Filmy - Powiew Orientu
Trzykrotka - Wto 06 Lip, 2010 14:33
O, rzeczywiście, pączuś! Ale może nadrabia gwałtowne schudnięcie z czasów aresztowania. Bardzo jestem ciekawa, jak wypadł w programie. Pamiętam, że w Milionerach był bardzo nieśmiały.
Wiecie, że Shahid kręci film z Sonam Kapoor w Szkocji? Blisko
Ale piszą, że nadwerężyl sobie kręgosłup
http://www.filmfare.com/a...tland-1172.html
Na pociechę: zdjęcia z Milenge Milenge
http://www.glamsham.com/m...tills/856/1.htm
A tu: z Aishy (czyli ichniej Emmy). Podoba mi się uśmiech Abhaya Deola
http://glamsham.com/movie...ills/1343/1.htm
Admete - Wto 06 Lip, 2010 16:04
Aishe obejrzę na pewno - najwyżej będę krytykować
Irm - Wto 06 Lip, 2010 20:36
| Trzykrotka napisał/a: | Mam do obejrzenia Namastey London z nimi - i już się boję, po doświadczeniach z weekendu. Nacięłam się na coś pod tytułem De Dana Dan i skusiłam - że Akshay, że Katrina, że reżyser Billu
Olaboga.... trzymajcie się od tego na kilometry. Film miał być chyba tak zwaną "zwariowaną komedią," a jest odmóżdżaczem dla ... nie będę się wyrażać. Moja sympatia dla Akshaya leci na łeb na szyję. |
NL jest bardzo przyzwoitym filmem i nie jest to typ wariackiej komedii. Akshay ma tam trochę ciapowatą rolę, ale bardzo stonowaną. Katrina zaś po raz pierwszy mówi z nim własnym głosem. Generalnie nie ma się czego bać
Z wariackich komedii Akshaya to ostatnio bardzo mi się spodobało "Singh is Kinng" ("Król z przypadku"), pokazywane na Epelpolowskim festiwalu, który powinien się jakoś niedługo na DVD ukazać. I bardzo dobrze, bo czekam na niego niecierpliwie - gagi są zabawne i sensownie połączone, a Katrina bardzo naturalna (w pozostałych rolach, niezależnie kogo gra, jakaś sztuczna mi się wydaje) i świetnie razem wypada z Akhsyayem. To po tym filmie przekonałam się do Akshaya, którego wcześniej mocno nie lubiłam, więc o czymś to świadczy
Trzykrotka - Wto 06 Lip, 2010 21:27
| Irm napisał/a: | Z wariackich komedii Akshaya to ostatnio bardzo mi się spodobało "Singh is Kinng" ("Król z przypadku"), pokazywane na Epelpolowskim festiwalu, który powinien się jakoś niedługo na DVD ukazać. I bardzo dobrze, bo czekam na niego niecierpliwie - gagi są zabawne i sensownie połączone, a Katrina bardzo naturalna (w pozostałych rolach, niezależnie kogo gra, jakaś sztuczna mi się wydaje) i świetnie razem wypada z Akhsyayem. To po tym filmie przekonałam się do Akshaya, którego wcześniej mocno nie lubiłam, więc o czymś to świadczy |
No to mamy zupełnie inny gust . Przecierpiałam Singh Is Kinng okrutnie. Po pierwszym gagu z ganianiem kurczaka, który był fajny, zaczął się ból zębów, ból tyłka i ból zlasowanego mózgu. Katrina miała do roboty jedynie kręcenie pupą i ładne się prezentowanie, scenariusz był przesłodzono-głupi i tylko szkoda mi było udziału Sonu Sooda, Oma Puri i Kiron Kher w takim pasztecie.
Jak się głębiej zastanowię, to z wariackich komedii Akshaya podobał mi się Bhool Bhulaiya. A jego samego lubię, tylko kopnełabym go w tyłek za wybór filmów.
Irm - Wto 06 Lip, 2010 22:21
| Cytat: | No to mamy zupełnie inny gust . | Na to wygląda;)
Mnie się akurat pościg za kurą średnio podobał, a Katrina była fajna właśnie dlatego, że nie usiłowała grać, tylko była sobą :]
BB nie widziałam, ale może się skuszę, bo tytułowej piosenki słucham od dawna i bardzo lubię Vidyę i chętnie bym z nią coś zobaczyła. Z jego nowszych dokonań to mnie Housefull interesuje, głownie dlatego, że gra tam m.in Deepika.
| Cytat: |
A jego samego lubię, tylko kopnełabym go w tyłek za wybór filmów. |
A raczej indyjską publiczność, która nie chce go oglądać w niczym innym, jak tylko w komediach. Z bardziej poważnych wcieleń Akshaya to to wygląda intrygująco. Chociaż z wąsami to on wyjątkowo średnio wygląda.
BeeMeR - Wto 06 Lip, 2010 22:44
| Irm napisał/a: | | Z bardziej poważnych wcieleń Akshaya to to wygląda intrygująco. | O! to mnie zainteresowałaś
Za Singh is king dziękuję, nie
Trzykrotka - Wto 06 Lip, 2010 23:35
| Irm napisał/a: | | A raczej indyjską publiczność, która nie chce go oglądać w niczym innym, jak tylko w komediach.. |
Publiczność jednak można choć próbować sobie wychować. Może i nie jest łatwo, nawet Aamir się pośliznął na Managal Pandeyu, ale na dłuższą metę jakoś to procentuje. Akshaya akurat się czepiam, bo to dobry aktor, którego zadowala byle co. A już syndrom Katriny to jest coś, czego nie pojmuję. Dziewczyna jest obecnie niekwestionowaną gwiazdą nr 1. Inne na taką pozycję musiałyby ciężko pracować. Ona nie umie grać, mówić w hindi, przeciętnie tańczy... ale Indusi się ślinią na jej widok. I to już wystarczy
No ale w końcu można omijać filmy z jej udziałem
Irm - Śro 07 Lip, 2010 00:13
| Trzykrotka napisał/a: | | Publiczność jednak można choć próbować sobie wychować. |
Tylko trzeba chcieć, a Akshayowi chyba się nie do końca chce. Aamir dopiął swego i teraz jej synonimem dobrego, nie tylko komercyjnego, ale także ambitnego kina. SRK też się stara, np. podejmuje role odmienne niż te, do których przyzwyczajona jest publiczność jak w CDI czy MNIK) a Akshya niet. Mógłby jednak.
| Trzykrotka napisał/a: | A już syndrom Katriny to jest coś, czego nie pojmuję. Dziewczyna jest obecnie niekwestionowaną gwiazdą nr 1. Inne na taką pozycję musiałyby ciężko pracować. Ona nie umie grać, mówić w hindi, przeciętnie tańczy... ale Indusi się ślinią na jej widok. I to już wystarczy |
Mniej jej fenomen fascynuje, ale podejrzewam, że wszystko się skupia na tym, że jest ładna i jasna.
| Trzykrotka napisał/a: | No ale w końcu można omijać filmy z jej udziałem | To jest jakieś rozwiązanie
To, co mnie ostatnio coraz bardziej wkurza w Bollywood to koszmarna klikowość (kastowość ?) tego środowiska - jeśli się nie należy do znanej/dużej rodziny filmowej to właściwie nie ma się szans. Szaruk, Akshay czy Katrina są tylko wyjątkami potwierdzającymi regułę. Kto jest jest teraz na topie z młodych aktorów? Imran, Ranbir, Sonam, Abhay (nawet jeśli wybiera produkcje mniej komercyjne), Kareena. Wszyscy wywodzą się z aktorskich klanów. Na karierę ma się jeszcze szanse, jeśli jest się modelką(elem) lub jakąś byłą miss. Nie neguję tego, że ci ludzie wkładają dużo pracy w to, by się dostać na szczyt (nie wszystkim się to w końcu udaje), chodzi mi o to, że innym właściwie nie daje się realnych szans na zaistnienie. Smutne to. Wkurzające też po trochu, bo w filmach przewijają się te same twarze. Np. Karan (wiem, wiem, to osobny przypadek ), nakręcił film z Kajol i SRK, teraz wypuszcza IHLS z Imranem i Sonam, a potem remake Stepmom z Kajol, Kareeną i Arjunem. I o czym czytam dzisiaj na jednym z portali? Że prawdopodobnie nakręci film z Imranem i Kareeną. A inni aktorzy? Np. taka Kangana czy Minisha (też modelki zresztą)? One też są zdolne. Nie wiem, czy tak samo było w latach 90., że główne filmy obstawiali ci sami aktorzy, pewnie tak, ale teraz to mnie jakoś szczególnie uderza.
Uff, ulżyło mi, postaram się już więcej swojej frustracji nie wylewać
Trzykrotka - Śro 07 Lip, 2010 00:52
| Irm napisał/a: | | innym właściwie nie daje się realnych szans na zaistnienie. Smutne to. |
No owszem tak jest. I raczej sie nie zmieni - publiczność sama z siebie jest bardziej zainteresowana tym, jak wypadnie na ekranie syn tego, czy siostrzenica owego, niż ktoś kompletnie nieznany i nowy. Ale jednak można. Syn czy córka znanych i kochanych nie mają otwartej drogi do kariery, tylko debiutu. Co z tym zrobią potem... Harman Baweja przepadł, mimo pierwszego filmu jak z marzeń. Dla Eshy Deol mama musiała założyć firmę producencką i wziąć się do reżyserii, bo dziewczęciu siadła kariera, Abhishkowi się nie wiedzie... To pierwsze z brzegu przykłady. Oczywiście, za każdą taką niepewną gwiazdą jutra stoją setki być może zdolniejszych, bardziej wartych tego, żeby błyszczeć na ekranie. Ale niestety, ta branża tak ma, a Bollywood czy Kollywood wcale nie ma na to monopolu. Popatrz na legendarnych nowojorskich kelnerów - każdy po pracy goni na przesłuchanie - ilu się udaje?
A że te same twarze - to małe środowisko jak na ilość filmów, które sie kręci. No i - jak sama powiedziałaś - publiczność decyduje. Publiczność, czyli box-office. Nie od dziś wiadomo - to gwiazdy wabią do kina. Chyba nigdy nie było inaczej, a już na pewno nie będzie, póki pierwszą informacją, jaka podaje się przy każdym filmie jest, jakie miał otwarcie i ile zarobił w pierwszym - drugim-trzecim tygodniu wyświetlania. I to też nie bollywoodzki wynalazek. A niby dlaczego Hollywood remake'ami stoi, a gwiazdy zatrudnia się do grania w kółko tych samych postaci?
Wszyscy lubią czepiać się Karana, ale przecież jeśli choć trochę się wgryźć w wyliczanki obsadowe, choćby na imdb, to widać, że każdy reżyser ma swój zestaw ludzi do grania. Mani Ratnam ostatnio upodobał sobie Bachchanów, RGV ma swoich, Bhansali kocha Ash i Salmana... Przecież to dość zrozumiałe, że lepsze wyniki pracy osiąga się pracując z ludźmi, którzy znają twój rytm, rozumieją polecenia, a przede wszystkim - pasują do twojej wizji. A Karan nie ma w planach reżyserii - tylko produkcje. Pewnie jego reżyserzy sami wiedzą, z kim chcieliby nakręcić swoje filmy...
Trzykrotka - Śro 07 Lip, 2010 13:55
Gwiazdy kibicują. Na twitterze wymieniają poglądy na grę drużyn i przewidywania meczowe. Lara Dutta wczoraj w Kapsztadzie dęła w wuwuzele dla Holandii
Shahrukh z rodziną przyleciał do Johanesburga na mecz. Żali się, że żona nie chce założyć piłkarskiego t-shirta i pisze, że jest zimno! . Bedzie dopingował Niemcy. Ma stamtąd masę fanów.
BeeMeR - Śro 07 Lip, 2010 15:40
LKD - Sanjay Dutt
Sanjay nie wygląda najlepiej, ma ogromnie smutne oczy, ale jest przeuroczy. Poznajemy nieco jego ulubione Lucknow, cioteczkę i rodzinne zdjęcia.
Lucknow widzimy też, gdy nam pokazują zawodników - trzech panów, klejących i sprzedających latawce
Jakoś to nie po kolei szło, ale fanów też widzimy - jak skaczą, tańczą, pakują, krzyczą i pokazują pamiętniczki z Sunjayowymi wycinkami Munbnabhai rulez
Ale najżywsza część przed nami - niepozorny chłopaczek który wygrał okazuje się wulkanem energii i młodzieńczego zapału i szczęścia - tak naturalnego, nieskrępowanego, dalekiego od wystudiowanych gestów srebrnego ekranu - robi opad szczeny, pad do stóp Sanjaya, uściski na misia - także dla Karana, że mu umożliwił spotkanie z idolem aż i Sanjay się rozchmurza i śmieje w głos. Tacy fani są superowi
Pomoc - dla schorowanej rodziny
BeeMeR - Śro 07 Lip, 2010 15:57
| Trzykrotka napisał/a: | Shahrukh z rodziną przyleciał do Jahanesburga na mecz. Żali się, że żona nie chce założyć piłkarskiego t-shirta i pisze, że jest zimno! . Bedzie dopingował Niemcy. Ma stamtąd masę fanów. | Myślę, że ci "niemieccy" fani to w dużej mierze Polacy, którzy jeżdżą na Berlinale
| Irm napisał/a: | Uff, ulżyło mi, postaram się już więcej swojej frustracji nie wylewać | Ależ wylewaj ile chcesz i potrzebujesz - pożalimy się razem
Trzykrotka - Śro 07 Lip, 2010 16:19
| BeeMeR napisał/a: | Myślę, że ci "niemieccy" fani to w dużej mierze Polacy, którzy jeżdżą na Berlinale |
To też, ale przede wszystki to ci, którzy wykupują masowo dvd z filmami, wydają własne czasopismo po niemiecku i i dla których opłaca się sprowadzać do normalnej dystrybucji bollywoodzkie filmy. Kiedy my osiągnięmy taki etap?
Na to to i ja mam ochotę ponarzekac.
Admete - Śro 07 Lip, 2010 16:22
Nie jestem pewna czy kiedykolwiek osiągniemy...Ostatnio na grillu, jak wspomniałam o filmach hinduskich, że sobie w wolnym czasie pooglądam, to znów usłyszałąm pytanie o kicz. Czy to nie jest dla mnie za bardzo kiczowate? A ja na to, że nie bardziej niż liczne hollywodzkie kicze
Trzykrotka - Śro 07 Lip, 2010 21:53
Taaaak... chciałabym, żeby mi pokazać 3 elementy kiczowate w takim na przykład Kaminey. A nam pozostaje się cieszyć, że do Berlina nie jest zbyt daleko
Edit: z Durbanu

Młody ma piękne usta
Admete - Śro 07 Lip, 2010 23:03
Młody fajnie wygląda. Ja już nie mam ochoty tłumaczyć, że Bollywood ma tak samo jak inne kimatografie - różne filmy, dobre i złe, jak wszędzie i że jest obecnie bardzo nowoczesny. Aż za bardzo czasami.
Caitriona - Śro 07 Lip, 2010 23:26
Młody zabardzo zarośnięty, ale tata wygląda bardzo fajnie
BeeMeR - Czw 08 Lip, 2010 09:56
LKD - Akshay Kumar
Spodziewałam się ciekawszego odcinka, ale było tak se.
Na ostatnim obrazku ulubione parathy Akshaya
Fani różni, kwadratowi i podłużni, Singh is King nimi rządzi, ogromna większość to chłopcy, ale Akshay uśmiechnął się dopiero przy kobiecej fance która, nawiasem, nie była w stanie powiedzieć nic więcej niż hihihi
A kto by nie chciał tak upiększonego plakatami pokoju
Następnie udajemy się do Starego Delhi, by trójka wybrańców rywalizowała jeżdżąc rowerową rikszą - co nie jest ani proste ani łatwe, a do tego za ew. szkody należy zapłacić z własnej kieszeni (tj. najpierw z zarobku liczonego do wygranej).
Wygrywa przemiły Sikh, m.in tańczą z Akshayem "na klaty" na jednej nodze
W międzyczasie Akshay ocenia zawody kwiaty młodzieży męskiej w siłowaniu się na rękę, a na koniec obdarowuje kolejną osobę pomocą finansową.
Admete - Pią 09 Lip, 2010 10:31
Obejrzałam w końcu MINK Z sosem angielskim, nie polskim, bo polski był niesmaczny. Nie będe dużo pisac, bo już wszystko wcześniej napisano Film podobał mi się bardzo. Shahrukh był w nim aktorsko rewelacyjny, wspaniały - nie mam słów po prostu. Cały film był jego. Pierwsza połowa zabawna i wzruszająca w taki ciepły, dobry sposób. Druga smutna, ale zabarwiona mimo wszystko nadzieją. Więcej takich filmów proszę
Poza tym jak zawsze u karaa - piękne zdjęcia, kolory, muzyka. Podobało mi się umiejscowienie akcji w San Francisco.
Trzykrotka - Pią 09 Lip, 2010 11:02
Jak się cieszę, że Ci się podobało! Stary, dobry Karan - nawet bez teledysków na 500 tancerzy i obłędne stroje. Wzruszenia i emocje pozostają te same. Gra Shahrukha zapiera dech. Oglądałaś wersję długą, z Mamą Jenny, czy europejską, krótką?
Swoją drogą: oglądam sobie Cairo Time, którego niektóre kawałki nakręcone są w tych samych miejscach, co piramidowa piosenka z Czasem Słońce... i tak sobie marzę o podobnym filmie dla Shahrukha - takim pełnym czaru, trochę smutku, niespełnienia...
Edit: recenzja Milenge Milenge: 2/5
http://www.bollywoodhunga...7301/index.html
Admete - Pią 09 Lip, 2010 11:08
Oglądałam dłuższą wersję. Chetnie zobaczyłabym tez krótszą. Powinni potem sprzedawać rozszerzone dvd Jak w przypadku WP - obie wersje
Świetny pomysł z tym filmem w stylu Cairo Time dla Shahrukha! Taka wyciszona, słodko-gorzka historia bez łatwego happy endu. Ja sobie Cairo Time jeszcze raz obejrze, to jest taki wysmakowany film.
Trzykrotka - Pią 09 Lip, 2010 11:46
Piękny film, spokojny, wyciszony. I to spotkanie - niemożliwe, ale jakie ekscytujące! Trochę jak Mosty Madison County, tylko (podejrzewam) nie spełnione. Byłby świetny film w tym rodzaju, a Shahrukh - wieczny kochanek, nadawałby się do takiej roli. On nawet z Rizvana o szklistych oczach zrobił najbardziej romantycznego mężczyznę świata. Scena z mgłami San Francisco - bezcenna, zagrana przepieknie.
A sam Shahrukh kontunuuje wakacje, teraz już w Afryce. W oczekiwaniu na mecz finałowy Mundialu pojechał z rodziną na safari.
Kiedy nad dżunglą zapada noc, nasza drużyna śmiałków mknie na spotkanie ze zwierzętami
Czapki i kurtki są uzasadnione. W nocy napisał:
Teraz do łóżka. Nie widzieliśmy wiele zwierząt, za to przemarzliśmy do szpiku kości w jeepie. Mam nadzieję, ze jutro zwierzęta przyjdą, żeby nas obejrzeć.
BeeMeR - Pią 09 Lip, 2010 14:12
LKD - A R Rehman
Jak widać LKD to nie tylko aktorzy-gwiazdy - tu udało się Karanowi zaprosić ogromną gwiazdę w nieco innym, acz też filmowym temacie - ukochanego kompozytora wielu ludzi, dumę i chwałę Indii. Nioe muszę chyba pisać że odcinek przepełniony jest dużą ilością dobrej muzyki
A wiernych fanów ma ARR wcale nie mniej niż aktorzy - niektórzy pięknie imitują jego gest uniesienia dwóch Oscarów (za Slumdoga - soundtrack i piosenkę), niektórzy śpiewają, inni fałszują, prowadzą kulby fanowskie
Za zadanie mają smażyć placki - co niektórym idzie źle, a niektórym bardzo źle
Marzeniem wygranego pana jest zaśpiewanie z Rehmanem - fałszuje ile wlezie co Rehman przyjmuje z kamienna twarzą, Karan zupełnie nie kamienną , za co też tenże wybraniec przeprasza później, mówiąc, że wie, że nie umie śpiewać, ale nie mógł sobie odmówić...
Admete - Pią 09 Lip, 2010 15:35
Scena z mgłą nad San Francisco bardzo mi się podobała i te ostateczne oświadczyny - teraz z drugiej strony Cudo.
Co do Cairo Time to na pewno nie spełnione - tak lepiej pasuje do klimatu opowieści.
Irm - Pią 09 Lip, 2010 23:32
| Trzykrotka napisał/a: | | No owszem tak jest. I raczej sie nie zmieni - publiczność sama z siebie jest bardziej zainteresowana tym, jak wypadnie na ekranie syn tego, czy siostrzenica owego, niż ktoś kompletnie nieznany i nowy. Ale jednak można. Syn czy córka znanych i kochanych nie mają otwartej drogi do kariery, tylko debiutu. Co z tym zrobią potem... Harman Baweja przepadł, mimo pierwszego filmu jak z marzeń. Dla Eshy Deol mama musiała założyć firmę producencką i wziąć się do reżyserii, bo dziewczęciu siadła kariera, Abhishkowi się nie wiedzie... To pierwsze z brzegu przykłady. |
Oczywiście, za każdą taką niepewną gwiazdą jutra stoją setki być może zdolniejszych, bardziej wartych tego, żeby błyszczeć na ekranie. Ale niestety, ta branża tak ma, a Bollywood czy Kollywood wcale nie ma na to monopolu. Popatrz na legendarnych nowojorskich kelnerów - każdy po pracy goni na przesłuchanie - ilu się udaje?[/quote]Nie no jasne, Bobby Deol czy bracia Salmana też są tego dobrym przykładem. Mnie generalnie chodzi o to, że innym właściwie się nie daje szansy. Że osoba nie z środowiska, trochę znane, nie bardzo ma jak sobie wyrobić nazwisko, bo wielcy jej nie zatrudniają.
| Trzykrotka napisał/a: | | A że te same twarze - to małe środowisko jak na ilość filmów, które sie kręci. No i - jak sama powiedziałaś - publiczność decyduje. Publiczność, czyli box-office. Nie od dziś wiadomo - to gwiazdy wabią do kina. Chyba nigdy nie było inaczej, a już na pewno nie będzie, póki pierwszą informacją, jaka podaje się przy każdym filmie jest, jakie miał otwarcie i ile zarobił w pierwszym - drugim-trzecim tygodniu wyświetlania. I to też nie bollywoodzki wynalazek. A niby dlaczego Hollywood remake'ami stoi, a gwiazdy zatrudnia się do grania w kółko tych samych postaci? |
U nas podobnie. Większość filmów jest obsadzanych tą samą 20-30 aktorów, bo są znani, nie dając szansy, mniej popularnym aktorom. I to mnie tez irytuje, bo ile można patrzeć na Kota, Szyca, Małaszyńskiego czy Żmudę-Trzebiatowską?
Remakoza Hollywood, to wątek na inną rozmowę Fakt, że hollywoodcy aktorzy powtarzają grane przez siebie postaci, ale przynajmniej z innym tłem aktorskim. A w Bollywood, jak się niektóre pary ustanowią, to do aż do przesytu grają razem - co za dużo to nie zdrowo. Nie są parowani z innymi aktorami, więc nie mają się też jak rozwijać.
| Trzykrotka napisał/a: | | Wszyscy lubią czepiać się Karana, ale przecież jeśli choć trochę się wgryźć w wyliczanki obsadowe, choćby na imdb, to widać, że każdy reżyser ma swój zestaw ludzi do grania. Mani Ratnam ostatnio upodobał sobie Bachchanów, RGV ma swoich, Bhansali kocha Ash i Salmana... Przecież to dość zrozumiałe, że lepsze wyniki pracy osiąga się pracując z ludźmi, którzy znają twój rytm, rozumieją polecenia, a przede wszystkim - pasują do twojej wizji. |
Karan to tylko przykład był Pewnie, że z osobami, z którymi się człowiek rozumie, lepiej się pracuje, ale w którymś momencie kończy się możliwość twórczej współpracy. Podobnie jak przy duetach aktorskich.
| Trzykrotka napisał/a: | | A Karan nie ma w planach reżyserii - tylko produkcje. Pewnie jego reżyserzy sami wiedzą, z kim chcieliby nakręcić swoje filmy... |
A jak wiadomo, większość chciałaby grać z tymi największymi i najpopularniejszymi i koło się zamyka.
A propos reżyserii - IHLS reżyseruje debiutant. Ucieszyłam się, bo to zawsze ktoś nowy w biznesie. I co? okazało się, że to bodajże bratanek Manisha Malhotry. I wszystko zostaje w rodzinie. Od razu od powiem na ewentualne na zarzuty: to, że ktoś woli pracować z kimś z polecenia, a nie z ulicy, jest zrozumiałe. Mi znowu chodzi o danie szansy ludziom "znikąd". Może dlatego, że sama jestem na początku jakiejś tam drogi i odczuwam, jak istotne jest, żeby chciał dać szansę komuś nowemu, z zewnątrz, z niezbyt dużym bagażem doświadczenia. Znowu marudzę, I know, I know.
MNIK widziałam dwa razy (krótszą wersję) i mi starczy, mimo że kreacja Szaruka bardzo mi się podobała. Moim zdaniem filmowi zdecydowanie wyszłoby na lepszy, gdyby Karan został przy wątku obyczajowym z pierwszej części, bo to jest to, co on umie robić. Kiedy zabrał się za tematy serio, takie jak polityka, terroryzm czy prześladowania ze względu na wyznanie, zrobiło się naiwnie i kulejąco pod względem prawdopodobieństwa, co znacznie osłabiło mój całościowy odbiór filmu.
| BeeMer napisał/a: | Ależ wylewaj ile chcesz i potrzebujesz - pożalimy się razem |
Dzięki
|
|
|