North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
GosiaJ - Wto 06 Cze, 2006 23:42
| Gosia napisał/a: | Jakie on sceny w myslach widzial z jej udzialem .. i tego drugiego |
Jak o tym myślę, i jak czytam, jak się zachował, to wydaje mi się (jestem przekonana!), że JT jest skończonym ideałem. Jak wielka musiała być jego miłość, skoro był zdolny do takiego poświęcenia, wyrzeczenia!
I love JT!
Gosia - Wto 06 Cze, 2006 23:45
Ja tez !
"Nagle zerwał się gwałtownie. Nie będzie żadnego śledztwa. Ocali Margaret. Weźmie odpowiedzialność za powstrzymanie śledztwa."[....]
Notka zawierała te słowa:
„Nie będzie śledztwa. Brak wystarczających dowodów medycznych. Proszę nie podejmować dalszych kroków. Nie widziałem się z kornerem, ale biorę pełną odpowiedzialność.”
Ale w ksiazce, o ile dobrze zrozumialam, Margaret nie przeczyta tego listu.
asiek - Wto 06 Cze, 2006 23:48
Pewnie spoooro widział... a wszystko było baaarrdzoo pikatne i dobrze wypieczone niczym wypieki GosiJ
Mimo tego, zachował klasę.... i za to kocham :grin:
Gosia - Wto 06 Cze, 2006 23:50
Czy jej obejście rzeczywiście było tak przyzwoite? Znienawidził się za myśl, która wdarła się w jego wyobraźnię, na chwilę, nie więcej, a mimo to zdołała na nowo wstrząsnąć nim dawną mocą przyciągania do jej osoby
No coz, wyglada na to ze wyobraznia u niego pracowala
basiek - Śro 07 Cze, 2006 07:05
| Gosia napisał/a: | Czy jej obejście rzeczywiście było tak przyzwoite? Znienawidził się za myśl, która wdarła się w jego wyobraźnię, na chwilę, nie więcej, a mimo to zdołała na nowo wstrząsnąć nim dawną mocą przyciągania do jej osoby
No coz, wyglada na to ze wyobraznia u niego pracowala |
Wyobraźnia i zazdrość-niebezpieczna mieszanka .Jaś jednak wychodzi z tej próby obronną ręką.
Gitka - Śro 07 Cze, 2006 09:29
Caroline, ależ piękny fragment przetłumaczyłaś.
Aga85 - Śro 07 Cze, 2006 12:27
| Gosia napisał/a: | | Ale w ksiazce, o ile dobrze zrozumialam, Margaret nie przeczyta tego listu. |
Z zaserwowanego przez Caroline fragmentu, tak wynika. Jaśko nie chciał, aby Margaretka przeczytała ten list i wcale mu się nie dziwię, ale może... jakimś cudem...? Hmm... nie pozostaje nam nic innego, jak czekac na dalsze fragmenty. Wkrótce się przekonamy .
miłosz - Śro 07 Cze, 2006 15:15
| Caroline napisał/a: | Margaret, Thornton i policjant cz. 3 (Rozdział XXXV Expiation – Pokuta s. 327)
Gdyby tylko wiedział, jak Margaret wplątała się w tę sprawę, gdyby mógł przewidzieć, że splami się kłamstwem, zdołałby ocalić ją jednym słowem, bo wszczęcia śledztwa jeszcze zeszłej nocy wisiało na włosku. Panna Hale może kochać innego, może być obojętna lub wzgardliwa, a mimo to on wyświadczy jej tę przysługę, o której ona nigdy się nie dowie. Może nie mieć do niej szacunku, ale kobieta, którą raz pokochał powinna być chroniona przed wstydem, . |
Kocham Tortona bez wzajemności :!: :!: :!: :!: :!: :!: Do nóg bym mu padała
Aga85 - Śro 07 Cze, 2006 16:41
| miłosz napisał/a: | Kocham Tortona bez wzajemności :!: :!: :!: :!: :!: :!: Do nóg bym mu padała |
Aaach... a ja bym mu tak w ramiona chciała wpaśc :oops: :oops:. Dotknąc tej jego gorącej, rozpalonej skóry :oops: :oops:
Caroline - Śro 07 Cze, 2006 18:17
Margaret, Thornton i policjant cz. 4 (Rozdział XXXV Expiation – Pokuta s. 327)
„Tak” pomyślał Watson, „to zwalnia mnie z przykrego obowiązku. Żaden z moich świadków nie był niczego pewien, oprócz tej młodej kobiety. Ona stawiała sprawę jasno i wyraźnie, tragarz na stacji widział bójkę, ale gdyby stało się konieczne wezwanie go na świadka, okazałoby się, że to nie była bójka tylko jakaś heca, a Leonards sam zeskoczył z peronu, niczego zdecydowanie nie potwierdzi. A Jennings, sklepikarz, tak, on by się nadawał, ale wątpię by udało mi się nakłonić go do zeznań pod przysięgą po tym jak usłyszał, że panna Hale zdecydowanie zaprzeczyła. Tak, to byłaby kłopotliwa i niezadowalająca praca. Teraz muszę pójść i powiedzieć im, że nie będą wzywani.”
Inspektor stawił się ponownie w domu pana Hale tego wieczora. Ojciec Margaret i Dixon próbowali przekonać ją do pójścia do łóżka, ale żadne z nich nie znało powodu, dla którego ciągle odmawiała. Dixon domyślała się prawdy, ale tylko częściowo. Margaret nikomu nie zdradziłaby tego, co zrobiła i nie wyjawiła, czym skończył się dla Leonardsa fatalny upadek z peronu. Ciekawość Dixon mieszała się więc z oddaniem dla Margaret, gdy przekonywała ją do odpoczynku, którego wyraźnie potrzebowała, jak wskazywał na to jej wygląd. Nie odzywała się, chyba że spytana, próbowała się uśmiechać w odpowiedzi na zaniepokojone spojrzenie ojca i słowa pełne czułej troski, ale zamiast uśmiechu, pobladłe usta układały się tylko do westchnienia. Był tak zaniepokojony, że w końcu zgodziła się pójść do swojego pokoju i przygotować się do snu. Skłaniała się do myśli, że inspektor nie pojawi się tego wieczora, w końcu było już po dziewiątej. Stała przy ojcu, przytrzymując się oparcia jego krzesła.
- Pójdziesz niedługo spać, prawda tato? Nie siedź tutaj sam!
Nie usłyszała jego odpowiedzi, słowa zgubiły się w dźwięku wyolbrzymionym przez jej strach i dudniącym w głowie. Niskim odgłosie dzwonka przy drzwiach.
Ucałowała ojca i popędziła po schodach na dół z szybkością, o którą nikt by ją nie posądził patrząc na nią minutę wcześniej. Odsunęła na bok Dixon.
- Nie idź, ja otworzę. Wiem, że to on. Ja… muszę dać sobie sama z tym radę.
- Jak sobie panienka życzy. – powiedziała Dixon drażliwie, ale chwilkę później dodała: - Ależ panienka nie jest w stanie, bliżej panience do martwych niż do żywych.
- Doprawdy? – powiedziała Margaret odwracając się i ukazując oczy błyszczące dziwnym ogniem, rozpalone policzki i spieczone, zastygłe usta.
Otworzyła drzwi przed inspektorem i wprowadziła go do gabinetu. Ustawiła świecę na stole i przygasiła ją ostrożnie zanim odwróciła się i stanęła przed nim twarzą w twarz.
- Zjawia się pan późno – powiedziała – Jakie wieści?
Wstrzymała oddech czekając na odpowiedź.
- Przykro mi, że sprawiłem niepotrzebnie kłopot, proszę pani, pomysł z przeprowadzeniem śledztwa został ostatecznie zarzucony. Miałem inne sprawy do załatwienia i musiałem spotkać się z kilkoma osobami, w przeciwnym razie pojawiłbym się wcześniej.
- Sprawa została więc zakończona – powiedziała Margaret – nie będzie dalszego śledztwa.
- Zdaje się, że mam przy sobie notkę od pana Thorntona – powiedział inspektor przeszukując swoje papiery.
- Pana Thorntona! – powiedziała Margaret.
- Tak, on jest sędzią… ach! tu jest!
Nie była w stanie nic przeczytać, choć miała świecę w pobliżu. Słowa rozpływały się jej przed oczami. Mimo to trzymała kartkę w ręku i wpatrywała się w nią, jakby studiowała ją uważnie.
- To dla mnie wielka ulga, proszę pani, w końcu dowody na to, że ten człowiek został w ogóle uderzony były tak niepewne, a gdyby pojawiła się kwestia identyfikacji ogromnie skomplikowałoby to sprawę, jak powiedziałem panu Thorntonowi…
- Pan Thornton! – powtórzyła Margaret.
- Spotkałem go dziś rano, gdy właśnie opuszczał państwa dom, a ponieważ znamy się od dawna, poza tym był sędzią, który widział Leonardsa tamtej nocy, pozwoliłem sobie podzielić się z nim moim kłopotem.
Margaret westchnęła głęboko. Nie chciała słyszeć nic więcej, obawiała się nie tylko tego, co już usłyszała, ale tego, co mogłaby jeszcze usłyszeć. Chciała, by ten człowiek już sobie poszedł. Zmusiła się do mówienia.
- Dziękuję, że pan się fatygował. Jest już bardzo późno. Chyba po dziesiątej. Ach! Pańska notka! – kontynuowała nagle zrozumiawszy, po co inspektor wyciąga rękę. Składał już kartkę, gdy powiedziała:
- Pismo jest tak zwarte i nieczytelne. Nie mogłam go zrozumieć, czy mógłby mi pan to przeczytać?
Przeczytał na głos.
- Dziękuję. Powiedział pan panu Thorntonowi, że nie było mnie tam?
- Oczywiście, proszę pani. Przykro mi, że zadziałałem pod wpływem informacji, które okazały się fałszywe. Młody człowiek był tak pewien swego, teraz mówi, że od początku miał wątpliwości, ma nadzieję, że ta pomyłka nie skłoni państwa do porzucenia ich sklepu. Dobranoc madame.
- Dobranoc – zadzwoniła po Dixon, by odprowadziła go do drzwi. Kiedy Dixon wracała Margaret minęła ją szybko w przejściu.
- Wszystko jest w porządku – powiedziała nie patrząc na nią i aby uniknąć jakichkolwiek pytań wbiegła po schodach, weszła do sypialni i zaryglowała drzwi.
Gosia - Śro 07 Cze, 2006 18:29
Czyli jednak przeczytala
No to efekt piorunujacy
"Margaret westchnęła głęboko. Nie chciała słyszeć nic więcej, obawiała się nie tylko tego, co już usłyszała, ale tego, co mogłaby jeszcze usłyszeć."
Czego bala sie uslyszec ?
Gosia - Śro 07 Cze, 2006 18:34
Caroline, to Thornton byl sedzia ?
Caroline - Śro 07 Cze, 2006 18:43
| Gosia napisał/a: | | Caroline, to Thornton byl sedzia ? |
Już tłumaczę. Mamy tu pewnien zgryz translatorski z Ali. Chodzi o słówko "magistrate", odpowiednikiem jest sędzia pokoju, urzędnik administracyjno-sądowy. Tłumaczymy to zazwyczaj "urzędnik", zresztą jak dotąd nie miało to większego znaczenia dla akcji (Thornton np. szedł na spotkanie z innymi "magistratami", albo jego matka chwaliła się, że pełni taką funkcję).
W tym fragmencie ważne jest to, że to właśnie on odbierał ostatnie zeznanie od Leonardsa, wezwano go jako "magistrata" - sędziego pokoju.
Gosia - Śro 07 Cze, 2006 18:46
Aha ! Juz rozumiem, bo caly czas myslalam o nim jako o urzedniku, ale troche mi sie klocilo to z tym, ze mogl tak zamknac w sumie usta policjantowi i zakonczyc cala sprawe jedna notka.
Ale skoro byl sedzia pokoju, to pewnie mogl.
Margare czyta notke Thorntona:
Reakcja Masona (w ksiazce Watsona):
asiek - Śro 07 Cze, 2006 20:40
To wyczekiwanie na policjanta musiało być dla Margaret dotkliwą torturą. Ależ jej się dostaje od życia ...
Tak się zastanawiam co by Thornton zrobił, gdyby nie słyszał rozmowy lekarzy o prawdopodobnej przyczynie śmierci Leonards'a... czy również by zaryzykował i uniemożliwił prowadzenie śledztwa ? Mam wątpliwości...
izek - Śro 07 Cze, 2006 21:08
cudnie się to czytało
bez komentarzy, bo muszę ochłonąć
Gosia - Śro 07 Cze, 2006 21:47
Chyba jednak by zaryzykowal.
Czego sie nie robi z milosci
GosiaJ - Śro 07 Cze, 2006 23:00
Ta dodatkowa funkcja urzędowa Thorntona świadczy o tym, jak wielkim darzono go szacunkiem w Milton. To jednak dość niespotykane, jak na tak młodego jeszcze przecież człowieka.
Margaret dostaje teraz kolejne ciosy. Podziwiam jej siłę. Thornton też musiał ją podziwiać. Chociaż teraz będzie jej wyjątkowo trudno. Już wie, że on wie, że ona skłamała. Nie może nic powiedzieć.
John ciągle jest blisko niej, prawda? To wysyła powóz na pogrzeb, to załatwia tę sprawę, to odwiedza ojca... Ciągle przy niej, mimo że na drugim planie.
Gosia - Śro 07 Cze, 2006 23:08
Widze Gosiu, ze jednak zostalas przy Margaretowym avatarku
W sumie jak tak pomyslec, to niezle Gaskell wykombinowala, ze zrobila go w dodatku urzednikiem-sedzia, co to mogl stac sie paniem-zycia-i-smierci (cywilnej of course)Margaret w tym momencie i najwyzsza wyrocznia
GosiaJ - Śro 07 Cze, 2006 23:20
| Gosia napisał/a: | Widze Gosiu, ze jednak zostalas przy Margaretowym avatarku
W sumie jak tak pomyslec, to niezle Gaskell wykombinowala, ze zrobila go w dodatku urzednikiem-sedzia, co to mogl stac sie paniem-zycia-i-smierci (cywilnej of course)Margaret w tym momencie i najwyzsza wyrocznia |
Tak, to go czyni jeszcze doskonalszym, prawda? Taki facet, który może wszystko (prawie). I mógłby ją pogrążyć oczywiście, ale tego nie robi - z miłości.
Zwróciłaś uwagę, że pismo w notce jest nieczytelne? Wydaje mi się, że to z emocji...
PS. Zostałam przy imienniczce - Jaśka sobie urodzinowo wrzucę
Gosia - Śro 07 Cze, 2006 23:24
No wiesz, ona z emocji przeczytac nie mogla, ale policjant jednak dal rade
GosiaJ - Śro 07 Cze, 2006 23:31
| Gosia napisał/a: | No wiesz, ona z emocji przeczytac nie mogla, ale policjant jednak dal rade |
Ale myślę, że Jaśko też nie był spokojny, kiedy to pisał. Wyobrażasz sobie, jakie nim uczucia nim targały?
Gosia - Śro 07 Cze, 2006 23:35
Oj wyobrazam sobie
Co on tam myslal o niej, ale milosc zwyciezyla.
Dlatego tak go kochamy
GosiaJ - Śro 07 Cze, 2006 23:38
Kochamy, kochamy... bezwarunkowo Już nie mogę się doczekać, co też jutro będzie w kolejnym odcinku
Gosia - Śro 07 Cze, 2006 23:41
Moze rozmowa z matka ? Nie chyba jeszcze nie teraz ...
|
|
|