To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

Caitriona - Pon 07 Gru, 2009 22:15

Alicja napisał/a:
Rosół tylko raz "powiedział spójrzcie mi w oczy"

O, to szkoda, ale i tak postaram się dotrzeć do kina :D :D Kocham Mikołajka ;)

BeeMeR - Wto 08 Gru, 2009 08:40

Nightflyers (1987)

Film jest eee... intensywny (czytaj: "koszmarek" to bardzo dobre określenie :P )


Rzecz się dzieje w kosmosie w kosmicznym żelazku ;) i nieco na zewnątrz: :mrgreen:


W wielce kosmicznym wystroju i przy użyciu wysoce wyspecjalizowanej aparatury:


A dzieją się rzeczy wysoce dramatyczne :paddotylu: (tak dramatyczne, że nie mam siły ich opisać :paddotylu: )

Dramatis personae: załoga statku, na którą składają się ze trzy niemal identycznie utapirowane na blond panie (nie bardzo odróżnialne dla mnie :roll: dopóki na jedną nie zaczęli robić dużych zbliżeń :P ) oraz inne indywidua:


oraz tajemniczy mężczyzna (Michael Praed):


w ubranku, którego nie powstydał by się Guy of Gisbourne ;)


Film jest cudny jako ramotka - :rotfl: wielbicielom gatunku polecam -ja się w paru miejscach niemal popłakałam ze śmiechu :mrgreen: (zwłaszcza tam, gdzie z założenia pewnie powinnam być przerażona :lol: )

A teraz powinna przeczytać Żeglarzy Nocy, żeby wiedzieć co autor mógł mieć na myśli, bo nie jestem przekonana, że dokładnie to: :P


Praedzio :kwiatek: za odkrycie tego dzieła przede mną :mrgreen:

praedzio - Wto 08 Gru, 2009 08:44

BeeMer - dzięki za cudną "recenzję"!! Popłakałam się ze śmiechu. :rotfl:
I coraz bardziej pożądam powtórzenia sobie tego filmu. :mrgreen:

P.S. Swoją drogą - nie mogę się doczekać Twojej recenzji Son of Darkness. :lol:

Agn - Wto 08 Gru, 2009 08:49

Basiu, a właściwie to o czem jest to dzieło?
Alicja - Wto 08 Gru, 2009 08:51

Agn napisał/a:
Idę na Mikołajka w następny wtorek!!!

Caitriona napisał/a:
O, to szkoda, ale i tak postaram się dotrzeć do kina Kocham Mikołajka



napiszcie potem jak wam się podobało :-D

Rosół i tak był świetny :wink:

Anonymous - Wto 08 Gru, 2009 08:55

A ja wczoraj oglądnęłam film "moja dziewczyna wychodzi za mąż" i Patrick :love_shower: zresztą cały film jest tak ciepły, przyjemny!! Taka własnie powinna być komedia romantyczna....
Alicja - Wto 08 Gru, 2009 08:57

to będzie okrutne, ale podobało mi się gdy musiał dobijać się do jej drzwi :wink:
Anonymous - Wto 08 Gru, 2009 09:10

o to to!!
BeeMeR - Wto 08 Gru, 2009 09:10

Cytat:
Basiu, a właściwie to o czem jest to dzieło
Nightflyers? O kosmosie i o nieznanych obliczach - eee :mysle: - nieznanego :P (tu: w postaci komputera statku - buntującego się przeciw ludziom).
Mgliście pamiętam, że czytałam co najmniej kilka opowiadań o podobnej tematyce, ale bardziej kojrzaę je z Arturem C. Clarkiem czy Andrzejem Zajdlem, których łykałam swego czasu w ilościach hurtowych :mrgreen:

Niestety forma filmu -zwłaszcza efekty wizualne w postaci narysowanych laserów i muzyczka brzmiąca jak multiplikacja laserowych dźwięków zagłuszająca czasem dialogi (nie, żeby były jakieś wyrafinowane :roll: ) odziera z tajemniczości i grozy :mrgreen:

BeeMeR - Wto 08 Gru, 2009 12:23

Zachęcona niedawną recenzją Excalibura zapragnęłam sama też przypomnieć sobie owo dzieło.

No i stało się jak się miało stać :banan_Bablu:

Excalibur (1981)

Ja już zapomniałam jakie to jest cudniaste :mrgreen:
Pomijam zielony odblaskowy poblask miecza, :mrgreen: pomijam rozkosznie studyjną jaskinię Merlina :excited: , makietę Camelotu, narysowane pioruny i takie tam naleciałości lat osiemdziesiątych - film jest uroczy i ciekawy.

I faktycznie jak ktoś rzekł ma dużo więcej z legend arturiańskich niż późniejsze produkcje, które widziałam :mysle: Dużo więcej. :oklaski: Zwłaszcza jeśli chodzi Merlina i Morganę, kazirodcze związki i wzajemne zabójstwa, magię odchodzącą w cień i niepamięć - a wszystko pokazane jak najdosłowniej i najprościej - bez udziwnień - oj, podobało mi się :) w całej parcianej, zielono-odblaskowej otoczce ;)
Owszem,. film operuje czasem skrótami, ale dzięki temu nie jest rozwlekły. Ach, no i jest cudnie parciano-brudny - co robi dużo lepsze wrażenie niż sterylnie czyste zamki jakie się czasem widuje ;) Przynajmniej ja jestem zachwycona :mrgreen:

No i chyba oczywiste, że ten Merlin jest archetypem Gandalfa - starzec o niezwykłej mocy, który widział wiele światów, mówiący zagadkami :)
A rana Lancelota - nigdy nie wyleczona - archetypem rany Froda z Wichrowego Czuba
A pojedynek Artura i Lancelota o pierwszeństwo na moście - jak u Robin Hooda i Małego Johna :mrgreen:

Podobnież jak podoba mi się to, że młodzieńcy zachowują się jak na młodzieńców przystało (Percival i Artur) - durnie i porywczo :zalamka: - nie wyłączając przyszłego króla, bo niby czemu :P (choć miałam ochotę obu zdzielić przez łeb!) - a nie są więksi niż życie, jak to czasem bywa.

A w tle Carmina Burana :serduszkate:

















BeeMeR - Śro 09 Gru, 2009 10:25

Affinity (2008)
[Pokrewna dusza - w wolnym tłumaczeniu ;) ]

Jest to kolejny majstersztyk wizualny :oklaski:
Rzecz się dzieje w mglistym Londynie, końcem XIXw. (a kręcono w Bukareszcie :mrgreen: ), w dużej mierze na ulicach, po których nieustannie porusza się piękna kolekcja powozów ;) :


oraz wśród wnętrz domów, z cudnymi bibelotami :serduszkate:





wśród marzeń i wspomnień bohaterek:




no i przede wszystkim w więzieniu, jako że bohaterka opowieści, Margaret Prior, jest młodą damą odwiedzającą więźniarki w kobiecym więzieniu Millbank, skupiając się zwłaszcza na tajemniczej, fascynującej ją Selinie Dawes:




Film ma dwie kolorystyki, co zresztą widać na zdjęciach - przeważa mroczna, niebieskawa, oddająca ponurą atmosferę więzienia oraz oziębłych stosunków rodzinnych, cieplejsza pojawia się tylko w marzeniach i wspomnieniach. Film oprócz zachwytu nad malowniczością, jest bardzo wciągający i intrygujący.

Mój zachwyt budzą w nim też niemal Dickensowskie mordy niektórych postaci :mrgreen: :




Film jest oparty ma podstawie książki Sarah Waters, posiada więc charakterystyczne dla niej motyw miłości między kobietami, ale z trzech widzianych przeze mnie ekranizacji (pozostałe to: Muskając Aksamit i Złodziejka) ten je najsubtelniej pokazuje, bez epatowania golizną pań, dildo itp ;)
I tym razem wszyscy panowie nie są zdziwaczałymi karykaturami lubieżnych mężczyzn (co najwyżej jeden :P ) - co mnie nieco zniechęca w pozostałych wizjach Sarah Waters układów damsko-męskich :roll:
Oni są po prostu bohaterkom niepotrzebni - obecni tylko jako "dopełnienie" istniejącego świata, jako brat czy ew. przyjaciel (dopóki nie pragnie być niczym więcej), albo kontrahent w banku. I to do mnie bardziej przemawia :)



Zdecydowanie polecam miłośnikom kostiumowych filmów/seriali.

Gosia - Śro 09 Gru, 2009 16:41

Piękne scriny, BeeMer, cieszę się, że film Ci się podobał, bo faktycznie są w nim bardzo dobre zdjęcia i nastrój. Też zachęcam wszystkich do obejrzenia tego kostiumowca z intrygą.
Caitriona - Śro 09 Gru, 2009 17:38

Mnie również Affinity bardzo się podobał. Z klimatem, dreszczykiem, świetne zdjęcia, kostiumy i całkiem nieźle zagrany. Polecam.
BeeMeR - Czw 10 Gru, 2009 08:29

Mag13 napisał/a:
BeeMeR napisał/a:
Affinity (2008)
[Pokrewna dusza - w wolnym tłumaczeniu ;) ]

Tytuł można tłumaczyć też obecnym u nas wariantem Powinowactwo z wyboru......
Tytuł to świadome zapewne nawiązanie do powieści Johanna Wolfganga Goethego Powinowactwa z wyboru (Die Wahlverwandschaften) z 1809 r. Wedug tej powieści powstał w 1996 r. film włoskich reżyserów braci Tavianich (La affinita elettive) z Izabelą Huppert w roli głównej. Pewne małżeństwo zaprasza do swej posiadłości dwie osoby: chrześniaczkę pani domu, i przyjaciela pana domu. Nagle okazuje się, że pan domu zakochuje się w chrześniaczce żony. Goethemu chodziło o znany z fizyki element przyciągania się i tworzenia nowych konfiguracji, a samą powieść uważa się za jeden z pierwszych romansów metafizycznych.....
A dziękuję za informację, zbyt cenną by wygasła :kwiatek:

Jeszcze doczytałam później, że książka zostałą przetłumaczona jako Niebanalna więź
http://merlin.pl/Niebanal...t/1,643544.html

Gosia - Czw 10 Gru, 2009 08:34

Tak, pisałam o tej książce w wątku Sarah Waters.
BeeMeR - Czw 10 Gru, 2009 08:40

Gosia napisał/a:
Tak, pisałam o tej książce w wątku Sarah Waters.
tak, a niby gdzie doczytałam? :mrgreen: :kwiatek:
ale czytałam obejrzawszy już film, żeby sobie nie spoilerować co i jak :mrgreen:

Gosia - Czw 10 Gru, 2009 08:47

:mrgreen:

Ciekawa jestem jej najnowszej książki "Ktoś we mnie" (The Little Stranger") , muszę ją przeczytać, bo podobno tam też jest jakaś tajemnica, groza itd, ale niestety akcja toczy się już po wojnie, chyba w 1947 roku :( więc czasy wspólczesne. Wolałabym, żeby wróciła do epoki wiktoriańskiej.

Gosia - Czw 10 Gru, 2009 12:10

SUROGACI

Świat przyszłości. Ludzie żyją w całkowitej izolacji, a jedyny kontakt między nimi następuje za pomocą robotów, które są lepszymi wersjami ich samych. Agent FBI (Bruce Willis), a właściwie jego elektroniczny zastępca, pracuje w wydziale zabójstw. Pewnego dnia zostaje zmuszony jednak do dość ryzykownego wyjścia z domu. Nie ma jednak innej możliwości, bo tylko on sam jest w stanie zapobiec niebezpiecznemu spiskowi i serii tajemniczych morderstw.

Bruce Willis jest od lat jednym z moich ulubionych aktorów. Byłam ciekawa jego nowej kreacji w filmie "Surogaci". I muszę przyznać, że nie stracił nic ze swojego uroku, choć nie biega po szklanych wieżowcach ani lotnisku, czy dżungli (choć jest jedna dynamiczna scena pościgu), ale nadal nie można od niego oderwać wzroku, a nawet więcej - potrafi wzruszać. Na pewno to także efekt świetnego scenariusza i bardzo dobrej muzyki, która buduje nastrój. To film science-fiction, ale tak naprawdę poświęcony jest kondycji ludzkiej.

Ludzie chcieliby być wiecznie młodzi, piękni, przeżywać to, czego w normalnym życiu nie są w stanie - boją się, są nieśmiali, a może po prostu chorzy czy niepełnosprawni. Namiastkę tego innego życia odnajdują w komputerach, grach, internecie, forach i czatach, gdzie mogą się pokazać jako pewni siebie ludzie, którzy nie mają kompleksów. A co jeśli ktoś wymyśli surogatów, którzy tym innym piękniejszym życiem będą żyć za nas? My będziemy nimi sterować, czuć za nich. Surogaci nie będą chorować, nie zginą w wypadkach, zawsze będą piękni i młodzi. A gdy jakiś się uszkodzi, można go zawsze zastąpić nowym modelem. Może będą za nas walczyć na wojnach? My w tym czasie bedziemy sobie wypoczywać w domach, nie narażeni na stresy ani cierpienia.

Taką wizję przyszłości pokazuje ten film. To surogaci żyją z innymi, sterujący nimi ludzie siedzą zamknięci w swoich domach i nie kontaktują się z nikim. Zanikają więzi rodzinne. Są jednak ludzie, którzy są temu przeciwni, powstają rezerwaty, w których mieszkają ci, którzy nie akceptują sztucznego życia. Czy to oni są odpowiedzialni za serię morderstw, które dotykają surogatów i ich operatorów czyli ludzi?

Bruce Willis gra człowieka, który postanawia rozwiązać tę zagadkę, jednocześnie sam ma problem osobisty, gdyż jego więź z żoną właściwie zanikła. Ona woli używać swego piękniejszego surogata, gdyż nie akceptuje siebie. I ten właśnie wątek osobisty wyjątkowo mnie wzruszył, choć sama fabuła jest wciągająca i skłania do przemyśleń.

Czy naprawdę starzenie to coś złego? Znamiennna jest scena, gdy bohater Bruce`a odrzuca możliwość skorzystania z surogata - nie słyszałam, by ten aktor kiedykolwiek przeprowadził operację plastyczną, a starzeje się z wdziękiem, mimo łysiny, i nie traci swego uroku.

"Surogaci" to nie tylko bajka sf, pełna efektów specjalnych, ale przypowieść o człowieku i jego kompleksach.
Są tu pewne niedociągnięcia i nielogiczności (w którym filmie, zwłaszcza akcji ich nie ma?), ale jak dla mnie:
Rewelacyjny film. Rewelacyjny Bruce Willis. Świetne zdjęcia i muzyka. Na końcu, co przyznaję bez wstydu, poleciały mi łzy.

Dodam, że często w filmach akcji Bruce`a są wątki osobiste, przeważnie jego bohaterom nie układa się z żonami czy dziewczynami. Tu także jest taki wątek, ale podczas gdy w serii "Szklanych pułapek" Bruce`owi partneruje Bonnie Bedelia (zresztą przyjaciółka Willisów), nie potrafię do końca przejąć się problemami osobistymi Johna McClane`a.
Tu jest inaczej. W "Surogatach" Bruce`owi towarzyszy Rosamunde Pike i ich wzajemnej dość oszczędnej grze: Bruce`a i Rosamundy zawdzięczam to, że to właśnie ten wątek wydaje mi się bardzo ważny i ma uzasadnienie w stworzonym przez scenarzystę świecie. A co najważniejsze - wzrusza.

Bardzo polecam.

Gosia - Nie 13 Gru, 2009 19:44

Ktoś całkiem obcy (Perfect Stranger)


Kiedy reporterka śledcza Rowena Price (Halle Berry) dowiaduje się, że za śmiercią jej przyjaciółki może stać jeden z ważnych ludzi świata reklamy, Harrison Hill (Bruce Willis). Rowena decyduje, aby przy pomocy swojego współpracownika Milesa Haleya (Giovanni Ribisi) przeniknąć do świata, w którym obraca się Hill. Udając Katherine, tymczasową pracownicę agencji Hilla oraz Weronikę, z którą Hill flirtuje w sieci, Rowena ze wszystkich stron osacza swoją ofiarę...
Thriller z 2007 roku.

Po obejrzeniu "Surogatów" zatęskniłam znowu za Brucem Willisem, więc obejrzałam film "Perfect Stranger". Nie rozczarowałam się, bo miałam okazję zobaczyć Willisa w roli niepoprawnego uwodziciela.

Główna bohaterka, Rowana, postanawia zatrudnić się w biurze nie stroniącego od kobiet Harrisona Hilla. Jej przyjaciółka poznała Hilla na czacie, a potem została brutalnie zamordowana. Rowana z pomocą przyjaciela, Mylesa, próbuje znaleźć dowody winy Hilla. Obserwuje go w pracy, a także korzysta z czatu, by go poznać.

Oczywiście Hill nie pozostaje obojętny na jej wdzięki. Mimo że jest żonaty, a i w biurze ma swojego kobiecego "anioła stróża", nie zawaha się przed skorzystaniem z nadarzającej się możliwości, by flirtować z nową pracownicą. Poczynaniom Rowany cały czas kibicuje Myles, który pomaga jej rozpracowując Hilla i służąc jej cały czas swoją wiedzą i komputerowymi zdolnościami.

Gra Rowany jest niebezpieczna, tak samo jak niebezpiecznie czarujący jest Hill. Czy Rowanie uda się przechytrzyć Hilla? Czy uda mu się udowodnić winę? A może winny śmierci przyjaciółki jest zupełnie ktoś inny?

Jak wspomniałam przyjemnie było oglądać Bruce`a na ekranie w takiej roli. Nie stracił nic ze swego uroku. W filmie partneruje mu piękna Hale Berry, która faktycznie wygląda tak, jakby trudno było się oprzeć jej wdziękom.

Dobry film na sobotnio-niedzielne popołudnie. Zyskuje dużo dzięki suspensowi.


aneby - Pon 14 Gru, 2009 09:32

Obejrzałam w weekend Narzeczony mimo woli muszę przyznać, że w towarzystwie butelki wina, film jest całkiem znośny :wink:
A tak na serio - miejscami zabawny, ale niektóre sceny, w zamierzeniu śmieszne, dla mnie były po prostu głupie :roll: Cóż, może mam zwichrowane poczucie humoru :twisted:
Nie przekonała mnie ta cała miłość .... Margaret za mało "ludzka", a za bardzo zołzowata... Jak można się zakochać w takiej babie ? :confused3:
Kosztem durnowatych scen powinno być więcej jej przejawów człowieczeństwa ....
Natomiast okoliczności przyrody całkiem miłe dla oka :wink:

Ot miły filmik na sobotni wieczór, ale bez rewelacji. Można było zrobić to lepiej :wink:

Dalej jestem na głodzie komediowo-romantycznym :rumieniec:
Szukam czegoś ciekawego do obejrzenia :wink:

Alicja - Pon 14 Gru, 2009 21:01

aneby napisał/a:
Dalej jestem na głodzie komediowo-romantycznym

Przypuszczam, ze większość znanych już oglądałaś. Może jednak tego jeszcze nie,obejrzyj Loves comes softly - Miłość przychodzi powoli. Zrobione wiarygodnie, romantycznie i po prostu ładnie, nawet motylkowo :wink:

http://www.filmweb.pl/f10...dzi+powoli,2003

jest tego cudu cała seria, chyba 6 sztuk, w sam raz na głoda :wink:

damamama - Pon 14 Gru, 2009 22:04

Może "27 sukienek"?
Calipso - Pon 14 Gru, 2009 22:08

Albo Ugly Truth ? :wink:
aneby - Pon 14 Gru, 2009 22:12

Ugly truth już zanotowane :wink: nad Sukienkami pomyślę :mysle:
a tą serię Love comes softly już gdzieś widziałam, przynajmniej 1 film.

damamama - Pon 14 Gru, 2009 22:14

O! tego nie widziałam, gdzie można to zdobyć?


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group