To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Powiew Orientu

Admete - Pon 19 Kwi, 2010 06:37

Posprawdzam sobie...
Trzykrotka - Pon 19 Kwi, 2010 08:27

Tak mi się wydaje, że to ma być pokaz przedpremierowy. Ale plakaty filmowe już wiszą na mieście, więc chyba premiera tuż tuż.
BeeMeR - Pon 19 Kwi, 2010 09:00

Multikino twierdzi, że przedpremierowy, kontynuacja festiwalu, nie prowadzą rezerwacji tylko sprzedaż, ale film wchodzi do dystrybucji od piątku i od środy można będzie rezerwować. My też odpuszczamy dziś, pójdziemy jakoś w weekend.
Tylko czemu to jest wersja skrócona?! :wsciekla: :cry2:

Trzykrotka - Pon 19 Kwi, 2010 09:30

No właśnie :cry2: Pewnie pełną będzie można kupić na dvd
Ciekawe, czy to będzie w krótszej wersji


Edit:
A nie przepadałam nigdy za reklamą męskiej bielizny :slina:

Caitriona - Pon 19 Kwi, 2010 13:49

Ja się chyba ze złości i rozgoryczenia na tamten świat wybiorę.... Jak mieć pecha, to mieć. Najpierw przełożyli MNIK ze względu na sprawy techniczne, potem ze zwględu na żałobę, a jak mam iść dzisiaj to się nabawiłam bólu zęba i nie wiem czy dotrę na seans, bo mnie boli jak diabli..... :cry2: :cry2: :cry2: Źle mi, oj źle....... :cry2:
Calipso - Pon 19 Kwi, 2010 14:06

Caitri :przytul: :pociesz:
Caitriona - Pon 19 Kwi, 2010 14:44

Dzięki :)
Trzykrotka - Pon 19 Kwi, 2010 22:35

W ramach festiwalu Off Camera poszłam dziś na Japońską żonę, film, dla którego w ogóle wybrałam sie na festiwal. Aparny Sen znam tylko Mr and Mrs Iyer, a już ten jeden wystarczy, żebym zapragnęła obejrzeć więcej. Pani Aparna nie przyjechała - nieszczęsne opary wulkaniczne nad Europą jej nie pozwoliły. Ale i tak...
Wioseczka gdzieś w Bengalu, nad brzegiem rzeki, która chlupie tuz za plecionym płotem domku głównego bohatera. Pływające po niej łodzie są jedynym kontaktem z większym miastem. Świat zatrzymany w nie-historii. Bez prądu. Bez lekarstw. Z żelazkiem grzanym na ogniu. Z "kucaną" ubikacja. Z mężczyznami w spódniczkach i kobietami w sari. O internecie nie słyszano, telefon jest - w mieście, do którego trzeba długo wędrować.
Miejscowy nauczyciel matematyki, ciapowaty, ale cichy i dobry Snehamoy (Rahul Bose w grubych rogowych okularach i z okropną fryzurą) mieszka w chatynce na grobli nadrzecznej, razem z ukochana ciocią, która wychowała go po śmieci rodziców. Snehamoy ma japońską żonę, Miyage (Chigusa Takaku). Najpierw ze sobą korespondowali. Potem pobrali sie na odległość. I kochają się bardzo, mimo, że o podróży do siebie tylko na razie marzą. Snehamoy zarabia 100 dolarów miesięcznie. Miyage też nie jest bogata, poza tym, ma chorą mamę, której nie może opuścić. Więc wymieniają tylko listy, choć dla żadnego z nich angielski nie jest oswojonym językiem. I ani się obejrzą, mija 17 lat...
Może najpierw o tym, co najbardziej rzuca się w oczy - ten film zrobiony jest skromniutko i prosto. I część japońska i bengalska pokazane są bez fajerwerków, olśniewających ujęć i niezwykłych jazd kamery. Za całą ozdobę służy przyroda i dzieła ludzkie: rzeka o każdej porze roku, bujna zieleń, zatłoczone targowisko. Dzięki tej prostocie, jakoś bardzo słyszalne są dźwięki - każdy stukot, klepanie bosych stóp o ziemię, nieustanny śpiew ptaków, plusk wody, pokrzykiwania kobiet. Jedną porywającą i dynamiczna sceną jest - przepiękne - puszczanie latawców, indyjskich i japońskich. Ja odpoczywałam, oglądając niespiesznie o życie snujące się przed moimi oczami. Ale niespiesznie to jest w tym przypadku słowo-klucz. Nie należy oczekiwać po tym filmie dramatycznej akcji, jak w Mr and Mrs Iyer, bo jej tu nie ma. Niewiele sie dzieje, choć na naszych oczach upływa kawał życia Snehamoya.
Po seansie idąc do tramwaju rozgryzałam, o co właściwie chodziło tej dziwnej parze? Po co im był taki związek, bez szans, bez przyszłości, bez sensu?
Może o marzenia. O niezwykłość, jaka opromieniała ich życie, dwojga ludzi samotnych i potwornie nieśmiałych. O dreszcz emocji dla całej wsi, kiedy transportowano do niej pudło z kolejną przesyłka z dalekiego kraju, przy otwieraniu tego pudła wypełnionego po brzegi - latawcami. Może łatwiej było udawać, niż naprawdę zmagać się z życiem? Tak ja sobie ten film interpretuję - jako opowieść o marzeniach, które wyparły prawdziwe życie i w końcu je odebrały.
Ja się dałam urzec. Ale na pewno nie jest to film, który uwiedzie każdego.

Caitriona - Pon 19 Kwi, 2010 23:44

No, dotarłam na seans mimo bólu (najadałam się tabletek) i obejrzałam MNIK. Podobało mi się ogromnie. Naprawdę świetny film. Więcej naskrobię, jak już będę mogła się skupić ;)
BeeMeR - Wto 20 Kwi, 2010 08:26

Caitri :przytul:
Ja się na MNIK wybieram w weekend, póki co czekam na relację :kwiatek:
na Japońską żonę też mam ochotę, a tymczasem obejrzałam SA Shahrukha w Dulha Mil Gaya i jedyną moją reakcją jest: :frustracja: :confused3: :zalamka:
Okropieństwo - muzycznie, choreograficznie, kostiumowo.
Jak miałam ochotę niezobowiązująco obejrzeć ten film, tak mi odebrano. :evil:
np. tu, ładna wersja na pagali.
http://www.youtube.com/watch?v=8vNw5xYIvu8

Admete - Wto 20 Kwi, 2010 12:53

Ja jestem wstępnie umówiona z moją Moniką na seans MNIK na 1 maja. Być może będą grać w Multikinie - od Moniki jest tam najbliżej. Krakowianki miały okazję Monię spotkać kiedyś. Od tamtego czasu Monika polubiła bolly ;)
Trzykrotka - Wto 20 Kwi, 2010 13:25

Mam wielką nadzieję, że się Wam spodoba. Chyba, co byśmy nie mówili, ta okrojona wersja, choć uboższa o wiele pieknych scen (wycięto moją ukochaną scenę przemowy Rizvana w kościele :cry2: , zagraną po prostu po mistrzowsku), to jest bliższa wrażliwości człowieka Zachodu. Jeszcze jej nie widziałam, ale wysłuchawszy dokładnej relacji o różnicach, uważam, że cięcia mogły filmowi wyjśc na dobre. Będę bardzo czekać na Wasze relacje.
Dzięki małej podpowiedzi znalazłam wspaniały tekst, dla dociekliwych, lub po prostu g łębiej zainteresowanych kulturą filmową Indii na tle kultury indyjskiej w ogóle. Jest to bardzo wnikliwy esej poświęcony książce "Nie tylko Bollywood." Dla mnie - istna kopalnia złota. Zarejestrowałam się na stronie, żeby podziękować autorowi, Jackowi Tabiszowi. Polecam

http://www.hanuman.pl/art...100331143013581
http://www.hanuman.pl/art...72728669?query=

Admete - Wto 20 Kwi, 2010 13:37

Czytam sobie - no proszę pan ma dokładnie te same odczucia na temat katharsis, które i nam się kiedyś na początku narzuciły.
BeeMeR - Wto 20 Kwi, 2010 14:18

Trzykrotka napisał/a:
bardzo wnikliwy esej poświęcony książce "Nie tylko Bollywood." Dla mnie - istna kopalnia złota.
Ślicznie dziękuję za namiar - chętnie przeczytam :kwiatek:
Trzykrotka - Wto 20 Kwi, 2010 14:21

Admete napisał/a:
Czytam sobie - no proszę pan ma dokładnie te same odczucia na temat katharsis, które i nam się kiedyś na początku narzuciły.

W życiu nie wpadłabym na to, że bezlitosny Don działa zgodnie z wolą bogów, bo realizuje po prostu dharmę przestępcy. Muszę się porządnie wgryźć z ten tekst.

Admete - Wto 20 Kwi, 2010 15:01

Mnóstwo wiadomości. ja sobie go musze zapisać w bardziej czytelnej formie, bo tak gęsto ułożonych liter nie mogę czytać.
Caitriona - Wto 20 Kwi, 2010 17:18

MNIK

Rizvan Khan (Shah Rukh Khan) cierpi na zespół Aspergera, formę autyzmu. Rizvan ma kłopoty z wyrażaniem uczuć, nie lubi nowych miejsc i nie znosi koloru żółtego. Jest za to inteligentny i potrafi zreperować właściwie wszystko. Dzięki swojej matce całkiem nieźle radzi sobie w otaczającym go świecie. Gdy dorasta przeprowadza się do San Francisco, do swojego brata. Tam poznaje wesołą i sympatyczną Mandirę (Kajol), która ma syna Samira. Między nimi rodzi się uczucie, zakładają więc rodzinę, której szczęście przerywają jednak ataki z 11 września. Rizvan, by dotrzymać dane żonie słowo i przywrócić szczęście, udaje się w długą podróż, której celem jest spotkanie się z prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Ten film podobał mi się ogromnie. Przede wszystkim wielkie brawa dla Khana. Aktor rewelacyjnie poradził sobie z rolą osoby chorej: jego całe zachowanie, mimika, ruchy, sposób mówienia. Na pewno kosztowało go to wiele pracy. Poza tym jego Rizvan nie jest pozbawiony ciepła i nie sposób nie darzyć go sympatią. Khan razem z Kajol świetnie się uzupełniali i wspaniale oboje wypadli na ekranie. Bardzo podobały mi się ich wspólne sceny z pierwszej części filmu, te w których Rizvan i Mandira się poznają i docierają. Co bardzo miłe, ta część nie jest pozbawiona odrobiny humoru (cudna scenka z nocy poślubnej). Ale ten film to nie tylko historia pięknej, ale niezbyt łatwej miłości, ale także film drogi. Rizvan wyrusza w podróż, bo tak obiecał swojej żonie. W podróż, która nie będzie dla niego łatwa, nie tylko ze względu na jego chorobę, ale przede wszystkim na to jakiego jest wyznania i jakie nosi nazwisko. Już na samym początku mamy przedsmak tego, jak będzie traktowany: sceny z lotniska robią całkiem spore wrażenie. My Name Is Khan porusza jeszcze jedną kwestię. Pokazuje jak niektórzy muzułmanie mieszkający w USA dla swojego bezpieczeństwa odchodzą od swojej religii, zaprzestają przestrzegania różnych nakazów. Tak jak np. szwagierka Rizvana, która przestaje nosić hidżab. A jak reaguje na te zachowania główny bohater? Na zwróconą mu uwagę, że na modlitwę jest odpowiedni czas i miejsce odpowiada, że modlitwa nie zależy od czasu i miejsca, a wiary i intencji, a ludzie dzielą się tylko na dobrych i złych.

Moja przyjaciółka powiedziała, że My Name Is Khan jest w sumie mało bollywoodzkim filmem. I to prawda. Nie ma w nim muzycznych przerywników, poza jednym, piosenki słyszymy z tła, nie ma żadnych dream sequence, mam wrażenie, że także zagrany jest nieco inaczej. Ale mimo wszystko jest to film indyjski, kolorowy, opowiadający ciekawą historię. Mnie się bardzo podobał. Szczerze polecam.

Więcej: http://i-love-impala67.bl...-khan-2010.html

Admete - Wto 20 Kwi, 2010 17:34

Ja muszę poczekac jeszcze dwa tygodnie.
BeeMeR - Wto 20 Kwi, 2010 18:19

A ja do niedzieli o 15,40 :cheerleader2: - właśnie zarezerwowałam bilety na MNIK w Multikinie :cheerleader2:
Trzykrotka - Wto 20 Kwi, 2010 22:38

Caitrie - dzięki :kwiatek: Miałam wielką nadzieję, że ten ząb nie przeszkodzi Ci cieszyć się Khanem, to znaczy razem z nim przejść całą te trudną drogę.
Caitriona napisał/a:

Moja przyjaciółka powiedziała, że My Name Is Khan jest w sumie mało bollywoodzkim filmem.

Ech... kiedy patrzy się na filmy z ostatnich - powiedzmy - 2 lat, to widać jak na dłoni, że to jest właśnie bollywoodzki film. Takie jest teraz kino hindi klasy A. Nawet historie tańczone i śpiewane (jak [i]Love Aaj Kaal
, czy What's Your Rashe) w niczym nie przypominają Czasem słońce czasem deszcz. Pomyślałam sobie kiedyś z nostalgią, że ostatni takim filmem - szalonym, kolorowym, był Dil Bole Hadippa. I zrobił klapę :-|
Ale to prawda - takiego bohatera na pewno jeszcze nie było. I - co podkreśla się w Indiach - po raz pierwszy film mainstreamowy mówi o tożsamości muzułmańskiej i o byciu z niej dumnym.
Caitriona - Wto 20 Kwi, 2010 23:52

Trzykrotko, pamiętaj że ja jednak nie znam się na kinie indyjskim tak dobrze jak niektóre z Was, choć tę zmianę wyczułam. I podejrzewam, że większość ludzi, przeciętnych, sporadycznych "oglądaczy" nie zauważa tej różnicy, tak jak moja przyjaciółka, która widziała naprawdę wiele filmów bolly.

Ja także bardzo się cieszę, że dotarłam na film i miałam spokojny seans. Byłoby mi bardzo żal, gdyby było inaczej. Tylko szkoda, że była to skrócona wersja...

Trzykrotka - Śro 21 Kwi, 2010 09:14

Wiem, wiem, mój post nie miał na celu "naprostowywanie" czy zarzucanie niewiedzy. Po prostu sama się dziwię, w jakim tempie postępują tam zmiany.
BeeMeR - Śro 21 Kwi, 2010 10:26

Mi się też nieszczególnie podoba tendencja filmów bollywoodzkich do odchodzenia od numerów tanecznych, wtapiania piosenek w tło lub rezygnowania z nich w ogóle - nie do wszystkich filmów ta "europeizacja" czy raczej "amerykanizacja" pasuje :roll:
BeeMeR - Śro 21 Kwi, 2010 12:22

Przeczytawszy z uwagą i ochotą zalinkowany esej i faktycznie jest kopalnią ciekawych i w większości trafnych spostrzeżeń, np. na temat Dona, Devdasa i Slumdoga czy uwarunkowań kina bollywoodzkiego w przeróżnych aspektach: religijnych, teatralnych, estetycznych, muzycznych, niemniej nie w sposób nie zauważyć, że piętnując stereotypy rządzące książką "Nie tylko Bollywood", Autor sam wpada w pewien stereotyp, tj. bronienie estetyki bollywoodzkiej za wszelką cenę - nawet przez udowadnianie, że każdy film zawierający wstawki muzyczne i niosących akcję dalej piosenek/teledysków jest co najmniej dobry, a najczęściej wybitny - to przecież spora przesada :roll: .

Dwa fragmenty, z którymi się absolutnie nie zgadzam:
”Takim lekkim arcydziełem jest komedia romantyczna „Neal’n’Nikki” Arjuna Sabloka, z muzyką Salima – Sulaimana, gdzie w rolach głównych obsadzono Udaya Choprę i Tanishę. Ten znakomity, obdarzony iście owidiańskim duchem poemacik o miłości w ultranowoczesnym wydaniu mógłby służyć za narzędzie tortur dla zachodnich snobów. Tym niemniej to świetny film."
Nie jestem zachodnio-myślącym snobem, lecz zachodnio-myślącym sympatykiem wschodniego kina, a jednocześnie ten akurat film - Neal'n'Nikki był dla mnie męczarnią: złe aktorstwo, zresztą mizerne pole do popisu w płytkim scenariuszu i wołające o pomstę kostiumy które trzymały się na bohaterce chyba tylko na słowo honoru:
Ja w każdym razie zapamiętałam ją jako półgołą zdzirę, zamierzającą jak najszybcioej pozbyć się balastu dziewictwa. :frustracja:

Mamy choćby pochodzącą z czasów mogolskich i bardzo popularną opowieść o królewnie Rezia. Oparta jest ona na historii średniowiecznej władczyni Sułtanatu Delhijskiego, która wybrała sobie na męża czarnego wyzwoleńca, sławnego z prawości i mądrości. Choć w tych czasach Egiptem rządzili czarnoskórzy władcy, dla delhijskich dworzan było to nie do przyjęcia. Wbrew dobrym chęciom, małżonkowie giną i dramat się kończy. W oparciu o tę historię powstał znakomity film.
Znakomity... :zalamka:
Tak, mowa o Razia Sultan, w którym poczytne miejsce zajmują długie ujęcia na cierpiącą w milczeniu i nie wiedzieć czemu tytułową Razię (Hema Malini) lub też na buntującego się i piszącego własną krwią na własnej klacie Czarnoskórym (Dharmendra). Minimum dialogów, niemal brak akcji, długie, zawodzące piosenki oraz duża chaotyczność następujących po sobie scen i potężna dawka nudy. Słowem gniot jak się patrzy. :zalamka:
Trzykrotko, a jak Ci idzie oglądanie tego wybitnego dzieła? :lol:

Niemniej cały esej bardzo warto przeczytać - jest ciekawy i dużo w nim wartościowych i trafnych spostrzeżeń.

Trzykrotka - Śro 21 Kwi, 2010 12:44

To prawda, w momentach, kiedy ma pisać o własnych odczuciach, autor wygłasza czasem opinie kontrowersyjne. Wiedzę teoretyczną i znajomość kina ma jednak imponującą. Przyłapałam go na jednym byku! Z Saroj Khan zrobił mężczyznę :-D .
Ale z wieloma jego opiniami się zgadzam - o katharsis pisała już Admete. Tu o erotyce:
Podglądanie aktu seksualnego przez dziurkę od klucza nie daje nawet cienia tych emocji, jakie może przynieść umiejętna choreografia w filmowej piosence miłosnej(...) W dziedzinie zmysłowości zdecydowanie laur zwycięstwa należy do Bollywoodu, a kto nie wierzy – niech ogląda filmy. Przypomnę jeszcze raz – w indyjskiej estetyce niezachodniopodobnej chodzi o katharsis. O silne odczucie ukazywanej emocji. Dopóki widzimy piękne aktorki i aktorów zbliżających się do siebie, mamy nieskrępowaną wyobraźnię. Dobry choreograf wie, co z nią zrobić. (...) w scenach z „Devdasa” z roku 2002, kiedy na przykład cierń wbija się w stopę ukochanej i kochanek leczy zranienie pocałunkiem, cóż mogę powiedzieć…? Albo pochodzące z tegoż źródła zabawa z bransoletkami, czyli chęć ich założenia uciekającej bez przekonania piękności. Nie ma chyba nic bardziej erotycznego, niż pierwsze zbliżenie, dozowane powoli, kropla po kropli. Jeśli ktoś uważa, iż scena w łóżku następująca po rozmowie w biurze bardziej ogrzewa jego serce – proszę bardzo. Nie moja sprawa.
:oklaski:

W książce Nie tylko Bollywood raziło to, że do jej pisania brali się ludzie ewidentnie nie mający wielkiego pojęcia o tym kinie. Jedna z autorek używała pojęcia "kino hinduskie." Jak oglądam te filmy od 2003 i sporo czytam, to nie wiem, co to jest :roll: . Albo "indyjskie" albi "hindi." "Hinduskie" to byłoby chyba jakieś świątynne, nie? :zalamka:

O ja nieszczęsna.... Razia! :frustracja: Obiecuję, że po 15 minut na raz, ale obejrzę :zalamka: . Na razie mnie Dexter uwiódł z Murdochem na zmianę.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group