Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - czyli D&U oczyma Darcy'ego
Dione - Czw 04 Sty, 2007 12:08
Tak sobie kombinuję, że Fletcher to chyba już sobie panią wybrał.
Anonymous - Czw 04 Sty, 2007 12:17
To znaczy, lokaj ma chyba pana, ale z całą pewnością wybrał żonę dla chlebodawcy
Gunia - Czw 04 Sty, 2007 19:05
Ech ci studenci. Zdeprawowana rzesza.
A mnie zastanawia jedno: czy jeździło się w podróże ze służącymi?
Czy Darcy nie powinien korzystać ze służących Bingleyów?
Agnesse - Czw 04 Sty, 2007 19:34
Jezdzilo sie ze swoimi przewaznie, nie z cala sluzba, kobieta zwykle ze swoja pokojowka, a mezczyzna z lokajem (?)
Trzykrotka - Czw 04 Sty, 2007 20:47
| Agnesse napisał/a: | | Jezdzilo sie ze swoimi przewaznie, nie z cala sluzba, kobieta zwykle ze swoja pokojowka, a mezczyzna z lokajem (?) |
.... jak nas o tym poucza film Gosford Park. Rzesza służących przewyższała rzeszę ich pracodawców. Na pewno pan Darcy nie rozstawał sie z Fletcherem, a panna Bingley z pokojówką. Co do panien Bennet - nie widomo, czy poza Hill był w domu ktoś na ich usługi? Kiedy Lizzy wracała do domu z Rosings, to wuj wysłał po nią lokaja, prawda?
Maryann - Czw 04 Sty, 2007 20:52
| Trzykrotka napisał/a: | | Na pewno pan Darcy nie rozstawał sie z Fletcherem |
Nie mógł. Kto by mu powiedział, jakiego koloru ubranko ma założyć ?
Trzykrotka - Czw 04 Sty, 2007 20:57
... i wybrał mu partnerkę na wspólne życie przy pomocy zieleni i beżu? . Jak wiadomo, dżentelmeni wszelkich epok nie mają do tego głowy.
Fletcher na prezydenta!!
Ulka - Czw 04 Sty, 2007 22:13
Przekleiłam sobie właśnie zaległe odcinki do Worda i wiecie, mam już 73 strony!
Przyznam się, że trochę się pogubiłam w tej kolorystycznej intrydze panny Bingley i Fletchera... ??: powiedzcie, zcy to ja rzeczywiście jestem taka niepojętna czy może to jeszcze nie jest jasne?
Maryann - Czw 04 Sty, 2007 22:21
| Ulka napisał/a: | Przyznam się, że trochę się pogubiłam w tej kolorystycznej intrydze panny Bingley i Fletchera... ??: powiedzcie, zcy to ja rzeczywiście jestem taka niepojętna czy może to jeszcze nie jest jasne? |
Panna Bingley "kanałami dyplomatycznymi" uzyskała informację (chyba od Fletchera, bo od kogóż ?), że Darcy zamierza założyć szary surdut. Chciała do niego pasować, więc wystroiła się na purpurowo. Ale Fletcher spłatał jej psikusa, bo ubrał swojego pana na zielono - tak, żeby pasował do Lizzy w kremowej sukience i rudo-brązowym spencerku.
Alison - Pią 05 Sty, 2007 08:39
Carolcia stoi i piecze, dzięki niej czas nam się nie wlecze
Rozdział 10, cz.III
Przyjemny spokój niedzieli zmienił się w niespodziewaną nudę poniedziałku. Zainteresowanie Bingley'a zawiłościami zarządzania majątkiem ziemskim rozwijało się powoli i nie rekompensowało go ożywienie panny Bingley po wyjeździe nieproszonych gości. Kilku szacownych mieszkańców okolicy wraz z paniami przybyło na kolację, ale nikt nie wniósł tej iskry, do której Darcy przywykł. Tak więc, gdy następnego dnia Bingley zaproponował przejażdżkę do Meryton zakończoną wizytą w Longbourne „by z grzeczności spytać o zdrowie panny Bennet”, Darcy zgodził się ze skwapliwością, która zaskoczyła jego przyjaciela.
Cztery mile do Meryton prowadzące przez wijące się wiejskie dróżki dały obu dżentelmenom wystarczająco dużo czasu na wypełnienie płuc ożywczym powietrzem pięknego jesiennego dnia. Wyczuwając, że panowie rozkoszują się udaną ucieczką, narowiste wierzchowce dostosowały się do nich i skierowały cały swój spryt na sprawienie, by wyprawa obfitowała w wydarzenia. Zachęcały je do tego śmiech i łagodne, kpiące obelgi co do ich pochodzenia trwające póki w zasięgu wzroku nie pojawiła się wioska, gdzie z konieczności wszyscy przyjęli na nowo poprawne maniery. Gdy weszli na główną drogę Bingley zatrzymał konia i tylko stał w strzemionach przyglądając się gorliwie rozgrywającej się przed nimi scenie, która zafrapowała i rozbawiła jego towarzysza.
- O co chodzi, Bingley? Co widzisz? – zwrócił się do niego Darcy samemu przypatrując się drodze.
- Nie widzisz ich Darcy? Rodzina Bennet, a w każdym razie panie i jakiś dżentelmen. Tam na lewo, obok sklepu bławatnego.
Tak skierowany Darcy dostrzegł grupkę zgromadzoną wokół kilku oficerów i dwóch innych dżentelmenów, z których jeden zdawał się przyodziany w pastorską czerń.
- Jak szczęśliwie się składa! Nie musimy już jechać do Longbourne, ani, sam pomyśl, nawet zatrzymywać się, by dopytać na ulicy o zdrowie panny Bennet, która tu jest i to najwyraźniej w jak najlepszym zdrowiu, tak więc...
Gniewne spojrzenie Bingley'a było dokładnie tym, o co chodziło Darcy’emu. Docisnął pięty do boków Nelsona i uśmiechnął się szeroko krzycząc przez ramię:
– Naiwniak! Jedziesz?
Gdy tylko Bingley go dogonił, Darcy zwolnił tempo i zbliżyli się do grupy. Nikt z towarzystwa jeszcze ich nie dostrzegł, paniom zasłaniał widok nieznajomy dżentelmen. Trzepot oczekiwania odezwał się nieproszony w piersi Darcy’ego, gdy najpierw panna Bennet, a potem panna Elizabeth zauważyły ich przybycie.
- Panna Bennet i... tak wszystkie pani siostry! Jak miło panie spotkać – zwrócił się z powitaniem Bingley, gdy tylko zatrzymał wierzchowca.
- Panie Bingley, jak się pan miewa – odpowiedziało kilka z obecnych młodszych sióstr zarumienionych od uprzejmych atencji, jakie zbierały.
- Panowie, zawierałyśmy właśnie nową znajomość i przedstawiałyśmy Meryton naszego kuzyna, który niedawno przybył – wyjaśniła Elizabeth przebijając się przez chichoty swojego rodzeństwa. – Pozwolą panowie, ze przedstawię naszego kuzyna, pana Collins'a z Kentu.
Świadom, że ubrany na czarno mężczyzna odwraca się do niego, Darcy przelotnie na niego spojrzał i ukłonił się. Spacer do Meryton doskonale przysłużył się policzkom z dołeczkami panny Elizabeth i zadowoleniu, którym błyszczały jej oczy, choć jak wiedział nie z jego powodu, mimo to wspaniale było móc się im przyglądać. Oderwał od niej wzrok, gdy zaczęła przedstawiać drugiego dżentelmena i starał się zwrócić na niego uwagę.
Ten dżentelmen nie odwrócił się podczas pierwszej prezentacji, stał nadal tak, by twarz jego była niewidoczna dla jeźdźca. Darcy’emu przyszło przez myśl, że już gdzieś widział tę sylwetkę. Potworna myśl „To nie może być...” ledwie się pojawiła, gdy znalazła katastrofalne potwierdzenie.
- ...przedstawić pana Wickham'a, który dopiero co wstąpił w szeregi kompanii pułkownika Forster'a – Elizabeth rozpromieniła się, gdy dżentelmen jednym płynnym ruchem odwrócił się i ukłonił.
Darcy zastygł w szoku i gniewie. Jego twarz pobladła jakby wszystkie siły skupiły się w oczach, które pobłyskiwały groźnie zwrócone na nowego oficera. Natychmiast wyczuwając wzburzenie swego pana Nelson zaczął wycofywać się podrzucając niespokojnie głowę. Wyćwiczonym ruchem Darcy opanował zwierzę, ale spojrzeniem nie ustawał przenikać czerwieniejącego stopniowo oblicza Wickham'a. Niezdolny bronić się przed pełnym furii badawczym spojrzeniem Darcy’ego Wickham wzdrygnął się, ale gładko ukrył swoją reakcję dotykając kapelusza i udając pozdrowienie. Zacisnąwszy usta w uporczywą, ponurą linię Darcy odwzajemnił pozdrowienie z wymuszoną grzecznością, a potem z myślami w całkowitym chaosie zwrócił się do Bingley'a.
Na szczęście Bingley wymieniał uprzejmości z paniami i dżentelmenem jeszcze tylko przez kilka minut zanim pożegnał towarzystwo. Dla Darcy’ego ta krótka rozmowa trwała wieczność. Siedział sztywno w siodle nie wiedząc, gdzie spojrzeć, w głowie kręciło mu się jak pijanemu. „Jak to możliwe? Wstąpił do regimentu? Dlaczego... jak?” pytania i przypuszczenia nasuwały się ponuro i szybko. „Dlaczego tutaj? Czy wiedział, że będę w Hertfordshire… przyjechał za mną? Cel... jaki on ma cel?” Gdy zsiadł udając, że poprawia strzemię fala obezwładniającego strachu wstrząsnęła nim do głębi. „Georgiana! Mój Boże! Czy on zrobił coś Georgianie i przyjechał rzucić mi to w twarz.”
Darcy nie mógł opanować przerażenia, które poraziło jego ciało tak, jak nie mógłby zapanować nad wschodem słońca. Drżały mu ręce, droga zdawała się szaleńczo przechylać, pragnął dopaść diabła, który swoje zmieszanie sprzed kilku minut zastąpił już zachowaniem pełnym szarmanckiej skromności i miłym usposobieniem.
- Panno Bennet, panno Elizabeth Bennet – głos Bingley'a przebił się przez wzburzenie Darcy’ego – proszę przekazać moje pozdrowienia także panu i pani Bennet. Panie Collins, panie... proszę mi wybaczyć, poruczniku Wickham. Do usług, panowie – Bingley odchylił przyłbicę i jeszcze raz skłonił się paniom zwracając wierzchowca w stronę drogi. Przywołany do porządku Darcy zachował się podobnie, wywołując grymas pełen zaskoczenia na twarzy Elizabeth.
Maryann - Pią 05 Sty, 2007 09:33
| Alison napisał/a: | fala obezwładniającego strachu wstrząsnęła nim do głębi. „Georgiana! Mój Boże! Czy on zrobił coś Georgianie i przyjechał rzucić mi to w twarz.”
Darcy nie mógł opanować przerażenia, które poraziło jego ciało tak, jak nie mógłby zapanować nad wschodem słońca. |
Ale zanim da upust zazdrości, będzie się bał i to bardzo - o Georgianę. I pokaże (wg mnie) jedną ze swoich najbardziej ujmujących i chyba najsympatyczniejszą cechę - wielką, opiekuńczą miłość do siostry i poczucie odpowiedzialności za to, co się z nią stanie.
Ania1956 - Pią 05 Sty, 2007 10:21
Jednak jak się czyta ta sama scena w oczach Lizzy i Darcego wygląda zupełnie inaczej. Teraz wiadomo co się z nim w środku działo podczas witania. Biedny Darcy... :sad: Ale i tak pokona wszystkie przeciwności
Alison - Sob 06 Sty, 2007 14:15
Made by Caroline
Rozdz. 10, , cz. IV
„Jak to musi wyglądać w jej oczach!” pomyślał z żalem odwracając się z Nelsonem i podążając za Bingley’em opuszczającym Meryton. Znając już umysł Elizabeth Bennet zgadywał, że przyglądała się incydentowi z niebezpieczną gorliwością. „Co z tego zrozumie, zastanawiam się? Czy Wickham jej wszystko opowie? Nie! Nie, musiałby się ujawnić, a na to nie może sobie pozwolić” pomyślał Darcy z goryczą. „Ile kosztuje patent porucznika? Założę się, że ma niewiele skoro związał swój los z armią! Ale co z Georgianą?” powrócił myślami do obaw związanych z siostrą. „Czy próbował się z nią skontaktować, narzucał się jej w jakiś sposób podczas mojej nieobecności?”
Fałszywie wygwizdywana przez Bingley’a popularna ballada miłosna starła się z natłokiem emocji Darcy’ego i odniosła zwycięstwo.
- Słyszę cię, Bingley – wziął się w garść postanawiając zaraz po przyjeździe wysłać pilną wiadomość do siostry. – Natychmiast przestań, błagam cię.
- Nie lubisz ballad, Darcy? To ostatni krzyk mody – Bingley uśmiechnął się niezrażony. Darcy uniósł władczo brew.
- Ballady, powiadasz. Miałem raczej wrażenie, że zwołujesz bydło i czekasz tylko aż obstąpią cię czteronożne wielbicielki.
- Darcy! Przesadzasz – oskarżenie Bingley’a spotkało się z prychnięciem zaprzeczającym tego rodzaju skłonnościom. – Nigdy nie rościłem sobie pretensji do talentów muzycznych, przynajmniej w twojej obecności, ale w końcu człowiek może sobie pofolgować, kiedy jest pod wpływem takiego wdzięku, z jakim ja właśnie miałem do czynienia.
Darcy nie był pewien, czy naprawdę usłyszał Bingley’a wzdychającego niczym kochanek usychający z miłości.
- Jak szczęśliwie się złożyło, że spotkaliśmy ich w wiosce. Mogliśmy się w ogóle minąć.
- Tak, to prawda – odpowiedział Darcy, gdy dotarła do niego świadomość przypadkowości spotkania. Mógł natrafić na Wickham’a podczas spotkania towarzyskiego w sąsiedztwie. Oficerowie Forster’a zdawali się bywać wszędzie. Było bardzo prawdopodobne, że będzie zapraszany wraz ze swymi kolegami, by ubarwiać przyjęcia i ożywiać spotkania. W tak ograniczonym towarzystwie, jakie można znaleźć w Hertfordshire nieustannie by się spotykali! Darcy zacisnął zęby.
- Niedopuszczalne!
- Co mówiłeś? – Bingley wstrzymał konia i odwrócił się spoglądając na swego towarzysza. Darcy odwzajemnił spojrzenie nieprzytomnie, po chwili zrozumiał, że musiał głośno powiedzieć, co przyszło mu na myśl.
- Charles, muszę najzupełniej poważnie prosić cię o wielką przysługę.
Charles otworzył szeroko oczy słysząc jego podniosły ton.
- Wszystko, co tylko będzie w mojej mocy, Darcy. Wszystko.
Zdawkowy, niechętny uśmiech pojawił się na twarzy Darcy’ego, gdy usłyszał natychmiastową zgodę Bingley’a, wziął głęboki wdech.
- Chciałbym, żebyś dał pułkownikowi Forster’owi jasno do zrozumienia, że jego nowy oficer nie jest mile widziany na balu.
Zaskoczenie i powątpiewanie na twarzy Bingley’a kazało mu się spieszyć.
- Jestem świadom, w jakiej cię to stawia sytuacji, mogę tylko z głębi serca prosić o wybaczenie. Nie mogę wszystkiego ci wyjaśnić, poprzestańmy na tym, że od dawna znamy się z porucznikiem Wickham’em, jego ojciec był moim rządcą, a on sam odpłacił się mojej rodzinie za hojność w ohydny sposób, co na zawsze nas podzieliło.
- Na niebiosa, Darcy! Czy Forster wie, że przyjął na oficera takiego łajdaka?
- Bez wątpienia z czasem się dowie. Wickham zawsze w końcu pokazywał swoją prawdziwą twarz, ale jego maniery są tak przymilne, zdolność do wkradania się w czyjeś łaski tak zadziwiająca, że krzywda jaką wyrządza, staje się zanim ofiara zda sobie z tego sprawę.
Ściągnięte brwi i wymowne milczenie Bingley’a dało Darcy’emu do zrozumienia, że osiągnął swój zamiar.
- We wszelkich innych sprawach postąpisz z Wickham’em tak, jak uważasz za stosowne. Tylko w związku z tym balem proszę cię o spełnienie mojego życzenia i poprawienie listy gości. Jeśli, ze względu na sąsiedztwo musisz go zapraszać lub znosić jego towarzystwo na publicznych spotkaniach, nie myśl o mnie, nikomu nie będzie mnie brakować – spojrzał w bok przypominając sobie surowy grymas na twarzy Elizabeth.
- Nie będzie nikomu cię brakować? Bzdura! Ten człowiek nie przekroczy progu mojego domu, daję ci słowo.
- Dziękuję – odpowiedział prosto, ale jego słowa zdawały się sprawić Bingley’owi przyjemność. – Bingley?
- Nic, nic! Po prostu tak rzadko mam okazję wyświadczyć ci przysługę, że nieczęsto zdarza się, byś miał powody do dziękowania mi.
Darcy niemal się uśmiechnął.
- Może powinienem w takim razie dawać ci więcej takich możliwości, skoro sprawia ci to taką przyjemność.
- Może powinieneś – zgodził się Bingley wystarczająco poważnie choć przez śmiech, by zmienić bieg myśli Darcy’ego, kiedy kierowali konie na podjazd Netherfield.
Trzykrotka - Sob 06 Sty, 2007 16:39
Pierwszaaa!!
Hmmm, mam trochę wątpliwości. Wydaje mi się, ze nie tak to było. Któryś z oficerów powiedział Elizabeth, że to sam Wickham wykręcił się od balu, a nie, ze nie został zaproszony.
Podoba mi się pomysł pieśni milosnej wyrywającej się fałszywie z piersi Bingleya. Chyba dżentelnem nie powinien zawodzić jadąc konno (a już na pewno nie powinien fałszować), ale do pana Bingleya takie niegodne ale szczere zachowanie bardzo pasuje.
Dzięki Carolice.
Maryann - Sob 06 Sty, 2007 17:28
| Trzykrotka napisał/a: | | Hmmm, mam trochę wątpliwości. Wydaje mi się, ze nie tak to było. Któryś z oficerów powiedział Elizabeth, że to sam Wickham wykręcił się od balu, a nie, ze nie został zaproszony. |
Masz rację. Sam się wymówił, po czym przyznał się Elżbiecie, że po prostu wolał nie spotkać się oko w oko z Darcym.
Ale jedno drugiemu nie przeczy.
Ania1956 - Sob 06 Sty, 2007 18:15
Podzielam wasze zdanie. Nie mógł powiedzieć Elizabet że nie dostał zaproszenia na bal bo ona by dochodziła przyczyn. Chyba świadomie wprowadził ją w błąd , miał spokój i Elizabet współczującą mu. A to szelma!!!
Ulka - Sob 06 Sty, 2007 18:39
ale znowuż Karolina powiedziała Elżbiecie, że jej brat nie mógł pominąć Wickhama zapraszając oficerów na bal, choć bardzo się ucieszył, gdy ten nie przyszedł...ja wiem, że powoływanie się na Karolinę nie jest szczytem rozsądku ale chyba wie, co robi jej brat...?....
Narya - Sob 06 Sty, 2007 19:06
Może Bingley chciał zachować w tajemnicy prośbę Darcy'ego i nie powiedział siostrze o zmianie w liście zaproszonych gości. Chciał ustrzec przyjaciela przed natarczywymi pytaniami Caroline, ktorych można się było po niej spodziewać :smile:
Trzykrotka - Sob 06 Sty, 2007 20:35
| Narya napisał/a: | | Może Bingley chciał zachować w tajemnicy prośbę Darcy'ego i nie powiedział siostrze o zmianie w liście zaproszonych gości. Chciał ustrzec przyjaciela przed natarczywymi pytaniami Caroline, ktorych można się było po niej spodziewać :smile: |
Wszystkie te wersje są możlwe, mnie jednak nie pasują do rysunku postaci. Gdyby w Netherfield przebywała Georgiana, to jasne, że Wickham musiałby być wykluczony z towarzystwa. To, że sam tchórzliwie się wycofał daje pogląd na jego pokręcony charakter i tchórzliwość. To, ze Darcy nie starał się o nie zaproszenie go też pokazuje jego dumę i bycie ponad małostkowość. Tak ja to widzę.
Maryann - Sob 06 Sty, 2007 20:49
Gdyby Georgiana była w Netherfield, to mam wrażenie, że w pięć minut po spotkaniu Wickhama Darcy by ją stamtąd zabrał pod pierwszym lepszym pretekstem. Nie ryzykowałby nawet nie jej spotkania z Wickhamem, ale nawet tego, że przypadkiem o nim usłyszy. Skoro w rok później, podczas wizyty Elżbiety w Pemberley, niejasna wzmianka o Wickhamie wprawiła Georgianę w tak wielkie zakłopotanie, to jak musiałaby zareagować tak niemal bezpośrednio po całej aferze ?
Darcy na pewno nie był małostkowy, ale moim zdaniem to nie kłóci się z tym, że poprosił Bingleya o niezapraszanie Wickhama na bal. Dla niego to nie była drobna sprawa.
Gunia - Sob 06 Sty, 2007 21:17
Ja też uważam, że mógł go poprosić o odwołanie zaproszenia. Byli w końcu zaufanymi przyjaciółmi, a Bingley jakoś musiał się dowiedzieć o tym, że Wickham skrzywdził Darcych, co potem przekazał Jane w czasie prowadzonych przez nią dociekań. A Wickham był tchórzem więc mógł albo nie doczekać informacji o Forstera z powodu wyjazdu, albo w ten sposób zostać zmotywowanym do opuszczenia balu, bo przecież gdyby mimo wszystko się pojawił, ryzyko scysji z Dracy'm byłoby spore, a chociaż Darcy milczał w związku z Georgiana, mógł przecież co nieco o jego prawdziwej osobowości powiedzieć, a to nie było pożądane.
Argument pt. "Karoline nie wiedziała" nie wiele ma do rzeczy, bo z pewnością ani Bingley, ani tym bardziej Darcy by jej nie powiedział.
Co do dumy Darcy'ego - w końcu Bingley był jego przyjacielem, nie mógł wybaczyć Wichamowi sprawy z Georgianą, a poza tym - choć by się nie przyznał - był odobinę zazdrosny o Elę, więc mógłby się do tego posunąć.
Maryann - Sob 06 Sty, 2007 21:26
A'propos dumy Darcy'ego - myślę, że w tej sytuacji ona nie miała nic do rzeczy. Kiedy chodziło o sprawy dla niego najważniejsze, Darcy - jak później udowodnił w sprawie z Lidią - potrafił schowac dumę do kieszeni i zrobić to, co musiał, żeby ratować kochaną osobę. A on Georgianę kochał bardzo, a na dodatek czuł się za nią odpowiedzialny.
Trzykrotka - Sob 06 Sty, 2007 22:02
Mogę ostatecznie odpuścić czepianie się dumy Darcy'ego, ale nadal wydaje mi się, że takie postawienie sprawy wybiela Wickhama. Potem, po liście Darcy'ego Elizabeth przypomniała sobie - na niekorzyść Wickhama, że uniknął konfrontacji nie przychodząc na bal. Sam tak wybrał. Gdyby go nie zaprosili, zaczęłyby się plotki - przecież oni tam omawiali każde najbłahsze wydarzenie w każdym z 20 domów w których bywali! Jeżeli zaproszenia nie dostał - byłby ofiarą wrednego pana Darcy, a to juz trochę osłabia jego własną wredność.
Maryann - Sob 06 Sty, 2007 22:06
| Trzykrotka napisał/a: | | Gdyby go nie zaprosili, zaczęłyby się plotki - przecież oni tam omawiali każde najbłahsze wydarzenie w każdym z 20 domów w których bywali! |
Pod warunkiem, że na przykład pułkownik Forster nie został poproszony o dyskrecję. Alboo wysłanie Wickhama z jakąś służbową sprawą do Londynu, czy gdziekolwiek...
Ale poczekajmy - może autorka sama uchyli rąbka tajemnicy ?
Ulka - Sob 06 Sty, 2007 23:50
no ba! ale w przypadku powieści w odcinkach spekulacje są nieuniknione a nawet pewnie wliczone w efekt
|
|
|