey a Minnie. A tu przyszedł wilkołak i zabrał się do roboty jak trzeba - ja po prostu czułam tę namiętność.
A przy filmowym pocałunku spłynęłam z fotela jak rozpaćkany budyń.


no to witaj w klubie. To jest zresztą ciekawe - ten filmowy pocałunek nie jest taki, jak opisała go Meyer, ale jednocześnie jest tak... piękny, pełen uczucia, jakby Jake całą swą miłość chciał przelać na Bellę... o rany, mieć takiego Jacoba :cry2:

a Edward po prostu na mnie nie działa. Ani w książce ani w filmie. Tym bardziej jego pocałunki również. Jestem straszliwie stronnicza :roll: (ale nie, ten pierwszy, w filmowym
"Zmierzchu", to jeszcze ujdzie :-D )

EDIT 2 - pierwsza łączka w Eclipse tez mi się podobała :) Wreszcie zachowują się tam jak na nastolatków (choćby i stuletnich :wink: ) przystało.

Yvain - Czw 08 Lip, 2010 17:46

RaczejRozwazna napisał/a:
a Edward po prostu na mnie nie działa. Ani w książce ani w filmie. Tym bardziej jego pocałunki również. Jestem straszliwie stronnicza :roll:

hihihihihihi to tak jak na mnie Jacob :mrgreen: widać po prostu, trzeba mieć zdecydowanie swój typ, a moim jest Edzio.

RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 17:50

Agn, no więc, z czystym sumieniem, ad rem... na czym to myśmy skończyły... :mrgreen:

Twoja miniatura jeszcze:

Cytat:
A pierwsze zdanie... musiałam takie zrobić, by było od razu wiadomo, że to może opowiadać tylko Jacob.


No i udało Ci się w 100 %. Cały czas będę Ci powtarzać , jak wyjątko... (ekhm, to nie ta bajka :wink: ) - więc jak świetnie chwytasz charakterystykę postaci. Dlatego nie mogę się doczekać "Karmelu". Czuję, że to może być to, o co mi chodzi.

Agn - Czw 08 Lip, 2010 17:59

Rozważna... kadź mi jeszcze, a będę chodzić w buraczanych barwach do końca życia. :ops1: :ops1: :ops1:

Zgodzę się, że filmowy pocałunek B/J wyglądał inaczej niż książkowy. I nie chodzi tylko o wizję. Była tam namiętność, ale... też sporo czułości. Książkowy zaczął się dosyć agresywnie, pamiętasz? Jake się nie cackał. Niezły kontrast z Edwardem, który cackać się, biedak, musi.

Filmowy Edward... ja powiem tak - Rob na mnie działa. Prezentuje się fantastycznie. Alem niereformowalny Team Jacob, więc choćby nie wiem, co Rpattz zrobił, ja i tak będę kibicowała Jacobowi.
Nawet jeśli poważnie boję się BD... :roll:

Yvain - Czw 08 Lip, 2010 18:10

A czytamy jeszcze Hosta :mrgreen: bo tak wpadłyśmy w te zachwyty nad naszymi idolami :mrgreen: Czy ktoś pomyślał o nakręceniu tej książki ?
RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 18:13

Tak pocałunek w książce był agresywny na początku. Dlatego ten filmowy mi się bardziej podoba...

Cytat:
Tak przy okazji, bo cały czas zapominam na to odpowiedzieć:
Cytat:
RaczejRozwazna napisał/a:
PS. Wczoraj przewijając sceny z Eclipse z Jacobem poryczałam się. Zaczynam zastanawiać się nad leczeniem...



Rozwiń myśl. Które to scenki tak szczególnie na ciebie podziałały? I dlaczego rozważasz leczenie?
Nie powiem, mi się naprawdę robi smutno, jak Jake leży z zabandażowaną ręką (a scenę wcześniej wrzeszczał z bólu - serce samo pęka!) i rozmawia z Bellą.


Mnie po prostu Jacob i jego ta cała miłość do Belli niesamowicie wzrusza. Miałam to już czytając książkę (zresztą tylko ze względu na Jake'a ją czytałam :mrgreen: ). A Taylor jest 120 % procentowym Jacobem. Ja w tym filmie uwierzyłam w tę jego miłość, walkę, bezsilność,nadzieję, zwątpienie, gniew, pasję... niesamowicie się chłopak poprawił pod względem aktorskim. Dużo gorsza była Kirsten, bo ja u niej ani wielkiej miłości do Edwarda, ani do Jacoba nie czułam. Wszystkie wyznania przyjmowała z jednakową, otwartą buzią.
Scena z rannym Jacobem była najbardziej "łzogenna". To jak mówi ""Bello, i'm exactly for you..." ... :serce: :cry2: Ale ja ryczałam prawie na wszystkich scenach. W garażu, potem podczas pierwszego wyznania miłości (jak on z pasją tę jej rękę przyłożył do serca :serce2: ), w scenie "you are marrying him" no i w końcu podczas pocałunku... Takie to wszystko piękne,a bez przyszłości...

Dlatego nie mogę wybaczyć Meyer, że to, co się rozwijało u Jacoba począwszy od "Zmierzchu" - prawdziwie ludzkie uczucie, przechodzące kilka stadiów, zostało tak ot, w jednej chwili zniszczone przez to nieszczęsne wpojenie. Kurczę, ja towarzyszyłam Jake'owi od początku, kibicowałam mu, wylewałam łzy w "Epilogu" Eclipse no i po co? :shock: Tak mi się to wszystko strywializowało...

A dlaczego się leczyć? Bo patrząc na to racjonalnie i w moim wieku... :roll: :zalamka: :wink:

asiek - Czw 08 Lip, 2010 18:24

Yvain napisał/a:
Czy ktoś pomyślał o nakręceniu tej książki ?

Z tego co wspominała Agn, to są takie plany. Jedną z głównych ról ma zagrać nasz ukochany wampir z Pamiętników... :-D

Tu notka prasowa...
http://film.onet.pl/0,139...wiadomosci.html

Yvain - Czw 08 Lip, 2010 18:24

RR napisała
Cytat:
Dlatego nie mogę wybaczyć Meyer, że to, co się rozwijało u Jacoba począwszy od "Zmierzchu" - prawdziwie ludzkie uczucie, przechodzące kilka stadiów, zostało tak ot, w jednej chwili zniszczone przez to nieszczęsne wpojenie.

To wpojenie raczej zmieniło sytuację na lepsze, bo obojętnie ile miał uczuć dla Belli, to Bella z Edziem konsekwentnie budowali rodzinę, Jacob i tak nie miał szans. Co czekać, aż któremuś z nich przejdzie, przecież to okrutne. Lepiej, że życie poświecił nowemu uczuciu które daje mu szansę na to, że sam będzie szczęśliwy. Miłość jednostronna jest straszliwie niszcząca, a im dłużej trwa tym gorzej. Szkoda żeby tak cierpiał. Czasem można mieć więcej niż jedną wielką miłość w życiu. :mrgreen:

Agn - Czw 08 Lip, 2010 18:26

Yvain, ekranizacja The Host będzie, jest zapowiedziana, ponoć ma się jakoś zbiec z premierą pierwszego BD. Trwają na razie rozmowy nad obsadą etc. Do roli Iana jest typowany Ian Somerhalder.
I tak, możemy iść dalej z czytaniem. Na kiedy się umawiamy, kochane moje?
Tak przy okazji, jakby ktoś chciał się zapoznać z Upiorem w wersji czarno na białym, a nie odwrotnie, to pdf też już jest: http://chomikuj.pl/thingr...fanfiction/moje

Rozważna, ale nie martw się. Masz zaledwie 18 lat, jak my tu wszystkie (a niektóre to mają słodkie 17 i 3/4 :lol: ), więc nie rozumiem, o co ci biega z tym wiekiem. :-P
A te scenki, o których wspomniałaś... ty wiesz, jak one inspirują do pisania? Moja droga...

Odnośnie jeszcze książkowego pocałunku - mnie ta początkowa agresja w sumie nie przeszkadza. Biorąc pod uwagę, jakim typem bohaterki jest Bella, trzeba jej naprawdę mocnego kopa, by pewne rzeczy w końcu zrozumiała.

A w garażu w filmie... piękna była ta scenka. Jake mówił niby o wpojeniu, ale... na dobrą sprawę mówił o tym, co czuje do Belli. Śliczne to było. Nic wprost, a wszystko jasne.

Jezu, biorę się za "Karmel", bo nie wytrzymam...!

PS Yvain, wszystko pięknie, ale z nieszczęśliwej miłości i złamanego serca można się naprawdę wyleczyć. I to samodzielnie, niekoniecznie za pomocą leków, co radośnie chciałam zaproponować Belli w NM.
Jak już pisałam - Jake mógł odejść i wyleczyć się z tego. Nie miał szans? Miał! I to olbrzymie! Ale potoczyło się inaczej.
Natomiast wpojenie mi się w ogóle nie podoba. To jest skazanie człowieka na jedną osobę do końca życia. A w przypadku Jacoba - na całą wieczność (zapewne). Na osobę, która właśnie nie musi w przyszłości odwzajemnić tego uczucia, może go potraktować jako starszego brata albo wieczną nianię - fajnie się razem dorasta, ale żeby się wiązać? Niekoniecznie.

RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 18:30

Yvain - jasne, zgadzam się, ale jak widzisz - jest tu niesamowita dysproporcja pod względem dramatugicznym. Niechby i Jake spotkał tę swoją drugą połówkę, a niech to - nawet niechby się wpoił (tylko nie w Cullenównę, proszę! :zalamka: - albo jeśli, to po latach....) ale po jakimś, dłuzszym czasie. Niechby odszedł, przeżył trochę życia i pokochał kogoś dojrzałą miłością... ludzką. I niechby zapamiętał tę miłośc do Belli i niechby zostawiła ona jakiś ślad w jego osobowości - bo co jak co, ale takich rzeczy się nie zapomina, nawet jeśli przestaje się cierpieć. A nie tak w jednej sekundzie wszyscy są happy.
Dlatego podoba mi się ten motyw oddalenia i retrospekcje w miniaturze Agn.

Yvain - Czw 08 Lip, 2010 18:31

Ian Somerhalder hmmm może było by nieźle :mrgreen: tylko żeby nie skopali efektów bo będzie kicha.
Agn - Czw 08 Lip, 2010 18:34

Rozważna, ja tylko tak wspomnę... w BD nie widać, czy Jake wszystko zapomniał. Podejrzewam, że nie, ale tego nie widać, bo Meyer przestała opisywać sytuację z jego punktu widzenia w momencie wpojenia. Potem znowu mamy narrację Belli :roll: , a ona nie ma wglądu w głowę Jake'a.
A mnie takie detale nie dają spokoju, dlatego tekst prezentuje się tak, a nie inaczej.

RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 18:37

Nie chodzi mi o to. Poprzednie części też nie były pisane z punktu widzenia Jacoba, ale było pewne rzeczy, no właśnie, widać. A tutaj - jak mi się zdaje - nie (jak mówiłam, nie czytałam dokładnie).

Piękna była ta scena w garażu... Pisz Agn i niech wen będzie z Tobą.

Cytat:
więc nie rozumiem, o co ci biega z tym wiekiem.


Dobre :lol: Zapamiętam. :wink:

Agn - Czw 08 Lip, 2010 18:46

Było widać, bo Jake się deklarował, a i Bella zwracała na niego większą uwagę... chyba... przeczytam BD, to się wypowiem głębiej, bo tę część znam najsłabiej (dziwne, nie?).
Yvain - Czw 08 Lip, 2010 18:47

Agn napisał/a:
Yvain, wszystko pięknie, ale z nieszczęśliwej miłości i złamanego serca można się naprawdę wyleczyć. I to samodzielnie, niekoniecznie za pomocą leków, co radośnie chciałam zaproponować Belli w NM.
Jak już pisałam - Jake mógł odejść i wyleczyć się z tego. Nie miał szans? Miał! I to olbrzymie! Ale potoczyło się inaczej.
Natomiast wpojenie mi się w ogóle nie podoba. To jest skazanie człowieka na jedną osobę do końca życia. A w przypadku Jacoba - na całą wieczność (zapewne). Na osobę, która właśnie nie musi w przyszłości odwzajemnić tego uczucia, może go potraktować jako starszego brata albo wieczną nianię - fajnie się razem dorasta, ale żeby się wiązać? Niekoniecznie.


Myślę, że nie nie istnieje taka możliwość jak wyleczenie się z prawdziwej miłości, przynajmniej dla mnie i nie o tym myślałam. Przy tak wielkim uczuciu można tylko nauczyć się żyć inaczej, ale zapomnieć się nie da. Tylko myślę, a raczej mam nadzieję, że życie pozwala nam spotkać jeszcze kogoś wartościowego, komu możemy ofiarować swoje uczucia i kto je odwzajemni tego życzyłam Jacobowi :-) Też mi się nie podoba wpojenie, ale cierpienie z powodu uczuć także. Przy wpojeniu jest bardziej prawdopodobne, że będzie szczęśliwy, skoro już Meyer go tym pokarała. Sam zresztą kiedyś Belli tłumaczył, że po co osoba którą obdarza uczuciem wpojony ma szukać kogoś innego skoro ten wybrany jest dla niej idealny.

RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 18:52

Agn napisał/a:
Było widać, bo Jake się deklarował, a i Bella zwracała na niego większą uwagę... chyba... przeczytam BD, to się wypowiem głębiej, bo tę część znam najsłabiej (dziwne, nie?).


Bardzo :mrgreen: ja czytać nie będę. Moja siostra miała kiedyś mocną fazę na Sagę (notabene była w Team Edward) i otrzeźwiała właśnie po przeczytaniu BD. Jak dopytywałam się o Jacoba to mówiła mi później, że w BD jest do siebie zupełnie niepodobny, np. nie tylko uczucia, ale nawet tej przyjaźni z Bellą nie widać. Ot - amerykański nastolatek (zdanie mojej siostry).

Agn - Czw 08 Lip, 2010 18:53

Yvain, nie mówię, że miałby zapomnieć. Za mocno ją kochał, by tak po prostu mu to wyleciało z głowy. Ale można przestać kochać tę osobę na poziomie być albo nie być. Wyleczyć, czyli przejść krok dalej, otworzyć się na kogoś innego, czego także życzyłam Jacobowi. Ale nie w taki sposób, jak to zaserwowała Meyer - kilka sekund i mamy happy end w samym środku książki. Hmpf! Moim zdaniem autorka nie poradziła sobie z tym tematem.
A po co osoba, w którą ktoś się wpoił, miałaby szukać kogoś innego? Wiesz, w przypadku Emily czy Rachel wszystko ok - to są dorosłe kobiety. Spoko. Ale w przypadku Jacoba, który wpoił się w Renesmee, czy Quila, który wpoił się w Claire sprawa wygląda inaczej. Oni sobie wybranki wychowują, ryzykując, że będą kimś w rodzaju starszego brata / niańki-wujka. Ja bym nie chciała się wiązać ze starszym bratem czy z wujkiem.

Rozważna, po prostu Meyer spaprała totalnie sprawę w czwartym tomie i tyle.

RaczejRozwazna - Czw 08 Lip, 2010 18:56

Yvain napisał/a:
Myślę, że nie nie istnieje taka możliwość jak wyleczenie się z prawdziwej miłości, przynajmniej dla mnie i nie o tym myślałam. Przy tak wielkim uczuciu można tylko nauczyć się żyć inaczej, ale zapomnieć się nie da. Tylko myślę, a raczej mam nadzieję, że życie pozwala nam spotkać jeszcze kogoś wartościowego, komu możemy ofiarować swoje uczucia i kto je odwzajemni tego życzyłam Jacobowi


Dokładnie o to mi chodzi.

Agn napisał/a:
Nie mówię, że miałby zapomnieć. Za mocno ją kochał, by tak po prostu mu to wyleciało z głowy. Ale można przestać kochać tę osobę na poziomie być albo nie być. Wyleczyć, czyli przejść krok dalej, otworzyć się na kogoś innego, czego także życzyłam Jacobowi. Ale nie w taki sposób, jak to zaserwowała Meyer - kilka sekund i mamy happy end w samym środku książki. Hmpf! Moim zdaniem autorka nie poradziła sobie z tym tematem.


Dokładnie o to mi chodzi :mrgreen: Powtórzę - w BD ta naprawdę sensownie poprowadzona miłość (jeśli się nie wchodzi w szczegóły :wink: ) strywializowała mi się.

Cytat:
Rozważna, po prostu Meyer spaprała totalnie sprawę w czwartym tomie i tyle.


Otóż to.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group