To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałem...

Matylda - Nie 03 Wrz, 2006 08:48

Niedawno obejrzałam komedie POZNAJ MOICH RODZICÓW
Obśmiałam się bardzo. Świetne kreacje Hoffmana , Streisand i de Niro
Jak się chcecie trochę rozerwać to przy tym filmie to się uda
Swoją drogą bardzo zazdroszczę filozofii życiowej filmowej pary Streisand i Hoffman

Vasco - Nie 03 Wrz, 2006 09:59

Szkoda, że Ziemia niczyja ma niewiele wspólnego z prawda... O ile pamietam zlym ze sztabu byl Anglik, a dobrym Francuz...
Kaziuta - Nie 03 Wrz, 2006 23:44

Własnie skończyłam oglądać "Dom nad jeziorem" z Sandrą Bullock i Keanu Reevesem. Film dziwny i właściwie trudno powiedzieć, czy mi sie podobał czy nie. Nie chciałabym sie tu rozpisywać nad fabułą aby nie psuć przyjemności tym, którzy jeszcze nie oglądali, wolę chyba jednak uczucie bardziej realne. Bardzo pobobała mi sie S.Bullock nareszcie nie w roli postrzelonej trzpiotki.
Agn - Pon 04 Wrz, 2006 00:17

Vasco napisał/a:
Szkoda, że Ziemia niczyja ma niewiele wspólnego z prawda... O ile pamietam zlym ze sztabu byl Anglik, a dobrym Francuz...


Anglik i Francuz na Bałkanach? Jaki sztab? Na pewno mówimy o tym samym filmie?

Gitka - Pon 04 Wrz, 2006 12:04

Kaziuto, w "Domu nad Jeziorem" fajne jest nawiązanie do książki Jane Austen "Perswazje", prawda?
Ja się trochę na filmie zawiodłam, oglądałam wersję pierwotną Siworae (2000) i muszę powiedzieć,że chyba była lepsza.
Bardzo lubię Sandrę, ale tutaj wydawała mi się trochę, no jakby to napisać "zbyt dojrzała".
Ale w sumie film warto na pewno obejrzeć.

Gunia - Pon 04 Wrz, 2006 14:08

A ja obejrzałam "Gosford Park". Musiałam niektóre fragmenty powtarzać, żeby zrozumieć, ale warto było. :D
Anonymous - Pon 04 Wrz, 2006 15:44

Ja lubię "Gosfrod Park" za to, że nie do końca łapię się kto, kiedy i dlaczego - dzięki temu mogę oglądać kilka razy i mi się nie nudzi ;) .
Gunia - Pon 04 Wrz, 2006 15:47

A czy w końcu wyjaśniono, kto otruł Sir Williama, czy nie?
Alison - Pon 04 Wrz, 2006 18:28

Nie pamiętam co było z sir Williamem, ale chciałam Wam polecić dziś na Jedynce "Wpływ księżyca". Strasznie ten film lubię, jest taki sympatyczny w każdym calu i ma taką ciepło-domową atmosferę.
Uwielbiam scenę spotkania pod operą - ona po fryzjerze w czerwonych szpilkach, a on nieoczekiwanie w smokingu. I to jego oczarowane spojrzenie i brak tchu z wrażenia ;-) On i Ona to Nick Cage i Cher. Uwielbiam ją jako aktorkę, nie mogę jej tylko strawić w wydaniu koncertowym, w kostiumach ze sznurków, rajstop i skórzanych pasków ;-)

Harry_the_Cat - Pon 04 Wrz, 2006 18:47

Gunia napisał/a:
A czy w końcu wyjaśniono, kto otruł Sir Williama, czy nie?


No otruła go ta główna służąca - gospodyni (nie pamiętam, jak sie nazywała), a potem tym nożem to Robert!

Agn - Pon 04 Wrz, 2006 18:47

Gunia napisał/a:
A czy w końcu wyjaśniono, kto otruł Sir Williama, czy nie?


Oczywiście, że tak!

SPOILER!!!
<--- dla tych, co filmu nie widzieli, a nie chcą sobie niczego psuć

Otruła go pani Wilson (Helen Mirren).

Vasco - Pon 04 Wrz, 2006 21:29

Agn: w sztabie wojsk ONZ
Agn - Wto 05 Wrz, 2006 09:17

Khem... no tak, jak się szuka Anglika między główną trójką, to tak jest... :P

No to co ja jeszcze widziałam? Rozpustnika z Johnnym D. Całkiem niezły, fajnie zrobiony, chociaż oklaski na końcu są tak oklepane już, że mogli sobie to darować. Nieważne, że oklaskują dzieło Rochestera (czyli aktorkę). Po prostu... mogli. No i sam Johnny - za bardzo sparrowaty. Serio! Momentami robił miny i mówił ze swadą typową dla Jacka Sparrowa. To mi trochę przeszkadzało. Poza tym - film godny polecenia.

No i wczoraj jeszcze, w ramach odprężenia, obejrzałam sobie (po raz stutysięczny zresztą) Robin Hood - faceci w rajtuzach. Strasznie śmieszy mnie ten film, szczególnie Szeryf z Rotingham.
Cytatami mogę się przerzucać.
"Masz na imię Marvin?!" (i wszyscy w śmiech)
"Króla legalnie lesić polowasem dziko jest na nie!" tudzież "Mienił się zakrólić zabitego śmienia"
(oraz wersja angielska: "King illegal forest to pig wild kill in it a is!" + "He darled to kill king's dare").
etc. etc.

Caroline - Wto 05 Wrz, 2006 20:01

Vasco, o co chodzi z tym złym Anglikiem i dobrym Francuzem, bo nie czaję? Dla mnie ci goście byli po prostu przedstawicielami nieudolnego ONZ, jeden wrednym drugi nie, narodowość nieważna. Oświeć mnie proszę na czym polega błąd, bo nie jestem biegła w historii współczesnej. :? :
Vasco - Śro 06 Wrz, 2006 12:47

To wlasnie Francuzi byli tymi, ktorzy poza przyjazdem do Bosni najchetniej nie kiwneliby palcem. Jak tylko pojawial sie pomysl jakiejs interwencji, ktorej mieliby dokonac zolnierze ONZ, to Francuzi od razu proponowali jakies konsultacje, mediacje a Serbowie w tym czasie robili swoje...

Francuzi byli koproducentami filmu, wiec to co zobaczylem specjalnie mnie nie dziwilo. Dziwil tylko brak reakcji na ewidentne przeklamania...

Gunia - Śro 06 Wrz, 2006 12:52

Agn napisał/a:
Gunia napisał/a:
A czy w końcu wyjaśniono, kto otruł Sir Williama, czy nie?


Oczywiście, że tak!

SPOILER!!!
<--- dla tych, co filmu nie widzieli, a nie chcą sobie niczego psuć

Otruła go pani Wilson (Helen Mirren).

Acha. Bo ja mam spowolniony zaskok i w końcu nie wiedziałam. :) Dzięki Harry i Agn. :*

Agn - Śro 06 Wrz, 2006 15:56

Vasco napisał/a:
Francuzi byli koproducentami filmu, wiec to co zobaczylem specjalnie mnie nie dziwilo. Dziwil tylko brak reakcji na ewidentne przeklamania...


Wobec takiej historii to, co robili Francuzi jest sprawą drugorzędną. A przy tak mocnym zakończeniu naprawdę Francuzi, Anglicy czy jeszcze inny naród to ostatnia rzecz, jaka mnie interesuje. Najbardziej obchodzi los człowieka. I to, co się dzieje w okopach. Wybielanie zawsze było stosowane w kinie. Amerykanie robią to non stop, jeśli zrobili to i Francuzi - cóż, film to nie podręcznik do historii. Jeśli ktoś chce dociec prawdy, to sięga po podręcznik. Poza tym krytycy (te parszywe robale) i widzowie ocenili film jako dzieło. Zasadniczo historyka czy kogoś, kto ma na dany temat kręćka, zapewne to razi, widza przeciętnego - nie. I nie ma w tym nic złego. Gdyby tak było, wtedy powinniśmy np. zbojkotować Gladiatora czy inne filmy, które jako dzieła filmowe są świetne, natomiast z historią mają wspólnego tyle, co mniej więcej umiejscowienie w odpowiednich czasach.

Anonymous - Śro 06 Wrz, 2006 19:28

A ja popieram Vasco. Dla mnie historia opowiedziana jest wazna, ale historia właściwa nie jest nigdy poboczna. Właśnie jest to ważna sprawa. Nie mówimy o historii starożytnej, a jak najbardziej współczesnej, która została celowo sfałszowana na "zamówienie" producenta. Gdyby Niemcy zrobili film o losach rodziny zydowskiej podczas II wonie światowej, gdzie byliby dobrzy Niemcy ratujący naród żydowski i Anglicy dokonujący eksterminacji, to czy takie fałszerstwo nie deklasowałoby filmu? Dla mnie byłoby to szyderstwo, albo uproczywa próba usprawiedliwienia się. I los człowieka w tym filmie również byłby dla mnie fałszywy. Cóz, Erika Steinbach też podobno robiła świetne filmy, była doskonałym fachowcem. A jakoś mnie nikt nie przekona, że są to dzieła wielkiego formatu.

Porównanie do Gladiatora jakoś też mi nie pasi. Jak dla mnie Gladiator do świetnych filmów nie należy. Rewelacyjne efekty - fakt. Ukłony technikom. Poprawna gra aktorska, no skłaniałabym się do dobrej reżyserki, ale arcydzieło? W żadnym wypadku. Królestwo Niebieskie takoż. I nawet nie ze względu na walory historyczne (czy ich brak - Kommodus lekceważony przez ojca? To jakby we Władcy Arwen była nienawidzona przez Elronda - dla dramatyzmu akcji - aż zeby bolą od zacikania, bądź zgrzytania), ale przede wszystkim przez taki sobie, tendencyjny i schmatyczny scenariusz. W połowie filmu wiedziałam jakie bedzie zakończenie. Żadnego zaskoczenia, żadnego wrażenia na mnie nie zrobiły (no może poza Bloomem, który zrobił na mnie wrażenie swoimi dialogami. Że takie skąpe).

Agn - Śro 06 Wrz, 2006 19:32

Aine, to że ci się Gladiator nie podobał, nie deklasuje tego filmu jako dzieła samego w sobie. Nie mówię, że to świetnie, że przekłamali historię, ale jako widz oceniam film tylko jako film. Wyłączam sobie tryb "prawda czy nie?", bo nie mogłabym obejrzeć ŻADNEGO filmu, bo by mi się ciśnienie podnosiło.

No dobra, nieważne. Właśnie skończyłam oglądać Apartament (ten francuski). Jestem pod takim wrażeniem tego filmu, że aż mi się ręce trzęsą. Mogę tylko powiedzieć jedno: Nimloth, jesteś aniołem! :***

Anonymous - Śro 06 Wrz, 2006 20:36

A ja ostatnio oglądnełam sobie Spacer po linie I oczywiście mam uwagi (a jakże :D ) Właściwie wyłącznie do Phoenixa. Chodząca tragedia. ja rozumiem, że zagrał osobę uzależnioną od narkotyków, ja rozumiem że próbował naśladować mimikę. Ale na Jowisza, on wyglądał jakby uciekł z zakładu dla obłąkanych !!!!
jednak zrobił na mnie wrażenie jego głos. Specjalnie dzisiaj porównywałam The Jacksons z oryginalnym wykonaniem. I wiedziałam, że w filmie śpiewali Phoenix i Reese, a mimo to nie słyszałam różnicy (no może poza tym, że Reese i Cash maja lepszy głos. Ale w przypadku Reese, to pewnie oczyszczone komputerowo ;P)
Ogólnie historia dająca z jednej strony nadzieję, ze niezależnie od wszystkiego, gdzieś tam jest ta druga połowa. I nie należy rezygnować z szczęscia ze strachu przed oparzeniem się. Bo może akurat tym razem to będzie TEN jeden jedyny?
Historię June i Johnyego znałam od dziecka, ale dopiero teraz tak naprawdę do mnie dotarła.

Agn - Śro 06 Wrz, 2006 21:26

Phoenixa b. b. lubię... ale Eru, jak ja nie cierrrrpię biografii! Podchodzę do tego zazwyczaj jak pies do jeża. Zdarzają się wyjątki (typu Rozpustnik), ale ogólnie biografie lecą na jedno kopyto.
A czemu uważasz, że głos Reese został oczyszczony komputerowo? Słychać to?

Anonymous - Śro 06 Wrz, 2006 21:41

ot złośliwość :D Po prostu jakoś tak czysto i dzwięcznie zaśpiewała. Zbyt czysto. Phoenix puścił kilka nieczystych, ale nieznacznie. Można je wychwycić jedynie po bardzo wnikliwym wsłuchaniu się. Ale zagrał makabrycznie. tzn nie wiem kogo zagrał, ale na pewno nie był to Johny Cash.

Ja biografie lubię. Książkowe również. Co jak co, jest to jedna z głównych źródeł wiedzy historyka. Mozna się dowiedzieć wiele z różnych dziedzin, że o ploteczkach już nie wspomnę :D

Agn - Śro 06 Wrz, 2006 22:09

Hmm, nie znam możliwości głosowych Reese, ale niektórzy tak śpiewają. Weźmy pod lupę Miśkę Pfeiffer. Do dziś nie mogę jej wybaczyć, że jednak tej płyty nie nagrała. Wiedźma! :evil:
Anonymous - Śro 06 Wrz, 2006 22:16

a podobno zaproponowano duetowi W&P nagranie płyty. Ale nie wiem już czy się zgodzili.
Fakt, Michelle ma taki ładny, delikatny głos, ale za to na otarcie łez masz Paris Hilton :twisted:

przecinek - Sob 09 Wrz, 2006 18:16

Z filmu „Spacer po linie” najbardziej lubię scenę początkową, ten narastający dźwięk rytmu, który wytupują więźniowie. Robi wrażenie zwłaszcza przy dobrym nagłośnieniu. Potem z treścią jest coraz gorzej, ale wychodząc z kina, ma się tę lekkość i nadzieję, że prawdziwą miłość można znaleźć, nawet w bardzo niesprzyjających warunkach.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group